Thriller / Sensacja / Kryminał
Ostatni świadek
29,99 zł
38,99
KUP TERAZ

Ostatni świadek

Liv Constantine
brak opinii
Liczba stron: 320
ISBN: 9788327643414
Premiera: 2019-10-15

Doktor Kate English ma wszystko: wspaniałego męża i córkę, sukcesy zawodowe oraz wielką fortunę. Ale wszystko zmienia się jednej nocy, kiedy matka Kate, Lily, zostaje znaleziona martwa, brutalnie zamordowana we własnym domu.

Wieczorem po pogrzebie rozpacz ustępuje miejsca przerażeniu, gdy Kate odczytuje anonimową wiadomość: Wydaje ci się, że dzisiaj jest smutny dzień? No to poczekaj. Gdy z tobą skończę, będziesz żałować, że to nie ciebie dziś pochowano.

Zaszokowana Kate bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje pomocy. Kiedy charyzmatyczna przyjaciółka z dawnych lat, Blair Barrington, bierze sprawy w swoje ręce, na jaw wychodzą gra pozorów, kłamstwa i zdrady śmietanki towarzyskiej Baltimore. Napięcie rośnie, przyjaciele oraz krewni Kate czują się urażeni oskarżycielskimi pytaniami Blair.

Mordercą może być każdy, ale ktokolwiek to jest, na następną ofiarę bez wątpienia upatrzył sobie Kate.

PROLOG

 

Krzyknęła i usiłowała się podnieść, ale pokój zawirował jej przed oczami. Ponownie się dźwignęła. Odetchnęła głęboko, próbując się skupić. Czy jest szansa, żeby się stąd wydostać? Myśl! – nakazała sobie. Wstała, choć nogi się pod nią uginały. Ogień się rozprzestrzeniał, objął już książki i fotografie. Opadła na kolana, gdy dym wypełnił pokój. Kiedy zgęstniał, zasłoniła usta koszulką; kaszląc, zaczęła się posuwać w stronę holu.

            – Pomocy! – wychrypiała, choć doskonale wiedziała, że w pobliżu nie ma nikogo, kto mógłby przyjść na ratunek. Nie panikuj, napomniała się. Za wszelką cenę powinna się uspokoić i nie marnować tlenu.

            To niemożliwe, żeby miała umrzeć w ten sposób. Dym tak już zgęstniał, że widziała zaledwie na odległość kilku centymetrów. Żar płomieni był nie do wytrzymania. Nie dam rady, pomyślała. W gardle ją drapało, w nosie czuła pieczenie.

            Ostatkiem sił wyczołgała się do holu. Kompletnie wyczerpana leżała bez ruchu. W głowie jej się kręciło, ale zimny marmur przyjemnie chłodził ciało, więc przytuliła policzek do podłogi. Teraz już mogła zasnąć. Zamknęła powieki, poczuła, że odpływa. Po chwili całkiem otoczyła ją ciemność.

 

 

 

1

 

Zaledwie kilka dni temu Kate rozważała, co kupić matce na gwiazdkę. Przez myśl jej nie przeszło, że zamiast prezentu będzie musiała wybrać trumnę. Siedziała odrętwiała, gdy żałobnicy szli powoli do wyjścia przez zatłoczony kościół. Odwróciła się, kiedy nagły ruch przyciągnął jej uwagę i wtedy ją zobaczyła. Blaire. A więc przyszła. Naprawdę przyszła! Nagle ogarnęło ją dziwne uczucie, jakby matka, ofiara brutalnego morderstwa, wcale nie leżała w trumnie. Przed oczami miała obraz roześmianej Lily z rozwianymi przez wiatr blond włosami, która łapie za ręce Kate i Blaire, a potem we trzy biegną po gorącym piasku do oceanu.

            – Dobrze się czujesz? – spytał szeptem Simon. Kate poczuła dłoń męża na łokciu.

            Wzruszenie odebrało jej głos, więc tylko kiwnęła głową, zastanawiając się, czy on również ją spostrzegł.

