Thriller / Sensacja / Kryminał
Zajmę się tobą
KUP TERAZ

Zajmę się tobą

2 opinie
TAKŻE JAKO E-book icon
Liczba stron: 352
Oprawa
ISBN: 9788327616326
Premiera: 2015-11-18

Tego dnia Chicago tonęło w deszczu, a ta dziewczyna stała bez ruchu na peronie. W rękach trzymała zawiniątko. Heidi od razu zwróciła na nią uwagę. Zauważyła podarte dżinsy, zniszczony płaszcz i niemowlę, które nastolatka próbowała chronić przed ulewą. Heidi nie byłaby sobą, gdyby nie zareagowała – zawsze miała ambicję, by naprawiać świat.

Zaprosiła Willow pod swój dach, mimo protestów rodziny. Powinna dokładnie wypytać ją o przeszłość, powinna ustalić, przed kim i dlaczego ucieka, kto jest ojcem jej dziecka. Ale Heidi woli nie wiedzieć. Zapłaci za to wysoką cenę i skrzywdzi tych, których najbardziej kocha.

Mary Kubica

Mary Kubica to amerykańska powieściopisarka. Na świecie zdobyła sławę jako autorka thrillerów psychologicznych. Jej pierwsza powieść Grzeczna dziewczynka, podobnie zresztą jak kolejna Zajmę się Tobą znalazły się na liście bestsellerów New York Timesa.

Po raz pierwszy widzę ją na peronie dworca Fullerton. Dostrzegam, że trzyma niemowlę na rękach. Staje mocniej na nogach, gdy z piekielnym hałasem przejeżdża bez zatrzymania ekspres czerwonej linii do Linden. Jest 8 kwietnia, niecałe dziesięć stopni i pada. Deszcz leje się z nieba tu, tam, wszędzie, w dodatku wieje porywisty wiatr. Fatalny dzień dla fryzury.

Dziewczyna ma na sobie rozprute przy kolanie dżinsy i cienką nylonową kurtkę khaki. Nie ma kaptura ani parasola. Chowa brodę w kołnierzu i patrzy prosto przed siebie, nie zważając na ulewny deszcz. Stojący obok ludzie kryją się pod parasolami, nikt nie proponuje jej ochrony. Niemowlę jest ciche, schowane pod kurtką matki jak kangurzątko w torbie. Spod kurtki wystaje róg brudnawego różowego kocyka z polaru, przypuszczam więc, że maluch, śpiący smacznie pomimo panującego zgiełku i zimna – właśnie z łoskotem przejeżdża pociąg linii L, a podmuch wiatru przenika mnie do kości – jest dziewczynką.

Przy stopach matki obutych w wysokie, całkiem przemoczone sznurowane glany, stoi stara, skórzana i bardzo zniszczona walizka.

Dziewczyna pewnie ma nie więcej niż szesnaście lat.

Jest bardzo chuda. Niedożywiona, myślę, ale niekoniecznie, może tylko zwyczajnie chuda. Ubranie na niej wisi. Dżinsy wydają się workowate, kurtka o kilka rozmiarów za duża.

Na tablicy wyświetla się komunikat o nadjeżdżającym pociągu i wagony linii brązowej powoli wtaczają się na stację. Poranny tłum pasażerów tłoczy się w drzwiach do wagonów, w których jest sucho i ciepło, ale dziewczyna się nie porusza. Ociągam się przez moment, czując, że powinnam coś zrobić, zareagować, ale po chwili wsiadam razem z resztą obojętnych ludzi i zajmuję miejsce przy oknie, obserwując, jak drzwi zamykają się z sykiem i pociąg odjeżdża, zostawiając dziewczynę z dzieckiem w deszczu na peronie.

Myśli o niej towarzyszą mi przez cały dzień.

Jadę do dzielnicy Loop, czyli Pętli, do stacji Adams/Wabash, i wraz z tłumem wychodzę na peron, a potem schodami w dół na zalaną deszczem ulicę, gdzie w powietrzu unosi się kwaśny odór z rynsztoków i krążą stada gołębi. Mijam przepełnione śmietniki, koczujących bezdomnych i tysiące mieszkańców miasta przemieszczających się w ulewie od punktu A do punktu B.

