Dla młodzieży
Niezrównani
KUP TERAZ

Niezrównani

brak opinii
Liczba stron: 336
ISBN: 9788327619556
Premiera: 2016-05-18
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Opracowanie graficzne okładki: Emotion Media

Sunset Boulevard najlepiej ogląda się w ciemnych okularach i z grubym portfelem w kieszeni. Jeżeli jakimś cudem dostaniesz się na listę VIP-ów, wejdziesz do najlepszych nocnych klubów w Los Angeles, hedonistycznego nieba dla młodych, stylowych i bogatych. Ale wstępując do tego świata, musisz pamiętać, że już się z niego nie wyrwiesz.

Trójka osiemnastolatków, Layla, Aster i Tommy, wchodzi do kręgu wybrańców. Zgłaszają się do konkursu, którego celem jest przyciągnięcie do klubu rozchwytywanych celebrytów, zwłaszcza Madison Brooks, najpopularniejszej młodej gwiazdy z Hollywood. Nagrodą są duże pieniądze. Kiedy już się wydaje, że uśmiechnie się do nich szczęście, okazuje się, że Madison zaginęła.  

Niezrównani to pierwsza część serii Beautiful Idols, w której najpiękniejsze marzenia zmieniają się w koszmar.

Alyson Noël

Alyson Noël to amerykańska autorka powieści dla młodzieży, bestsellerowa pisarka New York Timesa. Znana jest przede wszystkim z serii Nieśmiertelni, Riley Bloom czy Soul Seekers. Na rynek wchodzi właśnie jej najnowsza saga Beautiful Idols. Na świecie wydrukowano miliony egzemplarzy jej książek, a jej powieści przetłumaczono na trzydzieści sześć języków.

Layla czuła wyrzuty sumienia, że okłamuje Matea, ale nie miała wyboru. Tamtego dnia na plaży dał jej jasno do zrozumienia, co myśli o klubach w Los Angeles. Wzmianka o tym, że ona zamierza wziąć udział w przesłuchaniu, tylko by go zdenerwowała. Poza tym może nic z tego nie wyjdzie. Ira na pewno uzna, że Layla nie pasuje do tego środowiska.

Podjechała swoim motocyklem Kawasaki Ninja 250R pod Klejnot, klub, w którym odbywało się przesłuchanie. Miała właśnie zaparkować na miejscu, które przed chwilą się zwolniło, gdy nagle zajechał jej drogę biały mercedes klasy C, zmuszając ją do gwałtownego hamowania. Tyłem motocykla zarzuciło, kiedy starała się odzyskać kontrolę nad pojazdem. W końcu zatrzymała się z piskiem opon. Cudem udało się jej zachować równowagę. Patrzyła z mieszaniną frustracji i złości, jak kierowca samochodu zajmuje jej miejsce.

− Hej! – krzyknęła. Serce biło jej jak oszalałe. Właśnie otarła się o śmierć. – Co jest?

Z mercedesa wysiadła ciemnowłosa dziewczyna w obcisłej czarnej sukience. Jej arogancka mina do reszty rozsierdziła Laylę.

− To moje miejsce! – wrzasnęła. W mieście, w którym każde miejsce postojowe jest na wagę złota, podobne zachowanie było naruszeniem dobrych obyczajów.

Dziewczyna przesunęła okulary przeciwsłoneczne na czoło i spojrzała na nią z lekceważeniem.

− Niby jakim cudem to twoje miejsce, skoro to ja na nim stoję?

Layla patrzyła na nią w szoku.

− Ty tak na serio? – wykrztusiła. – O mało mnie nie zabiłaś!

Dziewczyna uśmiechnęła się drwiąco, odgarnęła do tyłu długie włosy i ruszyła w kierunku klubu. Do czasu, gdy Layli udało się znaleźć inne miejsce, nieznajoma już dawno zniknęła. Pewnie ominęła kolejkę i weszła do środka, podczas gdy Layla musiała tłoczyć się z innymi i długo czekać na swoją kolej.

Zdjęła kask, przeczesała dłonią blond włosy i przejrzała się w witrynie z przyciemnianego szkła. Miała nadzieję, że jej szara koszulka wycięta w serek, czarna marynarka i opięte skórzane spodnie sugerują bardziej wygląd rockmanki niż dziewczyny z Hell’s Angels. Zamieniła ciężkie motocyklowe buty na designerskie szpilki kupione specjalnie na tę okazję. Ledwo mogła w nich chodzić. 

Chociaż pisała o życiu celebrytów, nie potrafiła sobie przypomnieć, kiedy ostatnio była w jakimś klubie. Większość jej relacji dotyczyła wygłupów dokonywanych w godzinach zamykania klubów, kiedy celebrytki wylewały się przez drzwi i, chwiejąc się na szpilkach od Jimmy’ego Choo, szły do samochodów. Te niekontrolowane chwile alkoholowego zamroczenia dostarczały jej mnóstwa materiałów do artykułów. Pewnej nocy stała się nawet bohaterką jednego z nich, gdy o mało nie została potrącona przez drugorzędnego aktorzynę, który odjeżdżał spod klubu swoim porsche. Kiedy celebryta zorientował się, że nagrała całe zdarzenie komórką, ruszył za nią w pościg. Sprzedała swój filmik plotkarskiemu portalowi TMZ. Był to akt zemsty, który przypadkowo sprawił, że jej kariera nabrała rozpędu. 

Pisanie o takich wydarzeniach niekoniecznie było spełnieniem jej marzeń, jednak dzięki temu w ogólniaku uniezależniła się finansowo od ojca, który jako malarz zaliczał na przemian wzloty i upadki. Jednak chociaż wmawiała sobie, że robi to, by ośmieszyć świat, którym gardzi, przez większość czasu czuła się bardziej jak podrzędny paparazzo niż rasowy dziennikarz. Jeśli jednak uda się jej załapać u Iry, pozostawi to wszystko za sobą.

Kiedy w końcu dotarła do drzwi i bramkarz pozwolił jej wejść (sześcioro osób przed nią nie miało tyle szczęścia), otrzymała formularz do wypełnienia i naklejkę z imieniem do przyczepienia na marynarce. Następnie skierowano ją do fotografa, który pstryknął fotkę tak szybko, że nawet nie wiedziała, czy przy tym nie mrugnęła. Wciąż oślepiona fleszem została poprowadzona przez kolejną asystentkę do Skarbca – upragnionej, legendarnej strefy dla VIP-ów, która przypominała wnętrze wyściełanego pluszem pudełka na biżuterię (czyli była odwrotnością skarbca w banku, którego Layla się spodziewała). Powiedziano jej, że ma poczekać.

Większość osób tłoczyła się na krzesełkach z przodu i pośrodku, żeby zwrócić na siebie uwagę. Layla trzymała się z tyłu. Nie z onieśmielenia (choć była nieśmiała) ani ze strachu  (chociaż się bała). Po prostu z tego miejsca mogła obserwować całe pomieszczenie, oceniać konkurentów i notować w pamięci, kogo można zlekceważyć, a kogo trzeba się obawiać.

