Powieść obyczajowa
Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie
KUP TERAZ

Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie

3 opinie
TAKŻE JAKO E-book icon
Liczba stron: 320
Oprawa miękka
ISBN: 9788327623928
Premiera: 2017-02-15
Tłumaczenie: Maria Zawadzka
Opracowanie graficzne okładki: Emotion Media

Georgia Green prowadzi Biuro Podróży Samotnych Serc, które powoli buduje swoją markę. Miała nadzieję, że ten biznes okaże się cudowną przygodą, ale rzeczywistość jest bardziej prozaiczna. Praca w branży turystycznej ma niewiele wspólnego z wylegiwaniem się na egzotycznej plaży. Georgia nie znajduje czasu dla Bena, w którym jest zakochana, dla przyjaciół, rodziców ani dla siebie samej.

Niespodziewanie musi wyjechać służbowo do Indii i incognito wziąć udział w wycieczce singli ze złamanym sercem. Magia Tadż Mahal, chaos Bombaju, kolorowe Bollywood, złote plaże Goa – może dzięki tej podróży coś w jej życiu się zmieni. Indie to liczne niespodzianki i nie zawsze można mieć wszystko pod kontrolą.

 

 

BRIDGET JONES Z PLECAKIEM

W KOLEJNEJ PODRÓŻY

Katy Colins

Katy Colins to dziennikarka i blogerka, której książki odzwierciedlają bezpośrednio jej własne doświadczenia. Seria „Biuro podróży samotnych serc” to powieści, które powstały po tym, jak Katy rozstała się z narzeczonym, rzuciła wszystko i zaczęła podróżować. Jej blog podróżniczy notwedordead.com zdobył dużą popularność.

Po piętnastu długich godzinach nasz pociąg dotarł wreszcie na miejsce, a pasażerowie zaczęli zbierać bagaże i rozprostowywać kości. Założyliśmy ciężkie plecaki i cierpliwie czekaliśmy w kolejce do wyjścia.

Pomachałam na pożegnanie mężczyźnie, któremu opowiedziałam całe swoje życie, i miłej młodej matce, która podzieliła się ze mną jedzeniem, po czym ruszyłam w ślad za pozostałymi uczestnikami wycieczki. Na dworcu roiło się jak w ulu. Otaczały nas tłumy, a fala pasażerów uniosła nas ze sobą. Było gorąco i duszno.

Na szczęście czekał na nas minibus. Kierowca – otyły mężczyzna z podkręconymi do góry wąsami i zwiotczałym papierosem w ustach – wziął od nas bagaże, ułożył je na dachu i związał liną.

– Czy to jest bezpieczne? – zapytała Liz z niepokojem.

Podniosłam wzrok i spojrzałam na postrzępione liny. Też się nad tym zastanawiałam.

– No cóż, jeśli spadnie mój plecak, jakiś nieszczęśnik przejmie moją torbę z brudną bielizną. – Bex roześmiała się i poklepała Liz po plecach. – Przestań się zamartwiać.

Liz pokiwała głową i po raz ostatni zerknęła na dach, po czym wsiadła do minibusu. Usiadła obok Olliego, a kiedy ich łokcie zetknęły się na lepkiej poręczy, oboje zrobili się purpurowi.

Nihal zatrzasnął drzwi i wskoczył na przednie siedzenie. Po chwili odwrócił się w naszą stronę i oznajmił:

– No dobrze, udało się. Pojedziemy teraz do hotelu. Będziecie mieli czas, żeby się rozpakować i wziąć prysznic. – W minibusie rozległy się oklaski. – Tak, doskonale czuję, jak bardzo tego potrzebujecie. – Mrugnął do nas. – Za kilka godzin spotkamy się i ruszymy dalej. Nie martwcie się, tym razem czeka nas krótka podróż promem. Zapewniam, że wyspa Elefanta jest tego warta.

Dotarliśmy do hotelu, a ja wzięłam długi prysznic. Jeszcze nigdy nie czułam się taka czysta i świeża. Brud, pot i wszystkie stresy towarzyszące podróży pociągiem spłynęły ze mnie do zardzewiałego odpływu.

