Thriller / Sensacja / Kryminał
Piętno Kaina
KUP TERAZ

Piętno Kaina

brak opinii
Liczba stron: 320
ISBN: 9788327617699
Premiera: 2016-05-18
Tłumaczenie: Dorota Stadnik
Opracowanie graficzne okładki: Emotion Media

RED to wyjątkowy oddział policji stworzony przez burmistrza Nowego Jorku. Wybrani detektywi prowadzą śledztwa, w które są zamieszani ludzie z pierwszych stron gazet – politycy, aktorzy i sportowcy. Elita chroni elitę.

 

Hunter Alden ma na koncie miliardy. Bez skrupułów łamie prawo, dąży do celu po trupach. Wydaje mu się, że jest bezkarny, ale ktoś jest innego zdania. Porywa nastoletniego syna Huntera i bestialsko morduje jego kierowcę. Detektywi Zach Jordan i Kylie MacDonald na próżno szukają świadków i motywów przestępstwa. Hunter nie chce z nimi współpracować. Nie docenia sprytu człowieka, który postanowił go zniszczyć. Kain - tak każe siebie nazywać wróg Huntera – jest bezwzględny i wie, gdzie szukać sojuszników.

Umie uderzyć w najczulszy punkt.

Detektywi po raz pierwszy wątpią w skuteczność śledztwa. Pozostaje im czekać, aż Kain popełni błąd.

James Patterson

James Patterson należy do ścisłej czołówki najpopularniejszych amerykańskich autorów. Mistrz suspensu, tworzy nie tylko kryminały, ale także powieści obyczajowe i non-fiction. W ciągu 33 lat napisał 71 powieści, z czego 19 znalazło się na szczycie listy bestsellerów New York Timesa. Jeden z najbardziej poczytnych pisarzy naszych czasów.

Niewielu nowojorczyków wie o tym, że park Riverside powołał do życia ten sam człowiek, który zaprojektował Central Park. I choć nie jest najbardziej znanym dziełem Fredericka Lawa Olmsteda, ten liczący sześć i pół kilometra pas zieleni rozciągający się nad rzeką Hudson od Siedemdziesiątej Drugiej do Sto Pięćdziesiątej Ósmej Ulicy jest najpiękniejszym terenem zielonym i rekreacyjnym w mieście.

Kylie pojechała na północ Aleją Henry’ego Hudsona, skręciła gwałtownie pod mostem Waszyngtona i skierowała się na południe, póki naszym oczom nie ukazało się wejście do parku przy Sto Pięćdziesiątej Pierwszej.

Na parkingu roiło się od wozów policyjnych. Jedynym cywilnym autem była lśniąca czarna limuzyna, która nie pasowała do tego miejsca jak amator na wyścigu kolarskim zawodowców.

Dostrzegliśmy faceta, którego szukaliśmy. Chuck Dryden to wybitny technik kryminalistyczny i patolog o charyzmie mokrej maty łazienkowej. Miał ksywkę Milcz-Dryden, ponieważ interesowała go wyłącznie praca i nie tracił czasu na towarzyskie pogawędki, kwitując wszystko mruknięciami typu „mhm” lub bardziej lapidarnie, czyli „hm”. Odkryłem jednak, że istnieje defibrylator, który był w stanie poruszyć jego wyprane z emocji serce. Jak wielu mężczyzn durzył się w Kylie.

Dlatego na jego widok moja partnerka przejęła funkcję zarządzającej rozmową.

– Mamy szczęście, Zach. To nasz ulubiony technik. Szczęśliwego Nowego Roku, Chuck – powiedziała, uwodzicielskim ruchem wkładając lateksowe rękawiczki, jakby miała na myśli coś innego niż ochrona przed zanieczyszczeniem miejsca zbrodni.

Chuck Dryden spuścił wzrok.

– Wzajemnie – wymamrotał i natychmiast przeszedł do referowania dokonanych już obserwacji: – Ofiarą jest prawdopodobnie Peter Chevalier, pięćdziesiąt pięć lat, z Cité Soleil na Haiti. Obywatel amerykański od roku tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego ósmego, zamieszkały przy Osiemdziesiątej Pierwszej Wschodniej.

– Prawdopodobnie? – powtórzyła Kylie.

– W kieszeni ofiary znaleźliśmy portfel – wyjaśnił Dryden. – W normalnych warunkach zdjęcie z prawa jazdy pozwoliłoby mi dokonać identyfikacji, ale głowa tego gościa zniknęła.

Odchylił brezent okrywający ciało, dał nam dziesięć sekund na oględziny zwłok i z powrotem nasunął brezent.

