Thriller / Sensacja / Kryminał
Moje śliczne
KUP TERAZ

Moje śliczne

1 opinia
Liczba stron: 480
ISBN: 978-83-276-1728-6
Premiera: 2015-10-07

Pewnego dnia dziewiętnastoletnia Julia zniknęła bez śladu. Tragedia na zawsze naznaczyła jej najbliższych. Ojciec popełnił samobójstwo, a siostry, Claire i Lydia, zerwały ze sobą kontakt.

Mija dwadzieścia lat. Paul, mąż Claire, wpływowy milioner, zostaje zamordowany. Przeglądając jego rzeczy, Claire odkrywa przerażające nagrania, na których ktoś brutalnie gwałci i morduje dziewczyny. Czy Paul miał z tym coś wspólnego, czy tylko oglądał te filmy? Czy przez osiemnaście lat żyła pod jednym dachem z psychopatą?

Claire i Lydia, dotąd mocno skonfliktowane, rozpoczynają prywatne śledztwo, które okaże się bolesną wędrówką w przeszłość, dowodem, że czas nie leczy wszystkich ran. Siostry docierają blisko prawdy, a komuś bardzo zależy, by nigdy nie wyszła na jaw.

Karin Slaughter

Karin Slaughter to autorka thrillerów i kryminałów, które uzyskały status międzynarodowych bestsellerów i ukazały się w nakładzie ponad 35 milionów egzemplarzy. Poprzez swoje powieści walczy o prawo do głośnego mówienia o przemocy, której ofiarą każdego dnia padają tysiące kobiet na świecie.


Kontakt dla prasy:

Magdalena Żelazowska
magdalena.zelazowska@harpercollins.pl

Kobieta wielkiej urody budzi wielki lęk.

Carl Jung

 

I

 

Zaraz po tym, gdy zaginęłaś, twoja matka stwierdziła, że lepiej nie wiedzieć dokładnie, co ci się przydarzyło. Wciąż się o to spieraliśmy, bo w tamtym okresie wyłącznie kłótnie trzymały nas razem.

- Jak poznasz szczegóły, wcale nie będzie ci łatwiej – ostrzegała mnie. – One cię wykończą.

Ja jednak jestem człowiekiem nauki, więc potrzebowałem faktów. Mózg, niezależnie od nakazów woli, bezustannie formułował kolejne hipotezy. Uprowadzona. Zgwałcona. Zhańbiona.

Zbuntowana.

Tak właśnie brzmiała teoria szeryfa, a przynajmniej jego wymówka, kiedy nie był w stanie odpowiedzieć na nasze pytania. Twoja matka i ja zawsze w duchu cieszyliśmy się, że byłaś pełna pasji i niezłomna, że z tak wielką nieustępliwością dążyłaś do osiągnięcia swych celów. Kiedy zniknęłaś, zrozumieliśmy, że gdy podobne cechy charakteryzują młodego mężczyznę, mówi się o nim, że jest inteligentny i ambitny. W przypadku młodej kobiety w obiegowej opinii oznaczają kłopoty.

- Mało to dziewczyn ucieka z domu? – Szeryf wzruszył ramionami, jakbyś była jakąś tam dziewczyną, jakbyś za tydzień, miesiąc, może rok miała powrócić do naszego życia, tłumacząc się mało przekonującą historyjką o chłopaku, za którym pojechałaś, albo o przyjaciółce, z którą wybrałaś się w podróż za ocean.

Miałaś dziewiętnaście lat. Według prawa nie byliśmy już twoimi opiekunami. Mogłaś sama o sobie stanowić. Należałaś do świata, nie do nas.

Mimo wszystko organizowaliśmy grupy poszukiwawcze. Wydzwanialiśmy na policję i do schronisk dla bezdomnych. W mieście rozklejaliśmy ulotki. Chodziliśmy od drzwi do drzwi. Rozmawialiśmy z twoimi przyjaciółmi. Sprawdzaliśmy opuszczone budynki i spalone domy w dzielnicy o złej sławie. Zatrudniliśmy prywatnego detektywa, który zabrał połowę naszych oszczędności, i jasnowidza, który wziął większość z tego, co nam pozostało. Zwracaliśmy się o pomoc do mediów, lecz straciły zainteresowanie, kiedy okazało się, że w tej historii brak nieobyczajnych, zapierających dech w piersiach detali.

Nasza wiedza ograniczała się wówczas do następujących faktów:

Byłaś w klubie, lecz nie wypiłaś więcej niż zazwyczaj. Oświadczyłaś znajomym, że nie czujesz się najlepiej, w związku z czym wrócisz do domu. Od tamtej pory ślad po tobie zaginął.

