Thriller / Sensacja / Kryminał
Pętla
36,99 zł
36,99
KUP TERAZ

Pętla

2 opinie
TAKŻE JAKO E-book icon
Liczba stron: 469
Oprawa
ISBN: 9788327616302
Premiera: 2016-02-17

Dom na przedmieściach Los Angeles. Z krokwi zwisa nagie ciało młodej kobiety. Opuchnięta twarz, kabel mocno owinięty wokół szyi.

Tak zaczyna się kolejna sprawa detektywa Petera Deckera. Zamordowana kobieta była cenioną pielęgniarką, nigdy nie złamała prawa. A jednak ktoś uznał, że nie powinna dłużej żyć. Śledztwo idzie jak po grudzie, policja bezskutecznie szuka świadków i motywu zbrodni. Jednak Decker się nie poddaje. Gdy starannie prześwietla przeszłość ofiary, odkrywa, że miała więcej wrogów niż przyjaciół. Wszyscy są podejrzani, a niektórzy z nich nie zawahaliby się zabić. Deckera czeka jedno z najtrudniejszych śledztw w jego policyjnej karierze.

Faye Kellerman

Faye Kellerman jest autorką kryminałów, szczególnie znaną z serii o Peterze Decker i Rinie Lazarus. Jej debiutancka powieść „The Ritual Bath” spotkała się z ogromnym uznaniem i otrzymała prestiżową nagrodę Macavity Award dla najlepszej powieści kryminalnej. Na swoim koncie ma także wiele thrillerów, które znalazły się na liście bestsellerów New York Timesa m.in. „Serpent’s tooth”, „Jupiter’s bones”, „The forgotten”. Na całym świecie wydrukowano ponad dwadzieścia milionów egzemplarzy jej powieści. Prytwanie żona Jonathana Kellermana, , jednego z najsławniejszych na świecie autorów kryminałów i thrillerów psychologicznych.

Decker jechał głównym krętym bulwarem, nim znalazł się w jednej z bogatszych dzielnic mieszkaniowych. Zabudowa była tu jednolita, piętrowe domy z garażami na trzy samochody na działkach o powierzchni ćwierć hektara. Przeważały domy w stylu hiszpańskim, Tudorów, kolonialnym, włoskim i modernistycznym, to znaczy wielkie klocki z wielkimi oknami. Kilka domów było w trakcie budowy.

Pod wskazanym adresem kręciła się spora grupka gapiów. Ludzie wyciągali szyje, żeby zobaczyć, co się dzieje. Już przyjechał jeden radiowóz i niewątpliwie kilka następnych było w drodze. Decker zaparkował w pewnej odległości od zbiegowiska. Mignął odznaką jednemu z mundurowych, po czym przeszedł pod żółtą taśmą, którą ogrodzono miejsce zdarzenia.

Piętrowy dom był na ukończeniu. Wytyczono pomieszczenia, wstawiono okna, położono dach. Spora grupa, głównie mundurowych, kręciła się w głębi, ale Decker widział też częste błyski lamp błyskowych. Marge razem ze swoim partnerem, Scottem Oliverem, dotarła na miejsce przed nim.

Scott był jak zwykle elegancki, miał na sobie marynarkę w kurzą stopkę, czarne spodnie, czarny jedwabny krawat i białą wykrochmaloną koszulę. Kiedy Decker znalazł się bliżej ofiary, poczuł smród ekskrementów. W powietrzu krążyła chmara meszek, komarów i innych owadów.

Oliver opędzał się przed nimi.

- Wynocha stąd. Lećcie jeść ścierwo.

Z kieszeni marynarki Decker wyjął tubkę z napisem Vicks VapoRub i posmarował nos maścią. Machał ręką przed twarzą, żeby odgonić owady, patrząc na ciało zwisające z krokwi. Twarz kobiety była tak blada i napuchnięta, że prawie nie przypominała ludzkiej. Denatka była naga, długie, czarne włosy na próżno próbowały nieco okryć nagość. Kabel elektryczny kilkakrotnie był owinięty wokół szyi, jeden koniec przywiązano do belki stropowej. Pomalowane na czerwono paznokcie u nóg niemal dotykały ziemi.

- Ustalono jej tożsamość? – spytał Decker.

- Jeszcze nie – powiedziała Marge. – Czy to Terry?

Wpatrywał się dłuższą chwilę w denatkę.

- Chciałbym powiedzieć, że nie, ale jeśli mam być szczery, ma zbyt zniekształcone rysy, by cokolwiek powiedzieć. – Wyciągnął notes i zaczął w nim rysować. – Jaka firma układa kable w tej okolicy?

- Większość Doliny obsługuje American Lifeline – wyjaśniła Marge. – Zadzwonię do nich i spytam, kto pracuje w tym rejonie.

- Dowiedz się, jakich kabli elektrycznych używają – poprosił Decker. – I niech ktoś zacznie dzwonić po tutejszych sklepach elektronicznych i komputerowych, żeby się dowiedzieć, jakie kable sprzedają.

- Ja się tym zajmę – powiedział Oliver.

- Nie, niech Lee Wang zajmie się telefonami. A ty i Marge zacznijcie wypytywać okolicznych mieszkańców. Podeślę wam jeszcze paru detektywów do pomocy. – Decker znów przyjrzał się zwłokom. – Kto to może być?

