Powieść obyczajowa
Dżinsy i koronki
26,99 zł
38,99
KUP TERAZ

Dżinsy i koronki

brak opinii
Liczba stron: 400
ISBN: 9788327647528
Premiera: 2020-07-08

Bess Samson pochodzi z bogatego domu, ale zawsze darzyła uczuciem Cade'a Hollistera, szorstkiego kowboja z sąsiedztwa. Ignorując ostrzeżenia matki, aby trzymała się od niego z daleka, Bess próbowała zdobyć serce Cade’a. On jednak odrzucił jej względy, boleśnie ją tym raniąc. Choć Bess dorastała w cieniu upokorzenia, nigdy nie straciła nadziei.

Cade potajemnie ubóstwia Bess, lecz żywi pogardę dla bogactwa Samsonów. Kiedyś ich rodziny łączyła przyjaźń, potem mroczne sekrety i skandal je poróżniły. Od tamtej pory Samsonowie stale wypominają Cade’owi jego pochodzenie.

Stając w obliczu tragedii, która omal nie kosztowała Bess życia, dumny Cade w końcu jednak się przełamuje i postanawia walczyć o miłość, którą zawsze nosił w sercu.

Diana Palmer
Diana Palmer, a właściwie Susan Spaeth Kyle napisała pierwszą powieść w 1979 roku. Wcześniej przez szesnaście lat pracowała jako dziennikarka w dziennikach i tygodnikach. Wydała ponad dziewięćdziesiąt książek, które przetłumaczono na wiele języków. Zdobyła siedmiokrotnie nagrodę Waldenbooks National Sales, czterokrotnie B. Dalton National Sales Award, dwukrotnie BookRack National Sales Award i wiele innych (Lifetime Achievement Award, Affaire de Coeur, RWA). Jest członkinią wielu towarzystw i zrzeszeń – Native American Rights Fund, American Museum of Natural History, National Cattlemen’s Association, Archeological Institute of America, Planetary Society, Georgia Conservancy, Georgia Sheriff’s Association i wielu organizacji dobroczynnych. Od 1972 roku jest żoną Jamesa Kyle’a, z którym ma jednego syna. W wieku czterdziestu pięciu lat wróciła na uczelnię, by uzupełnić wykształcenie. Ukończyła historię, archeologię i filologię hiszpańską. Namówił ją do tego mąż, który porzucił karierę urzędnika, ukończył studia informatyczne i założył firmę komputerową. W 1998 roku porzucił ten zawód i poświecił się karierze sportowej. Zdobył liczne nagrody i medale na lokalnych, krajowych i międzynarodowych zawodach w strzelaniu do rzutków. W wolnym czasie Susan uprawia ogródek, czyta książki z dziedziny archeologii i antropologii, słucha muzyki. Uwielbia iguany.

Rozdział pierwszy

 

Poranna kawa trwała w najlepsze, a przyszła panna młoda wyglądała jak wyjęta z rozkładówki Vogue’a. Ale wśród gości co najmniej jedna osoba ze wszystkich sił starała się nie pokazywać po sobie znudzenia. Elizabeth Ann Samson stała w szmerze przyciszonych rozmów i odgłosów podawanej kawy. Jak dobrze znała te dźwięki! Grzechot delikatnych filiżanek z porcelany we wzorki z róż ustawionych na eleganckich cienkich spodeczkach, szelest lnianych serwetek, szept skóry ocierającej się o jedwab i wełnę… Uśmiechnęła się nieznacznie na myśl o tym, jak chętnie w jednej chwili zamieniłaby te wykwintne dźwięki na syk kawy bulgocącej w kociołku nad ogniskiem i nalewanej do popękanego białego kubka. Nie miała jednak co liczyć na taki cud. Młode damy z wyższych sfer nie zadają się z kowbojami. Wszyscy jej to powtarzali, zwłaszcza Gussie, jej matka. A to, że Cade Hollister, który zarządzał rodzinnym ranczem, zgromadził ogromny jak na kogoś o jego pozycji ekonomicznej kapitał inwestycyjny w wysokości 100.000 dolarów, i całą tę kwotę ulokował w najnowszym i związanym z nieruchomościami interesie jej ojca, nie miało najmniejszego znaczenia. Taki ruch nie dawał mu wstępu na eleganckie salony ani na przyjęcie w rezydencji Samsonów, na które Bess mogłaby go zaprosić. Inna sprawa, że po pierwsze, Bess nigdy by go nie zaprosiła, bo była na to zbyt nieśmiała. A po drugie, Cade nie miał dla niej za grosz szacunku. Niedwuznacznie dał to do zrozumienia przed trzema laty, w dodatku w taki sposób, że w jego obecności nadal się denerwowała. Tyle że miłość jest niepojęta, a odtrącenie najwyraźniej jej służy. W każdym razie z całą pewnością tak się dzieje w moim przypadku, skwitowała w zadumie. Bo pragnęła Cade’a bez względu na to, co mówił czy robił…

