Powieść obyczajowa
Nic do stracenia. Początek
KUP TERAZ

Nic do stracenia. Początek

brak opinii
Liczba stron: 464
ISBN: 9788327624703
Premiera: 2017-04-12

W dniu szesnastych urodzin Anna Spencer bawi się w klubie ze swoim chłopakiem. Wyjątkowy wieczór szybko się kończy, a poznany przypadkiem Carter Thomas, handlarz broni i narkotyków, zamienia kolejne lata jej życia w piekło.

Dzięki jej zeznaniom Carter zostaje skazany, ale z więzienia wciąż wysyła listy z pogróżkami. Ojciec Anny, wpływowy senator i kandydat na prezydenta, zrobi wszystko, by zapewnić jej bezpieczeństwo.

Ochroną Anny zajmie się przystojny komandos, Ashton Taylor. Aby nie wzbudzać podejrzeń, ma udawać jej chłopaka. Cierpliwie stara się sprawić, by pokonała dręczące ją koszmary i pogrzebała przeszłość. Anna zaczyna czuć się bezpiecznie, a udawanie zakochanych powoli przestaje być grą.

Jednak kolejne dni przynoszą złe wiadomości. Wkrótce ma odbyć się rozprawa apelacyjna i Carter może wyjść na wolność. Jeśli tak się stanie, Ashton i Anna znajdą się w niebezpieczeństwie. 

Kirsty Moseley

Kirsty Moseley kocha czytać od najmłodszych lat. Swoje pisarskie umiejętności odkryła gdy przyłączyła się do internetowej społeczności pisarzy-amatorów. Jej samodzielnie wydana książka "The boy who sneeks in my bedroom window" zdobyła rzesze fanów i wysokie miejsce w rankingu Goodreads’ Choice Awards na najlepszą książkę dla młodzieży 2012 roku. Jej druga powieść "Always you" została wydana kilka miesięcy później.

Szesnaste urodziny to dzień, który każda dziewczyna powinna zapamiętać jako wyjątkowy. W niektórych kulturach uważa się je nawet za moment, kiedy staje się ona kobietą. O moich szesnastych urodzinach można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że były wspaniałe. Bardziej przypominały zejście do piekła na ziemi. Dwunastego marca umarły moje marzenia, a życie stało się dla mnie pasmem bólu, rozpaczy i strachu. Szesnaste urodziny pozostawiły we mnie bolesną bliznę i były początkiem wydarzeń, które powracały do mnie w sennych koszmarach.

                W chłodzie nocy stałam w kolejce do klubu Ozone – nie wiedząc, że niebawem zacznie się koszmar. Palce u stóp już mnie bolały, bo założyłam kretyńsko wysokie szpilki. Zimny wiatr podwiewał krótką czarną sukienkę. Mój cudowny chłopak, Jack Roberts, rozcierał mi ramiona, próbując mnie ogrzać. Staliśmy przed klubem już niemal od godziny i w końcu znaleźliśmy się blisko wejścia.

                – Nie jestem pewna, czy się nam uda, Jack. Może obejrzymy jakiś film? – powiedziałam, obserwując bramkarza, który przyglądał się podejrzliwie ludziom w kolejce.

                – Uda się. Prosiłaś, żebym zabrał cię do klubu w urodziny, no i właśnie to robię – odpowiedział, ujmując w zziębnięte dłonie moją twarz.

                Popatrzyłam na niego i serce zabiło mi żywiej. Bardzo go kochałam. Był łagodny, czuły, wspaniałomyślny, opiekuńczy, rozsądny, a na dodatek przystojny. Taki blondyn o błyszczących niebieskich oczach to marzenie chyba każdej dziewczyny. W każdym razie wszystkie, które znałam, kochały się w moim chłopaku, ale dla niego istniałam tylko ja. Mieliśmy po pięć lat, kiedy się poznaliśmy. Zapytał wtedy, czy będę z nim chodziła, i od tamtej pory staliśmy się nierozłączni. Był dla mnie wszystkim i mieliśmy zostać razem na zawsze. Zresztą wszystko mieliśmy już zaplanowane ­– ukończenie szkoły i studiów. Jack miał zostać lekarzem, a ja artystką. Potem ślub i gromada dzieci.

                Trzy miesiące wcześniej Jack zapytał, jak chciałabym świętować urodziny. Powiedział, że mogę życzyć sobie, czego tylko zechcę, a on spełni każdą moją prośbę. Postanowiłam, że pójdziemy do klubu, a potem chciałam, żebyśmy zanocowali w hotelu, gdzie mieliśmy się kochać pierwszy raz. Po trzech miesiącach planowania i kombinowania zdołaliśmy ostatecznie przekonać rodziców i zyskać ich zgodę na spędzenie nocy poza domem. Jack załatwił dla nas obojga przerobione dokumenty. Byłam tak podekscytowana, że nie mogłam usiedzieć w miejscu.

                Teraz jednak, gdy się tam znaleźliśmy, na zimnie, otoczeni na wpół pijanymi ludźmi, marzyłam jedynie o tym, żeby wrócić do hotelu, gdzie Jack ogrzałby mnie dłońmi, dotykając każdego kawałka mojego ciała, a potem wreszcie stałoby się to, na co oboje czekaliśmy.

                Uśmiechnęłam się i przytuliłam mocno do niego. Kiedy Jack mnie pocałował, poczułam, jakbym szybowała w powietrzu. Potem zsunął dłonie na moje pośladki. Byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.

                Oderwał wargi od moich. W przyćmionym świetle latarni jego oczy iskrzyły.

                – Kocham cię, Anno.

                Serce ponownie mi zabiło i cała pokryłam się gęsią skórką. Uwielbiałam brzmienie tych trzech słów w jego ustach.

                – Też cię kocham – odpowiedziałam i to była prawda. Kochałam go bardziej niż kogokolwiek.

                Znowu mnie pocałował, a ja mocniej się do niego przytuliłam.

                Delikatne poklepywanie w ramię sprawiło, że podskoczyłam i oderwałam się od Jacka.

                – Cześć – powiedział męski głos zza moich pleców.