- Wynona Pratt dzwoni na inne posterunki, żeby sprawdzić, czy nie zgłoszono zaginięcia jakichś młodych kobiet.

Decker potarł czoło i zwrócił się do fotografa, George’a Stubbsa, siwowłosego i krępego policjanta po pięćdziesiątce.

- Skończyłeś tu?

- Prawie.

- Zrobiłeś zbliżenia szyi?

- Tak, kilka. Mogę zrobić więcej.

- Zrób. I jeszcze kilka ujęć węzła, na jaki przywiązano kabel do belki.

Marge włożyła rękawiczki i przyglądała się uważnie zwłokom, krążąc wokół nich niczym padlinożerca. Zgodnie z przepisami nikt nie mógł dotknąć zwłok, póki koroner nie wydał zgody.

- Nie wygląda to na samobójstwo, ale na zabójstwo bez rozlewu krwi. Żadnych śladów po kuli, żadnych ran kłutych. Na rękach brak ran obronnych. Paznokcie nie są połamane. Francuski manikiur jest w idealnym stanie. – Uniosła wzrok. – Przypadkiem zwróciłeś uwagę, czy Terry miała pomalowane paznokcie?

Decker skupił się, starając się przypomnieć sobie dłonie Terry. A potem zauważył stopy wiszącej kobiety i paznokcie pomalowane na czerwono.

- Kiedy pierwszy raz rozmawiałem z Terry, była boso. Nie przypominam sobie, żeby miała pomalowane paznokcie u nóg. – Umilkł na chwilę. – Mogła je sobie pomalować później, kiedy wyszedłem, ale raczej skłaniam się ku temu, że kazałaby sobie zrobić pedikiur w hotelowym salonie kosmetycznym.

- Zadzwonię tam i spytam – powiedziała Marge.

Uważnie przyjrzał się twarzy denatki.

- To nie ona.

- Jesteś tego pewien?

- Prawie na sto procent. – Przyjrzał się rysom twarzy, a potem pokręcił głową. – Czy znaleziono coś na terenie placu budowy? Spermę, odciski palców, odciski butów, może ślady opon? Dużo tu kurzu i piasku, więc może uda się coś znaleźć.

- Umieściłem odpadki w torbach na dowody rzeczowe – poinformował Oliver.

- Zaznaczyłeś miejsca, skąd je wziąłeś? – Gdy Oliver podniósł do góry rękę, w której trzymał kilka małych pomarańczowych stożków opatrzonym numerami, Decker spytał: - Co zebrałeś?

- Głównie opakowania po kanapkach z baru i śmieci z furgonetek-bufetów. Ludzie z dochodzeniówki już są w drodze. I dwóch śledczych z Crypt.

- Skoro to plac budowy, dlaczego nie widać robotników? – spytał Decker.

- Czekają na inspektora, żeby zatwierdził stan gotowy zamknięty. Umówili się z nim dziś na czwartą po południu. Kierownik budowy, Chuck Tinsley, pojawił się pierwszy, żeby zrobić obchód i upewnić się, że wszystko jest jak należy. Czekał na wykonawcę i architekta, kiedy natknął się na zwłoki. Zadzwonił pod dziewięćset jedenaście, a zaraz potem do wykonawcy, który jest w drodze.

- Gdzie jest Tinsley?

Marge wskazała radiowóz.

- Siedzi w środku. Mam go przyprowadzić?

Decker skinął głową, znów utkwiwszy wzrok w bujających się zwłokach. Błądził gdzieś myślami. Nie wyglądało to dobrze.

 

***

 

Tylne drzwi były otwarte, policjantka w mundurze stała obok nich, pilnując swojego podopiecznego i radiowozu. Gdyby Decker zmrużył oczy, dostrzegłby skuloną postać na tylnym siedzeniu, obejmującą się w taki sposób, jakby ręce były wiązaniami kaftana bezpieczeństwa. Decker podszedł do radiowozu, skinął funkcjonariuszce i wskazał otwarte drzwi. Policjantka pochyliła się i coś powiedziała do zgarbionego mężczyzny. Kiedy Tinsley wysiadł, okazało się, że jest średniego wzrostu, potężnej budowy ciała, ma długie umięśnione ręce, ciemne oczy, ostro zarysowany podbródek, na twarzy krótką szczecinę. Policjantka podprowadziła go do Deckera, który rzucił okiem na jej identyfikator.

- Dziękuję, Breckenridge. Zostawcie nas samych. – Wyciągnął rękę do kierownika budowy o twarzy szarej jak popiół. Miał brązowe oczy, orli nos i cienkie usta. Włosy opadały mu na czoło. Wyglądał na trzydzieści kilka lat. - Jestem porucznik Peter Decker.

- Chuck Tinsley. – Głęboki głos lekko mu drżał. – To jest… Trochę się zdenerwowałem.

- W taki sposób zarabiam na życie i często się denerwuję – powiedział Decker.

Tinsley roześmiał się nerwowo.

- Jeśli zobaczy pan rzygowiny, prawdopodobnie będą moje.

- Jak teraz pański żołądek? – spytał Decker.

Uniósł puszkę z zimnym napojem.

- Ktoś okazał się na tyle miły, by mi to dać. Chyba ta policjantka. Jestem trochę oszołomiony.

Decker wyciągnął notes.

- Może powie mi pan, co się wydarzyło.