Przez lata pojawiało się wiele fałszywych tropów. Sadyści prześcigali się w opowieściach, gdzież to mogłaś zniknąć. Podawali szczegóły, których nie dało się zweryfikować, śladów, które prowadziły donikąd. Kiedy przyłapywano ich na oszustwie, mieli przynajmniej dość przyzwoitości, by się do niego przyznać. Natomiast jasnowidze zawsze mnie oskarżali, że nie dość się do tych poszukiwań przykładam.

A ja nigdy nie przestałem cię szukać.

Rozumiem, dlaczego twoja matka się poddała. A w każdym razie postanowiła sprawiać takie wrażenie. Musiała odbudować swoje życie, jeśli nie dla siebie, to dla reszty naszej rodziny. W domu wciąż była twoja młodsza siostra. Cicha i pełna sekretów, trzymała się z dziewczynkami, które mogły ją skłonić do zrobienia czegoś, czego nie powinna robić. Na przykład pójść do klubu, żeby posłuchać muzyki i już nigdy więcej nie wrócić do domu.

W dniu, kiedy podpisaliśmy dokumenty rozwodowe, twoja matka oznajmiła, że liczy tylko na to, iż pewnego dnia odnajdziemy twoje ciało. Tego się trzymała. Że wreszcie wyprawimy ci pogrzeb i w pokoju spoczniesz na wieki w ziemi.

Odpowiedziałem jej, że możemy cię znaleźć w Chicago, Santa Fe czy Portlandzie albo innej artystycznej komunie, do której dołączyłaś, bo zawsze byłaś wolnym duchem.

Moje słowa nie zaskoczyły twojej matki. W tamtym czasie wahadło nadziei wciąż się bujało, więc czasami kładła się do łóżka zasmucona, innym znów razem wracała ze sklepu z nową bluzką, swetrem czy parą dżinsów, które zamierzała ci podarować, kiedy znów staniesz w drzwiach naszego domu.

Doskonale pamiętam dzień, kiedy straciłem nadzieję. Pracowałem w centrum miasta, w lecznicy weterynaryjnej. Ktoś przyprowadził tam wałęsającego się psa. Zwierzę znajdowało się w żałosnym stanie, z licznymi śladami maltretowania. Był to labrador, z natury jasnokremowy, choć wtedy jego sierść miała kolor ziemi. Zad pokaleczył mu drut kolczasty. Na pozbawionej sierści skórze w miejscach, gdzie zbyt mocno się drapał albo za bardzo lizał, albo robił to, co próbują robić porzucone psy, żeby się pocieszyć, widniały zapalne ogniska.

Spędziłem z nim trochę czasu, żeby poczuł się bezpiecznie. Pozwoliłem mu lizać grzbiet mojej dłoni. Chciałem, żeby się przyzwyczaił do mojego zapachu. Kiedy się uspokoił, rozpocząłem badanie. To był niemłody pies, choć miał całkiem nieźle utrzymane uzębienie. Pooperacyjna blizna wskazywała na to, że skaleczone kolano zostało pieczołowicie wyleczone, co z pewnością nie było tanie. Oczywiste ślady maltretowania jeszcze nie zapisały się w pamięci jego mięśni. Ilekroć kładłem rękę na jego pysku, wtulał w nią wielki łeb.

Patrzyłem w smętne psie oczy i wyobrażałem sobie życie tej nieszczęsnej istoty. Nie mogłem poznać prawdy, ale sercem czułem, co ją spotkało. Labrador został porzucony, odtrącony, albo sam się zagubił. Może za bardzo oddalił się od domu lub zerwał ze smyczy. Właściciele wybrali się do sklepu lub wyjechali na wakacje, a ukochane zwierzę w jakiś sposób – przez przypadkowo otwartą bramę, przeskakując ogrodzenie, przez drzwi, które opiekun domu w dobrej wierze zostawił uchylone – wymknęło się i wędrowało ulicami, aż się zgubiło i nie potrafiło znaleźć drogi powrotnej do domu.

Pies trafił w ręce dzieciaków albo jakiegoś niewyobrażalnego drania, lub połączenie jednego z drugim, i z ukochanego przyjaciela zamienił się w zaszczute zwierzę.

Podobnie jak mój ojciec, poświęciłem życie leczeniu zwierząt, ale tamtego dnia po raz pierwszy dostrzegłem podobieństwo między potwornymi cierpieniami, jakie ludzie prokurują zwierzętom, i jeszcze straszniejszymi cierpieniami, które człowiek wyrządza drugiemu człowiekowi.

Oto miałem przed sobą ciało poranione łańcuchem. Z siniakami od kopniaków i ciosów pięścią. Podobnie wygląda człowiek, który wyrusza w świat, gdzie nie jest mile widziany, gdzie nie ma dla niego miłości i nikt się o niego nie troszczy, a mimo to nie pozwalają mu już nigdy wrócić do domu.

Twoja matka miała rację.

