Powieść obyczajowa
Chłopak, który oszalał na moim punkcie
38,99 zł
27,90 zł
38,99
27,90
KUP TERAZ

Chłopak, który oszalał na moim punkcie

2 opinie
Liczba stron: 352
Oprawa miękka
ISBN: 9788327666932
Premiera: 2021-03-24
Tłumaczenie: Danuta Fryzowska
Opracowanie graficzne okładki: Emotion Media

Dwa złamane serca. Jedna umowa na udawane randki. Co może pójść nie tak? Lucie sądziła, że ma wszystko, czego pragnie – kochającego mężczyznę, śliczne mieszkanie i pracę, w której jest naprawdę świetna. Ale piękna bańka prysła, kiedy Lucie nakryła swojego idealnego narzeczonego na tym, jak bzyka się ze swoją osobistą trenerką na ich wymarzonej nowiusieńkiej sofie. Teraz, trzy miesiące później, Lucie mieszka ze swoją najlepszą przyjaciółką i próbuje poukładać sobie życie bez zdradzieckiego niedoszłego męża.
Theo wybiera się na długi weekend do malowniczej Szkocji, gdzie ma być drużbą na ślubie brata. Perspektywa pięknych widoków, a także darmowej wyżerki właściwie powinna go napawać większym entuzjazmem. Gdyby tylko nie żywił uczuć do przyszłej panny młodej…
Kiedy los niespodziewanie krzyżuje drogi tych dwojga, Lucie i Theo zacieśniają więzi przy pączkach, opowiadając o swoich miłosnych katastrofach… i dochodzą do wniosku, że chyba mogą sobie nawzajem pomóc. Jeśli oboje będą przestrzegać zasad, nie ma mowy, żeby coś poszło nie tak.
Pisemny kontrakt? – Załatwiony.
Zmysłowe randki na niby? – Załatwione.
Seksualne iskrzenie, od którego wręcz może zająć się pościel? – A jakże, zała...
Chwila, co?!
Tego nie było w umowie...

Komedia romantyczna, druga z cyklu Love For Days. Uwaga: choć to osobna, niezależna historia, akcja tej powieści rozgrywa się po wydarzeniach opisanych w książce Chłopak, dla którego kompletnie straciłam głowę, więc zawiera treści zdradzające jej fabułę.

Kirsty Moseley

Kirsty Moseley kocha czytać od najmłodszych lat. Swoje pisarskie umiejętności odkryła gdy przyłączyła się do internetowej społeczności pisarzy-amatorów. Jej samodzielnie wydana książka "The boy who sneeks in my bedroom window" zdobyła rzesze fanów i wysokie miejsce w rankingu Goodreads’ Choice Awards na najlepszą książkę dla młodzieży 2012 roku. Jej druga powieść "Always you" została wydana kilka miesięcy później.

Jeden

 

Theo

 

Kojarzycie ten superniezręczny moment w filmie To właśnie miłość, kiedy wychodzi na jaw, że Rick Grimes kocha się w dziewczynie swojego najlepszego kumpla? Cóż, mam poniekąd tak samo, tylko że gorzej, bo nie chodzi o dziewczynę mojego najlepszego kumpla, a o narzeczoną mojego brata bliźniaka.

Amy Clarke – obiekt moich westchnień, dziewczyna moich marzeń i na moje nieszczęście narzeczona mojego brata – opada ciężko na sofę obok mnie, wyrywa mi z dłoni pilota do telewizora i natychmiast zaczyna skakać po programach w tak zwanym najlepszym sobotnim czasie antenowym.

– No więc, jaki serial ostatnio wciągnąłeś? Coś wartego obejrzenia? – pyta, przyglądając mi się zagadkowo.

Wzruszam ramionami i pociągam łyk piwa.

– Nie, nic. Przez ostatnie dwa dni miałem kupę roboty. Gonił mnie termin.

– Och, Theo, znowu? Naprawdę musisz zostawiać wszystko na ostatnią chwilę?

– Wtedy najlepiej mi się pracuje.

Czuję słodki zapach jej perfum, który się nade mną unosi, i ciepło jej ciała przyciśniętego do mojego. Przełykam ślinę i wbijam posępnie wzrok w telewizor, robiąc wszystko, aby nie przyznać przed samym sobą, że uwielbiam być tak blisko niej. Wiem, że pewnie przez to wychodzę na drania, ale nic na to nie poradzę. Bo ona tak naprawdę powinna być moja. Cholera, pierwszy ją zobaczyłem. Okej, mogłem ją sobie zaklepać… ale nie starczyło mi odwagi, żeby się z nią umówić. A teraz, dwa lata później, ona bierze ślub z moim bratem bliźniakiem, tymczasem ja siedzę na ich luksusowej sofie, w ich stylowym, eleganckim mieszkanku, żałując, że sprawy nie ułożyły się inaczej, i udając, że wcale mnie to nie przybija i że nie jestem zazdrosny jak diabli. Czyż to nie tragiczne?

