Thriller / Sensacja / Kryminał
Bestia
KUP TERAZ

Bestia

Faye Kellerman
brak opinii
Liczba stron: 448
ISBN: 9788327621344
Premiera: 2017-02-01

To było na pozór błahe wezwanie – ktoś poskarżył się na hałas dochodzący z eleganckiego apartamentu. W środku funkcjonariusze ujrzeli przerażający widok. Obok zwłok Hobarta Penny’ego, samotnika i milionera, krążył rozjuszony tygrys. Podczas przeszukania w mieszkaniu znaleziono jadowite węże, ryby i pająki, a w lodówce – kolekcję ludzkich palców.

Tak rozpoczyna się kolejne wielowątkowe śledztwo detektywa Deckera. Policjant wie, że nie rozwiąże zagadki, dopóki nie dotrze do prawdy o ofierze. Wszystko wskazuje na to, że Penn, ekscentryczny wielbiciel niebezpiecznych zwierząt, był najgroźniejszą bestią wśród wszystkich drapieżników. 

Wilner podał mu wiertarkę. Gdy rozległ się hałas, zwierzę zaczęło wściekle drapać w drzwi, a potem znów zaryczało. Serce Deckera łomotało głośno. Słysząc ten dźwięk, czuł się tak, jakby sam znajdował się w klatce, ze wszystkich stron otoczony ogarniętym furią drapieżnikiem.

Richey jednak nawet nie drgnął. Wyłączył wiertarkę i kilkakrotnie poruszył wiertłem w nowym otworze.

– Chyba jest dobrze. Zaczynajmy.

Hathaway wygonił porucznika Deckera i sierżant Marge za barierę zrobioną z kilka drewnianych belek, którymi przegrodzono korytarz. Policjanci jak na komendę wyciągnęli pistolety. Marge uśmiechnęła się do Deckera, widać jednak było, że jest zdenerwowana, podobnie jak on. Wszystkie ludzkie głosy naraz umilkły, dziwną pustkę wypełniały tylko groźne pomruki i zgrzyt pazurów za ścianą.

Richey sięgnął po strzelbę, wsunął koniec lufy w otwór i przyłożył lewe oko do drugiego otworu. Jeśli nawet był zdenerwowany, zupełnie nie było tego po nim widać. Czekali.

Mijały sekundy.

Czekali dalej.

I jeszcze.

Richey nacisnął spust i natychmiast dał kilka wielkich susów do tyłu. Rozległo się klaśnięcie, wściekły skowyt, zwierzę z całej siły uderzyło o ścianę, a budynek zatrząsł się w posadach. Poczuli wibrację podłogi pod stopami, a przez górną część drzwi przebił się ostry jak brzytwa pazur. Tygrys próbował rozwalić tę zaporę. Wilner wciąż trzymał rękę uniesioną, co oznaczało, że nikomu nie wolno się poruszyć.

To było najdłuższe trzydzieści sekund w życiu Deckera.

W końcu wściekły skowyt przeszedł w cichsze pomruki, a potem w skamlenie. Łapa cofnęła się i w mieszkaniu zapadła cisza. Wilner skinął głową do Richeya, który zajrzał do środka.

– Śpi.

Na sygnał Wilnera ekipa błyskawicznie ruszyła do akcji i po chwili drzwi były otwarte. Agenci wpadli do środka i załadowali zwierzę na wózek. Z otwartego pyska bezwładnie zwisał język. Za stalową obrożą na szyi tygrysa ciągnął się długi na dwa metry łańcuch. Ludzie Wilnera ostrożnie przenieśli zwierzę z wózka do klatki na pneumatycznych kołach. Zanim zatrzasnęli stalowe drzwi, Wilner dał tygrysicy jeszcze jeden zastrzyk usypiający.

– Im spokojniej, tym lepiej.

– Widział pan w środku ciało? – zapytał Decker.

– Nie widziałem, ale nie rozglądałem się za bardzo. - Wilner wzruszył ramionami. - To już pańska sprawa. Proszę włożyć maskę, w środku śmierdzi.

Drzwi windy towarowej otworzyły się. Tygrysica i jej strażnicy zniknęli w środku.

