Thriller / Sensacja / Kryminał
Zabawy z bronią
KUP TERAZ

Zabawy z bronią

brak opinii
Liczba stron: 432
ISBN: 9788327617682
Premiera: 2016-07-06

Detektyw Decker prowadzi dochodzenie w sprawie samobójstwa nastoletniego chłopca. Szybko dochodzi do wniosku, że klucz do rozwiązania zagadki znajduje się w szkole, do której chodził Greg Hesse. Elitarne liceum, jedno z najlepszych w kraju, jest terenem łowieckim narkotykowych dilerów i handlarzy bronią. Kilkoro uczniów prawdopodobnie współpracuje z mafią, a pozostali boją się mówić. Śledztwo rusza z miejsca, gdy umiera kolejna uczennica z tej samej szkoły. Decker uważa, że znów ktoś upozorował samobójstwo. Ktoś, kto lubi okrutne zabawy i traktuje ludzi jak marionetki.

Faye Kellerman

Faye Kellerman jest autorką kryminałów, szczególnie znaną z serii o Peterze Decker i Rinie Lazarus. Jej debiutancka powieść „The Ritual Bath” spotkała się z ogromnym uznaniem i otrzymała prestiżową nagrodę Macavity Award dla najlepszej powieści kryminalnej. Na swoim koncie ma także wiele thrillerów, które znalazły się na liście bestsellerów New York Timesa m.in. „Serpent’s tooth”, „Jupiter’s bones”, „The forgotten”. Na całym świecie wydrukowano ponad dwadzieścia milionów egzemplarzy jej powieści. Prytwanie żona Jonathana Kellermana, , jednego z najsławniejszych na świecie autorów kryminałów i thrillerów psychologicznych.

Faye Kellerman

Zabawy z bronią

 

Kiedy wrócił do pokoju, zastał tam już Wendy Hesse. Jej cera miała niezdrowy szary odcień, niebieskie oczy, choć teraz suche, wylały wiele łez. Włosy miała ostrzyżone na pazia, ciemnobrązowe z siwymi odrostami. Była grubokoścista, po wyglądzie sądząc, zbliżała się do pięćdziesiątki. Nosiła czarny sweter i czarne spodnie, a na nogach tenisówki.

- Porucznik Decker, pani Hesse – przedstawiła Marge.

Decker postawił kubek na biurku.

- Napije się pani czegoś?

Wendy Hesse spojrzała na swoje kolana, potrząsnęła głową i coś mruknęła.

- Słucham? – spytał Decker.

Gwałtownie podniosła głowę.

- Nie... dziękuję.

- Więc w czym mogę pani pomóc?

Popatrzyła na Marge, która powiedziała:

- Wezmę sobie kawę. Na pewno nie chce pani wody, pani Hesse?

Po raz drugi odmówiła.

Po wyjściu Marge Decker spytał ponownie:

- W czym mogę pani pomóc, pani Hesse?

- Muszę porozmawiać z policją. – Splotła dłonie i spojrzała na podołek. – Nie wiem, od czego zacząć.

- Po prostu proszę powiedzieć, o czym pani myśli.

- Mój syn... - Jej oczy się zamgliły. – Mówią, że on... że popełnił samobójstwo. Ale ja nie... Ja w to nie wierzę.

- Ach tak... - Decker spojrzał na nią całkiem innym wzrokiem. - Pani jest matką Gregory’ego Hesse’a. – Gdy skinęła głową, a po jej policzkach zaczęły spływać łzy, dodał: - Bardzo mi przykro, pani Hesse. – Wręczył jej chusteczkę. – Nawet sobie nie wyobrażam, co pani czuje. – Kiedy zaczęła głośno szlochać, wstał i położył rękę na jej ramieniu. – Przyniosę pani wody.

- Tak... - Kiwnęła głową. - Może to dobry... pomysł.

Decker zastał Marge przy dzbanku z kawą.

- Ona jest matką Gregory’ego Hesse’a, nastolatka, o którym piszą dziś w gazecie. Chłopak odebrał sobie życie. – Kiedy Marge szeroko otworzyła oczy, spytał: – Ktoś z wydziału zabójstw był tam wczoraj?

