Dla młodzieży
Ktoś taki jak ty
KUP TERAZ

Ktoś taki jak ty

brak opinii
Liczba stron: 256
ISBN: 9788327617910
Premiera: 2016-03-16

Los zafundował Scarlett szybką lekcję dorastania. Jej chłopak zginął w wypadku, a ona dowiedziała się, że jest z nim w ciąży. Niepokorna i szalona szesnastolatka nie ma pojęcia o odpowiedzialności, a co dopiero o byciu matką. To będzie czas ogromnych wyzwań.

Jej najlepsza przyjaciółka Halley zawsze była jej przeciwieństwem. Cicha, poukładana i niezbyt towarzyska, ograniczana przez nadopiekuńczą matkę. Zwykle to ona potrzebowała optymizmu i nieustępliwości Scarlett, jednak teraz role się odwróciły. Halley będzie musiała wesprzeć przyjaciółkę, choć sama ma problem – zakochała się w niewłaściwym facecie.

Czeka je trudny krok w dorosłość i prawdziwy sprawdzian z przyjaźni.

Sarah Dessen

Sarah Dessen to jedna z najpopularniejszych pisarek powieści dla młodzieży. Jest bestsellerową autorką według listy New York Timesa, sprzedała ponad milion egzemplarzy swoich książek. W Polsce znana jest z tytułów „Bezsenność we dwoje”, „Zamek i klucz”, „Kołysanka” czy „Teraz albo nigdy”.

Scarlett była ruda, ale nie jak marchewka. Jej włosy miały kolor kasztanowaty, głęboki, stanowiły połączenie czerwieni i brązów, przez co zielone oczy wydawały się niemal świetliste. Jej jasną cerę w pierwszych latach naszej znajomości pokrywały piegi; potem, gdy dorastałyśmy, pozostały już tylko na nosie, jakby ktoś rozsypał je dłonią. Prawie pięć centymetrów niższa ode mnie, miała stopy o rozmiar większe i bliznę na brzuchu po wyrostku, która wyglądała jak uśmiechnięte usta. Była piękna w nieświadomy sposób, inaczej niż ja, i zazdrościłam jej tego bardziej, niż się do tego przyznawałam. Dla mnie Scarlett była odmienna, egzotyczna. Ale mówiła, że dałaby wszystko za moje długie włosy i letnią opaleniznę, grube rzęsy i brwi. Nie mówiąc już o moim ojcu, normalnej rodzinie, z dala od Marion i jej wahań nastroju. To był uczciwy układ, ta nasza wzajemna zazdrość; dzięki niej panowała sprawiedliwość.

Zawsze uważałyśmy, że wiedziemy idealnie równoległe życie. W tym samym czasie przechodziłyśmy przez te same fazy; obie lubiłyśmy krwawe filmy i sentymentalne, słodkie obrazki, znałyśmy słowa wszystkich starych piosenek musicalowych, jakie moje rodzice mieli na płytach. Scarlett, bardziej pewna siebie, szybko nawiązywała przyjaźnie, podczas gdy ja, nieśmiała i cicha, trzymałam się z dala od tłumu. Byłam znana jako „Halley, przyjaciółka Scarlett”. Ale to mi nie przeszkadzało. Wiedziałam, że bez niej wystawałabym na przystanku autobusowym z kujonami i Noah Vaughnem. Taki czekałby mnie los, na pewno, gdyby tamtego pierwszego dnia Scarlett nie spojrzała na mnie zza swoich białych okularów i nie zrobiła dla mnie miejsca obok siebie na resztę mojego życia. I byłam jej za to wdzięczna. Bo życie jest brzydkie i trudne, jeśli nie ma się najlepszej przyjaciółki.

Kiedy myślałam o sobie, widziałam tylko kontur w książeczce do kolorowania, ale jeszcze niewypełniony. Były tam wszystkie elementy, na które składa się postać. Ale brakowało barw, wzorów i plam, tego wszystkiego, co składało się na mnie, Halley. Pomogły mi trochę czerwienie i złoto Scarlett, ale wciąż czułam się niekompletna.

 

Przez większość szkoły średniej nie znałyśmy za dobrze Michaela Sherwooda, chociaż wychowaliśmy się na tym samym przedmieściu. Po skończeniu szkoły wyjechał na lato do Kalifornii i wrócił całkiem odmieniony: opalony, wyższy i nagle bardzo przystojny. Od razu stał się obiektem pożądania.

Przez chwilę spotykał się z Ginny Tabor, potem przez kilka miesięcy chodził z Elizabeth Gunderson, czołową cheerleaderką. Ale jakoś nigdy nie pasował do grona kapitanów drużyn piłkarskich i kurtek bejsbolówek. Wrócił do kumpli z Lakeview, do których należał jego najlepszy przyjaciel, Macon Faulkner. Czasami widywałyśmy ich, jak późnym wieczorem szli ulicą między naszymi domami, paląc papierosy i śmiejąc się wesoło. Wyróżniali się i nas fascynowali.