- Właściwie nie ma o czym mówić. Przyszedłem wcześniej, żeby posprzątać przed pojawieniem się przedstawiciela wykonawcy. – Zagryzł usta. – I zobaczyłem zwłoki.

- Czy możemy skupić się na tym?

- Jasne.

- Kiedy pojawił się pan na placu budowy?

- Za kwadrans.

- Za kwadrans która?

- Och, za kwadrans druga. O trzynastej czterdzieści pięć.

- A o której godzinie miał się pan spotkać z wykonawcą?

- Koło wpół do czwartej, czwartej.

Decker spojrzał na zegarek. Dochodziła trzecia.

- Wcześnie się pan tu pojawił.

- Chciałem posprzątać. Wie pan, jak to jest z robotnikami budowlanymi – powiedział Tinsley. – Okropnie bałaganią. Staram się ich zmuszać do tego, żeby pod koniec dnia sprzątali, ale jeśli mają za sobą ciężki dzień, macham ręką. Łatwiej samemu posprzątać, kiedy ich tu nie ma. I właśnie byłem tym zajęty. Przed przyjściem inspektora plac budowy powinien być uprzątnięty.

- Czyli dotarł tu pan o trzynastej czterdzieści pięć i… co zaczął pan robić?

- Zacząłem sprzątać. Rozumie pan, zbieranie gwoździ, układanie na stos desek, zbieranie porozrzucanych narzędzi, wyrzucanie śmieci… A dużo tego było.

- Miał pan ze sobą worek na śmieci?

- Jasne.

- Gdzie on teraz jest?

Zmieszany Tinsley zmrużył oczy.

- Nie jestem pewien. Przypuszczalnie wypadł mi z rąk, kiedy zobaczyłem trupa.

- Jak długo był pan na placu budowy, nim zauważył pan zwłoki?

- Może pięć minut. Zobaczyłem chmarę much i pomyślałem, że jest tu psia kupa, którą należy uprzątnąć. Nie, żebym często widywał psie kupy na placu budowy, ale co na zdrowy rozum innego mogło przyciągnąć tyle much?

- A co pan zrobił potem?

- Poszukałem torebki plastikowej, przez którą mógłbym wziąć kupę. Potem wszystko jest zamazane. Może krzyknąłem, na pewno się wyrzygałem. I zadzwoniłem pod dziewięćset jedenaście ze swojej komórki.

- Zadzwonił pan również do przedstawiciela wykonawcy?

- Tak, do niego też zadzwoniłem. Powiedział mi, że chyba się spóźni, ale ma nadzieję, że dotrze przed inspektorem. Powiedziałem mu o trupie, i że zadzwoniłem na policję, i że powinien odwołać inspekcję.

- Co pan zrobił po telefonie do przedstawiciela wykonawcy?

- Niezbyt pamiętam. Policja pojawiła się parę minut później. Ktoś mnie poprosił, żebym zaczekał w samochodzie, i poinformował, że za chwilę ktoś ze mną porozmawia. Powiedziałem, że trochę mnie mdli i ktoś mi dał puszkę napoju. To tyle.

- Czy dotykał pan zwłok? – spytał Decker. – Może chciał pan wyczuć tętno?

Tinsley zrobił się zielony na twarzy.

- Mogłem to zrobić. Nie pamiętam za dobrze.

- Czy dobrze przyjrzał się pan twarzy ofiary?

- Tylko rzuciłem okiem… Mało przypomina twarz człowieka.

- Czy rozpoznał ją pan? To znana panu osoba albo widział ją pan w tej okolicy?

- Prawdę mówiąc, nie przyglądałem jej się zbyt długo.

- Czy może pan jeszcze raz przyjrzeć się ofierze, żeby się przekonać, czy mógłby pan podać jej tożsamość?

- Chyba tak…

Decker zaprowadził go do zwłok. Ktoś z biura kornera pozwolił je odciąć. Leżały na noszach na kółkach. Twarz ofiary przykryto prześcieradłem. Człowiek z dochodzeniówki pobierał odciski palców. Decker delikatnie uniósł prześcieradło, żeby odkryć twarz. Nadal była czerwona i obrzęknięta, ale odrobinę mniej zniekształcona.

Kierownik budowy przez kilka sekund wpatrywał się w denatkę, potem odwrócił wzrok i złapał się za brzuch.

- Nie znam jej.

- Dziękuję, że spróbował pan ją rozpoznać. – Decker wrócił z nim do radiowozu.

Tinsley uśmiechnął się słabo.

- Przynajmniej tym razem nie wymiotowałem. Kiedy będę wolny?

- Prawie skończyliśmy – odparł Decker. – Chcę, żeby dokładnie opisał pan to, co mi pan powiedział, łącznie z tym, że nie rozpoznaje pan ofiary.

- Jasne. Nie ma sprawy.

Decker wręczył mu blok żółtego papieru w linię.

- Może pan pisać w radiowozie. Zabiorę puszkę z napojem, jeśli już jest pusta. Ma pan ochotę na jeszcze jedną?

- Tak, jeśli można. – Tinsley wręczył Deckerowi puszkę.

- Żaden kłopot. Może mi pan podać nazwisko wykonawcy i numer jego telefonu komórkowego?

- Nazywa się Keith Wald. Muszę zajrzeć do komórki, żeby sprawdzić numer, bo w tej chwili jestem zbyt poruszony i zapomniałem, chociaż wybierałem go tysiące razy.

