Powieść obyczajowa
Emma i ja
36,99 zł
36,99
KUP TERAZ

Emma i ja

2 opinie
Liczba stron: 304
Oprawa
ISBN: 9788327618160
Premiera: 2016-01-13

Ośmioletnia Carrie Parker jest podobna do innych dziewczynek w jej wieku. Lubi się bawić i marzy o dalekich podróżach. Jednak nawet bogata  wyobraźnia nie pozwala jej uciec od dramatu w rodzinnym domu. Kiedyś w jej świecie panowały miłość, radość i spokój. Wszystko się zmieniło po  tragicznej śmierci ojca. W domu rządzi teraz  ojczym, który znęca się nad rodziną. Carrie chce uchronić przed nim młodszą siostrę, złotowłosą, łagodną Emmę. Wie, że na pomoc matki nie ma co liczyć. Udręczone do granic wytrzymałości  dziewczynki nieświadomie prowokują serię wydarzeń, które prowadzą do nieuchronnej tragedii…        

Elizabeth Flock

Elizabeth Flock jest mocno związana z południem Stanów Zjednoczonych. Tam często bywała w dzieciństwie a potem studiowała na Uniwersytecie Vanderbilta w Nashville w stanie Tennessee. Wkrótce po otrzymaniu dyplomu rozpoczęła pracę w magazynie "Vanity Fair". Potem było San Francisco, gdzie pisała sprawozdania do magazynów "Time" i "People". W "Time" wiele z jej tekstów umieszczono na pierwszej stronie. Przez pięć lat była reporterem prasowym, potem rozpoczęła pracę w telewizji jako sprawozdawca dla 24-godzinnej sieci kablowej. Pracowała również dla kanału informacyjnego CNBC oraz była korespondentem telewizji CBS.
Powieść „Krzyk ciszy” była jej debiutem literackim i została entuzjastycznie przyjęta przez krytykę i czytelników. Przetłumaczona na sześć języków sprzedała się w nakładzie ponad ćwierć miliona egzemplarzy.

 

Gdy Richard uderzył mnie pierwszy raz, zobaczyłam przed oczami gwiazdy, całkiem jak w kreskówkach. Ale to był tylko cios otwartą dłonią, nie taki, jaki widziałam, kiedy tato Tommy'ego Bucksmitha rąbnął go tak mocno, że Tommy upadł na ziemię i głowa aż mu się odbiła od chodnika. Richard chyba nie umiał robić takich fikołków, jakie robiłam z tatą. Stawaliśmy twarzami do siebie, trzymałam tatę za ręce i wspinałam się po jego nogach aż nad kolana, a potem odpychałam się i obracałam do tyłu między naszymi ramionami. To była świetna zabawa i chciałam ją pokazać Richardowi. Wtedy właśnie przekonałam się, że lepiej omijać go z daleka, i teraz staram się jak najwięcej czasu spędzać poza domem.

W miasteczku, które nazywa się Toast, nie można się zgubić. Tutaj mieszkam: Toast w Karolinie Północnej. Nie wiem, jak jest gdzie indziej, ale tutaj wszystkie ulice ponazywane są od tego, co się na nich znajduje. Mamy ulicę Pocztową i Frontową, na którą wychodzą fronty sklepów, a następna nazywa się Tylna i oczywiście są na niej tyły sklepów. Jest ulica Nowokościelna, choć kościół, który stoi przy jej końcu, wcale nie jest już nowy. Mamy ulicę Do Farmy Browna, gdzie mieszka Hollis Brown ze swoją rodziną, a przed nim mieszkali tam inni Brownowie, których mama znała, ale nie za bardzo lubiła. Jest też ulica Górna i Nadrzeczna, toteż tabliczki z nazwami ulic zaprowadzą cię wszędzie, dokądkolwiek się wybierasz. Ja mieszkam przy Drodze do Młyna Murraya, więc pewnie gdybyście nie wiedzieli, to pomyślelibyście, że nazywam się Murray, ale moje nazwisko brzmi Parker. Pan Murray zmarł na długo przed tym, zanim się tu wprowadziliśmy. Nic nie zmieniliśmy w jego domu. Droga dojazdowa, która prowadzi tu od drogi numer siedemdziesiąt cztery, to zwykła trawa rosnąca między dwiema prostymi koleinami - dzięki temu koła wiedzą, jak mają jechać.

Pierwszą rzeczą, jaką się widzi przy tej drodze, jest młyn stojący na starych słupach nad stawem. Do drzewa na brzegu nadal przybita jest tabliczka z namalowanym złuszczoną farbą napisem ,,Zakaz łowienia ryb w niedzielę'', a całą jedną ścianę młyna zajmuje stary szyld pana Murraya, na którym kogut pieje słowa: ,,Karma Nutrena... Pewność, bezpieczeństwo, oszczędność''. Trudno już odczytać te słowa, bo cały plakat pokryty jest od góry do dołu drobnym czerwonym pyłem z drogi, która biegnie obok, ale koguta wciąż widać wyraźnie. Na drzwiach młyna wisi przybita pinezkami kartka: ,,UWAGA. Sprzedaż, dostarczanie, oferowanie do sprzedaży lub przechowywanie ziarna z domieszkami albo fałszywie oznakowanego jest nielegalne i będzie karane grzywną w wysokości 100 dolarów lub 60 dniami aresztu, lub jednym i drugim''.

