Inne
Idź na spacer!
25,99 zł
24,99
KUP TERAZ

Idź na spacer!

Shane O`Mara
brak opinii
Liczba stron: 256
ISBN: 9788327639622
Premiera: 2019-09-18

Ludzie są jedynymi ssakami, które przestały chodzić na czworakach. To nas definiuje jako gatunek.  Nowy sposób pokonywania przestrzeni ułatwił nam opuszczenie Afryki i zasiedlenie wszystkich kontynentów. Uwolniliśmy umysły i zyskaliśmy dodatkowe narzędzia – ręce. Stawiamy nogę za nogą bezwiednie, nie zastanawiając się nad tym mechanizmem, nie uświadamiając sobie płynących stąd korzyści.  Książka neurobiologa Shane’a O’Mary to próba odpowiedzi na kilka pytań. Które organy pozwalają nam zachować równowagę i koordynować ruchy?  Jak działa nasz wewnętrzny GPS?  To też pochwała chodzenia, które ma decydujący wpływ na naszą sylwetkę i mięśnie, opóźnia proces starzenia, wspomaga kreatywność i zmniejsza poziom stresu. Spacerowanie to również ważna czynność towarzyska, która wzmacnia ludzkie więzi. Pora, by do nas dotarło, że siedzący tryb życia stanowi zagrożenie dla naszego zdrowia – fizycznego i psychicznego.  Chcecie poczuć się lepiej? Idźcie na spacer do parku, zacznijcie chodzić na piechotę do szkoły i pracy. Wasz organizm wam za to podziękuje.

WSTĘP

Co czyni nas ludźmi? Jaka cecha odróżnia nas od wszystkich innych żyjących istot? Zwykle na pierwszym miejscu wymienia się mowę, która niewątpliwie jest zdolnością wyłącznie ludzką . Przedstawiciele innych gatunków również potrafią się porozumiewać i często czynią to całkiem skutecznie za pomocą rozbudowanego systemu znaków informujących, na przykład o znalezieniu pożywienia czy grożącym niebezpieczeństwie. Jednak żaden inny gatunek nie dysponuje niczym podobnym do ludzkiej mowy z jej nieskończonym potencjałem komunikowania znaczeń, złożonych treści i tworzenia kultury.
My, ludzie, używamy też skomplikowanych narzędzi i uczymy inne istoty ludzkie posługiwania się nimi. Co więcej, ludzkość na przestrzeni historii tworzy narzędzia coraz bardziej wyrafinowane. Ale przecież inne gatunki także znają narzędzia, chociaż nie tak różnorodne i wymyślne. Jako cechę różniącą nas od innych zwierząt często przytacza się umiejętność gotowania jedzenia. Rzeczywiście, żaden inny gatunek nie gotuje pożywienia. Umiejętność gotowania umożliwia nam pozyskiwanie składników pokarmowych i substancji odżywczych ze źródeł, które inaczej byłyby dla nas nieprzydatne. Lecz to wiąże się z kwestią sposobów, w jakie zbieramy i transportujemy żywność przeznaczoną do przyrządzania.
Inną często przywoływaną cechą różnicującą jest wyjątkowa waga, jaką przywiązujemy do wychowywania dzieci i dorastającej młodzieży oraz opieki nad nimi. Poświęcamy się temu ze znacznie większym zaangażowaniem i w o wiele dłuższych przedziałach czasowych niż jakiekolwiek inne gatunki.
Istnieje jednak zdolność często pomijana – będąca jedną z naszych najważniejszych, specyficznych cech adaptacyjnych (czyli czynników korygujących nasze wyposażenie biologiczne i wspomagających zdolność przetrwania), ale w powszechnej opinii zazwyczaj niedostrzegana. Stanowi ona podstawę wszystkich wyżej wymienionych cech adaptacyjnych, a także wielu innych. To nasza umiejętność chodzenia, zwłaszcza w postawie wyprostowanej, na dwóch nogach – określana jako dwunożność – która uwalnia ręce do wykonywania innych zadań . Niemal wszystkie inne zwierzęta lądowe są czworonożne – poruszają się na czterech kończynach. Chodzenie to zadziwiająca zdolność i chociaż wydaje się czymś prostym, jednak konstruowane przez nas roboty nie potrafią jeszcze naśladować jej z płynnością naturalną dla ludzi i innych zwierząt .
