Powieść obyczajowa
Zachód słońca w Central Parku
KUP TERAZ

Zachód słońca w Central Parku

5 opinii
TAKŻE JAKO E-book icon
Liczba stron: 336
Oprawa miękka
ISBN: 9788327630889
Premiera: 2017-08-16
Tłumaczenie: Elżbieta Regulska-Chlebowska
Opracowanie graficzne okładki: Robert Dąbrowski

Frankie jest konkretna i rzeczowa, nie lubi wylewności, nie wierzy też w romantyczne związki. Ale choć wygląda na silną i opanowaną, kłębi się w niej mnóstwo emocji. Rozwód rodziców i złośliwość rówieśników mocno ją zraniły, dlatego Frankie ukrywa się za pozą twardzielki i za okularami. Nie może jednak udawać i maskować się w nieskończoność. Na szczęście może liczyć na przyjaciółki, a zwłaszcza brata jednej z nich, Matta, który szczególnie ją lubi. Lecz co robić, kiedy to właśnie Matt, najlepszy przyjaciel, staje się problemem, odkrywając przed nią własne sekrety?

Sarah Morgan

Sarah Morgan uważa, że romanse to najbardziej satysfakcjonująca z rozrywek. Od dziecka chciała być pisarką i chociaż jej życie nie zawsze podążało w tym kierunku, wreszcie się udało. Jej powieści są optymistyczne, za co często dostaje podziękowania od swoich czytelniczek.

W swojej pracy łączy biznes z przyjemnością. Krytycy określają jej powieści mianem „seksownych i pełnych akcji”. Czy może być lepsza zachęta do czytania?

Poczuła się nieswojo, jakby ktoś wrzucił kamyk i zmącił wodę w spokojnym jeziorku, jakim było jej życie.

Niezależność była dla niej wszystkim.

Właśnie dlatego podjęła się dziś tej pracy. I jeszcze z lojalności wobec przyjaciółek.

– Poradzę sobie nawet z weselami, jeśli będzie trzeba – zapewniła, poprawiając okulary na nosie. – Nie martw się o mnie. Priorytetem jest ona. – Frankie wskazała głową na nieszczęsną płaczkę pod jabłonią.

– Porozmawiam z nią, a ty zatrzymaj gości, kiedy już nadejdą. Evo? – Paige poprawiła słuchawkę. – Jeszcze nie wnoś tortów. Dam wam znać, co się dzieje. – I podeszła do przyszłej panny młodej.

Frankie wiedziała, że przyjaciółka poradzi sobie z każdym problemem, cokolwiek by się działo. Paige była urodzoną organizatorką, zawsze wiedziała, co i kiedy powiedzieć.

Miała też inny dar, konieczny do odniesienia sukcesu – wierzyła w szczęśliwe zakończenia.

Jeśli chodzi o Frankie, uważała, że ludzie oczekujący happy endów karmią się złudzeniami.

Jej rodzice rozwiedli się, gdy miała czternaście lat. Ojciec, który pracował jako dyrektor handlowy, oznajmił, że się wyprowadza, bo zakochał się w swojej współpracownicy.

To był dopiero początek.

Zapatrzyła się na wstążki powiewające na wietrze.

Jak ludzie to robią? Dlaczego ignorują wszelkie statystyki i fakty w pogoni za osobą, z którą będą już zawsze?

Nie istnieje nic takiego jak „zawsze”.

Przestąpiła z nogi na nogę. Paige ma rację. Najbardziej na świecie nienawidzi ślubów i wszystkiego, co się z tym wiąże. Są jak zapowiedź nadchodzącej katastrofy. Zupełnie jakby obserwowała na autostradzie samochód jadący prosto na zderzenie czołowe. Przeczuwała nieunikniony koniec. Miała ochotę zakryć sobie oczy albo wrzeszczeć ostrzeżenia. Nie chciała być świadkiem tragedii.

Dostrzegła, że Paige obejmuje płaczącą kobietę, i odwróciła się. Powiedziała sobie, że nie chce naruszać ich prywatności, ale – prawdę powiedziawszy – wolała patrzeć w inną stronę. Było to zbyt bolesne, zbyt prawdziwe. Przywoływało wspomnienia, o których chciała zapomnieć. Na szczęście nie do niej należało radzenie sobie z emocjami klientów. Jej zadaniem było układanie kwietnych dekoracji, które miały stwarzać odpowiednio uroczysty nastrój.

Dzisiejsza impreza miała być radosna, więc wybrała biel i pastelowe barwy, dobrze się komponujące z eleganckimi obrusami. Celozje i groszek pachnący tuliły się do wspaniałych hortensji i róż rozstawionych w skromnych szklanych dzbanach, bo narzeczona życzyła sobie prostoty i umiaru.

Różne są wyobrażenia „prostoty”, pomyślała Frankie, mierząc wzrokiem dwa długie, elegancko zastawione stoły. Prostota oznacza piknik na trawie, a tu połyskiwała srebrna zastawa stołowa i drogie kryształy. Charles William Templeton był wziętym prawnikiem, stać go na to, żeby wyprawić swojej jedynaczce Robyn Rose wesele jej marzeń. Mieli już zarezerwowane miejsce w hotelu Plaza na lato przyszłego roku. Frankie z ulgą pomyślała, że tym razem to nie Urban Genie będzie organizatorem imprezy.

Wieczór panieński miał mieć charakter przyjęcia w ogrodzie i łączyć elegancję z nutą romantyzmu. Frankie udało się nie skrzywić, gdy Robyn Rose bąknęła o Kwiatowych Wróżkach Cicely Mary Barker i szekspirowskim Śnie nocy letniej. Za to Eva ze swoim zwykłym talentem wcieliła w życie sentymentalne wizje ich klientki, ku jej pełnej satysfakcji.

Wypożyczyły krzesła i ozdobiły je wstążkami, które pasowały do obrusów. W ogrodzie w różnych miejscach umieściły ręcznie robione motyle z jedwabiu, a całe akry umiejętnie udrapowanych koronek stwarzały wrażenie magicznej groty. Można było uwierzyć, że człowiek znalazł się w jakiejś bajkowej krainie.

Frankie uśmiechnęła się pod nosem.

Tylko Eva była w stanie wymyślić podobną dekorację.

Jedynym symbolem prostoty była duża jabłoń, za którą schowała się szlochająca narzeczona.