Przepisałam to wszystko do szkolnego zeszytu.

- Oj!

Zeszyt zatacza łuk i upada na piach.

- No, tego to na pewno się nie spodziewałaś! - śmieje się Richard, gdy rzucam się w stronę zeszytu, żeby go podnieść, zanim on zdąży po niego sięgnąć. - Musi tam być coś ważnego, skoro tak mocno go ściskasz! Pokaż no - i wyrywa mi zeszyt z rąk, nie zdążę nawet pisnąć.

- Oddaj!

- ,,Collie McGrath nie rozmawia ze mną przez tę historię z żabą...'' - podnosi wzrok - co to za historia z żabą?

- Oddaj mi to!

Ale gdy próbuję odebrać mu notatnik, odpycha mnie i przerzuca kartki, przesuwając brudnymi paluchami po linijkach pisma.

- A gdzie tu jest coś o mnie? Już się nie mogę doczekać, żeby zobaczyć, co o mnie piszesz. Hm... - przerzuca kolejne kartki - mama to, mama tamto. Jezu święty, a nic tu nie ma o twoim ukochanym tatusiu?

Rzuca zeszyt na ziemię.

Czuję, że nie powinnam po niego sięgać, dopóki Richard sobie nie pójdzie, pochylam się jednak i już po chwili jestem wściekła, że nie posłuchałam tego wewnętrznego głosu, bo kopniak przewraca mnie na piach.

- Masz! Żebyś miała o czym pisać!

Mieszkam tu z ojczymem, to znaczy Richardem, mamą i siostrą Emmą. Emma i ja jesteśmy jak Śnieżyczka i Różyczka i chyba dlatego to jest nasza ulubiona bajka. Opowiada o dwóch siostrach: jedna ma bardzo jasną skórę i złote włosy, tak jak mama, a druga ma ciemniejszą skórę i włosy w kolorze takim, jak źrenica oka. To ja. Kolor moich włosów zmienia się zależnie od pory dnia i od miejsca, w którym stoi ktoś, kto na nie patrzy. Z boku, w dzień, wydają się fioletowoczarne, ale wieczorem i od tyłu przypominają resztki spalonego drewna w kominku. Włosy Emmy, gdy są czyste, wyglądają jak kłaczki bawełny: zupełnie białe. Zwykle jednak są tak brudne, że przypominają stare zakurzone listy, które mama przechowuje na półce w szafie, w pudełku po butach.

Richard. Ten facet nie jest podobny do żadnej postaci z bajek czytanych na dobranoc. Wierzę mamie, gdy mówi, że różni się od tatusia jak noc od dnia. Bo przecież człowiek, do którego ludzie ustawiają się w kolejce, żeby kupić od niego wykładzinę, musi sprawiać sympatyczne wrażenie, prawda? Mama mówi, że tak właśnie było z tatusiem. Richard nie jest nawet w połowie tak sympatyczny. Kiedyś powiedziałam mamie, że dla mnie jest wstrętny, ale nie spodobało jej się to i odesłała mnie do mojego pokoju. Kilka dni później, gdy Richard znów się jej czepiał, wykrzyczała mu, że nikt go nie lubi i nawet jego własna pasierbica uważa, że jest wstrętny. Gdy to mówiła, stałam nieruchomo, słuchając tykania plastikowego zegara w kształcie stokrotki, który wisi w kuchni na ścianie, i wiedziałam, że już za późno, by uciec.

Mama mówiła, że nasz tatuś był najlepszym sprzedawcą wykładzin w całej Karolinie Północnej. Musiał ich sprzedać chyba z tonę, bo dla nas nie został ani jeden kawałek; mamy w domu twarde linoleum. Po jego śmierci mama pozwoliła mi zatrzymać zieloną próbkę wykładziny, którą znalazła na tylnym siedzeniu samochodu taty, gdy go sprzątała, zanim zabrał go pan Dingle. Próbka musiała odpaść od wielkiego kartonu, na którym było wiele innych kwadracików w różnych kolorach, żeby ludzie mogli jak najlepiej dopasować wykładzinę do swojego życia. Schowałam tę próbkę w szufladzie białej wiklinowej szafki nocnej, która stoi przy moim łóżku, w starym pudełku po cygarach. Pudełko ze wszystkich stron pooklejane jest kolorowymi nalepkami przedstawiającymi staroświeckie walizki, znaczki pocztowe i samoloty (tylko że te samoloty podpisane są: aeroplany). Czasami, gdy mocno wcisnę nos w ten kwadracik, czuję jeszcze zapach nowych wykładzin. Tatuś zawsze niósł ten zapach ze sobą.