Wkrótce znowu znaleźliśmy się w minibusie i ruszyliśmy w kierunku słynnej Bramy Indii. Przemierzaliśmy szerokie, ruchliwe aleje tętniącej życiem metropolii pełnej drapaczy chmur, w których odbijały się promienie słońca. Okazało się, że niemilknący dźwięk klaksonów na ulicach nie jest zarezerwowany tylko dla Delhi: tutejsi kierowcy zachowywali się dokładnie tak samo. Strużki potu spływały mi po ramionach, a pod wpływem nieznośnej duchoty moje włosy zaczęły się kręcić. Serce waliło mi jak oszalałe.

Po drodze Nihal opowiadał nam o Bombaju, mieście, do którego przyjeżdżają ambitni Hindusi marzący o fortunie i sukcesie. Patrząc na górujące nad miastem wieżowce, wyobrażałam sobie miejscowych miliarderów, świętujących swoje sukcesy w koktajlbarach z widokiem na slumsy, które rozciągały się u ich stóp. Mijaliśmy budynki w stylu kolonialnym. Miały w sobie coś dekadenckiego, ale nietrudno też było zauważyć, że czasy ich świetności dawno przeminęły. Mimo to nadawały temu zwariowanemu, pełnemu chaosu miastu trochę przepychu – przepychu, który już  przybladł pod naporem współczesności. Kręciło mi się w głowie od tych kontrastów. Pomiędzy drapaczami chmur widziałam na ulicach skulone, defekujące dzieci oraz żebraków z amputowanymi kończynami i otwartymi ranami, którzy leżeli na stertach śmieci.

W końcu dotarliśmy do Bramy Indii, jednej z największych atrakcji turystycznych miasta: wysokiego betonowego łuku górującego nad nabrzeżem. Nihal przeprowadził nas z minibusu na pokład niedużego, starego promu. Wszyscy byli wyczerpani długą podróżą pociągiem i szaloną atmosferą Bombaju, więc szliśmy za nim w milczeniu. Wydawało się, że Nihal trzyma się swojego planu i próbuje nie myśleć o rozstaniu z Ameerą. Dzięki temu mogłam bez wyrzutów sumienia powierzyć mu całkowitą odpowiedzialność za tę wycieczkę. Grał pierwsze skrzypce. Wydawał się skupiony na swoim zadaniu i z entuzjazmem opowiadał nam o historii Bombaju. Wreszcie poznałam człowieka, którego zatrudniłam. Wykonywał swoją pracę z prawdziwą pasją. Z mojego wyjazdu do Indii wyniknęło jednak coś pozytywnego: Nihal starał się zapomnieć o byłej dziewczynie.

Miasto powoli znikało na horyzoncie, a my unosiliśmy się na brązowych falach, zmierzając ku tajemniczej Elefancie. Flic zrobiła się nagle bladozielona i zaczęła mocno ściskać brzeg czerwonej, lśniącej ławki, na której siedziałyśmy.

– Wszystko w porządku? – zapytałam, kiedy rozpaczliwie zacisnęła powieki.

– Myślisz, że niedługo dotrzemy na miejsce? – jęknęła. Ciężko oddychała i bez przerwy przełykała ślinę.

– Hm… chyba widzę coś na horyzoncie. Niedługo powinniśmy dopłynąć – odpowiedziałam. Moim oczom ukazała się zielona, pagórkowata wyspa i długa kamienna przystań. – Masz chorobę morską?

Flic pokiwała głową. Ściskała ławkę tak mocno, że aż zbielały jej palce. Ledwo powstrzymywałam śmiech. Ta nieustraszona podróżniczka, bez chwili wytchnienia przemierzająca cały świat, źle znosiła spokojny rejs promem płynącym jakieś osiem kilometrów na godzinę? Nie chciałam z niej kpić, więc delikatnie pogładziłam jej mokrą od potu, szczupłą rękę, wprawiając przy tym w ruch niezliczone bransoletki.

– Spróbuj pomyśleć o czymś innym. Może opowiesz mi o swojej rodzinie? – zaproponowałam. Miałam nadzieję, że dzięki temu przestanie się skupiać na podróży promem i zapomni o kołysaniu fal.

Przełknęła ślinę i pokiwała głową. Wpatrując się w toczącą się po pokładzie butelkę wody, Flic powiedziała:

– Moja mama jest psychologiem, a tata chirurgiem. – Powoli wydęła wargi. – A dwie starsze siostry pracują w londyńskim City: Harriet jest inwestorką, a Mimi spekulantem giełdowym.

