Inne
Jak pozostać człowiekiem w tym pieprzonym świecie
24,99 zł
34,99
KUP TERAZ

Jak pozostać człowiekiem w tym pieprzonym świecie

Tim Desmond
brak opinii
Liczba stron: 208
ISBN: 9788327646828
Premiera: 2019-10-15

Jak możemy być bardziej uważni, kiedy świat jest tak pokręcony?

Ta książka pokazuje, jak rozwinąć zdolności, które pomogą zachować człowieczeństwo – zwracać uwagę, wyrażać głęboką troskę i odczuwać więzi – nawet w beznadziejnych sytuacjach.

Być może próbowaliście praktyk mindfulness i doznaliście rozczarowania. Prawdopodobnie kazano wam usiąść na poduszce w ciemnym pokoju, medytować albo liczyć oddechy. Tymczasem uważność nie polega na odcinaniu się od problemów, lecz na otwieraniu się na świat i łączeniu z emocjami innych żywych istot. Poznanie siebie pozwoli zaakceptować własne cierpienie, a w rezultacie uleczyć się, zmienić, rozwinąć i znaleźć spokój.

Jak pozostać człowiekiem w tym popiep*onym świecie to książka pełna osobistych historii z podróży, podczas której Tim Desmond uczył się pod okiem mistrza zen Thich Nhat Hanha. Pokazuje nam, jak przetrzymać liczne życiowe sztormy z pomocą samowspółczucia, wdzięczności i nadziei.

Obyśmy wszyscy byli szczęśliwi.
Obyśmy wszyscy byli zdrowi.
Obyśmy wszyscy byli bezpieczni.
Obyśmy wszyscy byli kochani.

GŁĘBIEJ NIŻ ROZPACZ

Patrząc wokół siebie, trudno nie wysnuć wniosku, że nasz świat jest niezwykle popieprzony. Oczywiście istnieje w nim dużo piękna, lecz ogrom przemocy, chciwości, nienawiści i czystej głupoty może przytłoczyć człowieka, jeśli pozwolimy sobie na uwagę i troskę.

Przeraża mnie myśl, czego doświadczają dobrzy ludzie, gdy całe to zło tak bardzo przytłacza. Czujemy się zobowiązani, by uważnie słuchać i okazywać troskę. Jednak intensywność doświadczanego cierpienia zatruwa nas, w rezultacie tracimy kontakt ze swoim człowieczeństwem. I albo pogrążamy się w desperacji, albo popadamy w toksyczną prawość.

Termin ten ukuła pisarka i aktywistka Starhawk, by opisać napędzaną gniewem słuszność, która zawładnęła politycznym dyskursem. Toksyczna prawość ma miejsce wtedy, gdy znajdziemy się o krok od rozpaczy, lecz w jakiś sposób zbieramy w sobie dość siły, by zaatakować, zamiast się poddać. W takim stanie nie potrafimy słuchać i często nawet nie widzimy, dlaczego mielibyśmy to robić, ponieważ oponenci nie są w pełni ludźmi. Jeśli ktoś próbuje powiedzieć, że nasza gorycz i oburzenie nie pomagają, przechodzimy do agresywnej obrony, bo wierzymy, że jedynym wyjściem jest całkowita kapitulacja.

Wysiłek zachowania człowieczeństwa w pokręconym świecie sprowadza się do tego, w jaki sposób reagujemy na ogrom otaczającego nas cierpienia. Bez względu na to, czy jego źródłem jest coś z mojego życia, czy z życia ludzi, których kocham, czy odczuwam ból, zwracając uwagę na warunki panujące w naszym świecie (zwykle chodzi o każdy z tych czynników), muszę znaleźć sposób na okazywanie współczucia tak, by nie opadło mnie całkowite przygnębienie. Jeśli tego nie zrobię, pogrążę się w rozpaczy, omotany toksyczną prawością albo (co gorsza) wynajdę choćby najmniejszą bańkę przywileju, w której będę mógł się schować i odrzucić wszelką troskę.

Kiedy pojmuję, że wszechwładne cierpienie może zmienić mnie w kogoś, kim nie chcę być, czuję się mocno zmotywowany, by znaleźć sposób na zachowanie człowieczeństwa. Nie chcę przestać przejmować się ani pogrążać w gniewie i rozgoryczeniu. Pragnę pozostać obecny i być siłą działającą na rzecz dobra. Pragnę stać się liściem z opowieści Thích Nhất Hạnha, pełnym radości i pokoju, które przyniosą korzyść mnie i innym. Nie zamierzam pozwolić na to, by wszystko, co jest spieprzone w świecie, ogołociło mnie z człowieczeństwa.