Wolny czas między naradami o wtórnym analfabetyzmie dorosłych oraz przygotowywaniem do testów i korepetycjami dla Hindusa z Bombaju, spędzam na rozmyślaniu o dziewczynie z dzieckiem, która na peronie przeczekuje kolejne pociągi. Obmyślam rozmaite historie. Niemowlę cierpi na kolkę i często się budzi, a wibracje wywoływane przez nadjeżdżające pociągi utrzymują je w stanie uśpienia. Parasolkę dziewczyny – wyobrażam ją sobie dokładnie, jest jaskrawoczerwona, ze złotymi margerytkami na brzegu – silny podmuch wiatru wywrócił na drugą stronę, to częsta sytuacja przy takiej pogodzie. Druty się połamały. Parasolka, niemowlę, walizka – za dużo jak na dwie ręce. Nie mogła przecież zostawić dziecka samego w domu. A walizka? Co takiego się w niej mieściło, że okazało się ważniejsze niż parasol w ulewny dzień? Może dziewczyna czekała na peronie od rana do wieczora? Może nie zamierzała nigdzie jechać, tylko czekała na czyjś przyjazd? Możliwe także, że wsiadła do pociągu czerwonej linii w chwilę po tym, jak pociąg linii brązowej zniknął w tunelu.

Kiedy wracam wieczorem do domu, nie ma jej na peronie. Nie mówię o niej Chrisowi, bo przecież wiem, co powie:

- A kogo to obchodzi?

Siadam z Zoe przy kuchennym stole i pomagam jej odrobić pracę domową z matematyki. Córka twierdzi, że nienawidzi matmy, co wcale mnie nie zaskakuje. Ostatnio Zoe nie cierpi niemal wszystkiego. Ma dwanaście lat. Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że mój okres „nienawidzenia wszystkiego” przypadł znacznie później, byłam chyba wtedy szesnastolatką. Obecnie jednak wszystko uległo gwałtownemu przyśpieszeniu. Poszłam do przedszkola, żeby się bawić i poznać literki, Zoe poszła nauczyć się czytać, a przy okazji osiągnęła biegłość w dziedzinie nowych technologii, o której ja mogę tylko pomarzyć. Chłopcy i dziewczyny wcześniej dojrzewają, w niektórych przypadkach nawet o dwa lata wcześniej niż moje pokolenie. Siedmioletnie czy ośmioletnie dziewczynki mają piersi, dziesięciolatki posiadają telefony komórkowe.

Chris zjada kolację, po czym jak zwykle znika w gabinecie, żeby popracować nad usypiającymi arkuszami kalkulacyjnymi, i siedzi tam jeszcze długo po tym, jak ja i Zoe położymy się spać.

 

Następnego dnia ona znowu tu jest. Ta dziewczyna. I znowu leje deszcz. Dopiero drugi tydzień kwietnia, a meteorolodzy już zapowiadają rekordowe opady. Ponoć jest to najbardziej mokry kwiecień w dziejach. Służby lotniska O’Hare podały wczoraj, że spadło tam w ciągu jednego dnia sto trzydzieści milimetrów deszczu. Woda zaczyna się wlewać do piwnic, zbiera się w niżej położonych partiach ulic i placów. Wiele lotów odwołano bądź są opóźnione. Przypominam sobie przysłowie o deszczach w kwietniu i kwiatach w maju i otulam się szczelnie kremową nieprzemakalną wiatrówką. Na nogi wkładam wysokie kalosze.

Dziewczyna ma na sobie te same rozprute dżinsy, nylonową kurtkę khaki i sznurowane glany. Obok niej stoi ta sama zniszczona skórzana walizka. Drży z chłodu, a niemowlę wierci się i popłakuje. Dziewczyna podrzuca je lekko w górę i w dół, w górę i w dół, a z jej ust udaje mi się wyczytać:

- Ciii…

Stojące obok mnie kobiety kryją się pod wielkimi kopulastymi parasolkami i popijają gorącą kawę z papierowych kubków. Słyszę, jak mówią:

- Nie powinna wychodzić z małym dzieckiem. W taki dzień jak dzisiaj?

Komentują drwiąco:

– Chyba upadła na głowę. Dziecko nie ma nawet czapeczki!

Ekspres czerwonej linii przejeżdża z łoskotem, a po nim powoli wtacza się i zatrzymuje pociąg linii brązowej. Pasażerowie wsiadają do wagonów, przesuwając się w równym tempie jak przedmioty na taśmie produkcyjnej.

Znowu się ociągam, pragnę jakoś zadziałać, ale nie chcę okazać się wścibska ani obrazić dziewczyny. Między chęcią niesienia pomocy a brakiem szacunku przebiega cienka linia, której nie chcę przekroczyć. Istnieją tysiące powodów, dla których dziewczyna może stać na peronie w deszczu, z walizką i dzieckiem na ręku, powodów całkiem innych niż ten, który nie daje mi spokoju od wczoraj. Że jest bezdomna.

Pracuję z osobami dotkniętymi ubóstwem, głównie z imigrantami. Statystyki dotyczące analfabetyzmu w Chicago są niewesołe. Około jedna trzecia dorosłych to praktycznie analfabeci, którzy nie potrafią samodzielnie wypełnić podania o pracę. Nie umieją przeczytać nazw ulic ani rozpoznać nazwy przystanku wzdłuż linii L, na którym powinni wysiąść. Nie ma mowy o pomaganiu dzieciom w odrabianiu pracy domowej.