Jej myśli przerwała Nita Cain.

– Lecisz z nami wiosną na Bermudy? – spytała z uśmiechem. – Tak sobie pomyśleliśmy, że wynajmiemy willę i będziemy łowić ryby na pełnym morzu.

– Nie wiem – odparła Bess, balansując na spodeczku filiżanką czarnej kawy. – Matka nie zdradziła jeszcze swoich planów.

– Nie mogłabyś choć raz wybrać się na wakacje bez niej? – namawiała Nita. – Na naszej plaży jest kilku dobrze sytuowanych biznesmenów, a ty w bikini wglądasz zjawiskowo.

Bess doskonale wiedziała, co knuje Nita. Starsza koleżanka z wdziękiem i z łatwością wdawała się w romanse, a przy swojej urodzie potrafiła poderwać każdego mężczyznę, który jej się spodobał. Uważała, że Bess marnuje życie i chciała wyrwać ją z marazmu. Ale nie tędy droga. Bess nie romansowała z bardzo konkretnego powodu: jedynym mężczyzną, którego kiedykolwiek pragnęła, był Cade. Inni stanowiliby tylko nędzne namiastki. Poza tym była przekonana, że nawet gdyby zaczęła skakać z kwiatka na kwiatek, i tak nigdy nie dorówna Nicie urodą.

Nita była ciemnowłosa, zmysłowa i towarzyska, Bess zaś wysoka, chuda jak tyczka i nieśmiała. Kasztanowe włosy do ramion, z delikatnymi pasemkami blond, zachwycająco okalały jej twarz i spływały na kark. Miała łagodne piwne oczy oraz cerę, której pozazdrościłaby jej każda modelka, ale swoją nieśmiałością trochę odstraszała mężczyzn. Brakowało jej animuszu i wdzięku, ponieważ te cechy były domeną Gussie, która nie życzyła sobie konkurencji ze strony jedynego dziecka. Dlatego Bess, jak jej to wpojono, trzymała się w cieniu, nie odzywała się niepytana i uczyła się francuskiego, etykiety oraz urządzania przyjęć, choć tak naprawdę wolałaby kłusować obok Cade’a, gdy zaganiał cielaki w Lariacie, należącej do Hollisterów niezbyt dochodowej hodowli krów i cieląt. To duże ranczo niestety było prowadzone w nienowoczesny sposób. Tak naprawdę niewiele tu się zmieniło od ponad stu lat, kiedy przodek Cade’a przyjechał do Teksasu w poszukiwaniu kłopotów, a znalazł bydło rasy longhorn.

– Nie mogę pojechać bez matki – powiedziała Bess, kiedy już wyrwała się z marzeń. – Czułaby się samotna.

– Ona też może polecieć, a nawet zabrać twojego ojca.

Bess roześmiała się cicho.

– Mój ojciec nie miewa wakacji. Jest zbyt zajęty. Zresztą ostatnio ma twardy orzech do zgryzienia. Wszyscy liczymy na to, że jego najnowszy interes w branży nieruchomości wypali i troska zniknie z jego twarzy. Jak było w Rio?