W 1952 roku niemal całkiem zapomniany dziś neurolog i fenomenolog Erwin Straus trafnie uchwycił istotę związku zdolności chodzenia z tożsamością i doświadczeniem. Zauważył, że „wyprostowana postawa jest warunkiem koniecznym ludzkiego instynktu samozachowawczego. Dzięki niej doświadczamy specyficznej relacji ze światem” . Postawa wyprostowana zmienia naszą relację ze światem – w tym także, jak zobaczymy, ze światem społecznym. Zdolność chodzenia czyni nasze umysły mobilnymi w sposób niedostępny innym zwierzętom.
Nasi bliscy krewni szympansy stosują pośrednią formę dwunożności, gdy poruszają się, używając naprzemiennie wszystkich czterech kończyn lub tylko dolnych. Ta cecha adaptacyjna, nosząca nazwę chodzenie na kłykciach, nie jest zbyt efektywnym sposobem przemieszczania się . Niektóre ptaki także chodzą po ziemi na dwóch nogach – jednak nie z wyprostowanym kręgosłupem . Ich kręgosłupy nie znajdują się w pozycji prostopadłej do gruntu, z ruchomą głową u szczytu. Dla istot ludzkich poruszanie się dwunożne oznaczało zasadnicze modyfikacje i adaptacje całego ciała, od czubka głowy do palców stóp.
W czym chodzenie na dwóch nogach odróżnia nas od wszystkich innych zwierząt? Rozpatrywana w kategoriach ewolucyjnych dwunożność umożliwiła nam opuszczenie Afryki i rozprzestrzenienie się po całym globie – od odległych lodowców Alaski po spalone słońcem pustynie Australii. Ta unikalna zdolność wyznaczyła ludzką historię.
Poruszanie się w postawie wyprostowanej zapewniło nam też wiele innych różnorodnych fizycznych korzyści. Chodzenie dwunożne uwalnia ręce, co oznacza, że możemy nosić żywność, broń i dzieci. Przeniesienie funkcji poruszania się wyłącznie do nóg, stabilizujące równowagę kręgosłupa i bioder, pozwoliło nam ciskać kamieniami i dzidami, podkradać się do przeciwników i atakować ich prymitywnymi kamiennymi toporami, zbierać zdobyte w walce łupy, a potem znikać po cichu w nocnym mroku. Byliśmy w stanie nosić nasze potomstwo – często na długich dystansach – po prostu dzięki temu, że stawialiśmy na przemian jedną nogę przed drugą. Chodzenie w postawie wyprostowanej uczyniło nasze umysły mobilnymi – a te mobilne umysły poprowadziły nas do odległych krańców planety.
Ale korzyści z chodzenia nie ograniczają się wyłącznie do historii ewolucyjnej. Chodzenie oddziałuje ogromnie korzystnie na nasze umysły, ciała i społeczności. Ma ono charakter holistyczny: każdy jego aspekt wspomaga każdy aspekt egzystencji danej jednostki. Chodzenie umożliwia nam odbieranie świata za pomocą wielu zmysłów we wszystkich jego kształtach, formach, dźwiękach oraz jakościach emocjonalnych i wykorzystuje mózg na liczne sposoby. Jednym z najlepszych rodzajów chodzenia może być takie, które odbywamy razem z innymi ludźmi. Chodzenie w towarzystwie – wspólne maszerowanie w określonym celu – potrafi być skutecznym bodźcem do zaistnienia realnej zmiany społecznej. Chodzenie jest dla nas czymś tak absolutnie, zasadniczo istotnym, że powinno znajdować odzwierciedlenie w sposobie, w jaki organizujemy życie i społeczności. Podejmowanie decyzji w kwestiach publicznych musi w pełni obejmować powody, dla których zdolność chodzenia odróżnia nas tak wyraźnie jako istoty ludzkie, i powinno wpływać na planowanie miast oraz rejonów podmiejskich. Z niecierpliwością wyczekuję czasów, gdy lekarze na całym świecie będą zalecać spacer jako podstawowy środek leczniczy w celu poprawy zdrowia oraz dobrostanu jednostek i zbiorowości ludzkich. W istocie na Wyspach Szetlandzkich lekarze pierwszego kontaktu już zaczęli doradzać spacery po plaży jako kurację zapobiegawczą przeciwko schorzeniom umysłu i ciała .