Amy się przesuwa, siadając na podwiniętej nodze, a ja nieznacznie odwracam głowę, żeby dobrze ją widzieć. Włosy koloru różowej waty cukrowej spływają luźnymi falami wokół jej ślicznej twarzy, jej pełne usta są pociągnięte pastelowym błyszczykiem, a iście rajskie, błękitne oczy są idealnie podkreślone czarnym eyelinerem tworzącym efekt „kociego oka”. Amy to ten typ uroczej, ekscentrycznej dziewczyny, zupełnie nieświadomej tego, jaka jest cudowna. Nie ma także pojęcia o tym, że za nią szaleję.

Wzdycha teatralnie i ciska mi na kolana pilota, nie znalazłszy nic ciekawego do obejrzenia w oczekiwaniu na resztę towarzystwa i nasze wielkie wyjście.

– Zaczęliśmy z Jaredem oglądać Wiedźmina. Sęk w tym, że Jared stale pracuje do późna, więc wieczorami mamy czas tylko na jeden odcinek. Przeżywam istne katusze, nie mogąc obejrzeć reszty bez niego.

Po cichu się zastanawiam, czy jeszcze kiedyś poznam taką dziewczynę, dla której będę skłonny cierpliwie poczekać, aby we dwójkę obejrzeć wszystkie odcinki serialu na Netflixie. Pewnie nie.

Może gdybym miał więcej odwagi i zaprosił Amy na randkę na samym początku naszej znajomości…

Spoglądam gniewnie na swoje piwo, bezwiednie skubiąc paznokciem kciuka róg etykiety odchodzącej od butelki.

– Jak myślisz, co by było, gdybym zdobył się na odwagę i zaprosił cię na randkę pierwszego dnia, kiedy się poznaliśmy w tamtym pociągu? – wypalam bez namysłu. Pewnie dlatego, że to już moje trzecie piwo, a nawet nie ma jeszcze dziewiętnastej. Najwyraźniej mój wewnętrzny filtr nie działa, jak powinien, i pozwala mi na swobodniejsze wyrażanie myśli, zwłaszcza że to pytanie od dawna nie daje mi spokoju, sprawiając, że nie śpię po nocach.

Amy ściąga wargi i przekrzywia głowę. Odwracam się do niej i przyglądam, jak rozmyśla o tym, jak by to było, gdybyśmy byli parą. Podoba mi się to, że o tym myśli. Chyba naprawdę jestem chory.

Nagle spogląda mi w oczy i uśmiecha się filuternie.

– Pewnie byłoby nam wspaniale. Jesteśmy bardzo podobni; śmialibyśmy się całymi nocami i w ogóle świetnie byśmy się razem bawili. Układałoby nam się tak dobrze, że po jakimś czasie zabrałbyś mnie do domu i przedstawił rodzinie, i wtedy zobaczyłabym twojego brata, który ująłby mnie tą swoją melancholijną miną i dociekliwym spojrzeniem. Może upilibyśmy się na jakiejś imprezie i Jared opowiedziałby mi jakąś totalnie nerdowską matematyczną anegdotkę ze swojej pracy. I kiedy rozwodziłby się o równaniach i algorytmach, zakochałabym się w nim po uszy. Oczywiście czułabym się z tym okropnie, bo uświadomiłabym sobie, że powinnam być z Jaredem, nie z tobą, i musiałabym ci złamać serce. – Wyciąga rękę i poklepuje mnie po ramieniu, udając, że mnie pociesza po miłosnym zawodzie, który by mi sprawiła. – Obawiam się, że byłbyś tylko pośrednikiem, dzięki któremu poznałabym twojego brata. Przykro mi, Theo.

Auć. Zabolało.

Ale wiedziałem, że tak odpowie, jeszcze zanim to zrobiła. Od zawsze znałem odpowiedź. Amy i Jared są dla siebie stworzeni. Ja z kolei chyba jestem stworzony do samotności, bo na pewno nie ma dwóch tak samo cudownych dziewczyn jak Amy.

Kiwam ze smutkiem głową.

