Thriller / Sensacja / Kryminał
Angielski szpieg
KUP TERAZ

Angielski szpieg

brak opinii
Liczba stron: 480
ISBN: 9788327621115
Premiera: 2016-09-14

Na dziobie jachtu, z drinkiem w dłoni, ułożyła się topless najsłynniejsza kobieta świata, wystawiając do słońca nieskazitelną skórę. Zaś pokład niżej, przygotowując tatara z tuńczyka,  krzątał się mężczyzna, który miał ją zabić.

 

Podziwiana za urodę, kochana za zaangażowanie w akcje dobroczynne. Księżna nie należy już do brytyjskiej rodziny królewskiej, ale media nadal śledzą każdy jej krok. Kiedy wraz z grupą przyjaciół ginie w zamachu bombowym na pokładzie luksusowego jachtu, służby specjalne proszą o pomoc agenta Gabriela Allona. Tylko on będzie w stanie wytropić Eamona Quinna, odpowiedzialnego za tę masakrę. Quinn to prawdziwy mistrz w swoim fachu, najemnik, który przyjmie każde zlecenie, o ile jest dobrze płatne. Często zmienia wygląd i nazwisko, ale jest człowiek, były pracownik brytyjskiego wywiadu, który rozpozna go zawsze i wszędzie. Tylko z jego pomocą Gabriel wypełni wyjątkowo niebezpieczną misję.

 

Daniel Silva to autor najlepiej sprzedających się powieści szpiegowskich na świecie. Przetłumaczone na ponad trzydzieści języków, przez wiele tygodni gościły na listach bestsellerów New York Timesa. Autor wraz z żoną Jamie Gangel, dziennikarką, i dwójką dzieci – Lily i Nicholasem – mieszka na Florydzie. 

Daniel Silva

Daniel Silva to autor najlepiej sprzedających się powieści szpiegowskich na świecie. Przetłumaczone na ponad trzydzieści języków, przez wiele tygodni gościły na listach bestsellerów New York Timesa. Autor wraz z żoną Jamie Gangel, dziennikarką, i dwójką dzieci – Lily i Nicholasem – mieszka na Florydzie

Każdy znał tę historię. I nawet ci, którzy udawali, że nic ich nie obchodzi bądź traktowali z pogardą jej światowy rozgłos, pamiętali wszystkie brudne szczegóły. Ona wywodziła się z klasy średniej i pochodziła z hrabstwa Kent, gdzie mieszkali jej rodzice. Była bardzo nieśmiałą, choć piękną dziewczyną, która cieżką pracą dostała się na studia w Cambridge. On zaś był przystojnym i nieco od niej starszym następcą tronu Anglii. Poznali się na uniwersyteckim kampusie podczas jakiejś debaty na temat środowiska i, jak głosi legenda, przyszły król natychmiast stracił głowę.

Nastąpiły długie, utrzymywane w dyskrecji zaloty. Dziewczynę obserwowali ludzie przyszłego króla, a z kolei jego oceniali jej ludzie. W końcu jeden z bardziej skandalizujących tabloidów uzyskał zdjęcie pary wychodzącej z dorocznego letniego balu u księcia Rutland w Belvoir Castle. Buckingham Palace wydał lapidarne oświadczenie potwierdzające rzecz oczywistą, a mianowicie, że przyszły król i dziewczyna, w której żyłach nie było nawet kropli błękitnej krwi, regularnie się spotykają. Zaledwie miesiąc później, w atmosferze jazgotu rozpalonych od plotek i spekulacji tabloidów, pałac poinformował, że następca tronu zamierza pojąć za żonę dziewczynę z klasy średniej.

Ich ślub odbył się w Katedrze Świętego Pawła pewnego czerwcowego poranka, kiedy niebo południowej Anglii zasnuły deszczowe chmury. Później, gdy wszystko się rozpadło, w brytyjskiej prasie pojawiały się głosy, że był to zły omen. Dziewczyna ze względu na swe wychowanie i temperament była zupełnie nieprzystosowana do życia na królewskimpiedestale, zaś przyszły król z tych samych powodów zupełnie nie nadawał się do małżeństwa.