Szczegóły mnie wykańczają.

 

***

 

Restauracja w centrum Atlanty była prawie pusta, w narożnym boksie siedział jakiś biznesmen, a barmanowi się wydawało, że do perfekcji opanował sztukę flirtu. Powoli rozkręcały się przygotowania na napływ wieczornych gości. Szef kuchni grzmiał. Kelner zaśmiał się z irytacją. Z telewizora nad barem nieprzerwanym strumieniem płynęły złe wiadomości.

Claire Scott, próbując ignorować niekończący się rumor, siedziała przy barze i popijała drugą wodę sodową. Paul spóźniał się już dziesięć minut, a przecież nie miał takiego zwyczaju, tylko przeciwnie, z zasady pojawiał się sporo przed czasem. To był jeden z tych jego nawyków, z których nieraz podkpiwała, chociaż akurat tego dnia bardzo jej zależało na punktualności Paula.

- Jeszcze jedną?

- Jasne. – Uśmiechnęła się uprzejmie do barmana.

Gdy tylko usiadła przy barze, usiłował wciągnąć ją w rozmowę. Był młody i przystojny, więc powinno jej to pochlebiać, a jednak poczuła się stara. Nie, nie dlatego, że taka była, ale ponieważ zauważyła, że im bardziej zbliżała się do czterdziestki, tym bardziej drażnili ją dwudziestolatkowie. Wciąż przywodzili jej na myśl zdania zaczynające się od słów: „Kiedy byłam w twoim wieku...”.

- Trzecia. – Barman dolał jej wody, mówiąc żartobliwie: – Nieźle pani idzie.

- Tak?

Puścił do niej oko.

- Proszę dać mi znać, gdyby pani potrzebowała kogoś, kto by panią odwiózł do domu.

Zaśmiała się, bo to było prostsze niż powiedzenie mu, żeby odgarnął włosy z czoła i wrócił do college’u. Po raz kolejny sprawdziła w telefonie, która godzina. Paul spóźniał się już dwadzieścia minut. Claire zaczęła sobie wyobrażać najgorsze: że na niego napadnięto i ukradziono mu samochód, że autobus go potrącił, że spadł mu na głowę fragment samolotu, że został uprowadzony przez jakiegoś szaleńca.

Drzwi restauracji otworzyły się, ale to nie był Paul. Do środka weszli jacyś obcy ludzie. Wszyscy byli w biznesowych mundurkach, najpewniej pracownicy pobliskich biurowców, którzy mieli ochotę na drinka przed powrotem do swoich pokoików w suterenach rodzicielskich domów położonych na przedmieściach.

- Słuchała pani? – Barman wskazał głową telewizor.

- Nie bardzo – odparła, choć oczywiście śledziła, co się działo na ekranie. Ostatnio ilekroć włączyło się telewizor, mówili o zaginionej nastolatce. Dziewczyna miała szesnaście lat. Biała, pochodziła z klasy średniej. Bardzo ładna. Kiedy znikała niezbyt urodziwa kobieta, zdawało się, że jakoś nikt się tym nie przejmował.

- Tragedia – rzekł barman. – Taka śliczna.

Claire znów zerknęła na telefon. Paul spóźniał się pół godziny. Akurat tego dnia! A przecież był architektem, nie neurochirurgiem. Nie zatrzymywało go nic aż tak nadzwyczaj pilnego, by nie mógł napisać SMS-a czy zadzwonić.

Okręcała obrączkę wokół palca. Dopiero Paul zwrócił jej uwagę na ten nerwowy nawyk. Kłócili się o coś, co wtedy wydawało się jej bardzo ważne, choć nawet już nie pamiętała, o co był ten spór ani kiedy miał miejsce. W zeszłym tygodniu? A może w minionym miesiącu? Znała Paula od osiemnastu lat i niemal tyle samo czasu byli małżeństwem. Nie pozostało już zbyt wiele kwestii, o które mogli się spierać z przekonaniem.

- Na pewno nie da się pani namówić na nic mocniejszego? – Barman trzymał butelkę „stoli”, czyli wódki marki Stolichnaya, więc jego sugestia było oczywista.

Znów z grzeczności się roześmiała. Świetnie znała takich mężczyzn, barman był ich przykładowym egzemplarzem. Wysoki przystojny brunet z błyskiem w oku i wartymi grzechu wargami, z których płynęły słodkie słówka. Gdyby była dwunastolatką, cały zeszyt do matematyki zapisałaby jego imieniem. Gdyby była szesnastolatką, pozwoliłaby mu włożyć rękę pod sweterek. Dwudziestoletnia chętnie zgodziłaby się na to, by dotykał jej tam, gdzie tylko zechce. Teraz, skończywszy trzydzieści osiem lat, życzyła sobie wyłącznie jednego: żeby dał jej spokój.

