Romans Historyczny
Idealna narzeczona
KUP TERAZ

Idealna narzeczona

Annie Burrows
brak opinii
TAKŻE JAKO E-book icon
Liczba stron: 272
Oprawa miękka
ISBN: 9788327620422
Premiera: 2016-08-04

Sir Gregory musi się ożenić, aby na mocy testamentu przejąć kontrolę nad rodzinnym majątkiem. Nie chce jednak pojawiać się w towarzystwie częściej niż do tej pory ani tym bardziej zabiegać o względy debiutantek. Sporządza osobliwą listę cech, których poszukuje u kandydatki. Idealna narzeczona powinna być biedna, mało atrakcyjna i niepewna siebie.

Dzięki pomocy przyjaciół Gregory poznaje pannę Mary Carpenter, która przyjmuje jego oświadczyny. Wkrótce po ślubie Mary przypadkiem odnajduje listę i postanawia w pomysłowy sposób odegrać się na mężu.

Spisuje swoje wymagania i grozi skandalem, jeśli Gregory nie wypełni każdego punktu…

Dryden wrócił – ta informacja przyniesiona z samego rana przez szpiega nie przypadła Gridleyowi do gustu. W skrytości ducha liczył na to, że nieporozumienie z Emmą potrwa dłużej. Wkrótce do portu w Bridgetown miał zawitać statek pocztowy. Czyż to nie wspaniała okazja dla Drydena do opuszczenia wyspy?

W zamyśleniu bębnił palcami w blat biurka. Niestety, nie powiodła się próba wbicia klina między Drydena a Emmę. Udowodnił mu, że Emma jest kobietą o wątpliwej moralności, specjalistką w manipulowaniu mężczyznami. Niemal położył mu przed nosem otwarte księgi rachunkowe, by zrozumiał, że został oszukany co do stanu finansów plantacji. Wszystko na nic. Zjawił się w Sugarlandzie.

Czy to oznacza, że przystąpi do kartelu? A jeśli znalazł sposób na podreperowanie kulejącej sytuacji Sugarlandu poza kartelem? A może, i to byłoby najgorsze, wznowił bliskie stosunki z Emmą? Jeśli tak, to jest jedynie kwestią czasu, że Ren pozna jego brzydki sekret. Przecież Emma nie będzie milczała bez końca.

Służący zaanonsował przybycie Hugh Devore’a. Zazwyczaj Arthur sam obmyślał plany, a komunikował je innym dopiero wtedy, kiedy były gotowe. Dzisiaj jednak ucieszył się, że może z kimś uzgodnić dalsze poczynania.

Devore rozsiadł się w fotelu, zakładając nogę na nogę, i z miejsca przystąpił do rzeczy.

– Dryden rozwalił nasze plany. Błędnie zakładaliśmy, że mu się tu szybko znudzi i wyjedzie, tym bardziej że Emma nie przywitała go z otwartymi ramionami. Wygląda na to, że wszystko się zmieniło. On chce zostać, a Emma zrozumiała, że mogłaby mieć w nim sojusznika.

– Właśnie. – Arthur zgodził się z oceną Devore’a. – Mamy problem. Co teraz? Cokolwiek zrobimy, z wyjątkiem zostawienia ich w spokoju, nieuchronnie dojdzie do podziału. Konflikt przybierze otwartą postać.

Gridley wolał machinacje polegające na udawaniu przyjaźni, budowaniu zaufania, potem zdradzie, po której on ruszy z pomocą ofierze nieświadomej jego roli w intrydze.

– Powinniśmy zmienić punkt wyjścia – oznajmił Devore. – Nasze dotychczasowe działania budowaliśmy wokół założenia, że uda nam się pozyskać Sugarland do realizacji naszych celów. Próbowaliśmy różnych sposobów. Najpierw chcieliśmy ich wykupić, potem miałeś się w tę plantację wżenić, wreszcie namówić Drydena i Emmę do współuczestnictwa w kartelu. Żaden z tych pomysłów nie doszedł do skutku. Czy nie czas ich zniszczyć, żeby przestali stać nam na drodze?

Gridley nadstawił ucha.

