Thriller / Sensacja / Kryminał
Naśladowca
KUP TERAZ

Naśladowca

3 opinie
Liczba stron: 480
Oprawa miękka
ISBN: 9788327621580
Premiera: 2016-09-14
Tłumaczenie: Krzysztof Puławski
Opracowanie graficzne okładki: Robert Dąbrowski

Pięć lat temu w małym miasteczku w Illinois zostały zamordowane trzy dziewczynki – wszystkie we własnych sypialniach, wszystkie w tym samym wieku. Na miejscu zbrodni nie znaleziono żadnych śladów. Sprawa Mordercy Śpiących Aniołków, jak nazwała go prasa, stała się obsesją detektyw Kitt Lundgren. Dochodzenie zakończyło się klęską, co Kitt przypłaciła zdrowiem i załamaniem kariery zawodowej.

Teraz morderca wraca, by kontynuować makabryczne dzieło. Śledztwo prowadzi ambitna detektyw Riggio, która niechętnie przystaje na pomoc Kitt. Jednak to właśnie Kitt jako pierwsza dostrzega niuanse różniące dzisiejszą zbrodnię od morderstw sprzed lat.

Erica Spindler

Erica Spindler jest amerykańską autorką, specjalizującą się w thrillerach romantycznych. Mieszka wraz z mężem i dwoma synami w stanie Luizjana pod Nowym Orleanem. Wierzy w przeznaczenie, bo gdyby nie przeziębienie, którego nabawiła się w lecie 1982 roku, prawdopodobnie nigdy nie zaczęła by pisać: kiedy kupowała lekarstwa na uporczywy kaszel, od ekspedientki dostała romans Harlequina. Lektura tak bardzo się jej spodobała, że przez kolejne sześć miesięcy przeczytała wszystkie romanse, które tylko udało jej się zdobyć. Mimo że, od dziecka pragnęła zostać malarką,, zdecydowała, że zacznie pisać. Nie trzeba było długo czekać, żeby zrozumiała, że jest to coś, co chce robić w życiu.

Rockford, Illinois
Wtorek, 5. marca 2001
godz. 1.00


Włosy dziewczynki połyskiwały jedwabiście. Chciał ich dotknąć i przeklinał w duchu to, że musi nosić gumowe rękawiczki. Kosmyki miały kolor żółtego, soczystego jedwabiu, co było niezwykłe u dziesięcioletniego dziecka. Zwykle wraz z upływem lat barwa ta szarzała, aż nabierała mysiego odcienia, któremu dawny blask można było przywrócić jedynie za pomocą farby. Przekrzywił głowę, zadowolony z tego, że wybrał tę dziewczynkę. Była nawet piękniejsza i doskonalsza od poprzedniej.
Pochylił się i pogłaskał ją po głowie. Patrzyła na niego pozbawionymi życia, niebieskimi oczami. Wciągnął głęboko w nozdrza jej miły, dziecięcy zapach.
Tylko ostrożnie...
Nie może po sobie zostawić żadnych śladów. Ten Drugi wymagał od niego perfekcjonizmu. Wciąż chciał od niego więcej i więcej. Ciągle go obserwował. Wystarczyło, że spojrzał przez ramię, a Ten Drugi już tam był.
Na czole mężczyzny pojawiły się zmarszczki i natychmiast zaczął myśleć o czymś innym, żeby nie było widać, co czuje.
Moja śliczna. Najcudowniejsza.
Śpiący Aniołek.
Śledcza Kitt Lundgren użyła kiedyś określenia Morderca Śpiących Aniołków, które media natychmiast podchwyciły.
To określenie bardzo mu się spodobało.
Jednak Ten Drugi kręcił na nie nosem. Wyglądało na to, że nic mu nie odpowiada.
Szybko skończył układanie ciała. Jej włosy... Koszulka nocna z różowymi kokardkami, którą wybrał specjalnie dla niej... Wszystko powinno być takie, jak sobie zaplanował.
Idealne.
A teraz finał. Wyjął z kieszeni różową pomadkę i delikatnie umalował dziewczynce usta. Starał się nie przesądzić z kolorem. Gdy skończył, uśmiechnął się na widok swojego dzieła.
Dobranoc, mój mały aniołku. Spij dobrze.