                Obróciłam się i zobaczyłam dwudziestokilkulatka. Nie stał w kolejce do klubu, bo znajdował się po drugiej stronie sznura, który ją wyznaczał. Był całkiem przystojny, bardzo zadbany, miał piwne oczy i ciemne włosy. Połyskliwa czarna koszula, zapięta od góry do dołu, okrywała jego szerokie ramiona. Czarne spodnie i buty wyglądały na bardzo drogie. Powoli taksował mnie spojrzeniem.

                – Och, cześć – odpowiedziałam, słodko się uśmiechając, na wypadek gdyby tam pracował. Nie był sam. Stało za nim dwóch facetów.

                – Jestem Carter – powiedział, wyciągając do mnie rękę.

                – Anna. – Podałam mu dłoń i uprzejmie się przywitałam. Nie puścił mojej ręki, zamiast tego pociągnął mnie do siebie, odrywając mnie od Jacka.

                – Jeśli chcesz, mogę cię wprowadzić. Nie będziesz musiała czekać na tym zimnie – zaproponował, uśmiechając się.

                Poczułam dreszcz ekscytacji na myśl o wejściu do środka. Obejrzałam się na Jacka, który marszczył ze złości brwi.

                – Tak? Byłoby super! Można tu zamarznąć – zaszczebiotałam szczęśliwa, powstrzymując się od skakania do góry z radości.

                Carter roześmiał się.

                – No to chodź, Anno. – Skinął głową do jednego z facetów, którzy z nim byli, a ten natychmiast odpiął dzielący nas sznur, żebym mogła znaleźć się po drugiej stronie.

                Sięgnęłam za siebie i chwyciłam Jacka za rękę, szczerząc się jak w ekstazie.

                – Hej, księżniczko, twój chłopak nie jest zaproszony – powiedział Carter, patrząc krzywo na Jacka, jakby właśnie go zauważył.

                Pogubiłam się.

                – Co? Przecież powiedziałeś, że nas wprowadzisz.

                Puścił wreszcie moją rękę i cofnął się.

                – Powiedziałem, że c i e b i e mogę wprowadzić. Niepotrzebni nam widzowie. – Wskazał Jacka wysuniętą brodą i zmarszczył brwi z niezadowolenia.

                Zacisnęłam usta ze złości. Co za palant! Przerwał nasze pieszczoty z Jackiem i myślał, że pójdę z nim do klubu, zostawiając Jacka na zewnątrz?

                – W takim razie dziękuję, jestem tu z chłopakiem. Myślałam, że chcesz wprowadzić nas oboje. Małe nieporozumienie. – Wzięłam sznur z ręki faceta i przypięłam z powrotem, a potem otoczyłam ramionami miłość mojego życia, nie spuszczając przy tym wzroku z Cartera.

                Carter wzruszył ramionami.

                – Jak sobie chcesz. Może potem ze mną zatańczysz. – Uśmiechnął się do mnie drwiąco, zanim się odwrócił i poszedł prosto do klubu.

                – Ale dupek! – warknęłam, patrząc na jego znikające plecy. Jack roześmiał się, a moja złość zniknęła jak za dotknięciem różdżki. – Co w tym takiego śmiesznego? – zapytałam.

                – Wpadasz facetom w oko, nawet się o to nie starając. – Uśmiechał się szeroko i objął mnie, przysuwając bliżej do siebie.

                – Wiem, że mam urok, któremu nie można się oprzeć – zażartowałam, trzepocząc rzęsami.

                – Albo urok, albo chodzi o twoje nieziemskie nogi – drażnił się ze mną, gładząc niepewnie moje uda.

                Uderzyłam go rozbawiona w pierś i nachyliłam twarz do pocałunku.

 

Po kolejnych trzydziestu minutach zostaliśmy wreszcie wpuszczeni bez żadnych problemów do klubu. Bramkarz nawet nie przyjrzał się dobrze naszym dokumentom. Kiedy znaleźliśmy się w środku, zaczęłam skakać do góry i piszczeć z podekscytowania.

                – To niesamowite! – pokrzykiwałam.

                Chwyciłam Jacka za rękę i pociągnęłam na parkiet. Muzyka grała tak głośno, że niemal czuło się wibrowanie podłogi.

                – Napijmy się czegoś! – wykrzyczał mi do ucha po kilku piosenkach.

                Poszliśmy w kierunku baru. Strzeliliśmy po lufce i wróciliśmy od razu na parkiet, żeby tańczyć. Zatraciliśmy się w rytmie głośnej muzyki. Jack trzymał przez cały czas jedną rękę na moim pośladku, przez co robiło mi się gorąco i trochę mi to przeszkadzało. Kiedy pochylił głowę i pocałował mnie, zanurzyłam dłonie w jego włosy i oddałam pocałunek, wkładając w to całe uczucie do niego. Chociaż byliśmy w środku dopiero od godziny, chciałam już wyjść. Klub okazał się fantastyczny, ale tak naprawdę pragnęłam tego, co zaplanowaliśmy na potem – nocy z Jackiem.

                – Pójdziemy już, Jack? – zapytałam, przesuwając dłonie w dół jego piersi. Uśmiechnął się do mnie i energicznie pokiwał głową. Od pół roku był gotów przenieść nasz związek na następny etap, ale postanowił, że zaczekamy, aż oboje skończymy szesnaście lat.

                Chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy do wyjścia, wymijając tłum pijanych ludzi, kręcących się dookoła i cieszących wieczorem. Kiedy dotarliśmy do schodów prowadzących do głównego holu, pojawił się Carter. Wyciągnął przed siebie ramię, żeby nas zatrzymać.

                – Cześć, księżniczko. Zatańczysz? – zapytał, omiatając mnie powoli wzrokiem.

                – Nie, dziękuję, właśnie wychodzimy – odmówiłam z pewnością siebie w głosie.

                – Nie wydaje mi się. – Uśmiechnął się, wziął mnie za rękę, szarpnął ku sobie, odrywając mnie od Jacka.

                Zamurowało mnie.

                – Zabieraj od niej łapska, gnoju! – warknął Jack groźnie, robiąc krok do przodu.

                Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami i zastanawiałam się, czy dojdzie do bójki. Zanim jednak dotarło do mnie, co się właściwie stało, ktoś chwycił Jacka od tyłu i wykręcił mu ręce, unieruchamiając go skutecznie.

                Wyrwałam się Carterowi.

                – Odczep się ode mnie! Puśćcie go! Nie chcę z tobą tańczyć. Wychodzę ze swoim chłopakiem! – wrzasnęłam ze złością.