Miał liczne romanse, zbyt wiele, by można je zliczyć, a ona postanowiła go ukarać, biorąc za kochanka jednego z ochroniarzy. Na wiadomość o tym przyszły król zesłał ochroniarza na odludną placówkę w Szkocji, a zrozpaczona dziewczyna próbowała popełnić samobójstwo. Przedawkowała wprawdzie środki nasenne, lecz błyskawicznie przewieziono ją do Szpitala Świętej Anny i odratowano. Pałac Buckingham poinformował, że cierpi na odwodnienie spowodowane atakiem grypy. Prośbę o wyjaśnienie, dlaczego mąż nie odwiedził jej w szpitalu, pokrętnie tłumaczono napiętym planem zajęć. Oficjalne oświadczenie wywołało tylko więcej pytań.

Po jej wyjściu ze szpitala dla obserwatorów królewskiej rodziny stało się jasne, że piękna żona następcy tronu nie jest najszczęśliwszą z kobiet. Mimo to wypełniła swe obowiązki, obdarzając małżonka dwójką następców, synem i córką, którzy przyszli na świat po trudnych ciążach i przedwczesnym rozwiązaniu.

Przyszły król okazał swą wdzięczność, powracając do łoża kobiety, którą kiedyś poślubił, ona zaś zaangażowała się w szczytne inicjatywy, zdobywając światowy rozgłos, który przyćmił nawet świętość królewskiej matki. Jeździła po świecie wszędzie, gdzie tylko mogła, wspierała szlachetne cele, a hordy reporterów i fotografów śledziły każdy jej ruch i komentowały każde słowo. Przez cały ten czas nikt wszak nie zauważył, że księżna pogrąża się w chorobie psychicznej. W końcu z jej cichym przyzwoleniem cała historia została przelana na karty książki. Opowiadając o swoim życiu, księżna mówiła o zdradach męża, atakach depresji, próbach samobójczych i zaburzeniach łaknienia wywołanych nieustanną presją opinii publicznej i prasowej.

Przyszły król zapłonął oburzeniem i w odwecie uaktywnił liczne prasowe przecieki na temat nieobliczalnych zachowań żony. Wkrótce też nastąpił cios ostateczny – ujawnienie nagrania namiętnej rozmowy telefonicznej między księżną i jej kochankiem. W tym momencie cierpliwość królowej się wyczerpała. Widząc zagrożenie dla monarchii, zażądała, by para niezwłocznie przeprowadziła rozwód. Nastąpiło to miesiąc później, a Buckingham Palace w pozbawionym cienia ironii oświadczeniu określil rozwiązanie królewskiego małżeństwa mianem„przyjaznego”.

Księżna zachowała prawo do swych apartamentów w Pałacu Kensington, natomiast pozbawiono ją tytułu Jej Królewskiej Wysokości. Królowa zaproponowała jej drugorzędny tytuł honorowy, lecz ona odmówiła, powracając do własnego imienia. Zrezygnowała również z ochrony przysługującej członkom rodziny królewskiej, gdyż widziała w funkcjonariuszach szpiegów, nie opiekunów. Pałac dyskretnie śledził jej ruchy oraz kontakty, podobnie jak brytyjski wywiad, który traktował ją bardziej jak kłopot niż zagrożenie dla królestwa.

Publicznie demonstrowała promienną twarz globalnego współczucia. Ale za zamkniętymi drzwiami zbyt wiele piła i otaczała się ludźmi, których jeden z królewskich doradców określił mianem „eurośmieci”. W tej podróży miała świtę mniej liczną niż zwykle. Dwie opalone dziewczyny były przyjaciółkami z czasów dzieciństwa, a mężczyzną, który wszedł na pokład Aurory z otwartą butelką szampana, był Simon Hastings Clarke, groteskowo bogaty wicehrabia, który zapewniał jej styl życia, do jakiego przywykła. To on oddał do jej dyspozycji flotę swych prywatnych odrzutowców, by mogła latać po świecie, i to on opłacał rachunki za jej ochronę. Dwaj mężczyźni, którzy im towarzyszyli podczas pobytu na Karaibach, byli zatrudnieni przez prywatną agencję ochroniarską w Londynie. Przed opuszczeniem Gustavii nader powierzchownie przeszukali Aurorę i niedbale sprawdzili załogę. Mężczyźnie o nazwisku Hernandez zadali jedno pytanie:

– Co mamy dziś na lunch?