Wracając do mnie i do Emmy. Mamy włosy w innych kolorach, ale kolor skóry różni nas jeszcze bardziej. To jak różnica między kremem czekoladowym a waniliowym. Emma wygląda tak, jakby ktoś, kto ją malował, znudził się i zostawił pusty rysunek komuś innemu do pokolorowania. A ja? No cóż, panna Mary w sklepie White'a zawsze, gdy mnie widzi, przechyla głowę na bok i mówi:

- Wyglądasz na zmęczoną, dziecko. - Ale ja wcale nie jestem zmęczona, wszystko przez te cienie pod oczami.

Mam osiem lat - o dwa lata więcej niż Emma, ale jestem drobna, więc ludzie często myślą, że jesteśmy niepodobnymi do siebie bliźniaczkami. My też tak o sobie myślimy. Ale chciałabym być bardziej podobna do Emmy. Ja na widok cykady krzyczę ze strachu, a ona w ogóle się nie boi, tylko bierze ją do ręki i wynosi na zewnątrz. Mówię jej, że powinna to po prostu rozdeptać, ale ona mnie nie słucha. Inne dzieci nigdy jej nie zaczepiają. Tommy Bucksmith wykręcił jej kiedyś rękę za plecami i trzymał tak bardzo długo (,,aż powiesz, że jestem najlepszy na świecie'' - śmiał się, podciągając jej rękę coraz wyżej i wyżej), a ona nawet nie pisnęła. Emma niczego się nie boi. Boi się tylko wtedy, gdy Richard zaczyna czepiać się mamy. Wtedy obydwie chowamy się za kanapą. To miejsce jest dla nas jak inny pokój. To jest nasz fort. Chowamy się tam zawsze po dziesiątym skrzypnięciu pedału metalowego kosza na śmieci w kuchni. Od głośnego brzęku butelek głowa zaczyna pękać mi na pół.

Po dziesiątym skrzypnięciu Richard zaczyna czepiać się mamy. Nie wiem, dlaczego ona nie omija go z dala już po ósmym skrzypnięciu. Ja i Emma nauczyłyśmy się robić coś, co nazywamy tangiem podłogowym: po ósmym skrzypnięciu bardzo powoli zaczynamy się przesuwać na pupach z miejsca przed telewizorem do naszej kryjówki za kanapą. Telewizor gra głośno, więc nas nie słychać, a Richard jest tak mocno skupiony na mamie, że nie zwraca uwagi na to, co robimy. Przy dziewiątym skrzypnięciu od kanapy dzielą nas już tylko dwie długości lalki Barbie, a tuż przed dziesiątym wślizgujemy się między chłodną farbę ściany a tył kanapy, pokryty miękką, zmechaconą tkaniną w brązową kratkę. Na początku przeszkadzało nam, że trochę tu śmierdzi, ale teraz już tego nie zauważamy. Kiedyś przyniosłam perfumy mamy i psiknęłam dwa razy na materiał, więc pachnie tak jak mama w niedzielę.

Nasz dom jest stary i biały, z łuszczącymi się żółtymi okiennicami; ma dwa piętra, jeśli doliczyć strych, gdzie ja i Emma śpimy. Kiedyś miałyśmy własny pokój po drugiej stronie korytarza, naprzeciwko pokoju mamy i taty, ale gdy tatuś umarł i Richard zamieszkał z nami, musiałyśmy się przenieść piętro wyżej. Ale najgorsze jest to, że z powodu Richarda musimy się przeprowadzić. Na razie wolę o tym w ogóle nie myśleć. Gdy nie chcę o czymś myśleć, to wyobrażam sobie, że w mojej głowie siedzi mały człowieczek, który tak mocno upycha myśli, że te złe przechodzą na sam koniec mózgu i chowają się za wszystkimi innymi rzeczami, o których mogę myśleć.

Mama mówi, że te wszystkie graty, które stoją przed naszym domem, wyglądają jak śmietnik, więc sadzi w nich kwiatki, żeby wyglądało tak, jakbyśmy wystawili je tam specjalnie. Są tam trzy opony samochodowe - w środku jednej z nich zebrało się tyle piachu, że trawa sama tam wyrosła; posążek kota, szary jak płyty chodnika; stary samochód Richarda - on twierdzi, że pewnego dnia przywróci go do życia, ale myślę, że gdy ten dzień nadejdzie, samochód nie będzie wiedział, co zrobić, bo nie ma ani jednej opony. Jest jeszcze stara blaszana wanna mamy, gdzie rosną kwiatki; hamak, w którym ja i Emma huśtałyśmy się, gdy byłyśmy małe, ale teraz już jest bardzo wystrzępiony z jednej strony, bo nie zabierałyśmy go do domu na zimę; przegniła od deszczu i śmierdząca bela siana; metalowy kogut, który wskazuje, skąd nadciąga burza, i stare robocze buty Richarda, w których mama też posadziła kwiatki. Nigdy wcześniej nie widziałam kwiatków w butach, ale ona je posadziła i teraz z butów wychodzą stokrotki. Aha, prawda, jest jeszcze sznurek do wieszania bielizny.