***

Wtorek, 5. marca 2001
godz. 8.25

Śledcza z wydziału zabójstw stanęła w drzwiach dziecięcej sypialni i poczuła ucisk w żołądku. Zginęła kolejna dziewczynka, a jej rodzice spokojnie spali przez całą noc na dole i nic nie słyszeli. Najgorszy z możliwych koszmarów. Jednak dla tej rodziny stał się brutalną rzeczywistością.
Ekipa techniczna przystąpiła do pracy, obfotografowując miejsce zbrodni. Jeden z policjantów rozmawiał przez komórkę. Po prostu dobrze znane, a przez to banalne dźwięki. Kitt przyzwyczaiła się do nich już dawno temu i zwykle nie zwracała na nie uwagi.
Ale to była już druga dziewczynka w ciągu sześciu ostatnich tygodni. A poza tym też miała dziesięć lat.
Tak samo jak jej Sadie.
Na myśl o córce poczuła ukłucie w sercu. Kitt starała się odpędzić od siebie te myśli, próbowała skupić się na czekającym ją zadaniu. Musiała przecież złapać potwora, który to zrobił.
Niestety nie zostawił praktycznie żadnych śladów przy pierwszej ofierze. Może przynajmniej teraz coś spieprzył.
Kitt weszła do środka i rozejrzała się po sypialni. Ściany były pomalowane na pastelowy różowy kolor. W pokoju stały białe, rustykalne mebelki i łóżko z baldachimem. Koronkowe białe zasłonki pasowały do całości. Na półce siedziały lalki. Poznała Felicity, ponieważ Sadie miała taką samą.
Prawdą mówiąc, pokój bardzo przypominał sypialnię jej córki. Wystarczyło tylko przesunąć łóżko z prawej strony na lewą, postawić w kącie biurko i zmienić kolor ścian z różowego na brzoskwiniowy, a poczułaby się jak u siebie.
Skup się, Kitt. Tu nie chodzi o Sadie. Zajmij się pracą.
Spojrzała w bok. Jej partner, Brian Spillare, był tu już od jakiegoś czasu i właśnie rozmawiał z porucznikiem Scottem Snowe’em z wydziału gromadzenia danych.
W wydziale pracowało dziewięciu śledczych, którzy w przeciwieństwie do swoich kolegów z wielkich miast mieli wszechstronne specjalistyczne przygotowanie i zajmowali się danymi wszelkiego rodzaju: odciskami palców, próbkami krwi, analizą śladów i opracowywaniem informacji balistycznych. Policjanci zbierali też owady i larwy, które zagnieździły się w ciałach ofiar, bo dzięki temu można było dokładniej określić czas zgonu. Poza tym fotografowali miejsce zbrodni i brali udział w sekcji zwłok, którą również dokumentowali fotograficznie.
I zawsze mieli pełne ręce roboty.
Po zabezpieczeniu śladów policjanci z tego wydziału przesyłali materiał dowodowy do stanowego laboratorium kryminalnego, które znajdowało się niedaleko budynku Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, czyli UBP, w którym mieścił się nie tylko wydział policji w Rockford, ale także biuro szeryfa, urząd koronera i miejskie więzienie.
Zastępca szeryfa przysłał tu wszystkich pracowników wydziału gromadzenia danych, co wcale jej nie zdziwiło. Dwoje zabitych dzieci w ciągu sześciu tygodni to był prawdziwy wstrząs dla tego przemysłowego miasta, gdzie tak bardzo ceniono wartości rodzinne. W ciągu roku ginęło tu zwykle około piętnastu osób; między nimi nie było dotąd dziesięcioletnich ślicznych blondynek, które tuż przed śmiercią zasypiały słodko w swoich wychuchanych sypialniach.
Kitt zauważyła, że partner na nią patrzy. Wskazała łóżeczko, ale dał jej znak, żeby zaczekała. Po chwili zakończył rozmowę z porucznikiem Snowe’em i podszedł do niej.
– Ten facet zaczyna mnie wkurzać – powiedział.
Brian był misiowaty, a w dodatku miał rude włosy i piegi. Jednak pod maską dobroduszności krył się naprawdę wybuchowy temperament. Wielu gorzko żałowało, że weszło mu w drogę lub nadepnęło na odcisk. Kitt nie miałaby nic przeciwko temu, żeby Brian dostał tego sukinsyna w swoje ręce.
– Długo tu jesteś? – spytała.
– Jakieś piętnaście minut. – Zerknął w stronę ofiary. – Myślisz, że spróbuje zabić trzecią?
– Mam nadzieję, że nie – mruknęła. – Jednak jeśli chcemy zyskać pewność, musimy go złapać.
Skinął głową, a następnie pochylił się i dotknął lekko jej ramienia.
– Jak tam Sadie?