W książce tej przemierzymy cały obszar problematyki ludzkiego chodzenia: od jego początków pogrążonych w głębokiej przeszłości, poprzez to, w jaki sposób mózg i system nerwowy odprawiają mechaniczną magię chodu, aż do zrozumienia, jak chodzenie uwalnia myśli, i wreszcie do najbardziej społecznych aspektów tej specyficznej aktywności – takich jak partie golfa dwóch na dwóch, piesze wycieczki krajobrazowe czy marsze na rzecz odmiany społeczeństwa. Po drodze przedstawimy wynikające z chodzenia korzyści dla jednostki i zbiorowości oraz różnorakie, łatwe do zastosowania przykłady.
Pokażę, w jaki sposób chodzenie czyni z nas istoty społeczne – uwalnia ręce do używania narzędzi i wykonywania gestów, czyli ruchów umożliwiających sygnalizowanie znaczeń innym ludziom. Dzięki zdolności chodzenia możemy splatać dłonie z inną osobą i wysyłać jej znaki romantycznego zainteresowania albo zapewniać fizyczne wsparcie jedni drugim. Marsze protestacyjne stanowią powszechny element politycznej aktywności i właśnie dlatego zakaz zgromadzeń i pochodów jest jednym z pierwszych zarządzeń władzy autokratycznej. Chodzenie jest dobre dla ciała, dla umysłu i dla społeczeństwa jako całości.
Lecz istnieje też odwrotna strona tej kwestii. Płacimy określoną cenę za brak ruchu – spowodowany cechami środowiska, w którym mieszkamy, układem naszych miejsc pracy bądź po prostu lenistwem i siedzącym trybem życia. Pragnę ukazać w tej książce, jak istotne jest to, abyśmy znów zaczęli chodzić. Skorzystają na tym nasze umysły i ciała; zyskamy jasność myśli i kreatywność, poprawi się nasz nastrój i zdolność nawiązywania kontaktu z otoczeniem społecznym, urbanistycznym oraz ze światem przyrody. Wszyscy potrzebujemy tej prostej i łatwej do uzyskania osobistej poprawy.
Owa rodząca się nauka daje nam jasne, wyraźne przesłanie: regularne chodzenie zapewnia liczne i trwałe korzyści jednostkom i ogółowi społeczeństwa. Książka ta prezentuje zarówno wiedzę dotyczącą chodzenia, jak i czystą, niezmąconą przyjemność miłego spaceru. Pragnę umieścić w centrum rozważań tę z pozoru prostą zmianę modelu zachowania jako bodziec do uzyskania wyraźnej poprawy dobrostanu psychicznego i fizycznego. Chodzenie to rodzaj aktywności dostępnej niemal dla każdego i będącej dla nas czymś naturalnym. Nasze umysły i ciała są stworzone do zażywania ruchu w codziennym życiu, w naturalnym i sztucznym środowisku. Regularny ruch wpływa korzystnie w niezliczone sposoby na myślenie, emocje i kreatywność, a także na stan zdrowia.
Pora wstać i wyruszyć w drogę ku lepszemu życiu – ujrzeć świat, jaki jest, w sposób, jaki tylko my, ludzie, to potrafimy.


1.