Szkoda, że nie mamy ścieżki prowadzącej do drzwi domu. Śnieżynka i Różyczka miały ścieżkę ocienioną girlandami róż, a przed naszym domem rośnie tylko wydeptana do gołej ziemi trawa. Ale zaraz dochodzi się do werandy i tę chwilę lubię najbardziej. Weranda bardzo skrzypi, gdy się po niej chodzi, ale ja lubię patrzeć na wszystko z wysoka.

- Co robisz? - pyta Emma.

Nie mam pojęcia, skąd się tu wzięła. W ogóle jej nie słyszałam.

Stoję na werandzie przy frontowej ścianie domu i patrzę na podwórze i na wszystko, co się tu znajduje. Czasami wyobrażam sobie, że jestem księżniczką, a te rupiecie to ludzie, moi poddani, którzy do mnie machają, gdy stoję na balkonie swojego zamku.

- Nic, a co mam robić?

- Do kogo machasz?

- Wcale nie macham.

- Machałaś. Znowu udajesz, że jesteś księżniczką? - Emma siada w starym fotelu na biegunach, który ma wielką dziurę w siedzeniu, i uśmiecha się, bo wie, że mnie przyłapała.

- Wcale nie.

- Udawałaś. Jakiego koloru masz suknię?

Słyszę w jej głosie, że już ze mnie nie kpi, tylko chce, żebym opowiedziała jej o swoich marzeniach na głos, żeby ona też mogła sobie pomarzyć. Jest już całkiem poważna.

- Różową, oczywiście - odpowiadam. - Ma mnóstwo ponaszywanych błyszczących koralików, tak że wygląda, jakby była zrobiona z różowych brylantów. I jeszcze mam wielki kołnierz z ręcznie tkanej koronki. Wcale nie drapie. Właściwie jest taki miękki, że aż łaskocze. A rękawy są z białego aksamitu, jeszcze miększe niż kołnierz. Ale najlepsze są buty. Szklane, jak pantofelki Kopciuszka, a na czubkach mają diamenciki, żeby pasowały do sukienki.

Emma ma zamknięte oczy, ale kiwa głową.

- A to są moi królewscy poddani - zataczam ramieniem łuk, wskazując na podwórze. - Wszyscy mnie kochają, bo jestem dobrą księżniczką, nie taką podłą jak moja przyrodnia siostra. Daję im jedzenie i pieniądze i rozmawiam z nimi jak z własną rodziną. Moi poddani... - zwracam się teraz do rupieci na podwórzu.

A prawda, mamy jeszcze stare żelazne łóżko. Teraz jest zardzewiałe, ale kiedyś lśniło. Stoi na samym środku podwórza, udaję więc, że to woda z rzeki, która opływa dokoła mój zamek, a schody na werandę to most zwodzony. Szkoda, że nie mogę podnieść mostu i w ten sposób zabronić Richardowi wstępu do zamku.

Oho. Hałaśliwa ciężarówka Richarda parkuje na swoim miejscu obok domu. Nie jestem pewna, ale wygląda na to, że on chyba nie jest w najgorszym nastroju. Mocno zaciskam kciuki na tę intencję.

- Co porabiasz w ten piękny dzień? - Zbliża się, ale idzie szybko i widzę, że nie interesuje go odpowiedź.

- Nic - odpowiadamy jednocześnie i obydwie cofamy się o krok dalej od niego, tak na wszelki wypadek.

- Nic - przedrzeźnia nas Richard, wysuwając podbródek, ale się nie zatrzymuje. - Libby, gdzie jesteś? - Zatrzaskuje za sobą drzwi werandy i woła mamę. - Dziś jest dzień wypłaty, trzeba to uczcić!

W chwilę później słyszę syk otwieranej butelki z gazowanym napojem i brzdęk metalowej zakrętki upadającej na blat szafki. Głos mamy mruczy coś niezrozumiałego.

(...) to książka od której trudno się oderwać. Gdyby nie obowiązki i życie, które toczy się poza powieścią- nie odłożyłabym jej ani na chwilę, przeczytałabym jednym tchem. To lektura lekka, ciekawa, wzruszająca, idealna do spędzenia leniwego wieczoru z książką.

Elizabeth Flock dopracowała tę książkę w niesamowity sposób - stworzyła narrację idealną dla ośmioletniego dziecka; zadbała o takie szczegóły jak mierzenie odległości lalkami Barbie oraz nazywanie ukochanego rodziciela jako tatusiem, a nie tatą/ojem/mężczyzną. Tok myślenia dziewczynki tworzy ją mądrą jak na swój wiek, ale też nie do granic możliwości. Albo autorka pamięta jak to jest być takim szkrabem, albo posiada takie dzieci. Cóż, mimo tego jestem pod ogromnie miłym zaskoczeniem, a to dopiero początek. (...) Emma i ja to książka, która prawdą maluje nam najpiękniejszy obraz ośmiotalatka w domu skażonym obojętnością. Osobliwi bohaterowie i cudna złotowłosa Emma sprawią, że tej książki przez długi czas nie da się zapomnieć.