– Tablica rejestracyjna sugeruje, że wóz jest zarejestrowany na Alden Investments, własność Huntera Hutchinsona Aldena Juniora. Brak śladów walki w środku. Sądząc po plamie krwi, pan Chevalier stał na zewnątrz, kiedy obcięto mu głowę.

– Czas zgonu? – zapytałem.

– Między siódmą pięćdziesiąt dwie a ósmą jedenaście minionej nocy.

– Skąd wziąłeś tak dokładne ramy czasowe? – spytałem zdumiony.

Po twarzy Drydena przemknął ledwie dostrzegalny uśmiech.

– Zeszłej nocy był mróz – wyjaśnił. – Jeszcze zimniej było tutaj, czyli nad rzeką, niż w pozostałych częściach miasta. Nie określę dokładnie czasu, póki nie zbadam w laboratorium śladów krwi, zawartości żołądka, stężenia pośmiertnego, to znaczy zwykłych śladów. Ale na ziemi od strony drzwi kierowcy znaleźliśmy telefon komórkowy. Wygląda na to, że ofiara pisała SMS-a do Aldena, kiedy morderca zaszedł ją od tyłu.

Dryden uniósł komórkę, żebyśmy mogli przeczytać wiadomość:

Nie mogę znaleźć Trippa. Czy mam…

– Nie dokończył tekstu i go nie wysłał, więc nie wiadomo dokładnie, kiedy go napisał – ciągnął Dryden – ale jest wiele wiadomości od Aldena, wszystkie w stylu „Zadzwoń do mnie, gdzie jesteś, do cholery?!”. Ponieważ na wszystkie wcześniejsze SMS-y Chevalier sumiennie odpowiadał, logiczne się wydaje, że zgon nastąpił między ostatnią odpowiedzią Chevaliera o siódmej pięćdziesiąt dwa a SMS-em od Aldena o godzinie ósmej jedenaście.

– Przyczyna śmierci? – zapytała Kylie.

– Doskonałe pytanie, pani detektyw – odparł Dryden. – Wielu gliniarzy, by nie wyjść na mało bystrych, nie spytałoby o to, co zabiło człowieka pozbawionego głowy, i wszyscy srodze by się pomylili, myśląc, że odpowiedź już znają. To nie była prosta egzekucja w stylu kata z toporem. – Przerwał na moment. - Na ciele brak ran postrzałowych i kłutych, ale znalazłem świeże zasinienie w okolicy krzyżowej, odpowiadające śladowi kolana przy duszeniu od tyłu. Ponieważ głowę odcięto piłą linkową, co pozostawia zwykle wielki bałagan, a nie widzę żadnych śladów zaciskania, uduszenie jest jedynie hipotezą. Możliwe, że został uduszony piłą linkową, a dopiero potem odcięto mu głowę. Tak czy siak, głowa została odcięta po śmierci.

– Jestem miastową dziewczyną – powiedziała Kylie. – Co to jest piła linkowa?

Wiedzieliśmy, że Dryden ma w mózgu istny sezam wiedzy o wszelkiej możliwej broni i narzędziach zbrodni, zawsze podejrzewaliśmy, że w piwnicy trzyma całą kolekcję tych specyficznych przedmiotów.

– Piła linkowa to ząbkowany łańcuch ze stali węglowej z uchwytami na obu końcach. Ma wszystkie zalety piły łańcuchowej, ale nie powoduje hałasu.

– Dziękuję, Chuck – odparła Kylie. – Jesteś jak zwykle bardzo konkretny.

Skinął głową, po czym dodał:

– Zadzwonię z laboratorium, kiedy poznam więcej szczegółów. I nie muszę chyba dodawać, że jeśli znajdziecie la tête de Monsieur Chevalier, powinniście jak najszybciej mi ją podesłać. Bardzo potrzebuję tej główki.

– Jasne – powiedziała Kylie. Odczekała, aż Chuck znajdzie się poza zasięgiem głosu, i dodała szeptem: – Pewnie potrzebuje jej do uzupełnienia kolekcji.

 

***

 

– Prosiłam Matta Smitha, żeby odszukał Petera Chevaliera w systemie – oznajmiła Kylie. – Przez lata dostał wiele mandatów za nieprawidłowe parkowanie, co mnie nie dziwi. Pasażerowie limuzyn wolą zapłacić karę niż przejść pół przecznicy. Poza tym był wzorowym obywatelem.

– Wzorowi obywatele raczej nie mają wrogów, szczególnie takich od obcinania głów – skonstatowałem. – Z drugiej strony jego szef jest jednym z najbogatszych i najbardziej bezwzględnych sukinsynów na Wall Street.