- Ja zeznawałam w sądzie. – Przerwała na moment. – Oliver tam pojechał.

- Rozmawialiście o tym?

- Właściwie w ogóle. Był przygnębiony, to wszystko. Ważne, o czym nie rozmawialiśmy. Nie wspomniał, że ma w związku z tą śmiercią jakieś podejrzenia. Gdyby miał, na pewno by mi powiedział.

- Tak, jasne. - Decker napełnił kubek wodą. – Natomiast pani Hesse ma wątpliwości. Mogłabyś zostać? Chciałbym, żeby ktoś był przy tej rozmowie.

- Nie ma sprawy.

Wrócili do pokoju Deckera.

- Poprosiłem sierżant Dunn, żeby nam towarzyszyła – powiedział Decker do pani Hesse. – Pracuje razem z Oliverem Scottem, który był wczoraj w pani domu.

- Bardzo pani współczuję, pani Hesse – powiedziała Marge.

- W domu… – Jej policzki znów zmoczyły łzy. – Zjawiło się dużo policjantów.

- Detektyw Oliver był po cywilnemu. Nie pamiętam, co miał wczoraj na sobie. Jest po pięćdziesiątce...

- A, ten – powiedziała Hesse, ocierając łzy. – Pamiętam go. To dziwne... wciąż widzę wszystko jak przez mgłę... jakby to był koszmar, który mi się przyśnił. – Gdy Decker w milczeniu skinął głową, mówiła dalej: - I wciąż mam nadzieję... że się obudzę. – Przygryzła wargę. – To mnie zabija. – Łzy płynęły szybciej, nie nadążała ich wycierać. – Chciałabym, żebyście się dowiedzieli, co się naprawdę stało.

- Tak, oczywiście. – Decker przerwał na moment. – W takim razie proszę nam wyjawić, co w związku ze śmiercią syna budzi pani wątpliwości.

Na splecione dłonie pani Hesse spadały ciężkie krople.

- Gregory sam się nie zastrzelił. W życiu nie miał w ręku broni, nienawidził jej. Cała nasza rodzina jest głęboko przeciwna wszelkiej przemocy.

- Proszę mi opowiedzieć coś o synu. - Decker wyjął notes.

- Na pewno nie miał skłonności samobójczych, nie był też w depresji. Gregory miał przyjaciół, dobrze się uczył, jego zainteresowania były rozległe. Nigdy nawet nie napomknął o samobójstwie.

- W ciągu ostatnich miesięcy nie zauważyła pani w nim jakiejś zmiany?

- Nie.

- Może bywał ponury albo humorzasty? – podpowiedziała Marge.

- Nie! – stwierdziła stanowczo Wendy Hesse.

- Nie sypiał dłużej? – spytał Decker. – Nie jadł więcej? Albo mniej?

- Nie zmienił się, był tym samym dobrym chłopcem... - Westchnęła z rozdrażnieniem. – Owszem, czasami zamykał się w sobie, zapadła w milczenie, ale to nie to samo co depresja.

- Oczywiście, że nie – rzekł Decker. – Proszę wybaczyć, że o to pytam, ale czy syn miał kontakt z narkotykami?

- Nigdy!

- Proszę mi opowiedzieć o jego hobby. Czym się zajmował po lekcjach?

- No... - Pani Hesse wydawała się zbita z tropu. - Wiem, że ostatnio przygotowywał się do zawodów krasomówczych. – Na moment zamilkła. – Był bardzo dobry. Powiedzieli mu, żeby wrócił za rok, kiedy będzie więcej miejsc.

Co oznacza, że sobie nie poradził, pomyślał Decker, ale zachował to dla siebie.

- Co jeszcze? – spytał.

- Należał do klubu matematycznego. Był świetny z matematyki.

- Co robił w weekendy?

- Spędzał je z przyjaciółmi, spotykali się w którymś z domów, czasami całą grupą chodzili do kina. No i oczywiście się uczył. W szkole zapisał się na kursy dla zaawansowanych.