            Wydawało jej się, że minęły godziny, nim sznur samochodów dotarł po mszy do cmentarza. Kiedy dojechali na miejsce, zauważyła, że wokół rozciągnięto policyjną taśmę. Wcale jej to nie zdziwiło. Razem z ojcem i Simonem zajęli przeznaczone dla rodziny krzesła, podczas gdy reszta żałobników ustawiła się wokół grobu. Niebo było czyste, lecz mimo to w powietrzu wirowały pojedyncze płatki śniegu, niczym zwiastuny nadchodzącej zimy. Przez ciemne okulary Kate przypatrywała się twarzom ludzi, próbując ocenić, czy jest wśród nich morderca. Byli tu jacyś nieznajomi – w każdym razie ona ich nie znała – a także starzy przyjaciele, których nie widziała od lat. Przesuwała wzrokiem po uczestnikach pogrzebu, aż dostrzegła wysokiego mężczyznę, obok którego stała drobna, siwowłosa kobieta. Ból przeszył jej pierś, jakby niewidoczna dłoń ścisnęła serce. Rodzice Jake’a. Nie widziała ich od jego pogrzebu. Do tego tygodnia był to najgorszy dzień w jej życiu. Z kamiennym wyrazem twarzy patrzyli prosto przed siebie. Zacisnęła pięści, próbując opanować żal i poczucie winy. Tak bardzo chciałaby móc porozmawiać z Jakiem i wypłakać się w jego ramionach!

            Ceremonia na cmentarzu na szczęście trwała krótko. Kate trzymała za rękę ojca, który przez dłuższą chwilę stał bez ruchu, z kamiennym wyrazem twarzy wpatrując się w spuszczoną do grobu trumnę. Z jego spojrzenia nie dało się nic wyczytać. Harrison wyglądał znacznie starzej niż na sześćdziesiąt osiem lat, wydawało się też, że pogłębiły mu się bruzdy wokół ust. Nagle ogarnął ją tak przygnębiający smutek, że musiała sięgnąć za siebie i przytrzymać się składanego krzesła.

            Śmierć Lily pozostawi ogromną pustkę w życiu każdego z nich. Matka stanowiła filar, wokół którego kręciło się życie rodziny. Kierowała Harrisonem i zarządzała ich kalendarzem wypełnionym społecznymi obowiązkami. Pochodziła z majętnej rodziny Evansów, od dziecka uczono ją, że fortuną należy się dzielić. Zasiadała w zarządzie kilku instytucji dobroczynnych, przewodziła też własnej organizacji charytatywnej. Fundacja Rodzinna Evansów i Michaelsów przyznawała granty instytucjom, które zajmowały się ofiarami przemocy domowej i molestowanymi dziećmi. Kate całymi latami obserwowała, jak matka zarządzała fundacją, niestrudzenie zbierała pieniądze, a nawet osobiście pomagała kobietom, które zgłaszały się do schroniska. Mimo licznych obowiązków zawsze miała czas dla niej. Oczywiście, zajmowały się nią także nianie, ale to Lily każdego wieczoru kładła ją spać, Lily przychodziła na wszystkie szkolne imprezy, Lily ocierała jej łzy i radowała się sukcesami. Właściwie to, że była jej córką, czasem ją onieśmielało, bo matka robiła wszystko z ogromną łatwością i wdziękiem, a przy tym niezwykle wytrwale dążyła do celu. Kate często wyobrażała sobie, jak mama odpręża się po zamknięciu drzwi do swojego pokoju. Obiecywała sobie, że jeśli kiedyś będzie miała własne dzieci, stanie się dla nich taką samą matką.

            Wzięła ojca pod rękę, kierując go do wyjścia spod baldachimu, gdzie powietrze było przesycone duszącą wonią szklarnianych róż i lilii. Wraz z Simonem, który szedł po drugiej stronie, udali się do czekającej na nich limuzyny. Z ulgą wsunęła się do luksusowego, ciemnego wnętrza i wyjrzała przez okno. Wstrzymała oddech, widząc Blaire, która stała ze splecionymi dłońmi. Musiała się powstrzymać, żeby nie opuścić szyby i nie przywołać jej. Minęło piętnaście lat od chwili, kiedy ze sobą rozmawiały po raz ostatni, ale patrząc na nią, miała wrażenie, jakby rozstały się zaledwie wczoraj.

            Dom Kate i Simona w Worthington Valley znajdował się spory kawałek drogi od cmentarza, ale nie było mowy, żeby stypa odbyła się u Harrisona. Tam przecież umarła Lily. Ojciec nie wrócił do domu od tamtej nocy, gdy znalazł ciało żony.

