Dla młodzieży
Wszystko to, co wyjątkowe
KUP TERAZ

Wszystko to, co wyjątkowe

brak opinii
Liczba stron: 256
ISBN: 9788327619969
Premiera: 2016-09-14

Kolejna niezwykła powieść autora Poradnika pozytywnego myślenia.

 

Oto Nanette. Wzorowa uczennica, gwiazda szkolnej ligi piłkarskiej i posłuszna córka. Zawsze robi to, czego się od niej oczekuje.

Ale wszystko zmienia się w dniu, w którym dostaje podniszczony egzemplarz Kosiarza balonówki – tajemniczej, niewydawanej od lat kultowej powieści. Nanette czyta ją dziesiątki razy. Chce być taka jak główny bohater. Chce być buntowniczką.

Choć udaje wygadaną rebeliantkę, w środku to jednak ta sama Nanette, samotna introwertyczka, która usiłuje znaleźć swoje miejsce w nieprzyjaznym świecie. Zmuszona dokonać kilku trudnych wyborów nauczy się, że za bunt trzeba czasem zapłacić wysoką cenę.

 

Kolejna doskonała, zmuszająca do myślenia powieść Matthew Quicka o niespokojnych duchach. Przejmujący portret nastolatki, która przechodzi pełen prób i błędów okres dorastania.

 „Publishers Weekly” Best Summer Books 2016

 

Opowieść Quicka przemówi do nieprzystosowanych nastolatków: samotników, buntowników i oryginałów. Tych, którzy dojrzeli do zmiany.

„ The Horn Book”

Matthew Quick

Matthew Quick to amerykański pisarz, twórca powieści obyczajowych i książek dla młodzieży. Bestsellerowy autor New York Times’a. Rzucił pracę nauczyciela języka angielskiego, aby napisać swoją pierwszą powieść „Poradnik pozytywnego myślenia”, na podstawie której powstał oscarowy film. Wielokrotnie nagradzany, m.in. finalista nagrody Fundacji Hemingwaya (PEN Award 2009), LA Times Book Prize, New Times Book Review Editor’s Choice.

1

Był dorosły, a ja nadal pozostawałam dzieckiem

 

To stało się w trzeciej klasie liceum. Weszłam do sali na długiej przerwie tuż przed feriami bożonarodzeniowymi, a pan Graves był bardzo wesoły i uśmiechał się częściej niż zwykle. Od miesięcy jadaliśmy razem sami. Na ten dzień jego żona upiekła dla mnie włoskie pizzelle, przez które zaczęłam się zastanawiać, co takiego pan Graves jej o mnie opowiadał. Placuszki wyglądały niczym gigantyczne płatki śniegu i smakowały jak czarna lukrecja. Zjedliśmy po jednym, a potem pan Graves dał mi niewielką paczkę owiniętą w niebieski papier z nadrukowanymi białymi sylwetkami reniferów o ogromnych rogach. Nigdy wcześniej nie dostałam prezentu od nauczyciela. Najwyraźniej było to coś ważnego.

– To drobiazg od kogoś, kto jak ty unika stołówki – powiedział i uśmiechnął się.

Rozdarłam papier.

W środku była książka w miękkiej oprawie, zatytułowana Kosiarz balonówki, napisana przez Nigela Bookera. Okładkę przylepiono taśmą do grzbietu, kartki miała pożółkłe. Pachniała niczym wnętrze starego namiotu, lekko zawilgoconego od piętnastu lat. Z przodu na białym tle była długa kosa zakrzywiona do dołu, jaką zwykle nosi kostucha, tyle że zrobiona z tęczowych kolorowych kulek gumy do żucia – jakby ktoś ułożył je w ten sposób na białym marmurze. Obrazek wydał mi się dziwny. Przerażał i nęcił jednocześnie.

Otworzyłam książkę na pierwszej stronie.

Była tam dedykacja: „Dla strzelnicy łuczniczej”.

Dziwaczne, pomyślałam.

Przerzuciłam szybko pozaginane kartki i przekonałam się, że w środku ktoś podkreślił setki zdań.

– Przeczytałem tę książkę, kiedy byłem w twoim wieku, a ona zmieniła moje życie – powiedział pan Graves. – Nakład dawno się wyczerpał. Pewnie jest warta jakieś pieniądze, ale takich książek się nie sprzedaje. Zeskanowałem ją całą i zapisałem w komputerze już jakiś czas temu. Obiecałem też sobie, że oddam swój egzemplarz odpowiedniemu uczniowi albo uczennicy, kiedy taki lub taka się pojawi. Może to nie jest najlepsze dzieło literackie świata. Prawdopodobnie trąci myszką. Ale to kultowa klasyka i mam przeczucie, że będzie dla ciebie idealną lekturą. Nie wykluczam, że jest swego rodzaju obrzędem przejścia dla ludzi takich jak my. W każdym razie życzę ci wesołych świat, Nanette O’Hare.

Kiedy dziękując, uściskałam pana Gravesa, zesztywniał i powiedział:

– Nie ma potrzeby aż tak. – A potem roześmiał się nerwowo i delikatnie odsunął mnie od siebie.

Gdy to zrobił, zezłościłam się na niego, ale później dotarło do mnie, dlaczego zachowywał taką powściągliwość. Na długo przede mną wiedział, co miało nadejść, bo był dorosły, a ja nadal pozostawałam dzieckiem.

Zaczęłam czytać jeszcze tamtego wieczoru.
2

Jakby ta historia nie miała końca

 

Kosiarz balonówki opowiada o chłopcu, który nazywa siebie Wrigleyem, bo jest uzależniony od gumy do żucia wrigley’s doublemint. Mówi, że uspokaja mu nerwy, a żuje tak mocno (i często), że ciągle bolą go szczęki, przytrafia mu się nawet „okazjonalnie szczękościsk”. Nigdy nie zdradza swojego imienia, kiedy śledzi się jego losy w trakcie roku nauki w liceum.

Wrigley najczęściej obserwuje kolegów z klasy, których towarzystwo nie sprawia mu przyjemności, i mówi cały czas o „zrezygnowaniu”, ale tak naprawdę nie wie się, z czego chce „zrezygnować”. Wpisałam tytuł książki w Google i znalazłam na necie teorie – całe strony poświęcone odpowiedzi na to pytanie. Niektórzy myślą, że Wrigley chce się zabić i w ten sposób odejść od rodzaju ludzkiego. Inni uważają po prostu, że chce odejść ze szkoły. Pewni ludzie twierdzą, że Wrigley mówi o Bogu i tak naprawdę chce odejść od wiary w siłę wyższą, czego chyba nie rozumiem, bo narrator nawet raz nie wspomina o Bogu. Są inni, którzy dowodzą, że Wrigley chce wyjechać z Ameryki i cała książka jest o komunizmie, ale i w tym przypadku chyba mnie to nie przekonuje.