- Nie, dziękuję – odparła. – Mój kurator sądowy stanowczo doradzał, żebym piła alkohol tylko wtedy, kiedy spędzam wieczór w domu.

Barman posłał jej uśmiech, który świadczył o tym, że nie do końca zrozumiał żart, i rzucił standardowo:

- Niegrzeczna dziewczynka. Lubię takie.

- Powinien mnie pan zobaczyć w elektronicznej bransoletce. – Puściła do niego oko. – Czarny jest nowym pomarańczowym[1].

Znów otworzyły się drzwi. Tym razem to był Paul. Claire odetchnęła z ulgą, gdy ruszył w jej stronę.

- Spóźniłeś się – powiedziała.

- Przepraszam. - Pocałował ją w policzek. - Nie mam żadnego wytłumaczenia. Powinienem był zadzwonić albo wysłać ci SMS-a.

- Owszem, powinieneś był.

- Glenfiddich, pojedynczą czystą – złożył zamówienie.

Claire patrzyła, jak młody barman z profesjonalizmem, którego dotąd mu brakowało, nalewał szkocką. Jej obrączka, delikatne próby spławienia, a na koniec otwarte odrzucenie były dla niego nieistotnymi przeszkodami, które zamierzał bez trudu sforsować. Dopiero drugi mężczyzna, który pocałował ją w policzek, okazał się nieprzekraczalną barierą.

- Sir. – Barman postawił przed Paulem drinka, po czym przeniósł się na drugi koniec kontuaru.

Mimo to Claire zniżyła głos, gdy mówiła:

- Zaproponował, że odwiezie mnie do domu.

- Mam mu przyłożyć? - Paul spojrzał na barmana po raz pierwszy, odkąd wszedł do restauracji.

- Tak.

- Zawieziesz mnie do szpitala, jeśli mi odda?

- Tak.

Uśmiechnął się, ale tylko dlatego, że ona się uśmiechała.

- No powiedz, jakie to uczucie zerwać się z uwięzi?

Claire spojrzała na swoją nagą kostkę, jakby tam, gdzie dotąd była masywna czarna bransoletka, spodziewała się zobaczyć siniaka lub jakiś inny ślad. Pierwszy raz od sześciu miesięcy, wychodząc do miasta, włożyła spódnicę, bo właśnie tyle czasu zgodnie z nakazem sądu nosiła elektroniczną bransoletkę.

- Czuję się wolna.

Paul poprawił słomkę obok jej szklanki, teraz leżała równolegle do serwetki.

- Twój telefon i GPS w samochodzie pozwalają cię nieustannie śledzić.

- Nie mogą mnie wsadzać do więzienia za każdym razem, kiedy wyłączam telefon czy wysiadam z samochodu.

Paul zignorował jej uwagę, którą uważała za bardzo trafną.

- A co z aresztem domowym w określonych godzinach?

- Został uchylony. Jeśli przez kolejny rok będę się trzymała z dala od kłopotów, moja kartoteka zostanie zniszczona, jakby nigdy nic się nie stało.

- Prawdziwe czary.

- Raczej bardzo kosztowny prawnik.

- Był tańszy niż bransoletka od Cartiera, na którą miałaś ochotę – skomentował z uśmiechem.

- Wcale nie, jeśli dodasz kolczyki. – Nie powinni na ten temat żartować, ale alternatywą było traktowanie sprawy bardzo serio. Po chwili Claire dodała: - Dziwne… Choć doskonale wiem, że już tego nie mam, a jednak mi się zdaje, jakby wciąż tam było.

- Kłania się teoria detekcji sygnałów. – Znów poprawił słomkę. – Twoje zmysły, cały twój system postrzegania jest nastawiony na dotykającą twojej skóry elektroniczną opaskę. Jeszcze częściej ludzie doświadczają tego z telefonami. Wydaje im się, że wibrują, choć to tylko złudzenie.

Cóż, poślubiła maniaka nowych technologii.

Maniak patrzył na ekran telewizora.

- Myślisz, że ją znajdą? – spytał.

Claire nie odpowiedziała. Spuściła wzrok na szklankę, którą trzymał Paul. Nigdy nie przepadała za szkocką, ale kiedy jej oznajmiono, że nie powinna pić, miała ochotę pójść w tango, i to co najmniej na tydzień.

Tego popołudnia, kiedy zdesperowana nie wiedziała już, co dalej mówić, oświadczyła wyznaczonej przez sąd terapeutce, że nienawidzi, gdy ktoś jej dyktuje, co ma robić.

- A kto to, do diabła, lubi? – zauważyła rozmemłana kobieta takim tonem, jakby się dziwiła, że ktoś z tak oczywistej i banalnej sprawy robi problem.