                Carter uśmiechnął się złośliwie, najwyraźniej zupełnie się nie przejmując moim wybuchem.

                – Proszę tylko o jeden taniec, potem będziesz mogła iść – zaproponował, machając ręką od niechcenia.

                Jack prychnął z furią, a facet, który go trzymał, popchnął go na ścianę i tam uziemił. Zaczęłam krzyczeć i rozglądać się, szukając desperacko pomocy.

                – Dotkniesz jej, to cię zabiję! – zawarczał Jack.

                – Nikt tak do mnie nie będzie mówił! – wrzasnął Carter ze złością.

                Zrobił kilka kroków do przodu i uderzył Jacka pięścią w twarz, rozcinając mu wargę. Popłynęłą krew. Carter cofnął ramię, zamierzając najwyraźniej uderzyć ponownie. Złość wykrzywiała mu twarz. Wpadłam w panikę na samą myśl, że ten facet krzywdzi Jacka. Nie mogłam na to pozwolić. W żadnym razie.

                – Przestań! W porządku, zatańczę z tobą! Jeden taniec, tylko, proszę, już go nie bij – błagałam, a łzy leciały mi po policzkach.

                – Nie, Anno! – krzyknął Jack, plując krwią na podłogę.

                Spojrzałam na niego i czułam, jak broda mi drży na widok jego pokrwawionej twarzy. Serce biło mi tak szybko, że byłam bliska zemdlenia.

                – Jeden taniec. To dla mnie bez znaczenia – skłamałam, zmuszając się do uśmiechu.

                Carter roześmiał się, złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą na parkiet. Przytulił mnie do piersi i ciasno oplótł ramionami. Jego twarz dzieliły od mojej centymetry. Zrobiło mi się niedobrze. Dostałam dreszczy. Odwróciłam głowę, bo nie chciałam patrzeć na niego, kiedy przyciskał swoje krocze do mojego biodra. Poczułam smak żółci w ustach. Jedna z jego rąk zsunęła się na mój pośladek, druga na udo. Zamknęłam oczy i marzyłam, żeby piosenka już się skończyła. Trzęsłam się ze złości i strachu. Modliłam się jednocześnie, żeby Jackowi nie działo się nic złego.

                Wreszcie po całej wieczności piosenka dobiegła końca. Chciałam odepchnąć go od siebie, ale nie pozwolił na to. Śmiejąc się, przycisnął mnie jeszcze mocniej.

                – Jesteś bardzo piękna, księżniczko – wydyszał mi do ucha.

                – Puść mnie, powiedziałeś, że jeden taniec. Puść mnie, proszę – błagałam, usiłując wyrwać się z jego uścisku.

                – Zmieniłem zdanie. Jeden to za mało – powiedział, całując mnie w szyję.

                Zachłysnęłam się powietrzem i ponownie go odepchnęłam. Panika ogarnęła mnie na dobre, gdy się wiłam w jego objęciach, usiłując choć trochę odsunąć go od siebie. Tym razem mocno wbił palce w moje boki. Przeszył mnie ból. Krzyknęłam, ale nikt mnie nie usłyszał, bo muzyka ciągle dudniła wokół nas.

                ­ – Daj spokój! Dlaczego to robisz?! – wrzasnęłam. Łzy spływały mi po policzkach.

                Przesunął językiem po mojej twarzy, zlizując łzy.

                – Mmm – wydyszał. Wsunął mi rękę pod sukienkę i zaczął palcami gładzić majtki.

                Zacisnęłam nogi i próbowałam uwolnić się od jego dotyku.

                – Nie! Puść mnie, proszę! Jack! – krzyczałam, szamocząc się i desperacko usiłując wyrwać się z jego objęć. Nikt nie zwracał na nas najmniejszej uwagi.

                ­ – Świetnie, idź i poszukaj swojego Jacka – wysyczał, popychając mnie brutalnie w stronę schodów.

                Potykałam się, wchodząc na schody tak szybko, jak nogi chciały mnie nieść. Przez cały czas czułam, że serce mam w gardle. Gdy znalazłam się na górze, odnalazłam spojrzeniem Jacka. Nadal był trzymany przy ścianie przez tego samego faceta o jasnych włosach. Jak tylko mnie spostrzegł, zaczął się ponownie wyrywać.

                – Puść go, proszę – skomlałam, usiłując podejść do niego. Kątem oka zobaczyłam, jak Carter kiwa głową, a wtedy blondyn usunął się. Kiedy Jack odzyskał swobodę ruchów, chwycił mnie i schował za sobą.

                – Spokojnie, chłopaczku, nikomu nic się nie stało – powiedział cicho Carter, uśmiechając się z pogardą. – Choć twoja dziewczyna jest cholernie seksowna. – Powoli znowu taksował mnie wzrokiem, oblizując usta.

                Skuliłam się za plecami Jacka. Dostałam gęsiej skórki z powodu tego, jak na mnie patrzył. Nagle Jack rzucił się na niego i walnął go pięścią w brzuch. Carter zgiął się wpół z jękiem, a jego dwóch kumpli ponownie pochwyciło Jacka, mimo że desperacko się im wyrywał. Rozejrzałam się w poszukiwaniu pomocy. Dlaczego nikt nam nie pomagał? Ludzie pili, tańczyli i śmiali się, nie zwracając na nas najmniejszej uwagi, nawet nie patrzyli w naszą stronę, podczas gdy muzyka huczała i odbijała się od ścian. Ręce mi się trzęsły, serce waliło jak młotem. Wiedziałam, że skrzywdzą Jacka. Przecież Carter powiedział, że możemy iść, dlaczego więc Jack musiał to zrobić?

                – Błagam! Błagam! – krzyczałam, gdy jeden z facetów go trzymał, a drugi walił w brzuch raz po raz. Chwyciłam tego, który bił Jacka i chciałam odciągnąć od niego, ale Carter oplótł mnie ramionami, podniósł do góry i przestawił o kilka kroków dalej.

                – Drzwi – szczeknął Carter ze złością.