Problem polega na tym, że Wrigley zakochuje się w jednej z identycznych sióstr bliźniaczek, które nazywają się Lena i Stella Thatch, ale nie potrafi ich odróżnić. Jedna z nich lubi rozmawiać z żółwiem, wygrzewającym się na słońcu na skale sterczącej ze strumienia w pobliżu ich szkoły. Wrigley nazywa żółwia Nieproduktywnym Tedem, bo zwierzę siedzi na skale przez cały dzień i nie robi nic poza wystawianiem skorupy do słońca. (Bardzo mi się podoba to przezwisko: Nieproduktywny Ted.) Wrigley podsłuchał zza dębu, jak bliźniaczka zwierzała się Nieproduktywnemu Tedowi ze swoich obaw i zmartwień, i mówiła o czymś okropnym, co zrobił jej ojciec, ale nie do końca wiadomo, o co chodziło. Na pewno wiadomo jednak, że dziewczyna jest przez cały czas na granicy łez. Wrigley słucha cierpliwie wszystkiego, co dziewczyna musi z siebie wyrzucić, a potem, kiedy się jej pokazuje i ona zdaje sobie sprawę, że słyszał każde słowo, natychmiast stara się ją pocieszyć, mówiąc:

– To, co właśnie powiedziałaś. To wszystko. Rozumiem. Naprawdę rozumiem. Mam takie same myśli, no, większość, jak ty.

Na początku bliźniaczka się wścieka z powodu „szpiegowania”, ale później dochodzi do zadziwiającej rozmowy między nią i Wrigleyem o życiu i szkole, i o tym, że mogą być uczciwi „tylko w lesie” i o „zwyczajnym zrezygnowaniu”.

Do tragedii dochodzi, kiedy Wrigley ją zostawia. Po drodze do domu, ku własnemu przerażeniu, uświadamia sobie, że nie zapytał dziewczyny o imię i teraz nie wie, czy przeżył te chwile naprawdę intymnej bliskości z Leną Thatch czy ze Stellą Thatch, co wywołuje u niego paraliżujący i przyprawiający o nudności atak niepokoju – rzeczywiście wymiotuje – bo bliźniaczka powtarzała bez przerwy:

– Błagam, tylko nie mów o tym mojej siostrze. Proszę!

Wrigley uzmysławia sobie, że nie może zapytać którejś z bliźniaczek, czy to ona była z nim nad strumieniem, nie ryzykując przy tym, że zdradzi pokładane w nim zaufanie, bo gdyby spytał tę niewłaściwą, „zaprzepaściłby wszystko”. Jest jasne, że sam nie poradzi sobie w tej sytuacji i naprawdę się go żałuje, ponieważ jego zdaniem problem jest nie do rozwiązania i to jest dla niego męczarnią.

Przez następne miesiące Wrigley usiłuje dojść, z którą dokładnie bliźniaczką rozmawiał; czeka, żeby powiedziała coś do niego w szkole, i zamartwia się, że może to ona spodziewa się ruchu z jego strony, ale jeszcze bardziej przygnębia go myśl, że ona żałuje ich poufałej rozmowy w lesie i w ogóle nie będzie już chciała zamienić z nim słowa.

W końcu po miesiącach obserwowania sióstr w stołówce uznaje, że to Lena jest jego bliźniaczką. A dochodzi do tego wniosku głównie dlatego, że Lena czasami dziobie nerwowo jedzenie widelcem, kiedy rozmawia przy stole z popularnymi dziewczynami. Niemniej Wrigley nie ma stuprocentowej pewności. Co więcej, Lena zaczęła nosić torbę z wyszytą literą L, co również wydaje się bardzo dobrą wskazówką. Może w ten sposób wysyła mu znak do jej rozpoznania, naprowadza go - tak mu się wydaje.

Wrigley postanawia zaprosić Lenę na bal maturalny i wmawia sobie, że jeśli ona się zgodzi, na pewno będzie dziewczyną, która zwierzała się Nieproduktywnemu Tedowi. Lena mówi „tak”, ale jego propozycja nie spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem, co jeszcze bardziej zbija go z tropu.

Wrigley wypożycza smoking i kupuje bukiecik żółtych róż, ale w chwili, gdy ma nacisnąć dzwonek przy drzwiach domu bliźniaczek, zdaje sobie sprawę, że siostra, którą spotkał w lesie, nigdy nie chciałaby pójść na bal – wie to, bo sam też nie ma ochoty iść na zabawę, ale teraz tylko dzięki smokingowi będzie mógł się przekonać, czy jest z właściwą bliźniaczką. W ogóle nie zawraca sobie głowy innymi sprawami albo tym, co sam nazywa „wielką galą”. Bliźniaczce, która rozmawiała z żółwiem nad strumieniem, nie spodobałby się Wrigley biorący udział w balu, bo jest w przebraniu i w rzeczywistości wcale tak nie wygląda, nie jest „zwyczajnie ubranym Wrigleyem w lesie”. Jego zdaniem to takie oczywiste i ja się z nim zgadzam. Nie może wziąć udziału w balu. To zrujnowałoby szanse na prawdziwy związek z właściwą siostrą.

Wrigley uznaje, że poniósł porażkę, jeszcze zanim zaczął cokolwiek. Dlatego nie naciska dzwonka, ale idzie do miejsca, gdzie po raz pierwszy rozmawiał z bliźniaczką, i myśli, że wybrana przez niego siostra może tam na niego czekać. Może znowu porozmawiają i nawet będą się całowali, jak na końcu współczesnej bajki. Zamiast niej zastaje tam bandę dzieciaków z podstawówki, które kijami obracają Nieproduktywnego Teda przewróconego na plecy, „cztery nogi zataczają kręgi w powietrzu, jakby znajdowały się na grzbiecie żółwia”. Wrigley wpada we wściekłość, chwyta największego z dzieciaków i wrzeszczy raz po raz:

– DLACZEGO? DLACZEGO? DLACZEGO?

Prowodyr uczniaków mówi, że chcieli się jedynie trochę zabawić i tak naprawdę nie mieli zamiaru zabijać żółwia. Wrigley wciera mu we włosy gumę do żucia, wrzuca go do strumienia i mówi:

– Ja też chcę się tylko trochę zabawić, ale tak naprawdę nie będę cię trzymał pod wodą, aż zsiniejesz i się utopisz. – A potem trzyma głowę chłopaka pod wodą, aż reszta dzieciaków zaczyna go błagać, żeby darował mu życie, proszą, żeby pozwolił mu znowu oddychać.

Kiedy na wpół utopiony chłopak pojawia się na powierzchni, chwyta łapczywie powietrze i prosi Wrigleya, żeby nie trzymał go znowu pod wodą. Wrigley go puszcza. Dzieciaki uciekają.

Nieproduktywny Ted gryzie Wrigleya w rękę i zrywa mu z niej kawałek skóry, gdy nasz bohater stawia go we właściwej pozycji.

Kiedy Nieproduktywny Ted ucieka, Wrigley krwawi i klnie, i czeka w nadziei, że pojawi się właściwa bliźniaczka, ale ona nie przychodzi.

Zamiast niej zjawiają się rodzice chłopaka, którego niemal utopił. Ojciec wrzuca Wrigleya do strumienia, zaczyna kopać wodę, zalewając mu twarz i powtarza:

– Jak ci się podoba rola ofiary, co? Mój syn ma jedenaście lat i jest o połowę mniejszy od ciebie. Jesteś bydlakiem. Przynosisz wstyd naszej społeczności. A zresztą, dlaczego nie jesteś na balu? Masz przecież na sobie smoking! Żaden Amerykanin nie opuściłby balu maturalnego. Jesteś czerwonym komuchem?