Przez następne dziesięć minut Nita zachwycała się włoskim hrabią, którego poznała w tym legendarnym mieście, i zachwalała rozkosze pływania nago w prywatnym basenie arystokraty. Bess mimowolnie westchnęła. Nigdy nie kąpała się nago, nigdy nie wdała się w romans ani nie robiła żadnej z tych śmiałych rzeczy, których doświadczały wyzwolone młode kobiety. Żyła pod kloszem, jak zakonnica. Gussie nadawała ton, a ona potulnie szła w jej ślady. Zdaje się, że właśnie to najbardziej irytowało Cade’a. Po prostu Gussie robiła, co chciała, a Bess nigdy nie postawiła się matce. Tyle że Cade nie pragnął Bess. Jasno dał to do zrozumienia trzy lata temu, kiedy skończyła dwadzieścia lat. Może to i lepiej? Gussie zamierzała wydać córkę za zacznie lepszą partię niż on. Nie znosiła Cade’a, czego zresztą nie ukrywała, ale Bess nigdy nie dowiedziała się dlaczego. Pewnie dlatego, że Hollisterowie mieszkali w wiekowym domiszczu z wytartymi wykładzinami i linoleum, jeździli starymi gruchotami i najwyraźniej nie robili nic, by żyło im się lepiej. Cade nosił wytarte dżinsy, wysokie skórzane buty i pachniał cielakami oraz tytoniem. Mężczyźni, z którymi Bess wolno było się umawiać, pachnieli wodą kolońską Pierre’a Cardina, koniakiem i cygarami z importu. Westchnęła. Wszystkich ich razem wziętych zamieniłaby na godzinę spędzoną w ramionach Cade’a.

Odwróciła się, dla zabicia czasu rozglądając się po zatłoczonym salonie. To przyjęcie zorganizowano na cześć panny z towarzystwa, która niedawno się zaręczyła. Ostatnio Bess stale bywała na takich imprezach, a wszystkie były równie nudne jak jej życie. Nic tylko popijanie ze starej porcelany kawy mieszanej srebrnymi łyżeczkami i bezproduktywne zabijanie czasu pogaduszkami o wakacyjnych kurortach, inwestycjach i najnowszych trendach w modzie. Ich omijało prawdziwe życie, które toczyło się za tymi nieskazitelnie czystymi oknami, pośród zarośli południowego Teksasu. Tam ludzie z krwi i kości zarabiali na utrzymanie rodzin, zmagali się z ziemią i pogodą, nosili stare ciuchy, jeździli przechodzonymi pikapami, a w każdą niedzielę chodzili do kościoła.

Bess zerknęła na Nitę, zastanawiając się, czy przyjaciółka kiedykolwiek była w kościele, pomijając okazje, kiedy zawierała trzy nieudane małżeństwa. Bess kilka razy zajrzała do kościoła, nie znalazła jednak takiego, w którym czułaby się swobodnie. Hollisterowie od pokoleń są baptystami i do dziś chodzą do świątyni, w której dziadek Cade’a był diakonem, a wierni znają i szanują całą rodzinę. Nie są wprawdzie bogaci, ale cieszą się powszechnym uznaniem. A według Bess nieraz to bardziej się liczy niż pokaźne konto w banku.

Kilka minut później wymknęła się za drzwi i wskoczyła za kierownicę srebrnego jaguara XJ-S. Siadając w skórzanym fotelu, westchnęła z ulgą. Teraz nareszcie poczuła się swobodnie – była sama, na odludziu, gdzie nikt nie mógł jej mówić, co ma robić. Jaka miła odmiana w porównaniu z tym, co czeka ją w domu.