Ta książka tak mną wstrząsnęła, że nie mogę przestać o niej myśleć. (...) powinna być nauką dla wszystkich, by nie pozostawać obojętnym na ludzką krzywdę. (...) Cieszę się, że miałam możliwość przeczytać tę książkę, bo to jedna z tych, które wzbogacają wiedzę i na długo zapadają w pamięci...

To powieść o ogromnej mocy, która wstrząsnęła mną do głębi. Przewrócenie każdej kolejnej strony wywoływało ciarki na całym ciele. Tekst porządnie napisany, porusza autentycznością i realizmem. Bohaterki nie były tylko jałowymi postaciami lecz osobami z krwi i kości. Proza na wysokim poziomie, pokazująca wiele uniwersalnych prawd, niedole bezbronnych dzieci oraz okrucieństwo dorosłych. Szkoda tylko, że nie jest to tylko fikcja literacka, a takie historie często rozgrywają się na prawdę. Polecam lekturę tej książki.

Książka zdecydowanie zasługuje na miano jednej z najbardziej zaskakujących książek, jakie przeczytałam. Jeżeli lubicie czytać powieści psychologiczne, to „Emma i ja” jest pozycją idealną dla Was! Naprawdę polecam!

Książkę polecam wszystkim, którym niestraszne są historie o przemocy w rodzinie. Ta historia na bardzo długo pozostanie w pamięci. Uwierz mi. Polecam!!!

Jest to z pewnością dobra książka. Trudna, ale dobrze napisana. Temat, jaki porusza, jest wciąż ponadczasowy i pewnie dlatego tak silne wywołuje w czytelniku emocje. Autorka nie krępuje się i przedstawia okrutną historię w bardzo rzeczywisty sposób – bez ogólników, często bardzo drobiazgowo. Świetnie podkreśliła, jak krucha jest psychika dziecka, w jaki sposób ciężkie wydarzenia wpływają na jego zachowanie (stąd też można przeżyć pewne zaskoczenie u progu zakończenia tej historii). Pozostawia czytelnika z wieloma pytaniami, z nieco zszarganymi nerwami. Pozwala to stwierdzić, że nie jest to książka dla każdego. Ale z całego serca każdemu polecam ją przeczytać. Porusza dogłębnie i zapada w pamięć. Na długi, długi czas.

Jeśli lubicie zaskakujące zakończenia, to książka jest dla Was. Polecam, chociaż "Emma i ja" nie jest szczególnie porywająca lekturą, ale wartą uwagi. Czyta się szybko, chociaż porusza trudne tematy. Na końcu szokuje i ukazuje brutalną prawdę, jaki wpływ na dziecko na życie w skrajnie trudnych warunkach.

"Emma i ja" Elizabeth Flock  to wstrząsająca, prawdziwa do bólu powieść o istocie człowieczeństwa, przyjaźni, odwadze, miłości, a także o wielu tematach do przemyśleń. Jest to książka idealna na zimowe wieczory. Polecam.

Podsumowując. Książka porusza bardzo ważny i, niestety, w dzisiejszych czasach coraz częściej spotykany, problem rodzin patologicznych. Autorka nieźle wykreowała postacie i świat przedstawiony, chociaż uważam, że niektóre wyrażenia, zwroty i sytuacje były zbyt dorosłe jak na ośmioletnie dziecko. Mimo to polecam Wam tę książkę z całego serca! 

Bardzo smutna opowieść i tak naprawdę nie wiem co o niej myśleć. Przeraża mnie wizja, że tak jest naprawdę w niejednym domu. Tylko tacy tyrani nie ujawniają się, a bliskie osoby boją się cokolwiek powiedzieć w obawie o swoje życie i zdrowie bliskich. Jest to bardzo smutne... Cała historia pod koniec książki wywraca się do góry nogami i zakończenie jest naprawdę zaskakujące. Książkę czyta się bardzo szybko, ale tematyka jest dość trudna. Jeśli lubicie takiego typu dramaty to polecam.

"Emma i ja" to książka tego rodzaju, po której ma się po prostu kaca. Kaca spowodowanego niesprawiedliwością, okrucieństwem, szerzącą się patologią i marazmem społecznym. Historia Carrie wyzwala mnóstwo emocji, które trudno okiełznać. Jedna z trudnych lektur, z którą warto się zmierzyć.

Czytanie książek to rozrywka, ale nie należy czytać tylko opowieści takich, w których zawsze wszystko dobrze się układa. Nie należy stronić od tematów trudnych. Przykładem takiej właśnie powieści jest Emma i ja Elizabeth Flock. I choć to moje pierwsze spotkanie z pisarstwem autorki, to po tej pozycji mam ochotę na więcej. Gorąco polecam wam historię do przeżycia. Stańcie się na chwilę Carrie i Emmą. Ja mam to już za sobą.