Mimo że nigdy nie miała ambicji, by być najpiękniejszą dziewczyną w klasie (jej zdaniem nie było to warte wysiłku) ani by przyciągać uwagę najprzystojniejszych chłopaków (nie musiała – i tak Mateo był najprzystojniejszym chłopakiem w mieście), kiedy doszło do przesłuchania, płynnie przeszła do sprytnej strategii mającej zapewnić jej tę pracę niezależnie od kosztów.

Dziewczyna, która zajęła jej miejsce parkingowe (z naklejki wynikało, że ma na imię Aster), oczywiście usiadła na przedzie. Co gorsza, nie mrugnęła ani nie odwróciła wzroku, kiedy Layla przyłapała ją, że się na nią gapi. Jej spojrzenie pozostało skupione i pewne siebie, a oczy szeroko otwarte. Obnosiła się ze swoją onieśmielającą urodą jak z bronią, która miała budzić strach u innych. Layla zrobiła jedyną rzecz, jaka przyszła jej do głowy – przewróciła oczami i odwróciła wzrok, boleśnie świadoma tego, że właśnie zachowała się jak gimnazjalistka. Cóż, ignorowanie wrednych dziewczyn nigdy nic nie dawało. Ani wtedy, ani teraz. Dziewczyny takie jak Aster były wyszczekane, jednak bronią Layli była złośliwość. Aster jeszcze jej zazna.

Reszta zebranych kojarzyła się jej z osobami przychodzącymi na castingi do muzycznych programów typu talent show. Byli tam fani rocka gotyckiego, punki, metalowcy, raperzy, blondynki przypominające lalki Barbie, a także dziewczyna w różowych kowbojkach i dżinsowych spodenkach, które były tak krótkie, że Layla zastanawiała się, czy ich właścicielka się nie pomyliła i nie przyszła tu na depilację intymną. Wszyscy zaciekle walczyli o uwagę. I wszyscy, w opinii Layli, byli beznadziejni.

− Cześć. To ty jesteś tą dziewczyną na motorze, nie? – rozległ się męski głos. Akcent wskazywał przybysza spoza Los Angeles. – Widziałem, jak przyjechałaś.

Layla omiotła spojrzeniem zniszczone czarne buty motocyklowe i postrzępione dżinsy z dziurami na kolanach, po czym zatrzymała spojrzenie na sfatygowanej koszulce z podobizną Jimmy’ego Page’a. Była tak pognieciona, że wyglądała, jakby chłopak w niej spał.

Wzruszyła ramionami. Zajście z Aster sprawiło, że z niechęcią podchodziła do każdego, kto ośmielił się naruszyć jej osobistą przestrzeń, włącznie z tym chłopakiem stylizującym się na muzyka grającego rock alternatywny. Mogła się założyć, że nigdy w życiu nie jeździł na motorze.

− Mogę się dosiąść?

− Rób, co chcesz – wymamrotała w odpowiedzi i w tej samej chwili zrobiło się jej wstyd. Zwykle nie zachowywała się jak rozkapryszona smarkula. Tyle że nie przyjechała tu, żeby się z kimś zapoznawać, a już na pewno nie po to, żeby gawędzić z jakimś wieśniakiem, który rozpaczliwie szuka kontaktów.

Chłopak usiadł na krześle. Ustawiono je blisko siebie, więc uderzył kolanem w jej kolana.

Westchnęła tak głośno, że musiał to usłyszeć. Pewnie w jego oczach właśnie awansowała z kategorii „rozkapryszona smarkula” do kategorii „straszliwa jędza”, ale nic jej to nie obchodziło.

− Przepraszam – wybąkał i podkurczył nogi. Tak było lepiej, tyle że zaczął potrząsać stopą.

Wbiła wzrok w komórkę, postanawiając go ignorować. Bez skutku.

− Czy mógłbyś… − zawiesiła głos i pokazała palcem na jego podrygującą nogę.

− Jasne. Chyba się trochę denerwuję. – Roześmiał się. – Pewnie przez to wyjdę na kompletnego sztywniaka, ale taka jest prawda. Skąd wiesz o tym przesłuchaniu?

W tej chwili Layla do reszty straciła cierpliwość. Odwróciła się twarzą do niego i powiedziała:

− Słuchaj, moglibyśmy tego nie robić?

− Czego nie robić? – Jego uśmiech był szeroki i rozbrajająco szczery. A kiedy ich spojrzenia się spotkały, wciągnęła gwałtownie powietrze. Jego oczy miały tak intensywnie niebieską barwę, jakiej jeszcze nie widziała.

Zerknęła na naklejkę na jego piersi. Miał na imię Tommy. Z trudem wydobyła z siebie głos.

− Nie rozmawiać ze sobą i nie udawać, że chcemy się zaprzyjaźnić. – Ton jej głosu był ostry, zbyt ostry jak na okoliczności, ale zaczynała już żałować, że nie posłuchała Matea i tu przyszła.

− Jak sobie chcesz. – Tommy wzruszył ramionami. To, że tak lekko do tego podszedł, trochę ją rozzłościło. – Ale byłoby szkoda. Z tego, co widzę, ludzie nie są tu zbyt przyjaźni.

Jego słowa poruszyły w niej czułą strunę. Miała wielką ochotę się rozchmurzyć, jednak ta część jej osoby, która była sfrustrowana, niepewna i w sumie niepodobna do niej, kazała jej powiedzieć:

− No cóż, witamy w Hollywood.

 

 

ROZDZIAŁ SZÓSTY

LONG COOL WOMAN (IN A BLACK DRESS)

 

Aster wystarczyło pięć minut, by uznała, że nikt w tym pomieszczeniu nie stanowi dla niej konkurencji. Nocne kluby bazowały na uroku i pięknie – osoby nieatrakcyjne nie miały czego w nich szukać. Ten jeden wymóg wystarczał, by zapewnić jej bezpieczne miejsce na szczycie.

Jedynie Layla (a może Lila, musiałaby zmrużyć oczy, żeby odczytać imię z naklejki) stanowiła pewne zagrożenie. Oczywiście nie była tak ładna jak Aster, ale na pewno nie zawaha się przed oskarżeniem jej o ten nieszczęśliwy incydent na parkingu. Aster zauważyła ją dopiero wtedy, gdy wysiadła z samochodu. Podczas jazdy z Beverly Hills do Hollywood była tak pogrążona w myślach (rozdarta między pełnymi entuzjazmu przemowami w stylu „możesz to zrobić” a totalną rozpaczą, w którą wpadła zaraz po szkole średniej), że kiedy Layla na nią naskoczyła, odpowiedziała w jedyny sposób, jaki znała – prezentując swoje najgorsze oblicze.