                Blondyn skinął głową i nagle zaczęli ciągnąć Jacka za sobą. Wyszarpnęłam się z uścisku Cartera i pobiegłam w ich kierunku, płacząc i krzycząc histerycznie. Wciągnęli go za drzwi przeciwpożarowe. Kiedy ich dopadłam i próbowałam mu pomóc, Carter chwycił mnie mocno za ramię i zatrzasnął za sobą drzwi. Staliśmy na czymś w rodzaju schodów ewakuacyjnych. Popchnął mnie do tyłu. Straciłam równowagę i wpadłam na ścianę. Bokiem głowy uderzyłam o nietynkowane cegły. Ból i szok przyćmiły mi wzrok. Poczułam strużkę krwi spływającą mi z boku twarzy. Mocno zacisnęłam powieki i walczyłam z bólem, a nogi się pode mną uginały.

                Usłyszałam jęki Jacka, dlatego zmusiłam się do otwarcia oczu i starałam się rozwiać ciemność, która mnie pochłaniała. Leżał na podłodze, a oni kopali go po kolei. Twarz miał zakrwawioną, w oczach rozpacz i przerażenie.

                Nie mogłam oddychać. Wszystko to było jak senny koszmar.

                – Czego chcecie? Mam pieniądze, mogę wam dać pieniądze! Proszę! – krzyknęłam. Jeden z facetów wyciągnął coś, co wyglądało jak metalowe nunczako, zamachnął się nim, a potem zaczął tłuc mojego chłopaka. Usłyszałam trzask kości w jego ramieniu.

                – Przestań! Błagam! Zrobię, co zechcesz! Proszę! – krzyczałam, z trudem łapiąc oddech. Podczołgałam się do Jacka i objęłam jego zmaltretowane ciało.

                – Uciekaj – wycharczał ledwie słyszalnym głosem. Zamknął powieki i słabo jęknął przez ściśnięte szczęki.

                – Jack, błagam. Nic ci nie będzie. Wszystko w porządku. Kocham cię. – Prosiłam go, zanosząc się płaczem przy jego krwawiącej twarzy.

                Skrzywił się i objął mnie ramieniem, wbijając mi palce w plecy.

                – Uciekaj, Anno. Uciekaj, błagam!

                Carter chwycił mnie za ramiona, uniósł do góry, postawił na nogi i odciągnął od Jacka. Pozostali dwaj faceci pochylili się, złapali Jacka pod pachy i jego też podnieśli. Jack krzyczał, gdy go dotykali. Kiedy usłyszałam, jak wyje z bólu, poczułam, że kolana się pode mną ugięły. Carter objął mnie od tyłu ramionami i pocałował w kark, a Jack patrzył na to z wyrazem przerażenia na twarzy i walczył o oddech. Carter wsunął mi rękę pod pachę, chwycił mnie za pierś i mocno ją ścisnął. Zanim się zorientowałam, co się dzieje, zgięłam się wpół i zaczęłam wymiotować.

                Carter zaśmiał się podle i brutalnie ustawił mnie pionowo, dociskając moje plecy do swojej piersi.

                ­– Mam zamiar zabawić się z twoją dziewczyną i sprawić, żeby krzyczała z rozkoszy, a to wszystko dla ciebie – powiedział do Jacka.

                Jack uniósł gwałtownie głowę, jego oczy wypełniała nienawiść i wściekłość. Zaczął się szamotać, choć najprawdopodobniej cierpiał niewyobrażalny ból. Trzej faceci śmiali się z niego, gdy szarpał się daremnie i wykrzykiwał przekleństwa.

                – Chcesz coś powiedzieć swojemu chłopakowi? – Carter wyszeptał do mojego ucha.

                Chciałam jedynie powiedzieć... Błagam, skończ z tym i pozwól nam odejść, żebyznaleźć pomoc.

                – Kocham cię – powiedziałam, płacząc.

                – Ja też cię kocham – wyszeptał Jack.

„Nic do stracenia. Początek” to pierwszy tom nowej serii autorstwa Kirsty Moseley. Powieść opowiada o walce z przeszłością, o pokonywaniu lęków i własnych demonów, otwieraniu się na ludzi i dawaniu szansy sobie i innym. Polecam fanom twórczości tej autorki, oni z pewnością się nie zawiodą.

Książka niewątpliwie wciągnęła mnie od pierwszej strony. Pomimo, iż jej przebieg jest raczej przewidywalny, to całość skomponowana jest tak, by czytanie było prawdziwą przyjemnością. . Bardzo podobało mi się to, iż poruszała tematy nie tylko czysto miłosne, ale i także te związane z tymi ciemniejszymi stronami życia. Ciężko jest przecież gdy odzywają się mary przeszłości, a my za nic w świecie nie chcemy dać im wyjść z ukrycia. (...) Może zakończenie lekko zawodzi i pozostawia niedosyt ale wiemy już iż jest to pierwsza część cyklu, zatem wyczekujmy na dalszą część losów znanych nam już bohaterów. 

(...) są wątki, które mnie wciągnęły i MUSZĘ przeczytać 2 tom. Jestem ciekawa jak potoczy się sprawa z dilerem, bo z tym Kirsty trafiła w dziesiątkę. Mam też nadzieję, że w kolejnej części początek i koniec nie będą tak bardzo przeładowane niedorzecznymi sytuacjami. W końcu "Chłopak, który zakradł się do mnie przez okno" to fenomenalna książka i wiem, że Kirsty Moseley potrafi pisać.

Nic do stracenia. Początek to dopiero preludium do czegoś innego, ciekawszego. Książka nie jest najgorsza, nie zostawia też czytelnika w wielki zawieszeniu, a raczej z drobną ciekawością i zawieszonym w powietrzu pytaniem, co może wydarzyć się w drugim tomie i czy autorka postawi na emocje z pierwszych rozdziałów, czy na lukier z ostatnich. Powieść dla młodzieży okraszona problemami dorosłych, ciekawa, wciągająca, ale też słodka i niewinna.

Nic do stracenia. Początek ma swoje plusy i minusy, czasami mogą one wywoływać lekkie zgrzyty w odbiorze całości, ale pomimo wszystko książkę czyta się szybko i przyjemnie. Fabuła wciąga od pierwszych stron, a co ważniejsze do samego końca trzyma w napięciu. Wywołuje całą gamę emocji, od śmiechu po łzy, od przerażenia po nadzieję... Pierwsza połowa jest rewelacyjna, druga ma niedociągnięcia, ale łatwo było mi się zżyć z bohaterami i wczułam w ich położenie. Moseley w dalszym ciągu ma tę umiejętność zdobywania mojej uwagi i jej utrzymania.