Frankie westchnęła. Trzeba będzie dać odpór nadchodzącym gościom. U jej boku pojawiła się czerwona z gorąca Eva.

– Co się dzieje?

– Jeszcze nie wiem, ale zanosi się na kłopoty. Paige musi wykorzystać swoje psychoterapeutyczne talenty.

– A wszystko tak pięknie wygląda i tyle się napracowałyśmy. – Eva rozejrzała się wokół ze smutkiem. – Uwielbiam zaręczyny i wieczory panieńskie. To ostatnie romantyczne celebracje, zanim państwo młodzi w promieniach zachodzącego słońca wkroczą na nową drogę życia.

– Po zachodzie słońca nadchodzi ciemność, Ev.

– Czy mogłabyś chociaż udawać entuzjazm?

– Jestem pełna entuzjazmu. Prowadzimy świetną firmę. Organizujemy fantastyczne imprezy. Jesteśmy wręcz niezastąpione. A to po prostu uroczystość jak wiele innych.

– Mówisz to tak chłodno, a przecież śluby mają swoją magię. – Eva wygładziła skrzydło jedwabnego motyla. – Spełniamy ludzkie marzenia.

– Marzyłam o prowadzeniu firmy z przyjaciółkami, więc chyba masz rację. To nic magicznego, chyba że uznamy za cud pracę przez osiemnaście godzin na dobę. No i kawa jest wprost boska. Nie muszę wierzyć w happy endy, żeby dobrze wykonać swoją robotę. Odpowiadam tylko za kwiaty, nic więcej.

Kwiaty wprost uwielbiała. Jej romans z roślinami zaczął się, gdy była dzieckiem. Chowała się w ogrodzie, żeby uciec przed domowymi awanturami. Kwiaty są dziełami sztuki, ale mogą też być obiektem badań naukowych. Obserwowała je starannie i przekonała się, że każda roślina ma inne potrzeby. Są takie, które potrzebują cienia – jak paprocie, imbir czy arizema trójlistkowa – są też miłujące światło słoneczniki czy bzy. Każda roślina potrzebuje sprzyjającego otoczenia. Posadzona w niewłaściwym miejscu zmarnieje. Gdy znajdzie się tam, gdzie powinna, rozkwitnie.

Zupełnie jak ludzie.

Frankie lubiła dobierać kwiaty do różnych uroczystości. Wyżywała się w tworzeniu kwietnych kompozycji, ale najbardziej lubiła hodować rośliny w ogródku i obserwować, jak zmieniają się wraz z porami roku. Od jaskrawych wiosennych pędów do eleganckich jesiennych brązów i ciemnego oranżu; każdy sezon przynosił własne dary.

– Piękne bukiety. – Eva przyjrzała się pękom kwiatów artystycznie ułożonych w dzbankach. – A to jakie ładne. Jak się nazywa?

– Róża.

– Nie, pytam o te srebrzyste liście.

Centaurea cineraria.

– A po ludzku?

– Starzec popielny.

– Piękny. I groszek pachnący. – Przyjaciółka pogładziła palcem wątłą łodyżkę. – Ulubione kwiatki babuni. Przynosiłam jej całe wiązanki i stawiałam przy łóżku. Przypominały jej o dniu ślubu. Bardzo mi się podoba to połączenie. Jesteś niesamowicie utalentowana.

Frankie słyszała drżenie głosu Evy. Przyjaciółka uwielbiała swoją babcię, ciężko przeżyła jej śmierć w zeszłym roku. To jasne, że wciąż za nią tęskni.

Wiedziała też, że dopóki są w pracy, Eva wolałaby się nie rozklejać.

– Wiesz, że groszek pachnący został odkryty trzysta lat temu przez pewnego sycylijskiego mnicha?

– Nie. – Eva przełknęła głośno. – Dobrze się znasz na kwiatach.

– Na tym polega moja praca. Zobacz, a to? Niby zwyczajna marchew, a kwiatek nazywają koronką królowej Anny – mówiła szybko Frankie. – Spodoba ci się. Pasuje do dekoracji ślubnych. Coś w sam raz dla ciebie.

– Racja. – Eva zdążyła się ogarnąć. – Włożę do mojej wiązanki ślubnej. A jeszcze lepiej, poproszę ciebie.

– Zrobię ci najpiękniejszą wiązankę ślubną, jaką widziałaś. Tylko nie wolno ci beczeć. Wyglądasz wtedy jak siedem nieszczęść.

– Będziesz się cieszyła razem ze mną? Chociaż nie wierzysz w miłość?

– Dla ciebie jestem gotowa zmienić zdanie. Zasługujesz na księcia z bajki, który przyjedzie na białym koniu i porwie cię na koniec świata.

– To by spowodowało lekkie zamieszanie na Piątej Alei. – Eva wytarła nos. – Poza tym mam uczulenie na konie.

– Z tobą zawsze jest jakiś kłopot. – Frankie trudno było powstrzymać uśmiech.

– Dziękuję.

– Za co?

– Rozśmieszyłaś mnie. Jesteś niezawodna.

– Możesz się zrewanżować, ratuj sytuację. – Frankie wskazała na Paige wręczającą Robyn kolejną chusteczkę. – Rzucił ją, prawda?

– Tego nie wiemy. Może być wszystko albo nic. Może coś jej wpadło do oka.

Frankie spojrzała na przyjaciółkę z niedowierzaniem.

– Nie mów, że wierzysz w Świętego Mikołaja i Wróżkę Zębuszkę.

– I Zajączka Wielkanocnego – zapewniła Eva. Była już zupełnie opanowana i sprawdzała makijaż w lusterku. – Nie zapominaj o Zajączku.

– Jak się mieszka na planecie zwanej Eva?

– Rozkosznie. Nie zatrujesz mojego małego świata swoim cynicznym światopoglądem. Zresztą sama przed chwilą mówiłaś o księciu z bajki.

– Chciałam cię pocieszyć. Naprawdę nie wiem, dlaczego ludzie dobrowolnie wystawiają się na najgorsze. Równie dobrze mogliby sobie wbić nóż w serce. Efekt ten sam.

– Czytasz za dużo horrorów. – Eva wzdrygnęła się. – Sięgnij po romansidła.