Twarze ubóstwa są raczej ponure. To starsze kobiety skulone na ławkach w miejskich parkach, pchające cały swój dobytek w wózkach zakupowych i grzebiące w śmietnikach w poszukiwaniu jedzenia; mężczyźni siedzący lub leżący pod wieżowcami w zimne styczniowe dni, pogrążeni w głębokim śnie, z kartonowymi tabliczkami opartymi o nieruchome ciała:

Proszę o pomoc.

Jestem głodny.

Bóg zapłać.

Ofiary biedy żyją w ruderach, w niebezpiecznych dzielnicach, często nie dojadają, nierzadko głodują. Mają ograniczony albo żaden dostęp do opieki medycznej, nie otrzymują koniecznych szczepień, ich dzieci uczęszczają do marnych, niedoinwestowanych szkół, sprawiają kłopoty wychowawcze, są świadkami albo same stosują przemoc. Grozi im większe ryzyko inicjacji seksualnej w bardzo młodym wieku i w ten sposób cykl się powtarza. Nastoletnie matki rodzą chuchrowate dzieci, które z braku dostępu do opieki medycznej nie otrzymują szczepień ochronnych i chorują. Zazwyczaj są niedożywione.

W Chicago ubóstwo dotyka zwłaszcza czarnych i Latynosów, co oczywiście nie znaczy, że biała dziewczyna nie może być biedna.

Wszystkie te myśli przemykają mi przez głowę w ułamku sekundy, kiedy zastanawiam się, co począć. Pomóc dziewczynie. Wsiąść do pociągu. Pomóc dziewczynie. Wsiąść do pociągu. Pomóc dziewczynie.

Ale wtedy, ku mojemu zaskoczeniu, dziewczyna wsiada do wagonu. Wślizguje się do środka na moment przed tym, jak rozlega się automatyczny komunikat – „bim, bom, drzwi się zamykają” – więc wskakuję za nią, zastanawiając się, dokąd jedziemy, ona, jej dziecko i ja.

Wagon jest zatłoczony. Jakiś mężczyzna grzecznie ustępuje miejsca dziewczynie, która bez słowa przyjmuje jego gest i przysiada na twardej metalowej ławce obok urzędnika w długim czarnym prochowcu, który obrzuca niemowlę takim spojrzeniem, jakby było ludzikiem z Marsa. Pasażerowie zaczynają się zajmować tym, czym się zwykle zajmują w drodze do pracy – rozmawiają przez komórki, korzystają z laptopów i innych gadżetów elektronicznych, czytają książki, gazety, poranne raporty, sączą kawę lub gapią się przez okna na sylwety wieżowców, posępni w tym deszczowym dniu. Dziewczyna ostrożnie wyjmuje dziecko z kangurzej torby. Odwija różowy kocyk i okazuje się, że jakimś cudem niemowlę jest suche. Szarpiąc, pociąg zmierza do dworca Armitage, mijając po drodze budynki z cegły i niskie czynszówki tak blisko ludzkich mieszkań, że wyobrażam sobie, jak drżą po przejeździe linii L; przez cały dzień i długo w nocy co parę minut milknie telewizor, brzęczą talerze i szkło w serwantce. Wyjeżdżamy z Lincoln Park i kierujemy się w stronę Starego Miasta, a w tym czasie niemowlę się uspokaja. Ku wyraźnej uldze pasażerów zawodzenie przechodzi w ciche pojękiwanie.

Z powodu tłoku stoję nieco dalej od dziewczyny, niżbym chciała. Balansując na szeroko rozstawionych nogach, zerkam co jakiś czas w jej stronę. Widzę gładką skórę bobasa barwy kości słoniowej, miejscami zaczerwienioną od płaczu, zapadnięte policzki matki, biały kombinezonik, rozpaczliwe, głodne ssanie smoczka, pusty wzrok.

- Śliczne dziecko – mówi przechodząca obok kobieta.

Dziewczyna zmusza się do uśmiechu. Nie przychodzi jej to w sposób naturalny. Wyobrażam ją sobie obok Zoe i nabieram pewności, że jest starsza. Ma wyraz beznadziei w oczach, to raz, brakuje jej dziecięcej bezbronności, to dwa. Poza tym ma dziecko (udało mi się przekonać samą siebie, że Zoe nadal wierzy, iż dzieci przynoszą bociany), choć przy siedzącym obok mężczyźnie wydaje się małą chudziną. Ma asymetryczną fryzurę: z jednej strony włosy krótko ostrzyżone, z drugiej długie do ramienia. Są szarobure jak żółknąca z czasem fotografia w sepii. Niektóre pasma są ufarbowane na czerwono. Dziewczyna ma mocny makijaż na powiekach, trochę rozmazany od deszczu, długie strąki grzywki skrywają oczy.