DLACZEGO CHODZENIE JEST DLA NAS DOBRE

Sporo ryzykujemy, nie dostrzegając płynących z chodzenia korzyści dla zdrowia, nastroju, jasności umysłu. Obecnie wielu z nas żyje w niemal całkiem sztucznym środowisku, spędzając długie godziny na wbijaniu wzroku w ekrany odległe zazwyczaj o zaledwie pół metra od oczu. Kiedy wstajemy i zaczynamy chodzić, postawa ciała ulega zmianie: tułów z kręgosłupem tworzą pionową oś – od głowy, poprzez plecy i nogi do stóp, które stykają się z podłożem. Natomiast gdy siedzimy, ciężar ciała spoczywa na lędźwiowej części kręgosłupa, w szczególności na kości ogonowej – niewielkim układzie kostnym będącym szczątkowym ludzkim ogonem . Kość ogonowa jest zaczepem dla niezwykłej sieci ścięgien i mięśni rozciągającej się wzdłuż kręgosłupa oraz przede wszystkim w górnym odcinku nóg, w którym mięsień pośladkowy wielki ud odgrywa decydującą rolę podczas procesu chodzenia. Nic dziwnego, że w krajach rozwiniętych ból lędźwiowej części kręgosłupa stanowi jedną z najczęstszych dolegliwości.
Jakże niemądre jest zatem to, że tak rzadko rozumie się potrzebę zażywania lekarstwa na ową dolegliwość – podnoszenia się z fotela i odbywania regularnych spacerów. Długie okresy bezruchu są też przyczyną zmian w mięśniach: złogi tłuszczu gromadzą się w mięśniach nóg, a w miarę jak się starzejemy, tracimy masę mięśniową częściowo z powodu braku ruchu (sarkopenii). Występują też liczne inne zmiany: ciśnienia krwi, a także podstawowej przemiany materii (tempa, w jakim spalamy pokarm dla uzyskania energii). Ale kiedy wstajemy z fotela, sytuacja w mózgu i ciele nagle się zmienia: stajemy się mobilni poznawczo, umysł jest w ruchu, głowa się obraca, oczy rzucają spojrzenia wokoło. Gdy się poruszamy, aktywność mózgu ulega zmianie, rytmy fal mózgowych, wcześniej ospałe, są teraz żywe i szybkie. Jesteśmy bardziej pobudzeni, oddech przyspiesza, a mózg i ciało są gotowe do działania. Francuski filozof Jean-Jacques Rousseau zauważył, że „medytować mogę tylko, gdy chodzę. Gdy się zatrzymuję, przestaję też myśleć. Mój umysł działa wyłącznie w połączeniu z nogami” .
Oto moje wspomnienie dotyczące chodzenia: w ponurych i zda się niemających końca latach osiemdziesiątych uczestniczę w konferencji studenckiej w Belfaście. Wybieram się na długi spacer po Malone Road, obok Queen’s University, do centrum miasta. Przechodzę przez liczne kordony bezpieczeństwa. Ulice patrolują młodzi żołnierze z groźnie wyglądającą bronią, zaglądają do toreb na zakupy w poszukiwaniu bomb i rewolwerów, nerwowo rozmawiają między sobą z angielskim akcentem. W powietrzu wyczuwa się olbrzymie napięcie. Stałe tło stanowi kampania unionistycznego polityka Iana Paisleya przeciwko porozumieniu angielsko-irlandzkiemu, a także przerażające potworności: liczne zamachy bombowe i zabójstwa. Jednak to miasto żyje. Niełatwo jest uśmiercić miasto.
Gdy wracam myślami do tamtego spaceru podczas mojej pierwszej wizyty w Belfaście, przypominam sobie, że minąłem zrujnowany wybuchem bomby hotel Europa. Potem ruszyłem na wschód w kierunku Botanic Avenue, a następnie zatoczyłem duże koło, po czym ulicami i drogami dotarłem na tyły gmachu tego hotelu. Dlaczego wybrałem tę trasę? Po prostu dlatego, że mogłem. Właśnie tak działa na nas piesza wędrówka. Jest wczesne sobotnie popołudnie, zachmurzone niebo, a w powietrzu wyczuwa się zapowiedź deszczu. Wałęsając się tak bez celu, uświadamiam sobie, że przypadkiem zawędrowałem na Sandy Row, do unionistycznego centrum Belfastu. Tutejsze murale są zachwycające, ale też trochę przerażające dla kogoś ze statecznego i spokojnego południa kraju. Szybko idę dalej, trafiam na Lisburn Road i w końcu odnajduję drogę powrotną do Malone Road, na której zamieszkaliśmy my wszyscy, studenci. Tutaj, w Belfaście, spacer jest wędrówką w przeszłość, która nadal pozostaje teraźniejszością. Jak powiada stare porzekadło: „przeszłość nawet jeszcze nie minęła”.