Claire poczuła, że policzki jej poczerwieniały, bo akurat ona miała z tym wyjątkowy problem i właśnie z tego powodu wylądowała na zaleconej przez sąd terapii. Jednak to przemilczała, bo nie chciała, by psycholożka uznała z satysfakcją, że w ich spotkaniach nastąpił długo oczekiwany przełom.

Poza tym sama doszła do tego wniosku, więc to jej i tylko jej sprawa, a stało się to w chwili, gdy na nadgarstkach poczuła kajdanki.

- Idiotka – mruknęła pod nosem, kiedy prowadzono ją na tył radiowozu.

- To trafi do mojego raportu – natychmiast oznajmiła policjantka.

Owego dnia były tam same policjantki, o rozmaitych wymiarach i kształtach, ściągnięte w masywnych taliach grubymi skórzanymi pasami, do których przypięte były różne rodzaje śmiercionośnej broni. Claire miała wrażenie, że gdyby znajdował się wśród nich choć jeden mężczyzna, sprawy potoczyłyby się o wiele lepiej. Oto gdzie doprowadził ją feminizm! Siedziała zamknięta na tyle lepkiego radiowozu, a spódnica tenisowej sukni podjeżdżała do góry, odsłaniając uda.

W areszcie potężna kobieta z pieprzykiem między krzaczastymi brwiami, która ogólnie rzecz biorąc, przypominała Claire pluskwiaka, zabrała jej obrączkę, zegarek i sznurówki butów tenisowych. Z pieprzyka nie wyrastał żaden włos. Claire chciała zapytać funkcjonariuszkę, czemu wyskubała pieprzyk, ale brwi już nie, jednak nie zdążyła tego zrobić, bo zaraz potem inna kobieta, tym razem wysoka i piskliwa jak modliszka, zabrała ją do drugiego pomieszczenia.

Pobieranie odcisków palców bardzo różniło się od tego, w jaki sposób przedstawiano tę procedurę w telewizji. Claire musiała przycisnąć palce do brudnej szklanej płytki, a pozostawione ślady miały być wrzucone do bazy komputerowej. Akurat jej linie papilarne okazały się bardzo niewyraźne, więc cały zabieg trzeba było powtarzać kilka razy.

- Szczęście, że nie obrabowałam banku – stwierdziła, po czym dodała: - Ha, ha! – żeby było jasne, że to żart.

- Proszę przyciskać równomiernie – odparła modliszka, jakby przeżuwała skrzydła muchy.

Na białym tle z linijką przesuniętą o jakieś dwa centymetry zrobiono jej zdjęcie. Zastanowiła się głośno, czemu nie kazano jej trzymać kartki z nazwiskiem i więziennym numerem.

- Nawyk z photoshopu – odparła modliszka znudzonym tonem, który wskazywał, że nie po raz pierwszy słyszała to pytanie.

To był ten jedyny raz, kiedy podczas robienia zdjęcia nikt nie kazał Claire się uśmiechać.

Potem trzecia policjantka, która wbrew panującemu tam trendowi miała nos jak kaczka krzyżówka, zaprowadziła Claire do celi, gdzie ku swemu zdziwieniu przekonała się, że nie jest w tym miejscu jedyną kobietą w stroju do tenisa.

- Za co cię wsadzili? – spytała towarzyszka niedoli w stroju do tenisa.

Wyglądała na naćpaną i najwyraźniej została aresztowana, bawiąc się zupełnie innymi piłeczkami.

- Morderstwo – odrzekła Claire, bo już postanowiła, że nie będzie traktować tego poważnie.

- Hej. – Paul skończył szkocką i dał barmanowi znak, żeby napełnił znów szklankę. – O czym myślisz?

Claire westchnęła długo, przeciągle.

- Myślę, że pewnie miałeś gorszy dzień niż ja, skoro zamawiasz drugiego drinka.

Paul rzadko pił alkohol. Zresztą to ich łączyło. Żadne z nich nie lubiło tracić kontroli, przez co więzienie było dla Claire prawdziwym koszmarem, ha, ha.

I książka Karin Slaughter taka właśnie jest. Przeraża nie samym czynami, ale ich motywacją. Nie ukazuje nam człowieka o brzydkiej powierzchowności, lecz skrzywionym umyśle. Pod wieloma względami jest to na prawdę niesamowita książka. Autorka na początku snuje swoją opowieść powoli, pokazując nam zbliżenia na poszczególne postaci dramatu. Krok po kroku odkrywa opowieść o tragedii, jednocześnie wprowadzając wątki, które zaważą na teraźniejszości i przyszłości naszych bohaterów. Postaci są wyraźnie zarysowane, poznajemy je przez pryzmat tego co robią, kim są i kim byli w przeszłości. Jest to niezwykle istotne do zrozumienia istoty tej książki. Uważam, że to bardzo dobry pomysł, ponieważ dzięki temu postaci nie są jednowymiarowe i nijakie. Nabierają głębi, charakteru, który pozwala nam czuć się w fabule książki jak u siebie w domu. To z kolei sprawia, że jesteśmy jeszcze bardziej zaangażowani w śledzenie ich losów. „Moje śliczne” to zdecydowanie jedna z najciekawszych książek z tego gatunki, jakie zdarzyło mi się czytać. I chętnie polecam ją wszystkim tym, którzy lubią się bać.