Opowieść chwilami dość monotonna, choć bardzo życiowa- oferuje wrażenia niczym na karuzeli. Raz dając powody do uśmiechu, innym razem do wzruszeń, aby za chwilę zaatakować z zaskoczenia i wywołać przerażenie. Razem tworzy to naprawdę przejmującą lekturę, którą zapamiętuje się na długi czas. „Emma i ja” to świetna historia, która broni się sama. Opowieść o rodzinnym cieple, o stracie, maltretowaniu rodziny, ale przede wszystkim o tym jaki to wszystko ma wpływ na dziecięcą psychikę.

Zakończenie w tej książce jest niesamowite. Choć przypuszczałam różne scenariusze, to tego co zaserwowała autorka, ani odrobinę się nie spodziewałam. Co nie zmienia faktu, że właśnie takie zakończenie książki sprostało moim czytelniczym oczekiwaniom. 
Gorąco polecam tę książkę każdemu, bo na prawdę warto poznać taką historię i gwarantuję Wam, że wciągnie Was bez reszty.

Książka poruszyła mnie do głębi. To jedna z tych powieści, która wypompowuje wszystkie emocje i pozostawia czytelnika z książkowym kacem. Takie powieści, mimo ich dramatyzmu i niezbyt miłego tematu, są potrzebne po to by uczulić czytelnika na ewentualny problem, który być może rozgrywa się tuż obok. 

Zakończenie książki wprawiło mnie w totalne osłupienie, wbiło w fotel i bardzo zdenerwowało! To co autorka zaserwowała nam na samym końcu, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Owszem od początku czułam, że Pani Flock w jakiś spektakularny sposób zakończy swoje dzieło, ale na pewno nie spodziewałam się tego! Jak tak można od samego początku pogrywać z czytelnikiem? Bawić się z nim w kotka i myszkę? Lepiej nie będę tego komentować. 
W tych ostatnich podsumowujących zdaniach, pragnę z całego serca zachęcić Was do przeczytania tej lektury. Zdaje sobie sprawę z tego, że nie każdy lubi czytać takie powieści, ale książka pt. "Emma i ja" powinna trafić do jak najszerszego grona, ponieważ porusza bardzo ważny i trudny temat przemocy domowej i znęcania się psychicznego i fizycznego. Nie będę Wam mydlić oczu i od razu zaznaczę, że nie jest to łatwa, ani przyjemna lektura, lecz brutalna i okrutna jak rzeczywistość.

„Emma i ja” to poruszający do głębi i niezwykle autentyczny portret maltretowanego dziecka, które na swój własny sposób próbuje sobie poradzić z okrutną rzeczywistością. Nie jest to lekka i niezobowiązująca lektura, o której szybko się zapomina. Elizabeth Flock stworzyła bardzo emocjonalną i angażującą historię, która rozdziera serce, wzbudzając masę sprzecznych uczuć. Zakończenie wbija w fotel, pozostawiając czytelnika z mętlikiem w głowie. To pozycja, obok której nie można przejść obojętnie. Serdecznie zachęcam do sięgnięcia po nią, bo naprawdę warto. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie ;)

W „Emmie…” ośmioletnia narratorka, Carrie, zabiera nas do swojego świata dziecięcej naiwności, która skonfrontowana zostaje z dorosłą brutalnością. Rodzic, przy którym powinna czuć się bezpiecznie, który powinien być dla niej ostają stanowi zagrożenie. Drugi z rodziców nie potrafi dać koniecznego oparcia. Dom, miejsce z samej definicji mające być spokojną przystanią – nawet on potrafi nieść tylko lęki i obawy. A zarazem w tym, co przedstawia nam Elizabeth Flock wiele jest ciepła i nadziei. Dziecięcej wiary i niezłomności.
Jak małe bohaterki poradzą sobie z tym, co zgotował im los? Przekonajcie się sięgając po „Emma i ja”. Książkę ciekawą, łatwą i całkiem udaną.

Elizabeth Flock stworzyła powieść mocną i zarazem niezwykle przygnębiającą. Pisarka nie poszła na łatwiznę, nie stworzyła hollywoodzkiej opowiastki, w której dobro zwycięża w finale, a później wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Opowieść nie jest optymistyczną bajką, to studium brutalnego, społecznego zjawiska. Celem tej powieści jest wstrząsnąć czytelnikiem i autorce niewątpliwie to się udaje.

Ja jestem poruszona tym, co przeczytałam. Przyjęłam zaproszenie Carrie i zobaczyłam, jak wygląda jej świat. To była bardzo trudna podróż. Pełna łez, agresji i cierpienia. Nie żałuję jednak tego, że poznałam tę małą dziewczynkę, pomimo tego, że słuchając jej opowieści, wylałam wiele łez. Polecam tę książkę wszystkim fanom powieści psychologicznych. Naprawdę warto zapoznać się z tą pozycją, choć ostrzegam, nie będzie to łatwa lektura.