Umiera. Jej jedyne dziecko, radość jej życia! Kitt poczuła ucisk w klatce piersiowej. Pięć lat temu rozpoznano u córki ostrą białaczkę limfatyczną. Przeszła przez chemio- i radioterapię, a także przeszczep szpiku i teraz, po kolejnym niepowodzeniu, traciła siły do dalszej walki.
Nie mogła wydusić słowa, tylko bezradnie potrząsnęła głową. Brian ścisnął ze współczuciem jej ramię.
– Trzymasz się jeszcze?
Ale resztką sił.
– Tak – odparła, czując, że napięcie słabnie. – Próbuję.
Brian nie naciskał. Wiedział lepiej niż ktokolwiek, pomijając Joego, jej męża, co Kitt przeżywa. Raz jeszcze ścisnął z westchnieniem jej ramię i podeszli do łóżeczka.
Kitt starała się nie wyobrażać sobie, co zobaczy. Wszystko wskazywało na to, że był to ten sam morderca co poprzednio, ale chciała spojrzeć na sprawę świeżym okiem, obiektywnie. Lepiej niczego z góry nie zakładać, nie dopasowywać śladów do żadnej teorii. Dobry śledczy koncentruje się przede wszystkim na badaniu zebranych dowodów, bo to one mogą doprowadzić go do celu. Kto o tym zapomni, traci wiarygodność.
Jednak ledwie spojrzała na martwe dziecko, natychmiast poczuła, że trudno jej będzie zachować profesjonalny chłód i dystans. Podobnie jak poprzednia ofiara, dziewczynka była ładną, niebieskooką blondynką. Gdyby nie ślady morderstwa: zsinienie, wybroczyny powstałe na skutek pęknięcia naczyń krwionośnych w gałkach ocznych i ustach oraz postępujące stężenie pośmiertne, można by pomyśleć, że śpi.
Śpiący aniołek.
Tak jak w przypadku poprzedniego dziecka.
Ułożone na poduszce jasne włosy dziewczynki przypominały aureolę. Morderca musiał włożyć wysiłek w to, żeby tak właśnie wyglądały. Kitt pochyliła się w stronę ofiary. Morderca umalował jej usta delikatną różową szminką.
– Wygląda na to, że ją udusił – powiedział Brian.
– Tak jak poprzednią.
Wskazywały na to wybroczyny i brak innych obrażeń. Kitt skinęła głową.
– To znaczy, że umalował ją po dokonaniu morderstwa.
Spojrzała na partnera.
– A co z koszulą nocną?
– Taka sama jak poprzednio. Matka twierdzi, że to nie jej.
Kitt zmarszczyła brwi. Ozdobiona falbankami i różowymi kokardkami koszula nocna była naprawdę ładna.
– A ojciec coś mówił?
– Nic szczególnego. Żadne nie dotykało ciała. Matka przyszła obudzić ją do szkoły. Zaczęła krzyczeć, gdy tylko ją zobaczyła. To ojciec zadzwonił pod 911.
Wydało jej się dziwne, że nie dotykali ciała, ale prasa tyle pisała o poprzednim morderstwie, że pewnie od razu wiedzieli, co się stało. Nawet nie musieli sprawdzać, czy ich córka jeszcze żyje.
– Musimy ich prześwietlić – dodał Brian.
Kitt skinęła głową. Statystyki wskazywały, że bardzo niewiele dzieci padało ofiarami osób spoza rodziny. Była to smutna prawda, którą jako policjanci musieli brać pod uwagę. Jednak oboje z Brianem wiedzieli, że istniało niewielkie prawdopodobieństwo, że to dziecko było kolejną ofiarą przemocy w rodzinie. Tym razem mieli do czynienia z seryjnym mordercą małych dziewczynek.
– Wygląda na to, że tak jak poprzednio dostał się tu przez okno – rzucił Brian.
– Było otwarte? – spytała zdziwiona.
– Pewnie tak, bo szyba jest nienaruszona, a na framudze nie ma żadnych śladów. Snowe chce wziąć całe okno do badania.
– Jakieś ślady na dole? – spytała z nadzieją, chociaż od dawna nie padało i ziemia była twarda i ubita.
– Nie. Tylko przecięta siatka przeciw owadom w oknie.
Kitt zaczęła masować zdrętwiały kark.
– Cholera, Brian, co to wszystko znaczy? Co on chce nam w ten sposób powiedziec?
– Że jest psycholem, który zasługuje na to, by go obedrzeć żywcem ze skóry!
– I co jeszcze? Skąd ta szminka? Te nocne koszule? Dlaczego morduje małe dziewczynki?
Z pokoju obok dobiegł głuchy jęk. Wydał się Kitt tak znajomy, że aż zadrżała. A jak ona poradzi sobie bez Sadie?
Twarz Briana wykrzywił gniew.
– Sam mam dwie córki. Nie chciałbym znaleźć ich rano... – Zacisnął dłonie. – Musimy go dopaść za wszelką cenę!
– Złapiemy go! – rzuciła gniewnie Kitt. – Choćbym miała wyjść z siebie!