– Jak mielibyśmy tego dokonać? – zapytał. – Wyeliminować graczy czy plantację, o którą gra się toczy? – Do tej pory tak manewrował, żeby móc wykorzystywać Sugarland jako dźwignię nacisku na Emmę. – Gdy Sugarlandu zabraknie, utracę potężne narzędzie perswazji.

– Tak sądzisz? Ona bez plantacji stanie się kompletnie bezbronna. Bez dochodów, punktu oparcia, dachu nad głową będzie jak królik wypłoszony z krzaków i rozglądający się za norą. Być może innym okiem spojrzy na to, co jej oferujesz. Obecnie nie potrzebuje twojego domu, bo ma swój. To samo dotyczy pieniędzy i kochanka.

– Dryden jest niczym piąte koło u wozu – rzucił Gridley. Złościło go, że przybysz góruje nad nim pod każdym względem.

– To kwestia podaży i popytu – orzekł Devore. – Wszystko się do tego sprowadza.

Gridley zrozumiał, co Hugh chciał powiedzieć.

– Pozbędziemy się Drydena, spalimy plantację – powiedział – ale Emmie nic nie może się stać. To mój warunek. Obiecałem Albertowi Merrimore’owi…

Devore ryknął śmiechem i dokończył:

– …tuż przed przyciśnięciem mu poduszki do twarzy. Nie zgrywaj przede mną świętoszka, Arthurze. Byłbyś gotów zawrzeć sojusz z diabłem, gdyby to posłużyło twoim interesom. Nie mówię, że mam w związku z tym jakieś obiekcje. Jesteśmy ludźmi interesu, ulepiono nas z tej samej gliny. Obaj postępujemy bezwzględnie, kiedy chcemy coś osiągnąć. Mnie zależy na kartelu, tobie na dziewczynie. Myślę, że to da się pogodzić.

– Kiedy to zrobimy?

Arthur Gridley zaczynał się przekonywać do planu Devore’a. Obawiał się tylko, że był nawet za dobry, by dało się go zrealizować. Założą kartel i ceny cukru pójdą w górę, Dryden zniknie, a on zagarnie Emmę, bez względu na to, czy będzie tego chciała, czy nie.

– Już niedługo. W końcu tygodnia jest święto zbiorów. Wszyscy robotnicy z Sugarlandu udadzą się do Bridgetown.

– Jest precedens, palił się kurnik – przypomniał Gridley.

– Ani przez moment nie pomyślałem, że sam z siebie się zapalił.

– Fakt, nie obeszło się bez pomocy – przyznał Gridley.

Nie szkodzi, że tamten pożar nie był tak groźny w skutkach, jak on by sobie tego życzył. Chodziło o to, aby tuż przed żniwami nastraszyć robotników po to, by uciekli z plantacji. Niestety, niespodziewanie zjawił się Dryden i pokierował akcją ratowniczą. Co prawda, on dopilnował, żeby wszyscy zobaczyli tę magiczną lalkę, którą podrzucił na pogorzelisko, ale strata Emmy ograniczyła się tylko do połowy jednej dniówki. Teraz będzie inaczej. Ten ogień będzie nieporównywalnie bardziej szkodliwy.

– A jak załatwimy Drydena? – zapytał Devore.

Spalimy razem z domem, wywieziemy w interior i porzucimy, wsadzimy na statek w nieznane… Gridley potrafił wyobrazić sobie różne nieszczęśliwe wypadki, ale tę sprawę pozostawi Devore’owi. Wystarczy, że zakończył życie Alberta Merrimore’a. Kolej na innego członka ich grupy. Devore bez trudu poradzi sobie z Drydenem. A jeśli w przyszłości trzeba będzie zdemaskować Devore’a przed Emmą, żeby zdobyć jej przychylność, bez wahania zwróci się przeciwko Devore’owi. Uznał w duchu, że nareszcie wszystko zaczyna się układać w zgrabną całość.

