Dla młodzieży
Chłopak, który chciał zacząć od nowa
KUP TERAZ

Chłopak, który chciał zacząć od nowa

brak opinii
Liczba stron: 384
ISBN: 9788327625564
Premiera: 2017-02-15

Poznali się w nocnym klubie.

Jamie chce zmienić swoje życie i zerwać z kryminalną przeszłością. Nie potrzebuje komplikacji i nie szuka problemów.

Ellie kończy szkołę, niedawno rozstała się z chłopakiem. Chce być wolna. Nie sądziła, że tego wieczoru spotka nieziemskiego przystojniaka, któremu nie sposób się oprzeć.

Ellie i Jamie zakochują się w sobie do szaleństwa. Szybko planują wspólne życie: chcą podróżować, realizować marzenia, zawsze być razem. Jednak mroczna przeszłość Jamiego nie daje o sobie zapomnieć. Ellie nie ma pojęcia, czym naprawdę zajmuje się jej chłopak, gdy nie może się z nią spotkać. Prawdy nie można jednak ukrywać w nieskończoność, szczególnie przed kimś, kogo się kocha…    

Kirsty Moseley

Kirsty Moseley kocha czytać od najmłodszych lat. Swoje pisarskie umiejętności odkryła gdy przyłączyła się do internetowej społeczności pisarzy-amatorów. Jej samodzielnie wydana książka "The boy who sneeks in my bedroom window" zdobyła rzesze fanów i wysokie miejsce w rankingu Goodreads’ Choice Awards na najlepszą książkę dla młodzieży 2012 roku. Jej druga powieść "Always you" została wydana kilka miesięcy później.

Kiedy godzinę później rozległ się dzwonek do drzwi, serce zamarło mi w piersi. Miałam w głębi ducha nadzieję, że Miles odwoła wizytę z rodzicami, ale myślenie życzeniowe się nie sprawdza. Tata, który wrócił do domu zaledwie dziesięć minut wcześniej, jeszcze przebierał się w sypialni, więc matka spojrzała na mnie wyczekująco.

            – Pójdę otworzyć – rzuciłam, przewracając oczami. Nie czekałam na odpowiedź, tylko od razu skierowałam się do drzwi.

            Otworzyłam je i zobaczyłam na progu Barringtonów z uprzejmymi uśmiechami, butelką wina, które wyglądało na drogie, i koszykiem owoców. Rodzice Milesa byli bardzo dobrze sytuowani, więc pewnie niechętnie patrzyli na to, że ich syn chodzi z taką dziewczyną jak ja. Nie to, żebyśmy byli biedni; mój tata całkiem nieźle zarabiał. Był doradcą finansowym i na pewno nie brakowało nam pieniędzy, jednak w porównaniu z Barringtonami byliśmy biedakami, tak przynajmniej sobie wyobrażałam.

            – Dobry wieczór, Ellie. Jak się masz? – zapytała konwencjonalnie Susan.  

            Jak się mam? Jestem wytrącona z równowagi, skrępowana, zmęczona i rozdrażniona.

            – Dobrze, dziękuję, pani Barrington, a jak pani się ma? – odpowiedziałam, uśmiechając się i ignorując to, jakim wzrokiem obrzuciła mój zwyczajny strój.

            – Wszyscy mamy się doskonale – odparła z niezręcznym uśmiechem.

            – To świetnie. Zapraszam do środka, kolacja jest już prawie gotowa. – Otworzyłam szeroko drzwi, starając się nie patrzeć na Milesa.

            Kiedy wszyscy troje weszli do holu, pożałowałam, że nie włożyłam na siebie czegoś innego. Barringtonowie byli elegancko ubrani. Matka Milesa miała na sobie nieskazitelną czerwoną sukienkę koktajlową, która musiała kosztować setki dolarów, a Miles i jego ojciec byli w szytych na miarę szarych garniturach – choć Miles darował sobie krawat. Poczułam się przy nich źle i niestosownie ubrana. Na szczęście prawie natychmiast pojawiła się moja matka, która przejęła gości, prowadząc ich do salonu na drinki. Ja wzięłam ich płaszcze i skierowałam się do szafy.

            Miles poszedł za mną, tak jak się spodziewałam, i kiedy otworzyłam szafę, objął mnie od tyłu.

            – Hej, już mi przebaczyłaś? – zapytał, owiewając mi oddechem szyję.

            Dźgnęłam go łokciem w brzuch i wyswobodziłam się z jego ramion.

            – Miles, mówię poważnie, daj spokój! Powiedziałam ci, że nie chcę... – zaczęłam, ale chwycił mnie za biodra i odwrócił ku sobie. Zanim zdążyłam się zorientować, co zamierza, pochylił głowę i pocałował mnie siłą. Wciągnęłam powietrze, oburzona, że śmiał to zrobić po tym, jak mu powiedziałam, że z nami koniec. Odskoczyłam w tył i odepchnęłam go z taką siłą, jaką tylko było mnie stać.

            – Zaczynasz mnie wkurzać! Niech ci się nie wydaje, że zmienię zdanie, bo nie zmienię! – syknęłam cicho, nie chcąc, żeby usłyszeli nas rodzice.

            Miles zbliżył się do mnie ze skruszoną miną.

            – Ellie, przecież cię przeprosiłem, czego jeszcze ode mnie oczekujesz? Powiedz. Spełnię każde twoje życzenie. Mam cię błagać? Więc błagam – ciągnął. Opadł na kolana i ujął moją dłoń. – Proszę, Ellie... – szepnął i pocałował mnie w rękę.

            Czułam zakłopotanie oraz zniecierpliwienie. Gdyby zawsze taki był, wszystko wyglądałoby inaczej, ale cóż…

            – Podoba ci się mój top, Miles? – zapytałam, unosząc brwi. Wiedziałam, że byłby wściekły, gdybym wybrała się gdzieś w takiej bluzce; była to zwykła czarna obcisła koszulka, ale miała dość głęboki dekolt w kształcie V, który bardziej odsłaniał zagłębienie między moimi piersiami, niż Miles zwykle tolerował.

            Opuścił wzrok na mój biust i na jego czole pojawiła się zmarszczka.

            – Tak, jest ładna – odpowiedział pospiesznie. Jednak widząc lekkie drganie jego powieki, zorientowałam się, że kłamie.

            – Mam drugą taką, białą. Włożę ją jutro do szkoły, do dżinsowej spódniczki, no wiesz, tej krótkiej, której nie lubisz... – Nie dokończyłam, tylko uśmiechnęłam się słodko.

            Nie spotkał mnie zawód; Miles zerwał się na nogi, patrząc na mnie gniewnie.

            – Nie możesz ubrać się tak do szkoły, będziesz wyglądać jak dziwka i wszyscy faceci pomyślą, że jesteś łatwa. Ani się waż, do cholery! – warknął ze złością.

            I to jest ten facet, z którym zerwałam!

            – Dzięki, właśnie bardzo ułatwiłeś mi sytuację. – Wyszarpnęłam rękę z jego uścisku i odeszłam szybko, zanim zdążył mnie zatrzymać.

            Przez cały wieczór ignorowałam Milesa, gdy bawił się moimi włosami i wodził palcem po mojej szyi. Uśmiechałam się, kiedy wypadało, i włączałam się do konwersacji, kiedy oczekiwano tego ode mnie. Gdy rozmowa zeszła na temat naszych przyszłych studiów, zazgrzytałam zębami. Najwyraźniej Miles zapomniał wspomnieć rodzicom, że się rozstaliśmy.

            – Skoro ubiegacie się o przyjęcie do tego samego college’u, będziecie spędzać ze sobą dużo czasu. Nie myśleliście o tym, żeby zamieszkać razem? – zapytał ojciec Milesa, a ja o mało nie zakrztusiłam się drinkiem. Zwrócił się do mojego taty z przewrotnym uśmiechem: – Co ty na to, Michael, żeby nasze dzieci przez jakiś czas żyły w grzechu? Czy będziesz nalegał, żeby się zaręczyły? – zażartował, puszczając do niego oko.

            Miles się zaśmiał i odpowiedział, zanim zdążyłam otworzyć usta.

            – Moglibyśmy wynająć wspólnie mieszkanie, to pozwoliłoby każdemu z nas trochę oszczędzić. I nie mam nic przeciwko zaręczynom – odparł i uśmiechnął się do mnie, nie zważając na mój zabójczy wzrok.

            Miałam już tego dość. Jednak chociaż strasznie mnie irytował, nie mogłam wprawić go w zakłopotanie przy rodzicach. 

            Wzięłam swój talerz, a potem taty, i wstałam.

            – Miles, pomożesz mi przy nakładaniu deseru? – wycedziłam przez zęby, starając się zachować normalny wyraz twarzy.

            Natychmiast się podniósł i ze słodkim uśmiechem odebrał ode mnie talerze.

            – Jasne, kochanie.

            Pomaszerowałam do kuchni, oddychając głęboko i starając się opanować nerwy. Kiedy tylko Miles przeszedł przez próg, napadłam na niego.