Opuszczając tamtą popularną paczkę, Michael Sherwood stał się zagadką. Nie wiadomo było, gdzie jest jego miejsce, a on sam przyjaźnił się ze wszystkimi i pełnił w szkole średniej funkcję stabilizatora. Słynął z kawałów robionych nauczycielom na zastępstwa i zawsze pożyczał od chętnych dolara w zamian za ciekawą opowieść; a opowiadał świetne historie, w najlepszym razie tylko w połowie prawdziwie, ale tak śmieszne, że warte były tych pieniędzy. Pamiętam, że mnie opowiedział o psychotycznych skautkach, które go nękały. Nie uwierzyłam w nią, ale dałam mu dwa dolary, przez co opuściłam lunch. Nie żałowałam.

Każde z nas miało własną historię o Michaelu, o tym, co zrobił, powiedział albo puścił w obieg. Ale najbardziej intrygujące w nim było to, czego nie zrobił; wydawał się taki daleki od reszty z nas, a jednak należał do wszystkich.

Pod koniec każdego roku szkolnego odbywał się pokaz slajdów z nieudanymi zdjęciami, które nie weszły do rocznika. Wszyscy schodziliśmy się do audytorium i oglądaliśmy pojawiające się na wielkim ekranie twarze naszych kolegów i koleżanek, przyjmując wiwatami wizerunki tych, z którymi się przyjaźniliśmy, i wygwizdując tych nielubianych. Na tym pokazie było tylko jedno zdjęcie Michaela Sherwooda, ale dobre: siedział sam na murku w czarnej bejsbolówce, którą zawsze nosił, i śmiał się z czegoś poza kadrem. Za plecami miał zieloną trawę, a nad głową – połać błękitnego nieba. Kiedy ukazał się ten slajd, cały tłum zebrany w sali zaczął wiwatować, klaskać, krzyczeć i wykręcać szyje, żeby zobaczyć jego samego. Siedział na balkonie z Maconem Faulknerem, wyraźnie zmieszany. Ale właśnie był dla nas kimś takim, kimś, kto nas łączył.

 

Na następny dzień, w czwartek, zaplanowano pogrzeb. Po śniadaniu poszłam do Scarlett na drugą stronę ulicy, boso i w uciętych dżinsach, niosąc dwie czarne sukienki, między którymi nie mogłam dokonać wyboru. Brałam udział w pogrzebie tylko raz, kiedy umarł dziadek w Bufflo, ale byłam tak mała, że ktoś mnie ubrał. Teraz to zupełnie coś innego.

– Wejdź! – usłyszałam wołanie Marion, zanim jeszcze zdążyłam zapukać do bocznych drzwi. Siedziała przy kuchennym stole, z filiżanką kawy, przerzucając „Vogue’a”.

– Dzień dobry – powiedziałam, kiedy się do mnie uśmiechnęła. – Czy ona już nie śpi?

– Nie spała prawie całą noc – odparła cicho, odwracając kartkę i popijając kawę. – Kiedy wstałam, leżała na kanapie. Potrzebuje wypoczynku, bo inaczej nie wytrzyma.

Musiałam powściągnąć uśmiech. Te same słowa regularnie słyszałam od Scarlett na temat Marion; odkąd tylko pamiętałam, ich role były odwrócone. Kiedy Marion kilka lat temu wpadła w depresję i piła, Scarlett w koszuli nocnej pukała do naszych drzwi o drugiej w nocy, bo znajdowała Marion nieprzytomną na chodniku przed domem, z odciśniętymi na policzku pęknięciami i rysami betonu. Ojciec wnosił ją do domu, a matka testowała swoje najlepsze metody terapeutyczne na Scarlett, która nic nie mówiła, tylko kuliła się na krześle obok leżącej w łóżku Marion i czuwała nad nią do rana. Ojciec mówił o Scarlett, że jest poważna, a matka twierdziła, że „znajduje się na etapie wyparcia”.

– Hej. – Obejrzałam się i zobaczyłam Scarlett w progu, w czerwonej koszuli i uciętych kalesonach, z włosami potarganymi po bezsennej nocy. – Którą zamierzasz włożyć? – zapytała.

– Nie wiem – odparłam.

Podeszła bliżej, wzięła obie sukienki, a potem, mrużąc oczy, przyłożyła do mnie każdą z nich.

– Włóż tę krótszą – powiedziała cicho i położyła drugą sukienkę na blacie obok misy z owocami. – W tamtej, z okrągłym dekoltem, wyglądasz jak dwunastolatka.

Spojrzałam na sukienkę z okrągłym dekoltem, usiłując sobie przypomnieć, kiedy miałam ją na sobie. Scarlett zawsze pamiętała takie rzeczy: daty, wydarzenia, fakty. Ja wszystko zapominałam, ledwie zapamiętując to, co najważniejsze, z tygodnia na tydzień. Ale ona miała w głowie każdy szczegół, począwszy od tego, w co była ubrana, gdy pierwszy raz się całowała, a skończywszy na imieniu siostry chłopaka, którego poznała na plaży poprzedniego lata; była naszą wyrocznią, wspólną pamięcią.

Otworzyła lodówkę i wyjęła mleko, potem przecięła kuchnię z pudełkiem chrupek pod pachą, po drodze wyjmując ze zmywarki miskę. Usiadła u szczytu stołu, z Marion po lewej stronie, a ja zajęłam miejsce po prawej. Nawet w ich miniaturowej rodzinie, ze mną jako członkiem honorowym, obowiązywały pewne zwyczaje.

