Romans Historyczny
Niezwykłe zaloty

Niezwykłe zaloty

Annie Burrows
brak opinii
TAKŻE JAKO E-book icon
Liczba stron: 272
Oprawa miękka
ISBN: 9788327632173
Premiera: 2017-12-07

Lady Julia Whitney jest ukochaną córką earla Mountnessing. Earl od śmierci żony rozpieszcza ją i chętnie spełnia wszystkie jej zachcianki. Wszystkie poza jedną – nie zgadza się z jej wyborem kandydata na męża, widząc w młodym studencie medycyny łowcę posagów.

 

Zniecierpliwiona Julia ani myśli poddać się woli ojca. Podczas balu maskowego zamierza zwabić swojego ukochanego do oranżerii i dać się przyłapać.

 

W noc przyjęcia wszystko idzie zgodnie z planem. Kiedy jednak służący zapalają świece, okazuje się, że Julia uwiodła innego mężczyznę – sir Aleksandra Dunbara…

Julia załkała po raz ostatni i wytarła nos.

– Przepraszam – powiedziała wpatrzona w blat toaletki. – Nie chciałam wprawiać cię w zażenowanie. Nie miałam pomysłu, gdzie się udać, żeby się wypłakać.

– Jakie to ma znaczenie…

Spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami.

– Jestem jedyną osobą, przed którą nie musisz niczego ukrywać – wyjaśnił. – Jedyną, która zajrzała pod twoją maskę.

Rzuciła mu złe spojrzenie, ale nie zaczęła wymyślać. Westchnęła.

– Tak. To prawda.

Ten moment nabrał cech intymności dość krępującej. Gdyby Alec miał wybór, wolałby takiej intymności uniknąć. Z drugiej strony, do kogo innego Julia mogłaby się zwrócić, z kim porozmawiać o sprawach, które ją wytrąciły z równowagi? Nikt nie wiedział, że go nie kocha, iż musiała za niego wyjść, aby zachować twarz.

– Napijesz się brandy? – Inna propozycja nie przyszła Alecowi na myśl. Chusteczka nie była już potrzebna, zdaje się tylko do tego, żeby Julia miała co miętosić w palcach. Chyba najchętniej zacisnęłaby je na czyjejś szyi.

– Brandy? – Zmarszczyła nos. – Nie piję brandy.

– W twoim stanie mogłaby ci ten jedyny raz pomóc – odparł Alec, uznając, że na pewno przyda mu się łyk czegoś mocniejszego. Podszedł do stolika, na którym usłużny lokaj postawił na tacy pełne karafki i szklaneczki na taką okazję. – Proszę. – Postawił napełnioną szklaneczkę przed Julią.

– Nie wiem, czy powinnam. – Przecząco pokręciła głową.

– Chcesz się uspokoić, prawda?

– Boże, jaka ze mnie idiotka! – Znowu zebrało się jej na płacz.

Alec szybko wypił zawartość swojej szklaneczki. Potrzebował wzmocnienia na wypadek, gdyby Julia ponownie zalała się łzami.

– Przykro mi, że tak mówisz – bąknął. – Myślałem, że już zaczynamy się do siebie przyzwyczajać.

– Co? Nie! – zaprzeczyła. – Nie przez ciebie płaczę…

Nie przez niego? W takim razie przez kogo?

– Powiedz, o co chodzi – poprosił.

Chętnie się dowie, kto był przyczyną załamania nerwowego żony, dumnej, pełnej życia kobiety, która wolała poślubić kogoś obcego, niż przyznać się do straszliwej pomyłki. A ten ktoś pożałuje, że się urodził!

– Nie… to zbyt bolesne …

Z ulgą przyjął odmowę. Oczywiście, wysłuchałby Julii, gdyby zechciała mówić. Niemniej musi być coś innego, co mógłby dla niej zrobić, aby jej pomóc. Przyglądał się z troską, jak z trudem walczy o równowagę.

Przywiązywała wielkie znaczenie do zachowania pozorów. Do tego stopnia, że zgodziła się zostać jego żoną, byleby nie wyszły na światło dzienne jej machinacje. Chciała się wypłakać w sypialni, gdyż miała pewność, że tu nikt nie zobaczy, jaka jest zdenerwowana. Potrzebowała pretekstu, żeby się ukryć do momentu, w którym będzie mogła pokazać otoczeniu spokojną twarz.

To Alec mógł jej zapewnić.