"Moje śliczne" to jeden z najlepszych thrillerów, jakie czytałam. Mocny, dosadny, wstrząsający, z zakończeniem tak zaskakującym i przerażającym, że ciężko złapać oddech. Książka jest niesamowita. Cała masa punktów zwrotnych, bardzo ciekawa fabuła i wartka akcja sprawiają, że nie można oderwać się od czytania. Nie mogłam doczekać się, kiedy przeczytam zakończenie, bo nie potrafiłam sama wymyślić, 
jak to wszystko może się skończyć. Byłam przekonana, że bohaterkom nie uda się wyjść z opresji i happy endu nie będzie. Czy był? Tego musicie się już dowiedzieć sami.

Z czystym sumieniem muszę przyznać, że powieść "Moje śliczne" spełniła wszystkie moje oczekiwania. Najważniejsze dla mnie okazało się to, że nie była ona przewidywalna, a czytanie jej sprawiło mi ogromną przyjemność. Myślę, że dla miłośników kryminałów okaże się ona doskonałą pozycją, a wszyscy, którzy zdecydują się na poznanie głównych bohaterów, nie będą żałowali tej decyzji. 

Byłam tak pochłonięta lekturą, że trudno było mi się od niej oderwać. Szczególnie przejmujące okazały się fragmenty wspomnień ojca bohaterek i jego własne próby zrozumienia przeszłości. To w nich czuć największą bezsilność i powoli gasnącą nadzieję. Do tego Slaughter trafia w sedno prawdy nie szczędząc czytelnikowi bardzo krwawych opisów morderczych tortur, jakim zostały poddane ofiary. Co jeszcze? Zawrotne tempo akcji, skorumpowana policja, węszące FBI, desperackie szukanie szczegółów i czegoś jeszcze... Akcja powieści toczy się bardzo szybko, a każdy szczegół jest istotny i przybliża do rozwikłania intrygi. Okazuje się jednak, że dojście do prawdy po tylu latach wcale nie jest takie proste, zwłaszcza, że są osoby, które wolałyby, by pozostała ona nadal ukryta....
"Moje śliczne" to lektura przerażająca i wciągająca. To ciągłe napięcie, mnóstwo pytań i mocne treści. Polecam zwłaszcza koneserom gatunku - gwarantuję, że się nie zawiedziecie! 

 „Moje śliczne” dyskwalifikuje inne thrillery. Karin Slaughter ma przewagę nad innymi pisarzami tego gatunku, bo do swojej prozy dodała, oprócz krwi i tortur, coś jeszcze – dodała pierwiastek ludzki. Pokazała historię nie z perspektywy ofiary, mordercy czy detektywa; pokazała ją z perspektywy rozbitej i zniszczonej rodziny, która została kompletnie zniszczona przez jedno zdarzenie.

"Moje śliczne" to rewelacyjna książka, która od samego początku niesamowicie wciąga czytelnika. Sama bez reszty zostałam wchłonięta w ten chory świat, który autorka przedstawiła w książce.
Zupełnie nie spodziewałam się wielu rzeczy, ale czasami autorka fundowała mi takie zwroty akcji, że naprawdę wytrącała mnie z równowagi.
Rewelacyjny styl pisania, bardzo ciekawa fabuła no i naprawdę akcja godna polecenia.
Jeżeli lubicie takie książki, która zabierają Wam kawałek dnia, bo nie potraficie się od niej oderwać to właśnie jedna z nich. Mało kiedy po tego typu książki sięgam, ale na tej się nie zawiodłam. Polecam!

Wciągająca fabuła zdecydowanie nie pozwoli nam odejść od książki. Już pierwsze rozdziały wzbudzają nasze zainteresowanie, a później jest już tylko lepiej. Thriller trzyma w napięciu, nie raz szokuje, wywołuje odrazę, zniesmaczenie, a także gniew na zbieg okoliczności i los, który poprowadził ofiary wprost w ramiona katów. (...) "Moje śliczne" zupełnie mnie oczarowały prawdziwością historii. Oszołomiły i wstrząsnęły brutalnością zdarzeń.  Pozostawiły po sobie refleksję i sprawiły, że na pewno sięgnę po inne książki autorstwa Karin Slaughter. 