– Prędzej sama sobie wbiję w pierś nóż kuchenny. – I tak się poczuła. Robyn Rose przypominała jej teraz matkę osuwającą się w spazmach na podłogę w kuchni, gdy ojciec po prostu wyszedł, zostawiając nieletnią córkę, żeby sama sobie radziła z rodzinnym dramatem.

Poczuła, że Eva bierze ją pod ramię.

– Któregoś dnia, zupełnie niespodziewanie, dopadnie cię miłość.

Cała Eva.

– Po moim trupie – wzdrygnęła się Frankie, ale nie chcąc sprawić przykrości przyjaciółce, złagodziła ton. – Romanse działają na mnie tak, jak główka czosnku na wampiry. Poza tym uwielbiam być singielką. Nie patrz na mnie z politowaniem. To świadomy wybór, a nie wyrok. To nie jest stan na przeczekanie, aż się zdarzy coś lepszego. I nie lituj się nade mną. Lubię swoje życie.

– Nie chcesz mieć kogoś, do kogo można się przytulić w nocy?

– Nie. Przynajmniej nikt nie ściąga ze mnie kołdry. Mogę leżeć w poprzek łóżka i czytać do czwartej rano.

– Książka nie zastąpi ci faceta!

– Jestem innego zdania. Książka daje ci większość rzeczy, których szukasz w związku. Rozśmiesza cię, wzrusza, przenosi w miejsca, o których nawet nie słyszałaś, i uczy wielu rzeczy. Możesz ją zabrać na kolację. A jeśli cię nudzi, odłożysz ją bez wyrzutów sumienia. Czym to się różni od zwykłego życia?

W przeciwieństwie do jej ojca, matka nigdy zawarła ponownie małżeństwa. Zamiast tego zmieniała facetów jak rękawiczki.

– Doprowadzisz mnie do łez. A intymność? Książka nigdy nie pozna twoich sekretów.

– To akurat wydaje mi się zbędne. – Nie chciała, żeby ludzie zbliżali się do niej, próbowali ją poznać. Uciekła z wyspy, na której spędziła dzieciństwo, bo tam ludzie za dużo o sobie wiedzieli. Każdy znał najwstydliwsze detale z jej prywatnego życia.

– Dzwonił narzeczony – oznajmiła Paige, która właśnie do nich podeszła. – Zerwał z nią.

– Och, nie! To okropne – jęknęła Eva.

– Może tak będzie lepiej. – Frankie, choć tego właśnie się spodziewała, czuła ciężar w żołądku. – Udało jej się.

– Jak możesz tak mówić?

– Prędzej czy później by ją zdradził, a wtedy złamałby jej serce. Lepiej, że stało się to teraz, kiedy nie mają małych dzieci, stu i jeden dalmatyńczyków i innych niewinnych ofiar. – Frankie nie chciała się przyznać, jak przykro jej się zrobiło, że miała rację.

Pochyliła się nad dzbankiem i wyciągnęła koronkę królowej Anny.

– Sto jeden szczeniaków dowolnej rasy może nieźle namieszać w każdym małżeństwie – zauważyła Eva.

– A poza tym nie wszyscy mężczyźni zdradzają – oznajmiła Paige, a na jej palcu błysnął diamentowy pierścionek.

Frankie zawstydziła się.

Powinna trzymać język za zębami. Eva lubi śnić na jawie, a Paige niedawno się zaręczyła. Niepotrzebnie się wyrwała ze swoją opinią na temat małżeństwa.

– Ty i Jake to zupełnie inna sprawa – wymamrotała. – Jesteście wyjątkową parą, idealnie do siebie pasujecie. Nie słuchaj mnie. Przepraszam.

– Nie ma za co. – Paige machnęła ręką, a diament znów rozbłysnął. – Chcemy różnych rzeczy. Nic w tym dziwnego.

– Jestem niepoprawną malkontentką.

– Twoi rodzice się rozwiedli i nie był to cywilizowany rozwód. Mamy różne doświadczenia, a one wpływają na sposób, w jaki postrzegamy świat.

– Wiem, że przesadzam. W końcu to nie ja się rozwiodłam.

– Ale ty wyszłaś z tego poobijana. Nic dziwnego. To jak wrzucenie czerwonej skarpetki do białego prania. Wszystkie rzeczy są zafarbowane.

– Czy ty mnie porównałaś do białej bluzki? – Frankie uśmiechnęła się półgębkiem. – Nie jestem materiałem na śnieżnobiałą koszulę.

– Zgoda – powiedziała Eva, przyglądając jej się uważnie. – Raczej na kurtkę panterkę.

– Robyn poszła poprawić makijaż. – Paige zmieniła temat. – Lada chwila przyjdą goście. Porozmawiam z każdym.

– Odwołujemy przyjęcie?

– Nie. Wszystko przebiegnie zgodnie z planem. Tyle tylko, że zamiast wieczoru panieńskiego robimy przyjęcie na cześć przyjaciół.

Frankie odetchnęła. Przyjaźń to zupełnie inna sprawa.

– Świetnie. Skąd ci to przyszło do głowy?

– Powiedziałam Robyn, że przyjaciół ma się na dobre i na złe. Zaprosiła ich, żeby się z nimi podzielić swoją radością, ale prawdziwi przyjaciele zostaną i będą ją wspierali w biedzie.

– Szampan, truskawki i słońce pomagają przetrwać najgorsze – stwierdziła Eva. – Uwaga, nadchodzi.

Frankie sięgnęła do kolejnego dzbana. Paige ją powstrzymała.

– Przecież jest pięknie. Dlaczego usuwasz te białe kwiatki?

– Kwiaty powinny pasować do okazji, a te są zbyt ślubne.

I Frankie, nie czekając na zgodę przyjaciółki, odrzuciła na bok smukłe łodyżki. Koronki królowej Anny sięgnęły bruku.

Starała się nie myśleć, jakie to symboliczne.

 

Przyjaciółki wróciły do domu godzinę przed zachodem słońca.

Po burzliwych wydarzeniach Frankie była zdenerwowana, spocona i zirytowana. Sięgnęła do torebki po klucze.

– Jeśli za pięć sekund nie będę w środku, chyba się rozpuszczę na progu.

Paige zatrzymała się przed drzwiami frontowymi.

– A jednak mimo wszystko przyjęcie się udało.

– Rzucił ją – mruknęła Eva, a Paige zmarszczyła brwi.