            Zaraz po przyjeździe na miejsce Kate ruszyła do wejścia. Postanowiła sprawdzić, co robi córka, zanim goście zaczną wchodzić do środka. Pospiesznie weszła na piętro. Oboje z Simonem uznali, że ich niespełna pięcioletniej córeczce należy oszczędzić przeżyć związanych z pogrzebem, ale teraz Kate chciała zobaczyć małą.

            Lily tak bardzo się ucieszyła, gdy Kate powiedziała jej o ciąży. Uwielbiała Annabelle od chwili narodzin. Poświęcała jej mnóstwo uwagi, nie uznając ograniczeń, jakie kiedyś stosowała wobec Kate. „Zamierzam ją rozpuszczać – mówiła ze śmiechem. – Od wychowania jesteś ty”. Czy Annabelle będzie po latach pamiętała babcię? – zastanawiała się Kate. Zachwiała się, gdy pytanie przeszło jej przez myśl, a noga zsunęła się z ostatniego stopnia. Chwyciła się mocno balustrady, weszła na podest i ruszyła do dziecięcego pokoju.

            Gdy zajrzała do środka, córka nieświadoma tragicznych wydarzeń ostatnich dni bawiła się domkiem dla lalek. Jej niania, Hilda, podniosła wzrok, widząc Kate.

            – Mamusia! – Annabelle zerwała się na nogi, podbiegła do matki i objęła ją w pasie. – Tęskniłam za tobą.

            Kate chwyciła córeczkę w ramiona i wtuliła twarz w jej szyję.

            – Ja też za tobą tęskniłam, kochanie. – Usiadła w fotelu na biegunach, sadzając córkę na kolanach. – Muszę z tobą porozmawiać, a potem razem zejdziemy do salonu. Pamiętasz, jak ci mówiłam, że babcia poszła do nieba?

            Annabelle patrzyła na nią poważnie.

            – Tak – odparła. Usta jej drżały.

            Kate wsunęła palce w kręcone włosy córki.

            – Na dole jest dużo ludzi, wiesz? Przyszli, żeby nam powiedzieć, jak bardzo kochali babcię. Prawda, że to miło z ich strony?

            Annabelle kiwnęła głową, patrząc na matkę szeroko otwartymi oczami.

            – Chcą, abyśmy wiedzieli, że nigdy jej nie zapomną. My też będziemy ją zawsze pamiętać, prawda?

            – Ja chcę zobaczyć babcię. Nie chcę, żeby była w niebie.

            – Och, skarbie! Zobaczysz ją, obiecuję. Pewnego dnia znów ją zobaczysz. – Przyciągnęła do siebie córeczkę, próbując powstrzymać łzy. – A teraz chodź. Przywitasz się z dziadkiem i naszymi przyjaciółmi, a potem wrócisz tutaj i będziesz się dalej bawić, dobrze? – Kate podniosła się, wzięła córkę za rękę i skinęła głową na Hildę, która podążyła za nimi.

            Na dole przeszły przez pokój pełen ludzi, którzy przybyli złożyć im kondolencje, a po kwadransie Kate poprosiła Hildę, żeby wróciła z Annabelle do zabawy. Teraz już sama krążyła po salonie, witając się z gośćmi. Ze zdenerwowania drżały jej ręce, a oddech stał się krótki i urywany, zupełnie jakby goście pochłonęli całe powietrze.

            Po przeciwnej stronie pokoju Harrison stał w towarzystwie Selby Haywood i jej matki, Georginy. Ich widok przywoływał tyle pięknych wspomnień z dzieciństwa: letnie dni na plaży, kąpiele w morzu, budowanie zamków z piasku pod okiem matek. Georgina była jedną z najbliższych przyjaciółek Lily, a obu kobietom zależało, żeby ich córki również się zaprzyjaźniły. Jednak to była inna przyjaźń niż ta, która łączyła Kate z Blaire. O przyjaźni między nią a Selby zdecydowały matki, natomiast z Blaire wybrały się same. Od pierwszej chwili przypadły sobie do gustu, jakby zostały dla siebie stworzone. Przed Blaire mogła otworzyć duszę, czego nigdy nie mogła zrobić wobec Selby.

            Odwróciła się, czując, że ktoś dotyka jej łokcia, i stanęła twarzą w twarz z kobietą, która przez tyle lat była dla niej jak siostra. Ze szlochem wpadła w ramiona Blaire.