– Zadzwonię po herbatę – oznajmił i pociągnął taśmę dzwonka. Następnie podszedł do łóżka, ściągnął przykrycie.

– Co robisz? – zainteresowała się Julia.

– Stwarzam pozory – odparł. – Schowaj się, kiedy pokojówka wejdzie z herbatą, ja z nią będę rozmawiał. Niech pomyśli, że nie chcesz się jej pokazywać.

– Po co? Aha! – Zrozumiała.

– Właśnie. – Skinął głową. – Rozpowie wszystkim, że nie możemy się od siebie oderwać, i nikt się nie zdziwi, jeśli nie pokażemy się na kolacji.

– To jest…

– Wybieg. Mam nadzieję, że go docenisz.

Alec zepsuł wszystko w chwili, kiedy Julia zaczynała myśleć, że go lubi.

– Nie chcę uciekać się do wybiegów. – Skrzywiła się. – Wolałabym, żeby ludzie byli bardziej szczerzy. Nienawidzę kłamstwa…

Rety, zaraz znowu się rozpłacze, pomyślał Alec. Tymczasem rozległo się pukanie do drzwi. Otworzył je niezbyt szeroko, ale wystarczająco, by pokojówka mogła zajrzeć do środka i zauważyć pościel w nieładzie. Szeptem poprosił o tacę z herbatą i zimną kolację, sprawiając wrażenie, że nie chce budzić tego kogoś, kto leży w zmierzwionej pościeli.

Julia dopiero teraz spostrzegła, że mąż nie miał na sobie koszuli. Jak śmiał w jej obecności chodzić po pokoju w niekompletnym stroju! Uprzytomniła sobie jednak, że nie może mu nic zarzucić, ponieważ przebierał się do kolacji. A teraz robi, co może, żeby ją osłaniać. W tym celu potrafił stworzyć całkowicie błędne wyobrażenie na temat tego, co dzieje się w sypialni, nie uciekając się do ani jednego kłamstwa. Zrobił to iście po mistrzowsku.

– Przepraszam – odezwała się, gdy zamknął drzwi za pokojówką. – Atakowałam cię, a ty starałeś się mi pomóc. Pomyślisz, że jestem niewdzięcznicą.

Nie zaprzeczył. Dziwne, ale to w nim lubiła. Nie okłamywał jej nawet po to, żeby oszczędzić przykrości. Wyglądało na to, że będzie zawsze wiedziała, czego może się po nim spodziewać. W odróżnieniu od innych ludzi.

– Podejrzewam – powiedział z namysłem, widać było, że starannie waży słowa – że coś bardzo mocno wytrąciło cię z równowagi, a ty nie chcesz przed światem przyznać, co to takiego, i potrzebujesz kogoś, na kim mogłabyś się odegrać. A tu nie ma nikogo oprócz mnie.

– Tak, ale to nie twoja wina. – Im bardziej on racjonalizował sytuację, tym gorzej ona się czuła. – Chodzi o…

Nie, nie zdobędzie się na to. Bez paraliżującego ciało bólu nie potrafi nawet wymienić tego imienia Zgięła się wpół, przyłożyła dłonie do żołądka. Wtedy poczuła, jak Alec gładzi ją po ramieniu.

– Spokojnie, spokojnie – odezwał się tonem świadczącym o kompletnej bezradności.

– Ty chyba naprawdę niewiele wiesz o kobietach. – Julia uniosła głowę.

– To aż tak oczywiste?

– Tak. Znawca kobiecej natury znalazłby tysiące słów pocieszenia. Nie podawałby mi chusteczki, nie głaskał po ramieniu, nie uspokajał tak jak uspokaja się dziecko, które upadło i rozbiło sobie kolano.

– Bardzo cię przepraszam… – zaczął urażony.

– Nie najeżaj się. Nie chciałam cię urazić. Jestem szczęśliwa, że nie należysz do mężczyzn, którym kłamstwa łatwo przechodzą przez gardło i którzy udają coś, czego nie czują. W odróżnieniu od… Davida.

Wreszcie wypowiedziała to imię.

Odwróciła się na stołku, żeby znaleźć się twarzą w twarz z mężem. Musiała zobaczyć, jakie wrażenie zrobi na nim przywołanie imienia rywala w ich małżeńskiej sypialni. Wydawało się, że niewielkie, a jednak się odwrócił, podszedł do łóżka i usiadł na jego skraju z dłońmi opartymi na kolanach.

– Zacznij od najgorszego.