– Wiem. Myślałam o naszej pracy. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Powinnyśmy celebrować. Przyjdzie Jake. Spotkamy się na dachu na drinka?

Frankie nie miała ochoty na świętowanie.

– Nie dziś. Mam randkę z dobrą książką.

Nie chciała się zastanawiać, jak się teraz czuje Robyn Rose. I czy będzie jeszcze miała odwagę zakochać się znowu. To nie jej problem.

Klucze wypadły jej z rąk, a przyjaciółki wymieniły zaniepokojone spojrzenia.

– Dobrze się czujesz?

– Jasne. Jestem zmęczona. Upał mnie wykończył.

Nie tylko upał. Miała wrażenie, że wpadła do kotła wrzących emocji. Podniosła klucz i otarła spocone czoło.

– Powinnaś chodzić w spódnicy – zauważyła Eva. – Byłoby ci chłodniej.

– Wiesz, że nie uznaję spódnic.

– A szkoda. Masz świetne nogi.

Frankie popchnęła drzwi, ale nie chciały się otworzyć.

– Do jutra.

– Myślałyśmy, że po nadmiarze wrażeń związanych z wieczorem panieńskim będziesz potrzebowała rozrywki, więc kupiłyśmy ci coś. – Paige grzebała w torbie, w której kryło się wszystko, od mleczka do demakijażu po taśmę klejącą. – Proszę.

Podała Frankie paczkę.

– Kupiłyście mi książkę? – Wzruszył ją ten gest. Poczuła dreszczyk emocji i gdzieś się rozwiał zły nastrój. – Nowy Lucas Blade! Przecież wychodzi dopiero w przyszłym miesiącu. Skąd go wytrzasnęłyście?

Tuliła książkę do siebie. Najchętniej już zaraz zabrałaby się za lekturę.

– Eva ma chody.

– Wspomniałam drogiej Mitzy, że uwielbiasz jego książki, a ona skorzystała z babcinych przywilejów i zdobyła dla ciebie dedykację. Naprawdę nie wiem, dlaczego tak ci zależało na pozycji, która nosi tytuł Śmierć powraca. Na twoim miejscu budziłabym się z krzykiem. Jedyna dobra rzecz to zdjęcie autora na obwolucie. Niezłe z niego ciacho. Mitzy chce nas sobie przedstawić, ale sama nie wiem, czy chcę poznać człowieka, który zarabia na pisaniu o morderstwach. Chyba niewiele nas łączy.

– Z autografem? – ucieszyła się Frankie. Otworzyła książkę i zobaczyła swoje imię nakreślone zamaszystym pismem. – Super. Miałam zamiar kupić, ale cena jest szokująca. Odpowiada popularności autora. Nie chce mi się wierzyć, że tobie się to udało.

– Śluby i wesela przerażają cię niemal tak jak mnie horrory – powiedziała Eva. – A jednak nie próbowałaś się wykręcać. Chciałyśmy ci to wynagrodzić. Jeśli się wystraszysz i będziesz potrzebowała towarzystwa, zapukaj do nas.

Frankie poczuła dławiącą falę wzruszenia. Oto prawdziwa przyjaźń. Pełne zrozumienie.

– Dreszczyk strachu. Tego właśnie mi trzeba.

– Kocham cię, ale zupełnie tego nie pojmuję. – Eva pokiwała nad nią głową.

Frankie uśmiechnęła się. Może nie chodzi o zrozumienie. Przyjaźń polega na akceptacji bliskiej osoby, choć nie podziela się jej gustów.

– Dziękuję – mruknęła. – Jesteście niezastąpione.

Klucz wreszcie trafił w dziurkę i Frankie znalazła się w bezpiecznym sanktuarium swojego mieszkania. Zamknęła drzwi i pierwsze, co zrobiła, to zdjęła okulary. Oprawka jest stanowczo za ciężka. Delikatnie pomasowała nasadę nosa. Weszła do ładnego saloniku. Był to niewielki pokój, ale umeblowała go ze smakiem kilkoma meblami wypatrzonymi w internecie. Była tu wyściełana kanapa, na której sama zmieniła pokrycie, ale największą dumą napełniały ją rośliny. Zajmowały każdą dostępną powierzchnię, stanowiły bogatą paletę zieleni z barwnymi kolorowymi kleksami, naprowadzały wzrok na ogródek za oknem.

Zmieniła tę niewielką przestrzeń w swój liściasty azyl.

Kapryfolium, powojnik Clematis montana i inne pnącza wspinały się po drewnianych kratkach, w donicach rozrastały się rośliny okrywowe. Barwinek i Bacopa monnieri płożyły sięna niewielkim cedrowym tarasie, na który z umiarem docierało słońce. Marokańska lampa ustawiona na niewielkim stole zapewniała jej światło w te wieczory, które wolała spędzić w samotności zamiast z przyjaciółkami na tarasie na dachu.

Ogarnął ją spokój. Perspektywa przeczytania książki, na którą wyczekiwała przez parę miesięcy, zdecydowanie poprawiła jej humor.

Takie jest jej życie i tego właśnie chce.

Nie dla niej wariacka huśtawka nastrojów zwana miłością. Nie potrzebuje jej i z całą pewnością za nią nie tęskni. Nie spędziła w życiu ani jednego wieczoru, gapiąc się na telefon i zastanawiając, dlaczego nie dzwoni. Nie zmoczyła łzami ani jednej chusteczki, nie mówiąc już o całym pudełku.

Otworzyła książkę, ale przyszło jej do głowy, że po przeczytaniu pierwszej strony już się od niej nie oderwie, a przecież powinna wziąć prysznic.

Jutro niedziela, nie ma żadnych planów, może czytać całą noc i spać do południa. Nikogo to nie obchodzi.

Jedna z wielu zalet wolnego stanu.

Odłożyła książkę, dziwiąc się, dlaczego tak wiele osób dobrowolnie wyrzeka się błogosławionej wolności.

Uwielbiała swoje przyjaciółki, ale nie chciałaby mieszkać z żadną z nich. Paige i Eva od lat dzieliły mieszkanie piętro wyżej, a chociaż Paige ostatnio pomieszkiwała u Jake’a, nadal spędzała kilka dni tygodniowo w swoim starym pokoju. Frankie podejrzewała, że wynikało to zarówno z niechęci do zostawienia Evy zupełnie samej, jak i potrzeby zachowania swojego kąta.