– Wow. Masz dobre geny! – uśmiechnęłam się.

Flic skrzywiła się.

– Rodzice uważają, że wszystkie dobre geny przypadły w udziale moim siostrom, a dla mnie zostały same spady.

Ups.

– Na pewno tak nie myślą. – Delikatnie pogłaskałam ją po plecach.

Spojrzała na mnie ze smutkiem. Miała łzy w oczach i ciekło jej z nosa.

– Louise, nie znasz moich rodziców. Jestem dla nich wielkim rozczarowaniem. Niezależnie od tego, co zrobię, nigdy nie dorównam siostrom.

– Na pewno kochają cię równie mocno. A jak przyjęli twoją podróż do Indii? Taka decyzja wymaga przecież dużej odwagi, prawda?

– Oni nie rozumieją takich rzeczy. Mama uważa, że przechodzę przez jakąś absurdalną fazę, a taty to kompletnie nie interesuje. Niezależnie od tego, jak niesamowite miejsca odwiedzam i na jak długo wyjeżdżam, oni nawet nie zauważają, że mnie nie ma.

Pomyślałam, że Flic rozczarowała się nie tylko polityką brytyjską – ale przede wszystkim polityką rodzinną.

Zamierzałam ją pocieszyć, jednak w tej samej chwili minął nas duży statek towarowy. Fale zakołysały promem, a Flic chwyciła się za brzuch, zerwała z ławki, przechyliła przez reling i zwymiotowała do mulistej wody.

Zbliżaliśmy się do wyspy, a ja dostrzegłam na brzegu elegancko ubranego mężczyznę, który do nas machał. Przyjrzałam mu się uważniej. Poczułam się tak, jak czuje się człowiek, który zbiegając po schodach, pomija przez nieuwagę ostatni stopień. Nagle zrozumiałam, skąd to déjà vu. Poznałam już wcześniej tego człowieka.

Jestem bardzo zaskoczona, ponieważ bardzo podobała mi się ta powieść, mimo iż wiele faktów nawiązywałam do poprzedniej części, która nie budziła zachwytu, ta okazała się wielkim bestselerem wśród książek na mojej domowej biblioteczce. Kolejna książka to Kierunek Chile i prawdę mówiąc o wiele bardziej czekam na trzecią z przygód bohaterki! To idealna książka na odstresowanie, idealna na nudny dzień, idealna dla relaksu, po prostu idealna!

To książka, przy której nie da się nudzić. Jest energiczna, zabawna i mądra, a jej najlepszą zaletą jest główna bohaterka, której nie sposób nie lubić. Wprawdzie znalazło się dwa czy trzy nudniejsze rozdziały, ale nic poza tym! Polecam!

Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie to zabawna, ale jednocześnie skłaniająca do refleksji nad własnym życiem lekka w odbiorze powieść. Ukazuje pracoholizm i potrzebę kontrolowania własnego życia oraz podkreśla, że to nie praca powinna być najważniejszym elementem ludzkiego życia. To świetna opowieść dla fanów obyczajówek, ale też podróży.

„Kierunek: Indie” to niezwykle wciągająca powieść. Historia, która toczy się na tak wielu płaszczyznach, że dostarcza wielu różnorodnych emocji. Potrafi zmartwić zachowaniem głównej bohaterki, nie zbraknie jej odrobiny humoru, gdy dochodzi do przekomicznych wpadek, ale też i napawa przerażeniem, gdy dochodzi do kolejnego zwrotu akcji, który wytrąca wszystko z równowagi. Przede wszystkim jednak pokazuje różne oblicza Indii, nie mydląc oczu ani bohaterom, ani czytelnikom. Pasja z jaką autorka wprowadza nas w ten niezwykły świat, hinduski świat pełen smaku, zapachów i barw, a także w problematyczny świat prowadzenia własnego biznesu jest tak zaraźliwa, że trudno oderwać się od niej na dłuższą chwilę.

Colins swoim lekkim stylem od razu złapała mnie na haczyk zaciekawiła i powodowała wybuchy śmiechu przeróżnymi perypetiami głównej bohaterki, bo jak to już powtarzam, aż do znudzenia – dobry humor cenię w książkach niemal ponad wszystko. A książka, cóż nieprzewidywalna jak samo życie i jak ono (zwłaszcza w dzisiejszych czasach) przeładowana bodźcami, informacjami, pracoholizmem. Jednocześnie porusza sprawy naprawdę ważne takie jak miłość, przyjaźń, szczęście, czy rodzina… Zasmakujemy też klimatu Indii z ich cudownymi zabytkami, przyrodą i kuchnią.