W tej skromnej osobistej podróży kryje się wiele elementów opowieści o chodzeniu: mentalna podróż w czasie do zapamiętanych szczegółów; wspomnienie o spacerze; wędrówka i odnalezienie drogi w nieznanym miejskim środowisku; drobne ukłucie lęku, który wciąż jeszcze mnie nawiedza, gdy przypominam sobie tamte kordony bezpieczeństwa i murale. Wiemy obecnie, że układy mózgowe wiążące się ze wszystkimi tymi funkcjami komunikują się stale ze sobą i wspomagają nawzajem swoje działanie. Oraz że zasadniczo nie są doskonałe. Moja pamięć trochę mnie oszukała. Uprościła trasę, którą wówczas przebyłem, i pominęła istotne detale. Pamiętam Botanic Avenue jako znajdującą się niemal w przeciwnym kierunku niż hotel Europa. Tymczasem wcale tak nie jest, o czym informuje mnie rzut oka na plan miasta. Botanic Avenue biegnie pod ostrym kątem do Great Victoria Street, a hotel stoi tuż obok tej drugiej ulicy. I co dziwne, usunąłem z pamięci większość szczegółów dotyczących wzajemnej lokalizacji ulicy Sandy Row i hotelu Europa. Pamiętam Sandy Row jako biegnącą prawie dokładnie za hotelem. Tak nie jest – Sandy Row znajduje się dalej na południe. Jestem zdany na niedoskonałe ogólne wspomnienie lokalizacji, miejsc i obiektów. Nie mam w mózgu żadnego wiarygodnego zapisu wideo trasy owego spaceru, który odbyłem przed laty.
To kwestia kluczowa, leżąca u podłoża naszych wspomnień o epizodach i zdarzeniach: te wspomnienia są niedoskonałe, ogólne, niepełne; skoncentrowane na niektórych istotnych elementach, a pomijające inne . W otaczającym nas środowisku znajduje się więcej informacji, niż nasz mobilny umysł potrafi wychwycić i niż potrzebujemy poznać. W jaki sposób się poruszamy, na co patrzymy, z kim rozmawiamy, co czujemy, gdy się ruszamy – oto są główne składniki naszego doświadczenia. Wszystko to wchodzi do wspomnień i zostaje zapisane jako ślady w mózgu. Nie jesteśmy bezcielesnymi umysłami podróżującymi przez przestrzeń i czas. Czujemy grunt pod stopami, deszcz na twarzy; być może zdarza się nam przelotnie wejrzeć w nieznane, ale czyniąc to, rozszerzamy zakres doświadczania tego skomplikowanego świata. I przez cały czas bezgłośnie tworzymy wspomnienia miejsc, w których byliśmy, kreślimy mapy świata, którego doświadczyliśmy.
Możliwe jest zademonstrowanie owej mocy odmieniania umysłu, jaką ma wstanie z miejsca i wędrowanie. Prosty eksperyment noszący nazwę efektu Stroopa – obmyślony przez amerykańskiego psychologa Johna Ridleya Stroopa – stosowany jest do testowania kontroli poznawczej, czyli innymi słowy stopnia, w jakim potrafimy kierować naszym skupieniem uwagi i myśleniem oraz je nadzorować. Eksperyment ten polega na zadaniu identyfikowania kolorów i znaczenia słów, których wzajemny związek został zakłócony. Uczestnikom przedstawia się listę nazw kolorów (czerwony, zielony, niebieski, czarny itp.). Nazwy te są wydrukowane albo odpowiadającymi im kolorami (na przykład słowo czerwony wydrukowane na czerwono), albo innymi (słowo czerwony wydrukowane na zielono). Uczestnicy są proszeni, aby możliwie jak najszybciej nazwali kolor wydrukowanego danego słowa. Zazwyczaj gdy wydrukowane słowo i kolor, który ono określa, są ze sobą zgodne, reakcja uczestników jest szybka i trafna. Natomiast kiedy znaczenie słowa i kolor, jakim je wydrukowano, pozostają w niezgodzie, czas reakcji uczestników znacznie się wydłuża.