- Co pani wie o jego znajomych?

Nim odparła, skrzyżowała ramiona na pokaźnym brzuchu.

- Gregory nie należał do najbardziej popularnych dzieci w szkole. – Przy słowie „popularnych” gestem pokazała cudzysłów. – Ale z pewnością nie był też wyrzutkiem.

- Jestem o tym przekonany. A co z jego przyjaciółmi?

- Jego przyjaciele byli... Gregory ze wszystkimi był w dobrych stosunkach.

- Może pani podać jakieś szczegóły? Kto był jego najlepszym przyjacielem?

- Joey Reinhart. Przyjaźnili się od podstawówki.

- Ktoś jeszcze? – spytała Marge.

- Miał przyjaciół – powtarzała pani Hesse.

Decker spróbował z innej strony.

- Gdyby Gregory należał do jakiejś grupy czy paczki w liceum, czym pani zdaniem by się charakteryzowali jej członkowie?

- Co ma pan na myśli?

- Wspomniała pani uczniów, którzy cieszą się popularnością. Są jeszcze inne, nazwijmy to, obozy: zapaleni sportowcy, squattersi, palacze marihuany, kujony, buntownicy, mądrale, filozofowie, hipsterzy, Goci, wampiry, wyrzutki, artyści... - Decker wzruszył ramionami.

Zacisnęła wargi w prostą linię, w końcu powiedziała:

- Gregory miał rozmaitych przyjaciół. Niektórzy mieli różne problemy.

- Jakie problemy?

- Wie pan, to, co dotyka młodych...

- Dla nas problemy zwykle oznaczają seks, narkotyki i alkohol – wtrąciła Marge.

- Nie, nie to. – Wendy ugniatała dłonie. – Niektórzy z jego przyjaciół trochę wolniej dojrzewali. Jeden chłopiec, Kevin Stanger... Tak się go czepiali, że rodzice przenieśli go do prywatnej szkoły po drugiej stronie wzgórza.

- Znęcali się nad nim? – spytał Decker. – Mam na myśli fizyczną przemoc.

- Wiem tylko, że rodzice go przenieśli.

- Kiedy to było? – spytała Marge.

- Jakieś pół roku temu. – Umknęła wzrokiem. – Ale mojego syna to nie dotyczyło. Nie, proszę pana. Gdyby mu dokuczali, wiedziałabym o tym i na pewno bym nie odpuściła, tyle mogę panu powiedzieć.

Właśnie z tego powodu Gregory mógł ukryć coś przed matką, pomyślał.

- Nigdy nie wrócił ze szkoły z siniakami czy innymi podejrzanymi śladami? – spytał Decker.

- Nie! Czemu pan mi nie wierzy?

- Oczywiście, że wierzę, ale muszę zadać pewne pytania, pani Hesse. Oczekuje pani kompetentnego śledztwa, prawda?

Milczała przez chwilę, potem powiedziała:

- Może mi pan mówić Wendy.

- Jak pani woli – odparł Decker.

- Czy Gregory miał dziewczynę? – spytała Marge.

- Nic o tym nie wiem.

- Wychodził gdzieś w weekendy?

- Głównie spotykał się z przyjaciółmi w domu, u tego czy tamtego. Tylko Joey miał odpowiedni wiek, żeby prowadzić samochód. – Oczy Wendy wypełniły się łzami. – Mój syn nigdy tego nie doczeka. – Natychmiast się rozpłakała. Decker i Marge czekali, aż znów odzyska głos. – Dwa razy. – Otarła oczy. – Kiedy po niego pojechałam... widziałam kilka dziewcząt. – Znów otarła oczy. – Pytałam o nie Gregory’ego. Powiedział, że to koleżanki Tiny.

- Kim jest Tina? – spytała Marge.

- Och... przepraszam. Tina jest młodszą siostrą Joeya. Ona i Frank, mój młodszy syn, są w tej samej klasie.

- Czy Joey i Gregory chodzili do tej samej szkoły?

- Bell & Wakefield, w Lauffner Ranch.

- Znam ją – powiedział Decker.