Pociąg zwalnia i wtacza się na Loop, z chrzęstem pokonując zakręty i zwrotnice. Szykując się do wyjścia, widzę, jak dziecko znów zostaje zawinięte w kocyk i schowane pod kurtką z nylonu. Dziewczyna wysiada przede mną, na State/Van Buren, i patrzę za nią, starając się nie stracić jej z oczu w tłumie pasażerów, którzy o tej porze dnia szczelnie wypełniają ulice.

Nie udaje mi się to jednak i po chwili dziewczyna znika.

 

CHRIS

 

- Jak minął dzień? – pyta Heidi, kiedy staję w progu.

Witają mnie ostry zapach kuminu, dochodzący z salonu ryk telewizora, w którym właśnie lecą wiadomości, i głośna muzyka z pokoju Zoe. Słyszę głos spikera, który podaje, że na Środkowym Zachodzie spodziewane są rekordowe opady deszczu. Przy drzwiach wisi i stoi kolekcja przemoczonych rzeczy: płaszcze, parasole i buty. Dodaję swoje eksponaty i jak pies otrząsam mokre włosy. Wchodzę do kuchni i cmokam Heidi w policzek, zresztą raczej z nawyku niż szczególnego uczucia.

Heidi przebrała się już we flanelową piżamę w czerwoną kratę, jej naturalnej barwy kasztanowe i falujące włosy nieco przyklapły od deszczu. Wyjęła soczewki i zastąpiła je okularami.

- Zoe! – krzyczy. – Kolacja gotowa.

Nasza córka nie ma szans jej usłyszeć za zamkniętymi drzwiami do pokoju, skąd dochodzi ogłuszający ryk boysbandu.

- Co jest na kolację? – pytam.

- Chili. Zoe!

Uwielbiam chili, ale ostatnio Heidi przyrządza je na sposób wegetariański, ładując do tej potrawy nie tylko czarną i czerwoną fasolę oraz ciecierzycę (oczywiście z dużą ilością kuminu), lecz także coś, co nazywa „wegetariańską kostką mięsną”, czyli sojową, mającą zastąpić wołowinę. Wyjmuje miski z szafki i zaczyna nakładać chili. Heidi nie jest wegetarianką, odkąd jednak przed dwoma tygodniami Zoe zaczęła marudzić na temat tłuszczu w mięsie, podjęła męską decyzję o czasowym gotowaniu bez użycia mięsa. Mieliśmy już wegetariański pasztet, spaghetti z wegetariańskimi klopsikami i wegetariańskie kotlety. I ani krzty mięsa.

- Zawołam ją. – Ruszam wąskim korytarzem naszego mieszkania. Stukam w pulsujące od ryku muzyki drzwi i otrzymawszy pozwolenie, wtykam głowę do środka, informując Zoe o kolacji. Kiwa, że zrozumiała. Leży na łóżku z żółtym notesem na kolanach, tym, na który nakleiła na okładce wycięte z czasopism zdjęcia młodzieżowych idoli. Zatrzaskuje go, kiedy wchodzę, i maca dokoła w poszukiwaniu plansz do nauki biologii, które leżą smętnie porzucone.

Nie napomykam, że nakruszyła na łóżko. W drodze do małżeńskiej sypialni potykam się o kota i poluzowuję węzeł krawata.

Po chwili siedzimy przy kuchennym stole, a Heidi znów pyta mnie, jak minął dzień.

- Dobrze – mówię. – A tobie?

- Nienawidzę fasoli – oznajmia Zoe. Nabiera pełną łyżkę chili i powoli wrzuca je z powrotem do miski. Telewizor w salonie został wyciszony, mimo to nasz wzrok co i rusz mknie w tamtą stronę, a my staramy się odczytać treść wieczornych wiadomości z ruchu warg spikera. Zoe kuli się na krześle, odmawiając jedzenia. Jest klonem Heidi, poczynając od okrągłej twarzy, po falujące włosy i piwne oczy, podobieństwo matki i córki jest wręcz doskonałe, aż po identyczne wygięcie pełnych warg i piegi rozsiane na zadartym nosku.

- Co robiłeś? – pyta Heidi, ja zaś krzywię się wewnętrznie, nie chcąc na nowo przeżywać dnia i wiedząc, że jej opowieści o poszukujących azylu uciekinierach z Sudanu i dorosłych analfabetach są dołujące. Najchętniej czytałbym dalej wiadomości z ruchu warg w całkowitym milczeniu.