***

Rockford, Illinois
Wtorek, 7. marca 2006

Przenikliwy sygnał telefonu obudził Kitt z głębokiego snu, w który zapadła dopiero po zażyciu leków. Przez moment szukała słuchawki, a potem dwa razy omal jej nie upuściła, w końcu jednak podniosła ją do ucha i wymamrotała:
– Haa...lo?
– Kitt, tu Brian. Musisz wstać.
Otworzyła oczy i zamrugała, porażona światłem słonecznym, które wdzierało się przez szpary w zasłonach. Spojrzała na zegarek i natychmiast usiadła na łóżku. Chyba nie włączyła budzika.
Spojrzała na druga stronę łóżka, należącą do męża, zdziwiona, że jej nie obudził, a potem poczuła dojmującą frustrację. Nawet po tych trzech latach wciąż jeszcze spodziewała się go tam zastać.
Nie miała ani dziecka, ani męża.
Była sama.
Zakaszlała i przetarła oczy, próbując przegonić resztki snu.
– Skoro dzwonisz tak wcześnie, to sprawa musi być bardzo poważna – próbowała żartować.
– Ten skurwiel wrócił. Wystarczy?
Nie musiała pytać, o kogo chodzi. Doskonale wiedziała, że to Morderca Śpiących Aniołków. Ta sprawa stała się jej obsesją i omal nie zniszczyła jej życia i kariery.
– Kto...?
– Mała dziewczynka. Jestem właśnie na miejscu zbrodni.
Najgorszy koszmar.
Morderca uderzył po pięciu latach przerwy.
– Kto się tym zajmuje?
– Riggio i White.
– Gdzie to się stało?
Podał jej adres w niezbyt dobrej, robotniczej dzielnicy Rockford.
– Kitt?
Wstała już i przygotowywała ubrania.
– Tak?
– Uważaj, Riggio jest...
– Zaborcza?
– Powiedzmy, że niezbyt skora do współpracy. Nie lubi, gdy ktoś próbuje jej pomóc.
– Dobra, będę pamiętać. Dzięki.

***

Wtorek, 7. marca 2006
godz. 8.25

Śledcza Mary Catherine Riggio, na która wszyscy poza matką mówili M.C., skinęła głową porucznikowi Spillaremu, który pojawił się na miejscu zbrodni. Żaden z kolegów, widząc to chłodne pozdrowienie, nie domyśliłby się, że mieli romans w czasach, kiedy Spillare był w separacji z żoną.
Jednak to się skończyło. Spillare wrócił do żony, a ona odzyskała zdrowy rozsadek. Wystarczająco długo była zapatrzona w starszego kolegę, który był powszechnie znany w policji w Rockford. Opowieści o jego osiągnięciach podziałały na nią jak afrodyzjak. Inne kobiety wolały słuchać słodkich głupstw szeptanych im do ucha, ale ją podniecały opowieści o strzelaninach i złapanych bandytach.
Nikt nigdy nie powiedział o niej, że jest typowa.
Po skończonym romansie doszła jednak szybko do siebie, a nawet wyciągnęła wielce pouczający wniosek – nigdy nie należy wchodzić w osobiste układy ze zwierzchnikami. Obiecała sobie, że już nie popełni tego błędu.
M.C. podeszła do porucznika, zaraz też dołączył do niej jej partner, Tom White. Miał trzydzieści parę lat, był czarny i bardzo przystojny. Właśnie urodziło mu się trzecie dziecko i wyglądał na niedospanego. Jednak był świetnym policjantem i chociaż od niedawna pracował z M.C., szło im nadspodziewanie dobrze. Może dlatego, że darzył ją szacunkiem, ufał jej instynktowi i nie zgrywał się na silniejszego i ważniejszego.
Podczas lat spędzonych w wydziale zabójstw współpracowała z różnymi ludźmi. Zawsze traktowała pracę niezwykle poważnie i nie próbowała tego ukrywać. Była też twarda i wymagająca w stosunku do siebie i swoich partnerów. Wiedziała, że gdyby trochę złagodniała, koledzy bardziej by ją lubili, jednak nie zamierzała się zmieniać. Robiła, co uważała za słuszne, nie zważając na opinię innych, nawet Briana Spillarego. Jeśli brakuje im czułości, to niech sobie kupią misia, powtarzała w duchu.
– Wygląda znajomo, co?
– Aż za bardzo. – Porucznik skinął głową.
Pięć lat temu trzy podobne morderstwa wstrząsnęły tutejszą społecznością. Rockford nie było duże, leżało w bezpiecznej odległości stu pięćdziesięciu kilometrów na zachód od Chicago, a dalej rozciągały się pola uprawne. Wydawało się więc, że jest tu bezpiecznie. Toteż te morderstwa wywołały prawdziwą panikę. M.C. zajmowała się wówczas patrolowaniem miasta i pamiętała, że co rusz wzywano policję w zupełnie błahych sprawach.
Trzecie morderstwo było ostatnim z serii. Życie powoli wróciło do normalności.
Czyżby tylko na parę lat?
Przyjrzała się uważniej Brianowi, który nie pracował już w wydziale zabójstw. Awansował na szefa jednej z komórek w Centralnym Biurze Śledczym, które nadzorowało pracę policji w Rockford i zajmowało się kontrolowaniem prowadzonych przez nią dochodzeń. Rozumiała jednak jego obecne zainteresowanie. Był przecież jednym ze śledczych prowadzących tę sprawę. Drugim była Kitt Lundgren.
M.C. próbowała wydobyć z zakamarków pamięci wszystkie szczegóły związane ze sprawą, a zwłaszcza te dotyczące porucznik Lundgren. Śledztwo potraktowano priorytetowo, a Kitt była za nie osobiście odpowiedzialna. Stało się jednak jej obsesją do tego stopnia, że przestała się zajmować innymi sprawami, a nawet słuchać poleceń zwierzchników. W wydziale krążyły plotki o jej problemach z alkoholem. Ten i ów przebąkiwał, że to z powodu jej zaniedbań morderca wymknął im się z rąk. W końcu Kitt została wysłana na przymusowy urlop, połączony podobno z psychoterapią, z którego wróciła całkiem niedawno.
M.C. zmarszczyła brwi.
– Porucznik Lundgren już tu jedzie, prawda?
Brian skinął głową.
– Należy jej się po tym wszystkim, co przeszła. Powinnaś jej pozwolić... – zawiesił głos.
– Przyjechał już anatomopatolog – wtrącił Tom White.
Urząd koronera zatrudniał dwóch sądowych anatomopatologów. Pojawiali się przy każdym zgonie, oficjalnie uznawali kogoś za zmarłego, badali i fotografowali ciało, a następnie przewozili je do kostnicy na sekcję.
Tym razem przyjechał Frances Roselli, starszy od Briana, niski, schludnie ubrany mężczyzna, który był z pochodzenia Włochem.
– Dawno cię nie widziałem, Frances – powiedział Brian, podchodząc do niego.
– Moim zdaniem im rzadziej mnie widujesz, tym lepiej – odparł Roselli. – Tylko nie bierz tego do siebie.
– Masz rację – zaśmiał się Brian. – Znasz poruczników Riggio i White’a?
– Tak, jasne. – Skinął im głową. – Witam. No i co tu mamy?
– Dziesięcioletnie dziecko – odparła M.C. – Wygląda na to, że je uduszono.
Roselli spojrzał na Briana, jakby oczekiwał potwierdzenia.
– Tak właśnie działał Morderca Śpiących Aniołków – zauważył. – Niestety, wiele wskazuje na to, że powrócił.
Anatomopatolog westchnął głęboko.
– Miałem nadzieję, że to się już skończyło!
– Mnie to mówisz?! – jęknął Brian. – Dziennikarze znowu na nas wsiądą!
M.C. spojrzała na Toma.
– Możesz zorganizować mały obchód, żeby sprawdzić, czy sąsiedzi czegoś nie zauważyli?
Porucznik White skinął głową.
– Dobrze, natychmiast wyznaczę do tego kilku mundurowych.