Położona na ponad ośmiu hektarach Bell & Wakefield w North Valley była ekskluzywną prywatną szkołą średnią z nowoczesnym boiskiem piłkarskim, salą do koszykówki, salą kinową i laboratorium komputerowym jak z NASA. Ceniono tam talenty sportowe, aktorskie i naukowe, w tej właśnie kolejności. W okolicy mieszkało wielu zawodowych sportowców i aktorów, którzy posyłali tam swoje dzieci.

- Jakieś tysiąc pięćset uczniów?

- Dokładnie nie wiem, ale to duża szkoła – odparła Wendy. – Mnóstwo przestrzeni, żeby znaleźć swoje miejsce.

A jeśli się tam nie odnajdziesz, zostaje sporo miejsca, gdzie możesz się zgubić, pomyślał Decker.

- Joey to trochę dziwoląg – podjęła Wendy. – Ma metr siedemdziesiąt dwa wzrostu i waży ze czterdzieści pięć kilo. Nosi duże okulary i ma odstające uszy. Nie mówię tego złośliwie, tylko żeby pan wiedział, że jest mnóstwo dzieciaków, którym by dokuczano, zanim ktoś zainteresowałby się Gregorym.

- Ma pani zdjęcie syna? – spytał Decker.

Wendy zaczęła grzebać w torebce i wyjęła z niej zdjęcie z zakończenia podstawówki. Był na nim chłopiec o dziecinnej twarzy z niebieskimi oczami i różowymi policzkami. Daleko mu było do dojrzałości, a w liceum takich nigdy nie traktują miło.

- Mogę je zatrzymać? – spytał Decker.

Wendy kiwnęła głową.

Decker zamknął notes.

- Czego pani ode mnie oczekuje, pani Hesse?

- Żeby dowiedział się pan, co się naprawdę stało z moim synkiem – odparła ze łzami w oczach.

- Koroner stwierdził, że pani syn popełnił samobójstwo.

- Nie obchodzi mnie, co mówi koroner – odparła z uporem. - Mój syn się nie zabił.

- Czy mógł się postrzelić niechcący?

- Nie – stwierdziła Wendy. – Gregory nienawidził broni.

- Więc jak pani zdaniem zginął? – spytała Marge.

Wendy zerknęła na detektywów, wykręcając palce, i milczała.

- Jeśli nie zginął przypadkiem z własnej ręki i jeśli nie popełnił samobójstwa, pozostaje zabójstwo, niezamierzone albo rozmyślne – dodał Decker.

Wendy przygryzła wargę i skinęła głową.

- Sądzi pani, że ktoś zamordował pani syna?

Minęło kilka chwil, nim Wendy się odezwała:

- Tak.

- Na jakiej podstawie? – spytał jak najdelikatniejszym tonem Decker.

- Bo wiem, że on się nie zastrzelił.

- Czyli pani zdaniem koroner czegoś nie dopatrzył albo...

Wendy znów milczała.

- Mogę podjechać do szkoły Gregory’ego i porozmawiać z jego kolegami z klasy i przyjaciółmi, ale koroner nie zmieni zdania, dopóki nie znajdziemy czegoś naprawdę istotnego. Czegoś, co wykluczy albo mocno podważy samobójstwo. Zazwyczaj to koroner do nas przychodzi, kiedy podejrzewa, że coś jest nie tak.

- Nawet jeśli to było to... co pan powiedział. – Wendy otarła oczy. – Nie mam pojęcia... co się stało. – Znów polały się łzy. – Jeśli to zrobił... Nie wiem dlaczego. Nic nie wiem, nie rozumiem! Niemożliwe, żebym była taka głupia i ślepa.

- To nie ma nic wspólnego z rozumem...

- Ma pan dzieci, proszę pana?

- Tak.

- A pani? – Spojrzała na Marge.

- Mam córkę.

- Więc co byście zrobili, gdybyście któregoś dnia wrócili do domu... i usłyszeli, że wasze dziecko... popełniło samobójstwo?

- Nie wiem – przyznał Decker.