– Akurat tak się składa, że bogate i bezwzględne sukinsyny są naszą specjalnością. Utnijmy sobie pogawędkę z panem Aldenem.

Zaparkowaliśmy na drugiego przy Osiemdziesiątej Pierwszej Wschodniej i już mieliśmy wysiąść z wozu, gdy w drzwiach domu stanął Hunter Alden z innym mężczyzną.

– Cholera – rzuciła Kylie. – Ten niższy w płaszczu to Silas David Blackstone.

– Znasz go?

– O tak, wazeliniarski dupek. Jest szefem SDB Investigative Services. Jeśli masz jakiś prawniczy problem, Silas Blackstone ci to załatwi. Jeśli to nielegalne, zrobi to za pieniądze. Dowiedzmy się, co tu robi.

Gdy wysiedliśmy z wozu, Alden i Blackstone natychmiast nas zauważyli.

– Kylie? Kylie MacDonald? – zawołał szef SDB, zbiegł po schodach i otworzył nam bramę.– Cóż za miła niespodzianka – mówił dalej. – Śledziłem twoją drogę zawodową. Robisz furorę w NYPD, prawda?

– To mój partner – powiedziała Kylie, ignorując pytanie. – Detektyw Zach Jordan.

– Silas David Blackstone. Jordan, szczęściarz z ciebie. Zabiłbym, żeby po całych dniach jeździć po mieście z tą kobietą. Tyle że ze mną jeździłaby o niebo lepszym wozem.

Wyciągnął dłoń na powitanie. To była niechęć od pierwszego uścisku rąk.

Potem zwrócił się ponownie do Kylie i spytał:

– Jak twój mąż? Słyszałem, że choruje.

Wazeliniarz to mało powiedziane. Musiał wiedzieć, że Spence był na odwyku, ponieważ uczynił w powietrzu znak cudzysłowu przy słowie „choruje”.

– Wraca do zdrowia, dziękuję. – Kylie wyjęła odznakę i pokazała ją Aldenowi. – NYPD – oznajmiła. – Hunter Alden?

– Tak, to ja. Proszę wejść – powiedział Alden.

Kylie i ja podeszliśmy do drzwi z Blackstone’em tuż za plecami.

– Detektywi Kylie MacDonald i Zach Jordan – przedstawiła nas Kylie. – Skoro rozmawiał pan z panem Blackstone’em, zapewne zna pan powody naszej wizyty.

– Tak, Peter zaginął ubiegłej nocy. Niepokoiłem się i zadzwoniłem do Silasa.

– A ja dowiedziałem się o morderstwie z radia. I przyjechałem przekazać złe wieści panu Aldenowi.

– Jakim cudem? – zapytałem. – Przecież nie podano nazwiska ofiary.

Blackstone wydął usta, przez co jego sztuczny uśmiech zmienił się w prawdziwie szyderczy uśmieszek.

– Tak, detektywie, ale podano opis samochodu. Po naszych drogach jeździ niewiele maybachów. Ich cena zaczyna się od czterystu tysięcy dolców. Ten ma dodatkowo blachę pancerną, kuloodporne okna i całkowicie…

– Wystarczy, Silas – przerwał mu Alden.

– Chcę im uświadomić, że mają na parkingu policyjnym wóz wart milion dolarów, więc powinni go oddać jak najszybciej. Nawiasem mówiąc – tu Silas zwrócił się do mnie i Kylie – mówi się „maj-bach”, nie „mej-bak”. Przypuszczam, że wasz dyspozytor przywykł raczej do hond i toyot.

– Dosyć, do cholery! – Alden podniósł głos.

– Już wychodzę – stwierdził Blackstone. – Cudownie było znów cię zobaczyć, Kylie. Pamiętaj, że dla ciebie zawsze znajdzie się posada w SDB.

Gdy pokonał trzy schody, zatrzymał się i odwrócił do szefa.

– Jest pan w dobrych rękach, panie Alden – dodał. - Tych dwoje to nie są zwykli policjanci. Służą w NYPD Red. To najlepsze, co może zaoferować… – znacząco uniósł brwi i lekko wzruszył ramionami – sektor publiczny.

 

***

Hunter Alden wprowadził nas do imponującego holu. Większość ludzi ogląda takie architektoniczne cuda wyłącznie w kinie lub na ekranie telewizora. Już wiedziałem, że to, co ukazało się naszym oczom, to schody motelowe, które zwykli śmiertelnicy nazywali dwustronnymi, bowiem można się po nich poruszać z obu stron.