Frankie rozumiała romantyczne rojenia Evy o rodzinie, jednak ich nie podzielała. Na własnej skórze doświadczyła, jak skomplikowane, irytujące, krępujące, egoistyczne, a często toksyczne bywają rodziny. A kiedy ranią cię najbliżsi, rany są głębsze i dłużej się goją – może dlatego, że czego innego się spodziewałaś.

Doświadczenia z dzieciństwa ukształtowały ją i wpłynęły na jej dorosłe wybory.

Przeszłość wywarła tak głębokie piętno, że ile razy była na czyimś ślubie, miała ochotę podejść do szczęśliwej młodej pary i zapytać, czy na pewno wiedzą, co czynią.

Przeszłość sprawiła, że nie nosiła czerwonych ubrań, nie uznawała spódniczek i nie potrafiła być w trwałym związku z mężczyzną.

Przeszłość była przeszkodą uniemożliwiającą jej powrót na wyspę, gdzie dorastała.

Puffin Island była rajem dla miłośników natury, ale we Frankie budziła zbyt wiele niepożądanych wspomnień. Zbyt wielu mieszkańców miało też nieprzychylny stosunek do każdego, kto nosił nazwisko Cole.

Trudno mieć do nich pretensje.

Rosła w cieniu grzechów swojej matki, a zszargana reputacja jej rodziny była jednym z powodów przeprowadzki do Nowego Jorku. Tu przynajmniej, gdy weszła do sklepu, nikt nie plotkował o niej za plecami. Nikt nie wiedział, że jej ojciec uciekł z dziewczyną, która mogłaby być jego córką, a matka leczyła kompleksy, przepuszczając przez łóżko pół miasta.

Udało jej się odciąć od przeszłości, aż tu pół roku temu matka przestała miotać się po całym kraju, nieustannie zmieniając pracę i kochanków, i osiadła w Nowym Jorku.

Po latach sporadycznych kontaktów z jedynaczką nagle zapragnęła widywać się z córką. Dla Frankie każde spotkanie było udręką. Czuła gniew, zawstydzenie i zażenowanie, ale między te emocje wplatało się poczucie winy. Czuła się winna wobec matki, że nie potrafiła znaleźć w sobie współczucia dla niej. W końcu to mama była główną ofiarą zdrad ojca, a nie ona. Powinna ją lepiej rozumieć. Były jednak zupełnie różne.

Czy zawsze tak było? A może Frankie świadomie pracowała nad tym, żeby w niczym nie przypominać matki? Świetnie pamiętała, że jako nastolatka obiecała sobie, że nigdy nie będzie taka jak Gina Cole.

Zdjęła bluzkę, weszła do kuchni i nalała sobie kieliszek wina. Paige i Eva z pewnością przez cały wieczór będą omawiały wszystkie szczegóły dzisiejszego przyjęcia.

Frankie nie miała na to ochoty. Było jej przykro, wolała do tego nie wracać. Przecież sprawa jest jasna. Niedoszły pan młody zerwał zaręczyny. Nie trzeba przeprowadzać sekcji, żeby stwierdzić przyczyny zgonu, skoro widać dziurę po kuli w czole ofiary. Chciała jak najszybciej zapomnieć o tematach tak nieprzyjemnych jak śluby i wesela.

Weszła pod prysznic, żeby spłukać z siebie całodniowy stres.

Sprawa zakończyłaby się fatalnie, na szczęście Paige ze swoim zwykłym taktem i profesjonalizmem uratowała sytuację.

Przyjaciele Robyn okazali się cudowni, wspierali ją i mówili same rozsądne rzeczy. Nastrój poprawił się na tyle, że przy szampanie i tortach było trochę uśmiechów, a nawet śmiechów. Zamiast zaręczyn wszyscy celebrowali przyjaźń.

Frankie owinęła się w ręcznik i wyszła z łazienki.

Na przyjaźni zawsze można polegać.

Gdzie by była, gdyby nie jej przyjaciółki?

Nie miała nastroju na pogaduszki i popijanie wina na dachu, ale miło było wiedzieć, że są niedaleko.

Teraz zwinie się w kłębek z książką i zapomni o całym świecie.

Wyciągnęła czarne spodnie do jogi i T-shirt, położyła na talerzu plasterki sera i zasiadła do czytania. Pogrążona w swoim świecie, zerwała się na równe nogi, gdy dobiegł ją głośny hałas z kuchni.

– Do diabła!

Wyrwana z fikcyjnego horroru musiała najpierw zebrać myśli, zanim dotarło do niej, że z parapetu spadła jedna z doniczek.

Powód był oczywisty, nie musiała długo szukać winowajcy.

Nie seryjny morderca, ale kot.

– Pazurka, to ty? – Z książką w ręku weszła do kuchni. Zobaczyła rozrzuconą ziemię i skorupy, a na środku tego bałaganu wystraszoną kotkę o pomarańczowym futerku. – Musisz bardziej uważać.

Kotka dała nura pod stół i stamtąd nieufnie obserwowała Frankie, strosząc sierść.

– Przestraszyłaś się? Bo ja bardzo. – Frankie spokojnie zabrała się do sprzątania, a kotka cofnęła się głębiej pod stół. – Co tu robisz? Gdzie Matt? Znów pracuje do późna?

Matt, brat Paige, był właścicielem całego budynku i mieszkał na dwóch górnych piętrach. Pracował jako architekt krajobrazu. Wiele lat temu znalazł starą, zaniedbaną kamienicę z czerwonobrązowego piaskowca i starannie ją odrestaurował, urządzając w niej trzy apartamenty. Teraz wszyscy czworo żyli pod jednym dachem w idealnej harmonii. Wraz z nimi zamieszkała kotka, którą Matt przygarnął.

Frankie wyrzuciła rozbitą doniczkę i zmiecioną ziemię, po czym sięgnęła po puszkę kociej karmy. Przemawiała dalej do zwierzaka, starając się nie robić gwałtownych gestów.

– Jesteś głodna?

Kotka nie poruszyła się, więc Frankie napełniła miseczkę, którą kupiła zaraz po jej pierwszej wizycie.

– Stawiam tutaj. To dla ciebie.

Pazurka patrzyła podejrzliwie, jak zawsze, gdy miała do czynienia z człowiekiem.