 

– Zaręczył się… z Marianne.

– A ty… – Alec zmarszczył brwi tak, że złączyły się ze sobą – …a ciebie to dotknęło? Mimo że nigdy nie będziecie razem, skoro jesteś moją żoną?

– Dotknęło, ale nie dlatego. Odkryłam, że oni przez całe lata ukrywali przede mną, że mają się ku sobie, a mnie wykorzystywali jako przykrywkę. Zdradzili mnie, zrobili ze mnie idiotkę, a myślałam, że to moi przyjaciele! Mogli mi powiedzieć. Popierałabym ich, ułatwiałabym spotkania. Dawałabym Marianne więcej wolnego czasu, służyłabym za przyzwoitkę. Robiłabym wszystko, czego by sobie życzyli! Nie musieli umacniać mnie w przekonaniu, że David… że on… Kiedy wyjeżdżałam do Londynu na swój pierwszy sezon, on… on…

Alec podał żonie szklankę brandy.

– Wypij.

Naprawdę chciał wysłuchać jej żalów na perfidię Davida i Marianne? Alkohol miał rozwiązać język? Niech tak będzie, zdecydowała Julia. Wypiła jeden łyk. Poczuła pieczenie w gardle, a potem ciepło w żołądku.

Alec nie nalegał, żeby zaczęła mówić. Przyglądał się jej ponuro, ale mimo to budził zaufanie.

– Kiedy siedemnastoletnia dziewczyna jedzie po raz pierwszy do Londynu, co jej mówisz przed podróżą? Wypominasz wszystkie niedoskonałości, a głównie to, że jest płytka? Zarzucasz, że zapomni przyjaciół z dzieciństwa i wróci jako żona bogatego utytułowanego bufona? Przekazujesz to w taki sposób, by wiedziała, że jeśli się tak stanie, złamie ci serce?

Alec pokręcił głową.

– Odebrałam to jako deklarację uczucia. Tymczasem on… Nie wiem, po co mi to wszystko mówił. Dlaczego nie chciał, żebym wyszła za mąż, chociaż już wtedy byli z Marianne po słowie.

Julia wypiła kolejny łyk. Nie wiedziała, czy dzięki alkoholowi, czy też dlatego, że wreszcie miała komu się zwierzyć, ale poczuła się znacznie lepiej. Nie tyle zraniona, co wściekła. Nagle doznała olśnienia.

– Właściwie wiem! Wyprowadziłabym się, gdybym wyszła za mąż, i prawdopodobnie wzięłabym ze sobą Marianne, ponieważ obiecałam jej, że zawsze znajdzie u mnie dach nad głową. Na pewno nie zostawiłabym jej w Ness Hall samej, ponieważ nikt jej tu nie lubi. Chciałam ją chronić, byłyśmy przyjaciółkami. Dlaczego mi nie wyjawiła, że kocha Davida i że on ją kocha? Czemu okazała się taka nieszczera?

– Nie potrafię powiedzieć. – Alec rozłożył ręce.

Chyba myślał, że ona spodziewa się, że odpowie jej na te pytania. Nie o to Julii chodziło.

– Pewnie, że nie potrafisz. Ja też nie potrafię. Chociaż podejrzewam, że ona odczuwa wyrzuty sumienia z powodu… nas.

– Nas?

– Tak. Nie zauważyłeś, że przepłakała całą uroczystość ślubną? Myślę, że powinnam oddać jej sprawiedliwość przynajmniej w tym względzie. Było jej głupio, że wychodzę za mąż za kogoś, kogo w ogóle nie znam, nie mówiąc o tym, że nie kocham. Prawdopodobnie czuła się winna.

– Winna?

– O, tak. Nie słyszałeś jeszcze najważniejszego. Wiesz, dlaczego wylądowałam w oranżerii z tobą, a nie z Davidem? Otóż oni wykorzystali to, że uwaga gości skupiała się na pantomimie, i razem wymknęli się z sali. Dlatego nie mogłam go znaleźć. Gruchali sobie w najlepsze w jej pokoju. – Skrzywiła się z niesmakiem wymawiając słowo „gruchali”. – Pomyśleć, udawała, że pomaga mi skłonić Davida do oświadczyn, a sama przez cały czas planowała, jak wykorzystać tę sytuację dla własnego celu.

Alec nabrał powietrza, żeby coś powiedzieć, ale Julia nie dopuściła go do głosu.

