Powieść obyczajowa
Chłopak, który oszalał na moim punkcie
38,99 zł
27,90 zł
38,99
27,90
KUP TERAZ

Chłopak, który oszalał na moim punkcie

1 opinia
Liczba stron: 352
Oprawa miękka
ISBN: 9788327666932
Premiera: 2021-03-24
Tłumaczenie: Danuta Fryzowska
Opracowanie graficzne okładki: Emotion Media

Dwa złamane serca. Jedna umowa na udawane randki. Co może pójść nie tak? Lucie sądziła, że ma wszystko, czego pragnie – kochającego mężczyznę, śliczne mieszkanie i pracę, w której jest naprawdę świetna. Ale piękna bańka prysła, kiedy Lucie nakryła swojego idealnego narzeczonego na tym, jak bzyka się ze swoją osobistą trenerką na ich wymarzonej nowiusieńkiej sofie. Teraz, trzy miesiące później, Lucie mieszka ze swoją najlepszą przyjaciółką i próbuje poukładać sobie życie bez zdradzieckiego niedoszłego męża.
Theo wybiera się na długi weekend do malowniczej Szkocji, gdzie ma być drużbą na ślubie brata. Perspektywa pięknych widoków, a także darmowej wyżerki właściwie powinna go napawać większym entuzjazmem. Gdyby tylko nie żywił uczuć do przyszłej panny młodej…
Kiedy los niespodziewanie krzyżuje drogi tych dwojga, Lucie i Theo zacieśniają więzi przy pączkach, opowiadając o swoich miłosnych katastrofach… i dochodzą do wniosku, że chyba mogą sobie nawzajem pomóc. Jeśli oboje będą przestrzegać zasad, nie ma mowy, żeby coś poszło nie tak.
Pisemny kontrakt? – Załatwiony.
Zmysłowe randki na niby? – Załatwione.
Seksualne iskrzenie, od którego wręcz może zająć się pościel? – A jakże, zała...
Chwila, co?!
Tego nie było w umowie...

Komedia romantyczna, druga z cyklu Love For Days. Uwaga: choć to osobna, niezależna historia, akcja tej powieści rozgrywa się po wydarzeniach opisanych w książce Chłopak, dla którego kompletnie straciłam głowę, więc zawiera treści zdradzające jej fabułę.

Kirsty Moseley

Kirsty Moseley kocha czytać od najmłodszych lat. Swoje pisarskie umiejętności odkryła gdy przyłączyła się do internetowej społeczności pisarzy-amatorów. Jej samodzielnie wydana książka "The boy who sneeks in my bedroom window" zdobyła rzesze fanów i wysokie miejsce w rankingu Goodreads’ Choice Awards na najlepszą książkę dla młodzieży 2012 roku. Jej druga powieść "Always you" została wydana kilka miesięcy później.

Jeden

 

Theo

 

Kojarzycie ten superniezręczny moment w filmie To właśnie miłość, kiedy wychodzi na jaw, że Rick Grimes kocha się w dziewczynie swojego najlepszego kumpla? Cóż, mam poniekąd tak samo, tylko że gorzej, bo nie chodzi o dziewczynę mojego najlepszego kumpla, a o narzeczoną mojego brata bliźniaka.

Amy Clarke – obiekt moich westchnień, dziewczyna moich marzeń i na moje nieszczęście narzeczona mojego brata – opada ciężko na sofę obok mnie, wyrywa mi z dłoni pilota do telewizora i natychmiast zaczyna skakać po programach w tak zwanym najlepszym sobotnim czasie antenowym.

– No więc, jaki serial ostatnio wciągnąłeś? Coś wartego obejrzenia? – pyta, przyglądając mi się zagadkowo.

Wzruszam ramionami i pociągam łyk piwa.

– Nie, nic. Przez ostatnie dwa dni miałem kupę roboty. Gonił mnie termin.