Wszyscy mieli jakąś formę obrony. Niektórzy wpadali w złość tak jak Layla, inni obracali wszystko w żart, tak jak Javen, brat Aster, a jeszcze inni zachowywali się głupio i arogancko. Teraz już było za późno. Nie da się cofnąć czasu. Poza tym Aster wyczuwała, że Layla wcale nie jest taka twarda, jaka się wydaje. Przyzwyczajona do tego, że życie to gra, Aster z łatwością rozpoznawała osoby, które kogoś udawały. Akurat Layla była dosyć kiepską aktorką.

Po pierwsze, jej szpilki na sto procent nie były butami od Louboutina. Czerwień na podeszwach się starła. Mniejsza o wysokość obcasów. A poza tym weszła do środka, chwiejąc się niczym nowo narodzony źrebak, który dopiero testuje nogi – wyraźnie brakowało jej wprawy, chodziła w nich tak jak Aster, kiedy włożyła swoją pierwszą parę. To było posunięcie totalnej nowicjuszki. Nawet najbardziej zielona amatorka wie, że trzeba ćwiczyć rolę, którą chce się grać, dopóki człowiek nie zżyje się z nią tak bardzo, że nie będzie w stanie rozróżnić rzeczywistości od fikcji. Layla nie należała do jej ligi. Próbowała uchodzić za silną i kompetentną, ale te żałosne buty stanowiły dowód na to, że jest oszustką usiłującą przynależeć do świata, którego nie rozumie. A jednak ta dziewczyna była równie spragniona sukcesu i bezwzględna, jak ona. Zdecydowana grać nie do końca fair, jeśli tylko będzie trzeba. To dlatego zwróciła na nią uwagę.

Aster była kobietą sukcesu, przyzwyczajoną do osiągania wszystkiego, co tylko sobie zamierzyła. Najlepsza uczennica, przewodnicząca klasy, królowa balu – zdobywała te tytuły bez problemu. Ponieważ jednak na razie nie udało się jej zrobić kariery aktorskiej, potrzebowała tej pracy. Była podejrzana i całkowicie poniżej oczekiwań – ale właśnie z tego powodu jej potrzebowała. Jeśli tu się jej nie uda, jak to będzie o niej świadczyć? 

Kiedy Ira stanął na mównicy, Aster postanowiła nie marnować czasu i założyła nogę na nogę w taki sposób, że jej obcisła bandażowa sukienka Hervé Léger podjechała do góry. Miała nadzieję, że przyciągnie jego uwagę widokiem opalonego uda, a oprócz tego zasygnalizuje, że wie, na czym polega ta gra.

Ubranemu w ciemne dżinsy i czarną koszulę Irze udało się jakimś sposobem wyglądać na tak wysokiego, pewnego siebie i władczego, że kojarzył się z prezydentem ubranym w szyty na miarę garnitur.

− Wszystkich was łączy jedno – rozpoczął. – Przyciągnęła was tu obietnica fascynującego konkursu, dostępu do najmodniejszych klubów i wreszcie ogromnej nagrody pieniężnej.

Omiótł spojrzeniem salę. Aster mogłaby przysiąc, że przy niej zatrzymał się dłużej. Jednak całkiem możliwe, że sobie to tylko wyobraziła. Ira był zniewalającym mężczyzną – czas wydawał się zatrzymywać w miejscu, kiedy na kogoś zwrócił uwagę.

− Tak jak wy byłem kiedyś młody i spragniony sukcesu. – Obdarzył zgromadzonych wystudiowanym uśmiechem. – Powiem wam jedno: z pewnością nie przepuściłbym takiej okazji.

Po raz kolejny dramatycznie zawiesił głos. Cholera. Czyżby wszystkim na tej sali marzyła się kariera aktorska? Nic dziwnego, że tak ciężko dostać rolę.

− Zasady są proste. Osoby, które przejdą eliminacje, zostaną przydzielone do konkretnego klubu, żeby go promować. Początkowo będziecie pracować w drużynach, ale ani przez chwilę sobie nie myślcie, że możecie się obijać i zrzucać pracę na innych. Będę was obserwować. Zawsze i wszędzie. Poznam was wszystkich i będę wiedział, kto się stara, a kto nie.

Sięgnął po butelkę wody i wypił łyk. Wydawało się, że chodzi nie tyle o ugaszenie pragnienia, ile o to, żeby jego słowa zapadły im w pamięć. Ira pozował na wszystkowiedzącego i wszystkowidzącego mędrca. Sądząc z tego, z jaką uwagą go słuchano, to działało.

− Im więcej osób przyciągniecie do swojego klubu, tym więcej zdobędziecie punktów. Nie będę owijał w bawełnę, w końcu wszyscy jesteśmy dorośli… − Tu Ira przerwał i spojrzał na swoją asystentkę. – Bo są dorośli, prawda? Sprawdziliście ich dowody? – Asystentka uśmiechnęła się uspokajająco. – Im więcej młodych, atrakcyjnych i popularnych osób uda wam się przyciągnąć, tym więcej punktów zdobędziecie. Wstęp do klubów mają osoby powyżej osiemnastego roku życia, jednak ci, którzy chcą się bawić przy alkoholu, powinni mieć skończone dwadzieścia jeden lat. Chyba nie muszę o tym przypominać. – Mrugnął porozumiewawczo do zebranych, a oni zaczęli się śmiać. – Pod koniec każdego tygodnia promotor z najmniejszą liczbą punktów zostanie wyeliminowany, a ten z największym dorobkiem punktowym zdobędzie gotówkę, którą będzie mógł wydać na reklamę i imprezy w swoim klubie. Konkurs wygra promotor, który pod koniec wakacji będzie miał najwięcej punktów. Przez „wygra” mam na myśli to, że otrzyma połowę przychodów klubu z biletów wstępu sprzedanych przez całe lato.

Ostatnie zdanie wypowiedział ze szczególnym naciskiem. A przynajmniej tak się Aster wydawało.

− Im ciężej będziecie pracować, tym wyższa będzie nagroda. Zyski mogą być ogromne i trafią do kieszeni zwycięzcy.

Bla, bla, bla… Aster nic nie obchodziła kasa. Pewnie, fajnie byłoby kupić za własne pieniądze kostiumy bikini z domu mody Burberry, ale tak naprawdę interesowała ją głównie możliwość wyrobienia sobie znajomości. Jej agent miał rację – kluby Iry przyciągały największe sławy Hollywood. Zastanawiała się, dlaczego sama nie wpadła na pomysł wzięcia udziału w tym przesłuchaniu.

− Jakieś pytania? – Ton głosu Iry jasno wskazywał, że pytania nie są mile widziane. Mimo to Aster podniosła rękę. Chociaż nie miała pojęcia, o co zapytać, chciała za wszelką cenę zostać zauważona. Tyle że wyprzedziła ją ta cholerna Layla.

− Co z pierwszym tygodniem?