Zamiast się tłumaczyć, Wrigley ściąga z siebie wieczorowy strój i płynie na środek zanieczyszczonego strumienia, gdzie jego zdaniem „nikt nie będzie go ścigał”, leży nagi na wodzie na plecach i mówi:

– Teraz rozumiem, Nieproduktywny Tedzie, dlaczego siedzisz cały dzień na skale i nic nie robisz. Rezygnuję. Będę się tak unosił na wodzie już zawsze, na zawsze. – I wtedy, gdy Wrigley śmieje się maniacko, a gwiazdy zaczynają pobłyskiwać na niebie, powieść się kończy.

Są w internecie różne teorie dotyczące tego zakończenia, dominuje jednak opinia, że Wrigley odrzuca konwencjonalne społeczeństwo – rodzinę, państwową szkołę, a nawet własną seksualność – żeby zastygnąć w tamtej chwili, unosić się nago na powierzchni strumienia.

Niektórzy mówią, że to lekcja buddyzmu zen i Wrigley mógł nawet doznać oświecenia.

W moim odczuciu ta historia nie miała końca i to mnie irytowało, bo chciałabym wiedzieć, co stało się z Wrigleyem, kiedy wyszedł z wody. Przeczytałam tę książkę jeszcze trzy razy w czasie ferii bożonarodzeniowych, bo wydawało mi się, że może coś przeoczyłam.

 

3

Sama musisz go poznać

 

Kiedy lekcje rozpoczęły się znowu w styczniu, czekałam w korytarzu oparta plecami o drzwi klasy pani Gravesa.

– Spałaś tu zeszłej nocy, Nanette? Słońce jeszcze dobrze nie wzeszło – zażartował, gdy się pojawił.

– Co się stało z Wrigleyem? – zapytałam. – Muszę wiedzieć. Przecież Wrigley to ja. I to nie może się tak skończyć. Nie. Może. I. Już.

– Dlaczego nie?

– Bo ja potrzebuję czegoś więcej.

– Zawsze zostawiaj ich, kiedy chcą więcej. To jedna z ważnych zasad show-biznesu.

– To nie jest show-biznes. To literatura. I to też jest moje życie – powiedziałam. – Ta książka to ja. Ja. To znacznie więcej niż jakaś historia. Autor ma obowiązek dostarczenia odpowiedzi. Wszystkich odpowiedzi!

Pan Graves roześmiał się i powiedział:

– Myślałem, że spodoba ci się Kosiarz balonówki. I jak mówiłem, to obrządek przejścia dla dziwaków takich jak my.

Pan Graves zawsze używał słowa „dziwacy” na określenie siebie i ludzi mu podobnych. Mówił, że wszyscy wielcy pisarze też byli dziwakami, że nasi najlepsi artyści, muzycy i myśliciele mieli nieodmiennie etykietę dziwaka w liceum albo „kiedy byli młodzi”. To była „cena wstępu”.

– No dobrze, ale dlaczego ma tytuł Kosiarz balonówki? – zapytałam.

– A jak myślisz?

– Nie mam pojęcia. Dlatego właśnie pana pytam!

– Cóż, jest wiele teorii.

– Przeszukałam już internet. Nie kupuję tego, co tam jest.

– To może sama powinnaś zapytać autora.

– W jaki sposób?

– Prawdę mówiąc, pan Booker mieszka w odległości spaceru od naszej szkoły. Wiedziałaś o tym?

– Mówi pan poważnie?

Pan Graves uśmiechnął się, jakby od jakiegoś czasu naprowadzał mnie na coś, a ja nie miałam o tym pojęcia.

– Słyszałem też, że jeśli postawi mu się kawę w Housie, chętnie rozmawia. Z drugiej strony muszę cię uprzedzić, że on nigdy, ale to przenigdy nie daje prostych odpowiedzi. I wydaje mi się, że teraz naprawdę nienawidzi Kosiarza balonówki.

– Skąd pan to wie?

– Bo napisałem do niego wiele listów, kiedy byłem nastolatkiem, aż w końcu spotkał się ze mną, gdy miałem szesnaście lat.

– I co powiedział?

– Och, nie mam zamiaru psuć ci tej przyjemności. Sama musisz go poznać. To definitywnie rodzaj przeżycia. I jestem pewny, że mógłbym je dla ciebie zaaranżować. To znaczy, jeśli masz na to ochotę.

 

4

Hymn do szlachetnej sztuki rezygnowania

 

 

Miałam szaloną ochotę.

Pan Graves zorganizował wszystko, a ja wkrótce siedziałam naprzeciwko Nigela Bookera, autora mojej ulubionej książki. House to miejscowa kawiarnia i znajduje się jedynie sześć przecznic od miejsca, gdzie mieszkam. Najczęściej bywają tam starsi ludzie, ale mnie to zupełnie nie przeszkadza, bo mówiąc szczerze, nie jestem zbyt dumna z mojego pokolenia.

– Panna O’Hare? – zapytał. Kiedy skinęłam głową, wyciągnął do mnie rękę. Uścisnęłam ją, a on dodał: – Mów mi Booker. Nie jestem z tych, do których mówi się per pan.

Okazał się starszy od pana Gravesa o kilka dziesięcioleci. Kępki białych włosów sterczały mu z olbrzymich uszu. Miał na sobie spodnie w szkocką kratę, zbyt krótkie na dole i trochę za szerokie w pasie. Za duży wełniany sweter ze wzorem w warkocze był znoszony i trochę brudny. Włosy nosił zaczesane gładko na bokach i spiętrzone na czubku głowy jak Elvis – tyle że siwe.

– Naprawdę chcesz postawić kawę temu staruszkowi? – odezwał się, wskazując kciukiem własną twarz. – Jakim cudem szczęście się do mnie uśmiechnęło?

Skinęłam głową, zamówiliśmy kawę, zapłaciłam, a potem usiedliśmy.

– A zatem? – spytał.

Wzięłam głęboki wdech i powiedziałam:

Kosiarz balonówki jest moim nowym osobistym manifestem. Nie wiedziałam, że są ludzie tacy jak ja, ale najwyraźniej są. I ty to rozumiesz. Właśnie dlatego...

– W porządku – powiedział, a potem zachichotał. – Wystarczy.

Nie wiedziałam, czy jest po prostu skromny, i dlatego naciskałam dalej z moim pytaniem:

– Dlaczego jej się nie wznawia?

– Prawdopodobnie dlatego, że nie jest bardzo dobra – odpowiedział i roześmiał się. – Nie mam formalnego przygotowania do zawodu pisarza. Ta historia pojawiła mi się w głowie i musiałem ją z siebie wyrzucić. Dostałem gorączki któregoś lata, a pisanie okazało się lekarstwem. Nie mogłem uwierzyć, że została opublikowana, przede wszystkim jednak nie mam pojęcia, dlaczego wcześniej wysłałem ją do Nowego Jorku. Nie wykluczam, że chodzi o podwójne chwilowe zachwianie władz umysłowych. Moich i jakiegoś podrzędnego wydawcy, który zbankrutował niedługo po wydaniu tej książki. Kto by pomyślał. Miał jedynie dość czasu na wydrukowanie niezbyt dużego nakładu w miękkiej okładce. Dzięki Bogu.

Nie miałam pojęcia, o czym mówi, dlatego trzymałam się pytań, które sobie przygotowałam.

– Czy to prawda, Booker, że wykupiłeś wszystkie używane egzemplarze wystawione na sprzedaż w internecie i je spaliłeś?

Zaśmiał się i odpowiedział:

– W domu nawet nie mam internetu.