Elizabeth Flock serwuje nam naprawdę ciekawą pod względem tematyki powieść. Choć w ostatnich latach przemoc w rodzinie jest dość popularna w literaturze czy mediach to jestem osobą, która nie ma jej dość. Uważam, że warto o niej mówić ciągle. Pytanie tylko jak to zrobić by zwrócić uwagę ludzi. Do mnie przemawia właśnie książka,a ta choć wybitna nie jest to jednak warta poświęcenia uwagi. Dramat rodziny, tragedia dzieci, przemoc w rodzinie, ale też problemy psychiczne przedstawione są tu w przyziemny i przejrzysty sposób. W postaci sytuacji znanych nam z życia codziennego. Dzięki temu nie stracimy na tym, że poświęcimy na tę historię trochę czasu.

Przedstawienie całej historii oczami dziecka było trafnym zabiegiem a czytelnikowi dało nową perspektywę spojrzenia na poruszane problemy. Jest to historia ważna, jednak opowiedziana prostym, dziecięcym językiem co w pewnym momencie podkreśla cały tragizm sytuacji. (...) mma i ja to poruszająca i smutna historia. Smutna tym bardziej, że opowiada o losie wielu dzieci, które znajdują się w podobnej sytuacji. Opowiada o dzieciach zdanych na siebie, skrzywdzonych, wykorzystanych, które nie potrafią poradzić sobie z brutalnością dnia codziennego i które za wszelką cenę tłumaczą zachowania dorosłych. Smutna dlatego, że bardzo często ich ciche wołanie o pomoc pozostaje niezauważone, a środowisko, w którym żyją jest obojętne i głuche na ich wołanie.

(...) Kilka wydarzeń ścina krew w żyłach i sprawia, że chcemy przenieść się do świata Emmy i wyciągnąć ją z tego całego piekła. 

Perfekcyjnie skonstruowana fabuła oraz ograniczona ilość postaci, które nie rozpraszają uwagi skoncentrowanej na dziewczynkach, świadczą o talencie autorki i doskonałym panowaniu nad swoimi pomysłami, a także … nad czytelnikiem. Od lektury nie sposób się bowiem oderwać, zaś wstrząsające i zaskakujące zakończenie tylko utwierdza nas w przekonaniu, że Flock stworzyła książkę, o której powinien usłyszeć cały świat, książkę, która odciska się na naszej duszy niczym piętno, książkę, przy lekturze której pragnie się krzyczeć z bólu!

Powieść prowokuje do głębszych przemyśleń, nakłania do poszukiwania odpowiedzi na wiele pytań pojawiających się w trakcie jej czytania. Zastanawiamy się nad przyczynami okrucieństwa dorosłych, dysfunkcją rodziny, dramatycznej sytuacji maltretowanych dzieci, obojętnością i małą nieskutecznością pomocy środowiska społecznego, przejmowaniem przez małolatów wzorców złych zachowań. Nie ma możliwości, aby przejść obojętnie wobec tej lektury, silnie integruje w wyobrażenie czytelnika o świecie. Niezwykle przejmująco napisana powieść psychologiczna, a jej zakończenie mocno i dosadnie wszystko podsumowuje, składając się na apel o zaprzestanie takich okrutnych praktyk wobec dzieci, wobec kogokolwiek.

Polecam tę książkę wszystkim, którzy chcą zobaczyć, z czym muszą się zmierzyć niektóre osoby. „Emma i ja” to poradnik „jak być złym rodzicem” lub „jak zniszczyć komuś życie”. To naprawdę bardzo przykre, że piękny okres życia, jakim jest dzieciństwo, zostaje zniszczone… Gorsze jest jeszcze to, że nasze dzieciństwo przekłada się na późniejsze relacje z ludźmi. Więc jakie dzieciństwo, takie całe życie…

Ta ksiazka jest fenomenalna! Choć początkowo, odrobinę nużyła mnie ta historia, to w miarę zagłębiania się w nią, byłam coraz to ciekawsza, jak to wszystko się zakończy. Dodatkowo czytało się ją bardzo szybko, mimo iż zawartość tekstu na stronie była spora. Jednym słowem warto do niej zajrzeć!

Mam nadzieję, że jednak zaintrygowałam was tą książką i z pewnością po nią sięgnięcie. Naprawdę warto. Chociaż poruszany temat jest niezwykle trudny, drastyczny... cóż takie jest ludzkie życie. Mnie ta książka nie tylko ogromnie poruszyła, ale zmusiła do głębszej refleksji. Przyznam, że teraz zupełnie inaczej patrzę na otaczający mnie świat i biegające wokół dzieci. Czasami warto zainteresować się toksycznymi rodzinami, panującymi tam relacjami... Może to uchronić od rodzinnych tragedii. 