– Czyli dobrze, że jednak cię nie zaprosiłem. Wyobraź sobie, co by było, gdybyś bzyknęła się z nami oboma, a potem musiała żyć ze świadomością, że puściłaś kantem tego z braci, który jest lepszy w łóżku. Byłabyś zdruzgotana i przy każdej okazji próbowałabyś się do mnie dobrać. Ależ by było niezręcznie – żartuję, udając najlepiej, jak mogę, że to hipotetyczne odtrącenie wcale nie było jak cios pięścią w splot słoneczny.

Amy się śmieje i klepie mnie w ramię, przewracając oczami.

– Chciałbyś.

Jeszcze jak!

Na szczęście nie muszę nic odpowiadać, bo w tej samej chwili otwierają się wejściowe drzwi, w których stoją Heather i jej mąż Tim. To bliscy przyjaciele Amy. Podnoszę butelkę w geście powitania, kiedy wchodzą do jej mieszkania jak do siebie. Szczerze mówiąc, my wszyscy tak robimy. Bez przerwy się tu kręcimy, więc nikt nie przejmuje się takimi kurtuazyjnymi bzdurami, jak pukanie czy dzwonienie do drzwi.

Amy dźwiga się z sofy i gwiżdże z uznaniem, taksując wzrokiem Heather.

– Cholera. Ale ty rewelacyjnie wyglądasz!

Heather szczerzy się w uśmiechu i przesuwa dłońmi po opinającej figurę czarnej sukience, wygładzając ją na udach. Muszę przyznać, że rzeczywiście wygląda rewelacyjnie. Tim przygląda się swojej żonie z zadowoloną miną pewnego siebie kolesia, który wie, że wyrwał laskę z wyższej ligi. Ale tak naprawdę tworzą wspaniałą parę, a odkąd nieco ponad rok temu połączyli się węzłem małżeńskim, chodzą cali w skowronkach, czym przyprawiają nas, singli, o mdłości.

Spoglądam na Tima, ubranego w eleganckie spodnie w kancik i jasnoniebieską koszulę z kołnierzykiem, i uświadamiam sobie, że popełniłem ogromną gafę, jeśli chodzi o wybór stroju na dzisiejszą popijawę.

– A niech to! Trzeba się było wystroić? Myślałem, że po prostu idziemy do pubu na kilka głębszych, a potem wracając, wstąpimy po pijaku na pizzę. – Krzywię się, patrząc na swoje znoszone dżinsy i sprany T-shirt z logo Parku Jurajskiego.

Tim wzrusza ramionami.

Zrezygnowany podnoszę się z sofy.

– Idę do łazienki – kłamię.

Mijam łazienkę i bez pytania wchodzę do sypialni Jareda i Amy. Jared i ja jesteśmy bliźniakami. Dzieliliśmy to samo łono, więc pożyczanie jego ubrań to moje święte, przyrodzone prawo.

Podchodzę do szafy, stopami zsuwam adidasy i szybkim ruchem rozpinam guziki przy lewisach. Mój wzrok wędruje ku rzędom drogich, designerskich garniturów Jareda wiszących osobno w pokrowcach. Każdy na przedzie ma przezroczyste okienko, żeby można było bez otwierania zobaczyć, co jest w środku – mój brat lubi takie bajery. Wybieram ciemnoszary garnitur od Toma Forda i rozpinam pokrowiec, zsuwając pospiesznie dżinsy. Odpuszczam sobie koszulę; połączenie T-shirtu i garnituru jest bardziej w moim stylu.

Wkładając ponownie buty, przeglądam się przelotnie w lustrze nad toaletką i na swój widok aż kiwam z uznaniem głową. Wyglądam naprawdę dobrze. Jasnobrązowe włosy są starannie wystylizowane, choć dłuższe niż zwykle i dlatego opadają mi trochę na czoło. Ale efekt sprawia wrażenie zamierzonego, więc się tym nie przejmuję. Jared wydaje fortunę na garnitury, które będą dobrze leżały na jego atletycznym, gibkim ciele mierzącym niespełna sto dziewięćdziesiąt centymetrów, więc skoro jesteśmy właściwie identyczni (przynajmniej pod względem budowy fizycznej), na mnie też leżą jak ulał. Ten konkretny podkreśla wszystkie atuty mojej sylwetki, pozwalając się domyślać, co skrywa, chociaż niczego nie odsłania. Wyglądam w nim elegancko, ale dzięki T-shirtowi i adidasom nie za poważnie, co współgra z moją naturą.

W chwili, kiedy ponownie poprawiam włosy i już mam się spryskać wodą po goleniu Jareda, do pokoju wchodzi Amy.

– Yyy, rodzice nie nauczyli cię pukać? – żartuję, parskając śmiechem.

– Przecież to moja sypialnia! – prycha i unosi brwi. – On wie, że to pożyczasz?