 

Emma, śpiąca z głową na ramieniu Rena, poruszyła się i jej włosy połaskotały go w pierś. Spojrzał na nią – była bardzo piękna. Od pierwszej chwili, w której ją ujrzał, budziła w nim pożądanie. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Mimo to pod wieloma względami Emma wciąż była dlań osobą obcą. Potwierdzeniem mógł być fakt, że wciąż jeszcze mieli sobie sporo do wyznania. Właśnie dlatego insynuacje Gridleya trafiły na podatny grunt i wywołały w nim tyle wątpliwości. Nie pomagała też niechęć Emmy do otwarcia się przed nim, do bezwarunkowej szczerości. A jednak Ren czuł, że więź łącząca go z Emmą jest bardzo silna. Mimo wszystkich zastrzeżeń nie chciałby się z nią rozstać. Jak to się wszystko skończy?

Właściwie pozostawała tylko jedna możliwość. Jeśli chce Emmę zatrzymać, to należałoby się z nią ożenić. A jeżeli nie zdecyduje się na zawarcie małżeństwa, to powinien odejść. Szkopuł w tym, że wyspa nie była wystarczająco duża dla obojga. Odejście oznaczałoby powrót do Anglii, byłoby to jedyne logiczne rozwiązanie. Mógłby otworzyć w Anglii biuro zajmujące się importem rumu. W ten sposób zachowałby kontrolę nad interesami i jednocześnie mógł osobiście, nie za pośrednictwem upełnomocnionych prawników, wywiązywać się z obowiązków, jakie nakładał na niego tytuł hrabiowski. Rodzinie na pewno wyszłoby to na dobre. Obyłoby się w przyszłości bez takich katastrof jak ślub Sarah z Benedictem.

Być może od początku wiedział, że jednak powróci. Wyruszył na Barbados powodowany ciekawością i nadzieją na nowe życie. Jednak bardzo możliwe, że w głębi duszy nie traktował tej wyprawy jako czegoś nieodwracalnego. W końcu miał w kraju obowiązki. Gdyby musiał wybierać między Emmą a rodziną, nie wahałby się ani chwili i wrócił do rodziny.

Bez znaczenia jest fakt, że podoba mu się na wyspie. Kitt miał rację, do upału można się przyzwyczaić. Ren pokochał tutejsze plaże, ocean, barwy nieba i roślinności, niesformalizowany styl życia, możliwości zarobienia pracą na pomyślność rodziny. Czy zamieszkanie tu na zawsze wyklucza powrót? Opuszczając kraj, unikał stawiania sobie tego pytania. Teraz jednak musiał je zadać. Czy kiedykolwiek znowu zobaczy Anglię, a przede wszystkim rodzinę? Miałby nigdy już nie ujrzeć bliskich i utrzymywać z nimi kontakt wyłącznie drogą listowną?

A gdyby tak wziąć Emmę ze sobą do Anglii? Peter dałby sobie radę w roli rządcy na plantacji, jest na pewno godny zaufania. Jeśli się z nią ożeni, to zostanie hrabiną. Musiałaby przyjąć styl życia londyńskiej socjety. Druga sprawa to jak przyjęłaby ją jego rodzina. Ren spróbował wyobrazić sobie Emmę w takim wcieleniu, ale na próżno. I to nie dlatego, że Emma mogłaby nie odnieść w Londynie sukcesu, lecz z tego powodu, że na pewno nie byłaby szczęśliwa. Nie dla niej tryb życia londyńskich dam z wyższych sfer, ograniczony do zakupów, wizyt towarzyskich i działalności charytatywnej. Emma, jaką znał, zanudziłaby się już po miesiącu. Londyn stałby się dla niej złotą klatką.

Zatem związek z Emmą oznacza pozostanie na wyspie, założenie domu w Sugarlandzie i ochrona Emmy przed Gridleyem. Najlepszym zabezpieczeniem będzie małżeństwo, ponieważ znajdzie się poza zasięgiem tego drania. Ren potrafił sobie wyobrazić, że takie życie uczyni go szczęśliwym. Oczywiście w każdej sytuacji są złe strony. Anglię będzie odwiedzał bardzo rzadko, podobnie jak Merrimore. Co do obowiązków hrabiowskich, będzie musiał zdać się na prawników. Miał dobrych adwokatów, poczta kursuje regularnie, DeBreed będzie na miejscu, dostanie jako szwagier odpowiednie pełnomocnictwa do czasu uzyskania pełnoletności przez Teddy’ego.