Słoje na posadzce wskazywały na drewno, przy tym podłoga lśniła niczym hebanowe klawisze fortepianu. Z pokrytego kunsztownymi rzeźbieniami sufitu zwieszał się kryształowy żyrandol. Po lewej widniały drewniane drzwi ze srebrnymi kratami i fazowanymi lustrami.

Jedynym barwnym elementem kontrastującym z monochromatycznym tłem tworzonym przez odcienie czerni i szarości, była imponująca choinka stanowiąca centralny punkt holu. Wznosiła się ponad balustradę z kutego żelaza na piętrze i równie dobrze mogłaby stać w Białym Domu. Poczułem się jak w świątecznym numerze Architectural Digest.

– Przepraszam za Blackstone’a – powiedział Alden, zamykając drzwi wejściowe. – To zgryźliwy dupek, ale świetny w tym, co robi.

– A czym się dokładnie zajmuje? – zapytała Kylie.

Jeśli czekało nas zwiedzanie rezydencji Aldena, to właśnie straciliśmy na to szansę. Hunter Alden zatrzymał się gwałtownie w przejściu i spytał nieprzyjaznym tonem:

– A co to panią obchodzi, pani detektyw? Moja rodzina przeżywa straszliwy dramat. Peter był z nami przez dwadzieścia trzy lata. Przed chwilą usłyszałem, że jesteście najlepszymi policjantami w wydziale, a pani wyskakuje z obcesowym pytaniem, które narusza moją prywatność.

Niektórzy policjanci na jej miejscu zaczęliby przepraszać, ale Kylie urodziła się z poważnie uszkodzonym genem przepraszania i nie pozostała dłużna:

– Panie Alden, nie od takiego pytania zamierzałam rozpocząć naszą rozmowę, ale gdy wchodzę do domu ofiary zabójstwa i widzę takiego „zgryźliwego dupka” jak Blackstone, to po prostu chcę wiedzieć, co on tu robi. Przykro mi z powodu pańskiej straty, ale ponieważ oboje chcemy się dowiedzieć, kto zabił Petera Chevaliera, pozwoli pan, że zadam panu inne pytania.

– Sam mam ich kilka. – Alden odwrócił od niej i spojrzał prosto na mnie. – Niech mi pan powie – zaczął łagodniejszym tonem zarezerwowanym dla osoby grającej rolę dobrego gliniarza – czy to był napad rabunkowy? Mam nadzieję, że nie zginął, broniąc mojego auta. Został zastrzelony? Dźgnięty nożem?

– Nie, proszę pana. Wygląda na to, że Peter Chevalier najpierw został uduszony, a potem pozbawiony głowy.

Tej informacji Blackstone nie mógł mu przekazać.

– Odcięli mu głowę? - Z wrażenia Alden cofnął się o krok. - Nie wiem, co powiedzieć…

– Może pan zacząć od odpowiedzi na pytanie, czy Peter miał wrogów.

– Miał opinię kobieciarza. Pewnie w swoim życiu wkurzył paru mężów i narzeczonych.

– Na tyle, żeby któryś chciał go zabić?

– Detektywie, jestem jego pracodawcą, nie kumplem. Wiem tylko tyle, ile wam powiedziałem.

– Czy kiedykolwiek pożyczał pański wóz na własny użytek?

Alden rzucił mi takie spojrzenie, jakby przyłapał mnie na spluwaniu do wazy z ponczem. Najwyraźniej uważał, że nie mam pojęcia o nieprzekraczalnych granicach między państwem a służbą.

– Oczywiście, że nie – warknął.

– To znaczy, że w chwili śmierci pracował dla pana. Może nam pan powiedzieć, co robił sam na pustym parkingu przy West Side Highway o tak późnej porze?

Powtórzył pytanie, co było oczywistą wskazówką, że nie zamierza na nie odpowiedzieć, ale zapędziłem go w kozi róg, więc „nie mam pojęcia” nie wchodziło w rachubę.

– Wyjaśnienie jest proste – powiedział po chwili. – Wczoraj wieczorem około szóstej trzydzieści dostałem SMS-a od mojego syna Trippa z informacją, że popsuł mu się samochód, więc wysłałem po niego Petera.

– W takim razie Tripp musi być jedną z ostatnich osób, które widziały go żywego – wtrąciła Kylie, wyczuwając, że Alden jest w defensywie.

– Nie, w ogóle się nie spotkali – odparł szybko. – Tripp zadzwonił do mnie i powiedział, że Peter się nie pojawił. W końcu po syna przyjechał jeden z jego kolegów, u którego Tripp przenocował.

– Jakim autem jeździ pański syn? – zapytała Kylie.