 

STĄD DO TAMTĄD

Jak mam się stać kimś takim? W jaki sposób wzmacniać w sobie taką zdolność? Co robić, jeśli nie przychodzi to z łatwością? A jeżeli naprawdę przyjdzie mi zmagać się z gniewem, rozpaczą i wycofaniem? Czy można się zmienić?

Mogę cię zapewnić, że gdy po raz pierwszy podjąłem trening uważności i współczucia, jako dziewiętnastoletni student koledżu, byłem o wiele bardziej pokręcony niż ty. Dorastałem w biedzie w Bostonie, wychowywany tylko przez matkę alkoholiczkę. Nieustannie zastraszany, bezdomny nastolatek, który nigdy nie poznał ojca. Zanim poszedłem na studia, wypełniała mnie złość, samotność, nie nabyłem jeszcze zbyt wielu umiejętności społecznych.

Kiedy profesor politologii polecił nam lekturę książki Thích Nhất Hạnha Każdy krok niesie pokój,wszystko uległo zmianie. Od razu pojąłem, że uważność i współczucie są dokładnie tym, czego brakuje w moim życiu. Niezwłocznie – jak czasem postępują dziewiętnastolatkowie, gdy znajdą coś, co uznali za sensowne – sam zacząłem się oddawać tym praktykom, spędzając po kilka miesięcy w roku w ośrodkach medytacyjnych z Thích Nhất Hạnhem i podążając za nim wszędzie, dokąd się udawał.

Dzięki wszystkim tym praktykom i naukom nauczyłem się doświadczać więcej radości i wolności, niż sądziłem, że to możliwe. Z człowieka ogarniętego cierpieniem i autodestrukcją zmieniłem się w osobę, której życie wypełniają życzliwość i harmonia. Skoro ja mogłem, to każdy potrafi tego dokonać.

 

NIC NIE JEST WOLNE (AŻ TAKIM SIĘ STANIE)

Z drugiej zaś strony zmiana nie jest niczym łatwym i nie dzieje się sama z siebie. Każdy powinien znaleźć idee i praktyki, które uzna za sensowne na głębokim poziomie. Musisz je sobie przyswoić i pozwolić im zmienić twoje postrzeganie świata. A potem stosować je w praktyce i przekonać się, jak wpływają na życie. A wreszcie, gdy znajdziesz możliwość nauki czy treningu, które uznasz za prawdziwie pomocne, zaangażuj się w świadomą praktykę. Im więcej czasu i wysiłku poświęcisz, tym większej zmiany możesz się spodziewać.

I wtedy dzieje się coś magicznego. Czujesz, że ćwiczenia i koncepcje, które wcześniej wymagały ogromnego wysiłku, stają się twoją drugą naturą. To tak, jakby zaangażować się w naukę francuskiego – po pewnym czasie, zupełnie niespodziewanie, uzmysławiasz sobie, że masz już pewną biegłość. I całkiem swobodnie możesz rozmawiać w tym języku. Wtedy zaczynasz też czuć, że samoczynnie wyłania się w tobie przepełniona współczuciem myśl w momencie, który wcześniej wywołałby w tobie gniew. Oto owoc poświęcenia. Wysiłek prowadzący do swobody.

 

SŁOWA SIĘ PSUJĄ

Można zwracać uwagę i przejmować się cierpieniem w świecie, nie pozwalając, by nas zatruło. Istnieje pewna zaleta umysłu, którą można rozwinąć i która pozwala pozostać z cierpieniem bez utraty kontaktu z radością życia. Potrafimy przyjąć, że ból jest nieuniknionym elementem istnienia, nie pozwalając, by uczyniło nas to bezdusznymi czy obojętnymi. Zamiast tego jesteśmy w stanie okazać całkowitą akceptację i gotowość czynienia wszystkiego, co możliwe, aby złagodzić cierpienie.

Słowem, którym mój nauczyciel Thích Nhất Hạnh opisuje taki sposób odniesienia się do życia, jest uważność. Ja jednak niezbyt je lubię. Zbyt wiele osób posługuje się nim, nadając mu zupełnie inne znaczenie niż to, co ma na myśli Thích Nhất Hạnh. Zwykli twierdzić, że uważność to głębokie oddechy, siedzenie na poduszkach na podłodze albo obojętne przyglądanie się swoim myślom i doznaniom – tak jak ogląda się nudne telewizyjne show.