Frankie to rozumiała, bo sama zachowywała się wobec ludzi podobnie.

– Nie mam pojęcia, jak schodzisz na dół z mieszkania Matta, ale musisz być ostrożna. Nie chciałabym, żeby ci się stała krzywda.

Trochę za późno na dobre rady. Kotka była maltretowana i porzucona przez poprzednich właścicieli, zanim Matt ją uratował. W rezultacie nie ufała nikomu poza Mattem, a nawet jemu zdarzało się, że podrapała go przy jakimś gwałtowniejszym ruchu.

Pazurka starannie obwąchała miskę, a Frankie cofnęła się, żeby jej nie płoszyć.

Udawała, że ignoruje kota. Dolała sobie wina, dokroiła sera i usiadła przy stole kuchennym, który dostała od przyjaciółek na parapetówkę w nowym domu. Bardzo lubiła to miejsce, szczególnie rano. Uwielbiała obserwować przez otwarte okna, jak światło słoneczne spływa na jej ogródek. Był przytulny, dobrze nasłoneczniony, zwłaszcza do południa.

– Nasze zdrowie – powiedziała do kotki. – Niech żyją singielki. Mogę chodzić, gdzie chcę, robić, co mi się żywnie podoba, od nikogo nie zależę. Steruję swoją łódką po wodach, które sama wybieram. Życie jest cudne.

„Zachód słońca w Central Parku", autortwa to wciągająca powieść dla młodzieży o niełatwych relacjach, trudnych wyborach, doznanych cierpieniach i życiowych zakrętach. To również powieść o szukaniu swojego miejsca w życiu. Idealna książka na deszczowe popołudnia lub zimne, samotne wieczory. Polecam!!

„Zachód słońca w Central Parku” to niesamowicie wciągająca historia o przyjaźni, miłości i pożądaniu. Więc jeżeli lubicie historie, przy których w Waszych brzuchach harcują motyle, to ta powieść będzie dla Was idealna. Ja spędziłam przy niej miło czas i na pewno sięgnę po inne książki autorki, gdyż myślę, że warto poznać całą jej twórczość.

Zachód słońca w Central Parku to przede wszystkim lekka i przyjemna książka. Rozwój sytuacji oraz bohaterowie są realistyczni, przez co możemy się z nimi zżyć. Nie brakuje tu również humoru, który umieszczony jest nawet podczas trudnych sytuacji bohaterów. Książka naprawdę wciąga i czyta się ją błyskawicznie, poza tym porusza wątki takie jak: miłość, przyjaźń, zranienie i strach. Pokazuje również przemianę z wystraszonej i zranionej osoby na postać pełną życia i radości. I oczywiście można czytać ją bez znajomości drugiego tomu (tak jest w moim przypadku), choć zalecam Wam zakupić go w najbliższym czasie tak samo jak ja i nadrobić to!

''Zachód słońca w Central Parku'' to książka idealna dla tych osób, które lubią sięgać po lekkie, zabawne i przyjemne w czytaniu powieści. W sam raz na spędzenie z nią wieczoru. Porusza wiele ważnych aspektów takich jak wpływ rodziców na nasze życie, czy innych ludzi, którzy odegrali w nim jakąś rolę. Uczy, że czasem warto zaufać drugiej osobie, że jest to najważniejszy czynnik relacji międzyludzkich, wraz z byciem uczciwym. Pokochacie głównych bohaterów oraz autorkę, która stara się przekazać nam urok Nowego Jorku. 

Jest to świetny przykład książkowej komedii romantycznej. Ciepła opowieść o dwójce ludzi, którzy mają jakiś bagaż doświadczeń i w zależności od usposobienia, albo czerpią z niego strategię do nowej bitwy, albo z porażki wyciągają wniosek, że nic innego się nie uda. Jednak wzajemne uczucie, oddanie, szczerość mają ogromną moc i dają nadzieję na nowe początki. I tak jest to romansidło, ale świetnie napisane, bez dużej ilości scen erotycznych, bardzo motylkowe i działające jak kubek gorącej czekolady. Dobrze się czyta i człowiek kończy lekturę z uśmiechem i zadowoleniem i inaczej patrzy na świat, a zły nastrój pryska. Gorąco, bardzo gorąco polecam!

Czy polecam? Oczywiście! Książki Sarah Morgan są napisane wspaniale, a czas przy nich spędzony relaksuje i sprawia mnóstwo radości. Bohaterowie i przyjaźń, która jest między nimi jest odczuwana przez czytelnika przez co przywiązujemy się do nich jeszcze bardziej. Myślę, że jest to książka przede wszystkim dla osób, które kochają urocze historie miłosne. 

W książkach Sarah nie ma co doszukiwać się przesłań, drugiego dna i wybitnych lotów. To książki, które mają nam uprzyjemnić wieczór po ciężkim dniu, albo zająć przez chwilę czas, kiedy się nudzimy. To historie, które polecam z przyjemnością moim znajomym. Są to powieści niezobowiązujące, ale mam wrażenie, że nie "na jeden raz", bo ja sama chętnie do nich wrócę, kiedy będę potrzebowała oderwania myśli od codzienności.  Książki Sarah Morgan są książkami dla kobiet, które szukają lekkiej, przyjemnej i zabawnej historii o miłości. Dlatego też, to właśnie im polecam powieści tej autorki. Sama nie mogąc doczekać się historii Evy.

Akcja książki dzieje się dość powolnie jednak nie jest to żadnym minusem, powoli i dokładnie poznajemy odczucia bohaterki. Sama nie wiem kiedy kończyłam ostatni rozdział. Ogromnie Wam polecam a także zachęcam do zapoznania się z tą pozycją!

Książka wciąga już od pierwszej strony. Jest napisana naprawdę lekkim językiem. Z przyjemnością przewracałam kolejne strony, zastanawiając się co będzie dalej. Bohaterowie to mega pozytywne osoby, które od razu polubiłam. A cała książka jest utrzymana w bardzo pozytywnej atmosferze. Bardzo podobały mi się życiowe cytaty bohaterek na początku każdego rozdziału – były naprawdę zabawne! Książkę polecam wszystkim nastolatkom, jak i dorosłym czytelnikom. Teraz kiedy wieczory będą długie, zimne i depresyjne, każdemu z nas przyda się trochę pozytywnej energii i optymizmu. Ta książka jest idealna, by poprawić poprawić sobie humor! 