            – Co to ma być, do cholery? Czy ty mnie słuchasz? To koniec! Przestań odgrywać komedię; chcę, żebyś wyszedł, i to zaraz. Powiedz rodzicom, że źle się czujesz, albo coś innego, i wyjdź! – syknęłam gniewnie.

            Zamknął drzwi do kuchni i pokręcił głową.

            – Nie mówisz poważnie, kocie. Kocham ciebie, a ty kochasz mnie. – Znowu otoczył mnie ramionami i uwięził.

            – Jeśli natychmiast mnie nie puścisz, zacznę krzyczeć – zapowiedziałam.

            Uśmiechnął się szeroko, patrząc na mnie domyślnie.

            – Nie zrobisz tego, nie urządzisz sceny. Nie znosisz być w centrum uwagi – szepnął. Pochylił się i pocałował mnie w szyję. Nagle się odsunął, otwierając ze zdumieniem usta. – A co to ma być, do cholery? – wycedził przez zęby. W jego głosie była taka wściekłość, że aż się wzdrygnęłam.

            – O co ci chodzi?

            – O to! – Wymierzył oskarżycielsko palec w tył mojej szyi. – Masz tu malinkę! Nie ja ją zrobiłem! Skąd się wzięła?!

            Miałam na szyi malinkę? Skrzywiłam się. Musiał ją zrobić Jamie, a ja tego nie zauważyłam.

            – No, mów! – zażądał.

            – Przecież się rozstaliśmy – odcięłam się, jakby to stanowiło odpowiedź na jego pytanie.

            Uderzył ręką w blat kuchenny obok mnie.

            – Nie! To  nie-praw-da! – warknął, oddzielając sylaby. – Nie pozwolę ci widywać się z nikim innym, Ellie. Jesteś moja!

            – Chrzań się! Mam dość tego twojego gadania. Co zrobisz, Miles, no co? Nic, i taka jest prawda. Zjemy deser, a potem wyjdziesz. Naprawdę mnie już wkurzasz – wyrzuciłam z siebie, prostując plecy i starając się wyglądać na bardziej pewną siebie, niż się czułam.

            Odwróciłam się, ale on złapał mnie za rękę i zatrzymał.

            – Kto to był? Komu pozwoliłaś położyć na sobie brudne łapy? – Boleśnie ścisnął mój nadgarstek.

            – To boli! – zawołałam, próbując się wyrwać. – Nie twoja sprawa, kto mi to zrobił. Z nami koniec. Puść mnie.

            Zbliżył się do mnie, oddychając ciężko. Spojrzał mi zimno w oczy i nachylił się tak, żeby niemal zetknęły się nasze nosy.

            – Kiedy się dowiem, kto to był, zabiję go. Jesteś moja. Prędzej czy później to zrozumiesz. – Nie mówiąc nic więcej, wypadł z kuchni.

            Stałam, zaskoczona jego wybuchem. Bolała mnie ręka, ale nie ścisnął jej aż tak, żeby zostawić siniaki. Nigdy wcześniej nie stosował wobec mnie przemocy ani mnie nie straszył. Nie bardzo wiedziałam, co sądzić o jego zachowaniu.

             Na szczęście, zanim zaczęłam się nad tym zastanawiać, drzwi kuchni się otworzyły i weszła zaaferowana matka.

            – Nakładasz ten deser czy nie? Goście czekają! – burknęła, kierując się do lodówki.

            Kiwnęłam głową z wymuszonym uśmiechem. W duchu modliłam się jednak, żeby wieczór już się skończył.     

           

                                                                            Jamie

 

            – Młody, mówię serio, masz jeszcze czas, żeby się wycofać – powiedział Ray, patrząc na mnie z niepokojem.

            – Naprawdę nic mi nie będzie. Muszę to zrobić. – Wyjąłem ostatnie dwadzieścia pięć dolców, jakie mi zostały, i wręczyłem je Jensenowi. – Jakie są moje notowania? – spytałem.

            Uśmiechnął się, wyjął mały notes z kieszeni i zapisał moją wpłatę.

            – Kurt to niezły zawodnik, więc oceniam twoje szanse na cztery do jednego. Klienci nie będą na ciebie stawiać, on wygrał ostatnie trzy turnieje, w których startował, a ty, bez obrazy, Młody, nie wyglądasz na twardziela – odparł.

            Ray sięgnął do kieszeni i wyjął zwitek banknotów.

            – Nie przepuszczę takiej okazji, stawiam całą forsę na Młodego. – Z szerokim uśmiechem walnął mnie w plecy.

            Ponieważ miałem wystąpić w trzecim meczu, dopiero za pół godziny,  Ray i ja stanęliśmy z boku, żeby obejrzeć dwa pierwsze. Ray miał rację, walka była brutalna, nie tak jak dawniej. To naprawdę miało boleć. Ale nie przejmowałem się tym – w pewnym sensie lubiłem ból, bo wtedy miałem na czymś się skupić. Nauczyłem się tak o tym myśleć i pomagało mi to w różnych sytuacjach.

            Kątem oka obserwowałem Kurta. Był niewiarygodnie skoncentrowany podczas rozgrzewki i rozciąganiu mięśni. Wykazywał jedynie zbytnią pewność siebie i to dawało mi przewagę. Sądził, że wygra ze mną bez problemu. Nie zamierzałem mu jednak tego ułatwić; bardzo potrzebowałem tej forsy.

            Wreszcie zapowiedziano trzecią walkę. Uśmiechnąłem się spokojnie do Raya, który wyraźnie się denerwował. Miejsce walki nie było niczym odgrodzone, wyznaczał je tłum widzów, stojących szerokim kołem i czekających, żeby wydać swoje pieniądze. W gruncie rzeczy można było zakładać się o wszystko, ale mnie interesował tylko ostateczny wynik, a nie poszczególne etapy ani to, na ile dostanę w tyłek.

            Tłum rozstąpił się przede mną, kiedy wyszedłem. Ludzie jawnie taksowali mnie wzrokiem i szeptali do siebie nawzajem, przepuszczając mnie na „ring”. Nagle zaczęły się krzyki; klienci głośno podawali Jensonowi swoje typy, machając w powietrzu gotówką, a on brał od nich pieniądze i zapisywał zakłady w notesie, informując o notowaniach, które najwyraźniej brał z głowy. Uśmiechnąłem się, gdy usłyszałem, że jakiś facet stawiał na to, że zostanę znokautowany już w pierwszej minucie, a inny, że najpierw zacznę krwawić z nosa.   

            Kurt, wychodząc na ring, uśmiechnął się do mnie krzywo. W jego zielonych oczach malowała się pewność siebie.

            – Pożałujesz, że w ogóle się dziś obudziłeś, tak ci dowalę – warknął niskim głosem.

            Przyjąłem tę groźbę wzruszeniem ramion.

            – Posłuchaj, stary, obaj jesteśmy tu dla forsy, więc możemy darować sobie takie teksty – odparłem rozbawiony tym, jak bardzo był nakręcony. Sądząc po jego minie, naprawdę wydawało mu się, że jest Tylerem Durdenem z  Podziemnego kręgu.

            – Rozerwę cię na strzępy – wycedził na to.

            Przewróciłem oczami.

            – Co ty powiesz? Skończmy z tymi uprzejmościami. Niech to szlag, wyrażasz się jak niegrzeczna dziewczynka.

            – Tak cię załatwię, że poczują to twoje wnuki! – kontynuował wściekle.

            Wybuchnąłem śmiechem.

            – O rany, nie rozśmieszaj mnie, to poważna walka! 

            Wciąż się śmiałem, kiedy Jensen gwizdkiem zapowiedział rozpoczęcie meczu.

            Kurt od razu zaatakował mnie prawym prostym. Uskoczyłem w bok, a on odwrócił się i natarł na mnie znowu. Wyglądało to tak, jakby chciał mnie zabić, więc instynktownie przeszedłem na autopilota. Kiedy podniósł nogę, żeby mnie kopnąć, opadłem na kolano i wymierzyłem mu cios w krocze.

            Zwinął się z bólu i zatoczył. Do oczu napłynęły mu łzy.

            – Ojej, stary! Zabolało, co? Naprawdę mi przykro – syknąłem przez zęby. Zauważyłem, że Ray i Jensen śmieją się w rogu.

            – Ty sukinsynu! – ryknął Kurt. Wyprostował się i zaatakował mnie ponownie. Był już na serio wkurzony i natychmiast pożałowałem, że zbyt wcześnie wykorzystałem numer z uderzeniem w jaja.

            Był naprawdę bardzo dobrym zawodnikiem i zdołał zadać mi kilka ciosów, które na pewno okazałyby się bolesne, gdybym miał niższy poziom adrenaliny. Słabo się jednak bronił. Kiedy następnym razem odsłonił twarz, walnąłem go łokciem w nos, a potem mocno kopnąłem w udo,  tak że ugiął prawą nogę. Kiedy osunął się na kolana, wbiłem mu stopę w twarz.

            Patrzyłem, jak upada twarzą na betonową podłogę. Ponieważ ani drgnął, ze zdumieniem spojrzałem na jego nieruchome ciało. Czyżbym naprawdę wygrał? Ogarnęła mnie ulga. Miałem pieniądze na czynsz.