Ira zmrużył oczy i zaczął się bawić nakrętką butelki z wodą.

− To znaczy? – zapytał.

− Dostaniemy jakieś kieszonkowe na początek?

− Tylko dwanaścioro z was zakwalifikuje się do konkursu. To z nimi omówimy szczegóły.

Layla skinęła głową, po czym zerknęła na Aster.

Wyraźnie nic ją nie obchodziła odpowiedź na to pytanie. Po prostu podobnie jak Aster chciała zostać zauważona przez Irę w tłumie zdesperowanych kandydatów zbyt wystraszonych, by wydobyć z siebie głos w jego obecności.

Tak, zdecydowanie trzeba ją mieć na oku.

 

 

ROZDZIAŁ SIÓDMY

(I CAN’T GET NO) SATISFACTION

 

Tommy ruszył za asystentką Iry do jego gabinetu. Przez całą drogę usiłował nie gapić się na jej przyobleczone w klasyczną małą czarną kołyszące się biodra. Zdążył się zorientować, że wszystkie asystentki ojca były superlaskami. Ten to ma fajne życie.

− Przyszedł Tommy Phillips, proszę pana. – Głos kobiety był oficjalny, ale spojrzenie, jakim obdarzyła starszego mężczyznę, powiedziało Tommy’emu, że Ira z nią sypia.

Cóż, przynajmniej jeden członek rodziny Tommy’ego nieźle się bawi. Mama dawno temu wyrzekła się mężczyzn. Utrzymywała, że do pełni szczęścia wystarcza jej dwujęzyczna papuga. A to, że Tommy był przystojny, w takim mieście jak Los Angeles ledwie mu rekompensowało beznadziejny samochód, gówniane mieszkanie i prawie pusty portfel.

Tommy usiadł przed biurkiem Iry, żałując, że nie miał czasu, by się przygotować. Wiedział, jak ważne są próby przed koncertem, jednak kiedy doszło do kluczowej rozmowy jego życia, nie przećwiczył nawet odpowiedzi na najbardziej prawdopodobne pytania.

Ale i tak nic nie mogło go przygotować na to, jak intensywne będzie osobiste spotkanie z Irą w zamkniętym gabinecie, z grupą pięknych asystentek czekających w gotowości z notatnikami w rękach.

Ira odchylił się w fotelu i podwinął rękawy koszuli, odsłaniając bransoletkę z koralików, które przypominały Tommy’emu paciorki różańca, bez którego nigdzie nie ruszała się jego mama. Ta bransoletka dziwnie się prezentowała na ręce kogoś takiego jak Ira. Inna sprawa, że większość potentatów z Los Angeles lubiła pozować na uduchowionych, głosząc, że oddaje się jodze i medytacjom, zanim wynurzają się na światło dzienne, by unicestwiać konkurentów, całe firmy i w ogóle wszystkich, którzy im staną na drodze.

Tuż nad bransoletką połyskiwał złoty zegarek marki Cartier, a nie Rolex, którego Tommy widział poprzednim razem. Pewnie Ira miał całą kolekcję – inny na każdy dzień miesiąca – podczas gdy Tommy musiał sprawdzać godzinę na komórce. A i ją, jeśli nic się nie zmieni, będzie zmuszony sprzedać na eBayu.

To był błąd – jeden z największych na bardzo długiej liście. Powinien był zostawić tę głupią ulotkę w koszu na śmieci, do którego w pierwszej chwili ją wrzucił.

− No dobrze – zaczął Ira. – Opowiedz mi o sobie coś, czego jeszcze nie wiem.

Tommy zawahał się, nie do końca wiedząc, co znaczą te słowa. Czy Ira pamięta go ze swojej wizyty w sklepie Farringtona?

Popatrzył mu w oczy, zastanawiając się, jak zareagowałby, gdyby wypalił:

− No cóż, tatku, tak się składa, że jestem synem, którego dawno temu porzuciłeś.

Czy Ira przestałby być taki wyluzowany? Wyrzuciłby go ze swojego gabinetu?

Lepiej się o tym nie przekonywać. W każdym razie jeszcze nie dzisiaj.

− To zależy, co wiesz.

Tommy właściwie sam się prosił, by Ira przypomniał mu, jak prawie się rozpłakał, kiedy został pozbawiony wymarzonej gitary. Podejrzewał, że Ira jest tak wielkim sadystą, że z przyjemnością to zrobi.

− Masz marzenia. – Ira splótł palce i oparł na nich brodę. – W innym wypadku nie przyszedłbyś tu. Pytanie brzmi: O czym marzysz?

O pieniądzach na czynsz, półce pełnej statuetek Grammy i o tym, żeby udowodnić samemu sobie swoją wartość, a pewnego dnia odnieść większy sukces niż ty.

Tommy wzruszył ramionami i rozejrzał się po gabinecie. Wystrój był elegancki, nowoczesny i minimalistyczny. Nawet obowiązkową w takich gabinetach ścianę chwały, prezentującą dokonania gospodarza (czyli dziesiątki obramowanych okładek czasopism z podobiznami Iry) zaaranżowano ze smakiem.

− Lubię wygrywać. – Tommy poprawił się na krześle i od razu tego pożałował. Przez to wyglądał na zdenerwowanego, niezbyt pewnego siebie. Odpowiadało to prawdzie, ale nie chciał tego pokazywać.

− A kto nie lubi? – Ira zmarszczył brwi, rozplótł palce, położył dłonie na kolanach i zaczął się bawić koralikami. Tommy zastanawiał się, czy w Irze pozostało coś z krótkiego związku z jego mamą.

Matka Tommy’ego była hipiską i wyznawczynią New Age (chociaż naprawdę nie cierpiała tej nazwy, uważała, że skoro jej wierzenia pochodzą sprzed tysięcy lat, nie powinno się ich określać mianem nowej ery).Wierzyła nie tylko w uzdrawiającą moc kryształów, ale również w to, że wszyscy jesteśmy prowadzeni przez anioły, że Miłość (obowiązkowo pisana wielką literą) jest lekiem na wszystko i w dziesiątki innych rzeczy, o których Tommy nie miał pojęcia. To ona powinna była się przeprowadzić do Los Angeles. Lepiej by tu pasowała niż on. Przypomniał sobie, jak mówiła mu o ochronnej mocy kwarcowego tygrysiego oka. Kamień ten miał zabezpieczać przed klątwami i innymi tego rodzaju rzeczami. Pierwszego dnia szkoły średniej włożyła mu go do kieszeni. Pod koniec trzeciego semestru zgubił kamień, a mimo to udało mu się jakoś przetrwać kolejne cztery lata nauki. Niewykluczone, że Ira mógł potrzebować takiej ochrony. Ludzie tacy jak on mają długą listę wrogów czekających na okazję do ataku.

Tommy również się do nich zaliczał.

Skubiąc dziurę na kolanie dżinsów, czekał, aż Ira znów się odezwie.