            – Och, Kate. Nadal nie mogę w to uwierzyć. – Ciepły oddech musnął ucho Kate, gdy Blaire tuliła ją do siebie. – Tak bardzo ją kochałam.

            Po chwili Kate odsunęła się i ujęła dłonie Blaire.

            – Ona również cię kochała. Tak się cieszę, że przyjechałaś. – Łzy znów wypełniły jej oczy. To wydawało się takie nierzeczywiste, widzieć Blaire u siebie w domu po tylu latach od zerwania znajomości. A kiedyś tak wiele dla siebie znaczyły...

            Blaire prawie się nie zmieniła. Długie fale gęstych czarnych włosów nadal nosiła rozpuszczone, zielone oczy błyszczały z tą samą mocą i tylko ledwie widoczne kurze łapki mogły świadczyć o upływie czasu. Zawsze miała klasę, a teraz wyglądała elegancko, wręcz kosztownie, jakby pochodziła z innego, znacznie wytworniejszego świata. No ale w końcu była przecież znaną pisarką. Kate ogarnęło uczucie wdzięczności. Blaire powinna się dowiedzieć, ile znaczy jej obecność. Ponieważ w przeszłości były tak blisko, lepiej niż ktokolwiek inny rozumiała, jak wielki ból wywołała ta strata. Widok przyjaciółki sprawił, że Kate nie czuła się już taka samotna.

            – Twoja obecność wiele dla mnie znaczy. Możemy porozmawiać na osobności? – spytała Kate niepewnie. Nie wiedziała, czy Blaire o w ogóle zechce rozmawiać o przeszłości. Ona jednak pragnęła tego bardziej niż czegokolwiek innego.

            – Oczywiście – odparła Blaire bez wahania.

            Weszły do biblioteki i usiadły na miękkiej skórzanej kanapie.

            – Wiem, że nie było ci łatwo tu przyjechać, ale musiałam cię zawiadomić. – Kate przerwała ciszę. – Bardzo ci dziękuję.

            – Musiałam przyjechać. Zrobiłam to dla Lily. – Blaire na moment zawiesiła głos i dodała: – I dla ciebie.

            – Jesteś z mężem? – spytała Kate.

            – Nie, nie mógł mi towarzyszyć. Wyjechał promować nową książkę, ale rozumiał, że muszę tu być.

            Kate potrząsnęła głową.

            – Tak się cieszę, że przyjechałaś. Mama też by się ucieszyła. Nie mogła przeboleć, że się nie pogodziłyśmy. – Przesunęła między palcami chusteczkę, którą trzymała w dłoni. – Często myślę o naszej kłótni, o tych okropnych rzeczach, które mówiłyśmy. – Przykro jej się zrobiło, gdy wróciły wspomnienia.

            – Nie powinnam była kwestionować twojej decyzji o małżeństwie z Simonem. Zachowałam się niewłaściwie – powiedziała Blaire.

            – Byłyśmy takie młode... tak głupio pozwoliłyśmy, żeby kłótnia zniszczyła naszą przyjaźń.

            – Nawet nie wiesz, ile razy myślałam, żeby do ciebie zadzwonić, ale zawsze się bałam, że rzucisz słuchawką – odparła Blaire.

            Kate spuściła wzrok na chusteczkę, z której zostały same strzępy.

            – Też chciałam do ciebie zadzwonić, ale im dłużej zwlekałam, tym było trudniej. Pomyśleć, że zdopingowało mnie dopiero zabójstwo mamy. Wiem jednak, że ucieszyłaby się, widząc nas razem. – Ich kłótnia bardzo zmartwiła Lily. Często poruszała ten temat w rozmowach z córką, próbując ją namówić, żeby wybrała się do Blaire z gałązką oliwną. Teraz Kate żałowała swojego uporu. Podniosła oczy. – Nie mogę uwierzyć, że już nigdy nie zobaczę mamy. Jej śmierć była taka okrutna. Słabo mi się robi, gdy o tym myślę.

            Blaire pochyliła się w jej stronę.

            – To musiało być straszne – powiedziała, a Kate odniosła wrażenie, że przybrała pytający ton.