            Podszedł Jensen i podnosząc moją rękę, ogłosił mnie zwycięzcą.

            – Brawa dla Młodego Cole’a! – wrzasnął entuzjastycznie. Niektórzy zaczęli klaskać albo wiwatować, ale większość patrzyła z niezadowoleniem na nieprzytomnego Kurta. Najwyraźniej stawiali na niego, nie na mnie. – Dobra robota – pogratulował mi, uśmiechnięty od ucha do ucha.

            – Dzięki. – Odezwawszy się, poczułem ból w szczęce.

            Kiedy lekarz zajął się Kurtem, który powoli odzyskiwał przytomność, podszedłem do Raya.  Ten podsunął mi krzesło, na które opadłem z wdzięcznością. Ostrożnie poruszyłem kolejno kończynami, żeby sprawdzić, czy są sprawne. Trochę bolał mnie brzuch, ale nie było to nic, z czym nie dałbym sobie rady. Poza tym wyglądało na to, że nic mi nie jest, nie odniosłem żadnych poważnych obrażeń... na razie.

            Ray z uśmiechem podał mi butelkę wody.

            – Młody, to było takie zabawne! Nie mogłem powstrzymać się od śmiechu, kiedy przepraszałeś go za cios w jaja – powiedział. Wciąż się śmiał, zarażając tym i mnie.

            Kilka minut później zjawił się Jensen.

            – Dobra, stajesz do walki ze zwycięzcą następnej rundy. – Wskazał głową parę mięśniaków, którzy wyszli na środek.

            – Świetnie. Mam nadzieję, że wygra ten mniejszy – zażartowałem. Jensen wręczył mi moją wygraną: sto dwadzieścia pięć dolców. – To jakie są moje notowania w następnym meczu?

            Wyszczerzył zęby w uśmiechu.

            – Po tym małym przedstawieniu z Kurtem twoje szanse wzrosły, więc powiedzmy, że to będzie dwa do jednego. – Wzruszył ramionami.

            – Więc stawiam na siebie – oznajmiłem i dałem mu wygrane pieniądze.

            Uśmiechnął się i pokiwał głową, zapisując zakład w notesie.

            – Lepiej ogłoszę rozpoczęcie kolejnego meczu. Powodzenia! – rzucił.

            Powodzenie nie było mi potrzebne; nawet gdybym przegrał następną walkę, dostałbym sto dolarów za samo wejście do drugiej rundy, a to wystarczyłoby na czynsz. Gdybym natomiast wygrał, otrzymałbym dwieście dolców za wejście do finału plus trzysta siedemdziesiąt pięć z zakładu, w którym postawiłem na siebie.

            Ray krzywił się, oglądając następną walkę; obaj zawodnicy byli bardzo silni i dobrze zbudowani.

            – Ile forsy potrzebujesz? Nie wystarczy ci tyle, ile wygrałeś? – podsunął niemal prosząco.

            – Potrzebuję tyle, ile dam radę zdobyć. – Nie chciałem być zmuszony robić tego w przyszłości. Chociaż taki sposób zarobkowania był zdecydowanie lepszy niż praca dla Bretta, nie tak wyobrażałem sobie nowe życie. Uznałem, że im więcej zarobię tego wieczoru, tym mniejsze będzie ryzyko, że znowu znajdę się w takiej sytuacji.

            Mój telefon zasygnalizował wiadomość, więc wyjąłem go i przeczytałem esemesa od Ellie:

            „Dzięki, że zostawiłeś mi pamiątkę, przystojniaku. Narobiłeś mi kłopotów! X”

            Zostawiłem jej pamiątkę? A tak, malinkę! Wreszcie ją zauważyła. Zaśmiałem się bezwstydnie; nie miałem poczucia winy. Bardzo mi się podobał ten ślad na jej skórze. Zaraz miała się rozpocząć następna walka z moim udziałem, więc szybko odpisałem:

            „Mała wpadka. Wynagrodzę ci to. Obiecuję. X”

            – Od kogo? – zagadnął Ray.

            – Od przyjaciółki – odpowiedziałem z uśmiechem.

            – Taaa? Tej rudej z klubu? – dociekał, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami.

            – Uhm – wyznałem dumnie, a on wyszczerzył się i poklepał mnie z uznaniem po ramieniu.

 

            Po trzech walkach byłem wykończony. Całe ciało miałem obolałe, ale wygrywałem. Po zakończeniu trzeciej rundy ostrożnie usiadłem na zapasowym krześle, starając się nie poruszać zbyt gwałtownie. Na pewno złamano mi kilka żeber.

            Natychmiast podszedł do mnie Jensen.

            – To było niesamowite! Chcesz zatrudnić się u mnie na stałe? Przydałby mi się ktoś taki jak ty, kto przyciągałby tłumy. Ludzie nie będą teraz gadać o nikim innym – powiedział uradowany. – Dzięki, że go do mnie przysłałeś, Ray. – Chwycił kuzyna za ramię i spojrzał na niego z wdzięcznością.

            Pokręciłem głową, nie zważając na ból w barku.

            – Dzięki za propozycję, panie Jensen. Ale to był jednorazowy występ.

            Westchnął zawiedziony.

            – No dobra. Ale gdybyś kiedyś chciał wrócić, daj mi znać, nie będziesz musiał czekać na swoją kolej. – Wyjął z kieszeni spięty gumką plik banknotów. – A więc, sumując wszystko, łącznie z twoim zakładem, jestem ci winien... tysiąc sześćset dwadzieścia pięć dolców – oświadczył. Starannie odliczył pieniądze i mi wręczył.

            Bingo! Schowałem forsę do kieszeni i syknąłem z bólu, gdy moje palce otarły się o materiał. Cholera, chyba jeszcze mam złamany palec albo dwa, pomyślałem.  

            – To co, Młody, teraz do szpitala? – zagadnął Ray, powoli lustrując mnie wzrokiem.

            – Nie, nie jest tak źle, bywało gorzej. Nic poważnego mi się nie stało. – Wzruszyłem ramionami i podniosłem się z krzesła. Ray westchnął, a potem ruszył do swojego samochodu i otworzył mi drzwi. Uśmiechając się z wdzięcznością, opadłem na skórzany fotel i zamknąłem oczy, a on zawiózł mnie do domu.

            – Proszę, nie rób tego więcej. Nie chcę, żeby coś ci się stało – powiedział Ray, kiedy znaleźliśmy się na miejscu.

            – Obiecuję. Dzięki, że mnie zarekomendowałeś, odwiozłeś i tak dalej. – Uściskałem go i zacisnąłem zęby, kiedy poklepał mnie po plecach, bo poczułem w żebrach przeszywający ból.

            Wygramoliłem się z samochodu i ruszyłem do budynku. Powoli pokonałem schody i potłuczonymi palcami wyjąłem klucze do pokoju. Wszedłszy do środka, oparłem się o drzwi i zacisnąłem powieki. Przy każdym oddechu czułem straszliwy ból w żebrach. Ręce mnie paliły; spojrzałem na swoje opuchnięte czerwone palce i zacisnąłem je, sycząc z bólu. Skierowałem się do łazienki i odkręciłem zimną wodę, a następnie wsadziłem pod nią dłonie.

            Nie odniosłem poważniejszych obrażeń, miałem tylko kilka złamanych żeber i palców oraz mnóstwo siniaków, ale wiedziałem, że wyjdę z tego bez pomocy medycznej. Łyknąłem kilka tabletek przeciwbólowych i przemyłem twarz zimną wodą, po czym wróciłem do pokoju i zdjąłem ubranie, próbując się obejrzeć w rozbitym lustrze, w którym niewiele było widać. Miałem rozciętą wargę i paskudnego sińca na szczęce; spodziewałem się też, że rano obudzę się z podbitym okiem.

            Mimo bólu położyłem się do łóżka z uśmiechem. Poradziłem sobie, i to bez pomocy Bretta.

            Sięgnąłem po zdjęcie Sophie, ale nie znalazłem go na stoliku. Musiało upaść na podłogę, byłem jednak zbyt wyczerpany, żeby wstać i go poszukać. Gdy tabletki przeciwbólowe zaczęły działać i mogłem zasnąć, dochodziła już druga w nocy.    

 

 

                                                               Rozdział 9

 

            Ból, wszędzie naraz. Czułem go, zanim jeszcze rankiem otworzyłem oczy. Miałem sztywne palce; rwało mnie w piersi i bokach. Czułem się tak, jakbym został rozjechany przez pociąg towarowy. Podnosząc się, syknąłem przez zęby, bo przeszył mnie dotkliwy ból w plecach, w miejscu, gdzie któryś z moich przeciwników minionego wieczoru kopnął mnie kolanem w nerki. Musiałem sprawdzić, czy nie mam krwi w moczu.

            Sięgnąłem po telefon, żeby zobaczyć, która godzina; było dopiero po ósmej. Tego dnia nie musiałem nic robić; samochód ze złomowiska, który naprawiłem, miał iść na aukcję następnegowieczoru, więc dopiero w czwartekmiałem się dowiedzieć, czy Connor i jego ojciec zatrudnią mnie do naprawy innych wozów.