Ruszyła w drogę powrotną. Mijając polną drogę prowadzącą do farmy Hollisterów, zobaczyła trzy cielaki, które wydostały się z zagrody. Zaraz też dostrzegła dziurę w ogrodzeniu. Rozejrzała się aż po horyzont, ale w zasięgu wzroku nie było nikogo. Skręcając w polną drogę, wmawiała sobie, że robi to, bo tak trzeba, i wcale nie jest to pretekst, by zobaczyć Cade’a. Z powodu przedłużającej się suszy na rynku bydła zapanował taki kryzys, że Hollisterów nie było stać na stratę choćby jednego cielaka. Siano podrożało, cena wciąż nie spadała, a mimo że był luty, cielęta już się rodziły, czyli o miesiąc wcześniej niż zwykle. Jak widać, niektóre krowy Cade’a nie przejmowały się jego sztywnym programem hodowlanym. Bess uśmiechnęła się pod nosem na myśl, że rogate stworzenia muszą być bardzo dzielne, skoro w imię miłości odważyły mu się przeciwstawić.

Dostałam głupawki, podsumowała w duchu, wjeżdżając na podwórze, a kurczaki umykały sprzed kół jej auta. Tęsknym wzrokiem obrzuciła piętrowy, szalowany deskami dom z długą werandą. Stała tam podniszczona huśtawka ogrodowa i dwa fotele bujane, ale jedynie Elise Hollister, matka Cade’a, miała czas, żeby na nich posiedzieć. Cade i Robert, jego najmłodszy brat, zawsze mieli pełne ręce roboty na ranczu. Gary, środkowy brat, zajmował się księgowością, a Elise dorabiała szyciem do tego, co Cade wygrywał w zawodach rodeo. Wspaniale posługiwał się lassem, dlatego na zawodach zgarniał niemałe pieniądze. Startował w konkurencji wiązania cielaka, a także w zespołowym łapaniu na lasso i wiązaniu młodych wołów. Poza tym był świetny w ujeżdżaniu wierzgających koni i byków.

Bess martwiła się o niego. Ostatnio podczas grudniowych ogólnokrajowych finałów rodeo w Las Vegas naderwał sobie ścięgno i kulał przez wiele tygodni. Całe ramiona i klatkę piersiową miał pokryte bliznami po licznych upadkach, a do tego połamał kilka kości. Ale bez jego dodatkowych zarobków rodzina nie byłaby w stanie spłacać kredytu hipotecznego.

Cade miał głowę do interesów i od śmierci ojca, który zmarł przed wielu laty, to na nim ciążyła największa odpowiedzialność za rodzinne ranczo, które niestety nie zostało zmodernizowane, co osłabiało jego pozycję na rynku. Jednak Cade potrafił sobie z tym radzić, choć tak trudne i wyczerpujące zadanie wyraźnie go postarzało. Miał dopiero trzydzieści cztery lata, ale Bess wydawał się o wiele starszy, dojrzały niczym ktoś bardzo wiekowy i mocno przeorany przez życie. Co w najmniejszym stopniu nie zmieniało jej uczuć do niego. Cóż, smutna prawda, ale nie dostrzegała najmniejszej szansy na to, by coś w tej sprawie mogło się zmienić.

Wysiadła z jaguara i przystanęła, by pogłaskać Laddiego, czarno-białego owczarka rasy border collie, który pomagał pracownikom na farmie przy zaganianiu bydła. Cade wściekłby się na nią, gdyby to zobaczył, bo Laddie był psem pasterskim, a nie domowym pieszczochem. Poza tym nie lubił, kiedy okazywała przejawy sympatii wobec istot przebywających na jego ziemi, a zwłaszcza wobec niego. Uznała jednak, że powinien się dowiedzieć o krnąbrnych cielętach.

Elise Hollister krzątała się w kuchni. Zawołała do Bess, by weszła, więc otworzyła siatkowe drzwi, uważając, żeby się nimi nie przytrzasnąć, bo dostrzegła obluzowaną sprężynę i małą dziurkę w siatce. Linoleum było popękane i spłowiałe. W porównaniu z ogromną i elegancką rezydencją Samsonów wiejski dom Hollisterów wyglądał bardzo skromnie, ale dzięki staraniom Elise zawsze był czysty i schludny. W Lariacie Bess czuła się jak u siebie, a brak luksusu w ogóle jej nie przeszkadzał. To Cade czuł się z tym nieswojo. Kiedy tu zaglądała, co zdarzało się rzadko, warczał na nią jak nigdy. Inna sprawa, że odkąd jej ojciec trzy lata temu namówił Cade’a, żeby podszkolił ją w konnej jeździe, szybko straciła preteksty do wizyt, bo lekcje nie trwały długo. Ledwie się zaczęły, a Gussie położyła im kres, co Cade przyjął z wyraźną ulgą. A ponieważ działo się to tuż po tym, jak skutecznie zniechęcił Bess do uganiania się za nim, więc jej też sprawiło to ulgę.