- Odnajdę jego numer w pańskiej komórce. Aha, jeszcze coś. Ma pan coś przeciwko temu, żebym ją sprawdził? Chcę wiedzieć, o której dokładnie godzinie pan dzwonił.

- Jasne. – Tinsley podał mu telefon. – Może pan sprawdzić wszystkie numery, pod które dzwoniłem. Bo właśnie to chce pan zrobić, prawda?

- Jeśli nie ma pan nic przeciwko temu.

- To oczywiste, że musi pan podejrzewać wszystkich. Większość telefonów dotyczyła spraw służbowych, ale z pewnością znajdzie się też kilka do moich przyjaciół. Powiem panu, do kogo należą poszczególne numery telefonów. Zrobię wszystko, byleby tylko nie myśleć o… tamtym.

Tinsley wskazał dom, zapewne myśląc o zwłokach, które się w nim znajdowały. Po chwili Decker dostrzegł ciemnowłosego wąsatego mężczyznę, który maszerował przez działkę. Eskortowała go Mary Breckenridge. Twarz mężczyzny pokrywały zmarszczki, bruzdy i dzioby. Miał dołek w brodzie, ciemne gęste loki, krzaczaste brwi i pałąkowate nogi. Mierzył z metr siedemdziesiąt wzrostu i był pod pięćdziesiątkę.

- To wykonawca, panie poruczniku. – Tinsley krzyknął i zamachał rękami. – Cześć, Keith! Chodź tu.

- Co się stało, do diabła? – Keith Wald zaczął biec. – Co się dzieje?

- Breckenridge, odprowadźcie pana Tinsleya do radiowozu, żeby spisał zeznania.

- Tak jest. – Breckenridge lekko pchnęła Tinsleya. – Proszę tędy.

- Chwileczkę, chwileczkę – powiedział głośno Wald. – Muszę z nim porozmawiać.

- Później, najpierw porozmawia pan ze mną. – Decker się przedstawił.

- O, policja. - Wald wyciągnął rękę. - Może mi pan powiedzieć, co tu się dzieje, do diabła? Chuck wspomniał coś o jakimś wisielcu.

- Co jeszcze panu powiedział?

- Że to kobieta. Boże, to okropne. – Wald spojrzał na zegarek. – Za godzinę ma przyjechać inspektor.

- Będzie pan musiał odwołać jego przyjazd – oznajmił Decker. – Nikomu nie wolno tu przebywać, póki nie skończymy.

- Właściciele domu się wściekną. Już mamy dwa miesiące opóźnienia. Ale to nie ja zawiniłem. Ciągle zmieniają zdanie.

- Czy mogę prosić o nazwiska właścicieli domu? – Kiedy Wald się skrzywił, Decker powiedział: - I tak się dowiedzą. Lepiej, kiedy ta wiadomość dotrze do nich oficjalną drogą.

- Racja. Państwo Grossman, Nathan i Lydia Grossman. On jest lekarzem, więc na ogół kontaktuję się z nią.

- Ma pan ich numer telefonu?

- Tak… Chwileczkę. – Wald sprawdził w BlackBerry, wąsy my chodziły, kiedy poruszał górną wargą. – O, tu jest.

Decker zapisał numer w notesie.

- Co może mi pan o nich powiedzieć?

- On ma z sześćdziesiątkę, ona jest sporo młodsza, ze czterdzieści lat. Mają dwóch synów, piętnastoletniego i trzynastoletniego. On ma również syna z poprzedniego małżeństwa. Boże, coś okropnego!

Zmarła kobieta nie wyglądała na nastolatkę, więc chłopcy raczej nie byli głównymi podejrzanymi. Ale i tak należało im się przyjrzeć.

- Ile lat ma syn z pierwszego małżeństwa?

- Nie mam pojęcia. – Wald zbladł. – Dlaczego pan pyta?

- Rutynowe przesłuchanie. Będę się chciał skontaktować ze wszystkimi, którzy w jakikolwiek sposób są powiązani z tym miejscem – wyjaśnił Decker. – Wie pan, jak się on nazywa? Po ojcu Grossman, ale imię?

- Nie, nie wiem.

- Spytam właścicieli domu. Czy może pan wejść do środka i przyjrzeć się ofierze? Może ją pan zna.

- Ja?

- Nie ustaliliśmy jeszcze jej tożsamości. Może mieszka gdzieś w sąsiedztwie.

- Nie mam w zwyczaju rozglądać się za kobietami. Kiedy tu jestem, pracuję.

- Byłbym wdzięczny, gdyby zechciał pan rzucić na nią okiem.

- O Boże. – Wald westchnął. – No dobrze.

- Dziękuję. – Decker zaprowadził go do środka i drugi raz w ciągu dziesięciu minut uniósł prześcieradło, żeby odkryć twarz ofiary. Nadal była nabrzmiała i fioletowa, ale można było się zorientować, że to twarz młodej kobiety. Widział teraz wyraźnie ciemnofioletową pręgę na szyi na wysokości grdyki.

Mógł już z całą pewnością stwierdzić, że nie są to zwłoki Terry McLaughlin.

Jedna sprawa mniej… A raczej więcej. Terry wciąż się nie odnalazła.

Wald zakrztusił się i zasłonił usta dłonią.

- Nigdy wcześniej jej nie widziałem. – Odwrócił się gwałtownie i odszedł.

Decker zakrył twarz denatki i go dogonił.

- Dziękuję panu za pomoc.