            Postanowiłem zadzwonić do Ellie i przekonać się, czy po kłopotach z malinką na szyi zechce jeszcze ze mną rozmawiać.

            Przez chwilę czekałem na połączenie i kiedy wreszcie odebrała, była wyraźnie rozbawiona.

            – Cześć, przystojniaku – wykrztusiła wśród chichotu.

            Uśmiechnąłem się.

            – Co cię tak bawi? – zapytałem, delikatnie oblizując pękniętą wargę.

– Stacey przypisała mi do twojego numeru telefonu śmieszny sygnał, o czym nie wiedziałam. Rozśmieszyło mnie to i tyle – wyznała, wciąż chichocząc.

            – Tak? A co to za sygnał? – Z powrotem położyłem się na plecach, delektując się jej seksownym głosem.

            – Nieważne. Zaraz go zmienię. To żenada.

            – Żenada? Teraz musisz mi powiedzieć, co to jest – zacząłem się z nią przekomarzać. Wyobraziłem sobie, jak się rumieni.

            – Nie, nie ma mowy. Zmienię go, gdy tylko skończę z tobą rozmawiać. – Zaśmiała się.

            Poddałem się z westchnieniem.

            – Dobra, jak nie chcesz, to nie mów. Dzwonię, żeby sprawdzić, co u ciebie i czy nie jesteś na mnie wściekła z powodu tej malinki.

            – Nie jestem wściekła, chociaż miną wieki, zanim zejdzie. Ale z ciebie numer – odparła żartobliwie. Na szczęście, sądząc po głosie, nie była zbytnio wkurzona, a malinka wywołała efekt, o który mi chodziło – zmusiła Ellie, by myślała o mnie!

            – Rodzice dali ci za nią wycisk?

            – Nie, nie rodzice. Zobaczył ją Miles, mój były chłopak, i wpadł w szał – wyznała.

            Zmarszczyłem czoło.

            – Wpadł w szał? Co to znaczy? Nie zrobił ci krzywdy ani nic takiego? Bo jeśli tak, odpowie mi za to.

            – Nie, nic takiego się nie stało. Tylko zaczął się rzucać. Domagał się, żebym mu powiedziała, czyje to dzieło. Wszystko jedno, nie ma problemu, to już nie jego sprawa – skwitowała lekceważąco.

            Uspokoiłem się.

            – Dobra, jak powiedziałem, postaram się ci to wynagrodzić, więc może zabiorę cię gdzieś w przyszły weekend? – W duchu skrzyżowałem palce, żeby się zgodziła.

            – Zastanawiałam się właśnie, czy nie chciałbyś umówić się ze mną dzisiaj. Mam coś dla ciebie.

            Ściągnąłem brwi. Nie mogłem się z nią spotkać, bo chciałem, żeby z twarzy zeszły mi siniaki, a na to potrzeba było kilku dni.

            – Eee...  Wiesz, nie czuję się dziś za dobrze. Lepiej, jeśli nie będziemy się widywać przez kilka dni. Nie chciałbym cię zarazić – skłamałem, modląc się, żeby uwierzyła.

            – Jesteś chory? Co ci dolega? – W jej głosie pojawił się niepokój. Słysząc to, uśmiechnąłem się; była taka słodka.

            – Chyba złapałem grypę albo coś innego. Pęka mi głowa – kłamałem dalej. No, może nie do końca, bo rzeczywiście dokuczał mi ból głowy.

            – No dobra. Więc spotkamy się w weekend. A teraz muszę przygotować się do szkoły. – Najwyraźniej była urażona, więc zacząłem sobie wyrzucać, że nie przyjąłem jej propozycji.

            – Zadzwonię do ciebie przed weekendem. Miłego dnia, Ellie. – Mimowolnie poczułem zawód, że będę musiał czekać kilka dni, aby się z nią spotkać; nagle wydało mi się to bardzo długim czasem.  

            – Uhm, mam nadzieję, że ci się polepszy.

            Rozłączyła się, więc wstałem z łóżka i poszedłem pod prysznic. Stałem pod nim długo i nie było to przyjemne. Ból sprawiała mi nawet płynąca z góry woda.

            Później z dumą opłaciłem czynsz, nie zwracając uwagi na wzrok recepcjonisty, kiedy mnie zobaczył. Nie mogłem mieć do niego pretensji; przecież byłem facetem po poprawczaku, z pokiereszowaną twarzą. Nie mogłem liczyć na wiele szacunku z jego strony. 

            Ostrożniejszy po ostatnim włamaniu do pokoju, wynająłem sejf, żeby złożyć w nim pieniądze. Odebrałem telefon od Raya, który dzwonił, żeby spytać, czy dobrze się czuję; znowu próbował mnie przekonać, żebym zgłosił się do szpitala, ale nie chciałem wydawać ciężko zarobionej forsy na leczenie czegoś, co mogło wyleczyć się samo.

            Nie miałem sił, żeby wyjść, więc zostałem w pokoju i przeczytałem gazetę z poprzedniego dnia. Postanowiłem, że nazajutrz, jeśli poczuję się lepiej, pójdę kupić sobie książkę.

            Tuż po trzeciej rozległo się pukanie do drzwi. Podniosłem się i poszedłem otworzyć. Zobaczyłem Ellie, która stała na progu i cała napięta spoglądała w stronę schodów.

            Ogarnął mnie strach, bo przychodząc tu sama, wiele ryzykowała. Faceci, którzy przesiadywali przed budynkiem, pewnie gotowi by byli zabić, żeby dostać w swoje łapy taką dziewczynę.

            – Co ty tu robisz?! – zapytałem. Chwyciłem ją i szybko wciągnąłem do pokoju. Czy nie miała w ogóle instynktu samozachowawczego?

            Odwróciła się, żeby na mnie spojrzeć, i do oczu napłynęły jej łzy.

            – Co...? Co ci się stało?! Nic ci nie jest?

            – Wszystko w porządku. Dlaczego płaczesz? – zapytałem. Odciągnąłem ją od drzwi, żeby się dowiedzieć, co ją tak przeraziło.

            – Twoja twarz! O rany, Jamie – szepnęła. Niepewnie wyciągnęła rękę, żeby dotknąć mojej wargi.

            Czyżby płakała z powodu mojego stanu? Kiedy to sobie uświadomiłem, ścisnęło mi się serce. Wziąłem ją za rękę i splotłem nasze palce.

            – Nic mi nie jest, naprawdę. To pewnie wygląda gorzej, niż jest w rzeczywistości – zapewniłem. Wzruszyłem ramionami mimo bólu, jaki przeszył mi bark.

            – Co się stało? – Kiedy to mówiła, drżała jej dolna warga.

            Zbliżyłem się i wolną ręką otarłem jej łzy.

            – Ellie, mówię poważnie, nie możesz tu przychodzić, rozumiesz? Nie powinno cię tu być.

            Postąpiłem głupio i egoistycznie, wkraczając w jej życie. Rozpaczliwie starałem się nie myśleć o tym wszystkim, co miejscowe szumowiny mogłyby zrobić takiej ślicznej dziewczynie jak ona.

            – Chciałam tylko do ciebie zajrzeć i sprawdzić, jak się czujesz. Przyniosłam ci trochę lekarstw i jedzenia na wypadek, gdybyś nie mógł po nie wyjść. – Na dowód pokazała brązową torbę.

            Zaparło mi dech w piersi.

            – Tak? To naprawdę bardzo miłe z twojej strony. Dziękuję. Ale nie powinnaś przychodzić tu sama. Boję się o ciebie, nawet gdy jesteś tu ze mną. To nie jest przyjemne miejsce – powiedziałem już łagodniejszym tonem.

            – Co się stało? – powtórzyła pytanie. Odwróciła moją rękę i spojrzała na opuchnięte, obtarte palce.

            – Biłem się – przyznałem. Nie chciałem jej okłamywać. Może powinienem zniechęcić tę dziewczynę do siebie, ujawnić, kim naprawdę jestem, żeby więcej się ze mną nie spotykała.

            Otworzyła szeroko oczy.

            – Nic ci nie dolega? Co powiedział lekarz? I dlaczego mi powiedziałeś, że jesteś chory? – zasypała mnie pytaniami, delikatnie gładząc moje palce.

            – Nie chciałem, żebyś widziała mnie w takim stanie. Nie, nic mi nie dolega. Lekarz powiedział, że nic mi nie będzie. To tylko kilka drobnych złamań i siniaków – odparłem lekceważąco.

            Skrzywiła się.

            – Kilka złamań? Masz połamane kości? Jak to? Gdzie?

            – Parę palców i żeber, to wszystko. Same się zrosną, to nic wielkiego.

            Podeszła bliżej i stanęła na palcach, żeby mnie pocałować, ale mimo to nie mogła dosięgnąć moich ust. Uśmiechnąłem się i pocałowałem ją lekko. Cudownie smakowała. To było jak tortury; z całego serca pragnąłem być inny, żeby zasługiwać na jej troskę i współczucie.

            Odsunęła się po chwili.

            – Naprawdę to nic poważnego? – zapytała szeptem. Potwierdziłem skinieniem głowy. – Mogę ci jakoś pomóc? – ciągnęła, delikatnie głaszcząc mnie po policzku i szczęce. 