Natomiast Thích Nhất Hạnh, gdy posługuje się terminem uważność, opisuje sposób odnoszenia się do życia (zwłaszcza do cierpienia), zawierający w sobie współczucie, radość, opanowanie i mądrość. To dokładnie taka cecha, która pozwala zachowywać człowieczeństwo w porypanych sytuacjach – pozostawać otwartym, troskliwym i zdolnym do nawiązania kontaktu.

Możliwe, że słowa psują się i tracą swoje znaczenie. Gdy tak się dzieje, możemy porzucić to słowo albo spróbować je odnowić. Nie jestem całkiem gotowy, by porzucić słowo uważność(przynajmniej nie dzisiaj), ale kiedy się nim posługuję, pamiętaj, proszę, że mam na myśli jego głębszy sens.

Jakkolwiek zechcesz to nazwać, zdolność zachowania człowieczeństwa w obliczu wielkiego cierpienia jest raczej rzadkością w naszym świecie. I czymś, czego bardzo potrzebujemy. A zatem kolejne pytanie brzmi: Jak rozwinąć w sobie tę zdolność. W jaki sposób możemy się nauczyć robić to lepiej?

Wciąż rozważam owo pytanie i doszedłem do przekonania, że można to czynić poprzez ćwiczenie się w konkretnych umiejętnościach. Ta książka ma ci pokazać, jak wykształcić zdolności, które ułatwią zachowanie człowieczeństwa – pomogą zwracać uwagę, wyrażać głęboką troskę i odczuwać więzi – nawet w naprawdę trudnych sytuacjach. Najpierw poznasz każdą z tych zdolności. Potem wypróbujesz ją, aż znajdziesz metodę, by posługiwać się nią z pożytkiem. I wreszcie będziesz ją ćwiczyć, aż poczujesz, że stała się dla ciebie czymś naturalnym.

 

[…]

Kiedy życie się pieprzy, jakże łatwo jest uwierzyć, że nie istnieje nic dobrego – a nawet gdyby istniało, nie miałoby znaczenia. Jednak jeśli będziesz tylko zwracać uwagę na to, co złe w życiu, niechybnie skończysz wyczerpany i przytłoczony, ponieważ doznania radości są paliwem, którego każdy potrzebuje, aby pozostać obecnym wobec cierpienia.

Zbyt wielu ludzi skupia się wyłącznie na tym, co złe w ich życiu i świecie, przez co stają się zbyt wypaleni, by temu zaradzić. Potrzeba subtelnego podejścia do nauki, jak być obecnym z cierpieniem, tak by cię ono nie przytłoczyło. Większa część mojej książki skupi się na stawianiu czoła cierpieniu w sposób bezpośredni, lecz pierwsza umiejętność, którą należy posiąść, zasadza się na tym, jak znaleźć w życiu piękno. Jeśli tego nie potrafisz, można pomyśleć, że na świecie istnieje wyłącznie cierpienie, a to może podkopać twojego ducha. To nie jest ćwiczenie w patrzeniu na jasną stronę ani też żaden inny sposób zaprzeczenia istnieniu prawdziwego bólu i niesprawiedliwości. Chodzi raczej o podstawową umiejętność zachowania człowieczeństwa.

W każdym momencie życia jest nieskończenie wiele powodów, żeby cierpieć i równie dużo, aby być szczęśliwym. Nasze doświadczenie w dużej mierze zależy od kierunku skupiania uwagi. Na przykład wyobraź sobie, że poświęcisz kilka minut na sporządzenie listy wszystkiego, co mogłoby cię w tym momencie zmartwić. Taka lista nie miałaby końca. A teraz poświęć tyle samo czasu na spisanie wszystkiego, co mogłoby cię uczynić szczęśliwym, jak niebo o zachodzie słońca, odgłos deszczu czy spojrzenie wpatrzonego w ciebie niemowlęcia. Także i ta lista mogłaby być całkiem długa.

Wielu z nas wierzy, że nie można zaznać szczęścia, dopóki nie ustąpią wszystkie przyczyny cierpienia. Jednocześnie wiemy, że tak się nigdy nie stanie. Zawsze będą istniały powody cierpienia: drobne – jak nieosiągnięte cele czy ludzie, u których nie znajdujemy zrozumienia, ale też te duże – jak wojna, bieda, prześladowania czy zmiany klimatu.