Gdy już zacznie się ją czytać to po prostu od razu trzeba zakończyć, nie ma innego wyjścia. Za to zakończenie mocno trzyma w napięciu, to takie zwieńczenie tych wszystkich brutalności i makabry. Dla fanów mocnej literatury z rozbudowaną psychologią lektura idealna. 

Książkę czyta się lekko i przyjemnie, wciąga, zachęca do odwracania kolejnych stron. Jednak z drugiej strony porusza ona bardzo istotne aspekty patologii społecznej. I warto je dostrzec, zastanowić się nad nimi, głębiej przeanalizować. (...) Lektura skłania do refleksji nad tematyką przemocy, zachowań patologicznych, morderczych instynktów, zaspakajania sadystycznych potrzeb i podwójnego życia. Ze stron książki bije apel o zaprzestanie takich praktyk, poradzenia sobie społeczeństwa z problemem terroru wobec kobiet. Przemoc fizyczna i psychiczna wywołuje w nas oburzenie, obrzydzenie, sprzeciw, a jednak tyle zła się wokół nas dzieje. Silnie utożsamiamy się z ofiarami, nie tylko bezpośrednimi, ale także członkami ich rodzin. Mocna sensacja, wzbogacona elementami dobrego thrillera, warta sięgnięcia po nią, a zatapiając się w nią długo jeszcze nie możemy o niej zapomnieć. :)

 Całość przedstawiona jest w bardzo realistyczny sposób, a wydarzenia opisane w książce szokują, wywołują wzburzenie i strach. Szczególnie podobał mi się styl autorki i to jak potrafiła manipulować czytelnikiem. Aaa.. no i taka ciekawostka polskie tłumaczenie nazwiska Pani Slaughter oznacza "rzeź" - co samo w sobie jest przerażające :D.
Fanom mrożących krew w żyłach thrillerów POLECAM!

Książka Karin Slaughter jest idealna w każdym szczególe. Jestem nią po prostu zachwycona. Wprowadziła mnie w istny stan osłupienia, dała mi tak potężnego kopniaka, że po prostu nie potrafiłam się pozbierać. „Moje śliczne” to książka niezwykle brutalna, która wiele razy wywołała we mnie wzburzenie, a nawet obrzydzenie, jednak emocje, które mi towarzyszyły podczas lektury, były po prostu niesamowite! Wbiła mnie w fotel, powaliła na podłogę i rozerwała moją duszę na milion kawałków. To niezwykle mocna i wstrząsająca książka, którą na pewno nie można zaliczyć do łatwych lektur, jednak jestem pewna że wielu z was, gdy już zacznie ją czytać, to przepadnie. „Moje śliczne” to istny majstersztyk! Prawdziwa bomba emocji, silna dawka adrenaliny i wrażeń, które działają jak tornado – wciągają w wir wydarzeń i nie dają o sobie zapomnieć.

Książka trzyma w napięciu, jest pełna emocji, opowiada naprawdę ciekawą i przerażającą historię, a przy tym wplata też nieco ciepła, dając tym samym swoich bohaterem choć cień szansy na doznanie w życiu czegoś dobrego.

Ta powieść od początku do końca trzymała mnie w napięciu. Byłam tak pochłonięta lekturą, że prawie padłam na zawał, gdy zadzwonił mi telefon. Byłam zła, że muszę go odebrać. Nie lubię być odrywana od książki w najlepszym momencie. Nagły zwrot akcji wcisnął mnie w fotel i nie pozwolił z niego wyjść aż do ostatniej strony. Takiego rozwiązania zagadki się nie spodziewałam. Żałuję, że nie mogłam zobaczyć swojej miny, gdy prawda wyszła na jaw. Moje oczy były zapewne większe niż spodki.
(...) Jeśli szukacie naprawdę mocnej książki, o której szybko nie zapomnicie - rozejrzyjcie się za powieścią Karin Slaughter. Uwierzcie mi, ona podnosi ciśnienie lepiej niż mocna kawa. Czyta się ją z wypiekami na twarzy i ciarkami na całym ciele. Majstersztyk. Gorąco polecam wielbicielom dobrych thrillerów z odrobiną psychologii.
Nie wiem jak opisać nawet moje emocje po przeczytaniu tego kryminału. Jestem wstrząśnięta. Karin Slaughter obudziła we mnie wszystkie możliwe uczucia. (...) Jest to jeden z najlepszych kryminałów jakie czytałam. Wszystko zostało idealnie sprecyzowane. Akcja toczyła się szybko, trzymała w napięciu. Pani Slaughter idealnie połączyła fakty.  
Autorka swoimi powieściami walczy o prawo do głośnego mówienia o przemocy, której ofiarą padają tysiące kobiet na całym świecie. 
,,Moje śliczne" to powieść dopracowana i wciągająca z bardzo szybką akcją. Z każdą stroną wciąga coraz bardziej w mroczny świat przestępstw, gwałtów i psychopatów.
(...) Jest to powieść z przesłaniem, gdyż za jej pośrednictwem Karin Slaughter walczy o prawo do głośnego mówienia o przemocy, której ofiarą padają tysiące kobiet na świecie.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Karin Slaughter, ale na pewno nie ostatnie. Zapałałam wielką ochotą, by poznać jej wszystkie powieści.