            – Nie, wszystko w porządku, naprawdę – odparłem. Zamknąłem oczy, napawając się dotykiem jej dłoni.

            – Skoro tak... Zamierzałam pocałować cię porządnie, ale jeśli nic ci nie jest, nie ma takiej potrzeby – zaczęła się ze mną drażnić.

            – Hm, trochę mnie boli – przyznałem, podejmując grę. 

            Uśmiechnęła się szeroko. Zaprowadziła mnie do łóżka i posadziła na brzegu.  Chwyciła dół mojej koszulki i ostrożnie zdjęła ją ze mnie. Na widok mojego posiniaczonego ciała gwałtownie zaczerpnęła powietrza. Znowu do oczu napłynęły jej łzy.

            – Jamie, to wygląda okropnie! Naprawdę lekarz stwierdził, że nic ci nie jest? – zapytała z przerażeniem, siadając obok. Spojrzałem na siebie. Siniaki prezentowały się gorzej niż rano, kiedy się ubierałem; niemal cała górna część mojego ciała była w odcieniach czerwieni i fioletu. Zmartwiona obejrzała moje plecy. – Rany, Jamie, z plecami jest już całkiem fatalnie – zauważyła cicho.   

            Kiedy się pochyliła i pocałowała mnie w plecy, przymknąłem powieki. Ta jej troska sprawiała mi taką przyjemność, że zapominałem o bólu. Jednak kiedy znowu z czułością powiodła palcami po dawnych bliznach, ogarnęła mnie odraza do siebie. Gdy musnęła ustami jedną z nich, cofnąłem się i chwyciłem koszulkę.

            – Przepraszam. Sprawiłam ci ból? – zapytała ze skruszoną miną.

            Szybko pokręciłem głową i ściągnąłem brwi.

            – Nie, nie o to chodzi. Nie musisz tego robić, na pewno nie sprawia ci to przyjemności. – Jej śliczne usta nie powinny zbliżać się do mojego ohydnego ciała.

            Zmarszczyła czoło i ujęła mój T-shirt w chwili, gdy miałem go włożyć.

            – Nie rozumiem, co masz na myśli. Swoje blizny? – zagadnęła spokojnie.

            Nie, o tym nie chciałem rozmawiać.

            – Ellie, posłuchaj, musisz już iść. Dobra?

            Pokręciła głową i odebrała mi koszulkę, po czym rzuciła ją na krzesło. Położyła dłoń na moim ramieniu i pchnęła mnie delikatnie, żebym się położył. Jej intencja była jasna. Westchnąłem i opadłem na plecy. Ona uklękła i usiadła na mnie okrakiem, starając się jednak nie sprawić mi bólu. Pochyliła się i oparła ręce po obu stronach mojej głowy. Nasze twarze znalazły się w odległości paru centymetrów od siebie.

            – Wiem, że nie chcesz o tym rozmawiać, widzę to i rozumiem. Ale nie musisz wstydzić się swojego ciała, Jamie. Naprawdę jesteś pociągający jak diabli. – Mówiąc to, spojrzała mi prosto w oczy.

            Na pewno tak nie myśli, nikt, kto ma dobrze w głowie, nie może patrzeć na to pokiereszowane ciało i uważać je za seksowne.

            – Ellie, wiem, że nie jestem... – zacząłem, ale położyła palec na ustach, żeby mnie uciszyć.

            – Nie słuchasz mnie. Te blizny... – Usiadła i czule musnęła palcami moją pierś. – One stanowią część ciebie. Nie wiem, co cię spotkało i skąd je masz, ale przeżyłeś to wszystko i dzięki temu jesteś tym, kim jesteś. Nie złamało cię to, przeciwnie, pewnie nawet wzmocniło. Uwierz mi, przystojniaku, że ślinię się na widok każdego kawałeczka twojego ciała. – Zarumieniła się i przygryzła wargę.

            Kiedy zobaczyłem wyraz jej oczu, zrozumiałem, że mówi prawdę. Serce zabiło mi mocniej; była niezwykła. Ująłem jej twarz w dłonie i przyciągnąłem do siebie, żeby mnie pocałowała. Później odsunęła się i zaczęła całować mnie po szyi, piersi i brzuchu, przesuwając językiem po bliznach. Zamknąłem oczy, upajając się tymi pieszczotami. Nigdy w swoim żałosnym życiu nie byłem szczęśliwszy.

            To, że uważała mnie za tak pociągającego, nie mieściło mi się w głowie. Wreszcie położyła się obok mnie na łóżku.

            – Lepiej? – zapytała. Uniosła brwi, kreśląc palcami wzory na mojej piersi.

            Kiwnąłem głową. O, tak, było o wiele lepiej; akceptacja z jej strony znaczyła dla mnie bardzo wiele.

            – Tak, dzięki. – Odgarnąłem z twarzy Ellie pasmo włosów i zatknąłem je za ucho, podziwiając jej nieskazitelną cerę i zdolność do współczucia. To, że przyniosła mi jedzenie i lekarstwa, bo myślała, że jestem chory, było najmilszą rzeczą, jaka kiedykolwiek spotkała mnie ze strony innych. A znaliśmy się zaledwie trzy dni.

            – Zmieniłaś sygnał, który Stacey przypisała mojemu numerowi w twoim telefonie? – zagadnąłem.

            Parsknęła śmiechem i pokręciła głową.

            – Nie, jeszcze nie, ale to zrobię.

            – Posłuchajmy go – zaproponowałem. Śmiejąc się, wziąłem swoją komórkę ze stolika i szybko wybrałem numer Ellie. Ona gwałtownie wciągnęła powietrze i próbowała mi ją wyrwać. Chwyciłem ją za nadgarstek, kiedy złapała mnie za rękę, usiłując przerwać połączenie. Przytknąłem usta do jej rozchichotanych ust, czekając, aż rozlegnie się sygnał.

            „Mogę rozkołysać twoje łóżko” – dobiegło z jej torby.

            Wybuchając śmiechem, wyjęła poduszkę spod głowy i zakryła nią twarz. Gdy utwór  brzmiał dalej, ona chichotała niepowstrzymanie.

            – „Mogę rozkołysać twoje łóżko”? – zapytałem z uśmiechem. Słyszałem tę piosenkę tylko raz, chyba pochodziła z repertuaru Young Money.

            – Refren jest jeszcze gorszy – jęknęła, unosząc poduszkę. Miała zarumienioną twarz; nie mogłem się powstrzymać i pocałowałem ją w usta, podczas gdy piosenka leciała dalej: coś o tym, że mój pokój to punkt G i że powinno się mnie nazywać „panem Flinstone’em”.

            Obściskiwaliśmy się przez półtorej godziny. Wreszcie Ellie westchnęła i wydęła usta z niezadowoleniem.

            – Powinnam już iść, bo rodzice będą się o mnie niepokoić.

            – To co, zobaczymy się w piątek? – spytałem z nadzieją.

            Zmarszczyła nos.

            – W piątek nie mogę, jest mecz.

            – Mecz? – Byłem ciekaw, jaki sport uprawia.

            – Jestem cheerleaderką drużyny piłkarskiej. – Wzruszyła ramionami.  

            – Chwileczkę... Więc chodzę do łóżka z cheerleaderką? – wyobraziłem sobie tysiąc kuszących wizji Ellie w kostiumie cheerleaderki. – Masz odpowiedni strój? – Już na samą myśl o tym ogarnęło mnie podniecenie.

            Pokiwała głową, przewracając oczami.

            – Dlaczego ten strój tak działa na facetów? – zapytała przekornie i zaczęła całować mnie w szyję.

            – Naprawdę, Ellie, nosisz pod spódniczką te krótkie spodenki? – indagowałem dalej głosem pełnym pożądania.

            Zaśmiała się.

            –  Uhm, ale to nie są spodenki, tylko szorty.

            – Jaki mają kolor? – Gdy się odchyliła, chwyciłem ją, przyciskając mocniej do sobie. Przestałem zwracać uwagę na ból w dłoniach.

            – Przyjdź w piątek na mecz. Może pozwolę ci obejrzeć moje szorty z bliska – zamruczała.

            – Naprawdę? Chętnie zobaczę, jak potrząsasz... pomponami – odpowiedziałem natychmiast.

            Zachichotała, a potem odsunęła się ode mnie i pochyliła, żeby podnieść torbę.  

            – Naprawdę muszę już lecieć. A więc do zobaczenia w piątek. Mecz zaczyna się o siódmej na boisku szkolnym. Będę za linią boczną, gdybyś chciał się przywitać.

            – Odprowadzę cię do samochodu.

            Nagle zaczerpnęła powietrza i spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami.

            – Och, prawie bym zapomniała, dlaczego chciałam się z tobą dziś zobaczyć! – wyrzuciła z siebie. Patrzyłem zaskoczony, jak szuka czegoś w torbie. – Wczoraj przed wyjściem coś ci ukradłam.

            Ukradła mi? Miałem coś, co warto było kraść? Wyjęła z torby podarte zdjęcie mojej siostry.

            – Po co je wzięłaś? – zapytałem  na widok zniszczonej fotografii i czując w gardle rosnącą gulę.