Wzruszam obojętnie ramionami.

– Oczywiście, jak zawsze. Ale wie też, że nie ma sensu mi tego zabraniać.

Amy żartobliwie cmoka z dezaprobatą.

– Theo, za miesiąc skończysz trzydzieści lat. Najwyższa pora, żebyś kupił sobie własny garnitur. – Podchodzi do toaletki i bierze bransolety, a kiedy je wkłada, spogląda na mnie w lustrze.

– A po co, skoro mam brata, który jest moją wierną kopią, i mogę nosić jego? – ripostuję. – Poza tym garnitur wkładam tylko raz na dwa tygodnie, kiedy spotykam się z wydawcą. Nie noszę ich na co dzień, tak jak Jared. On ma ich tyle; nawet nie zauważy, że jakiegoś brakuje. – Na dowód wskazuję ręką zapełniony wieszak. – A to znaczy, że będę mógł go pożyczyć także na moje poniedziałkowe spotkanie i oddać po nim. – Posyłam jej mój rozbrajający i – jak sądzę – czarujący uśmiech.

Śmieje się i wzrusza ramionami, sięgając po brylantowe kolczyki, które potem ostrożnie przekłada przez dziurki w uszach. Dobrze mnie zna. Nie wiem w ogóle, po co ta cała gadka.

– Jeśli włożysz go dzisiaj, to nie będzie potem cuchnął zwietrzałym piwem, kebabem i wstydem?

Odwracam się do niej i uśmiecham triumfalnie.

– Popsikam się odświeżaczem.

Amy przewraca oczami i bierze torebkę, do której wrzuca błyszczyk i miętówki. Wbrew sobie taksuję ją wzrokiem, kiedy się pochyla, żeby zawiązać srebrne converse’y za kostkę. Ma na sobie czarne szorty sięgające tuż za pupę, pod spodem czarne rajstopy, przetykane jakby błyszczącą, srebrną nitką, i dopasowany różowy T-shirt z dekoltem w serek, na widok którego nad górną wargą zbierają mi się krople potu. Wpycham dłonie w kieszenie i mrugam, starając się nad sobą zapanować. Wreszcie odrywam wzrok od jej tyłka.

Nieładnie, Theo. Nieładnie.

– O której Jared ma wrócić z sympozjum? – pytam.

Amy się prostuje i zatyka loki za ucho.

– Lada chwila.

Jak na zawołanie wejściowe drzwi otwierają się i zamykają, a jej twarz rozjaśnia szeroki uśmiech, kiedy z salonu dobiega głos Jareda. Radosny pisk, który wyrywa się z ust Amy, jest dla mnie jak cios w jaja.

Wypada z pokoju, a ja powoli ruszam za nią, patrząc, jak mój lustrzany bliźniak upuszcza torbę i odwraca się do swojej narzeczonej. Na jego twarzy również pojawia się taki sam szeroki uśmiech, kiedy Amy pada mu w ramiona, nie dając nawet chwili na odsapnięcie.

Jared ją łapie i zatacza się nieco do tyłu ze śmiechem, natychmiast miażdżąc jej usta w pocałunku. Amy oplata go nogami wokół pasa i obejmuje za szyję; on jedną dłoń trzyma na jej tyłku, a drugą zaciska na włosach, podczas gdy właściwie się pożerają, zupełnie jakby Jareda nie było kilka miesięcy, a nie jeden pieprzony dzień, w którym musiał odbyć szkolenie.

Między nimi wprost iskrzy. Ich pożądanie wisi w powietrzu jak bezgłośny pierd, który wszyscy czują, ale są zbyt uprzejmi, żeby wyrazić swoje zgorszenie.

Cholerny farciarz.

Opieram się o futrynę i patrzę na ten obrazek, a w głowie mi wiruje. Sęk w tym, że choć w głębi ducha szaleję za Amy, to wiem, że z nim będzie jej lepiej. Nam nigdy by nie wyszło. Amy ma rację: gdybyśmy się wcześniej spiknęli, i tak ostatecznie zakochałaby się w Jaredzie. To było im z góry pisane.

Są dla siebie stworzeni. On ją dopełnia i nigdy nie widziałem go szczęśliwszego. Kiedy na nią patrzy, oczy wręcz lśnią mu z radości, i nawet trudno mi się złościć, że są razem. Jared jest świetny – wspaniały brat i mój najlepszy kumpel. Naprawdę porządny z niego gość i zrobiłbym dla niego wszystko. Zasługuje na Amy i na szczęście, które ona mu daje.