– Jedną z tych bezużytecznych hybryd, priusem. Niebieskim czy zielonym, tego niestety nie pamiętam.

– W pobliżu miejsca zbrodni nie było samochodu odpowiadającego temu opisowi – zauważyłem.

– Był pan w parku Riverside? To wielki teren. Na pewno się znajdzie. Czy to wszystko, państwo detektywi? Jestem bardzo zajęty.

– To na razie wszystko. Chcielibyśmy jednak pomówić z pańskim synem – odparłem.

– Teraz to niemożliwe. Jest uczniem ostatniej klasy w Barnaby Prep. W tym liceum obowiązuje ścisły zakaz używania telefonów komórkowych, ale zostawię mu wiadomość. - Wyjął z kieszeni telefon. – Zdaję sobie sprawę, że Silas zachował się nietaktownie – ciągnął, wciskając przycisk szybkiego wybierania – ale naprawdę potrzebuję wozu, i to najszybciej, jak tylko się da. Mogę liczyć na przyśpieszenie… Chwilę, odezwała się jego poczta głosowa. Cześć, Tripp. Wieczorem coś się stało z Peterem, policja jest u mnie w tej sprawie. Mają do ciebie kilka pytań. Zadzwoń do mnie, kiedy będziesz mógł, a ja was umówię. – Rozłączył się. – Jeśli zostawicie mi namiary, skontaktuję się z wami, jak tylko Tripp się odezwie.

Podałem mu wizytówkę, mówiąc przy tym:

– Ostatnie pytanie, panie Alden. Powiedział pan, że syn pierwszy raz zadzwonił do pana w sprawie kłopotów z autem o szóstej trzydzieści. O tej godzinie w parku było już ciemno, pusto i bardzo zimno. Co tam robił tak późno?

– Tripp ma fioła na punkcie filmów – wyjaśnił Alden. – Poprosiłem, żeby zrobił wideo-niespodziankę dla mojego ojca, który w marcu kończy siedemdziesiąt lat. Sądzę, że Tripp postanowił nakręcić zdjęcia w miejscach, gdzie dorastał mój ojciec.

– A gdzie dokładnie? – Gdy się zawahał, dodałem: – Proszę, niech pan wysili pamięć. Jeśli pański ojciec jest w tym względzie podobny do mojego, zaciągnął tam pana co najmniej kilka razy, żeby pokazać, gdzie mieszkał jako dziecko.

Aldenowi szybko wróciła pamięć.

– Ma pan rację. To Sto Trzydziesta Szósta Zachodnia numer pięćset trzydzieści.

– To adres w Harlemie – zauważyłem.

– Wiem. Doskonała ilustracja historii od zera do milionera. Już sobie wyobrażam minę ojca, gdy zobaczy to nagranie. - Otworzył nam drzwi. – Dajcie mi znać, co z autem. To dla mnie nie tylko środek lokomocji, ale też mobilne biuro. Bez niego się pogubię.

Uśmiechnął się na pożegnanie. Wyglądało na to, że szybko się otrząsnął po tej strasznej tragedii.

 

ROZDZIAŁ PIĄTY

 

Kylie usiadła za kierownicą i ruszyła z piskiem opon.

– Co za palant – rzuciła z wściekłością. Przejechała na czerwonym świetle Osiemdziesiątą Pierwszą Ulicę i ostro skręciła w lewo w Piątą Aleję. – Nastoletni syn prosi go o pomoc, kierowca, którego wysyła, zostaje zamordowany, a on nie może się doczekać reakcji ojca na film?

Poświąteczny ruch uliczny był niewielki. Zapiąłem pasy bezpieczeństwa, gdy strzałka szybkościomierza zbliżyła się do setki.

– Wydaje się, że śmierć Petera jest dla tej rodziny bardziej niedogodnością niż tragedią. A zmieniając temat: możesz zwolnić?

Kylie nie zwolniła, tylko spytała:

– I co tam porabiał ten obleśny Blackstone?

– Ty mi powiedz, K. Mac – użyłem jej ksywki. - To ciebie coś z nim łączy.

Zdjęła rękę z kierownicy i pokazała mi środkowy palec.

– Nie, Zach. To ciebie i mnie coś łączyło. Blackstone jest tylko facetem, który lubi mi dogryzać. Miło z jego strony, że zarekomendował nas Aldenowi jako członków jednostki NYPD Red, specjalnego gatunku policjantów szkolonych do tego, by służyli i chronili bezdusznych bogaczy.

– Przynajmniej teraz Alden wie, że jesteśmy najlepsi, jakich może zaoferować mu… sektor publiczny.