- W ogóle sobie tego nie wyobrażam. - Oczy Marge zaszły łzami.

- Więc proszę mi powiedzieć – podjęła Wendy – jak by się pan czuł, gdyby pan wiedział, że nie istnieje żaden, ale to żaden powód, dla którego pańskie dziecko miałoby się zabić? Gregory nie był w depresji, nie wpadał w dziwne nastroje, nie brał narkotyków, nie pił, nie był samotnikiem, miał przyjaciół. I nigdy nie trzymał w ręku broni. Nie mam pojęcia, skąd miałby ją wziąć. – Wybuchnęła płaczem. - I nikt... mi... nic... nie wyjaśnia.

Decker pozwolił jej się wypłakać, podał też pudełko chusteczek higienicznych.

- Czego pani od nas oczekuje, pani Hesse? – spytała Marge.

- Wen...dy – poprawiła ją, szlochając. – Żebyście się dowiedzieli, co się stało. – Spojrzała na nich błagalnie. – Może to nie jest sprawa policji, ale nie wiem, do kogo się zwrócić. – Gdy zapadła cisza, Wendy spytała: - Mam zatrudnić prywatnego detektywa? Może przynajmniej dowiedziałby się, skąd Gregory wziął broń.

- Gdzie jest ta broń? – spytał Decker.

- Policja ją zabrała.

- W takim razie powinna być w szafie z dowodami – powiedziała Marge. – I opisana w dokumentach.

- Wyjmijmy ją i sprawdźmy, skąd pochodzi. – Decker zwrócił się do Wendy: – Proszę pozwolić, że zacznę od broni, a potem zobaczymy.

- Dziękuję! – Z jej oczu popłynęły kolejne strugi łez. – Dziękuję, że mi uwierzyliście... a przynajmniej wzięliście pod uwagę moje słowa.

- Jesteśmy tu po to, żeby pomagać – stwierdziła Marge.

Decker przytaknął skinieniem głowy. Wendy Hesse prawdopodobnie wypierała ze świadomości wszystko, co się wydarzyło. Ale czasami, nawet w takiej sytuacji, rodzice naprawdę lepiej niż ktokolwiek inny znają swoje dzieci.

 

ROZDZIAŁ TRZECI

 

Siedząc na sofie w salonie, Decker z trzaskiem otworzył puszkę dad’s i rozkoszował się obecnością żony oraz smakiem wędliny.

- Dziękuję, że przyniosłaś mi kolację.

Zabawy z bronią są moim zdaniem troszkę słabsze od Pętli, co nie znaczy, że nie warto im poświęcić czasu. To kawał dobrej lektury, przy której szybko mija czas. Zabrakło mi jednak trochę detektywa Deckera w tej opowieści. Pozwolił, by Gabriel zajął jego miejsce. Mam nadzieję, że w kolejnej części cyklu, o ile powstanie, główny bohater znów będzie brylował. Jeśli nie czytaliście Pętli, nadróbcie zaległości, parę wątków może nie być dla Was zrozumiałych, jeśli tego nie zrobicie.

Autorka poruszyła wiele ważnych spraw, które zdarzają się w realnym świecie - rozstanie rodziców, stosunek do przyrodniego rodzeństwa, dbanie o rozwijanie talentu, młodzieńcza miłość i fascynacja płcią przeciwną, homoseksualizm, narkotyki, dostępność broni, znęcanie się nad słabszymi w szkole co czasami może prowadzić do samobójstwa... Książkę czyta się z zainteresowaniem a kolejno ujawniane informacje sprawiają, że czytelnik sam próbuje dotrzeć do prawdy. I choć momentami już już wydaje mu się, że jest o krok od rozwiązania, to nagle.... autorka wyciąga "asa z rękawa", czyli nowe intrygi, szokujące informacje i już cały tok myślenia trzeba skierować w innym kierunku.