Sposób, w jaki powiedział „internet”, sprawił, że uwierzyłam mu bez wahania. Zawsze wyraźnie widać, kiedy starsze osoby zupełnie nie kojarzą, o czym się mówi, a to dlatego, że mieszają im się znaczenia słów i nie chcą przyjmować do wiadomości istnienia rzeczy dla nich nowych, odmawiając tym samym nazywania ich poprawnie. Określam to jako emerycką technikę zaklinania słów.

Przeszłam do trzeciego pytania.

 – Co dzieje się z Wrigleyem po wyjściu ze strumienia?

– A kto powiedział, że on kiedykolwiek z niego wyszedł?

– Więc się utopił?

– Tego nie wiadomo na pewno.

– Dlaczego?

– Tu historia się kończy.

– Ale mógłbyś coś dopisać.

– Nie, nie mógłbym. Nie ma nic więcej do napisania.

– Dlaczego?

– Bo tak jest. Historia kończy się tam, gdzie się kończy.

– Nie rozumiem.

– Widzisz tę miłą kobietę, która podała nam kawę?

Obejrzałam się ponad ramieniem na wysoką kasjerkę z brązowym końskim ogonem i permanentnym uśmiechem na twarzy. Potwierdziłam skinieniem głowy.

– Ma na imię Ruth – powiedział Booker. – Widziałaś ją wcześniej?

Dzieciaki w moim wieku nie przychodzą do tej kawiarni, dlatego odpowiedziałam:

– Nie.

– Może nigdy więcej jej nie zobaczysz.

– Jak to?

– Możesz zobaczyć jedynie pięć minut z życia Ruth. I tak po prostu jest. Ale Ruth żyje dalej, niezależnie od tego, czy na nią patrzysz, czy nie. Ruth robi najróżniejsze rzeczy, które jedni ludzie dostrzegają, a inni ich nie widzą. Jednak twoja wersja historii Ruth ograniczy się do pięciu minut, które spędzisz, kupując u niej kawę. Tak po prostu jest.

– W porządku – powiedziałam. – Ale co to ma wspólnego z Kosiarzem balonówki? Ruth jest prawdziwa. Wrigley to postać fikcyjna.

– Nie ma czegoś takiego jak postaci fikcyjne.

– Słucham?

Napił się kawy, uśmiechnął znacząco i powiedział:

– Napisałem tę książkę dawno temu. Ciebie nawet nie było jeszcze na świecie. Nie sposób pamiętać, co wtedy myślałem. Ledwie pamiętam o tym, co myślałem dziś rano. Wyglądasz na inteligentną młodą osobę. Moje wyjaśnienia nie są ci do niczego potrzebne.

W głowie miałam mętlik, dlatego wróciłam do przygotowanej listy pytań:

– Co miałeś na myśli, kiedy napisałeś, że Wrigley chciał zrezygnować? W książce. Ciągle powtarzał, że chce zrezygnować. Z czego zrezygnować?

Booker uniósł brwi.

 – Nigdy nie miałaś ochoty na przerwanie czegoś, co robisz, gdy wszyscy wokół sprawiają wrażenie, że ich zdaniem nadal powinnaś to robić? Nigdy tak naprawdę nie chciałaś po prostu... zrezygnować?

– Nie wiem, to znaczy… chyba tak – odpowiedziałam, choć doskonale zrozumiałam, o czym mówił.

Między nami zapadło milczenie – jak wtedy, gdy nagle zauważasz drobinki kurzu tańczące wokół w promieniach popołudniowego słońca i zastanawiasz się, jakim cudem nie zauważałeś ich do tej pory.

– A może zamiast zajmować się moją nieudaną próbą zostania pisarzem, porozmawiamy raczej o tobie? – powiedział w końcu. – Jesteś szczęśliwa?

Nie przypominam sobie, żeby wcześniej ktoś zawracał sobie głowę zadawaniem mi takiego pytania, dlatego odparłam:

– Nie bardzo rozumiem? – Chciałam zyskać na czasie i wymyślić jakąś rozsądną odpowiedź.

To znaczy… kiedy ostatni raz ktoś cię zapytał, czy jesteś szczęśliwa, a potem spojrzał ci w oczy w taki sposób, że od razu wiedziałaś, że naprawdę obchodzi go twoja odpowiedź?

– Czy sprawia ci przyjemność wszystko, w czym bierzesz udział? – zapytał.

– W sensie, czy chciałabym z czegoś zrezygnować?

– Przyznanie się do czegoś takiego nie jest przestępstwem. Za tamtym kwiatkiem nie kryje się gestapo tropiące rezygnujących. Nie ma tu też podobnego KGB. To jest Ameryka. Masz swobodę korzystania z wolności słowa: wolność i kropka. I wiem też dobrze, że chcesz z czegoś zrezygnować, bo nie byłabyś tak zainteresowana moją głupią książeczką, która jest, koniec końców, o ile dobrze pamiętam, hymnem do szlachetnej sztuki rezygnowania. No to wyłóż karty. Z czego najbardziej na świecie chciałabyś zrezygnować?

– Z piłki nożnej – powiedziałam, zaskoczona własną odpowiedzią, choć była to szczera prawda. Od dawna nienawidziłam futbolu.

– Z piłki nożnej. W porządku. Teraz do czegoś dochodzimy. Następne pytanie: dlaczego?

– Nie wiem.

– Och, założę się, że wiesz. Grasz w szkolnej drużynie?

Spojrzałam na blat i zauważyłam białe kryształki cukru rozsypane na stole.

– Jestem kapitanem i strzeliłam najwięcej goli.

– Więc jesteś w tym dobra?

– Tak jakby – powiedziałam, choć kiedy w drugiej klasie grałam już w reprezentacji południowego Jersey, uczelnie chciały mnie rekrutować, a harcerze przychodzili na moje mecze. Ale tak naprawdę niewiele mnie to obchodziło. Znajdowanie się w centrum uwagi jest krępujące. Wtedy jeszcze bardziej czuję się jak oszustka.

– Założę się, że nikt wcześniej nie powiedział ci tej prawdy, ale oto ona za cenę filiżanki kawy. – Upił łyk i zanim zaczął mówić dalej, zapatrzył się w moje oczy. – Sam fakt, że jesteś w czymś dobra, nie oznacza, że musisz to robić.

Przez sekundę patrzyliśmy na siebie.

Uśmiechał się, jakby zdradził mi sekret niezbędny do życia.

Spróbuj to powiedzieć mojemu trenerowi albo tacie, pomyślałam. Pokręciłam głową i odezwałam się:

 – Miałam ochotę zamordować dzieciaki, które kręciły Nieproduktywnym Tedem. Potem chciałam zamordować ojca bachora, gdy wrzucił Wrigleya do strumienia. A przecież nie uznaję przemocy. Mamie nie pozwalam nawet rozstawiać pułapek na myszy. Nigdy nie dostałam żadnej kartki na boisku. Żadnej czerwonej. Żadnej żółtej. Nigdy wcześniej nie chciałam nikogo ani niczegozamordować. Nawet chwastu albo pająka. Ale ty sprawiłeś, że zaczęłam doznawać bardzo silnych uczuć. Zakończenie twojej książki strasznie mnie zdenerwowało.

Booker uśmiechnął się znacząco na swój smutny sposób, a potem po prostu zapatrzył się w okno.