Scarlett nasypała sobie płatków, zalała je mlekiem i posłodziła.

– Chcesz trochę? – zapytała.

– Nie – odpowiedziałam. – Jestem po śniadaniu.

Mama zrobiła mi francuskiego tosta, gdy już skończyła plotkować przez płot z najlepszą przyjaciółką, Irmą Trilby, która słynęła z pięknych azalii i niezamykających się ust; słyszałam ją cały ranek przez okno. Pani Trilby dobrze znała panią Sherwood ze Stowarzyszenia Rodzice-Nauczyciele i już była u niej, by złożyć kondolencje. Nieraz też widywała mnie, Michaela i Scarlett, jak razem wracaliśmy z pracy, a którejś nocy zauważyła nawet, że Scarlett i Michael całują się w świetle latarni. Był uroczym chłopcem, powiedziała swoim nosowym głosem. Skosił jej trawnik, gdy Arthur dostał zawału, i zawsze wynajdywał dla niej najlepsze banany w Milton’s, nawet jeśli musiał poszukać na zapleczu. Miły dzieciak.

Moja matka wróciła do domu z nowymi informacjami i przepojona współczuciem zrobiła mi obfite śniadanie, które ledwie tknęłam, podczas gdy ona siedziała po drugiej stronie stołu, z kubkiem kawy w dłoni i uśmiechem, jakby czekała, żebym coś powiedziała. Jakby moja żałoba nabrała dla niej sensu dopiero wtedy, gdy się dowiedziała, że Michael Sherwood kosił trawniki albo wynajdywał najlepsze banany.

– O której jest nabożeństwo? – zapytała Marion, biorąc swoje marlboro light z obrotowej tacy pośrodku stołu.

– O jedenastej.

Zapaliła papierosa.

– Mamy dziś mnóstwo roboty, ale postaram się przyjechać. Dobrze?

– Dobrze – odparła Scarlett.

Marion pracowała w galerii handlowej Lakeview w Fabulous You, wyrafinowanym zakładzie fotograficznym, gdzie cię przebierali i malowali, a potem robili ci zdjęcie, które mogłaś dać mężowi albo chłopakowi. Marion przez czterdzieści godzin w tygodniu szminkowała usta gospodyniom domowym i ubierała je w te same wieczorowe suknie, a następnie ustawiała przed aparatem z kieliszkiem szampana w dłoni, a one seksownie patrzyły w obiektyw. Była to ciężka robota, biorąc pod uwagę niewdzięczny materiał; nie każdy może wyglądać olśniewająco. Często mówiła, że trzeba wyczyniać cuda korektorem i kreatywnym oświetleniem.

Marion odsunęła krzesło i przeciągnęła ręką po włosach; miała okrągłą twarz o zielonych oczach, jak Scarlett, i grube blond włosy, które co kilka miesięcy rozjaśniała. Malowała paznokcie na czerwono, paliła bez przerwy i miała więcej bielizny niż Victoria’s Secret. Kiedy ją poznałam, tamtego dnia, gdy tu zamieszkały, Marion flirtowała z facetami od przeprowadzek, ubrana w spodnie biodrówki, odsłaniający brzuch szydełkowy top i buty na obcasach wysokości co najmniej dziesięciu centymetrów. Nie przypominała mojej matki – ani żadnej innej. Moim zdaniem wyglądała jak Barbie i wciąż mnie fascynowała.

– Cóż – odezwała się przeciągle. Wstała i przechodząc obok Scarlett, zmierzwiła jej włosy. – Muszę się przygotować do ciężkiej harówki. Zadzwońcie do mnie, dziewczynki, jeśli będę potrzebna. Okej?

– Okej – odparła Scarlett i włożyła do ust kolejną łyżkę płatków.

– Do widzenia, Marion – powiedziałam.

– Nie przyjedzie – oświadczyła Scarlett, kiedy matka zniknęła na górze i nad nami dał się słyszeć stukot jej obcasów.

– Dlaczego nie?

– Bo pogrzeby ją dołują. – Rzuciła łyżkę do miski, kończąc jeść. – Zawsze ma jakąś dogodną wymówkę.

Kiedy poszłyśmy na górę do jej pokoju, żeby przygotować się do wyjścia, przysiadłam na łóżku. Było zasłane ubraniami, czasopismami, kocami i pościelą nie od kompletu. Scarlett otworzyła szafę i stanęła przed nią z rękami na biodrach. Marion zawołała z dołu „cześć”; potem rozległo się trzaśnięcie drzwiami i warkot silnika, gdy wycofywała samochód z podjazdu. Przez okno nad łóżkiem zobaczyłam moją matkę, która siedziała na huśtawce na ganku naszego domu, pijąc kawę i czytając gazetę. Kiedy Marion przejeżdżała obok, posłała jej swój „sąsiedzki” uśmiech i wróciła do lektury.

– Nie znoszę tego – powiedziała nagle Scarlett, sięgając do szafy i wyjmując granatową sukienkę z białym kołnierzykiem. – Nie mam ani jednej stosownej rzeczy.