Drzwi do mieszkania nadal były szeroko otwarte i rozgrzane powietrze w korytarzu zaczynało już cuchnąć. Serce Deckera wciąż biło jak szalone. Wraz z Marge wyszli zza bariery.

– Niezły spektakl. – Wsunął pistolet do kabury. – Teraz zaczyna się nasza robota.

 

Marge okryła się, jak mogła: papierowa osłona na włosy, papierowe osłony na buty, maska na twarz i podwójne lateksowe rękawiczki. Ale nawet z tym wszystkim żołądek jej się wywracał, bo smród był przytłaczający.

– Moim zdaniem to jest strefa biologicznie skażona. Już namnożyło się ze dwadzieścia pokoleń bakterii.

– Zaczekaj tutaj, a ja pójdę poszukać ciała – oznajmił Decker. – Jeśli go nie znajdę, to nie ma powodu, żebyśmy we dwoje się w tym babrali.

– Dzięki, ale pójdę z tobą. Możliwe, że znajdziemy w sypialni stado tygrysiątek albo coś w tym rodzaju. A może Hobart Penny miał jeszcze inne egzotyczne zwierzęta, na przykład żmiję gabońską albo legwana? Jeśli coś cię ukąsi, to ktoś będzie musiał zadzwonić pod dziewięćset jedenaście.

Decker uśmiechnął się, po czym naciągnął maskę na twarz.

– Zadziwia mnie twoja lojalność. Chodź, Dunn, załatwmy to.

Salon wyglądał jak po przejściu huraganu. Z parującej podłogi wzbijały się fale gryzącego smrodu. Ściany pokryte były głębokimi śladami pazurów, a meble porozbijane na drzazgi. Pośród tego wszystkiego wznosiły się olbrzymie i białe od larw kupy odchodów, pokryte muchami i innymi insektami, od których wszędzie aż się roiło. Lodówka była przewrócona, drewniana podłoga lepka od rozsypanego jedzenia i upstrzona confetti z podartych na strzępy papierowych opakowań od rzeźnika. Większość mięsa z lodówki została wyjedzona, a to, co zostało, miało szary kolor i ociekało brązowym płynem. Trzeba było patrzeć pod nogi i zachować równowagę, żeby nie wpaść na toksyczną bombę.

Marge poczuła, że kręci jej się w głowie, ale dzielnie dobrnęła za Deckerem do sypialni. Tu widok był jeszcze bardziej odrażający ze względu na obecność zniekształconego i zakrwawionego ciała, które zdążyło się już po części rozpłynąć. Płyny ustrojowe i tkanki wsiąkły w prześcieradła i zachlapały podłogę. Ściany i meble pokryte były krwią i wnętrznościami.

– Zadzwonię do biura koronera – powiedziała Marge, a gdy Decker skinął głową, dodała: – Masz coś przeciwko temu, że zadzwonię z korytarza? Nawet przez maskę czuję ten smród.

– Pewnie. A potem sporządzimy listę rzeczy do zrobienia.

– Powiedz, czego potrzebujesz. - Wyciągnęła ołówek i notes.

– Najpierw zadzwoń do Krypty, a potem… zaraz, niech się zastanowię, kto u nas jest dzisiaj. – Zamilkł na chwilę. – Niech tu przyjadą Scott Oliver i Wanda Bontemps. Musimy gdzieś przenieść wszystkich mieszkańców na dzień lub dwa. Cały budynek jest skażony biologicznie, więc nikt tu nie może wrócić, dopóki wszystko nie zostanie uprzątnięte. Jeśli potrzebujesz jeszcze jakiegoś detektywa, zadzwoń do Drew Messinga. – Wciąż nie odrywał wzroku od ciała. – Czy w ogóle mamy pewność, że to Hobart Penny?

- Nie, niby skąd. - Marge potrząsnęła głową.

– Nikt nie może tu wejść oprócz tych, którzy są niezbędni – ciągnął Decker.

– Lokatorzy pewnie będą chcieli wrócić po ubrania, telefony czy komputery. Co mam im powiedzieć?

– Okej, możemy ich wprowadzić i wyprowadzić. To zajmie trochę czasu, ale będą spokojniejsi. Przydałoby się dla bezpieczeństwa postawić przy drzwiach kilku mundurowych.

– Coś jeszcze?

– Na razie to wszystko.