− Słyszałem, że miałeś kłopoty po mojej wizycie w sklepie Farringtona? – Ira zamilkł, najwyraźniej licząc na to, że Tommy zaprzeczy lub potwierdzi.

To był sprawdzian. Każda chwila spędzona z tym człowiekiem była egzaminem.

− Wylał mnie. – Chłopak wzruszył ramionami, zupełnie jakby się tym nie przejmował, choć obaj wiedzieli, jaka jest prawda.

− Pewnie myślisz, że to mnie do czegoś zobowiązuje. – Ira wpatrzył się w swoje wypielęgnowane paznokcie. – Ale to błąd. – Wbił wzrok w Tommy’ego. – Dosyć cynicznie podchodzę do wszelkich powinności i norm społecznych.

Czy ten facet mówi serio? Czy wszystkie przesłuchania wyglądały tak, że Ira plótł, co mu ślina na język przyniosła?

I niby jak Tommy ma zareagować na to oświadczenie?

Ira był po prostu gadułą zakochanym w swoim głosie.

Tommy to przy nim milczek.

Najwyraźniej wdał się w matkę.

− Tamtego dnia dokonałeś wyboru. Postanowiłeś działać na własną rękę i naraziłeś się na konsekwencje. Wszystkie nasze działania przynoszą określone konsekwencje. Konsekwencją twoich czynów było to, że zostałeś zwolniony.

Tommy przesunął językiem po dziąsłach, położył stopę na kolanie i zaczął się bawić rozcięciem w nogawce spodni. Nic go już nie obchodziło, czy Ira zauważy, w jak opłakanym stanie są jego buty, jego finanse i jego życie. Wyglądało na to, że oblał to przesłuchanie, zanim jeszcze na nim się pojawił. Ile można wałkować to, co się stało w sklepie Farringtona? Ira wydawał się człowiekiem całkowicie pozbawionym empatii. Wielki mi ojciec.

Najwyższy czas wracać do Oklahomy. Tam przynajmniej ludzie mówią to, co myślą, i nigdy nie stroją sobie żartów z innych. Nie znał żadnego mieszkańca Oklahomy, który zachowywałby się tak jak Ira. Ludzie tam są dobrzy, prostolinijni, szczerzy i godni zaufania. Na pewno nie zachowywaliby się jak…

− I dlatego tu nie pasujesz.

W gabinecie zapadła cisza. Tommy nie miał pojęcia, co się dzieje.

− Nie pasuję tu, bo cynicznie podchodzisz do wszelkich powinności, czy dlatego, że przez ciebie straciłem pracę? – zapytał.

− A jak myślisz?

Chłopak pokręcił głową. To po prostu niewiarygodne.

− Jak na kogoś, kto twierdzi, że uwielbia wygrywać, nie powiedziałeś nic, żeby mnie do siebie przekonać.

− W ogóle mnie nie znasz. – Tommy wstał, z trudem zachowując spokój. Nie był wystarczająco dobry, żeby dostać tę pracę i żeby być synem Iry. Nigdy nie czuł się równie upokorzony jak w tej chwili.

− Czyżby? – Ira przekrzywił głowę i przeszył Tommy’ego badawczym spojrzeniem.

− Nie masz pojęcia, do czego jestem zdolny.

Ira wzruszył ramionami i sięgnął po telefon, czym jeszcze bardziej rozwścieczył chłopaka. Może był spłukany i zdołowany, ale nie pozwoli się tak traktować i nie wyjdzie stąd, dopóki Ira się o tym nie dowie.

− Żeby wszystko było jasne… − Cofnął się, o mało nie przewracając krzesła. – Ty również ponosisz konsekwencje swoich decyzji. I to ty stracisz na tym, że mnie nie zatrudnisz, nie ja.

Ruszył do drzwi, o mało nie wpadając na asystentki, które pospiesznie zeszły mu z drogi.

− Zaczynam się zastanawiać, czy nie masz racji – powiedział Ira.

Tommy zatrzymał się w drzwiach.

− Jak na razie jesteś najsłabszym kandydatem.

Skrzywił się. Co za dupek. Dupek, który nie wie, kiedy się zamknąć.

− Ale jeśli nauczysz się wykorzystywać złość do osiągania celów, zamiast używać jej do użalania się nad sobą, efekty mogą zaskoczyć nas obu.

Tommy odwrócił się.

− To brzmi jak cytat z Oprah Winfrey.

Ira się roześmiał. Ten śmiech trwał bardzo krótko i był bardzo cichy, jednak Tommy miał pewność, że go słyszał.

− Zwykle w takiej chwili płaszczący się przede mną kandydat zalewa mnie podziękowaniami, które ledwie można znieść.

− Nie przypominam sobie, żebym się przed tobą płaszczył – odwarknął Tommy, zastanawiając się, czy to przypadkiem nie on jest osobą, która nie wie, kiedy się zamknąć.

− Akurat to jedno przemawia na twoją korzyść – przyznał Ira, po czym dzieląc uwagę między telefon a Tommy’ego, dodał: − Jennifer zaprowadzi cię na zaplecze, gdzie czekają pozostali uczestnicy. Pozostaniecie tam do czasu zakończenia przesłuchań. Wtedy każde z was dostanie przydział.

Tommy pokręcił głową, zastanawiając się nad tym, co właśnie się stało. Może Ira nie jest wcale aż taki zły, jak mu się wydawało. Może po prostu trzeba się przyzwyczaić do jego sposobu bycia. Poza tym wszystko, co myślał o Oklahomie, to były jakieś brednie. Ludzie wszędzie są tacy sami. Mają takie, a nie inne skłonności. Geografia nie ma tu nic do rzeczy.

− Aha, jeszcze jedno. – Oczy Iry zalśniły uczuciem, którego Tommy nie umiał nazwać. – Nie rozumiem, dlaczego tak bardzo kochałeś tę gitarę. Mój nauczyciel gry twierdzi, że to zwykły instrument dla początkujących.

Kolejny sprawdzian. Ira próbował go rozwścieczyć, negując wyjątkowość jego wymarzonego instrumentu. Tommy jednak tylko się uśmiechnął. Wychodząc z Jennifer, powiedział:

− Cieszę się, że ci służy.

"Niezrównani" to lekka, przyjemna powieść. Nie zaskoczyła mnie ani nie urzekła. Język równie prosty co fabuła. Mało intrygująca, jednak na swój sposób ciekawa i z morałem. Wydaje mi się, że Alyson Noel swą powieścią chciała przestrzec nastolatków przed upartym, nieracjonalnym dążeniem do sławy, która zmienia życie całkowicie. Sława = koniec prywatności, podporządkowanie swojego życia. Ciągłe dbanie o wizerunek, żądza pieniądza i zatracenie się w świecie całkowicie tego nie wartym. Zagubienie własnej tożsamości wśród błysków lamp, reflektorów. "Niezrównani" to książka-przestroga i właśnie dlatego jest warta przeczytania. Wszyscy zafascynowani światkiem celebrytów, a może i Ci planujący karierę powinni po nią sięgnąć.