„Naśladowca” zdecydowanie nadaje się na weekendową lekturę, zwłaszcza w nadchodzące długie, jesienne wieczory. Jest przyjemną pozycją dla „niedoświadczonych” entuzjastów kryminałów jak i starych wyjadaczy, którzy myślą, że już nic ich nie jest w stanie zaskoczyć.

"Naśladowca" sprawił, że przekonałam się do thrillerów, a już na pewno do samej autorki. Jestem przekonana, że sięgnę po kolejne jej powieści. Jeżeli tak jak ja, do tej pory omijaliście powieści Erici Spindler, gorąco polecam dać im szansę!

Erica Spindler napisała znakomity, trzymający w napięciu thriller. Doskonale udało jej się wniknąć w psychikę zarówno sprawcy, zwierzyny, jak i łowcy, czyli policjantek. Na uwagę zasługują bardzo mocno zarysowane sylwetki bohaterów, wnikliwie zaprezentowane i bardzo oryginalne. Każda postać jest tutaj charakterystyczna i rozpoznawalna, głęboko wbijają się w naszą pamięć i idealnie wpasowują w fabułę. Sama fabułą jest skomplikowana, nieoczywista i intrygująca. Trudno wyjść naprzeciw Autorce i przewidzieć, co nas czeka na kolejnych stronach – zwroty akcji zaskakują nas, a finał wprawia w zdumienie. Erica Spindler zwodzi nas bardzo skutecznie, podrzucając nam iluzoryczne, fałszywe tropy, które bardziej oddalają nas niż przybliżają do rozwiązania sprawy. Akcja mknie w zastraszającym tempie i porywa czytelnika w mroczny świat zabójcy małych dzieci. Książkę czyta się z zapartym tchem i trudno ją odłożyć, a lekki język sprawia, że czyta się ją błyskawicznie. Jest naprawdę świetna – polecam serdecznie

Książka jest bardzo ambitnie napisana, czyta się ja zachwycająco szybko. Fabuła jest wciągająca i ciekawie napisana, tajemnice, wartka akcja, bohaterowie, którzy walczą o swoje oraz morderca. Wiem, że nie wszyscy lubią taki gatunek literacki i całkowicie to rozumiem, sama jestem wybredna co do książek, ale z czasem sięgam po książki, które odbiegają od tego co często czytam, aby poznać coś nowego i bliżej mi nieznanego. Nie mogę wam też obiecać, że gdy sięgniecie po inną książkę Erici Spindler to będziecie zadowoleni, bo jest to moje pierwsze spotkanie z jej twórczością, ale mogę ręczyć za Naśladowcę, bo jest to naprawdę genialna książka z ciekawa fabułą i nie zdziwi mnie, jeżeli to właśnie ta książka popchnie was w kierunku kryminałów.