Podsumowując, nowa Slaughter zaskakuje i trzyma czytelnika w ciągłym napięciu. Jest gwarantem udanej lektury, mocnej, krwawej, wciągającej i pędzącej na łeb na szyję. Takie książki bardzo lubię i od czasu do czasu muszę poczuć się wstrząśnięta. Biorąc do rąk "Moje śliczne" wiedziałam, że autorka właśnie to mi zapewni. Polecam serdecznie osobom o mocnych nerwach, wielbicielom gatunku i fanom autorki. Slauhter na pewno Was nie zawiedzie!

Pełna napięcia i dramatyzmu historia. Naszpikowana emocjami takimi jak strach, ból, niedowierzanie, przerażenie czy samotność. Choć w pewnym sensie przewidywalna to jednak szokująca powieść. Styl Karin to mój styl. Świat Slaughter to mój świat, a historia przez nią stworzona to idealna historia dla mnie. Pewna jestem, ze choć to pierwsza to na pewno nie ostatnia jej pozycja jaką przeczytałam. Jeśli lubisz mrok, przemoc i tragedię - TO KSIĄŻKA STWORZONA DLA CIEBIE!!!

Myślę, że nie jest przypadkowe to, że na okładce pojawiła się krótka opinia Lee Childa: "Oszałamiająca. Książka roku!". Absolutnie zgadzam się z tym komentarzem. Gdy tylko przeczytałam pierwszy rozdział, pomyślałam dokładnie to samo!

Książkę czyta się bardzo szybko, ale nie jest lekturą lekką. Czytelnik chce poznać losy Julii i jej sióstr, więc zanurza się w coraz bardziej mroczną opowieść. Na pewno jest to lektura dla ludzi o mocnych nerwach.

Bardzo lubię thrillery i chętnie je czytam, ale dawno nie czytałam tak znakomicie napisanego. Jestem pod wrażeniem "Moich ślicznych". Książka Karin Slaughter jest nieprzewidywalna, zaskakująca i mroczna. (...) Ja czytałam tę książkę z wypiekami na twarzy i ciarkami chodzącymi po plecach. Naprawdę jest rewelacyjna!  "Moje śliczne" to lektura obowiązkowa dla wielbicieli mocnych wrażeń i zagmatwanych historii.

Kryminał Karin Slaughter to momentami makabryczny opis przeżyć zaginionych dziewczyn. To także doskonale wykreowane postaci, zaczynając od sióstr Correll, a kończąc na Paulu Scotcie, który, jak się okazuje, wcale nie był tak nieskazitelnie czysty, jak się wszystkim wydawało. To opowieść o dziewczynach, kobietach, które niespodziewanie znikały z domów, nie wracały do nich, a ich ciała w większości przypadków nigdy nie zostały odnalezione. Podobnie było w przypadku Julii Carroll. Czy to miało się zmienić? Czy żyjące siostry były w niebezpieczeństwie? Przygotujcie się na moc wrażeń.

Ta książka mnie pochłonęła do tego stopnia, że łapałam się na powstrzymywaniu oddechu. Przeczytałam ją na raz, ale były momenty, że musiałam od niej odejść, odetchnąć i przemyśleć sobie to i owo. I to nie tylko ja. Często podrzucam mojej cioci jakieś ciekawe tytuły i moje ślicznewłaśnie wczoraj zostały pożyczone, a dziś co? Dostałam wiadomość, że książka już skończona i że była genialna. (...) Mogłabym tak wychwalać i wychwalać bez końca, ale nie chcę Was pozbawiać tej radości. To jest książka,którą trzeba przeczytać. A ja będę dalej się zastanawiać nad tym dlaczego wcześniej nie znałam tej autorki, ale mam nadzieję jak najszybciej to nadrobić.

„Moje śliczne” to powieść bardzo dobra, naprawdę udana i przyjemna w lekturze, więc kto lubi ten gatunek, kto lubi emocje i mocne treści, powinien po nią sięgnąć.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ

AgaRozz
2015-10-07

Bardzo dobry thriller znanej autorki - feministki Co jeśli najbliższa ci osoba nie jest tym kimś, za kogo ją uważasz? Karin Slaughter w swoim nowym thrillerze "Moje śliczne" opowiada o dwóch kobietach, które na skutek tragicznych wydarzeń musiały pozbyć się dawnych uprzedzeń i razem odkrywać przerażającą prawdę o mężu jednej z nich... Claire i Lydia w niewyjaśnionych okolicznościach str...