Ta książka pozwala nam odpocząć, zrelaksować się, a jednocześnie wciąga i niezwykle umila czas. Fabuła ma sens, w dodatku jest specyficzna, dość niecodzienna biorąc pod uwagę inne książki tego typu, gdzie wydarzenia mają się ku sobie, a my mamy wrażenie, że czytamy tę samą historię, tylko z innymi bohaterami. Ja jeszcze nie zderzyłam się z tak przeprowadzoną akcją, dlatego też jestem zadowolona i trafiam na listę szczęśliwych i usatysfakcjonowanych odbiorców tej książki.

Kirsty już od pierwszej książki została moją ulubienicą. Jej powieści przeznaczone dla młodych dorosłych skradły me serce na prawdę szybko. I choć pewne elementy się w nich wszystkich powielają to ciężko mi nie sięgnąć po kolejną wydaną przez nią pozycję. (...) Polecam.

''Nic do stracenia. Początek'' to opowieść o dochodzeniu do siebie po traumatycznych przeżyciach. Owszem jest okraszona smutkiem, ale w dalszej części nie zabraknie humoru! Kilka razy się przy niej uśmiałam i szczerzyłam jak głupia do kartek. Spodziewałam się jednak, że będzie więcej akcji okraszonej niebezpieczeństwem, ale nie doczekałam się. Mam nadzieję, że autorka zrekompensuje mi to w kolejnej części. W każdym bądź razie, to nie jest zła książka, ale też nie dla kogoś kto wymaga czegoś więcej. Ja jednak pokochałam ją całym sercem, a pierwsze czytelnicze spotkanie z Kirsty Moseley uważam za bardzo udane! 

Kirsty Moseley to kolejna autorka, która książka po książce zdobywa coraz większe grono odbiorców, nie ma z jej strony potknięć czy pomyłek. Jej warsztat, mimo, że dosyć prosty dodaje pewnego uroku całości. Mogę zagwarantować, że książka pisana prostym językiem też potrafi zaskoczyć odbiorcę, a ta powieść idealnie pasuje, jako przykład. "Nic do stracenia. Początek" to powieść delikatna, wzruszająca i poruszająca. Rozśmiesza, smuci i zostawia w osłupieniu. Polecam ją każdemu, kto ma chęć poświęcić jej chwilę!

Jestem autentycznie zachwycona i cieszę się, że należy do mojego zbioru książek. Pięknie się prezentuje, ale i treść jest jak najbardziej godna uwagi. Mam nadzieję, że Was przekonałam i zachęciłam do sięgnięcia po tą Perełkę. Na pewno się nie zawiedziecie. Jak dla mnie fenomen.

Jeżeli tak jak i ja macie sentyment do opowieści, w których pojawia się motyw ochroniarza - bodyguarda a dodatkowo nie przeszkadza Wam w lekturze pewne oderwanie od realizmu, „Nic do stracenia. Początek” jest powieścią, która może się Wam spodobać. To taka literatura guilty pleasure na jedno/dwa popołudnia, która z niejasnych powodów jest niesamowicie angażująca dla czytelnika. 

Do tej pory nie spotkałam się z innymi powieściami tej autorki, dlatego też nie jestem wstanie porównać, jak ta powieść wypada na tle innych. Mogę jednak krótko nadmienić, na temat stylu pisarskiego samej pani Moseley, a jeśli o to chodzi, to jest on całkiem przystępny, wręcz idealny dla młodego czytelnika. Autorka pisze prostym, nieskomplikowanym językiem.

Autorka skupiła się w tej części bardziej na pokazaniu rozwijającego się uczucia między bohaterami i niewiele uwagi poświęciła na wątek Cartera, który według mnie ma naprawdę ogromny potencjał oraz mógłby dostarczyć czytelnikom naprawdę wielu wrażeń. Nie zmienia to jednak faktu, że naprawdę świetnie się bawiłam podczas czytania tej książki. Dzięki wyrazistym bohaterom, ciętemu dowcipowi oraz wielu zabawnym sytuacjom „Nic do stracenia. Początek” idealnie nadaje się na mile spędzone popołudnie. 

Ostatnio na polskim rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej powieści z gatunku New Adult. Do nich zalicza się również Nic do stracenia. To wciągająca historia o próbie radzenia sobie ze stratą bliskiej osoby i otwierania się na innych. O pragnieniu i wyczekiwaniu na odpowiedni moment. To książka, od której, mimo kilku wad, nie można się oderwać! Ta powieść ma potencjał! Oby tylko autorka wykorzystała go w kolejnym tomie.

Powieść K. Moseley przeniosła mnie w świat młodych ludzi, którzy dopiero odkrywają własną tożsamość i uczucia. Świetnie zbudowana akcja, słodki motyw rodzącej się miłości, przełamywanie barier, walka z cierpieniem, wszystko to sprawiło, że książkę czyta się niesamowicie przyjemnie. Wkrótce pojawi się kolejny tom tego cyklu, który już sobie zamówiłam.

Kirsty Moseley w swojej powieści pokazała, że gdy otaczają nas życzliwi i pomocni ludzie, potrafimy walczyć z przeszłością oraz demonami, które nami zawładnęły. Anna jest tego całkiem niezłym przykładem. Dzięki Ashtonowi pokonuje swoje lęki, staje się silniejsza. Książkę czyta się błyskawicznie. Historia Anny i jej ochroniarza wciąga z każdą stroną. A gdy docieramy do końca… okazuje się, że na resztę musimy poczekać. I tak jak napisała kiedyś moja znajoma „Moseley pisze łatwo lekko i przyjemnie. Na raz” Polecam

(...) serdecznie polecam się zapoznać z twórczością autorki. Historia mi się bardzo podobała i cieszę się, że mogłam ją przeczytać. Serdeczne podziękowania ślę autorce za postać Nate'a - przyjaciela Ashtona, który swoimi tekstami rozbawiał mnie do łez. Mam nadzieję, że w drugim tomie pojawi się go jak najwięcej! Oczywiście głównym bohaterom nie mam nic do zarzucenia, jednak Nate to Nate - trzeba przeczytać, żeby zrozumieć, a jak już czytać, to i kochać. 