                 ––––––––––––––––––––––––––––

 

Na żądanie księżnej miał to być zimny bufet, ale ani ona, ani jej towarzysze nie wydawali się tym zainteresowani. Tego dnia dużo pili i smażyli się w słońcu dopóty, dopóki ich nie przegnał ulewny deszcz. Dopiero wtedy ze śmiechem ukryli się w kabinach.

Pozostali tam do dziewiątej wieczór, kiedy to wyłonili się odświeżeni i wystrojeni, jakby wybierali się na ogrodowe przyjęcie w Somerset. Spędzili chwilę na pokładzie rufowym, gdzie serwowano koktajle i kanapki, po czym przeszli na kolację do jadalni. Podano im sałatę w sosie vinaigrette z truflową nutą, risotto z homara i żeberka z karczochami, a potem sorbet cytrynowy, cukinie i piment d’argile. Eksksiężna i jej towarzysze, zachwyceni posiłkiem, domagali się spotkania z kucharzem. Gdy w końcu się pojawił, powitali go z dziecięcym entuzjazmem.

– Co przygotuje pan dla nas jutro?  – dopytywała się księżna.

 – To niespodzianka – odparł z tym swoim dziwnym akcentem.

– Och, wspaniale! – wykrzyknęła, posyłając mu ten sam uśmiech, który widział na niezliczonych okładkach magazynów. – Uwielbiam niespodzianki.

Nieliczna służba kuchenna składała się zaledwie z ośmiu osób. Szef i jego asystentka odpowiadali za porcelanę, szkła, srebra, garnki, patelnie i urządzenia kuchenne. Stali tuż obok siebie przy zlewie jeszcze długo po tym, gdy księżna i jej świta opuścili jadalnię. Ich dłonie od czasu do czasu stykały się z sobą w ciepłej wodzie z pianą, a kościste biodra kobiety ocierały się o uda mężczyzny. W pewnej chwili, gdy przeciskali się obok siebie przy szafie z obrusami, poczuł na plecach dotyk jej twardych sutek. Przeszył go dreszcz, rozpalając w trzewiach ogień.

Powrócili do swych kabin osobno, ale po chwili usłyszał pukanie delikatne jak szelest motylich skrzydeł. Gdy spletli się z sobą, nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Jakby odbył miłosny akt z niemową.

– Może to był błąd – szepnęła mu później do ucha.

– Dlaczego tak mówisz?

– Bo będziemy razem pracować jeszcze długi czas.

– Nie taki długi.

– Nie zamierzasz tu zostać?

– To zależy.

– Od czego?

Nie odezwał się więcej. Położyła mu głowę na piersi i zamknęła oczy.

– Nie możesz tu zostać – powiedział.

– Wiem – odparła sennie. – Jeszcze tylko chwilę.

             –––––––––––––––––––––––––––––

                           

Leżał potem nieruchomo przez długi czas, opracowując szczegóły tego, co miało nastąpić. Aurora wznosiła się i opadała, Amelia List spała na jego piersi. W końcu o trzeciej nad ranem podniósł się z koi i przeszedł cicho do szafy. Bezszelestnie wciągnął czarne spodnie, wełniany sweter i ciemny sztormiak. Potem zdjął opakowanie z paczki o wymiarach trzydzieści na pięćdziesiąt centymetrów i wadze siedmiu kilogramów, a następnie podłączył zasilanie i zegar do detonatora. Znów schował paczkę w szafie i sięgnął po pistolet Stieczkina, gdy usłyszał, że dziewczyna się porusza. Wolno się obrócił i patrzył na nią w ciemnościach.

– Co to było? – zapytała.

– Śpij.

– Widziałam czerwone światło.

– To moje radio.

– Dlaczego słuchasz radia o trzeciej w nocy?