- Czy to naprawdę było konieczne? Będą mi się śniły koszmary.

- Zadzwonił pan do inspektora? – spytał Decker.

- Racja, już to robię. – Wybrał numer, a po chwili powiedział: - Nie mogę się do niego dodzwonić. Cholera!

- Proszę się nie przejmować – uspokoił go Decker. – Zajmiemy się tym. Potrzebuję listy wszystkich osób, które tu pracowały. Nie powinno to być zbyt trudne, bo na razie stoi tylko szkielet budynku.

- Od trzech lat mam tę samą ekipę. To z pewnością nikt z nich.

- I tak muszę mieć tę listę. – Decker wręczył Waldowi zapasowy notes bez żadnych poufnych notatek. – Proszę spisać wszystkich, którzy są związani z tą inwestycją, poczynając od właścicieli domu.

- Gdzie mogę usiąść?

Decker wezwał Breckenridge.

- Czy możecie odprowadzić pana Walda do radiowozu, żeby mógł spisać dla mnie kilka informacji? – Gdy usłyszał, że Marge go woła, szybko podszedł do niej. – O co chodzi?

- Zadzwonił Lee Wang. Zaginęła pielęgniarka pracująca w szpitalu St. Timothy, jakieś sześć przecznic stąd.

- O Boże. Jak się nazywa?

Faye Kellerman nakreśliła „Pętlę” w oparciu o powszechnie znany schemat: zbrodnia motywuje śledczych do działania, którego konsekwencją jest odkrycie prawdy oraz ukaranie winnego. I na tym właściwie mogłabym zakończyć swój wywód, gdyby nie fakt, że historia tylko na pierwszy rzut oka zdaje się być taką, jakich wiele. (...) pisarka prowadzi akcję dwutorowo. Przystępnym w odbiorze językiem opowiada historię, która choć nieoryginalna, momentami intryguje czytelnika odkrywającego wraz z detektywami nowe, zapętlone  tropy przybliżające do czarnej zasłony przeszłości, której zerwanie rzuca nowe światło na niewyjaśnioną dotąd serię zgonów młodych kobiet. (...) Nie zwlekajcie więc i odkryjcie mroczne tajemnice Miasta Aniołów, po którym z podniesionym czołem chadzają czarci mordercy.

Książka wciąga tak naprawdę od samego początku do samego końca, czytelnik jest ciekawy co się wydarzy dalej, kto zabił a kto nie, co się stało z matką Gabe. Polecam książkę, bo warto ją przeczytać, ze względu na wielowątkowość, dobrą sensację i intrygi osób, które wydawałyby się przyjaciółmi.

Miła ciekawostka to fakt, że Pętla stanowi jedną z części kilkutomowej serii o Detektywie Peterze Deckersonie właśnie. Jednak dużym atutem książki jest to, że nie musimy zaczynać od pierwszego tomu, by wiedzieć, kto jest kim. Autorka tak sprawnie operuje każdą historią, że nieważne, którą część weźmiemy na warsztat – i tak wszystko będziemy wiedzieć. (...) Podsumowując, uważam, że Pętla jest napisana lekko i przyjemnie, nie zawiera trudnych zwrotów, więc czyta się ją szybko. Fabuła jest ciekawa i intrygująca, na pewno zaciekawi wielu czytelników, którzy raczej nie zmarnują czasu poświęconego na jej czytanie.

Pętla okazała się być przyjemną lekturą. Fabuła została dobrze przemyślana. Towarzyszymy bohaterom w ich zmaganiach, razem staramy się rozwikłać zagadkę. (...) Śledztwo sukcesywnie posuwa się na przód, autor stara się zainteresować i zaciekawić czytelnika podsuwając kolejne tropy. I udaje mu się to po kilkudziesięciu stronach. Wzbudza ciekawość, dlatego czytamy dalej. Jednakże akcja w moim odczuciu była za spokojna. Historia potrafi zaintrygować, ale nie trzyma czytelnika w większym napięciu. Dlatego też uważam, że pozycja ta jest idealna dla osób, które lubują się w nieco lżejszych, aczkolwiek interesujących kryminałach.

Autorka kilka razy zagrała mi na nosie. Już byłam pewna, że wiem, w którą stronę zmierza śledztwo. Na szczęście za każdym razem się myliłam. Do końca nie byłam pewna, jak ta cała historia się zakończy. Pętla potrafi utrzymać w napięciu, choć początek nie należał do najbardziej udanych. Kiedy jednak akcja rozwinęła się, nawet nie zauważyłam, że właśnie docieram do ostatniej strony. Takie thrillery lubię. Sporo się dzieje, ja obgryzam z niepewności paznokcie - oby więcej tego typu książek ukazywało się na naszym rynku wydawniczym.

Czego oczekuję od dobrego thrillera? Sensacji, która wywołuje dreszczyk emocji, napięcia, uczucia niepewności i w końcu tajemniczości. To wszystko ma PętlaJest to powieść, która zdecydowanie może się podobać. Bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani i od początku do końca po prostu nie sposób ich nie lubić. (...) Pętla to bardzo udany thriller, obfitujący w bardzo dokładne opisy i szczegóły. Kellerman po raz drugi mnie nie zawiodła i przyznaję, że z niecierpliwością będę wyglądać kolejnej jej książki. Pisarka bardzo umiejętnie buduje napięcie, dzięki czemu powieść czyta się błyskawicznie. Prawie pięćsetstronicową powieść pochłonęłam w dwa dni.