Mimo to opowiadam o telefonie nadgorliwego klienta, sporządzeniu umowy kupna i idiotycznie wczesnej konferencji telefonicznej z klientem z Hongkongu. O trzeciej w nocy. Wymknąłem się na palcach z sypialni, którą dzielę z Heidi, i wśliznąłem do gabinetu, a kiedy skończyłem rozmawiać, wziąłem prysznic i wyszedłem do pracy, zanim Heidi lub Zoe zdążyły się ocknąć.

- Rano wyjeżdżam do San Francisco – przypominam.

- Pamiętam. – Kiwa głową. – Na długo?

- Na dwa dni.

Potem pytam, jak jej minął dzień, i Heidi opowiada mi o młodym człowieku, który pół roku temu przyjechał z Indii do Stanów. Mieszkał w slumsach Bombaju.

- Konkretnie w Dharavi - mówi. - To jeden z największych slumsów na świecie. Zarabiał tam niecałe dwa amerykańskie dolary dziennie.

Opowiada o toaletach, których jest mało i daleko trzeba do nich chodzić, dlatego mieszkańcy załatwiają się do rzeki. Heidi pomaga temu Hindusowi w gramatyce, nazywa go Aakar. Nauka nie przychodzi mu łatwo.

- Angielski jest bardzo trudny – powiada Heidi.

Odpowiadam, że wiem.

Moja żona ma nader współczujące serce. Była to cecha absolutnie urocza, kiedy jej się oświadczałem, ale teraz, po czternastu latach małżeństwa, na słowa „imigrant” i „uchodźca” reaguję skrywaną irytacją, głównie dlatego, że mam pewność, iż Heidi bardziej przejmuje się ich losem niż moim.

- A jak tam twój dzień, Zoe? – pyta Heidi.

- Beznadziejnie – burczy córka, jeszcze bardziej kuląc się na krześle i patrząc na chili takim wzrokiem, jakby miała przed sobą psie łajno.

Śmieję się w duchu. Przynajmniej jedno z nas jest szczere. Chciałbym skorygować poprzednią wypowiedź. Mój dzień też był do bani.

- Dlaczego beznadziejnie? – drąży Heidi zatroskanym głosem, przyglądając się Zoe. – I czemu nie jesz chili? Czy jest za gorące?

- Już mówiłam. Nie cierpię fasoli.

Pięć lat temu Heidi przypomniałaby jej o głodujących dzieciach w Burundi, Sierra Leone i Indiach. Obecnie jednak nakłonienie Zoe do zjedzenia czegokolwiek to wyczyn. Albo nie cierpi wszystkiego, albo jest to napakowane tłuszczem, jak mięso. To dlatego męczymy się z kostką sojową.

Ze stojącej przy drzwiach wejściowych aktówki rozlega się dźwięk komórki. Heidi i Zoe patrzą na mnie, ciekawe, czy odważę się umknąć w trakcie kolacji do biura, trzeciej sypialni, którą przerobiliśmy, gdy stało się jasne, że nie będziemy mieli więcej dzieci. Kiedy siedzimy tam razem, wciąż jeszcze zdarza mi się przyłapywać wzrok Heidi błądzący po ciemnobrązowych biurowych meblach - biurku i regałach, i moim ulubionym skórzanym fotelu – gdy wyobraża sobie zupełnie inny wystrój, kołyskę i stolik do przebierania, i śmieszne zwierzątka skaczące po ścianach.

Heidi zawsze chciała mieć dużą rodzinę. Niestety, sprawy potoczyły się inaczej.

WOW! WOW! WOW! tak można opisać powieść Mary Kubicy! Jestem zawiedziony, że autorka piszę tak mało książek. (...) Powieść autorki "Zajmę się tobą" można w sumie polecić każdemu! Jest to lekka lektura, na która nie wiele czasu stracicie. Przy tej książce można się uśmiać, wzruszyć, a przede wszystkim jest tu nutka ciekawości i tajemniczości. Powieści nie polecam osobą, które lubią dużo erotyki. Tutaj jej nie znajdziecie. Powieść zawiera elementy thriller'u i kryminału. Serdecznie wam ją polecam!

„Zajmę się tobą” to książka wielotematyczna, scalająca ze sobą liczne urywki z życia różnych bohaterów, łącząca je dziwną nicią przypadku, zrządzenia losu czy też przeznaczenia. Wiele w niej smutku, wiele różnych historii, które z pewnością zmuszą nas do przemyśleń i refleksji. 

Podczas czytania tej powieści odczuwałam radość, złość a nawet napływały mi łzy do oczu. Książka ta porusza problemy społeczne i psychologiczne. Przy czytaniu tej książki utożsamiałam się po kolei z każdym z bohaterów. Przenosiłam się w inny wymiar, powracając do rzeczywistości wiem, że nie chciała bym przejść tego co główna bohaterka. 