– Och, Theo, znowu? Naprawdę musisz zostawiać wszystko na ostatnią chwilę?

– Wtedy najlepiej mi się pracuje.

Czuję słodki zapach jej perfum, który się nade mną unosi, i ciepło jej ciała przyciśniętego do mojego. Przełykam ślinę i wbijam posępnie wzrok w telewizor, robiąc wszystko, aby nie przyznać przed samym sobą, że uwielbiam być tak blisko niej. Wiem, że pewnie przez to wychodzę na drania, ale nic na to nie poradzę. Bo ona tak naprawdę powinna być moja. Cholera, pierwszy ją zobaczyłem. Okej, mogłem ją sobie zaklepać… ale nie starczyło mi odwagi, żeby się z nią umówić. A teraz, dwa lata później, ona bierze ślub z moim bratem bliźniakiem, tymczasem ja siedzę na ich luksusowej sofie, w ich stylowym, eleganckim mieszkanku, żałując, że sprawy nie ułożyły się inaczej, i udając, że wcale mnie to nie przybija i że nie jestem zazdrosny jak diabli. Czyż to nie tragiczne?

Amy się przesuwa, siadając na podwiniętej nodze, a ja nieznacznie odwracam głowę, żeby dobrze ją widzieć. Włosy koloru różowej waty cukrowej spływają luźnymi falami wokół jej ślicznej twarzy, jej pełne usta są pociągnięte pastelowym błyszczykiem, a iście rajskie, błękitne oczy są idealnie podkreślone czarnym eyelinerem tworzącym efekt „kociego oka”. Amy to ten typ uroczej, ekscentrycznej dziewczyny, zupełnie nieświadomej tego, jaka jest cudowna. Nie ma także pojęcia o tym, że za nią szaleję.

Wzdycha teatralnie i ciska mi na kolana pilota, nie znalazłszy nic ciekawego do obejrzenia w oczekiwaniu na resztę towarzystwa i nasze wielkie wyjście.

– Zaczęliśmy z Jaredem oglądać Wiedźmina. Sęk w tym, że Jared stale pracuje do późna, więc wieczorami mamy czas tylko na jeden odcinek. Przeżywam istne katusze, nie mogąc obejrzeć reszty bez niego.

Po cichu się zastanawiam, czy jeszcze kiedyś poznam taką dziewczynę, dla której będę skłonny cierpliwie poczekać, aby we dwójkę obejrzeć wszystkie odcinki serialu na Netflixie. Pewnie nie.

Może gdybym miał więcej odwagi i zaprosił Amy na randkę na samym początku naszej znajomości…

Spoglądam gniewnie na swoje piwo, bezwiednie skubiąc paznokciem kciuka róg etykiety odchodzącej od butelki.

– Jak myślisz, co by było, gdybym zdobył się na odwagę i zaprosił cię na randkę pierwszego dnia, kiedy się poznaliśmy w tamtym pociągu? – wypalam bez namysłu. Pewnie dlatego, że to już moje trzecie piwo, a nawet nie ma jeszcze dziewiętnastej. Najwyraźniej mój wewnętrzny filtr nie działa, jak powinien, i pozwala mi na swobodniejsze wyrażanie myśli, zwłaszcza że to pytanie od dawna nie daje mi spokoju, sprawiając, że nie śpię po nocach.

Amy ściąga wargi i przekrzywia głowę. Odwracam się do niej i przyglądam, jak rozmyśla o tym, jak by to było, gdybyśmy byli parą. Podoba mi się to, że o tym myśli. Chyba naprawdę jestem chory.

Nagle spogląda mi w oczy i uśmiecha się filuternie.