– Zostaniesz tu w środku? – zapytała Marge.

– Zostanę. Nadal nie wiem, co właściwie widzę.

Marge nie śpieszyła się z telefonem do Krypty.

– Wiesz co? Jeśli zignorować cały ten obrzydliwy bałagan oraz fakt, że w mieszkaniu mieszkał tygrys, bardziej to wygląda na zabójstwo niż na naturalną śmierć. Popatrz, te zachlapane ściany…

– To z pewnością skutek przerwania tętnic, przez które wypłynęła krew. – Decker obrzucił sypialnię wzrokiem. – A ta plama – wskazał na zwłoki - wygląda tak, jakby ktoś tu uderzył z dużą siłą tępym narzędziem. Gdyby ten człowiek po prostu umarł, a potem tygrys się do niego dobrał, ślady krwi wyglądałyby inaczej.

– Ale takie ślady mogły powstać, gdyby tygrys rzucił się na żywego człowieka, nie na martwe ciało.

– Masz rację, dlatego szukam śladów ugryzień. Na razie nie wiem, co o tym myśleć, tak na oko trudno wyrokować. Przecież widzisz, w jak fatalnym stanie są zwłoki.

Marge przyjrzała się uważniej. Choć od widoku, a jeszcze bardziej od zapachu zbierało jej się na mdłości, zaczęła myśleć jak profesjonalny detektyw w miejscu zabójstwa.

– Twarz… o ile można to nazwać twarzą… należy do starszego mężczyzny. Zarost jest zupełnie biały.

– Zgadzam się, to starszy człowiek. Ile lat miał Penny?

– Osiemdziesiąt osiem albo osiemdziesiąt dziewięć.

– To ciało może tyle mieć. Moim zdaniem to chudy starszy mężczyzna nabrzmiały od gazów pośmiertnych.

– Te zwłoki rozkładają się bardzo szybko. Narządy przeciekają i całe ciało już się rozsypuje, ale … – Marge wskazała coś palcem obciągniętym lateksową rękawiczką. – Zobacz, na skórze są zadrapania. Tutaj też.

– Masz dobre oko. – Decker popatrzył na to miejsce. – Ale te zadrapania nie są głębokie.

– Zgadzam się. Wygląda to tak, jakby tygrys tylko pacnął go łapą. To nie są ślady zębów.

– Jakby próbował sprawdzić, czy jeszcze żyje.

– Możliwe. – Marge przyjrzała się uważnie. – Przebarwienia są tak duże, że trudno dostrzec te wszystkie detale na skórze. Zadrapania mogły być głębsze, ale ciało jest tak rozdęte, że wydają się powierzchowne.

– Pewnie masz rację. - Decker skinął głową. - Widzisz jakieś ślady ugryzień?

– Na razie nie. Szkoda, że nie możemy go obrócić na plecy.

– Wkrótce to zrobimy. – Nie wolno im było dotknąć ciała, upoważniony do tego był koroner, oni mogli je tylko obejrzeć. – Czoło jest zniekształcone. Czaszka mogła się zapaść po rozkładzie mózgu, ale bardziej prawdopodobne, że ktoś go uderzył w głowę.

– Tak, zgadzam się. – Marge milczała przez chwilę. - Uszkodzenia mają gwiaździsty kształt. W połączeniu z tym śladem na ścianie… Może powinniśmy poszukać narzędzia? Coś twardego z zaokrąglonym końcem.

– Narzędzie bardzo by nam się przydało, chciałbym też znaleźć jakieś dokumenty. Dobrze by było zidentyfikować ofiarę, wtedy akta sprawy wyglądają porządniej.

 

Decker znał asystentkę koronera, pracował z nią już przy innych przypadkach. Gloria, Latynoska po czterdziestce, była kompetentna, życzliwa i skuteczna w działaniu. Innymi słowy, doskonale sprawdzała się w tej pracy. W służbowej czarnej kurtce z żółtymi napisami mocno się pociła w sypialni, którą śledczy zdążyli już nazwać „piekielną sauną”. Ostrożnie obróciła ciało na bok i obejrzała plecy zabarwione na kolor bakłażana przez krew, która pod wpływem grawitacji spłynęła w najniżej położone części ciała. Skóra zaczynała już odchodzić i odsłaniać mięśnie.