Mocno ją dotknęło okrutne postępowanie Cade’a. Często się zastanawiała, czy tego żałował. Natomiast ona na pewno żałowała, bo w rezultacie zaczęła się go nawet trochę obawiać. Niestety jej uparte serce nigdy nie zabiło szybciej dla innego mężczyzny. Nieważne, co się wokół działo, dla niej istniał tylko Cade.

Zaglądał do nich wyłącznie po to, żeby zobaczyć się z jej ojcem, i to dopiero od niedawna. Z tym że w jego zachowaniu coś się zmieniło. Postawa Gussie, pełna pychy i pogardy dla postawionych niżej, nie robiła na nim wrażenia, co aż taką nowością nie było, natomiast sposób, w jaki patrzył na Bess, był całkiem nowy i dość niepokojący. Zupełnie jakby czegoś w niej szukał.

Jednak nie lubił, gdy przyjeżdżała do Lariatu. Być może nie chciał, by widziała, jak mieszka i jak bardzo różnią się poziomem oraz stylem życia. Tylko dlaczego miałby się tym przejmować, skoro jej nie pragnął? Nie potrafiła go rozgryźć. I nie była w tym sama. Cade nawet dla własnej matki stanowił tajemnicę.

Siwowłosa Elise Hollister na swój sposób była elegancka. Wysoka i smukła, o ostrych rysach twarzy, patrzyła na świat ciemnymi oczami o łagodnym wyrazie i często się uśmiechała. Ubrana w szmizjerkę z drukowanej bawełny odwróciła się od zlewu, wytarła ręce w ścierkę do naczyń i powitała gościa serdecznym tonem:

– Miło cię widzieć, Bess. Co cię sprowadza?

– Kilka waszych cieląt uciekło na autostradę, a w płocie jest dziura, więc uznałam, że trzeba kogoś zawiadomić. – Zaczerwieniła się, zdając sobie sprawę, że ta ciepła i spokojna kobieta przejrzy ją na wylot.

– To miło z twojej strony – odparła Elise. – Bardzo ładnie dziś wyglądasz.

– Dziękuję. Byłam na kawie – wyjaśniła Bess z wyszukaną obojętnością. – Córka jednej z przyjaciółek mamy wychodzi za mąż, więc musiałam się tam pokazać. Wolałabym pogalopować, ale mama twierdzi – dodała niechętnie – że jeszcze spadnę z konia i strasznie się połamię.

– Przecież jeździsz znakomicie. – W ustach Elise był to duży komplement, ponieważ sama jeździła konno nie gorzej od najlepszych kowbojów w Lariacie.

– Miło to słyszeć, ale pani nigdy nie dorównam. – Bess rozejrzała się po czystej i schludnej kuchni. – Zazdroszczę pani, że potrafi pani gotować. Ja nie umiem zagotować wody, ale gdy tylko zakradam się do kuchni, żeby nauczyć się czegoś od Maude, mama dostaje szału.

– Ja uwielbiam gotować – odparła Elise z wahaniem. Za nic nie chciała urazić Bess uwagami na temat Gussie. – Oczywiście musiałam to robić od małego. A tutaj jedzenie jest ważne jak mało co, przynajmniej dla moich synów. – Roześmiała się. – Mam szczęście, jeśli zostawią mi kości z kurczaka.

Bess także się roześmiała, po czym oznajmiła:

– Chyba już pójdę.

Elise bacznie spojrzała na nią.

– Cade wyjechał z chłopcami, sprawdzają jałówki, które zapładnialiśmy jesienią. Niektóre rodzą przedwcześnie. Nie chciałabym być w skórze tego, kto dopuścił do nich byki przed ustalonym czasem.