Zamiast zwyczajnych słów polecenia mogę tylko napisać, że nawet moja mama, przeciwniczka tego typu powieści, wciągnęła się w historie zaginięcia Madison oraz losy głównych bohaterów - a o to nie jest łatwo. Ja sama mogę tylko powiedzieć, że nie jest to kolejna przesłodzona, nierealna historia z miastem gwiazd w tle. Na pewno jest to jedna z tych historii, które zasługują na osobne miejsca w każdej głowie.

 Fabuła „Niezrównanych” nabiera niezwykłego tempa w ostatniej części, w której Noël wraca do wydarzeń przedstawionych w prologu. Ostatnie rozdziały dostarczają silnych emocji, a finał – doskonały, ale nieco irytujący cliffhanger – budzi poczucie niedosytu i pragnienia jak najszybszego sięgnięcia po kolejne tomy trylogii, na które czytelnicy będą musieli niestety trochę poczekać. Lektura „Niezrównanych” dostarczyła mi mnóstwo przyjemności, choć początek niekoniecznie zapowiadał, że książka tak bardzo przypadnie mi do gustu. To fajny, trzymający w napięciu tytuł.

„Niezrównani” to powieść kierowana przede wszystkim do młodego czytelnika. I choć napisana jest lekkim i przejrzystym językiem, to jednak obawiam się, że dorosły czytelnik będzie miał problem z przebrnięciem przez nią. Trzeba przyznać, że pomysł na fabułę wyglądał bardzo kusząco. Gorzej niestety z wykonaniem. Autorka nie wykorzystała potencjału który drzemał w tej powieści. (...) Jestem jednak pewna, że znajdzie swoich zwolenników, zwłaszcza wśród młodzieży.

 ''Niezrównani'' to książka dla młodzieży, nie da się zaprzeczyć. Krótkie rozdziały pozwalają na szybkie pochłonięcie tej powieści, chwytliwe tytuły ciekawią czytelnika, a problemy głównych bohaterów zbliżają do świata upadłych aniołów. Zastanawiające jest to, jak Alyson poprowadzi kolejne tomy serii Beautiful Idols. Czy spotkamy te same postacie? Czy wątek będzie kontynuowany? Bardzo możliwe, ponieważ ''Niezrównani'' kończą się w sposób bardzo intrygujący, nie do końca wyjaśniony. Z pewnością sięgnę po kolejne tomy. Może nie dlatego, że to była świetna książka, ale zaintrygował mnie pomysł na fabułę, sposób prowadzenia akcji i nie ukrywajmy - wygląd.

Niezrównani to przede wszystkim lektura skierowana dla młodzieży z elementem lekkiego thrillera, której głównym zadaniem jest zapewnić rozrywkę młodszej części czytelników. Przyznaję, że spełnia ona tę rolę. Jest książką napisaną prostym językiem, który idealnie nadaje się dla tej kategorii wiekowej. Nie posiada zawiłych wydarzeń. Dla mnie jest jedynie okryta nutką tajemnicy. Z pewnością kolejna powieść Alyson Noël przypadnie do gustu tym czytelnikom, którzy nie wymagają od książki chwil do zastanowienia się nad przeczytanym fragmentem.

Noël w tej powieści ukazała nam, że świat celebrytów nie składa się z samych zalet i nie każdy człowiek jest taki, na jakiego wygląda. Okazuje się, iż gwiazdy również mają problemy z akceptacją samego siebie i nawet one muszą ponosić konsekwencje swoich czynów. Niezrównani to naprawdę dobra książka, wciągająca, mroczna, chwilami też zabawna, którą polecam każdemu z was w szczególności na ten wakacyjny okres.

Sama treść oraz styl autorki przypominał mi książki z serii Pretty Little Liars. Rozdziały podzielone na bohaterów, markowe ciuchy, piękne dziewczyny oraz morderstwo.  Alyson pisze zwyczajnie. Nobla literackiego nie dostanie, ale nie woła to o pomstę do nieba. Jest przeciętnie i taka wydaje mi się ta książka. Wiem, że mają powstać kolejne części i jestem ciekawa co się w nich wydarzy. Lubię czytać o bogatych nastolatkach i świecie pełnym sławy i niebezpieczeństwa. Chyba dlatego polubiłam tę książkę. Nie jest ona jednak dla każdego. Jeśli gardzisz Plotkarą i nie znosisz Słodkich kłamstewek nie masz w niej czego szukać.

Niezrównani są tak świetną książką, że gdy czytałam ją w czytelni, siedziałam z otwartą buzią, nie mogąc się oderwać nawet na sekundę, by pójść do ubikacji bądź pobiec na autobus. Przez nią pojechałam godzinę później, a i tak miałam ochotę siedzieć tak do końca świata i nie kończyć jej w ogóle. Mimo że nie jest to lektura, która wniosła do mojego życia wiele wartości i nie zmieniła mojego światopoglądu, nie odwróciła go o 180 stopni i nie sprawiła, że piałam z zachwytu, to i tak jestem w niej zakochana.

Książkę przeczytałam w jeden dzień. Zostałam wciągnięta w intrygę, właściwie mało zostało wyjaśnione. Jestem ciekawa co będzie działo się w kolejnych tomach serii. Podsumowując, to lekka i odprężająca lektura pokazująca zakłamany i kolorowy świat z pierwszych stron gazet. Może nie najwyższych lotów ale można przy niej miło spędzić czas.

"Niezrównani" to książka przeznaczona dla młodzieży, lekka, nieobciążająca, łatwa w odbiorze. Czyta się ją szybko i z ciekawością. Naprzemienna narracja pierwszoosobowa pozwala nam zapoznać się z myślami i uczuciami wszystkich bohaterów. Przyznam, że nie budzą oni sympatii, ale nie zawsze chcę spotykać w czytanych książkach DOBRYCH i MIŁYCH ludzi. Ostatnio częściej trafiam na tych mniej kryształowych i nawet mi się to podoba.

Z niecierpliwością czekam na kontynuację tej trylogii. Ta seria ma potencjał i ja pokładam całą swoją nadzieję, że okaże się jeszcze lepsza w kolejnym tomie. Końcówka prosta, nieskomplikowana pokazująca obraz tego co będzie dalej. Ale niekiedy jest tak, że coś tak bardzo przewidującego staje się nieprzewidywalne i na początku kolejnego tomu wszystko obraca się o 180 stopni. Książkę polecam każdemu, kto szuka książek lekkich i na kilka wieczorów by odetchnąć. Wydaje mi się, że  „Niezrównani” autorstwa Alyson Noel jest idealną propozycją na letni wieczorny odpoczynek

Tym, co bezapelacyjnie spodobało mi się w tej powieści, jest to, w jaki sposób został zatytułowane rozdziały - są to tytuły wielu piosenek, które nawiązują do treści danego rozdziału. Do tego muszę przyznać, że wydanie ma swoje klimaty - złoto połączone z czernią oraz tą truskawką daje świetne połączenie. Wydaje mi się, że swoją ocenę książka zawdzięcza w większości swojemu wyglądowi, co nie zdarza mi się często. Mimo początkowych trudności, powieść Niezrównani okazała się szybkim czytadłem z niewykorzystanym potencjałem. Jeśli ktoś ma ochotę sięgnąć po coś, co nie jest typową młodzieżówką z kwitnącą miłością wystającą z każdej kolejnej kartki, mogę z czystym sumieniem polecić tę historię.