Powody cierpienia istnieją, lecz nie są wszystkim, co istnieje na świecie. Żeby doświadczyć radości, trzeba umieć dostrzec piękno w życiu w danej chwili. To nie oznacza zanegowania istnienia problemów prywatnych i tych światowych. Nie, my tylko pojmujemy, jak strasznie byłoby iść przez życie, ignorując cudowne i wspaniałe rzeczy wokół nas. Jeśli będziemy odkładać szczęście do chwili, w której znikną wszelkie powody cierpienia, nie zaznamy szczęścia nigdy. Jeżeli nie zaczniemy się karmić chwilami szczęścia, zabraknie nam energii, aby czynić świat lepszym.

Możemy rozwijać umiejętność postrzegania piękna w życiu, raczej ucząc się, na czym skupiać uwagę, niż pozwalając, by umysł zaprzątały tylko troski i osądy. Do tego potrzeba zaangażowania, ale jeśli będziesz to robić poprawnie, powinieneś też poczuć się dobrze. Pamiętaj, aby zachwycić się kształtem chmury, powiewem chłodnej bryzy na ciele i obecnością ukochanej osoby.

 

UCIESZ SIĘ NIEBÓLEM ZĘBA

 

Ćwicząc postrzeganie piękna w świecie, zaczynasz też zauważać wszystko, co nie jest złe. Na przykład kiedy boli cię ząb, oczywiste jest, że byłbyś szczęśliwszy bez tego bólu. Jednak gdy bolesność ustępuje, zapominasz, jakie masz szczęście. Poświęć chwilę, by się przekonać, czy rzeczywiście potrafisz się ucieszyć ze swojego niebólu zęba. Jeśli twój ząb ma się dobrze, spróbuj sobie powiedzieć: „Gdyby bolał mnie ząb, pragnąłbym właśnie zmiany tego stanu. Wiedziałbym, że poczuję się szczęśliwy, gdy tylko przestanie mnie boleć”. Wypróbuj takie myślenie i przekonaj się, jak to na ciebie wpływa.

Nie czyni cię naiwnym czy łatwowiernym. W rzeczywistości to o wiele bardziej racjonalny sposób myślenia niż skupianie się wyłącznie na życiowych problemach do momentu, gdy zaczynają być stresujące i irytujące. W każdej chwili istnieje nieskończenie wiele sposobów na poprawę życia i równie dużo, by mogło stać się gorsze. Większość z nas zwyczajowo skupia się na rzeczach, których nie lubi w życiu albo na tym, co chciałaby zmienić. Ponieważ taki nawyk może uczynić wiele szkody, sensowna wydaje się nauka wprowadzania więcej równowagi w sposobie myślenia i świadome nieignorowanie warunków, które w danej chwili prowadzą do szczęścia.

[…]

ĆWICZENIE

  • Odłóż tę książę i przez minutę spróbuj dostrzec wszelkie oznaki zwiastujące istniejące w twoim życiu szczęście – w tym momencie.
  • Możesz sporządzić listę albo tylko o tym pomyśleć.
  • Jeśli twój umysł błądzi albo opiera się temu ćwiczeniu, spróbuj sobie powiedzieć: „Mój umysł wierzy, że istnieją inne myśli, które są ważne, i to jest prawda. Lecz udzielam sobie pozwolenia, by przez tę jedną minutę myśleć o tym, co piękne w moim życiu. Wszystko inne może poczekać”.
  • Sprawdź, jak się czujesz.
  • Jeżeli masz dobre odczucie, możesz powtarzać to ćwiczenie kilka razy dziennie. Im więcej będziesz ćwiczył, tym szybciej dostrzeżesz zmiany w życiu.

 

PIĘKNO W TRUDNYCH CHWILACH

Jak już wcześniej wspomniałem, moja żona Annie jest leczona z powodu raka jelita grubego czwartego stopnia. Diagnozę postawiono w 2015 roku, tuż po drugich urodzinach naszego syna. Od tamtego czasu przeszła przez wiele zabiegów, chemioterapię, nawroty choroby i dziesiątki nocnych wizyt na oddziale ratunkowym.

Dla mnie jedną z najtrudniejszych części całego tego doświadczenia życiowego jest wyczekiwanie wyników badań. W poczekalni siedzę jeszcze w miarę spokojny, ale gdy wejdziemy do gabinetu lekarza i czekamy tam dobre dwadzieścia minut, albo nawet dłużej, zanim doktor przyjdzie, przeżywam katusze. Spodziewam się, że zaraz usłyszymy wiadomość, która może zmienić wszystko. Paraliżuje mnie każdy dobiegający z korytarza odgłos kroków.