– Nie chcę słyszeć o żadnych taktykach zmylenia przeciwnika, pływaniu pod fałszywymi flagami i tym podobnych wybiegach – oświadczyła.

Nie zniosłaby, gdyby zaczął się wyśmiewać z jej łatwowierności. Perfidia Marianne i dwulicowość Davida bolałyby mniej niż jego ironia. Co było samo w sobie zastanawiającym odkryciem, ponieważ oznaczało, że w ciągu zaledwie kilku dni Alec stał się dla niej ważny i tak drogi, jak kiedyś drodzy byli tamci dwoje.

– Chciałem tylko zauważyć, że oni są siebie warci i że lepiej ci będzie bez nich – powiedział i się odwrócił.

Julia miała nadzieję, że z tego powodu, iż rozległo się pukanie. Rzuciła się przez pokój do miejsca, skąd nie mogła być widziana z otwartych drzwi. Żywiła nadzieję, że Alec nie wyjdzie i jej nie zostawi, chociaż nie miałaby mu tego za złe. Niepotrzebnie tak się przed nim otwarła, a co więcej, odbijała swoją złość na nim, chociaż na to nie zasłużył.

Tymczasem on odebrał od służących dwie tace i postawił je na stole.

– Dziękuję – powiedziała Julia, gdy zamknęły się drzwi. – Za tę zasłonę dymną – wskazała na tace – i za… – westchnęła, pokora nie przychodziła jej łatwo – i za to, że zniosłeś mój wybuch. Jestem ci wdzięczna za słowa o tym, że oni są siebie warci, a ja do nich nie pasuję. Masz rację. Nie mogę akceptować braku lojalności i dwulicowości… – Machnęła ręką, jakby chcąc uprzedzić jego protest. – Wiem, że trudno ci w to uwierzyć, wziąwszy pod uwagę moje zachowanie tej nocy, kiedy zwabiłam cię do oranżerii, ale…

– Twój kodeks moralny jest, być może, trochę niespójny, przyznaję jednak, że go masz – wtrącił Alec.

Bestia! Nadęty moralista!

– I że przewyższa on zasady, którym hołdują twoi, chciałem powiedzieć, przyjaciele, ale udowodnili, że na takie miano nie zasługują – dodał.

Sama nie podsumowałaby tego lepiej. Chyba że chciałaby wdać się z nim w sprzeczkę. Co być może poprawiłoby na krótko jej samopoczucie, ale na dłuższą metę nie przyniosłoby niczego dobrego.

– Uważam, że oni – Alec uniósł pokrywkę dzbanka z herbatą i zajrzał do środka – wykorzystali twoją wielkoduszną naturę.

Wielkoduszną? On uważa, że jest wielkoduszna? Julii przeszła wszelka ochota do sprzeczki.

– Napijesz się herbaty czy wolisz brandy? Jest dużo i tego, i tego.

– Nie chcę przyzwyczajać się do brandy – odparła.

– Wobec tego naleję ci herbaty. Z mlekiem i cukrem?

– Będziesz serwował herbatę bez koszuli?

– Mam włożyć koszulę, żeby nalać ci herbaty? – zapytał zdziwiony.

– Nie. Prawdę powiedziawszy, lubię patrzeć na twój tors. Jest pięknie umięśniony. – Nagle odechciało się Julii herbaty. Spojrzała znaczącym wzrokiem na rozesłane łóżko.

Dzbanuszek z mlekiem wymknął się z dłoni Aleca i stuknął o tacę.

– Chcesz mnie.

Pokiwała głową, zbyt zawstydzona, żeby się do tego przyznać na głos, zwłaszcza że brakowało osłony nocy, właściwie nie było żadnej osłony.

– To dlatego, że napiłaś się brandy – orzekł Alec, odkładając szczypce do cukru w kałużę mleka.

– Bez brandy rzeczywiście nie miałabym śmiałości się do tego przyznać. Nie zdobyłabym się na taką otwartość. – Łakomym wzrokiem obrzuciła nagi tors męża. – Zresztą, to był twój pomysł, żeby pójść do łóżka zamiast na kolację.

– To miała być wymówka. Nie myślałem…

– Nie chcesz mnie?

– Pleciesz głupstwa, kobieto. Przecież widzisz, że cię chcę.

– Co nas powstrzymuje? Jesteśmy mężem i żoną. Wszyscy na dole i tak myślą, że dlatego zostaliśmy w sypialni.