– Dla tego napuszonego dupka moglibyśmy być nawet z NYPD Platinum, a i tak nie puści pary z gęby. Nie chciał nawet przyznać, gdzie dorastał jego ojciec. Sprytnie to z niego wyciągnąłeś.

– Dzięki, ale zdradził tylko tyle, ile sami byśmy się dowiedzieli. W jego historii są słabe punkty, ale raczej nie kłamał, gdy powiedział, że Peter i Tripp się nie spotkali. Właśnie ta informacja była w wiadomości, którą pokazał nam Dryden. Muszę jednak zyskać całkowitą pewność.

Zahamowała z piskiem opon na rogu Siedemdziesiątej Drugiej i Piątej, wyskoczyła z wozu i przesunęła kozioł blokujący wejście do Central Parku. Wskoczyła z powrotem do auta, wjechała do parku, wysiadła i ustawiła kozła na swoim miejscu.

– Nie wiem, dlaczego zamykają park dla aut w takie dni – powiedziała, kierując się na zachód. – Nie ma biegaczy, rowerzystów…

– Tylko stuknięci kierowcy – wpadłem jej w słowo. – Domyślam się, że nie wracamy na komisariat.

– Zaczynamy działać, Zach. Dobrze kombinujesz, nie wracamy na komisariat.

– W takim razie jedziemy albo do Barnaby Prep porozmawiać z Trippem, albo do Harlemu, żeby obejrzeć okolicę, gdzie dorastał dziadek.

– Jedno i drugie – odparła z uśmiechem. – Złapiemy Trippa, kiedy skończy zajęcia. Ale najpierw sprawdźmy adres podany przez Aldena i przekonajmy się, czy ktoś widział tam wczoraj Trippa z kamerą.

Mieliśmy cały park dla siebie, więc Kylie nie zważała na czerwone światła, ograniczenie prędkości i lód na drodze.

– Jeśli dobry Bóg sprawi, że przeżyjemy tę jazdę – powiedziałem kąśliwie – to pamiętaj, że musimy zadzwonić do Chucka Drydena i przykazać mu, by jak najszybciej odesłał „mej-baka” Aldenowi. Bez niego biedak całkiem się pogubi.

– Oczywiście – powiedziała, mknąc po łukach East Drive. – Oddanie Aldenowi bezcennego mobilnego biura to numer dwa na liście moich priorytetów. Zaraz po znalezieniu zabójcy kierowcy Aldena.

 

***

 

Kylie opuściła park od strony północnej, wjechała w Sto Dziesiątą, potem w Broadway i skręciła w Sto Trzydziestą Szóstą w rekordowym czasie ośmiu minut. Potem zwolniła i w ślimaczym tempie skierowała się na wschód w stronę Amsterdam Avenue.

– Wypatruj jednej z tych bezużytecznych hybryd. Niebieskiej, może zielonej.

W połowie przecznicy dostrzegłem poszukiwane auto.

– Zielony prius – oznajmiłem, wskazując samochód stojący przed domem oznaczonym numerem pięćset trzydzieści. Sprawdziliśmy tablice rejestracyjne. Samochód był zarejestrowany na Alden Investments.

Podeszliśmy do auta i sprawdziliśmy wszystkie klamki. Prius był zamknięty.

– Otwórz łomem – zaproponowała Kylie.

– Auto stoi prawidłowo. Nie mamy powodu podejrzewać, że zostało użyte podczas popełniania przestępstwa – zaoponowałem. – A może NYPD ostatnio zniósł zakaz włamywania się do prawidłowo zaparkowanych aut?

– Po co Tripp napisał do ojca, że zepsuł mu się samochód w Riverside Park, skoro auto stoi tutaj?

– To moje domysły, ale jeśli planujesz odciąć komuś głowę piłą linkową, nie zrobisz tego na środku Sto Trzydziestej Szóstej w Nowy Rok, bo będziesz mieć tłum świadków. W tym samym czasie park jest pusty. Zero świadków.

"Piętno Kaina" to doskonale napisany thriller, pełen napięcia i tajemnicy. Sprawa wcale nie jest prosta,a głupiec miliarder myśli, że wygra z całym światem, bo ma pieniądze i władzę. Jednak policjanci NYDP Red mają spryt i doświadczenie, ale zamiast współpracować z ojcem porwanego dziecka, muszą z nim rywalizować. To dla nich niełatwa sprawa, lecz do takich zostali powołani... Każdy kolejny tom z cyklu NYDP Red jest lepszy niż poprzedni, Autorzy zamiast opuszczać poprzeczkę, stale ją sobie podnoszą. Ich powieści są porywające i trudne do przewidzenia. Akcja mknie jak wicher, jest dramatycznie i tajemniczo. Tutaj nic nie jest oczywiste