Jestem ogromnie zaskoczona, że tak mi się podobała ta powieść (...) Bardzo zaciekawił mnie wątek relacji Georgii i Bena. Nie, stop, wszystkie wątki były interesujące. Chyba nie potrafiłabym wybrać tego jednego, najważniejszego. Polecam jako pozycję idealną na odpoczynek, odstresowanie się po ciężkim dniu.

"Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek Indie" to opowieść o przyjaźni, konsekwencjach nadmiernej pracy i niesamowitym uroku Indii; jest w niej miejsce na miłość, ale jest także miejsce na nietypowe "niewiadome", które absorbują i skutecznie wzbudzają ciekawość czytelnika. Bez wątpienia jestem oczarowana, ponieważ tak sympatycznej powieści obyczajowej, bez zbędnych erotycznych wątków, dawno nie czytałam!

W książce znajdziemy nieoczekiwane zwroty akcji, ciekawych bohaterów i ich bogate przeżycia, którymi będą dzielić się w podróży samotników. Język, jakim posługuje się Katy Colins jest prosty, często humorystyczny i zabawny. Niektóre sytuacje kompromitujące pannę Green były przykładem jak wygląda poczucie humoru naszej autorki. Z tą książką na sto procent nie będziecie się nudzić, a przy okazji można poznać historię odwiedzanych przez Georgię miejsc. Jeśli lubicie książki przygodowe z nutą powieści obyczajowej i jednocześnie podróżniczej to pozycja ewidentnie dla Was. Ja jestem z tej lektury bardzo zadowolona.

Dla autorki książki należą się ogromne brawa, ponieważ stworzyła książkę, która uczy i bawi - a takie są najlepsze. Jest to literatura idealna dla kobiet na wolne wieczory. Niech nie zwiedzie Was tytuł! W końcu nie po tytule oceniamy książki... Dzięki uprzejmości autorki możemy dowiedzieć się kilku ciekawostek o różnych rejonach Indii, o tradycjach, świętach czy po prostu codziennym życiu. To bardzo dobrze świadczy o autorce, która musiała poświęcić sporo czasu na przygotowanie takich informacji. A dzięki temu my, czytelnicy, jesteśmy jeszcze bardziej zachwyceni treścią.

Bardzo zabawna, przyjemna i lekka opowieść o kobiecie, która chce wiele osiągnąć, nie wie jednak, że przez wysoką ambicję zaczyna tracić coś cenniejszego. Rodzinę oraz przyjaciół. Autorka stworzyła interesującą rzeczywistość dla swoich bohaterów, w którą z przyjemnością zagłębią się kobiety w różnym wieku. Ta pozycja rozbawi Was i pozostawi ciepło w sercu na długi, długi czas.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ

Katarzyna Kat
2017-03-01

„Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek Indie” to kontynuacja przygód Georgii, która w poprzedniej części zmierzyła się z samotnością po przykrym rozstaniu, trudem podróży bez osób towarzyszących ale i poznała czego tak naprawdę jej w życiu potrzeba i czego od niego oczekuje. Teraz spełnia swoje marzenia i realizuje plany, a co takiego sprawiło, że postanowiła ponownie wybrać się w podró...
KasiaKatarzyna
2017-02-25

"Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie" to powieść szalenie lekka i przyjemna. Znajdziecie w niej elementy typowe dla powieści obyczajowej, przygodowej i romansu. O jej wartości decyduje zapewne to, że jej autorka, dziennikarka i blogerka, na własnej skórze przekonała się, co znaczy odciąć się od przeszłości, zapomnieć o bolesnych upokorzeniach i znaleźć w sobie siłę i odwagę, b...
singwithme
2017-02-10

„Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie” to kontynuacja podróżniczego cyklu obyczajowego stworzonego przez blogerkę podróżniczą Katy Colins. Główna bohaterka powieści – Georgia Green – po przygodzie w Tajlandii tym razem wybiera się do Indii. Georgia, bohaterka powieści „Biur Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie” w poprzedniej części rozstała się z anrzeczonym tuż przed ślubem...