Julia podeszła do Aleca i położyła całkiem śmiało, jak się jej wydawało, dłoń na jego piersi. Ku jej rozczarowaniu, nie wziął jej na ręce i nie zaniósł do łóżka, chociaż czuła pod palcami, jak mocno bije mu serce.

– Jesteś wytrącona z równowagi i nieprzyzwyczajona do brandy. Nie chcę wykorzystywać twojej chwili słabości. Nie byłoby to godne dżentelmena.

– Rano nie miałeś oporów. Odmawiasz dlatego, że tym razem ja zaczynam?

Usunął z piersi jej dłoń, jakby paliła go żywym ogniem.

– Nie!

Po chwili złapał dłoń Julii, położył ją tam, gdzie wcześniej była, i nakrył swoją dłonią.

– Żałuję, że rano tak cię potraktowałem. Nie powinienem zmuszać cię do uległości. Byłem na ciebie zły, zamierzałem ci coś udowodnić.

Niesłychane! Mężczyzna przeprasza za to, że jest mężczyzną? Czy to się naprawdę dzieje? Julia nie była pewna, gdyż nigdy nie miała do czynienia z mężczyzną próbującym wytłumaczyć powody swojego zachowania.

– Co chciałeś mi udowodnić? – zapytała zafascynowana.

– Że nie ty decydujesz.

Alec chciał, by uznała jego dominację nad sobą. I tak było. Poczuła się zdominowana, w dodatku przyjemnie. Tylko jak daleko sięga ta jego potrzeba dominacji?

– Chodzi o to, że nie pójdziemy do łóżka wtedy, gdy ja tego pragnę? Mam cię prosić?

– Nie! – zaprzeczył stanowczo.

Ścisnął jej palce tak mocno, że zlękła się, iż je zmiażdży. Julia nie miała wątpliwości, że gdyby zaczęła narzekać, natychmiast puściłby jej dłoń. Jednak nie to miała w planie. Mąż patrzył na nią tak, że zrobiło się jej gorąco z podniecenia.

– Pragnę cię przez cały czas! – podniósł głos. – Nie wiem, jak to możliwe, skoro znam cię dopiero od paru dni. To mnie… – Urwał.

Doskonale go rozumiała, ponieważ był w stanie takiej samej niepewności jak ona i usiłował zapanować nad namiętnością, która się między nimi rozpaliła.

– I to cię złości?

– Tak.

– Mnie też, ale świadomość, że mnie pragniesz autentycznie i na tyle silnie, żeby zgorszyć świątecznych gości w tym domu, idąc ze mną po południu do łóżka, czyni mnie szczęśliwą.

Ponieważ Alec wciąż stał rozdarty pomiędzy namiętnością a urazą, Julia uwolniła dłoń z jego uścisku jednak tylko po to, żeby unieść ramiona w górę i otoczyć nimi jego szyję. Po chwili wsunęła palce we włosy nad karkiem i zaczęła się nimi bawić. Uśmiechnął się oczami, ponieważ usta nadal miał zaciśnięte. Objął ją w talii i blisko przyciągnął do siebie.

– Tym razem zrobimy to powoli – powiedział poważnym tonem. – Nie żywimy do siebie żadnej urazy, więc będziemy się sobą delektowali. Nie eksplodujemy jak beczka prochu, do której wpadła zapałka.

– Delektowali? – powtórzyła Julia. Zabrzmiało to podniecająco, tym bardziej że mówił to pogrubionym głosem, a szkocki akcent był wyraźniejszy niż zazwyczaj.

– Tak – potwierdził Alec i ułożył żonę w pościeli. – Będę cię rozbierał powoli i napawał się widokiem twojej białej jak porcelana skóry. Będę cię dotykał i pieścił, żebyś wzniosła się na szczyt rozkoszy kilkakrotnie, zanim w ciebie wejdę.

– Zanim?

– Właśnie. Uważam, że tak powinny wyglądać małżeńskie zbliżenia. Bez przymusu i pośpiechu, jakby przyjemność nie była najważniejsza.

Julia jak dotąd nie uskarżała się na brak przyjemności i chciała to Alecowi powiedzieć, ale zaczął ściągać z niej suknię i całować obnażane stopniowo ciało. Było jej tak wspaniale, że mogła tylko oddychać, mówienie czegokolwiek nie wchodziło w grę. Wyciągnęła ku niemu ręce i pieściła go, podobnie jak on to czynił, aby mu pokazać, że chce robić dokładnie to, czego on sobie życzy.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