Lektura miała być lekka, przyjemna i rozluźniająca. I taka była. Ale NYPD RED Piętno Kaina zwraca uwagę na bardzo ważną kwestię: wzbogacania się na krzywdach innych. Bo przecież pierwszy milion trzeba ukraść, prawda? Książka potwierdza odwiecznie znaną prawdę i niestety powszechnie akceptowaną: bogaci mogą więcej. Tylko czy istnieje granica, której nie wolno przekroczyć? Czy są bariery potrafiące skutecznie zapanować nad chciwością i pokonać żądzę pieniądza? NYPD RED Piętno Kaina nie pozostawia złudzeń. Mamona to bożek nie do pokonania, przejmuje kontrolę nad życiem zawodowym i podstępem przywłaszcza życie prywatne, rodzinne, towarzyskie…

Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że to najlepsza ze wszystkich części cyklu. Różni się od poprzedniczek. Dwie wcześniejsze książki były dobre, ale mam wrażenie, że nie trzymały w aż takim napięciu jak ta. Pochłonęłam ją w ciągu paru godzin i chcę więcej. Liczę na to, że powstaną kolejne części cyklu. Autorzy postawili sobie bardzo wysoko poprzeczkę. Jeśli utrzymają poziom, stworzą jedną z najlepszych serii o detektywach. Trzymam więc za nich kciuki, a was zachęcam do lektury.

James Patterson w "Piętnie Kaina" ukazał brudny świat polityki i finansów, w którym bezwzględni inwestorzy nie cofną się przed niczym by się wzbogacić. Każda okazja jest dobra do tego by zbić majątek, nawet kosztem wielkiej tragedii, niewyobrażalnego cierpienia i ludzkich istnień. Dla niektórych pieniądze stanowią największą wartość, a w trakcie ich zdobywania pozbywają się wszelkich skrupułów. Akcja utworu pędzi na łeb na szyję, czyta się lekko, błyskawicznie i nie można się nudzić. Dlatego też jeżeli jesteście spragnieni porcji rozrywki w wydaniu kryminalnym polecam "Piętno Kaina" z czystym sumieniem

Cała akcja rozgrywa się w szybkim tempie, nieoczekiwane zwroty akcji sprawiają, że nie możemy się doczekać kolejnego zdania czytanej książki. (...) Przyznam się szczerze, że nie należę do fanek książek – thrillerów, ale ta książka naprawdę jest wspaniała. Po przeczytaniu jej sięgnęłam po inne książki tego autora. Naprawdę warto! Polecam tę książkę każdemu na chłodniejsze wieczory – przy kawie.

Piętno Kaina to książka, która podobnie jak jej zbrodniarz, porwie czytelnika nie wiadomo kiedy i nie będzie chciała wypuścić ze swych sideł. Niezwykle szybka akcja, zaskakujące zwroty akcji i zaskakujące zakończenie sprawiają, że treść niemalże pochłania się w całości. Polecam każdemu, kto ma ochotę na chwile grozy i mrożące krew w żyłach zbrodnie, a także idealnie dopracowane dialogi z przyjemną nutką humoru.

Powieść napisana mistrzowskim piórem, oparta na sprawdzonej konstrukcji kryminalnej, z intrygującą fabułą, ciekawymi profilami bohaterów, świetnym wykorzystaniem elementów sensacji. I jak to już w zwyczaju tych autorów, zwięzłe, mocne i treściwe rozdziały, niepozwalające czytelnikowi na oderwanie się od książki. Bardzo interesujący przebieg zdarzeń, wiele się dzieje, mnóstwo zaskakujących zwrotów akcji, satysfakcjonujące zakończenie. (...) Z przyjemnością przywiązujemy się do tej serii, z niecierpliwością wyczekując na kolejne tomy kryminalnych przygód.

Jak to w przypadku twórczości Jamesa Pattersona bywa, lekki kryminał, który po prostu chłonie się, kartka za kartką. Czytelnik nie potrafi oderwać się od dobrej treści, wraz z bohaterami pragnie ujęcia mordercy. Całe szczęście, że w drobnych przerwach nasi główni bohaterowie dbają o zdrową dawkę dobrego poczucia humoru, inaczej powieść nie miałaby tej lekkości i polotu.

Wartka akcja i ciekawa intryga nie pozwalają się oderwać nawet na chwilę od tej książki. Interesującym zabiegiem jest dwutorowa narracja – po części narratorem jest Zach Jordan, a po części narrator jest trzecioosobowy. Z reguły nie lubię takich zabiegów, jednak tutaj jest to wprowadzone bardzo dobrze i znacznie urozmaica fabułę. Po raz kolejny mogę polecić książkę z serii NYPD RED. Miłośnicy dobrej sensacji na pewno się nie zawiodą.