W tej książce podoba mi się to, że choć jest to thriller, to czytelnik znajdzie tam wartości, które są ważne w życiu. Ja osobiście odebrałem te wartości jako fakt, że w życiu jednak najważniejsza jest rodzina i choć każdy z członków tej rodziny ma swoje wady, to w ostatecznym rozrachunku rodzina wygrywa. Pozytywnie nastawiło mnie również, to że są ludzie czynią dobro nie dlatego, że im się to opłaca, ale dlatego że mają taką potrzebę w sobie. (...) Polecam przeczytanie tej książki, jest tego warta, bo pozwala na zastanowienie się jakie wartości są dla nas ważne.

Lubię tę książkę, bardzo lubię. Dobry kryminał, a dla osób, które uwielbiają tego typu klimaty - ta powieść jest dla was. (...) Pełna sensacji fabuła, wiele zagadkowych wątków, przyjaciele którzy okazują się wrogami. Wszystkie rozdziały w tej książce są bardzo ciekawe, przez co nie nudziłam się w czytaniu jej. Nie jest to z pewnością lekka książka, ale autorka ma świetny styl pisania, dzięki czemu całość wypada genialnie. (...) Pani Kellerman wykonała bardzo dobrą robotę.

Autorka stopniowo buduje napięcie, wprowadza coraz więcej fałszywych domysłów, przypuszczeń, by na koniec cała tajemnica mogłaby pęknąć niczym bańka mydlana. Akcja nie pędzi szybko, ale niezwykle przyjemny i prosty styl autorki bardzo ułatwia czytanie. (...) Pętla jest dobrą książką (...) na pewno idealną rozrywką na kilka godzin. Cieszę się, że ją przeczytałam i  myślę, że każdy mógłby się za nią zabrać - nawet ktoś, kto nie jest zwolennikiem tego gatunku.

Książkę oceniam bardzo dobrze, myślę, że fani kryminałów odnajdą w niej coś dla siebie. Ja znalazłam wszystko co powinien zawierać dobry kryminał - misternie uwikłaną zagadkę, napięcie oraz nieprzewidywalne zakończenie. Prócz tego dostałam również dobry kawał powieści obyczajowej, która jest perfekcyjnie wplątana pomiędzy karty powieści.
Polecam!!!

"Pętla" to w mojej opinii niezwykle ciekawa i wciągająca powieść w wyraźnie zaznaczonym tłem obyczajowo-społecznym. Dla wielbicieli rozwiązywania zagadek bez mocnego rozlewu krwi i opisów makabrycznych zabójstw. Polecam wielbicielom sag kryminalnych w stylu Camilli Lackberg. 

Przepadłam zupełnie w Pętli i nie potrafiłam jej odłożyć. Fabuła jest przemyślana i dobrze skonstruowana (...) Lubię, gdy kryminały nie skupiają się wyłącznie na zbrodni a mają w sobie tło obyczajowe, społeczne, psychologiczne.  I chociaż jest to już kolejny tom serii opisujący poczynania Deckera nie odczuwamy tego mając styczność z Pętlą. Równie dobrze może stanowić ona osobny byt. Jeśli szukacie lekkiego, sprawnie napisanego kryminału to z pewnością Pętla Wam się spodoba.

Książkę czyta się z dużą lekkością i zainteresowaniem. (...) Napisana bardzo przystępnym językiem, zabiera nas w krąg zbrodni, oszustw i kłamstwa, ale też dla kontrastu i podkreślenia najważniejszych wartości w życiu, pokazuje zupełnie inny świat, w którym wiodącą rolę odgrywa miłość, szacunek i zrozumienie. (...) Kryminał godny polecenia, ciekawa fabuła z dopracowanymi szczegółami, dość wartka dynamika akcji, wciągająca intryga, trudne do rozwiązania zawiłości i zagadki zbrodnicze. Autorka zaproponowała nam dwa wątki główne, rozwijające się równolegle, każdy silnie przyciągający naszą uwagę i podany w bardzo interesującej formie.

Fabuła "Pętli" jest niezwykle ciekawa, co sprawiło, że już od pierwszych stron zatraciłam się w historii głównych bohaterów. Autor wielokrotnie zaskakiwał mnie nowymi wątkami, dzięki czemu nawet przez chwilę nie odczuwałam nudy czy monotonii. (...) "Pętla" to świetna propozycja dla osób, które lubią kryminały i thrillery. Myślę, że to właśnie fani takiej literatury będą najbardziej usatysfakcjonowani z tej pozycji. Z pewnością będę czekać na kolejne książki tego autora, ponieważ jego styl jak najbardziej przypadł mi do gustu. Mam nadzieję, że moja recenzja zachęciła Was do sięgnięcia po tę historię, i że wkrótce będziecie już po lekturze.

„Pętla” (…) stanowiła świetnie oderwanie się na chwilę od tych obyczajówek czy romansów. Wręcz przyznam, iż brakowało mi takiego dobrego, wciągającego thrillera, będącego jednocześnie tak pełnym opisów nie tylko mrożącej krew w żyłach akcji, ale również emocji bohaterów, w tym głównie jeśli chodzi o wątek zaginionej Terry i porzuconego przez nią syna, Gabe’a. Co więcej, mimo swojej objętości, czyta się ją naprawdę szybko, bo z każdym kolejnym rozdziałem, coraz bardziej wciąga czytelnika w ten pełen zawirowań świat, w którym co rusz pojawia się kolejny trop. Na domiar wszystkiego, muszę dodać, że ta książka w pewnym sensie uświadamia człowiekowi, jak bardzo brutalni potrafią być ludzie i co więcej – nigdy nie wiadomo, komu możemy zaufać, bo czasami pozory mylą… Dlatego też, osobiście polecam Wam sięgnięcie po tę książkę. Myślę, że nie pożałujecie.