            – Było mi potrzebne, żeby zrobić to. – Uśmiechnęła się szeroko, podając mi białą kopertę.

            – Co to jest?

            – Zajrzyj do środka i sam zobacz. – Machnęła kopertą nagląco.

            Wziąłem ją zaciekawiony i otworzyłem. Kiedy zobaczyłem, co jest w środku, serce podeszło mi do gardła. Zdjęcie Sophie. Ścisnęło mnie w piersi i straciłem dech. Ta fotografia była jedyną rzeczą, która miała dla mnie znaczenie, jedyną o jakiejkolwiek wartości, dlatego kiedy zobaczyłem, że została podarta, poczułem się, jakbym ponownie stracił siostrę.

            Skąd, do licha, ta dziewczyna, którą znałem dopiero od kilku dni, mogła to wiedzieć? Byliśmy sobie prawie obcy, a jednak zadała sobie tyle trudu, żeby sprawić mi przyjemność. Zupełnie oniemiałem.

            Ellie wskazała smukłym palcem twarz Sophie.

            – Nie udało mi się całkowicie zlikwidować tej linii i dziura na dole wygląda trochę dziwnie – wyjaśniła.

            Przesunąłem wzrokiem po fotografii; moim zdaniem wyglądała doskonale.

            – Jak to zrobiłaś? – zapytałem cicho, niemal szeptem.    

            – Skorzystałam z Photoshopa. – Wzruszyła od niechcenia ramionami, jakby to nie było nic wielkiego, a tymczasem nikt wcześniej nie sprawił mi takiej przyjemności. Nikt do tej pory nie myślał o mnie w ten sposób, więc, prawdę mówiąc, nie wiedziałem, jak się zachować ani co powiedzieć. Nie nawykłem, aby okazywano mi takie względy.

            – Dziękuję ci. – Te słowa wydawały mi się niewystarczające. Poczułem pieczenie w oczach, więc oderwałem wzrok od zdjęcia. Nigdy nie płakałem. Chyba nie zdarzyło mi się to od siódmego roku życia. Płacz nic nie daje; lepiej wziąć się w garść i stawić czoło temu, co przynosi życie.

            – Proszę bardzo. Zauważyłam, że bardzo ci na nim zależy. W kopercie jest jeszcze pamięć przenośna, żebyś mógł wydrukować sob

„Chłopak, który chciał zacząć od nowa” to dobra powieść młodzieżowa. Historia Jamiego i Ellie wciąga od pierwszych stron, wprost nie można się od niej oderwać. Ukazuje siłę miłości, stawianie czoła różnorodnym przeszkodom oraz to, jak destrukcyjna potrafi być przeszłość. Powieść bawi, wzrusza i skłania do refleksji nad tym, czy warto wchodzić dwa razy do tej samej rzeki, nawet na chwilę.

Książka podobała mi się potwornie, jeśli chodzi o osobę Jamie’go. Jego podejście do życia i sposób radzenia sobie z problemami… naprawdę mnie intrygowały i zmuszały do czytania. Nie sposób powiedzieć tego samego o Ellie. Mam też nadzieję, że w drugim tomie autorka zrezygnuje z ciągłego przypominania czytelnikom, że główni bohaterowie są na siebie potwornie napaleni, bo nie to jest najważniejsze. Zbudowała naprawdę ciekawą historię, więc nie rozumiem, czemu ciągle musi odwoływać się do seksu. Jest on ważny, owszem, ale to powinien być dodatek. Niemniej myślę, że sięgnę po kolejny tom. Przymknę oko na nadmiar seksualności i dam autorce jeszcze jedną szansę. 

Powieść czyta się bardzo szybko. Pani Moseley ma lekki styl pisania. Nie umieszcza żadnych zbędnych opisów, właściwie w treści znajduje się bardzo dużo dialogów. Rozdziały pisane są z perspektywy zarówno Ellie, jak i Jamiego. Autorka dobrze odnajduje się w myślach swoich bohaterów i potrafi ładnie opisać ich uczucia, sprawiając, że czytelnik angażuje się emocjonalnie w to, co dzieje się na kartach lektury.

"Chłopak, który chciał zacząć od nowa", to powieść, która może nie jest najlepszą z gatunku New Adult jaką czytałam, ale ostatecznie wciąga i intryguje. Jestem trochę zawiedziona, bo liczyłam na nieco więcej, ale to pewnie dlatego, że coraz trudniej mnie zaskoczyć. Myślę jednak, że wielu osobom ta powieść może przypaść do gustu i będą nią bardziej ode mnie usatysfakcjonowani.

Spodziewałam się płytkiej historii o miłości a w zamian dostałam opowieść o tym jak w życiu może być ciężko i jak jedno wydarzenie może zmienić całe życie .
Książka bardzo mi się spodobała, polecam ją serdecznie wszystkim. Autorka pisze prostym językiem, dzięki czemu w szybkim tempie będziecie mogli skończyć powieść.
Rzadko poruszam temat okładek, ale ta jest naprawdę świetna i zapada w pamięć, a w dodatku cudownie wychodzi na zdjęciach co możecie zobaczyć powyżej.
W paru słowach: FANTASTYCZNA, NIESAMOWITA, NIOSĄCA PRZESŁANIE, NIEPRZEWIDYWALNA, ZASKAKUJĄCA I ABSOLUTNIE NIEPOWTARZALNA!

Zachęcam Was do lektury najnowszej książki Moseley, takiej na jeden wieczór, może dość przewidywalnej i nieco sztampowej, ale też sympatycznie romantycznej. A o tym, czy będzie dane tej parze być razem, dowiemy się w drugiej części ich perypetii.

Z całego serca polecam "Chłopaka, który chciał zacząć od nowa". Gwarantuję wam, że oczaruje was. Wyjątkowa, niebanalna fabuła oraz niesamowici bohaterowie i akcja książki są ogromnym szokiem dla czytelnika. Koniecznie sięgnijcie po książkę!

Z przyjemnością wręcz pochłonęłam "Chłopaka, który chciał zacząć od nowa". Owszem jest to lekka i niezobowiązująca lektura, jednak czytanie jej sprawia kupę frajdy! (...) w tej powieści coś tak niezwykłego, ze najzwyczajniej w świecie cudownie się ją czyta (...) Zakończenie jest zaskakujące i zachęca czytelnika do sięgnięcia po kolejny tom, który ukaże się wkrótce - czego chcieć więcej?

Można się więc domyślić, że fabuła jest ciekawa. Jedni powiedzą, że schematyczna, bo to przecież new adult. Ja mówię inaczej. Mnie ta książka, co chwilę zaskakiwała. Wbrew pozorom dużo się działo. Powieść łączy wiele wątków i każdy z nich rozwija dostatecznie. Nie odczuwam żadnego niedosytu. Momentami za to dawała mi stan błogości (...) ja jestem wniebowzięta. Pokochałam tę książkę i mam nadzieję, że Wy również dacie jej szanse i poczujecie to, co ja.

(...) autorka potrafi zaciekawić czytelnika i utrzymywać w nim nutę niepewności do ostatniej strony, choć historia wcale nie przewiduje zawrotnych zwrotów akcji, choć końcówka może być dla tych „przewidywalnych” niezłym zdziwieniem. Z pewnością spodoba się tym, którzy nie czytali na tony romansów dla młodzieży, ponieważ może to być dla nich świetną odskocznią od zupełnie innych książek. Polecam też fanom gatunku, z pewnością znajdą tutaj to, co lubią.

„Chłopak, który chciał zacząć od nowa” to moje drugie spotkanie z Kirsty Moseley i muszę przyznać, że pomimo iż, jest to typowa młodzieżówka, podobała mi się. Łatwy język, ciekawa fabuła, zwroty akcji i zakończenie, po którym nie umiałam się pozbierać, to tylko kilka jej plusów.

Książka jest lekka, ale bardzo mocno wciąga czytelnika. Nie poruszyła mnie tak mocno jak „Chłopak, który zakradł się do mnie przez okno”, ale jestem zaciekawiona i bardzo chętnie przeczytam ciąg dalszy tej historii. Czuję, że autorka może mnie jeszcze zaskoczyć.

Podsumowując, muszę przyznać, że zostałam przez autorkę pozytywnie zaskoczona. Sięgając po książkę spodziewałam się banalnej fabuły i niezbyt ciekawych bohaterów, jednak jak się okazało moje obawy były niepotrzebne. Kristy Moseley stworzyła dojrzałą i emocjonującą opowieść o miłości i dawaniu drugich szans, o tym jak ważne jest nieocenianie człowieka na podstawie jego przeszłości, ale na podstawie jego teraźniejszości i tego jaki jest teraz, w tym momencie. Każdy z nas popełnia błędy, mniejsze lub większe, jednak najważniejsze jest to czy pomimo tego potrafimy wyciągnąć z naszych porażek lekcję na przyszłość. "Chłopak, który chciał zacząć od nowa" to powieść, po którą warto sięgnąć. Polecam!