Przebieg eksperymentu badającego efekt Stroopa bywa często komplikowany dodatkowymi zadaniami. Na przykład prosi się uczestnika, żeby zajął się nazywaniem kolorów wydrukowanych słów, a jednocześnie wsłuchiwał się w zdania odtwarzane mu w słuchawkach, identyfikował określone słowo lub frazę i sygnalizował to wciśnięciem guzika. Efekt Stroopa jest bardzo wiarygodny i łatwo wykrywalny. Opisuje się go często jako wymóg zwrócenia selektywnej uwagi na określone aspekty bodźców wizualnych przy jednoczesnym aktywnym tłumieniu innych (automatycznych, przykuwających uwagę, wyjątkowo sugestywnych) aspektów owych wizualnych bodźców, a następnie dokonania wyboru i stosownego zareagowania.
Ale co się stanie, jeśli dodamy do tego podwójnego zadania element ruchu? Psychologa eksperymentalnego Davida Rosenbauma i jego kolegów z Uniwersytetu w Tel Awiwie zaciekawiło, czy zwykłe wstanie z miejsca mogłoby wpłynąć na efekt Stroopa . Na podstawie serii trzech eksperymentów ustalili, że kiedy uczestnik stoi, jego reakcja na niezgodne bodźce – która powinna być wolniejsza – w rzeczywistości przebiega szybciej niż zwykle, w porównaniu z reakcją w pozycji siedzącej. Jest tak, jakby prosty akt stania uruchamiał poznawcze i neuronalne potencje, które w innych przypadkach pozostają uśpione. Ponadto ostatnie badania pokazują, że chodzenie zwiększa przepływ krwi przez mózg i to w sposób kompensujący negatywne skutki długiego wysiadywania . Regularne przerywanie długotrwałych okresów bezruchu poprzez zwykłą czynność wstawania odmienia stan mózgu dzięki silniejszemu pobudzeniu potencji neurokognitywnych i konstytuuje bodziec do działania, a także do poznawania.
Jest rzeczą jasną, że chodzenie oprócz poprawy kontroli kognitywnej przynosi też bardzo wiele innych korzyści. Wszyscy wiemy, że jest dobre dla serca, jednak wywiera korzystny wpływ także na resztę ciała. Wspomaga ochronę i regenerację organów poddanych napięciom i nadmiernym obciążeniom. Oddziałuje pozytywnie na funkcjonowanie jelit, wspomagając przemieszczanie się w nich pokarmu . Regularne spacery hamują starzenie się mózgu i mogą nawet w istotny sposób odwrócić ten proces. Niedawno przeprowadzono eksperymenty, w trakcie których poproszono starsze osoby, aby trzy razy w tygodniu odbywały stosunkowo lekkie grupowe spacery . W grupie, która odbywała je regularnie przez rok, naturalny proces starzenia się obszarów mózgu odpowiedzialnych za funkcje uczenia się i zapamiętywania został w dużym stopniu odwrócony i cofnięty o mniej więcej dwa lata. Zaobserwowano też zwiększenie objętości tych obszarów mózgu, co samo w sobie jest czymś dość niezwykłym i sugeruje, że regularne spacerowanie wywołuje zmiany plastyczne w strukturze mózgu, wzmacniając go w sposób podobny do tego, jak mięśnie wzmacniają się dzięki ich pracy.
Jeden z możliwych sposobów interpretacji literatury naukowej dotyczącej badań nad starzeniem się i chodzeniem prowadzi do prostego wniosku: nie starzejemy się, dopóki nie przestajemy chodzić, i nie powinniśmy zaprzestać chodzenia tylko dlatego, że jesteśmy starzy. Częste i regularne spacery, zwłaszcza odbywane w szybkim tempie i odpowiednim rytmie, zapobiegają wielu negatywnym objawom towarzyszącym starzeniu się. Ponadto chodzenie wpływa na zwiększenie kreatywności, poprawę nastroju i ogólnie wyostrza myślenie.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