Nim zdołał odpowiedzieć, rozbłysła lampka nocna. Szybko objęła spojrzeniem jego ciemny strój i pistolet z tłumikiem, który wciąż trzymał w ręku. Otworzyła usta, chcąc krzyknąć, ale on ciężko położył dłoń na jej twarzy, nim zdołała wydać jakikolwiek dźwięk. Gdy walczyła, próbując się uwolnić, szepnął jej kojąco do ucha:

– Nie bój się, kotku. Nie będzie bardzo boleć.

Jej oczy rozszerzyły się ze zgrozy, on zaś gwałtownie przekręcił jej głowę w lewo, przerywając rdzeń kręgowy, a potem delikatnie ją objął, gdy umierała.

                 ––––––––––––––––––––––––––––––

 

Reginald Ogilvy nie zwykł spędzać samotnych godzin na nocnej wachcie, tym razem jednak troska o bezpieczeństwo sławnej pasażerki już przed świtem zawiodła go na mostek. Z filiżanką parującej kawy w dłoni sprawdzał prognozę pogody na komputerze pokładowym, gdy nagle w zejściówce pojawił się mężczyzna nazywany Colinem Hernandezem. Był ubrany na czarno. Ogilvy spojrzał na niego ostro i zapytał:

– Co tu robisz?

Odpowiedziały mu dwa strzały z wyciszonego stieczkina. Kule przedziurawiły przód munduru kapitana i przeszyły serce.

Filiżanka z kawą głośno upadła na podłogę. Ogilvy zwalił się ciężko obok niej. Zabójca podszedł cicho do konsoli, zmienił nieco kurs, po czym wycofał się zejściówką na dół. Główny pokład był pusty. Nikt z załogi nie pełnił wachty. Mężczyzna znany jako Colin Hernandez opuścił jedną z szalup marki Zodiac na czarne morze, zeskoczył i odwiązał linę.

Uwolniony kołysał się na falach pod baldachimem roziskrzonych gwiazd, patrząc, jak Aurora – niczym pozbawiony sternika statek widmo – przesuwa się na wschód w kierunku morskich szlaków Atlantyku. Zerknął na fosforyzującą tarczę zegarka. A potem, gdy wskazówka dotarła do zera, znów podniósł wzrok. Po upływie kolejnych piętnastu sekund zaczął się zastanawiać, czy z jakiegoś powodu mechanizm nie zawiódł. Ale wtedy horyzont zapalił się oślepiająco białym światłem potężnej eksplozji, po której nastąpiły kolejne wybuchy i w niebo wystrzeliły pomarańczowożółte płomienie.

Towarzyszył im odgłos dalekiego grzmotu. Potem był jużtylko plusk fal uderzających o burtę łodzi i szum wiatru. Przyciskiem włączył silnik i patrzył, jak Aurora rozpoczyna swą podróż na dno. Na koniec skierował szalupę na zachód i ruszył na pełnym gazie.

 

                                                               

                                      ***

Pierwszy sygnał zapowiadający kłopoty pojawił się, gdy Pegasus Global Charters w Nassau powiadomił, że rutynowy komunikat przeznaczony dla jednej z jego jednostek, 46-metrowego luksusowego jachtu Aurora, nie uzyskał odpowiedzi. Centrum operacyjne Pegasusa zwróciło się natychmiast o pomoc do wszystkich statków handlowych i wycieczkowych w okolicy Wysp Leewarda i w ciągu kilku minut załoga tankowca pływającego na liberyjskiej banderze zgłosiła, że widziała w tym akwenie silną eksplozję światła mniej więcej o trzeciej czterdzieści pięć nad ranem.

Wkrótce potem załoga dostrzegła jedną z szalup Aurory. Była pusta i dryfowała jakieś sto mil na południowy-południowy wschód od Gustavii. Jednocześnie prywatny żaglowiec dostrzegł koła ratunkowe i inne pływające szczątki kilka mil na zachód. Obawiając się najgorszego, kierownictwo Pegasusa skontaktowało się telefonicznie z Wysokim Komisarzem Brytyjskim w Kingston ipoinformowało konsula honorowego, że Aurora zaginęła, a przypuszczalnie zatonęła. Kierownictwo wysłało zaraz kopię listy pasażerów, która zawierała również imię byłej księżnej.