– Możesz włożyć tę moją dla dwunastolatki – zaproponowałam, ale ona się skrzywiła.

– Założę się, że Marion ma coś odpowiedniego – rzuciła nagle i wyszła z pokoju.

Szafa jej matki była wręcz legendarna; Marion podążała za modą i miała naturę chomika, a to najniebezpieczniejsze połączenie.

Wyciągnęłam rękę i włączyłam radio przy łóżku, a potem odchyliłam się do tyłu i zamknęłam oczy. W pokoju Scarlett spędziłam pół życia, rozciągnięta na łóżku ze stosem czasopism „Seventeen” pomiędzy nami, gdy wybierałyśmy sukienkę balową na zakończenie szkoły, czytałyśmy o zapobieganiu trądzikowi i problemach z chłopakami. Po prawej stronie od okna znajdowała się półkami ze zdjęciami: ja i ona na plaży przed dwoma laty, w takich samych czapkach żeglarskich, salutujące żartobliwie do aparatu ojca. Marion w wieku osiemnastu lat na starej szkolnej fotografii, wyblakłej i pomiętej. I wreszcie na końcu, jeszcze nieoprawione, tamto zdjęcie jej i Michaela nad jeziorem. Od mojego wyjazdu na obóz zostało przez nią przesunięte, więc łatwo mogłam zdjąć je z półki.

Poczułam, że coś uwiera mnie w plecy, więc sięgnęłam tam ręką. Był to but z grubą podeszwą, który stawił opór, kiedy za niego pociągnęłam. Zmieniłam pozycję i szarpnęłam ponownie, zastanawiając się, kiedy Scarlett kupiła buty do wspinaczki. Już miałam ją o to zapytać, kiedy nagle but się wyrwał i nagle wszystko się poruszyło, z łóżka wyłoniły się ręce i nogi, czasopisma spadły z obu stron na podłogę. Spod bałaganu wokół mnie ktoś się podniósł, zrzucając czasopisma, koce, pościel. I nagle znalazłam się twarzą w twarz z Maconem Faulknerem.

Rozejrzał się po pokoju, jakby nie bardzo wiedział, gdzie jest. Jasne włosy, obcięte krótko nad uszami, opadały mu kosmykami na oczy. W jednym uchu miał trzy srebrne kółka.

– Co, u...? – wykrztusił, siadając prosto i mrugając. Był spowity w pościel, prześcieradło owinęło mu się wokół ręki. – Gdzie jest Scarlett?

– Na dole – odpowiedziałam automatycznie i wskazałam drzwi, jakby to był dół.

Potrząsnął głową, żeby się obudzić. Nie byłabym bardziej zaszokowana, gdybym zobaczyła w łóżku Scarlett Mahatmę Gandhiego albo Elvisa; nie miałam nawet pojęcia, że zna Macona Faulknera. Oczywiście wszyscy wiedzieliśmy, kto to jest. Wyprzedzała go sława chłopaka o złej reputacji.

Ale co robił w jej łóżku? Bo to przecież nie mogło znaczyć... Nie. Powiedziałaby mi; mówiła mi wszystko. A Marion wspomniała, że Scarlett spała na kanapie.

– Chyba włożę to – usłyszałam głos Scarlett, która nadchodziła korytarzem z czarną sukienką przewieszoną przez ramię.

Spojrzała na Macona, potem na mnie i podeszła do szafy, jak gdyby to, że w jej łóżku o dziesiątej rano w czwartek leży obcy chłopak, było najnaturalniejszą rzeczą na świecie.

Macon opadł na plecy, zakrywając dłonią oczy. Jego but, czy raczej stopa w bucie,  wylądowała na moich kolanach i już tam została. Trzymałam na kolanach stopę Macona Faulknera!

– Poznałeś już Halley? – zapytała go Scarlett, wieszając sukienkę na drzwiach szafy. – Halley, to Macon. Macon, Halley.

– Cześć – powiedziałam i zauważyłam, że mówię dziwnie wysokim głosem.

– Cześć. – Skinął mi głową, jak gdyby nigdy nic, zdejmując nogę z moich kolan. Potem wstał z łóżka, wyprostował się i przeciągnął. – O rany, okropnie się czuję.

– Nic dziwnego – odparła Scarlett tonem przygany, którego używała wobec mnie, gdy zachowywałam się wyjątkowo tchórzliwie. – Strasznie się nawaliłeś.

Macon pochylił się i szukając czegoś, zanurkował pod pościel, podczas gdy ja siedziałam na łóżku i patrzyła na niego. Miał na sobie porwany od dołu biały T-shirt i ciemnogranatowe szorty, no i te buciory. Był wysoki, żylasty i opalony od pracy na dworze przy koszeniu trawników i przycinaniu żywopłotów w naszej dzielnicy. Widywałam go tylko w takich miejscach, a i to z daleka.

– Nie widziałaś...? – zaczął, ale Scarlett już sięgała na szafkę nocną po leżącą tam bejsbolówkę.

Macon wziął ją od niej, po czym włożył na głowę, zmieszany.

 – Dzięki.

– Broszę bardzo. – Scarlett ściągnęła włosy do tyłu, co znaczyło, że myśli. – Podwieźć cię do kościoła?