"Niezrównani" to historia, jakich ostatnio wydaje się naprawdę niewiele. Klimat przypomina choćby kultową - "Plotkarę". Wokół pełno pięknych i bogatych, nawet jeśli bohaterowie nie zaliczają się do tej drugiej grupy. Każdy marzy tu o wielkiej karierze, pieniądzach i sławie, po prostu... każdy na swój własnych sposób. (...) dodam jeszcze, że powieść jest napisana w bardzo przyjemny sposób (choć przyznam szczerze, że w przypadku innych książek autorki, nie zwróciłam na to uwagi). Jeżeli tak jak ja macie sentyment do "Plotkary" lub po prostu lubicie historie, w których intrygi i sława odgrywają dużą rolę, "Niezrównani" to coś w sam raz dla Was.

Książka porusza też temat showbiznesu, pokazuje jego blaski i cienie, stawiając jednocześnie pytanie o sens całej tej „farsy”. I chociaż historia dedykowana jest raczej do młodego odbiorcy, zarówno fabuła, jak i przekaz, zainteresują również starszych odbiorców. Opowieść jest lekka, ale nie banalna, ciekawa, bez krzty trywialności. "Niezrównani" to dopiero pierwsza część cyklu Beautiful Idols i stanowi bardzo dobry początek dla serii. Nowość i lekkość powieści młodzieżowej w połączeniu z dokładnym studium bohaterów dało zaskakująco wciągające połączenie. Pozycja obowiązkowa dla każdego, kto chociaż przez chwilę marzył o byciu sławnym.

Ogółem książkę oceniam pozytywnie, chętnie sięgnę po drugi tom, choć wciąż czuję ten niedosyt w postaci braku głębszej wnikliwości w życie głównych bohaterów – szybko przewracałam strony, ale jednak nieco za szybko. Nie zżyłam się z nimi i trochę żałuję. W końcu ja też w każdej chwili mogę dostać bilet do świata głośnej muzyki i procentów lejących się strumieniami. Każdy z nas może dostać taki bilet i dlatego każdy powinien zapoznać się z ewentualnymi ścieżkami swej kariery. Bo kariera może się skończyć szybciej niż się zacznie.

Teraz albo nigdy to bardzo zwyczajna książka (bynajmniej nie przeciętna!) I bardzo dobrze! Autorka nie wtłacza w dialogi jak największej dawki humoru, luzu i pozornej swobody. Dialogi są takie, jakie być powinny – między rówieśnikami spontaniczne i pełne ekspresji, miedzy dorosłymi i młodzieżą – stonowane i nudnawe. Postacie nie są przejaskrawione, tylko naturalne. Akcja nie gna, nie wywołuje przyspieszonego bicia serca, ale właśnie taka ma być. Fabuła pozwala zanurzyć się w świecie nastolatki, która próbuje znaleźć samą siebie. Każdy dialog do czegoś prowadzi, najmniejszy szczegół ma znaczenie. Na tę książkę potrzeba wolnego wieczoru, aby móc dostrzec sterylne białe ściany, błyszczące kuchenne blaty, perfekcyjnie skomponowane dodatki i wielką pustkę, która wypełnia przestrzeń miedzy nimi.

Bardzo podobał mi się pomysł autorki, aby każdy rozdział zatytułować piosenką. Akurat jeden z nich był "Shut up and dance", a ja kocham ten singiel! Dlatego też taki niecodzienny podział, zachęcił mnie do czytania. Rozdziały nie są zbyt długie, dlatego szybko się tę książkę czyta. W szczególności wieczorami, gdy "tylko jeden rozdział" ciągnie się przez pół godziny, bo jest się ciekawym, co będzie dalej. W każdym razie ja byłam, gdyż lubię takie książki ze sławą, tajemnicą w tle, które nie wymagają zbyt wiele od czytelnika.Nie jest może to książka, która wstrząsnęła mną bardzo, ale przyjemnie mi się ją czytało. Co więcej, zaskakiwała mnie, co nie zdarza się już tak często i mam wrażenie, że jej tematyka była inna niż pozostałe. Dlatego polecam tę powieść wszystkim!

Wydanie powieści jest cudowne - kolory okładki przywodzą mi na myśl cudowne wydania ,,Parku Jurajskiego" od DreamBooks. Natomiast śliczna truskaweczka ma fakturę prawdziwego owocu. "Niezrównanych" polecam każdemu bez względu na humor, porę czy wiek. Z niecierpliwieniem czekam na kolejną część ,,Beautiful Idols", bo zakończenie jest równie intrygujące, co reszta powieści.

Mimo moich uprzedzeń, książka okazała się fantastyczną lekturą, głównie dzięki miejscu akcji. I zdecydowanie nie była to pozycja, którą zapomnę po tygodniu, gdyż..ahh.. cudowne LA! Jeżeli tak jak mnie fascynuje Was Hollywood, show biznes i inne rzeczy o których się nie mówi dotyczące właśnie życia gwiazd, to "Niezrównani" są dla Was obowiązkową pozycją!

"Niezrównani" okazali się naprawdę dobrą książką młodzieżową, od której trudno było mi się oderwać. Zacięta walka między uczestnikami konkursu oraz wątek lekko kryminalny z pewnością zasługuje na uwagę, jestem niezwykle ciekawa jak to wszystko się potoczy w następnych tomach. Bohaterowie w książce zostali ciekawie wykreowani, każdy z nich miał swój unikalny charakter oraz sposób bycia.Książka lekka, niewymagająca myślenia, natomiast mimo tego warto się z nią zapoznać, bo klimat celebrytów i samego Los Angeles pochłonął mnie do reszty. Nie jest to jednak powieść bez skaz, jednak nie da się ukryć, że w dostarczeniu rozrywki spisze się wyśmienicie.

Jest to jednak thriller przede wszystkim dla młodzieży, a więc bez szczególnej brutalności, napisany w prosty sposób i choć jednocześnie stanowi satyrę na wyścig szczurów i ociekające kiczem plotkarskie magazyny i blogi, w pewien sposób wpasowuje się w tę formułę. Atrakcyjną dla młodych? Tak, jednak dla dorosłych czytelników może być to konwencja nie do końca strawna. Skoro jednak jest to książka dla grupy wiekowej young adult, czytelnicy, którym jest przeznaczona odnajdą to, czego w niej szukają, podane lekko i z przepychem opisów pięknych ludzi.