– Pewnie byłoby nam wspaniale. Jesteśmy bardzo podobni; śmialibyśmy się całymi nocami i w ogóle świetnie byśmy się razem bawili. Układałoby nam się tak dobrze, że po jakimś czasie zabrałbyś mnie do domu i przedstawił rodzinie, i wtedy zobaczyłabym twojego brata, który ująłby mnie tą swoją melancholijną miną i dociekliwym spojrzeniem. Może upilibyśmy się na jakiejś imprezie i Jared opowiedziałby mi jakąś totalnie nerdowską matematyczną anegdotkę ze swojej pracy. I kiedy rozwodziłby się o równaniach i algorytmach, zakochałabym się w nim po uszy. Oczywiście czułabym się z tym okropnie, bo uświadomiłabym sobie, że powinnam być z Jaredem, nie z tobą, i musiałabym ci złamać serce. – Wyciąga rękę i poklepuje mnie po ramieniu, udając, że mnie pociesza po miłosnym zawodzie, który by mi sprawiła. – Obawiam się, że byłbyś tylko pośrednikiem, dzięki któremu poznałabym twojego brata. Przykro mi, Theo.

Auć. Zabolało.

Ale wiedziałem, że tak odpowie, jeszcze zanim to zrobiła. Od zawsze znałem odpowiedź. Amy i Jared są dla siebie stworzeni. Ja z kolei chyba jestem stworzony do samotności, bo na pewno nie ma dwóch tak samo cudownych dziewczyn jak Amy.

Kiwam ze smutkiem głową.

– Czyli dobrze, że jednak cię nie zaprosiłem. Wyobraź sobie, co by było, gdybyś bzyknęła się z nami oboma, a potem musiała żyć ze świadomością, że puściłaś kantem tego z braci, który jest lepszy w łóżku. Byłabyś zdruzgotana i przy każdej okazji próbowałabyś się do mnie dobrać. Ależ by było niezręcznie – żartuję, udając najlepiej, jak mogę, że to hipotetyczne odtrącenie wcale nie było jak cios pięścią w splot słoneczny.

Amy się śmieje i klepie mnie w ramię, przewracając oczami.

– Chciałbyś.

Jeszcze jak!

Na szczęście nie muszę nic odpowiadać, bo w tej samej chwili otwierają się wejściowe drzwi, w których stoją Heather i jej mąż Tim. To bliscy przyjaciele Amy. Podnoszę butelkę w geście powitania, kiedy wchodzą do jej mieszkania jak do siebie. Szczerze mówiąc, my wszyscy tak robimy. Bez przerwy się tu kręcimy, więc nikt nie przejmuje się takimi kurtuazyjnymi bzdurami, jak pukanie czy dzwonienie do drzwi.

Amy dźwiga się z sofy i gwiżdże z uznaniem, taksując wzrokiem Heather.

– Cholera. Ale ty rewelacyjnie wyglądasz!

Heather szczerzy się w uśmiechu i przesuwa dłońmi po opinającej figurę czarnej sukience, wygładzając ją na udach. Muszę przyznać, że rzeczywiście wygląda rewelacyjnie. Tim przygląda się swojej żonie z zadowoloną miną pewnego siebie kolesia, który wie, że wyrwał laskę z wyższej ligi. Ale tak naprawdę tworzą wspaniałą parę, a odkąd nieco ponad rok temu połączyli się węzłem małżeńskim, chodzą cali w skowronkach, czym przyprawiają nas, singli, o mdłości.

Spoglądam na Tima, ubranego w eleganckie spodnie w kancik i jasnoniebieską koszulę z kołnierzykiem, i uświadamiam sobie, że popełniłem ogromną gafę, jeśli chodzi o wybór stroju na dzisiejszą popijawę.

– A niech to! Trzeba się było wystroić? Myślałem, że po prostu idziemy do pubu na kilka głębszych, a potem wracając, wstąpimy po pijaku na pizzę. – Krzywię się, patrząc na swoje znoszone dżinsy i sprany T-shirt z logo Parku Jurajskiego.

Tim wzrusza ramionami.

Zrezygnowany podnoszę się z sofy.

– Idę do łazienki – kłamię.