– Nie – odparł. Podszedł do drzwi z rękami w kieszeniach, przekraczając moje nogi, jakbym była niewidzialna. – Zobaczymy się na miejscu.

– Dobrze. – Podeszła do wyjścia.

– Czy jest bezpiecznie? Mogę wyjść tędy? – zapytał szeptem, wskazując w głąb korytarza, gdzie znajdował się pokój Marion.

– Tak.

Kiwnął głową i zbliżył się do niej niezręcznie, a potem pochylił się, żeby pocałować ją w policzek.

– Dzięki – powiedział cicho tonem, który chyba nie był przeznaczony dla mnie. – Naprawdę.

– Nie ma za co – odrzekła Scarlett i uśmiechnęła się do niego.

Obie patrzyłyśmy, jak się oddala, tupiąc po schodach i potem na dole. Kiedy usłyszałyśmy, że zamyka i otwiera drzwi, zbliżyłam się do okna i oparłam o szybę, czekając, aż pojawi się na chodniku. Mrużąc oczy, zrobił te osiemnaście kroków w stronę ulicy. Po drugiej stronie moja matka podniosła głowę, składając gazetę, i także za nim spojrzała.

– Nie wierzę własnym oczom – powiedziałam głośno, kiedy Macon Faulkner minął kolczaste krzewy i skręcił w lewo, żeby opuścić Lakeview, „dzielnicę przyjaciół”.

– Miał doła - wyjaśniła Scarlett. – Michael był jego najlepszym przyjacielem.

– Nigdy mi nie mówiłaś, że go znasz. Przychodzę do ciebie i zastaję go w twoim łóżku.

– Poznałam go przez Michaela. Nie może się pozbierać, Halley. Ma mnóstwo problemów.

– To jednak trochę dziwne – zauważyłam. – To znaczy, że tu był.

– Potrzebował kogoś – odparła. – To wszystko.

Wciąż odprowadzałam wzrokiem Macona Faulknera, gdy szedł obok ślicznych domów naszego przedmieścia. Zdawał się jakby nie na miejscu wśród szumiących zraszaczy i leżących na chodniku gazet tego ciepłego słonecznego letniego ranka. Nie wiedziałam wtedy, co w nim takiego było, że nie mogłam oderwać od niego oczu. Gdy skręcał za róg i już miał zniknąć z widoku, odwrócił się, podniósł rękę i pomachał do mnie, jakby wiedział, że stoję wciąż przy oknie i go obserwuję.

(...) polecam tę książkę, bo jest bardzo fajna i miło ją się czyta. Spędziłam przy niej kilka interesujących godzin, które mnie odprężyły i myślę, że wielu z was może czuć się podobnie po zapoznaniu się z tą pozycją. Uważam, że warto jej poświęcić kilka godzin albo kilka wieczorów.

Po raz kolejny autorka zaserwowała czytelnikom nieskomplikowaną, przyjemną w odbiorze książkę, która nadaje się na wiosenną lekturę jak mało która powieść. Mimo momentami ciężkiej tematyki, Ktoś taki jak ty to lekka i sympatyczna pozycja, którą czyta się bardzo szybko z uwagi na prosty język i ciekawą fabułę. (...) Czy mimo to polecam Wam jej przeczytanie? Tak, ale pamiętajcie, że jest to powieść z gatunku tych, które szybko się czyta i jeszcze szybciej zapomina. Ktoś taki jak ty, podobnie zresztą jak Kołysanka, nie wnosi niczego nowego do życia, a jedynie sprawia, że na chwilę zapomina się o codziennych troskach. Ja czasami tego potrzebuję, więc lektura najnowszej powieści Sarah Dessen nie była dla mnie marnotrawstwem czasu.

Fabuła książki, choć prosta, zapewnia godziwą rozrywkę. Powieść Sarah Dessen wprowadza czytelnika w świat pierwszych zauroczeń i niepewnych relacji między młodymi ludźmi, gdzie fundamentem bezpieczeństwa okazuje się przyjaźń. Właśnie ona daje siłę i pozwala cieszyć się każdym dniem. (...) ,,Ktoś taki jak ty” to powieść optymistyczna i lekka. Polecam ją Waszej uwadze - z pewnością nie pożałujecie poświęconego na nią czasu.

Ktoś taki jak ty" to świetna książka. O przyjaźni, miłości, trudnych wyborach i konsekwencjach podejmowanych wyborów. Zdecydowanie jest w stanie wpłynąć na nasze życie. To bardzo mądra książka i zmuszająca do refleksji nad otaczającym nas światem. Polecam serdecznie. Jestem pewna, że nie będziecie żałować.

"Ktoś taki jak ty" to książka, którą powinna przeczytać każda matka i każda córka. To opowieść o przyjaźni, miłości, nastoletnim macierzyństwie i trudach codziennego życia. (...)  "Ktoś taki jak ty" to wzruszająca, mądra i bardzo optymistyczna opowieść, która pokazuje, że po deszczu zwykle świeci słońce. Życie człowieka składa się z radości i smutku - to zróżnicowanie pozwala nam docenić piękne chwile, które nas spotykają. Zatrzymajmy się czasem i cieszmy nimi!