Podczas lektury można poczuć się tak, jakbyśmy brali udział w prawdziwym dochodzeniu. Nie ma długich wprowadzeń, opisów. Są dialogi i myśli bohaterów, które przedstawiają cały obraz akcji. (...) Osobiście z lektury jestem zadowolona. Z czystym sercem mogę polecić ją każdemu, kto lubi powieści z tego gatunku. Książka jest zaskakująca i wciągająca, a to w kryminałach jest najważniejsze.

Naśladowca to napisana z niebywałym smakiem i kunsztem powieść kryminalna, która trzyma w niepewności do ostatnich stron. Świetnie uwita zagadka, zaskakujące motywy i przerażające morderstwa - to coś, czego szukam w thrillerach, dlatego ta pozycja trafiła prosto w mój gust. Oburzające i przyprawiające o dreszcze morderstwa na dzieciach w połączeniu z wątkiem stalkingu tworzą mrożący krew w żyłach klimat. Natomiast mocny punkt kulminacyjny jest doskonałym zwieńczeniem śledztwa i całej historii. Jestem pod ogromnym wrażeniem stylu Spindler. Na pewno jeszcze niejednokrotnie skuszę się na powieści jej autorstwa. Natomiast Naśladowca jest rewelacyjną pozycja, w stu procentach godną polecenia.

Naśladowca to książka, którą z czystym sumieniem mogę polecić miłośnikom thrillerów i kryminałów, zarówno tych zaawansowanych, jak i tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z tym gatunkiem. Powieść Erici Spindler poprowadzona jest w mocnym tempie i w dużym napięciu. Zaskakujące zwroty akcji, genialnie przemyślana fabuła i niebanalni bohaterowie tworzą znakomitą całość. Do tego autorka, która niezwykle umiejętnie bawi się z czytelnikiem w kotka i myszkę do ostatniej strony. Polecam gorąco!

Ogromnie zachęcam Was do zapoznania się z "Naśladowcą" bowiem to książka z doskonałą intrygą, niezwykle interesującym pomysłem na fabułę oraz zaskakującym zakończeniem - czyli wszystko to co lubimy w literaturze z dreszczykiem. Książki nie można tak po prostu odłożyć, o niej się wciąż myśli i analizuje. Doskonały wątek kryminalny połączony z ciekawą sferą obyczajową. Tylko nie myślcie, że zbyt szybko rozwiążecie sprawę... Spindler doskonale potrafi wodzić czytelnika za nos... 

Morderstwa Śpiących Aniołków zostały opisane w bardzo delikatny jak na te okoliczności sposób. Mimo wszystko zbrodnie wstrząsnęły mną. Co trzeba mieć w głowie, żeby zabijać niewinne dzieci, które mają całe życie przed sobą? Uwierzcie mi, ich morderca był psycholem. Przekonacie się o tym, gdy przeczytacie o tym, w jaki sposób mówił o swoich zbrodniach. To mrozi krew w żyłach. Jeśli szukacie dobrego thrillera z wyrazistymi bohaterami i nie boicie się wątków psychologicznych - możecie śmiało poszukać tej książki. Nie będziecie się przy niej nudzić.

Po książki Ericy Spindler sięgam w ciemno. Już pierwszy jej tytuł, po który udało mi się sięgnąć, zauroczył mnie językiem, fabułą i budowaniem napięcia na tyle, że autorka na stałe wpisała się swoimi powieściami w moje gusta. (...) Naśladowca to niesamowicie dobry kryminał, co do którego nie mam żadnych zastrzeżeń. Wartka akcja, ciekawa fabuła, morderca idealny nie pozostawiający po sobie śladu, nie nakierowujący na siebie żadnym elementem. Ciekawym zabiegiem jest kontaktowanie się mordercy sprzed lat z detektyw Kitt, który stwierdza, że to nie on teraz morduje, tylko, że ma naśladowcę. (...) Każda z przewracanych stron przynosiła nowy punkt w dochodzeniu, każda nakierowała na tron, by za chwilę zmieniać całkowicie postrzeganie zagadnienia. Polecam serdecznie. Nad prozą Ericy Spindler warto się pochylić.

W moim odczuciu mocną stroną Naśladowcy jest zakończenie, kiedy to akcja jeszcze bardziej przyspiesza. Na światło dzienne wychodzą kolejne ślady, kolejne scenariusze stają się coraz bardziej prawdopodobne, a czytelnik już sam nie wie, kogo podejrzewać. Rozpoczyna się emocjonujący pojedynek z czasem, którego stawką będzie ludzkie życie. Muszę przyznać, że w tym miejscu naprawdę siedziałam, jak na szpilkach. Jeśli macie ochotę na nieskomplikowany, ale ciekawy i emocjonujący thriller w kobiecym wydaniu, Naśladowca powinien sprostać Waszym oczekiwaniom. 