Mijam łazienkę i bez pytania wchodzę do sypialni Jareda i Amy. Jared i ja jesteśmy bliźniakami. Dzieliliśmy to samo łono, więc pożyczanie jego ubrań to moje święte, przyrodzone prawo.

Podchodzę do szafy, stopami zsuwam adidasy i szybkim ruchem rozpinam guziki przy lewisach. Mój wzrok wędruje ku rzędom drogich, designerskich garniturów Jareda wiszących osobno w pokrowcach. Każdy na przedzie ma przezroczyste okienko, żeby można było bez otwierania zobaczyć, co jest w środku – mój brat lubi takie bajery. Wybieram ciemnoszary garnitur od Toma Forda i rozpinam pokrowiec, zsuwając pospiesznie dżinsy. Odpuszczam sobie koszulę; połączenie T-shirtu i garnituru jest bardziej w moim stylu.

Wkładając ponownie buty, przeglądam się przelotnie w lustrze nad toaletką i na swój widok aż kiwam z uznaniem głową. Wyglądam naprawdę dobrze. Jasnobrązowe włosy są starannie wystylizowane, choć dłuższe niż zwykle i dlatego opadają mi trochę na czoło. Ale efekt sprawia wrażenie zamierzonego, więc się tym nie przejmuję. Jared wydaje fortunę na garnitury, które będą dobrze leżały na jego atletycznym, gibkim ciele mierzącym niespełna sto dziewięćdziesiąt centymetrów, więc skoro jesteśmy właściwie identyczni (przynajmniej pod względem budowy fizycznej), na mnie też leżą jak ulał. Ten konkretny podkreśla wszystkie atuty mojej sylwetki, pozwalając się domyślać, co skrywa, chociaż niczego nie odsłania. Wyglądam w nim elegancko, ale dzięki T-shirtowi i adidasom nie za poważnie, co współgra z moją naturą.

W chwili, kiedy ponownie poprawiam włosy i już mam się spryskać wodą po goleniu Jareda, do pokoju wchodzi Amy.

– Yyy, rodzice nie nauczyli cię pukać? – żartuję, parskając śmiechem.

– Przecież to moja sypialnia! – prycha i unosi brwi. – On wie, że to pożyczasz?

Wzruszam obojętnie ramionami.

– Oczywiście, jak zawsze. Ale wie też, że nie ma sensu mi tego zabraniać.

Amy żartobliwie cmoka z dezaprobatą.

– Theo, za miesiąc skończysz trzydzieści lat. Najwyższa pora, żebyś kupił sobie własny garnitur. – Podchodzi do toaletki i bierze bransolety, a kiedy je wkłada, spogląda na mnie w lustrze.

– A po co, skoro mam brata, który jest moją wierną kopią, i mogę nosić jego? – ripostuję. – Poza tym garnitur wkładam tylko raz na dwa tygodnie, kiedy spotykam się z wydawcą. Nie noszę ich na co dzień, tak jak Jared. On ma ich tyle; nawet nie zauważy, że jakiegoś brakuje. – Na dowód wskazuję ręką zapełniony wieszak. – A to znaczy, że będę mógł go pożyczyć także na moje poniedziałkowe spotkanie i oddać po nim. – Posyłam jej mój rozbrajający i – jak sądzę – czarujący uśmiech.

Śmieje się i wzrusza ramionami, sięgając po brylantowe kolczyki, które potem ostrożnie przekłada przez dziurki w uszach. Dobrze mnie zna. Nie wiem w ogóle, po co ta cała gadka.

– Jeśli włożysz go dzisiaj, to nie będzie potem cuchnął zwietrzałym piwem, kebabem i wstydem?

Odwracam się do niej i uśmiecham triumfalnie.

– Popsikam się odświeżaczem.