Wielki plus za dobrze poprowadzony wątek przeszłości Jamiego i intrygujący ciąg dalszy. Powieści New Adult mają to do siebie, że zaczyna się je czytać, czyta... aż nagle jest okładka, a ta kropka okazuje się ostatnią. Nie zmusza za bardzo do myślenia, pochłania przystępnym dla młodzieży językiem (...) Chłopak, który chciał zacząć od nowa to początek serii, którą na pewno będę chciała kontynuować, kiedy przyjdzie ku temu okazja. Nie powiem, że będę czekać z utęsknieniem, ale... myślę, że warto samemu się przekonać co w trawie piszczy.

(...) historia przedstawiona w Chłopaku, który chciał zacząć od nowa podobała mi się i może nie z jakąś wielką niecierpliwością, ale na pewno z ciekawością, czekam na kolejny tom. Wszystko chyba za sprawą tego, że zakończenie całkowicie zbiło mnie z tropu i te drobne smaczki, które myślałam, będą prowadzić do zamknięcia historii w jednym tomie, okazały się być haczykiem na moją ciekawość i niezłym prowodyrem do uznania zakończenia, całkiem niezwykłym rozwiązaniem ciągu zdarzeń.

Z jednej strony książkę czytało mi się bardzo przyjemnie i szybko. Spędziłam przy kilka relaksujących wieczorów. Cały czas jednak jak piasek w zębach chrzęściła mi główna bohaterka, której za nic nie potrafiłam zrozumieć. Już na samym początku jej postępowanie było dla mnie niezrozumiałe i było tak prawie do ostatnich stron (...) "Chłopaka, który chciał zacząć od nowa" polecam wielbicielom romansów i literatury młodzieżowej, szczególnie tym, którym do gustu przypadła poprzednia powieść autorki.

„Chłopak, który chciał zacząć od nowa” to porywająca opowieść o grzechach przeszłości, które kładą się szerokim cieniem na teraźniejszości, jak również wzruszająca historia romantycznej miłości, która musi stawić czoła wielu wyzwaniom. Wciąga, skłania do myślenia i ostrzega, aby nie wchodzić dwa razy do tej samej rzeki, bo zawsze istnieje ryzyko utonięcia. Polecam wszystkim zainteresowanym.

Z czystym sumieniem polecam nową książkę Kirsty Moseley. Jestem pewna, że fani jej pióra się nie zawiodą. Tak samo, jak i wielbiciele powieści pełnych emocji, akcji, zaskakujących zdarzeń. Przy Chłopaku, który chciał zacząć od nowa nie da się nudzić.

Chłopak, który chciał zacząć od nowa to książka, która jest idealna na wieczór. Miała swoje wzloty i upadki, ale jednak pomimo wspomnianych przeze mnie wad potrafiła mnie w pewnym stopniu porwać. Czyta się lekko niemal błyskawicznie, nie jest wymagająca, sprawdzi się idealnie w sam raz na leniwy wieczór — jednak nie zapada w pamięć, nie zmusza do refleksji, nie wzbudza miliona emocji. Jest idealnym przerywnikiem, w sam raz na jeden raz!

Ogólnie zarys fabuły, bardzo mi się podobał, zwłaszcza wątek Jamiego i jego pracy, którą się wcześniej zajmował i jest zmuszony zajmować się również potem. Jest to typowa młodzieżówka, chłopak zakochuje się w dziewczynie z wyższych sfer, skrywa przed nią tajemnice, która później wychodzi na jaw. I mimo że czytałam wiele książek tego typu, to akurat ta bardzo mnie zaciekawiła.

Kirsty Moseley posiada lekki i przyjemny do czytania styl pisania (...)  „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” to dobra historia, której potencjał nie został w pełni wykorzystany. Nie zmienia to jednak faktu, że jakościowo, ta książka nie jest zła. Zwykła młodzieżówka, którą jedni przeżyją w większym, a inni w mniejszym stopniu.

Samą powieść czytało mi się całkiem przyjemnie. Historia nie nudzi, ciągle się coś dzieje, ma również postacie w tle, które bardzo dużo mieszają, więc cały czas jest ciekawie. Przeszłość Jemiego do fajnych nie należy, ale to właśnie ona stanowiła ten najciekawszy punkt książki. Autorka ma bardzo przyjemne pióro, pisze lekko i przyjemnie, ale o poważnych problemach i to sprawia, że ta powieść jest bardzo intrygująca (...) Wydaje mi się, że wielu z Was będzie nią nawet zachwycony. 

Chłopak, który chciał zacząć od nowa to naprawdę cudowny romans. Jest to książka lekka i przyjemna, którą naprawdę szybko się czyta. Jednakże nie jest to powieść, która zawiera tylko te szczęśliwe momenty. Autorka pokazała nam również realia osoby z trudną przeszłością. To historia pełna uczuć i emocji. Polecam Wam ją z całego serduszka, nie tylko dlatego, że jest to powieść na jeden wieczór, ale również dlatego, że można się z niej dużo nauczyć i zacząć inaczej postrzegać osoby z zawikłaną i trudną przeszłością.

To co spodobało mi się najbardziej to zakończenie, które raz że wprowadza nas do drugiej planowanej części, a dwa daje do myślenia i pozostaje w myślach na dłużej - Co jesteśmy w stanie poświęcić dla innych? I jaką walkę jesteśmy w stanie dla kogoś stoczyć? (...) jeśli lubisz romantyczne historie, wątki z odrobiną tragedii, a przy tym chcesz by pozycja była niezobowiązująca choć pozostała w głowie troszkę dłużej niż jeden wieczór to myślę, że będzie to dobry i trafiony wybór. Polecam

Styl pisania Kirsty Moseley jest bardzo przyjemny i przystępny, co sprawia, że książkę pochłania się w zaskakującym tempie. Mnie jej przeczytanie zajęło dwa dni i na pewno nie był to zmarnowany czas. Historia Jamiego i Ellie bardzo przypadła mi do gustu (...) "Chłopak, który chciał zacząć od nowa" to dobrze skonstruowana i ciekawa powieść dla młodzieży. Mogę Wam zagwarantować, że pierwsze strony schwytają  Was za serce, a zakończenie je po prostu złamie na pół. Ja już nie mogę doczekać kontynuacji i mam ogromną nadzieję, ze utrzyma poziom poprzedniczki. Polecam!

Kolejnym plusem jest fakt, że książkę czyta się lekko, szybko i bardzo przyjemnie. Powieść nie męczy swoimi schematami i nie zanudza wolną fabułą. Pewne sprawy stają się naprawę ciekawe i sami nie możemy uwierzyć w niektóre historie, które zostają odkryte. Kirsty Moseley naznaczyła pozycję brutalnością i brakiem litości. Pomimo małego przywiązania do bohaterów, kiedy dowiadujemy się prawdy nie potrafimy spojrzeć na to z zimną obojętnością. Autorka potrafi pisać i nie wplata do fabuły niepotrzebnych opisów.

Podsumowując bardzo polecam wam tą książkę. Jest niesamowita. Spodoba się nastolatkom i starszym kobietom. Nie wiem jak z chłopakami, ale jak któryś lubi takie książki to również polecam! Wspaniała historia o miłości, a takie są najlepsze! I do tego lekka młodzieżówka! Czego chcieć więcej! Naprawdę musicie to przeczytać.

Opowieść o tej dwójce wciągnęła mnie zupełnie. Z każdą kolejną stroną byłam coraz bardziej ciekawa co z tego wszystkiego wyniknie. Wiedziałam, że jest to zbyt piękne, aby mogło tak trwać przez całą książkę więc wyczekiwałam kłopotów. Doczekałam się. Najpierw bagno w które wpakowała się jego matka, potem roboty, które zlecał mu jego "szef". Dezaprobata ze strony matki Ellie, jej były chłopak, te wszystkie tajemnice. To nie mogło się dobrze skończyć. I wiecie co? To naprawdę nie skończyło się dobrze. Zazwyczaj książki kończą się happy endem prawda? Tutaj jest zupełnie inaczej i własnie to mnie cieszy! Dlaczego? Ponieważ niebawem ukaże się kontynuacja historii Ellie i Jamiego. Przyznam, że nie mogę się doczekać.

Jak głosi napis na okładce, „Chłopak, który chciał zacząć od nowa” jest nową powieścią Kirsty Moseley skierowaną do nastolatków, ponieważ, a jakże, opowiada ona historię dwójki młodych ludzi - Ellie i Jamiego, którzy szaleńczo się w sobie zakochują. Jak to często bywa, zaczyna się od niczego poważnego, później przeistacza się to w jednak coś więcej - coś, od czego nie można się uwolnić. 

(...) historię czyta się bardzo szybko, dość przyjemnie i bardzo wciąga. Jednak to właśnie zakończenie najbardziej mnie zaskoczyło, chociaż z początku uważałam je za nico ckliwe, to ostatecznie autorka mnie zaskoczyła. Na pewno sięgnę po kontynuację, nie odpuszczę sobie jej.

Czy polecam? Tak, bo książka stanowi dobrą rozrywkę na czas nudy. Możną ją przeczytać i o niej zapomnieć, bo zostawi za wiele do przemyślenia. Ale podobała mi się jako taka luźna lektura na wolną chwilę i jestem zadowolona, że ją przeczytałam.