"NYPD RED. Piętno Kaina" to dobra, wciągająca książka. Thriller / kryminał, który porywa czytelnika na kilka godzin, a potem pozwala mu niestety bez żadnych większych oporów powrócić do rzeczywistości. Książka dosyć przewidywalna, ale z paroma naprawdę ciekawymi zwrotami akcji.Książka Pattersona i Marshalla to dobre czytadło na jeden wieczór. Nie przyprawia o ból głowy, ale wciąga. Czas przy niej spędzony nie był czasem straconym (...)

Co do samej powieści, jest ona napisana w taki sposób, że nie można się od niej oderwać. Akcja wciąga bez reszty. Chce się wiedzieć więcej i więcej. Mnie najbardziej ujęła tym, że dała radę mnie zaskoczyć, a to w tego typu literaturze uwielbiam. Myślę, że nie tylko ja. Ponadto nie ma zbędnych opisów. Rozdziały są krótkie, co również przyspiesza jej czytanie. Jest to jak najbardziej na plus. Serdecznie polecam "Piętno Kaina". To wspaniała lektura dla fanów gatunku.

Krótkie rozdziały ponownie działają na plus lektury a wartka akcja, doskonały i plastyczny język oraz dopracowane dialogi dopełniają celującej oceny. Zaś sama fabuła to wyborna uczta dla wielbicieli gatunku z elementami humoru, ale i chwilami grozy. A całość została wzbogacona o kolejne perypetie z prywatnego życia Zacha i Kylie. Jednym słowem będzie się działo na wszystkich frontach i Wy nie możecie tego przegapić! Ja już czekam na kolejny tom!

Jestem niezmiernie ciekawa ile tomów będzie miała ta seria. Z każdą kolejną książką wciągam się coraz bardziej. Uwielbiam te mistrzowsko ułożone intrygi. Wszystko jest precyzyjnie przemyślane. Czytelnik stopniowo poznaje kolejne elementy układanki. Za każdym razem zakończenie wzbudza we mnie szok, ponieważ kompletnie różni się od tego, które ułożyłam w mojej głowie. (...) Książki z serii NYPD Red pozostają na długo w pamięci. Posiadają to, co dobry kryminał powinien posiadać: tajemniczy klimat, idealnie uknutą intrygę, niebanalnych bohaterów, ciekawe zakończenie oraz mrożącą krew w żyłach zbrodnię. Polecam serdecznie, zwłaszcza takim koneserom gatunku jak ja :)

Po „Kameleonie” i „Czyścicielu” przyszła pora na „Kaina” – kolejną, genialną ksywkę, która odzwierciedla charakter zbrodniarza. Już po raz kolejny podkreślę, że autorzy fantastycznie kreują swoich złych bohaterów. Są oni przesiąknięci nienawiścią aż do szpiku kości. Ich ofiary giną w bardzo brutalny, czasami nawet radykalny sposób. Dlatego tak bardzo te książki zapadają mi głęboko w pamięci. Bo są wszystkim, czego wymaga się od naprawdę dobrych kryminałów. (...) Szczerze polecam zapoznać się z opowieściami o wyjątkowym oddziale policji z Nowego Jorku. Z pewnością nie będzie to czas zmarnowany!

"Piętno Kaina" to kolejny thriller, który potrafi zapewnić rozrywkę na dobrym poziomie. Napisany sprawnie, z krótkimi rozdziałami, które sprawiają, że chce się poznawać historię aż do finałowej sceny. Poza wartką akcją i ciekawą sprawą kryminalną warto pochwalić autorów za bardzo dobrą kreację mordercy, który potrafił planować, działał w ukryciu i wodził wszystkich za nos. (...) "Piętno Kaina" to powieść, którą czyta się szybko. Trzyma w napięciu i zapewnia filmowe chwile grozy. Pościg niewiarygodnie drogą limuzyną po oblodzonym parku można uznać za przysłowiową wisienkę na torcie.

Podsumowując, mogę z czystym sercem polecić tę książkę jak i całą serię wielbicielom kryminałów, thrillerów i książek sensacyjnych. Akcja jest dopracowana, wszystko współgra ze sobą tak, że czasem trudno jest uwierzyć, że to nie dzieje się naprawdę. Patterson ma wyjątkowy dar do tworzenia takich genialnych pozycji. Jak najbardziej polecam tę książkę, jak również inne, pozostałe części tej serii.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