– Oby udało mu się znaleźć pracę gdzie indziej – skwitowała Bess, która rozumiała problem. – Właśnie te nowe cielęta uciekły na autostradę.

– Wyślę Robbiego, żeby ściągnął Cade’a – zdecydowała Elise. – Jeszcze raz dziękuję za wizytę. A może zostaniesz na ciasto i kawę?

– Chętnie bym została, ale jeśli nie zamelduję się w południe, mama wyśle strażników Teksasu, żeby mnie szukali.

Bess wróciła do jaguara i wycofała samochód gruntową drogą do wylotu na autostradę. Jej oczy nieustannie omiatały horyzont w poszukiwaniu Cade’a, choć wiedziała, że go nie zobaczy. Zresztą i tak na szukanie tego kowboja zmarnowała za dużo czasu. A nawet gdyby go znalazła, co by jej z tego przyszło? Nic, po prostu nic. Mało tego, gdyby się okazało, że potajemnie pałał do niej dziką żądzą – a to ci kuriozalny pomysł, pomyślała – ciążyło na nim tyle obowiązków związanych z Lariatem, że i tak nie mógłby się ożenić. Miał pod opieką matkę i dwóch braci, a do tego musiał nadzorować duży kawał ziemi i bydło. Nie do pomyślenia, żeby tak odpowiedzialny mężczyzna rzucił to wszystko dla kobiety.

W drodze powrotnej do domu spojrzała na mijane cielęta. Dobrze chociaż, że stały obok drogi, a nie na niej. Robbie, najmłodszy z braci, znajdzie Cade’a i powiadomi go o sytuacji. Ale jaka szkoda, że nie zastała Cade’a w domu! Uśmiechnęła się, oddając się kolejnym marzeniom na jawie, w których lądowała w ramionach Cade’a, a on spoglądał na nią z góry ciemnymi, pełnymi miłości oczami. Stale te same marzenia, pomyślała. Stale ta sama beznadziejna rzeczywistość. Postanowiła, że musi w końcu dorosnąć. Gdyby jeszcze zdołała tego dokonać bez konieczności upchania nadopiekuńczej matki do zgrzebnego worka i schowania jej na strychu…

Uśmiechnęła się na tę myśl, a jednocześnie kątem oka dojrzała jakiś ruch w trawie obok drogi. Zwolniła i zatrzymała jaguara. Leżało tam cielątko. A jeśli było ranne? Nie mogła go tam zostawić. Zjechała na pobocze i zgasiła silnik. I co dalej? – zastanawiała się, wysiadając z samochodu.

Ogólnie jest to taka słodko-gorzka historia miłości, która zrodziła się na przekór wszystkim i wszystkiemu. Dwa różne światy i odmienne charaktery nie były w stanie stanąć jej na drodze. Co musiało się wydarzyć aby tych dwoje mogło być razem? Historia ich miłości na pewno okazała się bardzo burzliwa. Jak się jednak okazuje warto być cierpliwym i wytrwałym bo na wszystko przychodzi w życiu czas. Gorąco zachęcam was do sięgnięcia po tę emocjonującą lekturę i swoistą podróż w czasie. Bardzo miło spędziłam przy niej czas nie raz uśmiechając się na myśl o tym co przytrafiło się bohaterom ;)

Ogólnie jest to taka słodko-gorzka historia miłości, która zrodziła się na przekór wszystkim i wszystkiemu. Dwa różne światy i odmienne charaktery nie były w stanie stanąć jej na drodze. Co musiało się wydarzyć aby tych dwoje mogło być razem? Historia ich miłości na pewno okazała się bardzo burzliwa. Jak się jednak okazuje warto być cierpliwym i wytrwałym bo na wszystko przychodzi w życiu czas. Gorąco zachęcam was do sięgnięcia po tę emocjonującą lekturę i swoistą podróż w czasie. Bardzo miło spędziłam przy niej czas nie raz uśmiechając się na myśl o tym co przytrafiło się bohaterom ;)

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