– Powiedzcie, że to nie ona... – rzekł konsul honorowy z niedowierzaniem. Ale szefostwo Pegasusa potwierdziło, że pasażerka była naprawdę eksżoną następcy tronu.

Konsul natychmiast zatelefonował do zwierzchników w ministerstwie spraw zagranicznych w Londynie, gdzie uznano, że sytuacja jest wystarczająco poważna, by obudzić premiera Jonathana Lancastera. Od tej chwili kryzys zaczął się pogłębiać.

Premier telefonicznie przekazał wiadomość następcy tronu o świcie, ale czekał aż do dziewiatej, by podać ją Brytyjczykom i światu. Stojąc z ponurą twarzą na tle czarnych drzwi Downing Street 10, odtworzył fakty do tej pory znane. Była żona następcy tronu wyjechała na Karaiby w towarzystwie Simona Hastingsa-Clarke’a i dwóch długoletnich przyjaciółek. Na wyspie Saint Barthélemy całe towarzystwo wsiadło na luksusowy jacht motorowy o nazwie Aurora, by zgodnie z wcześniejszym planem odbyć tygodniową wycieczkę morską. Niestety w nocy utracono kontakt z tą jednostką, a na powierzchni morza odnaleziono jej szczątki.

– Mamy nadzieję i modlimy się o to, by odnaleziono księżnę żywą – dodał zpowagą premier. – Musimy jednak przygotować się na najgorsze.

Pierwszy dzień poszukiwań nie przyniósł żadnych skutków – nie znaleziono szczątków statku ani ocalonych rozbitków. Podobnie jak dzień drugi i trzeci. Po naradzie z królową premier Lancaster złożył oświadczenie, że jego rząd działa z założeniem, iż umiłowana księżna nie żyje. Na Karaibach zespoły ratownicze bardziej skupiały wysiłki na poszukiwaniu wraku niż ciał pasażerów.

Nie trwało to długo. Zaledwie czterdzieści osiem godzin od katastrofy bezzałogowa łódź podwodna francuskiej marynarki odnalazła Aurorę na głębokości sześciuset metrów. Ekspert, który obejrzał nagranie wideo, nie miał wątpliwości, że jednostkę spotkało jakieś gwałtowne wydarzenie o charakterze kataklizmu, i że niemal na pewno nastąpiła tam eksplozja.

– Pozostaje pytanie – zakończył  – czy był to wypadek, czy zamach.

                 -------------------------------

 

Wedle wiarygodnych statystyk większość obywateli nie chciała uwierzyć w jej śmierć. Czerpali nadzieję stąd, że odnaleziono tylko jedną z dwóch szalup ratunkowych. Trwali w przekonaniu, że księżna dryfuje gdzieś na otwartym morzu bądź też zniosło ją na bezludną wyspę. Jakaś podejrzana strona internetowa posunęła się nawet do stwierdzenia, że widziano ją na Montserrat, zaś inna zapewniała, że żyje sobie spokojnie nad morzem w Dorset. Konspiracyjne teorie różnego pochodzenia stały się inspiracją dla szokujących opowieści o spisku na życie księżnej. Miał powstać z inicjatywy Tajnej Rady Jej Królewskiej Mości, a jego realizację rzekomo zapewnił brytyjski wywiad MI6. W tej sytuacji nasilały się naciskina szefa tajnych służb Grahama Seymoura, by publicznie zaprzeczył podobnym zarzutom, ale on zdecydowanie odmawiał.

– To nie są zarzuty – oświadczył ministrowi spraw zagranicznych w czasie pełnego napięcia spotkania w potężnej siedzibie MI6 nad brzegiem rzeki. – To są bujdy fabrykowane przez osoby niespełna rozumu i nie zamierzam ich nobilitować swoimi zaprzeczeniami.