Od pierwszej do ostatniej strony bawiłam się świetnie z wszystkimi poznanymi teraz i wcześniej bohaterami. Przeżywałam ich rozterki i po cichu kibicowałam zakochanym. Moim zdaniem o to właśnie chodzi w literaturze – o to zaangażowanie czytelnika w powieść, którą właśnie czyta. Bez tego książka jest jedynie zbędnym przekazem o zerowej treści. Jeśli nie wnosi nic do mojego życia to nie jest godna uwagi i zapamiętania. Seria Pozdrowienia z Nowego Jorku ma to do siebie, że chcąc nie chcąc wzbudza emocje i zapada w pamięć. Wniosła do mojego życia wiele dobrego i uważam, że te książki na prawdę warte są tego, aby po nie sięgnąć. I z wielką niecierpliwością wyglądać będę kolejnej książki, w której wreszcie Eva z sercem na dłoni znajdzie miłość swojego życia. A może autorka postanowi wyswatać także innych bohaterów? Czas pokaże, a ja jestem pewna, że o kimkolwiek będzie następna książka z pewnością będzie równie dobra, jak jej dwie poprzedniczki i równą chęcią ją przeczytam.

,,Zachód słońca w Central Parku" to urzekająca humorem, pełna niespodzianek i niewypowiedzianych słów powieść, która ukazuje czytelnikowi, że niekiedy warto wyjść ze swojej skorupy i wpuścić do swojego serca innego człowieka. Magiczna otoczka Nowego Jorku sprawia, że malownicze, romantyczne zakątki miasta pozostają w pamięci, a cała historia skrada serce. Intrygująca i czarująca, pełna pasji i namiętności, zachwycająca pozycja, przy której nie można przejść obojętnie. Sarah Morgan powraca ze swoją najnowszą powieścią na polski rynek wydawniczy. Uważajcie: jej twórczość uzależnia!

"Zachód słońca w Central Parku" to lekka lektura, idealna na jakiś jeden wieczór, która porusza kilka ciekawych i może nawet w pewnym sensie trudnych tematów (jak chociażby rozwód rodziców), a jednocześnie momentami razi swoją nadmierną przewidywalnością. Mimo to nie żałuję, że po nią sięgnęłam, ale być może jestem już trochę za stara na takie aż przesłodzone i zbyt przewidywalne historie. Niemniej myślę, że młodszym osobom, przede wszystkim raczej czytelniczkom, ta książka może przypaść do gustu. 

Nieskomplikowana i sympatyczna - idealna lektura na lato. Sarah Morgan pokazała się z pozytywnej strony i lekką ręką nakreśliła przyjemną historię dla młodzieży. Bardzo chętnie cofnę się do pierwszego tomy, bo jeśli jest w nim tyle samo uroku co w "Zachodzie słońca w Central Parku" to chętnie to powtórzę. Nie dajcie się zwieść pozorom - jeśli lubicie książki pozytywnie zakręcone i nie zmuszające do myślenia a jednak dające radość - trafiliście idealnie.

Kochani to powieść idealna na jeden wieczór, a świetne dialogi sprawią, że nie jeden raz się uśmiechniecie. Piękna historia o miłości i odnajdywaniu samego siebie w tym wielkim świecie. Bo przecież nie każdy człowiek jest taki zły jak może nam się wydawać. Zatem pamiętajmy o tym, aby dać szansę, bo potem możemy żałować, że zrezygnowaliśmy z prawdziwego szczęścia. 

„Zachód słońca w Central Parku” to książka zwyczajnie przeurocza. Ujmująca. Z pewnością wzbudzi uśmiech na Waszej twarzy. Prosta, lecz nie prostacka, idealna na wolne popołudnie, gdy pragniemy się odstresować. Myślę, że powieści w takim stylu potrafią zauroczyć. Wzruszające, zabawne, sporo w nich dobrych refleksji. Wyczekana filiżanka smacznej herbaty, zasłużony relaks z Sarah Morgan. Recepta na udane chwile!

Zachód słońca w Central Parku to bardzo przyjemna, lekka, subtelna, lektura, która pozwala już od pierwszych stron zaangażować się w bieg wydarzeń i nie odczuwać znużenia. Posiada swoiste piękno, wywołuje uśmiech na twarzy i pozwala spędzi bardzo miłe chwilę podczas zagłębiania się w kolejne strony. Serdecznie polecam.

Romanse to zdecydowanie nie mój gatunek literacki, ale mimo to wspominam lekturę "Zachód słońca w Central Parku" dość przyjemnie. Myślę, że miłośnikom motylków w brzuchu i romantycznych uniesień ta książka, dostarczy wielu pozytywnych  emocji.

Spędziłam z tą historią naprawdę dobry czas. Mogłam na chwilkę pomieszkać w Nowym Jorku, z czego bardzo się cieszę i jestem zadowolona z tej książki. Wiadomo jest to raczej książka dla romantyczek, lubiących czytać o miłości, które nie mają nic przeciwko schematom. Mimo wszystko polecam. W szczególności po wyczerpującej pracy.

Według mnie cała historia jest słodka i po postu urocza. Genialna obyczajówka, którą można czytać bez względu na wiek. Jeśli nie wiecie co teraz czytać, to ta historia powinna wam się bardzo spodobać! Książka opowiada także o problemach, więc nie jest to kolejna głupiutka książka, która nic nie wnosi do naszego życia, więc to kolejny ogromny plus. Tak naprawdę jedyny minus jest taki, że książka nie zachwyciła mnie tak bardzo, żeby trafiła do moich ulubionych. Była bardzo fajna, ale czytałam lepsze historie. Podsumowując, książka bardzo mi się spodobała. Polecam ją każdemu. Jeśli szukacie niezobowiązującej lektury, to ta nada się idealnie. Moja ocenka to 7/10 i z pewnością sięgnę po inne książki tej autorki.

Uwielbiam rozwój sytuacji, dialogi między bohaterami i cudowne poczucie humoru, którym autorka żongluje już od poprzedniej książki. Choć tu jest go mniej, to jakoś mi to nie przeszkadzało, bo książka wciągnęła mnie tak bardzo całą sobą, że trudno to opisać. Było mi ciężko oderwać się od treści. Może też dlatego, że to książka pisana jakby idealnie pod mój gust!