            – Nie wiem, co słyszałaś. Starałam się nie zaglądać do gazet – zaczęła. – Tata wrócił do domu w piątek wieczorem i ją znalazł. – Głos jej się załamał. Stłumiła szloch, żeby móc mówić dalej.

            Blaire w milczeniu kręciła głową.

            – Leżała w salonie... na podłodze, a głowa... Ktoś uderzył ją w głowę. – Kate przełknęła ślinę.

            – Uważają, że to było włamanie? – spytała Blaire.

            – Okno faktycznie zostało rozbite, ale poza tym nie wykryto innych śladów, wskazujących na to, że ktoś się włamał.

            – Czy policja ma jakiś pomysł, kto to mógł zrobić?

            – Nie. Nie znaleziono też narzędzia zbrodni, chociaż przeszukali cały dom. Rozmawiali z sąsiadami, ale nikt nie widział ani nie słyszał nic niezwykłego. Ale wiesz przecież, że ich dom stoi na uboczu. Najbliższy sąsiad mieszka prawie pół kilometra dalej. Koroner orzekł, że zmarła prawdopodobnie między piątą a ósmą. – Kate splotła dłonie. – Nie mogę przestać myśleć o tym, że kiedy ją mordowano, zajmowałam się tutaj swoimi sprawami.

            – Przecież nie wiedziałaś.

            Kiwnęła głową. Blaire oczywiście miała rację, ale Kate i tak okropnie się z tym czuła. Podczas gdy przygotowywała herbatę albo czytała córeczce bajkę na dobranoc, ktoś brutalnie odebrał matce życie.

            Blaire zmarszczyła brwi i położyła rękę na dłoni Kate.

            – Ona nie chciałaby, żebyś tak myślała. Wiesz o tym, prawda?

            – Tęskniłam za tobą – chlipnęła Kate.

            – Jestem tutaj.

            – Dziękuję. – Kate pociągnęła nosem. Znowu się objęły. Przylgnęła do Blaire, jakby przyjaciółka była kołem ratunkowym, które może ją uchronić przed zatonięciem w głębokim, przerażającym bólu. Wychodziły już z biblioteki, gdy Blaire zapytała:

            – Czy to rodzice Jake’a byli w kościele?

            Kate przytaknęła.

            – Zaskoczył mnie ich widok. Ale do domu chyba nie przyszli. Myślę, że chcieli okazać szacunek mamie i zaraz odjechali. – Poczuła gulę w gardle. – Nie winię ich, że nie chcą ze mną rozmawiać.

            Blaire zamierzała coś powiedzieć, ale w końcu tylko spojrzała na nią ze smutkiem i mocno ją przytuliła.

            – Chyba powinnam wrócić do gości – uznała Kate.

            Przez resztę dnia była jak ogłuszona. Kiedy zostali sami, Simon zamknął się w gabinecie, żeby nadgonić pracę, a ona chodziła z pokoju do pokoju. Chciała, żeby wszyscy sobie poszli, żeby dzień pogrzebu wreszcie dobiegł końca, ale teraz dom wydawał się upiornie cichy. W dodatku miała wrażenie, że gdziekolwiek spojrzy, znajduje list kondolencyjny lub żałobną wiązankę.

            W końcu usiadła w fotelu w pokoju dziennym, odchyliła głowę, zamknęła oczy. Była wyczerpana i smutna. Prawie zasypiała, gdy w kieszeni sukienki poczuła wibrowanie. Telefon. Wyjęła komórkę, odblokowała ekran, na wyświetlaczu zobaczyła „nieznany numer”. Przeczytała tekst wiadomości.

 

Taki ładny dzień na pogrzeb. Przyjemnie było patrzeć, jak przyglądasz się trumnie, w której twoją matkę spuszczano do grobu. Twoja śliczna twarz była opuchnięta i pokryta plamami. Jak to miło zobaczyć, że twój świat wali się w gruzy. Wydaje ci się, że dzisiaj jest smutny dzień? No to poczekaj. Gdy z tobą skończę, będziesz żałować, że to nie ciebie dziś pochowano.

 

            Czy to jakiś chory żart?

            „Kto to?” – wystukała, ale odpowiedź nie przyszła. Zerwała się z fotela. Serce waliło jej jak szalone. Z trudem łapiąc oddech, wypadła z pokoju.

            – Simon! – krzyknęła, pędząc korytarzem. – Dzwoń na policję!

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