Autorka wprowadza czytelnika w świat zagadek, przestępstw, a przede wszystkim kręgu podejrzanych. Gdy wydaje Ci się, że wiesz już kto jest słynnym Mordercą Śpiących Aniołków właśnie w tym momencie następuje zwrot akcji o 180 stopni. Autorka w umiejętny sposób podstawia różnych podejrzanych, przedstawia dowody, po to aby na końcu zaskoczyć czytelnika i ukazać, że jednak mordercą jest całkiem inna osoba niż myśleliśmy w trakcie czytania. (...) Serdecznie polecam "Naśladowcę" wszystkim fanom dobrego kryminału. Znajdziecie tu wartką akcję i naprawdę naturalne, niewyreżyserowane dialogi. Wszystko jest stworzone z wielką dokładnością i dbałością o szczegóły. Osobiście uważam, że książka sprawdzi się na chłodne i jesienne wieczory.

"Naśladowca" to powieść, która bardzo mi się spodobała. Oczywiście, trafia do grona moich ulubionych. Zyskała moje uznanie nie tylko za świetnie poprowadzoną akcję, trudną do rozwiązania zagadkę i dreszczyk emocji, ale głównie za problemy natury psychologicznej, jakie porusza. Polecam ją miłośnikom gatunku, miłośnikom autorki, a także tym wszystkim, którzy mają ochotę na dobrą książkę.

Erica Spindler to autorka, której autorstwa przeczytam jeszcze z pewnością nie jedną powieść. To idealna propozycja na oderwanie od świata. Oderwanie od świata, a nie rozluźnienie... bowiem napięcie przy jej czytaniu gwarantowane. To powieść, która bez wątpienia porywa. Dobrze napisana, z ciekawymi zwrotami akcji, dobrze stopniowaną akcją. Niepłytka i niebanalna. W całość została wpleciona dosyć spora dawka wątków obyczajowych, które jednak ku mojej dużej uldze nie zostały potraktowane po macoszemu. "Naśladowca" jest powieścią, która mogłaby zostać bardziej dopracowana, której poziom językowy mógłby zostać podniesiony... ale w gruncie rzeczy to rewelacyjny thriller, który dostarcza dreszczyku emocji. 

„Naśladowca" to część znanej i cenionej serii kryminalnej, która zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Opowieść o zbrodni, zemście, wyobcowaniu i samotności. Polecam serdecznie, zwłaszcza czytelnikom , którzy cenią sobie  literaturę Ericy Spinder. Pozdrawiam!!

Rozbudowana fabuła angażuje czytelnika, podsuwa kolejne tropy, ujawnia ciekawe sploty okoliczności, zaskakuje nagłym zwrotem akcji, zachęca do wysuwania własnych hipotez i sprawdzania ich poprawności. Chętnie angażujemy się w tę zabawę, podsycaną lekkim piórem autorki, umiejętnością tworzenia klimatu dobrej sensacji. Mnóstwo dialogów, mało opisów, trzeba bardziej uruchomić wyobraźnię, aby wczuć się w otaczającą rzeczywistość, za to niemała dawka emocji, szereg interesująco uchwyconych aspektów osobowości seryjnego mordercy. Książka zapewnia dobry relaks, łatwo się w nią angażujemy i czerpiemy całkiem niezłą przyjemność z jej czytania. 

Książkę czyta się jednym tchem, zaczęłam czytać ją późnym wieczorem i wciągnęła mnie tak bardzo że nie mogłam się od niej oderwać. (...) Naśladowca to świetnie napisany kryminał, trzymający w napięciu aż do ostatnich stron, genialne uwite zagadki, tajemnice i przerażające morderstwa. Tego dostarczy Ci właśnie ta książka. To pozycja godna polecenia!

Książkę czyta się łatwo przez lekki styl autorki. Akcja wciąga i chcemy jak najszybciej poznać sprawcę. Ciekawy jest tez wątek dwóch policjantek. Jedna po przejściach, straciła właściwie wszystko, co w życiu ważne: rodzinę, dom, zaufanie w pracy. Jednak się nie poddaję i próbuje stanąć na nogi. Druga młoda i ambitna, bardzo czuła na swoim punkcie. Ma już dość, cotygodniowych obiadów rodzinnych z mamą i braćmi. Na szczęście na horyzoncie pojawia się ciekawy mężczyzna. Lekturę tej powieści mogę polecić jak najbardziej osobom lubiącym thrillery, na coraz dłuższe jesienne wieczory.

,,Naśladowca" to wciągający kryminał, który wodzi Czytelnika za nos, by na koniec dać mu pstryczka, gdy już wydaje się, że rozwiązał zagadkę. Dobrze skonstruowana fabuła, ciekawi bohaterowie i rozbudowane tło psychologiczne sprawiają, że książkę czyta się z przyjemnością.

Uważam, że w „Naśladowcy” pisarka ładnie wyważyła wątki obyczajowo-romantyczne i kryminalne. Bardzo podobała mi się polifoniczna narracja, która umożliwiła mi bliższe poznanie obu bohaterek, a także tajemniczego przestępcy. Wątek kryminalny zastał zbudowany na ciekawym pomyśle, a samo rozwiązanie zagadki mnie zaskoczyło – podejrzewałam wiele rozwiązań, ale na to zaproponowane przez Spindler nie wpadłam. Spędziłam z tą powieścią kilkanaście naprawdę przyjemnych godzin.