„Chłopak, który chciał zacząć od nowa” to lekka, niezobowiązująca książka, skierowana głównie do nastoletnich czytelników i entuzjastów literatury młodzieżowej, którzy mają ochotę na niewymagającą i nieskomplikowaną historię. 

"Chłopak, który chciał zacząć od nowa" jest świetną pozycją, z ciekawie rozwijającym się romansem, a także który pokazuje nam jak mimo wszystko trudno uciec od swojego dawnego życia i jak jedno wydarzenie może nas całkowicie zmienić. Fani tego typu gatunku na pewno się nie zawiodą. Ja z niecierpliwością czekam na kontynuację.

"Chłopak, który chciał zacząć od nowa" to książka, która opowiada trudną historię pięknej, młodej i jakże na swój sposób dojrzałej miłości. Czyta się ją bardzo szybko i aż żałuję, że już teraz nie mogę sięgnąć po kontynuację losów głównych bohaterów.

Od samego początku akcja w książce pędzi i nie pozwala nam na nudę, a im więcje sekretów Jamie'go wychodzi na jaw tym robi się ciekawiej. Autorka pokazała nam, że człowiek po przejściach, mimo wszystko ma nadzieję na lepsze życie. A największą nadzieją jest właśnie miłość. Prosty język autorki sprawił, że z przyjemnością pochłaniałam kolejne strony powieści, a stopniowo ujawniane tajemnice, tylko podsycały mą ciekawość.

„Chłopak, który chciał zacząć wszystko od nowa”, to bardzo dobrze napisana i skonstruowana powieść New Adult. Książka już od pierwszej strony wciąga w głąb fabuły. Sama nie potrafiłam odłożyć jej, choć na chwilę, gdyż historia Ellie oraz Jamiego niesamowicie mnie porwała. Autorka stworzyła opowieść, która naprawdę wciąga, intryguje i jak najszybciej chcemy poznać zakończenie.

Moim zdaniem książka pozbawiona jest wad. Wiele emocji towarzyszyło mi podczas tej lektury (...) Idealnie wykreowane postacie, które są tak bardzo żywi, jakby wyciągnięci z naszego prawdziwego świata. Akcja, która pędzi na łeb i szyję, która nie zwalnia, która zaskakuje nas milionami różnych niespodzianek - tych dobrych i złych... Zwieńczeniem tej historii jest zaskakujące zakończenie, które powoduje wzmożone chęci do przeczytania kontynuacji tej lektury szybciej niżby się dało. 

"Chłopak, który chciał zacząć od nowa" jest jak biała tablica, po której można pisać np.pisakami. Po jej zmazaniu pozostają jednak ślady z przeszłości. To dobra powieść, która ogrzeje i zmiękczy serce czytelnika, choć nie jest pozbawiona drobnych niedociągnięć. Warto dać jej szansę, aby się przekonać czy naprawdę każdy w swoim życiu znajdzie szczęśliwe zakończenie.

Autorka książki "Chłopak, który chciał zacząć od nowa" pisze prostym i lekkim językiem, czyli czytamy ją szybko. Twórczyni skupia się na ważnych elementach i nie dodaje zbędnych opisów. Idealna na kaca książkowego. Polecamy ją każdemu, a w szczególności młodzieży.

„Chłopak, który chciał zacząć od nowa” to książka o miłości, która przezwycięża przeciwności losu. Historia opowiada o życiowych problemach i tajemnicach, które prędzej czy później ujrzą światło dzienne. Choć jest to dość banalna opowieść, warto po nią sięgnąć. Z niecierpliwością czekam na kolejną część przedstawiającą losy Ellie i Jamiego. 

Książkę serdecznie polecam, szczególnie jeśli macie chwilę wolnego i planujecie przeznaczyć ją na książkę lekką, ale wciągającą (...) Fabuła może nie jest wyjątkowo ambitna, jednak nie da się zaprzeczyć, że historia wciąga. Jest to słodka historia skrywająca drugie dno, po którą z pewnością jeszcze niejednokrotnie sięgnę. Głównie dlatego, jak sprytnie autorka manewrowała akcją wydarzeń.

"Chłopak, który chciał zacząć od nowa" to początek ciekawej serii. Ma swoje plusy, ma swoje minusy, ale czyta się naprawdę przyjemnie i przede wszystkim - szybko. Jeden wieczór na pewno wystarczy na poznanie losów Jamiego i Ellie, więc to może świadczyć tylko o jednym: czyta się z dużym zaangażowaniem i przyjemnością. W dodatku widać, że autorka ma pomysł na siebie i swoje dalsze powieści, więc nie pozostaje mi nic innego jak poczekać na drugi tom serii, który na pewno przeczytam.

Opowieść jest dobrze rozplanowana, akcja logicznie umiejscowiona w czasie. Widać, że autorka nie próżnowała i włożyła wiele pracy w napisanie tej powieści. Z historii Jamiego i Ellie bije żal, smutek i ból, który pomaga czytelnikowi odnaleźć się w sytuacji bohaterów (...) Ellie i Jamie są dobrze wykreowanymi bohaterami, których losy łączą się w dość ciekawych okolicznościach. Każde z nich pod wpływem drugiego zmienia swoje życie i obserwowanie tych zmian jest naprawdę fascynujące.

Literatka zastosowała dwufazową narrację, dzięki temu miałam wgląd w życie głównych bohaterów. Dominującym narratorem jest jednak Jamie i to o jego posunięciach dowiadujemy się najwięcej (...) Autorka pisze prostym i lekkim stylem, więc czytanie jest szybkie i nie męczy (...) Zakończenie jest ciekawe, więc zapewne sięgnę po kolejny tom, gdy będzie dostępny.

Autorka sprawiła, że powieść czytało się z zapartym tchem (...) Fabuła z początku nieco mnie zanudziła, jednak z każdą kolejną stroną, byłam bardziej ciekawa losów Jamiego i czy zdoła pokonać duchy przeszłości i będzie na tyle zdeterminowany, by zacząć wszystko od nowa (...) chciałabym poznać dalsze losy bohaterów.

O tym, jak ciężko jest napisać dobrą i oryginalną powieść dla nastolatków, która na tle wcześniej wydanych będzie się czymś wyróżniać, wiemy doskonale. Kirsty Moseley ma jednak dar do stwarzania ciekawych i bardzo życiowych opowieści, jaką również jest historia dwójki głównych bohaterów - Ellie i Jamiego (...) osobiście uważam, że styl autorki jest niezwykły i jedyne, co powoduje, to automatyczną chęć do czytania i dalszego zagłębiana się w losy bohaterów. Jej język - choć prosty - jest plastyczny i bardzo wciągający.

Kirsty Moseley ma bardzo lekkie pióro, dlatego przedstawioną historię można przeczytać bardzo szybko. Autorka w ciekawy sposób opisuje losy bohaterów. Narracja jest poprowadzona z dwóch punktów widzenia - dzięki temu czytelnicy będą mogli poznać uczucia, obawy i sekrety, które postacie skrywają.

„Chłopak, który chciał zacząć od nowa„ jest to typowa książka dla młodzieży. Ma ułożony schemat dzięki któremu, chcemy, wiedzieć co, będzie dalej (...) Mimo wszystko jest to książka dobra. Przeczytałam ją w kilka godzin i najchętniej jak najszybciej poznałabym dalsze losy bohaterów. 

Chłopak, który chciał zacząć od nowa to lekko napisana historia dwójki osób, które na nowo próbują poukładać swoje życie. Każde na inny sposób, jednak uczucia tylko motywują ich do pracy. Świetna lektura, która zostawi Was z milionem pytań i kacem książkowym. Do tego muszę pochwalić to wydanie, bo jest cudowne, i te kolory. Kocham ją, jedna z najładniejszych okładek na mojej półce. 

Takim największym plusem tej książki jest według mnie tajemnica skrywana przez Jamie’go. Szczerze? Od samego początku mnie ciekawiła, to już wicie. Byłam pewna, że go rozgryzłam, że wiem, czemu wylądował w poprawczaku. W ogóle nie dopuszczałam możliwości, aby skrywany sekret jakoś mnie zaskoczył… a jednak szczęka mi nieco opadła. Moseley udało się mnie zaskoczyć. Uśpiła moją czujność, za co należą się jej gratulację.(...)Autorka urzekła mnie słodyczą uczucia ukazanego w książce z nutką humoru i sporą dawką emocji, a do tego kilkakrotnie zaskoczyła zwrotami akcji.

Przyznam szczerze, że dawno nie czytałam tak cudownej książki. Niby fabuła nie jest zbyt odkrywcza, jednak sposób jej przekazania przez autorkę powoduje, że nie można się od lektury oderwać. Całość jest opisana prosto, ale zarazem tak ciekawie, że czytelnik jest tam w środku, w książce. Jest częścią Ellie, by zaraz potem stać się duszą Jamiego. Autorka idealnie wyważyła dialogi i opisy, przekazując je nam w niezwykle działający na wyobraźnię sposób. Niewielu autorów ma taki dar. Ta książka staje się po prostu realna, jakby wszystko toczyło się obok. Miłość, ból, tęsknota i obawa, ale również radość, to wszystko jest wręcz namacalne. 

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