"Pętla" nie jest typowym thrillerem, pomimo klasycznego schematu zbrodni i zagadki do rozwiązania, zawiera w sobie ciekawe elementy dotyczące rodzinnego życia Deckerów oraz kultury żydowskiej. Wielowątkowość utworu sprawia, że napięcie jest stopniowane, a akcja utworu nie jest skoncentrowana jedynie na zbrodni. (...) Narracja powieści jest trzecioosobowa, dzięki temu możemy poznać wszystkie wątki, wtopić się w uczucia oraz emocje bohaterów, poznać ich tok rozumowania oraz powody podejmowanych decyzji. Ciężko jest jednoznacznie określić co w tej powieści jest najważniejsze, czy wątek obyczajowy, czy kryminalny, ponieważ oba są na podobnym poziomie i zajmują takie samo miejsce.

Mówiąc o fabule, można wspomnieć, że akcja jest bardzo wartka. Cały czas odkrywane są nowe dowody i świetnie rozplanowane jest ukazywanie ich, dzięki czemu powieść trzyma nas w ciągłym napięciu. (...) całość oceniam dość wysoko, bo mimo tego, że powieść ma prawie 500 stron to naprawdę szybko się czyta i można poczuć się tak jakby oglądało się kolejny odcinek bardzo dobrego serialu kryminalnego z dobrymi bohaterami, którzy potrafią rozbawić i wzbudzić w nas sympatię.

Kellerman stworzyła historię sensacyjno-kryminalną, trzymającą w napięciu, ale mimochodem starała się przekazywać treści skłaniające do namysłu, a także ukazywać wartości, które niekiedy giną w atmosferze informacyjnego wyścigu. (...) Polecam ,,Pętlę” każdemu zwolennikowi powieści kryminalnej oraz dobrej sensacyjnej historii.

Muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczona, bo wszystko, co było istotne zostało wspomniane również w tej powieści, więc miałam szansę na zrozumienie bohaterów. Kolejną zaletą jest wielowątkowość, którą bardzo rzadko spotykam w książkach tego typu. Dodatkowo na wspomnienie zasługują bohaterowie oraz sama treść, która nie jest straszna, ale trzyma w napięciu. Z niecierpliwością chłonęłam kolejne strony, aby się dowiedzieć czy mój typ akurat był mordercą. (...) polecam tę książkę wszystkim, w szczególności początkującym z danym gatunkiem.

''Pętla'' to nie tylko dobrze zbudowany thriller z mocnym wątkiem kryminalnym, ale książka z rozwiniętą stroną obyczajową. Wszystkie te morderstwa mogłyby przytłoczyć tę powieść, ale przeplatanie jej rozdziałami z życia porucznika Deckera i jego rodziny sprawiły, że strony przewracają się w zawrotnym tempie. (...) nie żałuję przeczytania drugiej książki Kellerman i chciałabym poznać jej debiutancką powieść. 

Pętla to moje pierwsze spotkanie z twórczością Faye Kellerman i zdecydowanie mogę je zaliczyć do udanych. Ta książka to bardzo dobry thriller, a przedstawiona w nim historia naprawdę przypadła mi do gustu i jeśli tylko będę miała okazję z przyjemnością poznam inne powieści autorki. Serdecznie polecam, jeśli szukacie dobrej powieści z tego gatunku.

Powieść bez zwątpienia przypadnie do gustu sympatykom tego gatunku i nie będą narzekać na brak akcji. Jestem nawet optymistycznie nastawiona i bardzo chętnie sięgnę po książki z tego gatunku. Myślę, że odnalazłam nową dziedzinę, w której mogłabym się zatracić jak w przypadku fantastyki. (...) Faye Kellerman napisała bardzo dobrą książkę i mimo jak wyczytałam to któraś z kolei książka jakiegoś większego cyklu, to nie odczułam, że coś jest mi obce. A powiem szczerze, że w większości przypadków jeśli nie zna się początkowych tomów serii to można zapomnieć o czytaniu od środka.

Kellerman po raz kolejny pokazała, że jest mistrzynią budowania skomplikowanej intrygi. Wprowadza nas w wykreowany przez siebie świat, podrzuca poszlaki, wodzi za nos i bawi się z nami w swoistą ciuciubabkę. (...) książkę jak najbardziej polecam. Uważam, że to ciekawy, wciągający i dość „lekki” kryminał, z bardzo charyzmatycznymi bohaterami i dobrze poprowadzoną akcją. Czyta się niezwykle szybko i myślę, że fani gatunku spędzą z „Pętlą” kilka naprawdę przyjemnych wieczorów.