 "Zachód słońca w Central Parku" to niewielkich gabarytów książka o wielkiej treści. Nie ma w niej niespodziewanych zwrotów akcji, nie wiadomo jakiej dynamiki, ale ma w sobie coś co mnie zauroczyło. Prostota i ciekawi bohaterowie to główne cechy, które sprawiają, że mogę Wam polecić tę pozycję.

Zachód Słońca w Central Parku to cudowna i lekka powieść o niezwykłej sile uczucia. Książka jest wspaniałą lekturą na leniwe wieczory. Polecam ją z całego serca. Czas, który przy niej spędziłam bezsprzecznie był udany.

„Zachód słońca w Central Parku” to błyskotliwa, pełna emocji i wciągająca historia o skomplikowanych relacjach damsko-męskich, bliznach przeszłości i strachu przed zaangażowaniem, ale także o tym, że czasami warto zaryzykować i dać szansę miłości. W dziele Sarah Morgan nie brakuje również humoru i gorących, pełnych namiętności scen, które bez wątpienia rozpalają wyobraźnię. Serdecznie zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję entuzjastów gatunku oraz fanów twórczości autorki!

Zachód słońca w Central Parku to doskonała lektura na jesienny wieczór wypełniona po brzegi zabawnymi i dowcipnymi dialogami, niesamowitą chemią między naszym bohaterami, którzy po wielu latach przyjaźni w końcu się odnaleźli. Jeśli macie ochotę na powieść z dużą ilością śmiechu, prawdziwej przyjaźni i sporej dawki romansu, serdecznie polecam tę książkę. Na pewno się nie zawiedziecie.

„Zachód słońca w Central Parku” jest książką przewidywalną i szablonową, ale za to lekko napisaną. Jest to powieść niezobowiązująca i niewymagająca. Idealnie sprawdzi się jako odpoczynek po ciężkich książkach. 

„Zachód słońca w Central Parku” to kontynuacja „Bezsenności na Manhattanie”, jednak znajomość pierwszego tomu nie jest potrzebna do przeczytania drugiego. Każda część opowiada historię miłosną jednej z przyjaciółek – zastanawiam się czy moje przypuszczenia, co do kolejnej części się sprawdzą. Książki Sarah Morgan cieszą się lekkim piórem autorki oraz przyjemną fabułą. Autorką wprowadza element, który nie wpisuje się w schematy podobnych powieści, co jest ogromnym atutem. Tą historię pochłonęła w jeden dzień. Spędziłam przy niej niezwykle miło czas. Postać Frankie mnie zauroczyła, a jej dobroć zaskoczyła. Jest silną, a zarazem delikatną kobietą – jak każda z nas. Może być wzorem dla wielu z nas, dlaczego? Przekonacie się po przeczytaniu książki! Polecam ją serdecznie wszystkim fankom gatunku. Nie zawiedzie Was, a po lekturze będzie łaknąć więcej!

Świetna, lekka, zabawna i romantyczna powieść, która podbije serducho każdego, kto pragnie spędzić miły wieczór przy lekturze. Poczucie humoru postaci jest tak rozbrajające, że uśmiejecie się bardziej niż przy niejednej komedii romantycznej w kinie. Czy polecam - jasne, że tak. Dawno nie uśmiechałam się tak intensywnie, jak podczas lektury tej książki. Poza tym, że w tej historii znajdziecie wiele rozbrajających scen, to nie można zapominać, że Frankie walcząc ze swoją przeszłością przekracza swoje granice i powoli staje się zupełnie inną kobietą. Nawet nie wiecie jak gorąco jej dopingowałam! 

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ

www.mellod.pl
2017-09-21

Zacznijmy od tego, że Frankie od pierwszej strony stwarza wrażenie osoby, która na nic w życiu nie czeka tak bardzo, jak na ten romantyczny związek. Chociaż przeraźliwie się go boi. Wiecie, raczej rzadko mi się to zdarza, ale od pierwszej strony ją polubiłam. Za tę pozę twardzielki, każdą złośliwość kierowaną do bliskich z miłością, cięte riposty i przesyt rzeczowości. Rzadko też zdarza ...
Zaczytane z Mazur
2017-09-19

Zacznijmy od tego kim jest Frankie... Jest to dziewczyna, która nie wierzy w szczęśliwe zakończenia dotyczące miłości. Twierdzi, że tak czy inaczej będzie ból, rozpacz i zdrady. Ale czemu tak twierdzi... Każdy chyba wie jak ciężko wyrzucić z siebie ciężar dotyczący przeszłości, zawsze w naszej pamięci wszystko zostaje i nie wiem jak bardzo się będziemy starać to i tak nie możemy o tym za...
Zaczytana w książkach
2017-09-11

Każdy człowiek niesie swój bagaż. Niektóre sytuacje przytłaczają tak bardzo, że nie wyobrażamy sobie żadnego sposobu, aby sobie z nimi poradzić. Niszczą nasze serca, zmuszają do skrycia się za potężnym murem, którego prawie nikt nie potrafi zburzyć, wywołują wstyd i bezgraniczny smutek. Skrywamy nasze sekrety głęboko w sobie, patrzymy na twarze bliskich nam osób i staramy się nie pokazyw...
Śnieżynka (www.piorkonabiurko.pl)
2017-09-05

Sarah Morgan oczarowała mnie swoją twórczością już wtedy, gdy sięgnęłam po Bezsenność na Manhattanie. Tam poznałam Paige, a także jej dwie przyjaciółki, Frankie i Evę. Tamta powieść skupiała się właśnie na Paige, natomiast Zachód Słońca w Central Parku przybliża nam historię i osobowość Frankie. Autorka skupiła się na niej i jej niechęci do związków, małżeństw i samych mężczyzn. Pochło...
SubiektywneRecenzje
2017-09-03

"Zachód słońca w Central Parku" to ciepła opowieść autorstwa Sarah Morgan, która z pozoru wydaje się być zwyczajną obyczajówką, jednak jej wnętrze kryje całkiem ciekawą i ważną treść. Historia zawarta w książce dotyczy nie tylko miłości. Przedstawia ona przemianę młodej dziewczyny, Frankie, która uciekła z rodzinnego miasta do Nowego Jorku. Tam, pod wymyśloną przez siebie przykrywką...