Powieść "Emma i ja" podejmuje bardzo trudną tematykę. O tym już wspominałam, ale muszę podkreślić, że jest to książka, która zabiera głos w sprawie okrucieństwa wobec dzieci. To protest przeciwko przemocy fizycznej i psychicznej, bierności osób dorosłych, od których wymaga się opieki nad dziećmi. W powieści Elizabeth Flock większość dorosłych zawiodła. Jednocześnie dzięki tej książce możemy się zastanowić nad tym, jak duża jest nasza emocjonalna wytrzymałość, gdy życie stawia nam trudne wyzwania. Ile krzywd, brutalności jest w stanie znieść dziecko? Czy to w ogóle możliwe?
Myślę, że wrażliwy czytelnik nie zapomni długo o małej bohaterce powieści"Emma i ja". I dobrze, ponieważ może prześledzić dalsze jej losy w kolejnej części, pt. "Co się stało z moją siostrą?".

"Ja i Emma" zaskoczyła mnie i poruszyła moje głębokie pokłady wrażliwości. Napisanie takiej przekonującej książki wymaga niezwykłej wiedzy z zakresu psychologii i pedagogiki. Autorce udało się przekazać to, co najważniejsze.  Obok tej książki nie można przejść obojętnie. Zapraszam do tej wyjątkowej lektury.

Zestawienie retrospekcji z czasów kiedy wszystko było idealnie, a ojciec Carrie i Emmy żył z tym co obecnie dzieje się w ich domu sprawia, że historia jest jeszcze bardziej wyrazista i trafiająca do każdego serca. To historia dla ludzi o naprawdę mocnych nerwach. Czasami gdy czytałam o matce dziewczynek miałam ochotę po prostu rzucić książką o ścianę. Co nią kierowało? Nie mogła postępować inaczej? Z drugiej strony nikt jesteśmy na jej miejscu i do końca nie wiadomo jak inaczej mogłaby potoczyć się ta historia. 
Zakończenie to zwieńczenie całej powieści, jest genialne. Takie, że łzy płyną ciurkiem, a wy w życiu byście na to nie wpadli. Gwarantuję. Czyta się szybko z przerwami na ochłonięcie, a zaraz później sięgacie po nią znowu. Wstrząsająca, wzruszająca i trafiająca w głąb  duszy. Niezwykła, do bólu prawdziwa i zapadająca w pamięć.
"Emma i ja" to historia, która dotyka popularnej na rynku wydawniczym tematyki przemocy rodzinnej. Dzięki zastosowaniu zabiegu narratora dziecięcego ta powieść wyróżnia się spośród innych, skuteczniej trafia do serc czytelników i zostawia w ich duszy trwałą rysę.
Książka mnie zdobyła, pokochałam małą Carrie i jeszcze teraz przeżywam to, co ją spotkało. 
Powieść jest warta przeczytania i jeśli będziecie mieli okazję, sięgnijcie po nią 
i sprawdźcie, co przeszły dwie małe niewinne dziewczynki.
Obok tej książki nie da się przejść obojętnie, nie można o niej powiedzieć, że jest oklepana. Jeśli jest się osobą bardzo uczuciowa i empatyczną, to ta powieść poruszy, każdą strunę w sercu, taka osoba się nie oderwie. Ci co są bardziej „twardsi” przeczytają i powiedzą, że dobra książka o życiu, o tym co się dzieje w domach gdzie jest przemoc. Jednak chyba nikt nie powie, że to zła historia, że choć raz w ciągu czytania nie poczuło się uścisku w żołądku. Uważam, że powinni przeczytać ją ludzie w różnym wieku, by do jak największej ilości serc dotarła i by ludzie przestali być obojętni na takie wydarzenia.
Mogłabym pisać tak bez końca i zachwalać każdy aspekt, który mi się podobał. Mogłabym dużo powiedzieć, ale po co? Lepiej Wam powiem, byście po prostu ją przeczytali! Nie brońcie się, sięgnijcie po tę książkę i ją po prostu przeczytajcie, a gwarantuję Wam dobrze spędzony czas. Warto mieć ją w rękach, na półce, ale przede wszystkim w sercu.
Moja ocena to 10/10, nie mogę mniej, a żałuję, że nie mogę więcej.
Pozdrawiam i przeczytajcie!!

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ

Dominika Szałomska
2016-01-24

Życie nie zawsze przypomina bajkę, nieraz jest to walka o przerwanie. Każdy dzień to nowe wyzwanie. Jednak czy dziecko może wygrać z dorosłym? Dzisiejsza książka, jaką chce Wam przestawić, jest moją pierwszą powieścią od tego wydawnictwa. Kiedy zobaczyłam jakie perełki mają na styczeń, nie mogłam się zdecydować na tę jedną jedyną, bo wszystko wyglądało zachęcająco. Jednak po przemyśleniu...
AgaRozz
2016-01-12

"Emma i ja" to książka, która pozostaje w pamięci jeszcze na długi czas po jej przeczytaniu. Elizabeth Flock stworzyła powieść niebanalną, bo widzianą oczami dziecka, a jednak niesamowicie tajemniczą i nieoczywistą. Główną bohaterką i zarazem narratorką powieści jest Carrie, niesamowicie wrażliwa i zaradna ośmiolatka. Jej beztroskie, radosne dzieciństwo zmienia się w koszmar ...