"Pętla" to kryminał dla osób o słabych nerwach. To przede wszystkim ciekawie zbudowana historia z wieloma wątkami, stopniująca napięcie, ale nie wprowadzający mocniejszych scen. Książkę polecam przede wszystkim czytelnikom poszukującym powieści pełnych intryg z niewyjaśnionymi zaułkami i dobrymi zakończeniami.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Napisana jest prostym, lekkim językiem. Jest to połączenie kryminału i thrillera, ale w lżejszym wydaniu. Pętla to dobra odskocznia po cięższych książkach, zarówno tych o poważnej tematyce, jak i krwistych kryminałach. Z pewnością, jeśli będę miała możliwość sięgnę jeszcze po twórczość Faye Kellerman.

W książce bardzo podobało mi się obyczajowe tło i relacje międzyludzkie (...) Wielkim plusem jest również zakończenie, mrożące krew w żyłach. Całość oceniam pozytywnie, nie żałuje czasu spędzonego przy lekturze. Pętla to zagmatwana opowieść, o wielu wątkach. Myślę, że każdy czytelnik znajdzie tu coś dla siebie.

Faye Kellerman stworzyła thriller, który posiada wiele ciekawych wątków. Osobiste życie i zobowiązania głównego bohatera są bardzo sprytnie splecione z jego pracą detektywa. Książka trzyma w napięciu, bo długo do końca nie wiadomo, jak ostatecznie wpłyną na siebie poszczególne fakty i wydarzenia. Dla fanów zagadkowych, złożonych powieści.

Czy Faye Kellerman spełniła moje oczekiwania? Absolutnie tak. Sięgając po "Pętlę" nastawiłam się na dobry thriller z nurtującą zagadką kryminalną, z ciekawymi bohaterami i dreszczykiem emocji w tle. I właśnie to otrzymałam. Jestem w pełni usatysfakcjonowana i mam nadzieję, że jeszcze nie raz spotkam się z detektywem Peterem Deckerem i jego załogą.

Przy lekturze tej książki z pewnością nie będziecie się nudzić. Autor zadbał o wszelkie szczegóły, możemy śledzić metody pracy policji, przebieg kryminalnego poszukiwania, obstawiać winnych. "Pętla" do samego końca trzyma nas w niepewności, trudno poznać jej zakończenie. To właśnie jest atutem tej książki i każdego dobrego kryminału.

"Pętla" to standardowy kryminał; trudna sprawa, detektyw, który podąża śladami przestępcy. Spodobało mi się, że oprócz wątku morderstwa i zaginięcia, dużo działo się też u rodziny głównego bohatera. Tak na prawdę nie było strony, która byłaby nudna. (...) Polecam "Pętlę" każdemu fanowi kryminałów, jest pozycją obowiązkową. Już nie mogę się doczekać kiedy sięgnę po inny tom z przygodami porucznika Deckera :) 

Jak jednak prezentuje się sama powieść? Odrzekłbym, że jak typowy thriller. Bo taka właśnie jest „Pętla”. Lekko i prosto napisana, oferuje zbrodnię i zagadkę, trochę napięcia i sporo akcji. Czyli to, czego chcą fani gatunku. Może początkowi brak jest nieco siły, potem jednak całość nabiera już właściwego tempa i czyta się szybko i przyjemnie. (...) Jeżeli szukacie thrillera – po prostu thrillera – sięgnijcie śmiało, nie zawiedziecie się.

Książka jest ciekawą pozycją, zwłaszcza dla miłośników kryminałów. Nie pokuszę się o nazwanie jej lekką, lecz zaznaczę, że nie jest to pozycja ociekająca krwią i licznymi, makabrycznymi zbrodniami. Czasami mniej znaczy więcej. Zapewniam Was, że każdy rozdział jest ciekawy i nie sposób się nudzić przy lekkim piórze Faye Kellerman. Autorka do samego końca trzyma czytelnika w napięciu nie pozwalając odgadnąć losów bohaterów.

Jeśli poszukujecie thrillera, w którym akcja wręcz pędzi do przodu i nie marnuje się czasu na żadne opisy, Pętla sprosta waszym oczekiwaniom. To jedna z tych książek, gdzie akcja nie zamiera ani na moment, bezustannie coś się dzieje, wychodzą na światło dzienne nowe fakty i ślady, które pozwalają policjantom dążyć do rozwikłania zagadki śmierci młodej dziewczyny.

Śmiało możecie sięgnąć po Pętlębo książka, mimo małych mankamentów jest godna uwagi. Ja na pewno zacznę się stopniowo zapoznawać z pozostałymi książkami autorki, bo widzę, że potencjał jest.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ

Ola G. (Zatracona w innych światach)
2016-03-06

Od pierwszych stron polubiłam styl autorki, ponieważ książkę czyta się naprawdę błyskawicznie, ani się obejrzałam, a kończyłam piąty rozdział. Już początek utwierdził mnie w przekonaniu, że Faye Kellerman wie, jak zaintrygować czytelnika. Autorka umiejętnie buduje napięcie i sprawia, że czytelnik z niecierpliwością przewraca kolejne strony, chcąc sam rozwikłać zagadkę. Sprawiło to, że od...
ryszawa.blogspot.com
2016-03-02

„Pętla” jest już kolejną książką opisującą zmagania sierżanta Deckera z przestępczością. Tym razem ma on do czynienia z morderstwem młodej pielęgniarki, która zostaje znaleziona powieszona na krokwi. Nie jest to jedyny problem policjanta. W niewyjaśnionych okolicznościach znika żona płatnego mordercy, pozostawiając czternastoletniego syna bez opieki. Bohaterowi przyjdzie zmierzyć się zar...