Książkę tę dedykuje młodzieży - żeby zobaczyła, że nie wszyscy mają tyle szczęścia co my. Życie bywa zaskakujące.

Książka Mary Kubicy faktycznie dotyka czytelnika do żywego i po raz kolejny skłania do refleksji nad tematem przemocy, okrucieństwa i lukach systemowych w ośrodkach, które powinny chronić i roztaczać opiekę nad potrzebującymi, a w szczególności nad dziećmi. Polecam serdecznie fanom złożonych i emocjonalnie skomplikowanych thrillerów psychologicznych - na pewno się nie zwiedziecie.

Książka wywołała u mnie wiele wzruszających uczuć od żalu, współczucia po strach i złość. Zdecydowanie polecam i chciałabym również przeczytać kolejną część tej historii. Jeśli się oczywiście kiedykolwiek ukarze. Ewentualnie poszperam w bibliotece za innymi pozycjami Mary Kubicy :)

Mary Kubica w swej powieści porusza trudne tematy. Mówi o osieroceniu, rozłamie rodziny, seksualnym wykorzystywaniu, zimnej biurokracji, religijnym fanatyzmie, niespodziewanej chorobie, aborcji, depresji, nieukojonym lęku, osamotnieniu i braku wsparcia ze strony najbliższych. Podczas lektury mamy okazję przekonać się, jak te wszystkie straszne rzeczy odmieniają ludzką psychikę, postrzeganie otaczającego nas świata i samego siebie.

W swojej powieści Mary Kubica stworzyła kilka portretów psychologicznych, z których ten należący do Willow jest w moim odczuciu najbardziej dopracowany i zaprezentowany. Sięgając po tę książkę, nie do końca można się zorientować jedynie na podstawie opisu z tylnej okładce, czego będzie się dotyczyła - mogę Wam zaręczyć, że dotyka ona o wiele bardziej poważnej i trudnej tematyki. Zajmę się Tobą czyta się dosyć szybko, jednak nie można powiedzieć, że jest to łatwa książka. Jeśli lubicie tego typu klimaty, to zachęcam Was do lektury - żałować nie powinniście.

„Zajmę się tobą” to bardzo dobry thriller psychologiczny, który poruszy niejednego czytelnika. Zagadka postaci intryguje, motyw ich działania nie sposób przewidzieć, a finałowe wydarzenia tak intensywnie się dzieją, że pochłaniamy treść nie tylko ostro zaciekawieni, ale także czując mocne dreszcze na całym ciele. Historia niebywale prawdziwa, szokująca, wręcz dotkliwa. Ale przede wszystkim to świetna lektura, w którą można zaczytywać się godzinami. Polecam serdecznie!

Mary Kubica stworzyła książkę, którą pochłania się od pierwszej do ostatniej strony. Jest to mroczny thriller psychologiczny, który zostawia po sobie ślad w umysłach czytelników. Polecam każdemu kto pragnie poczuć dreszcz strachu i niepewności, zagłębić się w pełną tajemnic historie, gdzie nieznajoma poznana przypadkiem odmienia życie spokojnej rodziny, doprowadzając wszystko do tragicznego końca. 

Powieść jest intrygującym, wciągającym thillerem psychologicznym. Z przyjemnością śledziłam kolejne poczynania bohaterów, również tych dalszoplanowych, którzy zostali wykreowani niezwykle detalicznie i wiarygodnie. Tajemnica i napięcie towarzyszą czytelnikowi już od pierwszych rozdziałów. Im więcej faktów ujawnia autorka, tym postać smutnej nastolatki budzi większy niepokój. Pojawiają się kolejne pytania - kim jest? skąd przybyła? dlaczego ma ze sobą dziecko?

"Zajmę się tobą" jest udaną książką, w którą stopniowo się zatapiasz. Każdy bohater jest owiany nutką tajemnicy przez co powieść nabiera mrocznego charakteru. Z pewnością spodoba się każdemu, kto czytuje się w thrillerach, ale i tym, którzy jak ja są nowicjuszami w tym gatunku. Zabierając się za "Zajmę się tobą" musisz liczyć się przede wszystkim z dużą dawką mocnych wrażeń, które niejednokrotnie wzruszają.

Zajmę się tobą to niesamowity thriller psychologiczny, który trzyma w napięciu od pierwszej strony. Przewracając kolejne strony, podświadomie wiedziałam, że nie raz się zdziwię, informacje jakie uzyskam mnie przerażą. Pomimo tego, że jest napisana prostym i przystępnym język dzięki czemu lekturę wręcz się pochłania, to dodatkowo porusza ona wiele trudnych wątków dotyczących molestowania czy uprowadzenia, a nawet morderstwa. (...)
Zajmę się tobą to historia nieprzewidywalna, która zaskakuje swoim zakończeniem. To książka dla osób, które lubią trudne tematy i nie boją się realistycznych opisów, świetnie skonstruowanych portretów psychologicznych.