Zawsze wtedy trzymamy się z Annie za ręce. Zwracam baczną uwagę na stan swojego umysłu, starając się nie dać się ponieść opowieściom przepływającym przez moją głowę. Chcę pozostać obecny, tak bym mógł być tam tylko dla żony.

Kiedy kilka tygodni temu czekaliśmy w gabinecie lekarskim na wyniki badań, poczułem mocną myśl wyłaniającą się z mojego umysłu. Mówiła po prostu: „Nie”. Nie, nie chcę, żeby to się działo. Nie, nie akceptuję tego. Każda cząstka mnie odrzucała rzeczywistość, w której się znalazłem, jakbym potrafił zmienić ją czystą siłą woli. Chciałem być tam obecny tylko dla Annie, tymczasem pogrążyłem się we własnym cierpieniu.

Dzięki treningom powróciłem do ćwiczenia uważności. Zamknąłem oczy i skupiłem całą uwagę na szalejącej we mnie emocjonalnej burzy. Pozwoliłem sobie na przyjęcie doznania i otworzenie się na nie.

Po kilku minutach przyszło mi do głowy, żeby zadać sobie pytanie, dlaczego tak bardzo nie akceptuję tego doświadczenia. Otrzymałem natychmiastową odpowiedź: „Ponieważ kocham żonę i nie chcę, żeby umarła”. Oczywiste, prawda? Ale w tamtej chwili moje ciało i umysł były trochę bardziej odrętwiałe niż zwykle, dlatego odebrałem tę myśl jak objawienie. Spojrzałem na żonę i poczułem jej ciepłą dłoń w mojej. Pojąłem, że doskwiera mi tak dotkliwy ból, bo nie chcę jej stracić, gdyż jest mi bardzo droga. Ale co pokazywała tamta chwila? Oto Annie żyje i jest przy mnie. Dlaczego więc się zamartwiam? Tak bardzo zatopiłem się w bólu, że nie potrafiłem celebrować tamtej rzeczywistej naszej wspólnej chwili. Z tej nowej perspektywy rozpacz wydała mi się ogromną stratą czasu.

Kiedy uczę o uważności, często posługuję się pewnym przykładem, by pokazać, jak nawet najlepsze intencje mogą strasznie zawieść, jeśli przestaniemy uważać. Proszę słuchaczy, by wyobrazili sobie kierowcę, któremu ktoś zajeżdża drogę i który z głową wystawioną za okno, wykrzykuje obelgi i może nawet rzuca w drugi samochód plastikową butelką. Gdybyśmy mogli zatrzymać się w tamtym momencie i zapytać go, dlaczego tak się zachowuje, może odpowiedziałby: „Bo tamten palant zajechał mi drogę!”. Idąc trochę dalej, moglibyśmy zapytać, dlaczego go to aż tak wkurzyło, on zaś odpowiedziałby: „Bo to było naprawdę niebezpieczne i wykazał się brakiem szacunku!”. A na pytanie: „Ach tak, chcesz być bezpieczny i szanowany?” odparłby: „Oczywiście”. A zatem mężczyzna szukał bezpieczeństwa i szacunku, wrzeszcząc z auta i rzucając butelką.

W tamtej chwili u boku żony czułem się tak samo zagubiony jak kierowca z mojej opowieści. Ale przecież byliśmy tam – razem i żywi. Siła moich emocji całkowicie opierała się na tym, jak bardzo jest mi droga moja żona. Jedyną sensowną rzeczą było cieszyć się chwilą, którą przeżywaliśmy wspólnie. Z oczu popłynęły mi łzy radości. W owym momencie, tam i wtedy, żyliśmy i mogliśmy jedynie czuć wdzięczność.

Wtedy zjawił się wreszcie lekarz i przyniósł nam dobrą wiadomość. Tomografia nie wykazała żadnych przerzutów. Niestety, już wcześniej słyszeliśmy zbyt dużo dobrych i złych wyników, by wiedzieć, że to jeszcze nie zapewnia nam bezpieczeństwa. Za kilka miesięcy znowu mieliśmy usiąść w tym samym gabinecie, nie mając pojęcia, co powie lekarz. Lecz ten moment należał do przyszłości. Tymczasem żyjemy tu i teraz. I nie chcę marnować choćby minuty tego cennego czasu. Doświadczenie to uczy nas, by cieszyć się każdą daną nam chwilą życia.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