Gdyby nie ożenił się z Emmą, musiałby wyjechać. Kontynuowanie romansu, jeśli nic nie miałoby z niego wyniknąć, byłoby nie w porządku zarówno wobec niej, jak i siebie samego. Ren wyznaczył sobie termin: koniec sierpnia. Do tego czasu rozwiąże problem Gridleya, który pozostając na wolności, stanowi zagrożenie dla Emmy. Do tego czasu ruszy także produkcja rumu. Wszystko znajdzie się pod kontrolą. Emma poradzi sobie, a on będzie po drugiej stronie, gdzie zacznie odbierać transporty. Może nawet zdąży do domu na ślub Sarah, jeśli teraz napisze i poprosi, by wstrzymali się z uroczystością do jego przyjazdu.

 

– Nie śpisz? – Emma uniosła głowę. – Trzeba było mnie obudzić. Moglibyśmy razem zacząć dzień.

– Nie ma pośpiechu. – Logika wcześniejszych przemyśleń zaczynała blednąć. Jaki mężczyzna opuściłby taką kobietę jak Emma? Niemal słyszał, jak Kitt śmieje mu się w oczy i mówi „Tylko idiota!”. – Jak sobie wyobrażasz początek dnia?

– W łóżku. W tym samym miejscu, w którym skończyliśmy wczorajszy dzień. A potem pojechalibyśmy obejrzeć destylarnię.

Emma była kobietą, która wie, czego chce. Ren nie wziął tego pod uwagę, rozważając rozmaite rozwiązania i warianty przyszłego życia. Cały czas myślał tylko o tym, czego on chce. A czy ona zechciałaby za niego wyjść za mąż? Może wolałaby, żeby wyjechał. Tej decyzji nie może podjąć bez Emmy. Musi z nią porozmawiać, ale najpierw powinien powiedzieć jej, kim jest w tym drugim życiu, które zostawił w Anglii, i dlaczego znalazł się na Barbados. Trochę poniewczasie zauważył, że but znalazł się nie na tej nodze, na której on go widział. Jest na jego nodze i uwiera. Kiedy Emma dowie się wszystkiego, będzie miała rację, zarzucając mu ten sam brak otwartości, o który on ją oskarżył.

Ren wrócił do punktu wyjścia. Bez względu na to, ile by o tych wszystkich sprawach myślał, wciąż byli obcymi ludźmi, których połączył seks i którzy winę za to ponosili pospołu. Na szczęście Emma wiedziała, jak sprawić, by przestał zanadto nadwerężać głowę myśleniem. W tej chwili Ren też wolał wybrać inny rodzaj logiki.

 

Perspektywa rozkręcenia produkcji rumu była ekscytująca. Emma dała się ponieść wyobraźni. Towarzyszący jej podczas oglądania destylarni Ren wydawał się nieobecny duchem, chociaż starał się to maskować. Rano, kiedy się kochali, odnosiła podobne wrażenie.

W drodze do destylarni opowiadał o szczegółach spotkania z kwatermistrzem marynarki wojennej i o tym, że już złożył zamówienie u bednarza na beczki, które będą im potrzebne w dużych ilościach. Emmę zastanowiło, dokąd błądził myślami podczas rozmowy, bo nie ulegało wątpliwości, że chwilami był bardzo daleko. Czyżby dowiedział się w mieście o czymś, o czym nie chciał jej powiedzieć? A może wciąż jeszcze przeżywał ich ostatnią kłótnię?

– Produkcja rumu nie przyniesie ci natychmiastowego dochodu, zobaczysz go dopiero przed końcem roku – zauważył Ren.

Aha, zorientowała się Emma. Od razu zauważyła różnicę.

– Nie mówisz „my”.

– Oczywiście miałem na myśli, że osiągniemy ten dochód razem. To miejsce połączy nas na zawsze. Nigdy się mnie nie pozbędziesz.

Emma w lot pojęła, dokąd prowadzi takie stwierdzenie. Ren postanowił odpłynąć. Może nie jutro i nie najbliższym statkiem pocztowym, ale nieodwołalnie. Ile zostało im czasu? Dwa miesiące? Trzy?