Amy przewraca oczami i bierze torebkę, do której wrzuca błyszczyk i miętówki. Wbrew sobie taksuję ją wzrokiem, kiedy się pochyla, żeby zawiązać srebrne converse’y za kostkę. Ma na sobie czarne szorty sięgające tuż za pupę, pod spodem czarne rajstopy, przetykane jakby błyszczącą, srebrną nitką, i dopasowany różowy T-shirt z dekoltem w serek, na widok którego nad górną wargą zbierają mi się krople potu. Wpycham dłonie w kieszenie i mrugam, starając się nad sobą zapanować. Wreszcie odrywam wzrok od jej tyłka.

Nieładnie, Theo. Nieładnie.

– O której Jared ma wrócić z sympozjum? – pytam.

Amy się prostuje i zatyka loki za ucho.

– Lada chwila.

Jak na zawołanie wejściowe drzwi otwierają się i zamykają, a jej twarz rozjaśnia szeroki uśmiech, kiedy z salonu dobiega głos Jareda. Radosny pisk, który wyrywa się z ust Amy, jest dla mnie jak cios w jaja.

Wypada z pokoju, a ja powoli ruszam za nią, patrząc, jak mój lustrzany bliźniak upuszcza torbę i odwraca się do swojej narzeczonej. Na jego twarzy również pojawia się taki sam szeroki uśmiech, kiedy Amy pada mu w ramiona, nie dając nawet chwili na odsapnięcie.

Jared ją łapie i zatacza się nieco do tyłu ze śmiechem, natychmiast miażdżąc jej usta w pocałunku. Amy oplata go nogami wokół pasa i obejmuje za szyję; on jedną dłoń trzyma na jej tyłku, a drugą zaciska na włosach, podczas gdy właściwie się pożerają, zupełnie jakby Jareda nie było kilka miesięcy, a nie jeden pieprzony dzień, w którym musiał odbyć szkolenie.

Między nimi wprost iskrzy. Ich pożądanie wisi w powietrzu jak bezgłośny pierd, który wszyscy czują, ale są zbyt uprzejmi, żeby wyrazić swoje zgorszenie.

Cholerny farciarz.

Opieram się o futrynę i patrzę na ten obrazek, a w głowie mi wiruje. Sęk w tym, że choć w głębi ducha szaleję za Amy, to wiem, że z nim będzie jej lepiej. Nam nigdy by nie wyszło. Amy ma rację: gdybyśmy się wcześniej spiknęli, i tak ostatecznie zakochałaby się w Jaredzie. To było im z góry pisane.

Są dla siebie stworzeni. On ją dopełnia i nigdy nie widziałem go szczęśliwszego. Kiedy na nią patrzy, oczy wręcz lśnią mu z radości, i nawet trudno mi się złościć, że są razem. Jared jest świetny – wspaniały brat i mój najlepszy kumpel. Naprawdę porządny z niego gość i zrobiłbym dla niego wszystko. Zasługuje na Amy i na szczęście, które ona mu daje.

Jednak ta świadomość ani trochę nie tłumi mojej zazdrości. Przez całe moje życie nigdy niczego nie zazdrościłem Jaredowi: ani tej dobrze płatnej pracy, ani szpanerskiej bryki, ani drogich garniturów, ani ładnego mieszkania, ani nawet tego, że najwyraźniej przyszedł na świat ogarnięty i poukładany. O nie. Nigdy nie pożądałem niczego, co posiada... oprócz niej.

Tim przewraca oczami, a potem udaje, że wkłada sobie palec do gardła i rzyga.

– Wiesz, ludzie bulą niezły hajs, żeby oglądać takie rzeczy online.

– Jeśli muszą za to płacić, to znaczy, że szukają w złych miejscach. W necie można znaleźć mnóstwo darmowych filmików. Jeśli chcecie, mogę wam podrzucić parę linków – proponuję, mrugając do niego znacząco w drodze do kuchni po kolejne piwo.

Tim wybucha śmiechem. Przesuwa dłonią po plecach Heather i posyła mi porozumiewawczy uśmiech.