Jednak ta świadomość ani trochę nie tłumi mojej zazdrości. Przez całe moje życie nigdy niczego nie zazdrościłem Jaredowi: ani tej dobrze płatnej pracy, ani szpanerskiej bryki, ani drogich garniturów, ani ładnego mieszkania, ani nawet tego, że najwyraźniej przyszedł na świat ogarnięty i poukładany. O nie. Nigdy nie pożądałem niczego, co posiada... oprócz niej.

Tim przewraca oczami, a potem udaje, że wkłada sobie palec do gardła i rzyga.

– Wiesz, ludzie bulą niezły hajs, żeby oglądać takie rzeczy online.

– Jeśli muszą za to płacić, to znaczy, że szukają w złych miejscach. W necie można znaleźć mnóstwo darmowych filmików. Jeśli chcecie, mogę wam podrzucić parę linków – proponuję, mrugając do niego znacząco w drodze do kuchni po kolejne piwo.

Tim wybucha śmiechem. Przesuwa dłonią po plecach Heather i posyła mi porozumiewawczy uśmiech.

– Obejdziemy się bez. Ale dzięki.

– Cholerny pyszałek – kręcę głową.

Jared i Amy rozmawiają szeptem, stykając się czołami i patrząc sobie w oczy. Amy wciąż jest do niego przyklejona jak plaster do rany.

Opadam ciężko na sofę i udaję, że oglądam telewizję.

– Jak tam w pracy? – pytam Tima, a Amy wreszcie odkleja się od mojego brata.

Jared klepie mnie na powitanie po ramieniu.

– Daj mi pięć minut, przebiorę się i możemy iść.

Kiwam głową na zgodę.

Tim wypuszcza z płuc powietrze.

– Stary, kupa roboty. Już się nie mogę doczekać przyszłego weekendu, żeby mieć całe dwa dni wolne! To będzie sztos!

Heather się śmieje.

– Sztos? Czyżbyś znowu próbował się odmłodzić?

– A co ma być w przyszły weekend? – pytam głupkowato.

Dostaję silny cios w tył głowy. Krzywię się i chichoczę.

– Nic takiego, tylko wesele wszech czasów – pieje zachwycona Amy, uśmiechając się szeroko na myśl o zbliżającym się ślubie.

– Och, tylko tyle?

Jakbym nie pamiętał!

W duchu jednak jestem przerażony. Mój wspaniały plan polega na tym, żeby się upić, i to tak, że wspominając w przyszłości ten dzień, za cholerę nie będę w stanie przypomnieć sobie ani sekundy.

– Tak przy okazji, liczymy, że przyjdziesz z osobą towarzyszącą. Mówiłeś, że kogoś przyprowadzisz – ciągnie Amy, mierząc mnie surowo wzrokiem.

Przewracam oczami.

– I tak będzie. Nie jestem dzikusem.

– No to zdradzisz nam jej imię? Musimy przygotować plan usadzenia gości i winietki. – Pochyla się nad stolikiem, podnosi miseczkę z orzeszkami ziemnymi, bierze garść i wpycha je sobie do buzi, a potem podaje naczynie mnie.

Wzruszam ramionami i również częstuję się garścią.

– Raczej nie. Jeszcze go nie znam. Ale na pewno się dowiecie, jak je poznam. – Posyłam jej szeroki uśmiech.

– Zuchwały podrywacz! – rzuca ze śmiechem Heather, pokazując mi język.

Śmieję się dobrodusznie.

Żaden ze mnie podrywacz. Ale mnichem też nie jestem. Mimo iż tkwię w sidłach jednostronnej, nieodwzajemnionej i niestosownej miłości, chodzę na randki. Do cholery, w końcu jestem facetem. Jeśli akurat nie myślę o pracy, futbolu czy jedzeniu, to myślę o seksie. Mam swoje potrzeby, a moja prawa ręka czasami po prostu nie wystarcza. Będę szczery: na każdym kroku rozglądam się za kimś, kto do reszty zawróci mi w głowie, kto zaprzątnie moje myśli, odciągając je od Amy, i sprawi, że poczuję się mniej parszywie. Jak na razie... bez powodzenia. Jeszcze nie trafiłem na taką, którą byłbym zainteresowany dłużej niż przez kilka randek.

– Jeśli chcesz, mogę cię z kimś spiknąć – oferuje Tim, popijając piwo. – Znam kilka słodkich pielęgniarek, którym mógłbym cię przedstawić. – Wzdryga się, kiedy jego żona podszczypuje go przez koszulę w sutek. – Auć, skarbie. Za co? – pyta i się krzywi, masując pierś.

Heather mruży oczy.

– Jakie słodkie pielęgniarki?

Tim prycha lekceważąco i macha w moją stronę.