Moim zdaniem Niezrównani to dobra książka, która może rozpocząć fantastyczną serię. Mam nadzieję, że autorka będzie się trzymać tego, co sprawiło, że nie mogłam się od niej oderwać przez ostatnie sto stron, a fabuła całkowicie mnie pochłonęła. Myślę, że ta powieść przypadnie Wam do gustu jeśli lubicie klimat Hollywood i powieści młodzieżowe, natomiast mogą się rozczarować osoby szukające w książkach jakiejś głębi. Biorąc pod uwagę całość mnie się podobała i z pewnością sięgnę po kontynuację.

Książka ,,Niezrównani” Alyson Noël wciąga. Nie jest to proza przeintelektualizowana, skłaniająca do myślenia, lecz przeładowana wydarzeniami, o których czyta się z napięciem i ciekawością. Ukazuje egoizm, niekiedy arogancję nastolatków wychowywanych w blasku fleszy i pod kloszem zamożnych rodziców. Napisana przystępnym językiem, zapewnia należytą rozrywkę. (...) Fabuła książki oscyluje wokół poczynań trójki bohaterów, przemyśleń i nie zawsze uczciwych sposobów na zdobycie popularności. Stawia to czytelnika przed pytaniem: czy warto tracić siebie, zdrowie i poukładane życie na rzecz spełnienia marzeń?

Książka wciągnęła mnie niesamowicie. Rozdziały były krótkie, więc bardzo szybko mi się ją czytało. Nie spodziewałam się, że taka tematyka książki może mi się spodobać. A jednak! Bardzo miło spędziłam przy niej czas i poznałam świat show biznesu z zupełnie innej strony. (...) Z niecierpliwością zamierzam czekać na kontynuację, ponieważ jestem ogromnie ciekawa co wydarzy się dalej. Akcja zakończyła się w takim momencie, że czuję niedosyt.

Przyznam się że obawiałam się tej lektury gdyż Hollywood, celebryci i nastolatkowie, którzy chcą pójść w ich ślady i być znani na całym świecie, jakoś mnie nie przekonują takie książki, ale postanowiłam dać szanse autorce, jako że uwielbiam Ever. Książka nie wykazała się jakoś ogromnie, ale na pewno ma potencjał i cieszę się że miałam okazje ją przeczytać, końcówka po prostu genialna, chociaż z lekka przewidująca, ale bardzo jestem ciekawa ciągu dalszego więc czekam na kolejny tom. Mam nadzieję że autorka długo nie pozostawi mnie bez odpowiedzi.

Już od samego początku bardzo wciągnęłam się w fabułę jaką przedstawia Pani Noel. (...) To co bardzo mi się podobało, to fakt, iż autorka przedstawiła owy konkurs z perspektywy trzech zupełnie różnych osób, mających zupełnie różne cele i ambicje. Dodatkowo fabuła była w miarę dynamiczna i co najważniejsze nieszablonowa. Praktycznie przez cały czas nie wiedziałam co zaraz się wydarzy. Dodatkowo, przez pewne wydarzenia, trwałam w wielkim napięciu i niepewności, a samo zakończenie okazało się dla mnie wielkim zaskoczeniem. (...) To chyba jasne że książka mi się podobała. Już wiem że na drugi tom serii będę bardzo wyczekiwać, gdyż nie wyobrażam sobie jak dalej autorka może poprowadzić całą akcję oraz jaki jest powód zniknięcia Madison.

Książka jest napisana językiem typowym dla tego rodzaju literatury, czyli łatwy do zrozumienia i lekki. Czyta się ją bardzo szybko. W pewnym momencie historia zaczyna wciągać czytelnika i zastanawiamy się co będzie dalej. Polecam tę książkę młodym osobom, które lubią lekkie opowieści rodem z Hollywood. Jednak czegoś mi tutaj zabrakło… Ta historia powinna być bardziej rozbudowana, dopełniona. Ale, tak jak już wcześniej pisałam, może drugi tom okaże się uzupełnieniem tych braków i będzie zaskakującą kontynuacją. Zakończenie „Niezrównanych” jest otwarte, aż się prosi o drugi tom.

Powieść polecam. Będzie idealna na wakacje, ponieważ należy do lekkich, przyjemnych książek na jeden wieczór. Jednak ja nie mogę doczekać się drugiej części, ponieważ autorka zakończyła Niezrównanych w bardzo nie przyjemny, aczkolwiek popularny wśród autorów, sposób.

"Niezrównani" jest to pierwsza część nowej serii Alyson Noël. Trochę się boję - przez to zakończenie - że następne części będą dużo "mocniejsze" od tej. Może lepsze? Nie wiem. Ale bardziej zadziwiające - na pewno. Dlatego ogromnie jestem ciekawa dalszych losów promotorów (a może nawet późniejszych członków zespołu) Niezależnego Nocnego Życia. Na weekend jak najbardziej polecam - każdemu. Czyta się lekko i przyjemnie. "Niezrównani" niesamowicie wciągają, tak, że po przeczytaniu pierwszej części nie da się przejść obojętnie obok całej serii - z niecierpliwością trzeba oczekiwać kontynuacji.

Pani Noël bardzo rzetelnie wykreowała postacie. Młodzi bohaterowie są tak bardzo ogarnięci obłędem na punkcie sławy, że ich niektóre działania zaprzeczają logicznemu myśleniu. Cała otoczka z celebrytami i bogactwem bardzo mi się spodobała. Spotykamy się z różnymi osobowościami ze wspólnym celem. Do czego są zdolni, aby go osiągnąć? (...) "Niezrównani" to przyjemna młodzieżówka. Sam pomysł jest bardzo dobry, choć nie do końca dopracowany. Wierzę, że autorka może mnie jeszcze zaskoczyć (...)

Chociaż historia zapowiadała się nieźle, można było poprowadzić ją znacznie lepiej. Nam wrażenie, że została napisana w pośpiechu i wiele jej brakuje. Mimo to, sięgnę po kolejne tomy, bo są wątki, które mnie zainteresowały i w tym wypadku wygrywa zwykła ciekawość. "Niezrównani" faktycznie są książką dla młodzieży.

Nie mogę uwierzyć jak Noel mnie zaskoczyła! Jestem pod wielkim wrażeniem, bo to nie tyle co powieść, którą dobrze się czyta, co po prostu przeżywa i czuje. Kończąc ją chce się sięgać po kolejną część by zobaczyć finał, by brnąć dalej w tę historię, zobaczyć co z tego wyjdzie i jak się to wszystko potoczy. (...) Ta powieść mnie zafascynowała i nie potrafię się po niej otrząsnąć! Chcę więcej i to tak naprawdę więcej.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