Nigdy nie możemy być do końca pewni co kryję wnętrze drugiej osoby i jakie tajemnice skrywa ludzki umysł. Powieść ukazała jak jedno wydarzenie kompletnie może zmienić nasze życie. Koniec zaskoczył mnie, był intrygujący i nieprzewidywalny. Naprawdę zostałam wprawiona w nie mały szok poznając zakończenie losów głównych bohaterów. Książka dostarcza różnych skrajnych emocji, nie będzie to powieść dla każdego gdyż poruszała cięższe tematy.

Uważam, że jest to jedna z lepszych powieści psychologicznych, jakie miałam okazję przeczytać. Chociaż nie wprowadziła mnie ona w wesoły nastrój, dała bardzo wiele do myślenia, a to w literaturze bardzo cenię. Jeżeli książka wzbudza we mnie emocje i skłania do refleksji, to jest to w mojej opinii książka dobra.

Mary Kubica wprowadziła mnie w fascynujący świat psychologicznych portretów bohaterów, których stworzyła w swojej powieści. Choć książka "Zajmę się Tobą" to thriller to jego styl jest wyjątkowy. Na początku powolny i usypiający naszą czujność w pewnym momencie funduje nam emocjonujący roller-coaster. W specyficzny sposób nakłania nas do zadania sobie niejednego pytania, ale przede wszystkim do odpowiedzenia sobie na nie szczerze i wyczerpująco.

Książka Mary Kubicy to fenomenalny thriller z mocnym tłem psychologicznym, z niebanalną grą bohaterów i świetnie poprowadzoną fabułą, aż do finału który mocno zaskakuje i zapiera dech w piersi. „Zajmę się tobą” skłania do refleksji i głębszych przemyśleń. Uzmysławia nam, że nigdy nie należy bezgranicznie ufać ludziom. Tak naprawdę każdy z nas skrywa jakieś sekrety, jedni większe drudzy mniejsze. Ale nim zdecydujemy się kogoś obdarzyć zaufaniem i wpuścić go do swojego życia, lepiej spróbować najpierw czegoś się o nim dowiedzieć, bo później może być za późno, a niektórych rzeczy nie da się zmienić i cofnąć.
Jeśli macie ochotę na książkę, która swoim niepowtarzalnym klimatem wzbudzi w was niepokój, wywoła dreszcz na plecach, a potem poruszy serce i duszę, to „Zajmę się tobą” będzie lekturą idealną. Gorąco polecam!

Autorka odkrywała karty stopniowo, tak by czytelnik nie miał najmniejszej szansy na nudę. Intryga bardzo dobrze przemyślana pozwalała na zastanawianie się jak cała historia się skończy. Niby wydaje się, że wszystko wiemy, że nic nas już nie zaskoczy ale wcale nie jesteśmy tego tacy pewni. Czytałam z wypiekami na twarzy i z czystym sumieniem mogę polecać na prawo i lewo. Wielokrotnie próbowałam rozgryźć tajemnicę bohaterów, ale byłam wodzona za nos. Zakończenie zaskoczyło mnie totalnie i sprawiło, że miałam burzę myśli i wątpliwości. W głowie ciągle siedziały mi pytania, na ile trzeba kogoś poznać by móc mu całkiem zaufać?

Książkę czyta się fantastycznie, szybko, przyjemnie, mocno wciąga i jednocześnie dostarcza wielu powodów do refleksji. Rewelacyjnie poprowadzony thriller, oparty na psychologicznych wątkach. Rozpoczyna się bardzo powoli, autorka świadomie usypia naszą czujność, otrzymujemy zarys głównych bohaterów, nie ma spektakularnych zwrotów. Stopniowo fabuła nabiera tempa, zostajemy wplątani w mnogość wydarzeń, niejasne motywy postępowania bohaterów, przerażające fakty. Pod koniec książki, klimat zagęszcza się z niezwykłą siłą, wpadamy już w szaleńczy wir akcji, pojawiają się kolejne wątki, zaskakujące psychologiczne aspekty. Zamykając książkę towarzyszy nam uczucie dużej satysfakcji czytelniczej. 

Autorka umieściła w swojej ksiażce wiele ważnych kwestii, kontrowersyjnych, które pobudzają czytelnika do refleksji. Pomimo wagi sytuacji, powieść jest napisana lekkim i zrozumiałym językiem, który sprawia, że czyta się ją błyskawicznie.
"Zajmę się Tobą" to naprawdę dobry thriller z wątkami psychologicznymi, który wywołuje w czytelniku mnówstwo emocji i sprzecznych uczuć. Polecam!