– Dla Theo! Przecież nie oglądałbym się za innymi, skoro w domu czekasz na mnie ty, w każdym calu doskonała i taka zadziorna.

Najwyraźniej Heather podoba się ta odpowiedź, bo łagodnieje, wtula się w niego i też zaczyna masować jego bolący sutek.

– Dzięki, brachu. Będę to miał na uwadze – odpowiadam. – Może jeszcze dziś kogoś poznam. Nigdy nie wiadomo.

Amy uśmiecha się radośnie. Chciałaby, żeby tak się stało. Jest jedną z tych dziewczyn, które cieszą się szczęściem innych, i dlatego w ciągu kilku ostatnich miesięcy już nieraz próbowała mnie z kimś zeswatać, niestety z fatalnym skutkiem.

Akurat wtedy do pokoju wraca Jared – w lśniących, czarnych lakierkach, idealnie wyprasowanych spodniach i białej koszuli. Na jego widok oddycham z ulgą, że jednak postanowiłem się przebrać i podkraść mu jeden z garniturów.

– O czym rozmawiamy? – Wyjmuje mi z ręki piwo i jednym haustem opróżnia pozostałe pół butelki, ignorując moje oburzone spojrzenie.

– O nieistniejącej dziewczynie, z którą Theo przyjdzie na ślub – odpowiada Amy.

 „Chłopak, który oszalał na moim punkcie” fajnie łączy wątki miłosne i komediowe. Słowne potyczki głównych bohaterów, ich żarty oraz gagi sytuacyjne sprawiają, że ta romantyczna opowieść jest naprawdę zabawna!

Urocza, romantyczna okładka, a książka bardzo przyjemna, lekka i zabawna. Czytałam ją z uśmiechem na ustach i ciekawością. Wiele razy mnie rozbawiła, naprawdę bardzo ją polecam. To jedyna z tych książek, od których nie da się oderwać póki się nie skończy i całkowicie wczuwa się w życie bohaterów. Cudowna.

Kochani, jestem naprawdę zachwycona i polecam tę książkę od wczoraj, wszystkim moim przyjaciółkom! Powieść, która jest bardzo inna od reszty. Wyjątkowa historia, zaskakująca, wciągająca już od pierwszych stron. Lekka, przyjemna lektura na letnie wieczory, musicie to przeczytać!!!

Książkę od początku do samego końca czyta się bardzo przyjemnie. Można nawet rzec, że się przez nią płynie. Fabuła książki ani przez chwilę nie zwalnia, dzięki czemu historia nie jest nużąca, a czytelnik, poznając ją, bardzo dobrze się bawi.

Jeżeli lubicie lekkie książki to zdecydowanie polecam. Książkę czytało się dość szybko, nie zabrakło śmiesznych momentów. Książka jest pisana z perspektywy obu bohaterów także możemy poznać ich myśli.Idealny romans na wieczór czy leniwe popołudnie, chociaż te bywają u mnie rzadkością. Bohaterowie ciekawie wykreowani i chętnie uczestniczyłam w ich przygodzie. Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę spod pióra Kirsty Moseley, a właściwie czekam na trzeci tom, który będzie o Aubrey.

Jeśli macie ochotę na słodki, ale bardzo przyjemny romans, który nie będzie wymagał od was dużego skupienia, tylko pozwoli się wam zrelaksować, to "Chłopak, który oszalał na moim punkcie" będzie dobrym wyborem. Ja polecam!

Bardzo polubiłam głównych bohaterów (choć Lucie w ostatnich rozdziałach nagle zaczyna plątać się w swoich uczuciach, czym wywołała u mnie lekką irytację, jednak w porę wzięła się w garść). Całość czytało mi się naprawdę dobrze i jeśli ktoś szuka lekkiej komedii romantycznej na jeden wieczór, to myślę, że „Chłopak, który oszalał na moim punkcie” będzie strzałem w dziesiątkę.
 

Chłopak, który oszalał na moim punkcie to lekka, urocza i niezwykle humorystyczna powieść z ognistym romansem oraz cudownie wykreowanymi bohaterami. Kirsty Moseley podniosła wysoko poprzeczkę prezentując barwne perypetie zwariowanej pary, która nie jest ze sobą tak na serio. A może jednak jest? Lucie i Theo sami muszą zadecydować, czy są gotowi zapomnieć o poprzednich związkach i zaryzykować. Jak zakończy się ich przygoda?