– Och, proszę, nie wiń mnie za swoją nienawiść. Była w tobie, jeszcze zanim otworzyłaś moją książkę. Możesz być tego pewna. Jest w nas wszystkich. Ale możemy przynajmniej brać na siebie odpowiedzialność za to, ile jej w sobie mamy. Zwłaszcza za to, co z siebie uwolnimy.

– Nie usiłuję... – powiedziałam, ale przerwałam w pół zdania, bo zdałam sobie sprawę, że to nieprawda.

– Powinnaś przeczytać Geniusza tłumu Bukowskiego – powiedział, nawiązując ze mną ponownie kontakt wzrokowy. – Ten wiersz mówi niejedno o nienawiści.

– Czyj wiersz?

– Wielkiego Charlesa Bukowskiego. Bohatera nonkonformistów i poetów robotników na całym świecie.

Moja rodzina z pewnością nie miała nic wspólnego z robotnikami, ale spodobało mi się brzmienie słowa „nonkonformista”.

Poprosiłam, żeby przeliterował mi to nazwisko i wpisałam je do telefonu. Potem wstukałam też Geniusza tłumu, którego później przeczytałam i zakochałam się w nim. Lektura tego wiersza była jak założenie przepisanych przez okulistę okularów po wpadaniu na ściany przez całe życie. Bukowskiemu udało się podsumować dokładnie to, co czułam przez wiele lat, i sprawił, że na kartce to wszystko wydawało się takie proste.

– Bądź ostrożna przy czytaniu wierszy Bukowskiego – powiedział Booker tego dnia w kawiarni. – To mocny towar. I proszę, cokolwiek zrobisz, nie mów rodzicom, że zachęcałem cię do czytania kontrkulturowej poezji, zwłaszcza jeśli to spięci ludzie, tacy, co wysyłają portrety rodzinne jako kartki na Boże Narodzenie. Definitywnie nie wspominaj nawet słowem o Bukowskim, jeśli każą ci przygotowywać świąteczne ubrania. Nawet rodzice z przedmieść niewysyłający kartek na święta mają skłonność do pogardzania Bukowskim i właśnie dlatego tak wiele dzieciaków z przedmieść go uwielbia.

– Skąd wiesz, że tak robią? – spytałam zdumiona. – Moi rodzice. Kartki świąteczne. Szykowanie ubrań na święta.

– Ludzie są stanowczo za często okropnie przewidywalni. No i sporo wiem. To przekleństwo. Ale wiem jeszcze coś innego: nie jesteś skazana na bycie taką osobą, jak twoi rodzice. Możesz przerwać ten cykl. Możesz być, kimkolwiek zechcesz. Ale to ma swoją cenę. Twoi rodzice i wszyscy inni ukarzą cię, jeśli zdecydujesz się być sobą, a nie taka jak oni. To cena wolności. Klatka jest otwarta, ale wszyscy zbyt się boją, żeby z niej wyjść, i przywalą ci, kiedy spróbujesz to zrobić, i to przywalą solidnie. Chcą, żebyś ty też się bała. Chcą, żebyś została w klatce. Ale kiedy już znajdziesz się kilka kroków za drzwiczkami, nie będą mogli cię dosięgnąć, a wtedy ciosy ustaną. I jeszcze jeden sekret: zbyt się boją, żeby pójść w twoje ślady. Uwielbiają swoje klatki.

Otworzyłam usta, żeby bronić rodziców, którzy są naprawdę dobrymi ludźmi; nie chciałam, by myślał, że mogliby mi przywalić, nawet metaforycznie, ale z jakiegoś powodu spomiędzy moich warg nie wyszło ani jedno słowo. Nastrój tego popołudnia zbyt szybko stał się poważny.

– Wyglądasz na dziwną, samotną dziewczynę, Nanette O’Hare. Ja jestem dziwnym, samotnym starcem. Dziwni, samotni ludzie potrzebują się nawzajem. Przejdźmy zatem do rzeczy. – Uśmiechnął się, upił kolejny łyk kawy. A potem powiedział pięć słów, które na zawsze zmieniły moje życie. – Chciałabyś się ze mną zaprzyjaźnić?

Pokiwałam głową trochę zbyt gorliwie i byłam zaszokowana wrażeniem, że coraz lepiej się czuję.

– No cóż, musisz wiedzieć, że nigdy, w żadnych okolicznościach nie rozmawiam z przyjaciółmi o Kosiarzu balonówki. A skoro zostało to już oficjalnie powiedziane, sprawa jest zamknięta. Nie będziemy nigdy rozmawiali o Wrigleyu albo Nieproduktywnym Tedzie ani o bliźniaczkach Thatch, ani niczym takim. Czy to jest jasne?

Miałam jeszcze jedno przygotowane pytanie, a może dlatego, że chciałam powstrzymać się od płaczu, zapytałam:

 – Zanim jednak zostaniemy przyjaciółmi… przeczytałam w internecie, że kilku wydawców proponowało ci wznowienie tej książki, ale ty odrzuciłeś wszystkie propozycje. Czy to prawda?

– Tak.

– Dlaczego?

– Bo prawa autorskie należą do mnie i mogę z nimi robić, co mi się żywnie podoba, do cholery. Zdecydowałem się jej nie wydawać. Podjąłem tę decyzję dawno temu. Opublikowanie Kosiarza balonówki było największym błędem w moim życiu.

 – Chcesz zrezygnować jak Wrigley?

– Tak! A zatem, czy moglibyśmy skończyć to gadanie o literaturze i po prostu zostać przyjaciółmi? Prawdziwi przyjaciele są lepsi od powieści! Lepsi od sztuk Szekspira! W każdej godzinie! Z drugiej strony fałszywi przyjaciele… cóż, wolałbym rozbić sobie czaszkę Biblią oprawioną w lite złoto, niż znosić powolne zatruwanie fałszywą przyjaźnią! – Kiedy kilku innych gości kawiarni spojrzało na nas, Booker zagrał im na nosie i uśmiechnął się do mnie.

Roześmiałam się.

– A może to po prostu twój sposób, żebym przestała zadawać ci pytania o książkę?

– Nie, to sposób, żebyśmy wyszli poza nią. Ta książka to stagnacja. Nigdy się nie zmienia. My jako ludzie ewoluujemy. Nie jestem tym samym człowiekiem, który napisał tę książkę dwadzieścia parę lat temu. A ty nie będziesz na zawsze tą samą dziewczyną zakochaną w Wrigleyu.

Zarumieniłam się, bo miał rację w jednej sprawie: byłam absolutnie zakochana w Wrigleyu. Zaczęłam nawet przesiadywać przy stawie w naszym mieście, gdzie żółwie wygrzewały się latem na słońcu, bo w skrytości ducha miałam nadzieję, że Wrigley zjawi się tam w magiczny sposób, jakbym mogła myślami powołać go do istnienia, jak wszyscy robimy, gdy czytamy powieści. Czułam, że policzki mi płoną, dlatego zmieniłam temat:

 – A dlaczego zgodziłeś się spotkać dzisiaj ze mną, skoro tak bardzo nie lubisz rozmów o swojej książce?

– Uwielbiam darmową kawę w filiżance ze spodkiem – odpowiedział bez mrugnięcia okiem. – Stawiaj mi małą czarną, a będę się z tobą spotykał każdego tygodnia po wsze czasy.

Uśmiechnęłam się i założyłam kosmyk włosów za ucho.

– Co się stanie, kiedy zostaniemy przyjaciółmi?