– No dobrze, to do roboty – mruknęła Gloria i znów obróciła ciało na plecy, a potem przeszła na lewą stronę łóżka, ostrożnie przetoczyła zwłoki na drugi bok i wskazała otwór. – Wygląda na ranę postrzałową. – Jeszcze raz ułożyła ciało na plecach i przyjrzała mu się od przodu. – Nie widzę otworu wylotowego, ale ciało jest bardzo spuchnięte, więc możliwe, że trudno go dostrzec. Czy znaleźliście w mieszkaniu jakieś pociski albo łuski?

– Jeszcze nie – odparła Marge. – Ale skoro już wiemy, że zapewne użyto broni palnej, to poszukamy. Czy ta rana mogła być śmiertelna?

– Nie mogę tego stwierdzić, dopóki go nie pokroimy. – Podniosła się i popatrzyła na obrzmiałe zwłoki. – Z całą pewnością został czymś mocno uderzony w czoło. – Wskazała na dolne krawędzie oczodołów. – Gałki oczne zapadły się do środka. To naturalne zjawisko. Ale tutaj… – Wskazała zbrązowiałą górną część czaszki. – Ktoś uderzył ofiarę czymś twardym.

– Zauważyliśmy to – powiedziała Marge. – Zabójstwo?

– Nie jestem patologiem, więc nie mogę tego stwierdzić z całą pewnością – odparła Gloria. – Ale w najbliższym czasie nie wybieraj się na urlop.

– Okej, zrozumiałam. - Marge uśmiechnęła się. - Zadzwonię do techników i do ewidencji.

– Dzięki, Glorio. – Decker sięgnął po papierową kopertę na dowody, a potem wraz z Marge wszedł do pomieszczenia, które kiedyś służyło Hobartowi Penny’emu za salon, i spytał: – Może już wiesz, dlaczego tygrys nie zaatakował zabójcy?

Było to jedno z kluczowych pytań podczas rekonstrukcji zdarzeń.

– Tygrysica ciągnęła za sobą ze dwa metry łańcucha – odparła Marge. – Jeśli na początku tych wszystkich zdarzeń była do czegoś przykuta, to miała ograniczony zasięg działania, więc dało się ją bezpiecznie ominąć. Być może ofiara sama poprowadziła zabójcę do sypialni, wiedząc, jak bezpiecznie poruszać się po mieszkaniu.

– Tak, oczywiście. Ale co potem? Przecież tygrys uwolnił się z uwięzi. Jeśli zabójcę przyprowadził tu Penny, to jak po jego śmierci zabójcy udało się wyjść z mieszkania?

– Może rzucił tygrysowi mięso nasycone środkiem usypiającym. - Marge wzruszyła ramionami. - Tu jest mnóstwo gnijącego mięsa, a także sterty odchodów i wymiotów. Może ją podtruł.

Decker odezwał się dopiero po chwili namysłu:

– A więc sprawca zabił ofiarę z broni palnej, do tego jeszcze dołożył czymś twardym po głowie, ale tygrysa nie zastrzelił, tylko nakarmił zatrutym mięsem?

– Może zabrakło mu amunicji. A może strzelił, tylko żeby zabić takie zwierzę z pistoletu, strzał musiałby być idealny.

– A czy tygrys w ogóle został postrzelony? – zapytał Decker. – Nie sprawiał takiego wrażenia.

– Przecież sam widziałeś, tygrysica była bardzo rozdrażniona.

– Tak, oczywiście… A zatem zakładasz, że ofiara znała sprawcę i przeprowadziła go przez mieszkanie, omijając zwierzę, a potem sprawca zabił ofiarę i dał tygrysicy zatrute mięso?

– Nie mam pojęcia – odparła Marge. – Może sprawca znał ofiarę i jej zwyczaje na tyle dobrze, że wiedział również, jak ustrzec się drapieżnika.

– Możliwe. - Decker wzruszył ramionami. – Nic tu już po nas, idziemy.

Wyszli na korytarzu, gdzie było gorąco, wilgotno i śmierdziało. Po obu stronach drzwi stali skrzywieni policjanci w mundurach. Detektyw Scott Oliver podniósł wzrok znad arkusza papieru. Przyszedł na miejsce przestępstwa w czarnym garniturze i różowej koszuli. Pomachał ręką przed nosem, jakby odganiał fetor.