– Uznałeś, że Karaiby ci nie służą – zauważyła, siląc się na obojętność. Może Karaiby, a może ona. – Kiedy mam się spodziewać twojego wyjazdu?

– Nie wspominałem o wyjeździe.

– Nie baw się ze mną w słówka. Coś się wydarzyło. Znowu nasłuchałeś się Gridleya i jego oszczerstw?

– To sprawa osobista i bardziej skomplikowana. Nie powinienem dłużej cię kompromitować. Arthur Gridley rzeczywiście plotkuje na nasz temat. Nie mogę udawać, że jestem tylko twoim partnerem w interesach. Jeśli zerwiemy, nie zostanę na plantacji. Za bardzo cię pragnę. Byłoby dla mnie torturą przebywanie z tobą pod jednym dachem, widywanie cię na co dzień, wspólne prowadzenie interesów. Zresztą poświęcenie i tak byłoby daremne. Nawet gdybyśmy wiedli życie jak w klasztorze, nikt by nam nie uwierzył.

Słowa Rena zrobiły wielkie wrażenie na Emmie. W pewnym sensie pochlebiały jej nawet. Wcześniej żaden mężczyzna nie okazał jej podobnych względów. Z drugiej strony, czuła, że pobrzmiewa w nich pewien fałsz.

– Jestem zbudowana twoją troską o moją reputację, o ile jakieś resztki reputacji mi jeszcze pozostały. Nie jestem jednak tak głupia, żeby przyjąć za dobrą monetę, że z tego powodu chcesz wrócić do Anglii. Musi być jeszcze inny.

– Moja siostra wychodzi za mąż – powiedział po chwili wahania Ren. – Kitt pokazał mi list. Przejął go w innym porcie ze statku pocztowego, który niebawem zawinie do Bridgetown. – Zamilkł, jakby rozumiejąc, jak mało przekonujące jest to tłumaczenie; przecież ślub siostry nie wymaga jego stałej obecności w Anglii. – Czy kuzyn Merrimore opowiadał ci o mnie i o naszej rodzinie? – zapytał w końcu.

– Nie – odparła zgodnie z prawdą Emma.

Prawie nic nie wiedziała o bliskich Merry’ego. Żyli tysiące mil od wyspy. Merry sam nie znał ich zbyt dobrze, a dla niej nie byli ważni. Aż do dzisiaj.

– Przypominam sobie, jak raz wspominał, że jest spokrewniony z twoją matką.

– Był bratem ciotecznym ojca mojej matki, która pochodzi z ziemiańskiej rodziny osiadłej w południowo-wschodniej Anglii, w Susseksie. Mieli tam majątek zapewniający im dostatnie życie na poziomie ludzi z ich sfery. Matce to nie wystarczało. Udała się do Londynu na sezon i wróciła do domu zaręczona ze spadkobiercą hrabiego Dartmoor, najlepszą ówczesną partią w mieście.

Emma zaczęła składać usłyszane do tej pory informacje w całość. Ojciec Rena był hrabią. Już nie żył, o czym Ren wspominał na plaży. Brat imieniem Teddy jest od niego młodszy. Emma od razu zorientowała się, że Ren jest dżentelmenem. To rzucało się w oczy i nie dziwiło. Kuzyn Merry’ego musiał przynależeć do tej samej sfery, ale nigdy by nie pomyślała, że aż tak wysoko usytuowanej w społecznej hierarchii.

– Jesteś hrabią!

– Jestem Renem Drydenem i tylko mężczyzną. Mój tytuł niczego nie zmienia.

Emma nie potrafiła ukryć wzburzenia. Nie wiedziała, której z szalejących w niej emocji dać pierwszeństwo: złości czy rozżaleniu, że cały czas nie był z nią szczery. Domagał się od niej szczerości, miał do niej żal, że z jej powodu wdepnął w kłębowisko żmij, a ukrywał prawdę o sobie.

– Owszem, zmienia. Sam to przyznałeś. Z tego powodu zamierzasz wyjechać. To, kim jesteś, zmienia między nami wszystko.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