Oba wątki – kryminalny i obyczajowy, w pewnym momencie się przecinają i od tej chwili akcja zdecydowanie przyspiesza. Od książki nie sposób się oderwać. Wszystkie przedstawione tu postacie są żywe, kolorowe i wielowymiarowe. Wydarzenia następują szybko po sobie, a kolejne wskazówki naprowadzają zarówno Deckera, jak i czytelnika na rozwikłanie zagadki tajemniczych samobójstw. Czytając, ma się wrażenie oglądania filmu – tak obrazowo i lekkim stylem napisana jest ta książka.

Mnie się książka podobała, gdyż Faye Kellerman porusza bardzo ważne tematy. Młodzież i ich etapy dorastania są bardzo istotne w dalszym funkcjonowaniu w społeczeństwie. Każdy czytelnik powinien choć na chwilę zastanowić się , co obecnie może dziać się w szkołach, do których uczeszczają nasze dzieci, rodzeństwo, a może i oni sami. "Zabawy z bronią" jest to dobry kryminał z bardzo dobrym wątkiem przewodnim. Ze swej strony polecam.

Kryminały kojarzą mi się z ciężką narracją, dużą ilością opisów, oklepanym schematem i przydługimi scenami. W tym przypadku jest zupełnie odwrotnie. Mamy klasyczny temat, czyli zgon i szukanie sprawcy, ale całość ma formę lekką i bezpośrednią. Czasami nie sposób oderwać się od czytania. (...) Zabawy z bronią to powieść stanowiąca połączenie kryminału i historii obyczajowej. Nie tylko trzyma w napięciu, ale też zmusza do myślenia. Czy w takim kierunku zmierza nasze społeczeństwo? A jeśli nie, to jak temu zapobiec? Wszystko zaczyna się niewinnie. Ale jak zakończy się ta gra? Sprawdźcie sami.

Czy polecam? Wszystko zależy od tego, czego oczekujecie. Jeśli mrożącego krew w żyłach thrillera, możecie być mocno zawiedzeni. A jeśli spokojnej narracji z naciskiem na motyw obyczajowo-romansowy i ze zbrodnią w tle – jest szansa, że proza Kellerman przypadnie Wam do gustu.

Zabawy z bronią to książka, którą spokojnie mogę polecić fanom thrillerów i delikatnych kryminałów. Ci, którzy lubią wielogatunkowość, zdecydowanie znajdą w niej coś dla siebie. Dobrze wykreowani bohaterowie, odpowiednia akcja, dobre tempo i ciekawe zakończenie, to tylko kilka elementów, które zasługują na uznanie. Czekam na kolejne części, a Wam serdecznie polecam!

Zabawy z bronią to dobrze zbudowany kryminał z wyrazistym tłem obyczajowych, indywidualnymi postaciami i intrygującymi zagadkami. Książkę czyta się błyskawicznie, za sprawą prostego języka, a brutalne sceny nie przytłaczają i nie dominują książki.

Wiele pytań kłębiło mi się w głowie po przeczytaniu tej książki. Bo choć niesamowicie lekka to jednak jest wyjątkowo szczera i pokazuje nam to czego często nie chcemy widzieć. Nie jest to ani klasyczny ani typowy kryminał. Raczej jego połączenie z dużą ilością obyczaju co daje na prawdę fajny efekt. Bardzo chciała bym poczytać jeszcze książkę, która przedstawi losy Gabriela i być może Yasmine, bo bardzo ich polubiłam.

Jednym słowem ten kryminał mi się podobał. Miał swoje malutkie wady, ale w gruncie rzeczy jego fabuła potrafiła zainteresować i  wciągnąć. Serdecznie polecam ją każdemu kto lubi kryminały. Czeka was niezapomniana przygoda!

Wciągające dochodzenie w tej zaskakującej sprawie prezentuje nam Faye Kellerman w swojej kolejnej książce poświęconej zmaganiom Deckera ze skomplikowanymi sprawami. (...) Znajdziemy tu nie tylko kwestie związane z samobójstwem i jego motywami, ale i dylematy dotyczące prawa do posiadania broni, uprzedzenia rasowe oraz upadek wartości wśród bogatych uczniów przekonanych, że wszystko im wolno i – rzekomo dla rozrywki – tworzących iście mafijne struktury.