– Miałem właśnie zamiar wyjść, żeby pomóc Wandzie i Drew w przesłuchiwaniu lokatorów – powiedział. – Musimy zdobyć jak najwięcej informacji tutaj, w całym budynku.

– Trzeba to zrobić, ale kto inny się tym zajmie – odparł Decker. – Tobie i Marge wyznaczam zaszczytne zadanie poszukiwania dowodów.

– Ja to mam szczęście. - Ramiona Olivera opadły.

– Większe niż ofiara.

– O jakich dowodach mówimy?

– W ciele jest otwór po kuli, a w czaszce wgłębienie, które wygląda na ślad po uderzeniu tępym narzędziem. Szukamy łusek po amunicji oraz narzędzia, które pasuje do tych obrażeń.

– Czy wiemy już, kim jest ofiara?

– Znaleźliśmy na komodzie portfel ze starym dowodem na nazwisko Hobart Penny. Zdjęcie jest małe i trudno powiedzieć, czy to on.

– A prawo jazdy?

– Nie było go w portfelu – odrzekł Decker. – Zabrałem szczotkę do zębów, szczotkę do włosów i brudny kubek po kawie dla identyfikacji DNA. – Spojrzał na Marge. – Wiem, że ten człowiek był samotnikiem, ale może miał jakichś krewnych? Ktoś tak bogaty jak on… Na pewno są jacyś ludzie, z którymi można się skontaktować.

– Z tego, co wiem, był dwukrotnie rozwiedziony – powiedziała Marge. – Drugi rozwód miał miejsce dwadzieścia pięć lat temu, od tamtego czasu samotny. Miał dwoje dzieci z pierwszą żoną, z którą rozwiódł się trzydzieści pięć lat temu. Pierwsza żona zmarła dziesięć lat temu. Z tego, co wyczytałam, dzieci nie utrzymywały z nim kontaktu, bo według nich dziwnie się zachowywał.

– „Dziwnie” to chyba eufemizm. Kto trzyma w domu tygrysa? – Gdy nikt nie pośpieszył z analizą charakteru denata, Decker zapytał: – Ile lat mają te dzieci?

Marge zajrzała do notatek, po czym odparła:

– Syn, Darius, pięćdziesiąt pięć lat. Bogaty, dorobił się sam. Jest prawnikiem, prowadzi jakieś interesy. Córka, Graciela, ma pięćdziesiąt osiem lat. Wyszła za jakiegoś arystokratę, należy do śmietanki towarzyskiej Nowego Jorku.

– A co się stało z drugą żoną? – zapytał Oliver.

– Zaraz… - Marge przerzuciła kartki notesu. - Nadal żyje. Sabrina Talbot, lat pięćdziesiąt osiem. Małżeństwo trwało pięć lat.

– Jeśli dobrze policzyłem, to miała dwadzieścia osiem, gdy brali ślub – stwierdził Oliver.

– Dobrze policzyłeś. A on pięćdziesiąt dziewięć. Po rozwodzie zostawił jej sporo pieniędzy. Gdzieś czytałam, że dzieci Penny’ego, wtedy już dorosłe, nie były z tego zadowolone. – Marge podniosła wzrok. – Ale to się działo dwadzieścia pięć lat temu. Kto chowa urazę tak długo?

– Ktoś jednak coś do niego miał, skoro uderzył go w głowę i zastrzelił – stwierdził Oliver.

– Sprawdzę historię rodziny na komisariacie – powiedział Decker. – Tu nie mam dostępu do komputera, no i tam ładniej pachnie. – Popatrzył na strój Olivera. – Może lepiej zostaw marynarkę w samochodzie i podwiń nogawki. Marge da ci ochraniacze na buty.

– Uff! – sapnął Oliver. – Zanosi się na jedną z tych nocy.

– Scott, to już od dłuższego czasu jest jedna z tych nocy – odrzekł Decker. – Ty się po prostu spóźniłeś.