Prywatnie jednak Seymour doszedł do wniosku, że eksplozja Aurory nie była dziełem przypadku. Podobne zdanie miała DGSE[1], nader kompetentna francuska agencja wywiadu wojskowego. Analiza nagrania wideo ukazującego wrak potwierdziła, że katastrofa Aurory nastąpiła z powodu wybuchu umieszczonej pod pokładem  bomby. Ale kto przemycił ją na statek? I kto zdetonował? Wedle DGSE głównym podejrzanym był człowiek zatrudniony przed rozpoczęciem rejsu w miejsce zaginionego szefa kuchni. Francuzi przekazali MI6 niewyraźny obraz wideo zarejestrowany w chwili jego przybycia do portu w Gustavii, a także kilka zamazanych zdjęć wykonanych przez prywatne kamery. Pokazywały mężczyznę, który najwyraźniej nie chciał być fotografowany.

– Nie robi wrażenia faceta, który mógłby zatonąć ze statkiem – oświadczył Seymour wobec zgromadzonego kierownictwa. – On się gdzieś ukrywa. Trzeba sprawdzić, gdzie, i kto to naprawdę jest. Zanim zrobią to żabojady.

Był niczym szept w mrocznej kaplicy, luźna nitka z rąbka porzuconego stroju. Porównali fotografie z komputerowymi bazami danych. A gdy nie znaleźli tam odpowiedzi, zaczęli poszukiwania starymi metodami – za pomocą woreczków i kopert z pieniędzmi, oczywiście amerykańskimi, gdyż w podziemiach szpiegowskiego świata dolary wciąż stanowiły walutę rezerwową.

Człowiek MI6 w Caracas nie wpadł na żaden trop poszukiwanego. Nie znalazł również śladu jego anglo-irlandzkiej matki o poetyckim usposobieniu ani ojca, hiszpańskiego biznesmena. Adres w paszporcie zaprowadził go do opuszczonej rudery w slumsach Caracas, a ostatni znany numer telefonu był dawno nieaktualny. Płatny informator w tajnej policji wenezuelskiej słyszał rzekomo pogłoski o powiązaniach z Castro, ale inny, bliski kubańskiemu wywiadowi, napomknął o kolumbijskich kartelach.

– Może kiedyś tak było – rzekł pewien nieprzekupny policjant z Bogoty – ale już od dawna przestał się zadawać z narkotykowymi baronami. Kiedy ostatnio o nim słyszałem, podobno mieszkał w Panamie z jedną z byłych kochanek Noriegi. Miał kilka milionów zdeponowanych w brudnym panamskim banku i apartament nad morzem w Playa Farallón.

Ekskochanka Noriegi zaprzeczyła, jakoby go znała, a kierownik rzeczonego banku po przyjęciu korzyści w wysokości dziesięciu tysięcy dolarów nie mógł znaleźć śladu jakiegokolwiek rachunku na jego nazwisko.   

Co do nadmorskiego apartamentu w Farallón, to jeden z sąsiadów nie pamiętał wprawdzie, jak mężczyzna wyglądał, ale przypominał sobie jego głos.

– Mówił z jakimś dziwnym akcentem – powiedział.  – Jakby pochodził z Australii. A może z Afryki Południowej?    

Graham Seymour nadzorował poszukiwania nieuchwytnego podejrzanego ze swego luksusowego biura, nieporównywalnego z żadnym innym w całym szpiegowskim królestwie. Angielski ogród w atrium, potężne mahoniowe biurko, za którym zasiadali jego wielcy poprzednicy, strzeliste okna z widokiem na Tamizę  i majestatyczny stary zegar szafkowy skonstruowany przez samego sir Mansfielda Smitha Cumminga, pierwszego „C”[2] brytyjskich służb specjalnych. Cały ten splendor wytrącał go z równowagi. W odległej przeszłości działał w terenie i miał liczne zasługi – jednak nie w służbie MI6, lecz MI5, nieco mniej efektownych brytyjskich służbach bezpieczeństwa wewnętrznego, gdzie cieszył się wielkim uznaniem, nim odbył krótką podróż  z Thames House do Vauxhall Cross.