Zajmę się Tobą to poruszająca i smutna opowieść o samotności, cierpieniu i poszukiwaniu własnego miejsca. Wywołuje w czytelniku całą paletę emocji. Mimo że początkowo akcja jest niespieszna to ostatecznie zatracamy się w tej historii a samo zakończenie jest nieprzewidywalne. Historia opowiedziana przez 3 różne osoby sprawia, że dostajemy całościowy obraz sytuacji. Książka zdecydowanie spodoba się osobom, które lubią książki skupione na psychice bohaterów i dogłębnej analizie motywów ich  postępowania a także fanom thrillerów psychologicznych, w których czuć dreszczyk emocji.

„Zajmę się tobą” to książka, która, po jej przeczytaniu, wywołała u mnie niemały szok. Zaskoczyła mnie swoim zakończeniem i przekonała, że nikomu nie można ufać, jeżeli nie zna się o nim całej prawdy; nawet komuś, kto wydaje się być godzien zaufania. Nigdy nie możemy być pewni, co kryje się we wnętrzu drugiego człowieka, nie możemy być także pewni tego, jaką tajemnicę skrywa ta książka.

Podsumowując, polecam tę książkę, bo warto zapoznać się z tą historią. Co prawda, jeśli liczycie na bardzo wstrząsający thriller - możecie nieco się rozczarować. Jednak jeśli podobnie jak ja, nie macie nic przeciwko połączeniu kryminału z powieścią, można by rzec, psychologiczną, to książka "Zajmę się tobą" idealnie się w to wpisuje. Jest to niezwykle emocjonalna historia, a jednocześnie uświadamiająca czytelnikowi o wielu sprawach, o jakich czasami, tak, jak napisałam we wstępie, nie ma się pojęcia, dopóki nie dotykają nas samych. Nie jest to może łatwa w odbiorze powieść, ale polecam, zdecydowanie - sięgnijcie po nią któregoś dnia, a myślę, że mimo niektórych jej wad, nie pożałujecie. 

Zdaje mi się, że nigdy nie czytałam tak pięknej... i zarazem przerażającej książki...
Na książkach się nie wzruszam. Może raz zdarzyło mi się, by oczy zaszły mgłą, ale z pewnością nie jestem osobą, która przy romansie swoje wypłacze. W sumie, to nie czytuję nawet książek, które mogą przyczynić się do mojego odwodnienia, ale ''Zajmę się tobą'' wbiła mnie w siedzenie. I to dosłownie. Zabrałam ją na drogę i po dotarciu na miejsce zostałam w aucie, by dokończyć. Ta książka spełnia wszystkie zapewnienia wypisane na okładce ''Dotyka do żywego'', ''Zabójczy roller-coaster''.

Szczerze mówiąc, na początku myślałam, że to będzie sprawa jakich wiele. Ot, dziewczyna ucieka z domu, rodzi dziecko, nie ma się gdzie podziać, więc prosi innych ludzi o pomoc pieniężną. Tymczasem okazało się, że problem jest o wiele bardziej złożony. Z każdym kolejnym rozdziałem (prowadzone z perspektywy Willow, Heidi oraz jej męża, Chrisa) odczuwamy jakąś grozę, tajemnicę, której rozwiązanie wstrząsa nami do głębi. To niezwykła opowieść nastolatki skrzywdzonej przez los, która stara się za wszelką cenę wrócić do normalności. Czy jej się to uda? Jedno jest pewne, z ,,Zajmę się Tobą" na pewno nie będziecie się nudzić.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ

Paulina Kwiatkowska
2015-11-29

Muszę przyznać, że na początku nie mogłam się wciągnąć w tę historię, jakoś mnie nużyła, toczyła się powoli, a sam język wydawał mi się być toporny. Wszystko zmieniło się ok. 100 strony, kiedy akcja nabrała tempa, a ja nie mogłam oderwać się od tej powieści. Ostatecznie przeczytałam ją w jeden dzień i po ostatnim zdaniu odczuwam jakąś pustkę. Z chęcią przeczytałabym kontynuację tej histo...
AgaRozz
2015-10-28

Mary Kubica napisała thriller, który poddaje pod wątpliwość tezę, że zawsze warto pomagać. "Zajmę się Tobą" to mrożąca krew w żyłach opowieść o konsekwencjach, jakie poniosła pewna kobieta zapraszając kogoś zupełnie obcego do swojego domu. Heidi od zawsze angażowała się we wszelkie formy pomocy innym ludziom, krótko mówiąc, chce naprawiać świat. Pomaga biednym, imigrantom, ratuje psy i ...