Wiedziałam, na co się piszę, sięgając po tę pozycję; liczyłam przede wszystkim na lekką, łatwą w odbiorze i nieskomplikowaną historię, przy której się odprężę i właśnie to otrzymałam. Pomimo mankamentów, „Nic do stracenia. Początek” okazała się być całkiem wciągającą i przyjemną lekturą, którą, mimo dosyć sporej objętości, przeczytałam w błyskawicznym tempie i która dobrze się sprawdziła w roli niezobowiązującej młodzieżówki. Jeżeli jesteście fanami twórczości autorki, istnieje szansa, że ta pozycja również się wam spodoba!

Od razu dodam, że niedługo ukaże się druga powieść będąca kontynuacją "Nic do stracenia. Początek". Czy warto na nią czekać? Tak, gdyż ta historia jest bardzo dobra i wręcz sama się czyta. Jest napisana prostym i łatwym w odbiorze językiem. Nie jest książką idealną. Można znaleźć w niej i minusy, a mimo to nie żałuję, że po nią sięgnęłam, bo dobrze się zrelaksowałam i zatopiłam w jej fabule bez reszty. (...) tytuł godny polecenia na wakacje, na urlop, na weekend, na relaks po sesji, maturze, egzaminie. Przyznam, że czekam na drugi tom.

Nic do stracenia wrzuca odbiorcę w schematyczny i dobrze znany wzór postępowań postaci, w którym fason fabuły ociera się o typowa tradycyjność stosowaną przez autorki. Jednak! Moseley w dość sztampową historię wprowadziła emocjonalną wewnętrzną rozgrywkę Anny pokazując, że walka z przeszłością, może doszczętnie zszargać normalny tryb codzienności... Bezproblemowa z odbiorze, napisana w żwawym rytmie powieść, która kryje w sobie paraliżujące lęki głównej bohaterki. Z niecierpliwością oczekuję kontynuacji, w której mam nadzieję nastąpi przełomowy moment, w którym bezlitosna twarz Cartera ujrzy światło dzienne, a watek miłosny odejdzie na drugi plan.

Mimo że czytałam inną książkę tej autorki to mam wrażenie, że tutaj język jest już bardziej dojrzały i wypracowany. Podobała mi się płynność i łatwość w prowadzeniu dialogów oraz spójne łączenie się wydarzeń. Jest to na pewno jedna z tych książek, której jak tylko zacznę czytanie to siedzę, aż nie skończę. (...) książkę bardzo szybko i przyjemnie się czyta. Jednak na pewno cała historia nie zostanie wam w pamięci na długo. Nie zżyłam się szczególnie z główną bohaterką, za to pokochałam postać męską. W całej historii pojawiają się pewne wydarzenia, które niesamowicie mi się podobały i na pewno długo będę je wspominać. Polecam ją szczególnie osobą, które przepadają za literaturą obyczajową i lubią przystojnych, zabawnych bohaterów męskich. 

Gdy chwyciłyśmy i zaczęłyśmy oddawać się lekturze, nie mogłyśmy się powstrzymać od jej czytania. Historia wciąga od pierwszego rozdziału, ciekawa, z chwilami grozy. Na początku Anna stała się bardzo irytującą bohaterką i niezrozumiałą, ale z każdym kolejnym rozdziałem, gdy było widać jej zmianę bardzo przypadła nam do gustu, w szczególności, gdy małymi kroczkami zaczęła ufać swojemu "chłopakowi", ale czy te uczucia i ruchy były tyko udawane... O tym dowiecie się, gdy przeczytacie książkę. My wyczekujemy jej kontynuacji i szczerze polecamy Wam pierwszą cześć, jest po prostu idealna na tą porę roku. Można wyjść na spacer z książką, do parku, na ławkę i czytać w spokoju.

Powiem Wam tak, to jest pierwsza książka Kirsty Moseley, po którą sięgnęłam. I naprawdę jestem zachwycona. Co prawda, może ni tak, jak cała masa innych ludzi, ale to naprawdę było dobre. Po pierwsze główni bohaterowie byli naprawdę dobrzy. Ale mam jedną uwagę. Były takie momenty, kiedy na kilka stron narrację przejmował Ashton, i one były dla mnie dużo ciekawsze. Miejscami Anna mnie przytłaczała. Miałam z nią lekki problem. Historia, fabuła, wątki to kawał dobrej roboty. Spodziewałam się czegoś naprawdę gorszego, za bardzo przesłodzonego, ale w drugą stronę, za bardzo mrocznego. A tu jest naprawdę dobre wyśrodkowanie.

Zdecydowanie uważam, że jest to najlepsza książka Kirsty Moseley, nie mogę się już doczekać kolejnego tomu, czyli zakończenia tej duologii. Coś czuję, że tam dopiero będzie się działo. Mam nadzieję, że zachęciłam Was do przeczytania tej powieści i dodam jeszcze tyle, że sięgając po tę pozycję pamiętajcie: zero wymagań.

Nie spodziewałam się tak mocnej i tragicznej historii, w dodatku dogłębnie przedstawiającej tragedię głównej bohaterki, ale przyznaję, że lektura bardzo przypadła mi do gustu. Droga ku próbie odbudowania tego co już dawno utraconej na przykładzie życia Annabell okazała się kontrastowa, ale przy tym wymowna. Przygotowałam się na coś lekkiego a otrzymałam mocny obraz tragedii, która właściwie może przytrafić się każdemu z nas. Jeśli tak ma wyglądać dalsza twórczość Moseley - poproszę więcej.

Z czystym sumieniem mogę polecić "Nic do stracenia. Początek". Chociaż historia jest nieco naciągana i niektóre wydarzenia zbyt szybko wydarzyły się, to cała fabuła zasługuje na uznanie. Moseley nie szła drogą twardo utartych schematów. Stworzyła kolejną niepowtarzalną historię, którą przyprawiła swoim lekkim piórem. Nie mogę doczekać się kontynuacji losów bohaterów. To zdecydowanie będzie ogień! Bo kiedy ponownie pojawi się karter, nie będzie bezpiecznie.

Autorka ma w sobie niezwykły dar, ponieważ historia wręcz płynie i wtrącając w wydarzeniach wątki dotyczące przeszłości Anny staje się ona bardziej wyrazista, a przez to również ciekawsza. To taka pozycja, którą z powodzeniem można zabrać na wiosenny spacer i cieszyć się tym, że książka może dostarczyć tak wiele emocji. Może Kirsty Moseley nie zaskoczyła mnie niczym wyróżniającym się na tle innych powieści, ale po prostu miałam ochotę na to, co zaserwowała swoim czytelnikom w Nic do stracenia. Początek.