Zabawy z bronią to, pomimo paru przeoczeń i niedociągnięć, naprawdę dobry kryminał, których teraz na rynku nie jest zbyt wiele. Lubię książki, w których kilka różnych wątków łączy się ze sobą pod koniec akcji, a ta właśnie do takich należy. Nie jest to coś, co będę zachwalać pod niebiosa przez kilka lat, ale z czystym sercem mogę ją polecić każdemu, kto ma ochotę na odrobinę dreszczyku i humoru.

„Zabawy z bronią” to z pewnością nie jest wysublimowane arcydzieło słowa pisanego mające dopieścić najbardziej nawet wysmakowane gusta. Niemniej jednak poleciłabym ją wszystkim, którzy lubią książki zawierające w sobie tajemnicę do rozwikłania, nie będące jednocześnie zbyt oczywistymi. Dość nieoczywisty dobór bohaterów sprawia, że książka jest tym ciekawsza. Postaci nastolatków są wykreowane bardzo wiernie, nie jako wyobrażenie o nastolatkach jako takich. I ta właśnie wiarygodność w przedstawianiu bohaterów bardzo mi się w tej książce spodobała.

Zabawy z bronią to książka gwarantująca dobrze spędzone popołudnie fanom kryminałów. Wciągająca historia z ciekawym zakończeniem i świetnie wykreowanymi postaciami, której nie sposób odłożyć. Czekam z niecierpliwością na kolejne części.

Powieść z przesłaniem zachęcającym do przyjrzenia się sytuacji uczniów w amerykańskich szkołach średnich, utrwalającym się niebezpiecznym relacjom między nastolatkami, schematycznym podejściom do indywidualności, odpowiedzialności kadry pedagogicznej, aktywnemu wkładowi rodziców w wychowanie dzieci, a także psychologicznym źródłom alienacji i samobójstw. To głos w debacie o zasadność powszechnej dostępności do broni, łatwość zdobywania narkotyków, konsekwencji zaniedbywania profilaktyki zapobiegania przemocy i prześladowaniom. Książka zapewniająca kilka godzin dobrego zaczytania z kryminalnym tropem, dynamiczną akcją i dreszczykiem sensacyjnej atmosfery w tle.

Jeżeli chodzi o fabułę, to przyznam, że jest dość ciekawa i nieprzewidywalna. Kilka elementów układanki odkryłam dużo wcześniej od funkcjonariuszy, ale koniec końców rozwiązania w życiu bym się nie domyśliła. W zasadzie najbardziej spodobał mi się finał tej powieści. Jednak biorąc pod uwagę ogół, jest to dobrze skonstruowany kryminał, który czyta się w mig. (...) Polecam fanom gatunku, jeżeli ktoś nie lubi kryminałów, to ta książka go raczej do nich nie przekona

"Zabawy z bronią" to udana powieść, wciągająca, z równą akcją i niesztampowymi postaciami. Kryminał z dozą obyczajówki przypadł mi do gustu i sprawił, że nabrałem ochoty na więcej. Nastoletni przestępcy, miłość, zdrada i intryga to duże plusy tej pozycji. Faye Kellerman spisała się znakomicie i oddała w ręce czytelników pozycję dopracowaną, którą bardzo przyjemnie się czyta. Zaskakujące zakończenie sprawia, że ma się ochotę na więcej, szybkiej akcji i bohaterów z krwi i kości. Polecam.

Ogólnie książkę nie oceniam źle, nie będę taka podła. Nie była zła, naprawdę. W paru miejscach nawet nieźle mnie zaskoczyła – ogromny plus. Brakowało mi większej dynamiki, ale jestem w stanie przymknąć na to oko. Mam w domu jeszcze jedną książkę tego autora i niech wystarczy to, że sięgnę po nią, nie odrzucę jej. Jednak wiem już, czego się spodziewać. Na pewno nie gibkiej akcji, a spokojnego śledztwa, które toczy się gdzieś na uboczu – tak przecież też można, prawda?