– Nie wiem. Myślę, że powinniśmy spróbować i sami się przekonać. W przypadku tak zdradzieckiej rzeczy, jak przyjaźń, nie ma żadnych gwarancji. To trudna sprawa.

– Przyjaźniłeś się z panem Gravesem, kiedy był w moim wieku, prawda?

– Pisaliśmy do siebie. Tak.

Pan Graves był jednym z niewielu dorosłych, których podziwiałam. Za wszelką cenę chciałam zrobić to samo, co pomogło mu stać się człowiekiem, jakim się wydawał.

– W porządku – powiedział Booker. – Jesteśmy teraz przyjaciółmi.

 – Dobrze.

I to było wszystko.

Booker i ja zostaliśmy przyjaciółmi.

Spotykaliśmy się regularnie – czasami na kawę w Housie, czasami w jego ogrodzie, gdzie miał ulubionego żółwia o imieniu Don Kichot, który wiecznie siedział między dwoma miniaturowymi wiatrakami, mającymi twarze i ramiona trzymające miecze, co sprawiało, że Booker śmiał się za każdym razem, gdy patrzył na swojego ulubieńca, to znaczy codziennie. Początkowo nawet raz nie wspomnieliśmy o książce, choć czytałam ją dziesiątki razy. Dotrzymywałam słowa, choć zdarzało mi się nazywać Don Kichota Nieproduktywnym Tedem, co złościło Bookera.

– On się tak nie nazywa! – krzyczał za każdym razem, kiedy mi się to wymsknęło.

A jeśli jesteś jednym z pesymistycznie nastawionych ludzi, którym się wydaje, że staruszek nie może się zaprzyjaźnić z nastolatką bez jakiegoś zboczonego, ukrytego motywu, pozwól, że ukrócę takie domysły tu i teraz. Booker był jak dobry dziadunio i nigdy nie zrobił ani nie powiedział nic niewłaściwego. Między nami nie było żadnych machlojek. Uwielbiałam go tak, jak uwielbiam chodzenie latem boso po trawie, jak uwielbiam gorący kubek w rękach, jak uwielbiam jechać drogą, mając przed sobą w oddali zachodzące słońce. To był dobry, dający poczucie bezpieczeństwa rodzaj przyjaźni – w każdym razie na początku.

Czerpałam przyjemność z czytania powyższego tytułu, lecz nie chodzi już nawet o sam styl autora czy fabułę, tylko o to, jakie pytania mogłam sobie zadać, jakie czekały na mnie odpowiedzi po zapoznaniu się z treścią oraz co z tego wszystkiego wynika dla mnie. Historia pobudza do myślenia o kwestiach, nad którymi każdy nastolatek (i nie tylko) powinien się zastanowić, a to uwielbiam najbardziej w pisarstwie Quick'a.

(...) Książka ta może stać się dla niektórych skarbcem cytatów - tak, jak stało się to w moim przypadku. Polecam!

sięgając po powieść Wszystko to co wyjątkowe po raz kolejny otrzymałam od autora niezwykle wciągającą, oczarowującą i jakże mądrą historię. Sprawiła ona, że nie mogłam oderwać się od lektury i pochłonęłam ją w bardzo krótkim czasie. Nie zawiodłam się również na stylu autora, który utrzymał swój fantastyczny poziom. Wszystko to co wyjątkowe to kolejna świetna książka z pod pióra Matthew Quicka, która zapadnie w moim umyśle na bardzo długo i z pewnością jeszcze nie raz będę do niej wracać. Jednym słowem polecam!

„Wszystko to, co wyjątkowe” to słodko-gorzka lektura, w której nic nie jest czarno-białe i którą trudno jednoznacznie ocenić, ale jest to bez wątpienia pozycja, która nie pozostawia obojętnym. Amerykański pisarz snuje poruszającą i niezwykle błyskotliwą opowieść o dorastaniu, samotności, wyobcowaniu i odnajdywaniu się w skomplikowanej rzeczywistości. To bez wątpienia idealna propozycja dla entuzjastów nietuzinkowych i skłaniających do refleksji książek oraz fanów literatury młodzieżowej. Jeżeli szukacie wartościowej, niebanalnej i zapadającej w pamięć historii, która da wam do myślenia, to serdecznie zachęcam was do sięgnięcia po tę książkę. Dla wielbicieli twórczości Matthew Quicka „Wszystko to, co wyjątkowe” jest zdecydowanie pozycją, której nie można przeoczyć.

Prosty język i niebanalna fabuła sprawiają, że jest to książka dla zagubionej młodzieży i również dla dorosłych, którym po jej przeczytaniu łatwiej będzie zrozumieć niesforne nastolatki. Niby każdy przechodził ten okres pełen wyborów i niewiadomych, błędów i ich konsekwencji, ale często wół zapomina, jak cielęciem był. To książka zmuszająca do refleksji nad sobą i otoczeniem, nad życiem i śmiercią, nad wyborami i przeznaczeniem. (...) Tym bardziej młodzież powinna się z nią zapoznać, jest bardzo ciekawa i lekka, a jednocześnie może przydać się do obowiązkowej matury z języka polskiego! A ja... Ja nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejną powieść Quicka!

Wszystko to, co wyjątkowe jest książką, która uczy. Nie jest to kolejna wesoła historia, w której nasze "prawdziwe ja" jest gdzieś schowane lub odsunięte na drugi plan. Bardzo serdecznie polecam Wam tę książkę, szczególnie osobom, które nadal szukają swojej życiowej drogi. A jeśli tym Cię nie przekonałam, to przeczytaj ją choćby dlatego, że jest to kopalnia naprawdę mądrych cytatów.

Wszystko to co wyjątkowe prowadzona jest w narracji pierwszoosobowej, gdzie mamy nieograniczony dostęp do przemyśleń głównej bohaterki. Myśli Nanette nie są skomplikowane, a niekiedy naiwne i dziecinne. Sprawia to, że książkę czyta się bardzo szybko i płynnie. I choć to zdecydowanie pozycja dla starszej młodzieży, szukającej swej drogi na przyszłość, powieść może się podobać znacznie szerszej grupie czytelników. (...) 

Doskonała i oryginalna powieść o wielkiej przyjaźni, okresie dorastania i pokonywaniu swoich własnych ograniczeń. Bardzo ciekawa, choć słodko-gorzka pozycja dla każdego młodego człowieka. Z czystym sumieniem rekomenduję.

Matthew Quick jest jednym z tych autorów, których kupuję w ciemno. Lubię refleksyjne i nieoczywiste książki, a to najlepsza rekomendacja dzieł tego pisarza, jaka przychodzi mi do głowy. Pasuje ona również idealnie do "Wszystko to, co wyjątkowe". Mimo że opis może wydawać się niezbyt zachęcający, ponieważ odrobinę spłyca przedstawiony w książce problem i zapowiada zupełnie inną historię, warto sięgnąć po tę dojrzałą powieść, aby zostać pozytywnie zaskoczonym. (...) Mimo że w treści poruszane są dość kontrowersyjne i trudne kwestie, styl autora łagodzi wszechobecny pesymizm. Balans zostaje więc zachowany, bo mamy tutaj przedstawione również bardzo optymistyczne zdarzenia. Polecam!

Pomimo pewnych wad, Wszystko to, co wyjątkowe oceniam pozytywnie. Książkę czyta się bardzo szybko, można się z nią uporać w jeden dzień. Jest to naprawdę przyjemna lektura z ciekawą fabułą i być możliwe, że niektórzy znajdą w niej coś, co mogliby wdrożyć w życie. Nie jest to może jakieś cudowne arcydzieło, ale wydaje mi się, że warto sięgnąć po tę powieść. Polecam.