Naśladowca to niezwykle wciągający i trzymający w napięciu thriller. Do ostatnich stron autorka nie odkrywa, kto właściwie jest sprawcą. Bawi się z bohaterami w kotka i myszkę. I robi to bardzo umiejętnie. Polecam te książkę każdemu, kto choć trochę lubi kryminalne zagadki, bo właśnie ta jest naprawdę genialnie przemyślana. Spędziłam z nią kilka godzin pełnych niepewności i napięcia. A w pewnym momencie już nie potrafiłam jej odłożyć. Po prostu musiałam poznać prawdę.

„Naśladowca” to powieść pełna realizmu, z wartką akcją i doskonale wykreowanymi bohaterami. Idealna lektura nie tylko dla miłośników kryminałów. Jeżeli szukacie wielowątkowej, rozbudowanej książki, którą czyta się bardzo szybko, powieść pani Spindler będzie doskonałym wyborem. Z pewnością sięgnę po więcej książek autorki, moje pierwsze spotkanie z jej twórczością uważam za udane. 

Choć bardzo szybko wpadłam na trop mordercy to i tak książka była dla mnie warta czytania i fatygi. Bardzo dynamiczna i szybka akcja nie daje czytelnikowi czasu i szans na nudę. Wytypowanie zabójcy w zasadzie nie psuje zabawy, bo reszta świetnie to wynagradza. Druga moja książka Spindler i kolejne zadowolenie. Jeśli będę miała okazję na pewno sięgnę po nią nie jeden raz. Jako, że jest wyjątkowo mało krwawa to polecam praktycznie każdemu - chyba, że ktoś nie akceptuje krzywdy, a już na pewno zabójstwa dziecka. Dla mnie na prawdę fajna książka.

Sięgając po „Naśladowcę” musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jesteśmy gotowi na taką dawkę emocji, czy nie przerazi nas konieczność stawienia czoła mordercy, który bez skrupułów zabija dzieci, który jest prawdziwym mistrzem w swoim fachu i mimo działań policji wciąż pozostaje nieuchwytny. Kolejne strony przynoszą emocjonujące wydarzenia i mylne tropy, nasze przypuszczenia okazują się błędne, zaś osoby morderców wciąż nieznane. Te niesłabnące emocje i zaangażowanie są znakiem rozpoznawczym powieści Spindler, choć poza lawinowo toczącą się akcją niezmierne istotne są również portrety psychologiczne bohaterów. Nie tylko bowiem zagłębiamy się w chore umysły morderców, ale i zbliżamy się zarówno do Kitt, jak i do M.C., podziwiając ich odwagę i hart ducha, ale i obdarzając te dwie niezwykle samotne kobiety współczuciem. Jeśli do porywających wydarzeń, brutalnych morderstw, kilku niewiadomych oraz doskonale wykreowanych bohaterów dodamy spektakularne zakończenie, otrzymujemy powieść godną ekranizacji, powieść, po którą każdy miłośnik kryminałów powinien bez wątpienia sięgnąć.

,,Naśladowca" to fantastyczny kryminał, który zainteresował mnie swoją zagadką do tego stopnia, że trudno było mi się od niego odkleić. Ciągła ciekawość i dreszczyk sprawiały, że czytanie tej książki to prawdziwa przyjemność. Polecam!

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ

Bookendorfina
2016-10-07

"Wszystko wskazywało na to, że był to ten sam morderca co poprzednio, ale chciała spojrzeć na sprawę świeżym okiem, obiektywnie... Dobry śledczy koncentruje się przede wszystkim na badaniu zebranych dowodów... kto o tym zapomni, traci wiarygodność." Kryminalnym okiem, z thrillerowskim dreszczykiem, mocno dynamiczną akcją, wielowątkową intrygą. Interesująco, zajmująco i wciągająco. Żwawo...
Daria Skiba
2016-10-06

Każde morderstwo wzbudza we mnie skrajne emocje. Jak można tak po prostu odebrać czyjeś życie? Odebrać możliwość poznawania świata, oglądania go, wsłuchiwania się w szepty wiatru. Jak można pozbawić kogoś oddechu? Gdy w grę wchodzą morderstwa popełniane na dzieciach... Moje serce fika koziołki w przypływach gniewu, a emocje sięgają zenitu. Jak było tym razem? Naśladowca jest moim p...
www.swiatmiedzystronami.blogspot.com
2016-10-03

Osobiście miałam już okazję czytać książki, a raczej książkę Erici i muszę przyznać, że choć styl ma lekki, a treść przewidywalną to jednak przyjemnie się czyta. A to, że przy okazji szybko oznacza, że jej pozycje mogą być fajnymi przerywnikami między cięższą literaturą. No i w dalszym ciągu jest to gatunek, który uwielbiam czyli thriller / kryminał. W 2001 roku w Illinois w miejscowoś...