"Zabawy z bronią" to naprawdę dobra książka. Ma przemyślaną fabułę, ciekawych bohaterów i przede wszystkim zawiłą zagadkę, której przebieg śledziłam z ogromnym zainteresowaniem. Było tam kilka ostrych i mocnych scen, więc na pewno nie jest to historia dla wszystkich, lecz jeżeli lubicie kryminały i szukacie czegoś, co potrafi wstrząsnąć, to "Zabawy z bronią" nadadzą się idealnie.

"Zabawy z bronią" nie są na pewno szczytem kryminalnej formy Faye Kellerman, ale historia wciągnęła mnie bez reszty. Całość czyta się niesamowicie szybko i z nieustającym zainteresowaniem. Ciekawa, wciągająca i pełna napięcia kontynuacja wydanej w lutym "Pętli". Uświadamia nam, że prywatna szkoła nie chroni naszych dzieci przed nagonką ze strony rówieśników. Przeczytana w dwa wieczory. Czekam na kolejne przygody mojego ulubionego porucznika!

Początek książki mnie zaciekawił, ale po drugiej śmierci wciągnęłam się już bez reszty. Poczujecie dreszcze i nie będziecie mogli się oderwać. "Zabawy z bronią" podobały mi się o wiele bardziej niż "Pętla". Mamy okazję zobaczyć jak naprawdę wygląda niełatwa praca policji; przesłuchania, szukanie poszlak jak igły w stogu siana. Bohaterowie są realistyczni i świetnie wykreowani. To jedna z najlepszych powieści tego gatunku jakie czytałam. Książka trzyma w napięciu, zaskakuje i gwarantuje świetną zabawę nie tylko dla fanów kryminałów. Z niecierpliwością czekam na kontynuację!

Autorka w ciekawy sposób połączyła elementy obyczajowe (pierwszą miłość Gabriela) z zagadką kryminalną. Faye Kellerman potrafi budować napięcie. Książka wciągnęła mnie od pierwszych stron i muszę przyznać, że nie dość, że czyta się ją przyjemnie to i bardzo szybko. Byłam naprawdę zaciekawiona jak zakończy się cała sprawa z uczuciem Gabriela i Yasminy oraz czy zagadka zostanie rozwiązana. (...) Podsumowując książka bardzo mi się podobała, i jeśli tylko będę miała okazję sięgnąć po inne książki Kellerman na pewno to zrobię. Powieść serdecznie polecam wszystkim fanom kryminałów. Postacie są naprawdę bardzo ciekawie wykreowane. Podczas czytania tej książki nie sposób się nudzić. Jeśli szukacie książki na letnie, leniwe popołudnia to "Zabawy z bronią" będą idealne.

Historię tę czyta się szybko, łatwo, co jest tu na dość duży plus, bo autorzy czasami takie sprawy lubią dość komplikować czytelnikowi, co staje się czasami denerwujące. Po przeczytaniu "Zabaw z bronią", myślę że jest to moja pierwsza, ale nie ostatnia książka tego gatunku. Wciągnęłam się z to całe rozwiązywanie zagadek, więc dla mnie czas spędzony przy tej lekturze mogę uznać za bardzo przyjemny i ciekawy!

,,Zabawy z bronią" to wciągająca mieszanka kryminału i obyczajówki z doskonale nakreślonym środowiskiem nastoletnich przestępców na tle rozwijającej się pierwszej miłości i doznań erotycznych. Czyta się błyskawicznie, a najlepsze jest zakończenie, które mnie całkowicie zaskoczyło. Jeśli Faye Kellerman napisze kolejną książkę, której bohaterem będzie detektyw Decker i mam nadzieję Gabriel, to chętnie ją przeczytam.

Książka nie należy do najwybitniejszych tego gatunku. Powieść nie jest ciężka, czyta się ją łatwo i przyjemnie, dla zbicia czasu. To dobra i ciekawa pozycja z nutką tajemniczości i dreszczyku. Aczkolwiek miejscami bardzo przewidywalna, czego nienawidzę w kryminałach – zresztą chyba jak każdy wielbiciel thrillerów. Akcja powieści biegnie równym tempem, aby na końcu nieco przyspieszyć i całkowicie zaskoczyć finałem.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