– Obejdziemy się bez. Ale dzięki.

– Cholerny pyszałek – kręcę głową.

Jared i Amy rozmawiają szeptem, stykając się czołami i patrząc sobie w oczy. Amy wciąż jest do niego przyklejona jak plaster do rany.

Opadam ciężko na sofę i udaję, że oglądam telewizję.

– Jak tam w pracy? – pytam Tima, a Amy wreszcie odkleja się od mojego brata.

Jared klepie mnie na powitanie po ramieniu.

– Daj mi pięć minut, przebiorę się i możemy iść.

Kiwam głową na zgodę.

Tim wypuszcza z płuc powietrze.

– Stary, kupa roboty. Już się nie mogę doczekać przyszłego weekendu, żeby mieć całe dwa dni wolne! To będzie sztos!

Heather się śmieje.

– Sztos? Czyżbyś znowu próbował się odmłodzić?

– A co ma być w przyszły weekend? – pytam głupkowato.

Dostaję silny cios w tył głowy. Krzywię się i chichoczę.

– Nic takiego, tylko wesele wszech czasów – pieje zachwycona Amy, uśmiechając się szeroko na myśl o zbliżającym się ślubie.

– Och, tylko tyle?

Jakbym nie pamiętał!

W duchu jednak jestem przerażony. Mój wspaniały plan polega na tym, żeby się upić, i to tak, że wspominając w przyszłości ten dzień, za cholerę nie będę w stanie przypomnieć sobie ani sekundy.

– Tak przy okazji, liczymy, że przyjdziesz z osobą towarzyszącą. Mówiłeś, że kogoś przyprowadzisz – ciągnie Amy, mierząc mnie surowo wzrokiem.

Przewracam oczami.

– I tak będzie. Nie jestem dzikusem.

– No to zdradzisz nam jej imię? Musimy przygotować plan usadzenia gości i winietki. – Pochyla się nad stolikiem, podnosi miseczkę z orzeszkami ziemnymi, bierze garść i wpycha je sobie do buzi, a potem podaje naczynie mnie.

Wzruszam ramionami i również częstuję się garścią.

– Raczej nie. Jeszcze go nie znam. Ale na pewno się dowiecie, jak je poznam. – Posyłam jej szeroki uśmiech.

– Zuchwały podrywacz! – rzuca ze śmiechem Heather, pokazując mi język.

Śmieję się dobrodusznie.

Żaden ze mnie podrywacz. Ale mnichem też nie jestem. Mimo iż tkwię w sidłach jednostronnej, nieodwzajemnionej i niestosownej miłości, chodzę na randki. Do cholery, w końcu jestem facetem. Jeśli akurat nie myślę o pracy, futbolu czy jedzeniu, to myślę o seksie. Mam swoje potrzeby, a moja prawa ręka czasami po prostu nie wystarcza. Będę szczery: na każdym kroku rozglądam się za kimś, kto do reszty zawróci mi w głowie, kto zaprzątnie moje myśli, odciągając je od Amy, i sprawi, że poczuję się mniej parszywie. Jak na razie... bez powodzenia. Jeszcze nie trafiłem na taką, którą byłbym zainteresowany dłużej niż przez kilka randek.

– Jeśli chcesz, mogę cię z kimś spiknąć – oferuje Tim, popijając piwo. – Znam kilka słodkich pielęgniarek, którym mógłbym cię przedstawić. – Wzdryga się, kiedy jego żona podszczypuje go przez koszulę w sutek. – Auć, skarbie. Za co? – pyta i się krzywi, masując pierś.

Heather mruży oczy.

– Jakie słodkie pielęgniarki?

Tim prycha lekceważąco i macha w moją stronę.

– Dla Theo! Przecież nie oglądałbym się za innymi, skoro w domu czekasz na mnie ty, w każdym calu doskonała i taka zadziorna.