Jeśli o mnie chodzi, to Moseley znowu to zrobiła. Napisała książkę na punkcie której można oszaleć. Autorka sprawiła, że zakochałam się w historii Lucie i Theo i jestem pewna, że mogłaby ona posłużyć za scenariusz filmu.
(...) To cudowna, zabawna i zapierająca dech w piersiach historia miłosna. Moseley jest królową książkowych chłopaków - a przynajmniej jeśli chodzi o tę dwójkę bliźniaków, to poszło jej aż za dobrze. O takich facetach jak oni pewnie się marzy, śni po nocach i ślini na ich widok (ale co ja tam mogę wiedzieć).

Zaczęłam "Chłopak, który oszalał na moim punkcie" z uśmiechem na twarzy i tak też ją skończyłam. To nie jest pozycja od której powinno się wiele wymagać, ale i tak uważam, że spełnia swoje zadanie, bo bawi, wywołuje motylki w brzuchu i jest idealna, żeby się rozerwać. Lucie i Theo od razu zarażają swoją energią, radością, ich relacja łapie w swoje sidła i nim się obejrzymy, już przewracamy ostatnią stronę.

Z przyjemnością zasiadłam do lektury „Chłopaka, który oszalał na moim punkcie” autorstwa K. Moseley. Seria „Love For Days” zachowana jest w klimacie komedii romantycznej, co sprawia, że sama fabuła nie jest skomplikowana. Nie trudno znaleźć w niej utartych schematów, domyślić się, jak potoczą się dalsze losy bohaterów. Ale czy nie takie są właśnie komedie romantyczne? „Chłopak…” to typowy, lekki romans, idealny na popołudniowy relaks po pracy, przy kawie i ciastku.

Nie wiem, co ta pozycja zrobiła ze mną, ale totalnie się w niej zakochałam. Mam klaustrofobię i męża, a po lekturze tej powieści, chętnie zacięłabym się w windzie z Theo :)
(...) Jeśli lubicie romanse i powieści obyczajowe, to jestem pewna, że ta książka przypadnie Wam do gustu. Nie musicie znać poprzedniej części, gdyż historie tylko delikatnie się łączą. Ja natomiast ze zniecierpliwieniem czekam na trzeci tom, choć przy okazji żałuję, że to nie Theo i Lucie będą w nim głównymi postaciami.

Bohaterowie są barwni, a akcja jest wartka, z nutką humoru, ale także z dreszczykiem podniecenia iskrzącym między bohaterami. Jest czas na zabawę, żarty ale i nutę refleksji, a także czas walki o siebie i swoje szczęście.
Książkę czyta się szybko i z przyjemnością. To lekka i wciągająca powieść na jeden, dwa wieczory. I choć jest drugim tomem  z serii, to w trakcie czytania w ogóle się tego nie domyśliłam Dopiero na ostatniej stronie, przeczytałam o tym w kilku słowach od autorki. Tak więc można spokojnie ją czytać niezależnie od innych części, nie tracąc nic z przyjemności lektury.

Książka jest zabawna, urocza i sympatyczna. Idealny romans na leniwe popołudnie. Nie burzy murów, nie moralizuje, po prostu urzeka akcją, która czasami jest zwariowana a kiedy indziej typowo romantyczna. W końcu Moseley postarała się o bohaterów z pazurem, którzy mają coś do powiedzenia i nie giną w tłumie, bohaterów wartych bliższego poznania i takich, którzy wzajemnie siebie uzupełniają. Ich historia jest zwariowana, ale o to chodzi, by nie nudzić się podczas czytania a wraz z bohaterami przeżywać ich przygodę.

Kirsty Moseley kolejny udowadnia, że potrafi napisać dobrą, zabawną i wzruszającą komedię z przymrużeniem oka. Postacie są dopracowane w najmniejszym stopniu.
(...) Jeśli szukacie czegoś na odstresowanie, czegoś lekkiego i zabawnego to polecam twórczość autorki.

„Chłopak, który oszalał na moim punkcie” to lekki, przyjemny, a przede wszystkim wciągający bez reszty romans, który z pewnością zachwyci miłośniczki tego gatunku, ale niewątpliwie przypadnie do gustu również tym czytelniczkom, które raczej nie sięgają po tego typu książki. Piękna, ale też pełna humoru opowieść o miłości i przyjaźni, w której znajdziecie mnóstwo zabawnych wątków. 

Całość była przezabawna i mimo objętości (...) pochłonęłam ją w dwa dni. Chwilę po odłożeniu już brałam ją z powrotem do ręki obiecując sobie, że przeczytam jeszcze tylko jeden rozdział. Pośród podobnych w gatunku komedii romantycznych powieści na pewno warta jest uwagi. 