Nic do stracenia. Początek to z całą pewnością materiał na rewelacyjną książkę. Napisana przyjemnym i prostym językiem, okraszona sporą dawką emocji zachęca do poznania losów młodych bohaterów. Dla wnikliwych czytelników postępowania Anny mogą być sprzeczne, jednak ocenę pozostawiam Wam. Czyta się przyjemnie i szybko, a dzięki rosnącemu napięciu ciężko tę książkę odłożyć na półkę.

Pomimo kilku wad oceniam książkę dość pozytywnie. Uważam, że warto ją przeczytać przede wszystkim ze względu na emocje, jakie towarzyszą podczas lektury oraz psychologiczną kreację głównej bohaterki. 

Książka, mimo że lukrem pisana, kryje w sobie wartościowe nadzienie. Można jej wiele zarzucić, tak jak większości historii z tego gatunku, ale w mojej głowie zostawiła po sobie całkiem niezłe wrażenie. Typowo babskie czytadło, lekkie, słodkie i przyjemne. Podejrzewam już, jak to wszystko się dalej potoczy, ale i tak chcę sprawdzić, czy wpadłam na właściwy trop. Myślę, że Ci się spodoba, więc jeśli nabierzesz ochoty na bajeczne romansidło, wiesz, gdzie szukać.

Jestem pod ogromnym wrażeniem. Już teraz żałuję, że to dopiero moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki i już wiem, że nie będzie ono ostatnie. Nic Do Stracenia to bardzo porywająca książka. Już od pierwszych stron nie mogłam się od niej oderwać i do końca, z zapartym tchem, śledziłam losy Anny i Ashtona. Autorka fenomenalnie wykreowała bohaterów, są rzeczywiści, oryginalni i niezwykli. Cudownie również wykreowała trudny wątek miłosny, chociaż początkowo, wydawał się troszkę naciągany i nierzeczywisty. Dodatkowo we wszystko wplotła elementy erotyki, a w tle kryminał, co nadało całej historii pikanterii. W całości powieść prezentuje się nieziemsko. Z niecierpliwością czekam na kontynuację. 

Zdecydowanie książka „Nic do stracenia. Początek” była dla mnie niespodzianką. I to bardzo miłą niespodzianką. Podobało mi się w niej właściwie wszystko. Mam świadomość tego, że nie jest to specjalnie wyrafinowana literatura, jednak nie oczekuję tego po gatunku jakim jest romans. Tutaj jednak odnalazłam wszystko to, co zawsze tego typu książkach ceniłam. Fabuła jest lekka i skrzy się humorem w odpowiednich miejscach. Bohaterowie potrafili zdobyć sobie moje serce od samego początku. Ich miłosna historia odpowiednio skomplikowana, żeby nie było zbyt pięknie i łatwo.

"Nic do stracenia. Początek." to idealna pozycja na wieczorne czytanie z kubkiem kakao. Niczego Wam w niej nie zabraknie. Znajdziecie tu szybka akcję, brutalność, ból, jak i nadzieję na lepsze życie i rodzącą się miłość.

Czy polecam? Tak, bardzo. Niektórzy powiedzą, że to tylko młodzieżówka. Jednak dla mnie jest to coś więcej. Nie mogłam się oderwać czytając historię Anny i Ashtona. Moseley jak zawsze trafiła w punkt. Ta kobieta dobrze wie jak sprawić by czytelnik nie mógł się doczekać wydania kolejnej części książki. Dla mnie była to naprawdę dobra lektura, która wnosi w nasze życie wiele nowości, a przede wszystkim sprawia, że zaczynamy  rozmyślać na kwestiami, które nie zaprzątają nam głowy codziennie. Jeżeli czytana przeze mnie książka skłania do refleksji to według mnie zasługuje na 11 gwiazdek w skali 10.

Między Anną a Ashtonem jest chemia. Przyjemnie czyta się nawet o ich randkach, ponieważ nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć. Momentami jest smutno, momentami śmiesznie, ale najważniejsze, że czyta się to po prostu dobrze. Jeśli lubicie taki rodzaj literatury, "Nic do stracenia" z pewnością trafi w Wasz gust.

Nic do stracenia. Początek to historia, która wzruszyła mnie i to nie jeden raz. Świetnie spędziłam przy niej czas, głównie na wielkim kibicowaniu obojgu bohaterom. Uwielbiam książki tej autorki przez jej fantastyczne pióro, które wciąga mnie zawsze od samego początku. Tworzy ona naprawdę dobre opowieści, a ja przekonałam się już o tym trzeci raz. Nie mogę doczekać się drugiej części i ogromnie trzymam kciuki za Ashtona i Annę.

"Nic do stracenia. Początek" opowiada o radzeniu sobie z przeszłością, o budowaniu na nowo zaufania. Autorka ma przyjemny styl pisania, dlatego rozdziały czyta się ekspresowo. W tej historii zabrakło mi jedynie dreszczyka emocji, jakiegoś niebezpieczeństwa, która wywoła ciarki na moim ciele. Zakończenie nie jest szokujące, ale i tak jesteśmy ciekawi co będzie dalej? Mam nadzieję, że autorka wynagrodzi to w drugiej części. Ta książka jest idealna na wolny wieczór, kiedy mamy ochotę na niezobowiązującą lekturę.

(...) jestem na prawdę bardzo pozytywnie zaskoczona po moim drugim spotkaniu z Kirsty Moseley. Po przeczytaniu pierwszego Chłopaka... postanowiłam ją sobie odpuścić, a teraz już po lekturze książki Nic do stracenia. Początek jestem bardzo szczęśliwa, że jednak całkowicie do tego nie doszło. Książka wciąga już od pierwszych stron, a dalej dosłownie nie idzie się od niej oderwać. Historia wciąż trzyma w napięciu, a do tego charyzmatyczni bohaterowie tylko dopełniają całości. Strasznie ciekawi mnie, jak dalej potoczą się losy Anny pras Ashtona oraz to, co dalej będzie ze sprawą Cartera, dlatego już teraz z wielką niecierpliwością czekam na premierę drugiego tomu. Wam natomiast stanowczo polecam zapoznanie się z Nic do stracenia. Początek - uwierzcie mi, nie będziecie tego żałować!