Byli w MI6 tacy, którzy przyjęli z niechęcią nominację człowieka z zewnątrz. Większość jednak uznała przejście do Vauxhall Cross za swego rodzaju powrót do domu. Ojciec Seymoura był bowiem legendarnym agentem MI6, asem antynazistowskiego wywiadu, a także aktywnym uczestnikiem wydarzeń na Bliskim Wschodzie. A teraz syn, mężczyzna w kwiecie wieku, zasiadał za biurkiem, przed którym Seymour Starszy stawał ongiś, zdejmując czapkę.



[1] Direction Générale de la Sécurité Extérieure (franc.), Dyrekcja

Generalna Bezpieczeństwa Zewnętrznego (przyp.red.).

[2] Mansfield Smith Cumming, pierwszy szef MI6, parafował przejrzane

dokumenty dużą literą „C”, używając zielonego atramentu. Zwyczaj ten

przejęli jego następcy (przyp. red.).

Uwielbiam powieści szpiegowskie, chętnie po nie sięgam, choć muszę przyznać, że ciężko mi znaleźć te "perełki", dlatego bardzo cieszę się, że trafiłam na powieści Daniela Silvy, gdyż są one kwintesencją tego, co w historiach szpiegowskich najważniejsze, jednocześnie Silva pisze bardzo przystępnym językiem, co sprawia, że ciężko oderwać się od lektury. Zdecydowanie polecam zapoznać się z twórczością autora, a sama muszę w końcu wygospodarować trochę czasu, by w końcu poznać początkowe części serii przygód Allona.

"Angielski szpieg" trzyma czytelnika w napięciu od pierwszych stron i utrzymuje ten stan do końca powieści. To książka, która świetnie pokazuje współczesną grę pozorów, której oddają się politycy i możni tego świata. Wywołuje emocje i szuka odniesień do tego, co jest nam znane z pierwszych stron gazet. Powieść tę można polecić wszystkim, którzy lubią dobrze opowiedzianą historię i literacką grę, którą proponuje im pisarz. Nikt nie powinien czuć się zawiedziony. Ja nie jestem.

„Angielski szpieg” to świetna książka akcji, o tajemniczym, przebiegłym psychopacie-mordercy i próbie jego schwytania. Kim jest? Dlaczego stale zabija? Jeżeli lubicie trzymające w napięciu, pełne akcji i niespodzianek książki, to serdecznie polecam Wam powyższą lekturę. Pozdrawiam!!

Książka dostarcza satysfakcji czytelniczej, mnogość sprytnie splecionych wątków, zaskakujące zdarzenia, przekonywujące postaci, odpowiednio stopniowanie atmosfery niepokoju i niebezpieczeństwa, coraz silniejszego napięcia i rosnącej dynamiki akcji. Wszystko porządnie przemyślane, fascynująco podane, uwzględniające szczegółowość i prawdopodobieństwo zdarzeń, także w realnym świecie, wiele bezpośrednich nawiązań do znanych faktów. Powieść wzbogacają elementy dobrej sensacji, nadają szybsze tempo i większą widowiskowość fabule. Wciągająca książka, warto po nią sięgnąć, zapewnia udany wieczór czytelniczy.

Angielski szpieg to książka, która spodoba się przede wszystkim miłośnikom powieści szpiegowskich. Każdy szczegół związany właśnie z tym aspektem opowieści jest dopracowany wręcz do perfekcji. Możemy dowiedzieć się sporo o działaniach brytyjskich i izraelskich służb wywiadowczych. Jest także co nieco o szkoleniach rosyjskich szpiegów, a także odrobina historii – np. dywersyjne działania Stasi czy KGB. Szpiegostwu jest poświęcone tutaj naprawdę dużo miejsca. Powieść jest dość obszerna, ale czyta się ją dobrze dzięki wielu zwrotom akcji oraz dużej liczbie w większości dobrych dialogów. Autor też w ciekawy sposób kreuje swoich bohaterów, zarówno tych głównych jak i pobocznych. Angielski szpieg to był dobry wybór na jesienny wieczór. Książka zaciekawiła mnie na tyle, że chętnie sięgnę po inne książki tego autora.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