Reasumując uważam, że dynamiczna akcja, świetny pomysł na fabułę, bohaterowie i cała reszta jest świetnie ze sobą dopasowana. Wszystko zostało doprowadzone do końca, nie ma niejasnych sytuacji. Wiele przyjemnych odczuć czeka na Was w tej historii. Musicie koniecznie sięgnąć i się przekonać. Ta książka idealnie sprawdziła mi się na tegorocznej majówce, ale i na wieczory będzie świetnym wyborem, czy też na leniwy weekend. Bardzo jestem zadowolona i polecam, warta Waszej uwagi! 

Ten romans był naprawdę świetny.
(...) Książkę czyta się szybko i chce się poznać więcej i więcej. Ciężko ją odłożyć, bo wydarzenia, które mają miejsce, są naprawdę zabawne i wciągające.
Dobrze spędziłam czas z tą książką, miałam ochotę pozostać w ich świecie, bo tam wszystko było na miejscu.

 Już od pierwszej strony wcieliłam się w role bohaterów i przeżywałam wszystko wraz z nimi. Na początku zapowiadała się genialnie i tak też było. Czytałam ją z zapartym tchem, ponieważ bardzo mnie urzekła. Po pewnym czasie nie mogłam jej odłożyć nawet na chwilę. Uważam, że to było dobre spotkanie z autorką. Spodobało mi się to, że mogłam poznać historię z dwóch perspektyw. Odczuwałam mnóstwo emocji związanych z każdą sytuacją po kolei.

Samą książkę czytałam z ogromną przyjemnością,pochłaniając ją w jeden wieczór. Styl pisania autorki, niewymuszona lekkość i spora dawka humoru sprawiły, że jestem zauroczona tą historią i czekam na kolejny tom

Historia ciekawa i wciągająca. Mnie się podobała, nawet bardziej niż pierwszy tom. Podczas czytania wywoływała wiele emocji. To historia o nieszczęśliwej miłości, o zdradzie, zranieniu, poświęceniu własnej siebie dla drugiej osoby, a także o poszukiwaniu własnego szczęścia, własnej drogi w życiu, miłości, przyjaźni. Książkę czytało się szybko, wciągnęła mnie praktycznie na samym początku i nie mogłam się oderwać do samego końca, pragnęłam od razu poznać, jak zakończy się historia tej dwójki

„Chłopak, który oszalał na moim punkcie” to książka, która mnie się spodobała. Uważam, że była ciekawa, wciągająca, wywołująca emocje podczas czytania. Z przyjemnością polecam.

Ta historia idealnie się nada gdy chcesz przeczytać coś lekkiego, niezobowiązującego przy czym dobrze spędzisz czas. 
Moim zdaniem można ją czytać bez znajomości pierwszego tomu, więc jak sobie odpuścicie ten 1 tom to i tak bez problemu wszystko zrozumiecie 

Wow, wow, wow! Niesamowita książka! Dalej nie ochłonęłam po przeczytaniu jej - a to miało miejsce kilka godzin temu... Wow, po prostu nie da się jej inaczej opisać. Uwielbiam twórczość tej autorki, ale nie sądziłam, że "Chłopak, który oszalał na moim punkcie" aż tak bardzo mi się spodoba! Dodam - jakby ktoś nie czytał opisu - że to drugi tom - i chociaż to niezależna historia, to faktycznie, lepiej najpierw przeczytać tom pierwszy, żeby sobie nie odebrać przyjemności czytania twórczości Kristy Moseley, a także żeby wyłapać wszystkie smaczki w pozycji, którą dziś recenzuję. Dodam od razu, ze recenzja pierwszego tomu też się na tym blogu znajduje, więc chętni mogą ją sobie w lupce wyszukać! 

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ

Recenzje na widelcu
2021-07-12

Boisz się utknąć w windzie? Niepotrzebnie. Może właśnie tam poznasz miłość swojego życia! Lucie nakrywa swojego chłopaka na zdradzie. W jednej chwili traci wszystko to, co do tej pory nazywała szczęściem. Jest bez pracy, bez mieszkania, bez miłości… staje się nieufna i wrażliwa. Theo też nie narzeka na brak uczuć, bo kocha… narzeczoną swojego brata. Ich miłość to dla niego istne tortury...
Anna
2021-05-01

Niedawno życie Lucie posypało się jak domek z kart. Zdradzona, załamana, bez domu, pracy, mężczyzny, którego kocha, mogąca liczyć tylko na siebie (i swoją przyjaciółkę) zaczyna wszystko od nowa. Praca w wydawnictwie, którą znalazła dzięki przyjaciółce, daje jej wiele satysfakcji, a pokój, który u niej może zająć, może nie jest wspaniały, ale wystarczający na jej potrzeby. Teraz pozostaje...