Książka napisana jest w przyjemnym stylu oraz lekkim językiem, przez co może w pewnych momentach sprawiać wrażenie banału, jednak opowieść ta skutecznie skłania nas do refleksji, na temat tego, jak my byśmy się zachowali w trudnej sytuacji i w stosunku do innych. Czytając, uczymy się również tego, by nigdy nie oceniać nikogo z powierzchownej, zewnętrznej strony, gdyż oceny te często bywają mylne. To również opowieść o ciężkich wyborach moralnych oraz decyzjach, których konsekwencje ciągną się za nami przez całe życie.(...) książka spodoba się nie tylko miłośnikom gatunku, ale przede wszystkim dziewczynom, które borykają się z dylematami moralnymi czy powątpiewają z siłę i autentyczność przyjaźni.

"Ktoś taki jak ty to powieść". która powinna być lekturą obowiązkową dla nastolatek. Młode dziewczyny powinny znać konsekwencje niekiedy dość pochopnie podjętych decyzji, których skutki mogą być bardzo poważne. (...) Jeśli nie jesteśmy czegoś pewni, to nie ulegajmy, szczególnie pod wpływem chwili, ponieważ każda pochopnie podjęta decyzja przynosi wiele łez i żalu. Na wszystko przyjdzie odpowiedni czas, zatem,dziewczyny, nie śpieszcie się do dorosłości, bo i tak to Was nie ominie, a beztroskie młodzieńcze lata nie powrócą już nigdy.

Mając teraz dla porównania drugą powieść Sarah Dessen mogę śmiało powiedzieć, że autorka ma potencjał i zdecydowanie nie warto skreślać jej już po jednej książce. Jej powieści nie mają być wielce zajmujące ani zmuszające czytelnika do nadmiernego dedukowania, lecz przyjemne dla oka, miejscami zabawne i przedstawiające po prostu problemy z życia wzięte. To wszystko możemy znaleźć właśnie w książce Ktoś taki jak ty. (...)  Sarah Dessen przekonała mnie do swojego stylu i zachęciła do dalszego zapoznania się z innymi jej dziełami. W Ktoś taki jak ty przedstawiła życiowe problemy przedstawione w bardzo ciekawy sposób. Choć książka raczej na długo nie zostanie w mojej pamięci, w wolnej chwili na pewno do niej powrócę. Wam natomiast polecam zapoznanie się z nią, gdy tylko będziecie mieli ochotę na coś lekkiego i życiowego.

Sarah Dessen ma lekkie pióro, a jej książki czyta się szybko i przyjemnie. "Ktoś taki jak ty" to powieść na dwa wieczory, która, pomimo swojej prostoty, naprawdę wciąga. Autorka podejmuje w niej tematy, które nie są wcale tak odległe i mogą przydarzyć się każdemu. Pomimo tego, powieść jest bardzo lekka i czyta się ją w ekspresowym tempie. Na pewno sięgnę po inne książki autorstwa pani Dessen, a wam gorąco polecam Kogoś takiego jak ty.

Książkę czyta się w ekspresowym tempie, prawie bez jakiegokolwiek wysiłku. Jednak temat, jaki wybrała sobie pisarka, wcale nie należy do łatwych. Chociaż nastoletnie ciąże i dzieci, które mają dzieci to coraz częstszy przypadek we współczesnym świecie, wciąż pozostaje on w sferze tabu i zwyczajnie unika się rozmów o nim. Jeśli zaś chodzi o postaci w książce, to autorka ukazała je w bardzo realistyczny sposób. Nasze Scarlett i Halley to prawdziwe nastolatki, które chwilami bywają irytujące i dziecinne, ale równie często niezrozumiane przez rodzinę i bliskich. (...) "Ktoś taki jak ty" to być może powieść do bólu schematyczna i przewidywalna, która jednak stara się zwrócić naszą uwagę na problemy ludzi młodych, którzy cały czas próbują odnaleźć się w swoim własnym świecie. Poszukując siebie i swojego własnego ja często popełniają po drodze wiele błędów, które jednak ostatecznie stają się dla nich niezapomnianą nauką na całe życie. Ze swojej strony polecam.

Sarah Dessen ponownie zaserwowała czytelnikom słodko-gorzką historię, która bawi i wzrusza i w której, pomimo trudnego tematu, nie brakuje optymistycznych akcentów. Amerykańska autorka swoją kolejną powieścią udowodniła, że naprawdę potrafi pisać dla młodzieży, tworząc przekonujące i wyraziste postacie, które wzbudzają sympatię, jednocześnie z wyczuciem podejmując wciąż aktualny temat, jakim jest nastoletnia ciąża. (...) „Ktoś taki jak ty” to wciągająca i niezobowiązująca lektura, z którą spędziłam przyjemne popołudnie, świetnie się przy tym bawiąc. To bez wątpienia idealna lektura dla młodych czytelników, jak również dla wszystkich miłośników powieści młodzieżowych. Myślę, że ma szansę trafić do serc wielu nastolatek. Serdecznie zachęcam do sięgnięcia po nią!