Styl, jakim operuje autorka, jest niezwykle prosty, a przede wszystkim przyjemny w odbiorze. Książkę czyta się bardzo szybko, według mnie za szybko, a po zakończeniu czuje się ogromny niedosyt. Na całe szczęście kolejna część ukaże się już niebawem, więc bardzo szybko zaspokoję swój czytelniczy apetyt. Polecam tę powieść czytelnikom młodszym oraz starszym. To piękna i wzruszająca historia, która momentami potrafi doprowadzić do łez.

Jestem zachwycona książką „Nic do stracenia. Początek „. Lekka przyjemna, poruszająca trudne tematy. Mimo że opowiada nam o skrzywdzonej dziewczynie, jest tak wciągająca, że wystarczy nam jeden dzień, aby ją przeczytać. Kreacja bohaterów jest naprawdę dobra i chyba sama chciałabym mieć takiego Ashtona za ochroniarza. Czekam z niecierpliwością na kolejną część tej serii i mam nadzieje, że autorka utrzyma poziom.

Ja jestem fanką wszystkich serii, ponieważ relaksują mnie, dają zapomnieć o otaczającym świecie. Uwielbiam je za lekkość i z ręką na sercu polecam na niezobowiązujący wieczór pod kocem.

"Nic do stracenia. Początek" to trylogia, która na pewno zachwyci wszystkie nastolatki. Całość jest tak cukierkowa, że czasami aż infantylna, nad czym bardzo ubolewam. Jak to zwykle bywa, Anna to absolutnie przepiękna dziewczyna, natomiast Ashton to ideał chłopaka dla każdej dziewczyny. Przystojny, troskliwy, wysportowany i zapewniający bezpieczeństwo. Cała akcja jakoś specjalnie mnie nie powaliła i zastanawiam się czy sięgać po kontynuację, ale jeżeli macie ochotę na tego typu lekką książkę, to możecie przeczytać. Myślę, że ten tytuł znajdzie swoich odbiorców.

Autorka wykreowała postacie, które spotkało wiele złego. Muszą oni podejmować trudne decyzje i przede wszystkim nie pozwolić, aby przeszłość panowała nad ich teraźniejszością. Mimo iż to młodzieżówka, to bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Zwykle patrzę z dystansem na tego typu książki, tym razem się skusiłam i uważam, że dobrze zrobiłam. Jest to lekko napisana książka, a jednocześnie nie ma w niej nudy, pojawiają się ciekawe zwroty akcji. A to jeszcze nie koniec, bo już wkrótce poznamy dalsze losy bohaterów.

(...) stwierdzam, że Kirsty Moseley po raz kolejny oferuje nam gorący romans, przy którym niełatwo utrzymać nerwy na wodzy. Masa emocji, jakie odczujemy sprawia, że chce się więcej i więcej. Już niedługo ciąg dalszy losów Ashtona i Anny!

Powiem tak. Jeśli Kirsty Moseley zna takich facetów jak w tej książce to pojadę nawet na koniec świata żeby ich poznać. Jest to jeden z lepszych romansów jakie czytałam, autorka doskonale wie jak wpasowac się w kryteria nastolatek i daje nam ideałów, w każdej swojej książce. (...) Z niecierpliwością czekam na kolejny tom i czy będą trzy czy dziesięć cześci, jestem pewna, że będę się nimi zachwycać tak samo jak pierwszą, a może nawet jeszcze bardziej.

Nic do stracenia to lekka i przyjemna powieść na dwa czy trzy długie wieczory. To niezobowiązująca pozycja, którą czyta się błyskawicznie, przeżywa i zapomina po odstawieniu na półkę. Niemniej jednak polecam przeczytać tę pozycję, chociażby dla relaksu.

Nic do stracenia. Początek to książka o przeszłości, a dokładniej z radzeniem sobie z przeszłością, z pokonaniem własnych słabości, pokonanie leków i pokazanie, że jesteśmy silniejsi od tych, którzy nas zranili. Powieść jest bardzo intrygująca i poruszająca, przeżywamy wszystko z bohaterami i chcemy więcej, z zapartym tchem śledziłam losy bohaterów. Mimo to brakowało mi tego końcowego bum, wiem, że już niebawem pojawi się drugi tom, ale mimo to autorka mogła jakość bardziej zaciekawić czytelnika. Mimo że tego nie było, to ja i tak jestem zaciekawiona dalszy biegiem akcji i na pewno po nią sięgnę. 

Genialnie rozplanowana akcja od samego początku. Szkoda, że później się zatrzymała. Jednak emocji było sporo. Powiedziałabym, że była to dawka uderzeniowa. Dalej pacjent, czyli czytelnik czuł się już lepiej, więc dozowała ich nieco mniej, co jednak wcale nie znaczy, że dalej było nudno. Nadal było ciekawie. Tylko, że już mniej dramatycznie a bardziej cukierkowo. Słodycz lała się z kartek powieści niczym świeży miód. Nie przeszkadzało mi to, bo jestem fanką romansów. (...) ja jestem książką zachwycona i odliczam dni do premiery jej drugiej części. Przeczytajcie ten tom a będziecie liczyć razem z mną.

Muszę przyznać, że Moseley potrafi utrzymać napięcie między bohaterami na bardzo wysokim poziomie, ciągle podsycając ciekawość czytelników co za chwilę między nimi się wydarzy. Dzięki temu kilkakrotnie przyłapałam się na tym, że wprost nie potrafiłam odłożyć książki na półkę i zająć się swoimi obowiązkami. Historia napisana jest bardzo łatwym językiem dlatego czyta się wręcz sama. 

(...) książka jest naprawdę świetna. Autorka ponownie nie zawodzi. Pisze coraz to lepsze powieści i ja teraz będę siedzieć jak na szpilkach by poznać dalsze losy tej dwójki! Naprawdę gorąco polecam wszystkim fanom romansów i osobom, które mają ochotę na coś lekkiego jak i ciekawego i wychodzącego poza schemat!

Mimo iż autorka nie do końca spełniła moje oczekiwania, to jednak cała historia mi się spodobała. Z niecierpliwością będę oczekiwała kolejnego tomu, który premierę będzie miał już za pięć dni! 

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