Książka podbiła moje serce. Nie wiem, czy to określenie jest do końca trafne, ale na pewno pasuje do mojego stanu. Czytając targały mną często sprzeczne emocje, co chyba bardziej wzbudziło mój zachwyt tą powieścią. Polecam tę historię wszystkim, a w szczególności młodzieży, bo książka jest skierowana głównie do nich i dzięki niej mogą zmienić swoją perspektywę patrzenia na świat!

Wszystko to, co wyjątkowe bardo serdecznie Wam polecam, ale moim zdaniem książka ta, skierowana jest głównie dla młodych osób, które nie odnalazły jeszcze swojej drogi w życiu. Trochę starszych czytelników owa historia może po prostu nudzić.

Matthew Quick jest mistrzem w przelewaniu na papier emocji, które najpierw budują odpowiednie napięcie a następnie trafiają w czytelnika z siłą pocisku. Zawsze zaskakuje mnie prawdziwość historii, które wychodzą spod pióra autora, więc i tym razem historia książki "Wszystko to, co wyjątkowe" zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Bez dwóch zdań Quick to mistrz w pisaniu powieści młodzieżowych przesiąkniętych ponadczasowymi wartościami. Gorąco polecam!

(...) bardzo dobrze napisana powieść młodzieżowa, która spodoba się młodszym ode mnie odbiorcom, przechodzącym przez ten sam okres co bohaterowie książki. Dla mnie była sentymentalną podróżą do nastoletnich lat. Niespełna 260 stron skłania do myślenia oraz uczy, że za błędy młodości trzeba płacić, a buntowanie się nie zawsze jest najlepszym sposobem na rozwiązywanie wewnętrznych sporów, dlatego warto poświęcić tej książce dzień lub dwa. Żeby odnaleźć Wszystko to, co w niej wyjątkowe.

Po jego poprzedniej książce miałam już świadomość, że ma tendencję do zabawy metaforami, jednak tutaj był tego przesyt. Nie mam nic przeciwko mądrym zdaniom, sentencjom, które zmuszą czytelnika do refleksji, są wręcz potrzebne, jednak tym razem nie mogłam się skupić na akcji właściwej, gdyż ciągle byłam zasypywana przenośniami. Mimo wszystko tę pozycję czytało mi się zaskakująco szybko i przyjemnie. Zakończenie nie było do końca satysfakcjonujące, ale myślę, że dokładnie taki był zamysł Quicka, bym mogła jeszcze przez jakiś czas zastanawiać się, co się działo dalej z Nanette.

„Wszystko to, co wyjątkowe” to naprawdę WYJĄTKOWA powieść, którą, w mojej opinii, nie ograniczają żadne ramy wiekowe odbiorców. Pomimo dość powolnej akcji, zmierzającej raczej w stronę regularnych refleksji i analiz zachowań postaci, nie sposób zatracić się w tej historii. Szczerze polecam.

Dużym plusem powieści z pewnością jest jej język, który jest dostosowany do potencjalnego odbiorcy, którym jest nastolatek. Lekkie pióro, poruszanie problemów, z którymi boryka się współczesna młodzież – to na pewno przekona wielu młodych czytelników, by sięgnąć po tę książkę. (...) „Wszystko to, co wyjątkowe” to powieść dla nastolatków, w której niektórzy mogą dostrzec przesłanie, by nie udawać nikogo i być sobą.

„Wszystko co wyjątkowe” to niebanalna i z pewnością skłaniająca do refleksji książka dla młodzieży (i nie tylko). Najlepiej oceniam w niej początek i zakończenie, a choć chwilami irytowały mnie dziwne i niezrozumiałe tytuły rozdziałów, to nadal z całego serca polecam ją każdemu. Dlaczego? Bo opowiada o problemach, trudnościach i wyzwaniach, z jakimi przychodzi zmierzyć się wielu osobom w młodym wieku i z których istnienia niekoniecznie wszyscy zdają sobie sprawę.

Quick to wielkie nazwisko wśród bestsellerów. Do tej pory nie czytałam żadnej jego książki, ale mogłabym bez problemu wymienić pięć tytułów i dokładnie opisać okładki. Powieści tego autora są wszędzie. Zachwycają się nad nimi przedstawiciele różnych grup wiekowych i upodobań czytelniczych. (...) ''Wszystko to co wyjątkowe'' to wciągająca książka. Do przeczytania za jednym razem z małą przerwą na zaparzenie kolejnej kawy i pójście po koc. Historia toczy się bardzo dynamicznie, ale nie szybko. Nie ma tutaj gwałtownych zwrotów akcji.

Już od samego początku pokochałam klimat tej historii. Wszystko to, co wyjątkowe już od pierwszych stron zachwyca lekkim podejściem do ciężkich tematów. To książka o dojrzewaniu, zrozumieniu, rezygnacji, o trudnych decyzjach, jakie muszą podejmować młodzi ludzie, ale przede wszystkim o pozostaniu sobą, choćby walił się świat. Jestem pełna podziwu – na niespełna 260 stronach udało się Quickowi stworzyć tak wyrazistą, piękną i refleksyjną powieść. Może nie odmieni ona waszego życia, ale na pewno spędzicie przy niej miłe chwile, złapie was ona za serce i pozwoli zastanowić nad wieloma rzeczami. Jeśli czasy liceum macie już za sobą, przypomni wam o młodzieńczych problemach i wahaniach, jeżeli natomiast w liceum jesteście bądź ten okres jeszcze przed wami, da wam zrozumienie. Jest szczera, prawdziwa i lekka, nie sposób się w niej nie zakochać. Gorąco wszystkim polecam, a w szczególności fanom filmów takich jak Keith czy też Charlie.

Książkę bardzo, ale to bardzo szybko się czyta. Dosłownie pochłonęłam ją w jeden wieczór. Wszystko za sprawą lekkiego pióra autora. Treść przyswaja się błyskawicznie i jest to kolejny plus. "Wszystko to, co wyjątkowe" to książka oryginalna i naprawdę dobra. Osobiście porównałam ją do jednej z najlepszych książek młodzieżowych tego typu, jakie czytałam... Czyli do "Wszystkie jasne miejsca" Jennifer Niven. Sądzę, że mają one podobny wydźwięk. Osobiście polecam Wam "Wszystko to, co wyjątkowe"!

Jak zwykle podczas czytania książki autorstwa Quick'a miałam ogromny dylemat kto jest szaleńcem - Nanette czy otaczający ją ludzie? Jeżeli sięgniecie po tę książkę, będziecie mieć milion myśli na sekundę, zadacie sobie multum pytań i zaczniecie szukać na nie odpowiedzi. Ta książka to psychologiczny wir, po który zdecydowanie warto sięgnąć. Serdecznie polecam! A jeżeli czujecie, że nie jesteście gotowi na tak sporą dawkę psychologii, zacznijcie od innych powieści tego autora.

„Wszystko to, co wyjątkowe” to Matthew Quick jakiego znamy i uwielbiamy. Lekki, trafiający w sedno, trochę smutny, trochę optymistyczny, młodzieżowy, ale zachowujący wartości, które spodobają się także dorosłym odbiorcom. Warto jest po tę jego najnowszą powieść sięgnąć i warto posłuchać co ma do powiedzenia. I chociaż nie jest to raczej książka, która zmieni Wasze życie, z pewnością się nie zawiedziecie i spędzicie miło wiele chwil w towarzystwie nastolatki, która ma nie jedno do przekazania.