Książka Sarah Dessen choć jest bardzo krótka, to jednak nie można zaprzeczyć, że jest bardzo wartościową lekturą. Mówi o prawdziwej przyjaźni, która jest w stanie przetrzymać wszystko, nastoletnich ciążach i dorastaniu do roli matki, trudnej miłości, skomplikowanej relacji między matką a córką i wchodzeniu w dorosłość. Wszystko opisane z niezwykłą starannością, tak aby nie zanudzić czytelnika tylko pobudzić jego ciekawość. Bohaterki są barwne i zróżnicowane, jednak świetnie się ze sobą uzupełniają, co wielokrotnie można dostrzec podczas czytania. Akcja jest płynna, dzięki czemu książkę czyta się w ekspresowym tempie. (...) „Ktoś taki jak ty” to mądra i refleksyjna książka. Pokazuje nam problemy młodych ludzi, którzy często popełniają błędy. Są one dla nich jednak dobrym sprawdzianem i lekcją na całe życie. Książka Sarah Dessen to idealna lektura dla nastolatków. Czyta się ją szybko i lekko, i pomimo, że porusza wiele trudnych tematów, to również bardzo przyjemnie. Polecam i zachęcam do lektury, nie tylko młodzież, ale też dorosłych.

"Ktoś taki jak Ty" to książka lekka i dająca nadzieję na lepsze jutro. Pokazuje sytuacje, które pozornie są bez wyjścia i mogą stanowić nie lada wyzwanie dla osób, które dopiero wkraczają w dorosłe życie, ale fabuła pokazała, że nie ma problemów nie do rozwiązania, jak i ludzi nie do zastąpienia. Całość pomimo początkowo negatywnego wydźwięku tchnie optymizmem i uważam, że najlepszą porą na jej czytanie jest wiosna - pora roku, która ofiarowuje nam ciepłe promienie słońca, soczyście zieloną trawę, śpiew ptaków... ale i nadzieję, która pozwala przeżywać każdy kolejny dzień. 

Lektura powieści Sarah Dessen była dla mnie prawdziwą przyjemnością. Jest to idealna książka zarówno dla młodzieży i dla dorosłych. Ciepła, zabawna i z przesłaniem. Autorka pokazuje nam, że złe rzeczy niestety się zdarzają, ale najważniejsze to umieć poradzić sobie w trudnej sytuacji, mieć swoje zdanie znaleźć odpowiednie wsparcie. Serdecznie polecam!

Zaczęłam ją czytać i po prostu przepadłam. Nie ruszyłam się ze swojego miejsca dopóki nie dotarłam do finałowej kartki. To chyba najlepsza z rekomendacji. (...) Chociaż wiele czynników mogłoby wskazywać na zwyczajną młodzieżówkę to jest to niezwykle wartościowa lektura, którą z powodzeniem przeczytają starsi. Autorka poruszyła w niej wiele różnorodnych wątków, które każdego zmuszą do refleksji. (...) To tylko z pozoru lekka opowieść. Przyjemnie i szybko się ją czyta, ale jednak niesie ze sobą duży ładunek emocji. Przyznam, że takiego mocnego efektu się nie spodziewałam. Ta słodko-gorzka historia sprawiła, że coraz mocniej przekonuję się do młodzieżówek, a z pewnością będę wypatrywać na horyzoncie kolejnych tytułów Sarah Dessen.

Jeśli szukacie niezobowiązującej, ale mądrej książki, może to być bardzo dobry wybór. Ja już wiem, że po powieści Sarah Dessen mogę sięgać w ciemno. Autorka jest w tym samym wieku (45 lat), co popularniejsza od niej w Polsce, Gayle Forman (znana chociażby z „Zostań, jeśli kochasz” i „Wróć, jeśli pamiętasz”). Obie są amerykańskimi pisarkami, piszącymi o rozterkach młodzieży, jednak styl Dessen wydaje mi się bardziej przystępny, przekonujący i uniwersalny. Mam więc nadzieję, że zostanie doceniona przez polskich czytelników i wkrótce prześcignie sławą swoją rówieśniczkę.

Książka idealnie nadaję się głównie dla młodzieży. Są przedstawiane problemy, przez które boryka się dużo nastolatków. Styl pisania również jest do tego przystosowany. Dlatego cała powieść jest bardzo lekka. Z racji że zawiera około 250 stron, to czyta się ją bardzo szybko. Nawet nie zauważyłam kiedy kartki przelatywały mi od kilkunastu do kilkudziesięciu. (...) Jak wspomniałam powieść przedstawia problemy nastolatków. Myślę, że wszystko jest świetnie odwzorowane co do wszystkich realnych sytuacji. Dla mnie jest to naprawdę piękna książka. A dlatego, że każdy z nas może wiele z niej wyciągnąć, wywnioskować i wprowadzić do swojego życia, co może sprawić na lepsze. Zdecydowanie takie powieści uwielbiam i cieszę się że jest ich coraz więcej.

Mam kolejną autorkę, której powieści nie przegapię. Jej historie są realistyczne, podnoszące na duchu i co najlepsze, lekkie do przeczytania, nawet jeśli dotykają trudnych spraw. Kreuje świetnych, realistycznych bohaterów, których możemy mijać w autobusie czy na szkolnym korytarzu i co najlepsze, docierają oni do serca czytelnika i po prostu tam zostają. Większość osób powie, że w tej historii nie ma nic oryginalnego, jednak dla mnie jest ona przypomnieniem, że nasze codzienne życie też jest formą powieści. Jedyne co pozostaje mi powiedzieć to: Poproszę kolejną!