Najwyraźniej Heather podoba się ta odpowiedź, bo łagodnieje, wtula się w niego i też zaczyna masować jego bolący sutek.

– Dzięki, brachu. Będę to miał na uwadze – odpowiadam. – Może jeszcze dziś kogoś poznam. Nigdy nie wiadomo.

Amy uśmiecha się radośnie. Chciałaby, żeby tak się stało. Jest jedną z tych dziewczyn, które cieszą się szczęściem innych, i dlatego w ciągu kilku ostatnich miesięcy już nieraz próbowała mnie z kimś zeswatać, niestety z fatalnym skutkiem.

Akurat wtedy do pokoju wraca Jared – w lśniących, czarnych lakierkach, idealnie wyprasowanych spodniach i białej koszuli. Na jego widok oddycham z ulgą, że jednak postanowiłem się przebrać i podkraść mu jeden z garniturów.

– O czym rozmawiamy? – Wyjmuje mi z ręki piwo i jednym haustem opróżnia pozostałe pół butelki, ignorując moje oburzone spojrzenie.

– O nieistniejącej dziewczynie, z którą Theo przyjdzie na ślub – odpowiada Amy.

Samą książkę czytałam z ogromną przyjemnością,pochłaniając ją w jeden wieczór. Styl pisania autorki, niewymuszona lekkość i spora dawka humoru sprawiły, że jestem zauroczona tą historią i czekam na kolejny tom

Historia ciekawa i wciągająca. Mnie się podobała, nawet bardziej niż pierwszy tom. Podczas czytania wywoływała wiele emocji. To historia o nieszczęśliwej miłości, o zdradzie, zranieniu, poświęceniu własnej siebie dla drugiej osoby, a także o poszukiwaniu własnego szczęścia, własnej drogi w życiu, miłości, przyjaźni. Książkę czytało się szybko, wciągnęła mnie praktycznie na samym początku i nie mogłam się oderwać do samego końca, pragnęłam od razu poznać, jak zakończy się historia tej dwójki

„Chłopak, który oszalał na moim punkcie” to książka, która mnie się spodobała. Uważam, że była ciekawa, wciągająca, wywołująca emocje podczas czytania. Z przyjemnością polecam.

Ta historia idealnie się nada gdy chcesz przeczytać coś lekkiego, niezobowiązującego przy czym dobrze spędzisz czas. 
Moim zdaniem można ją czytać bez znajomości pierwszego tomu, więc jak sobie odpuścicie ten 1 tom to i tak bez problemu wszystko zrozumiecie 

Wow, wow, wow! Niesamowita książka! Dalej nie ochłonęłam po przeczytaniu jej - a to miało miejsce kilka godzin temu... Wow, po prostu nie da się jej inaczej opisać. Uwielbiam twórczość tej autorki, ale nie sądziłam, że "Chłopak, który oszalał na moim punkcie" aż tak bardzo mi się spodoba! Dodam - jakby ktoś nie czytał opisu - że to drugi tom - i chociaż to niezależna historia, to faktycznie, lepiej najpierw przeczytać tom pierwszy, żeby sobie nie odebrać przyjemności czytania twórczości Kristy Moseley, a także żeby wyłapać wszystkie smaczki w pozycji, którą dziś recenzuję. Dodam od razu, ze recenzja pierwszego tomu też się na tym blogu znajduje, więc chętni mogą ją sobie w lupce wyszukać! 

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ

Anna
2021-05-01

Niedawno życie Lucie posypało się jak domek z kart. Zdradzona, załamana, bez domu, pracy, mężczyzny, którego kocha, mogąca liczyć tylko na siebie (i swoją przyjaciółkę) zaczyna wszystko od nowa. Praca w wydawnictwie, którą znalazła dzięki przyjaciółce, daje jej wiele satysfakcji, a pokój, który u niej może zająć, może nie jest wspaniały, ale wystarczający na jej potrzeby. Teraz pozostaje...