Gorąco polecam lekturę tej książki, bo ona tak jak w jej fabule "Kosiarz balonówki" może zmienić Wasze życie i zrobić z Was rebeliantów. A to może mieć same plusy. Idealna lektura dla dusz niepokornych, typów nietuzinkowych, osób, które nie chcą być w życiu tylko aktorami, a reżyserami swojego losu.

Ciekawym zabiegiem w powieści Quicka jest zmiana narracji - wraz z nią zmieniają się emocje towarzyszące czytaniu, odczuwanie przeżywanych przez Nanette wydarzeń. Przejście z 1. osoby na 3. wywołuje wrażenie wyprania bohaterki z emocji, co jest adekwatne do nastroju Nanette, postrzegającej siebie jako inną osobę. Zdania są krótkie, nie ma miejsca na rozważania. (...) Powieści Matthew Quicka nie zabrakło zwrotów akcji. Spadają kolejne maski. Dowiadujemy się o bohaterach rzeczy, które burzą wcześniejsze wyobrażenia. Podkreśla to złożoność poszukiwań własnej tożsamości, a czasem uleganiu jedynie złudzeniu jej odnalezienia. Nie jest to jednak jedyny problem poruszony przez autora. Pojawia się ich o wiele więcej, choć nie skupił się na nich aż w takim stopniu. (...) Quick udowadnia, że bycie innym od reszty nie jest złe. To książka wartościowa, skłaniająca do przemyśleń, ale nie przytłaczająca.

Wszystko to co wyjątkowe faktycznie jest w pewien sposób wyjątkowe - to refleksja nie tylko na temat buntu, dorastania i przemijania, ale przede wszystkim, na temat tego kim jesteśmy i czego od życia oczekujemy. Matthew Quick zadaje te i wiele innych pytań, wcale nie kwapiąc się z ich odpowiedzią, a jedynie zostawiając to czytelnikowi do przemyślenia. Idealna książka dla wszystkich, niezależnie od wieku - jestem bowiem pewna, że w losach Nanette każdy odnajdzie cząstkę siebie.

We "Wszystko to co wyjątkowe" pojawia się wiele przeróżnych osobowości, które na każdym kroku nas zaskakują. (...) "Wszystko to co wyjątkowe" to powieść piękna, refleksyjna, interesująca, mądra i wyróżniająca się na tle innych.  Jeśli nie przeczytacie tej cudownej książki, to nie dowiecie się dlaczego tak bardzo ją pokochałam!

Recenzja będzie krótka, bo nie widzę potrzeby odwoływać się do niepotrzebnych rzeczy. Okładka? Dla mnie piękna, będzie miała specjalne miejsce w biblioteczce. Język i styl pisania? Jedyne na co zwróciłam uwagę to to, że był bardzo plastyczny i pobudzający wyobraźnie. Więcej nie powiem, bo się zatraciłam w lekturze i nawet, gdyby w były jakieś błędy, to i tak nie zwróciłabym uwagi. Jak jeszcze bardziej skrócić ten wywód? Pozycja obowiązkowa dla wszystkich. Zbiera ode mnie wszystkie punkty i gwiazdki, jakie są tylko możliwe.

Wszystko to, co wyjątkowe to książka o poszukiwaniu siebie, o tym, że aby podążać własną ścieżką, trzeba mieć siłę, żeby ponieść konsekwencje własnych decyzji. Matthew Quick po raz kolejny serwuje nietuzinkowych bohaterów praz opowieść, która skłania do refleksji. Co mogę więcej powiedzieć? Gorąco polecam.

"Wszystko to, co wyjątkowe" jest pozycją udaną, która powinna przypaść do gustu młodszym jak i nieco starszym czytelnikom. Matthew Quick nie zawiódł mnie i dzięki powieści spędziłem miły czas z książką. Postacie są barwne i można zaciekawić się ich losami. Książka ma do przekazania miele wartości oraz smutnych i radosnych historii, które niejednokrotnie potrafią złapać za serce. Warto sięgnąć po tę książkę i sprawdzić czy może odmieni nasze życie, tak jak miało to miejsce w przypadku Nanette. Wyjątkowej i zwariowanej nastolatki.

Naprawdę gorąco polecam Wam tę książkę. Czyta się ją błyskawicznie. Mi zajęła raptem jeden wieczór, czego w żadnym stopniu nie żałuję i chce tylko więcej. Książki Matthew Quicka przemawiają do mnie na swój sposób. Zawsze trafia na jego książki gdy tego potrzebuję i bardzo mi pomagają. Tak samo było jest i w tym przypadku. Dlatego wiem, że nie raz jeszcze wrócę do tej książki i jestem pewna, że odnajdę w niej jeszcze wiele ciekawych rzeczy, których za pierwszym razem nie dostrzegłam.

W powieściach autorstwa pana Matthew Quicka najlepsze jest to, że morału nie ma jedynie na końcu. Jego książki uczą nas czegoś na każdej ze stron. Powieść tą pochłonęłam jednego dnia dzięki wspaniałym dialogom, świetnej fabule, akcji trzymającej w napięciu, rzeczywistym postaciom i niesamowitym mądrościom, jakie niesie ze sobą. "Wszystko to, co wyjątkowe" może pomóc nam zrozumieć samych siebie. Dlaczego czasami wolimy podążyć za tłumem i nie wyróżniać się, dlaczego postępujemy wbrew sobie? Musimy pamiętać, że nasze życie jest tylko nasze i nikt nie przeżyje go za nas. Postępujmy według własnych reguł, nie krzywdząc przy tym innych, bądźmy oryginalni, bądźmy sobą. 

Czytając, byłam na zmianę zaskoczona i strasznie niecierpliwa zakończenia. Spotkałam się ze zwrotami akcji, ze sztuką innych pisarzy, z wierszami, które pisał Alex. Wszystko to zostało genialnie przedstawione i gdyby istniała taka możliwość, najchętniej wymazałabym sobie pamięć i zaczęła tą książkę od nowa. Autor genialnie wykreował wszystkich poszczególnych bohaterów, tych pierwszoplanowych i drugoplanowych. Analizowałam zachowanie każdej z tych postaci po klika razy. Książkę czytałam z zapartym tchem i prawie ciągle wyciągałam z niej nowe wnioski. Jest to bardzo wartościowa pozycja, która skłania do myślenia młodzież, jak i dorosłych.

Kiedy brałam do ręki tę książkę Matthewa Quicka o czarnej okładce, na której widnieje dziewczyna, stojąca jakby za kolorowym witrażem, nie miałam pojęcia, że aż tyle wywoła we mnie emocji, poruszenia i…. buntu. Ale wiecie co? „Jest cena, którą trzeba zapłacić za wychodzenie poza odpowiedzi wszystkich innych, a ja się przekonuję, że jestem bardziej niż skora do płacenia”. Zarówno jako moja młodsza, jak i obecna, wersja mnie, stoję murem za Nanette i jej decyzjami, ponieważ muszę przyznać, że od zawsze, tak bardzo „pociągało mnie poznawanie nowych ludzi, którzy marzą o prawdziwych i szczerych rozmowach”. Tak zwyczajnie, po ludzku.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