Autorka utrzymała poziom ze swojej poprzedniej książki, a mogę nawet powiedzieć, że Ktoś taki jak ty podobała mi się bardziej. Historia ta, obraca się w nieco innej tematyce niż Kołysanka, ale Dessen zachowała przy tym swój styl pisania, którym się zachwycałam ostatnio. (...) Polecam tę książkę wszystkim, nawet tym, którzy na co dzień nie czytają tego typu historii, bo może ona być świetną odskocznią od dnia codziennego. Ja nie mogę się już doczekać kolejnych pozycji Dessen.

Książka nie jest idealna, ale bardzo dobrze się przy niej bawiłam. Poznałam różne aspekty życia nastolatek, chociaż oczekiwałam więcej tych związanych z życiem przyszłej, bardzo młodej matki. Książka chwilami była wzruszająca, choć nie udało jej się wycisnąć ze mnie łez, a równocześnie bardzo zabawna i niesamowicie prawdziwa. Wątek miłosny był dla mnie zbyt przerysowany, ale bardzo słodko-gorzki i to go uratowało przed kompletną katastrofą. Ukłony za postacie dla autorki. W przyszłości, przy kolejnej okazji, na pewno sięgnę po kolejną pozycję tej autorki.

Ktoś taki jak ty to naprawdę bardzo dobra powieść obyczajowa, która przypadnie do gustu każdemu amatorowi gatunku. Moim zdaniem Kołysanka była minimalnie lepsza, ale cieszę się, że nie zawiodłam się na kolejnej ksiażce autorki oraz z przyjemnością sięgnę po inne jej powieści. Jeżeli szukacie dobrej, nieabsorbującej powieści Ktoś taki jak ty na pewno stanie na wysokości zadania. Gorąco polecam.

"Ktoś taki jak ty" to zaskakująco mądra i przemyślana książka. Autorka pokazuje w niej siłę przyjaźni, a także przestrzega czytelnika, przed lekkomyślnym zachowaniem. Nie spodziewałam się tego, a już na pewno, że znajdę w niej głębsze przesłanie, co pozytywnie mnie zaskoczyło. (...) to ciekawa młodzieżówka, z której nastolatki mogą wynieść kilka życiowych lekcji. Książka dotyka spraw pierwszej miłości, prawdziwej przyjaźni, a także więzów rodzinnych. Wszystko to jest owiane nastoletnimi problemami, z którymi większości z nas, przyszło się kiedyś borykać. Dobra jako pewna przestroga, dlatego polecam ją szczególnie młodzieży.

Polecam każdemu, kto ma ochotę na lekko skomplikowaną książkę, która o dziwo ma kilka niespodziewanych zwrotów akcji, które mnie osobiście bardzo zaskoczyły. Jak już wspomniałam, pozycja obowiązkowa dla nastolatków, szczególnie dziewczyn, aby mogły trochę szerzej spojrzeć na swoje uczucia i porównać je z uczuciami chłopaków w swoim wieku. Są fakty, które nas łączą, ale jest wiele rzeczy, które nas dzielą np. to, że kobiety kochają szybko dopóki nie stracą drugiej osoby, zaś mężczyźni kochają dopiero po stracie...

Bardzo szybko przeczytałam ten egzemplarz i nie miałam pojęcia, że tak ekspresowo go skończę. Czuję zdecydowanie niedosyt! Tak bardzo polubiłam dwie główne bohaterki, że chyba długo nie będę mogła pogodzić się z tym, że to już koniec. A co jest najlepsze? Mam ochotę przeczytać tą książkę od nowa, ponieważ jest prawdziwa, bardzo prawdziwa. (...)   Książka ogromnie mi się podobała. Nie spodziewałam się takiego zakończenia i sądziłam, że może zakończyć się w zupełnie innym momencie. Posiada ona prawdziwą fabułę i zdecydowanie jest skierowana do młodzieży. Jestem pewna, że jeszcze do niej wrócę, ponieważ zdecydowanie mnie zauroczyła!

Ktoś taki jak ty to książka na jeden wieczór, przyjemna i całkiem lekka. Owszem traktuje o rzeczach poważnych, ale i one są opisane w taki sposób, by czytelnik nie został zamęczony. Poziomu typowej obyczajówki nie osiągnęło, więc z czystym sumieniem stwierdzam, że książkę mogą przeczytać wszyscy, którzy chcą zrobić sobie przerwę od biografii, kryminałów czy co tam czytacie poza obyczajówkami.

Książka Sary Dessen opowiada nam o sile przyjaźni, miłości, o tym, jak życie wystawia nas na próbę raz za razem. O braniu spraw w swoje ręce i radzeniu sobie z nimi. O podejmowaniu ważnych decyzji. Polecam Wam niniejszą pozycję, bo jeśli lubicie książki, które posiadają to wszystko co wymieniłam, to sądzę, że może Wam się spodobać "Ktoś taki jak ty".

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