„Bestia” to powieść z ciekawym wątkiem i dobrze skonstruowanym śledztwem, z którą spędziłam miło czas, to na pewno. Ciekawa jestem, jak wypadają na jej tle inne tomy z tego cyklu i być może w wolnej chwili się z jakimś zapoznam, ale też nie wydaje mi się, żeby ta historia była jedną z lepszych, jakie czytałam.

Pomysł na książkę uważam za jak najbardziej udany i zaraz po napisaniu tego muszę się zorientować ile faktycznie wyszło tych tomów i czy jeszcze będą wychodzić, ale chętnie zabiorę się za poprzednie i wtedy, przy okazji kolejnej recenzji, będę mogła Wam nieco więcej powiedzieć na temat tego, czy wszystkie 21 tomów trzyma ten sam poziom, bo jakby nie było, to jest sporo materiału. Zachęcam Was więc do tego, abyście zainteresowali się tą serią, chociaż którąkolwiek z książek, bo myślę, że jest wara uwagi

„Bestia” nie zawiodła mnie i dostałem to, do czego Faye Kellerman zdążyła przyzwyczaić swoich czytelników. Jest to książka przeznaczona dla miłośników thrillerów i kryminałów, którzy powinni bawić się świetnie podczas lektury. Podczas czytania nie nudziłem się, a postać Petera Deckera jak najbardziej da się lubić i czyta się o jego losach z dużym zaciekawieniem. Spirala zagrożenia nakręca się, a historia odwołująca się do lęku przed dzikimi zwierzętami potrafi miejscami wzbudzić ciarki na całym ciele. Polecam.

(...) chciałam zachęcić do przeczytania, bo myślę, że warto chociaż spróbować. Ja po przeczytaniu „Bestii” jestem w lekkim szoku do tej pory, bo to, czego dowiadywałam się wraz z policjantami przechodziło moje najśmielsze oczekiwania! Po prostu chwilami miałam wrażenie, że jest to bardzo naciągane, ale przecież w dzisiejszych czasach… myślę, że mogłoby mieć miejsce. Ja osobiście polecam!

(...) pozycja godna jest uwagi i czyta się naprawdę szybko i płynnie. Podoba mi się fakt, że Kellerman nie koloryzuje tylko opisuje wszystko tak jak jest. Więc nie ma możliwości by zabójstwo było piękne, a rozkładające się zwłoki pachniały wanilią i wyglądały jak bóstwo. Szacunek i życzę sobie więcej czegoś takiego.

Książkę czyta się dynamicznie, co na pewno jest zasługą krótkich zdań i równie krótkich, lecz konkretnych dialogów. Bohaterowie nie bawią się w rozbudowane opinie, czy okrężne drogi, porozumiewają się klarownie i na temat (...) Nawet na moment nie mogłam oderwać się od lektury. Z jednej strony chciałam jak najszybciej poznać rozwiązanie, z drugiej zaś nie chciałam kończyć przygody z bohaterami.

Książkę polecam, ponieważ czyta się ją szybko, z zaangażowaniem, lekkością, przyjemnymi odczuciami. I choć z grubsza podejrzewamy, w którym kierunku poprowadzi nas narracja, to i tak w kilku miejscach zostajemy zaskoczeni incydentem, obrotem spraw, czy profilem jakieś postaci. Wprawdzie wątki obyczajowe podlegają kontynuacji, to jednak w serię można włączyć się w dowolnym momencie, gdyż każdy tom to osobna intrygująca zagadka kryminalna.

Polecam książkę bardzo. Czyta się ją jednym tchem, chwilami jest wstrząsająca i przerażająca, pozostawia w czytelniku uczucie niepokoju. Pozory często mylą, a Ci którzy wydają się łagodni i niegroźni, stanowią największe niebezpieczeństwo. Tytuł „Bestia” jak się okazuje, nie odnosi się wcale do tygrysicy spacerującej po mieszkaniu Hobarta Penny’ego.

Podoba mi się to, że Kellerman niczego nie ubarwia. Jak coś jest ohydne, to nie robi z tego na siłę czegoś pięknego. Książka obfituje w dokładne opisy i szczegóły – nie potrzeba wiele wyobraźni, aby nawet najmniej przyjemne obrazy wyświetliły się w naszej głowie. Pisarka umiejętnie buduje napięcie, dzięki czemu jej książki czyta się bardzo szybko. Tak jest i tym razem.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