Thriller / Sensacja / Kryminał
Niedobra miłość
KUP TERAZ

Niedobra miłość

Jonathan Kellerman
1 opinia
Liczba stron: 560
ISBN: 9788327616296
Premiera: 2015-08-12

Psycholog Alex Delaware często współpracuje z policją. Przeżył sporo niebezpiecznych sytuacji, widział wiele zła, niełatwo go przestraszyć. Na głuche telefony reaguje wzruszeniem ramion, anonimy wyrzuca do kosza. Ale w tej przesyłce coś go zaniepokoiło. Szary papier, brak nadawcy. W środku kaseta, a na niej dziecięcy głos powtarzający dwa słowa: „niedobra miłość”. W tle krzyk pełen bólu i strachu.

„Niedobra miłość” to nazwa konferencji, w której Alex przed laty brał udział. Kiedy próbuje nawiązać kontakt z pozostałymi uczestnikami, okazuje się, że kilkoro zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach. Alex obawia się, że też jest na liście zabójcy.

Paczkę dostarczono w gładkim brązowym opakowaniu. Była to wypchana koperta o rozmiarach książki. Sądziłem, że zawiera jakiś akademicki tekst, choć zapomniałem już, że go zamówiłem.

Trafiła na stolik z pocztą razem z poniedziałkowymi rachunkami i zapowiedziami seminariów na Hawajach i w St. Craix. Wróciłem do biblioteki, usiłując wymyślić, co zrobię, kiedy za dziesięć minut Tiffani i Chondra Wallace przyjdą na drugą sesję.

Rok temu, na skraju Angeles Crest Forest, ich matka została zamordowana przez swego męża.

Zabójca twierdził, że to zbrodnia popełniona z namiętności, i może, w najgorszym tego słowa znaczeniu, miał rację. Z akt sądowych dowiedziałem się, że namiętność nie stanowiła problemu dla Ruthanne i Donalda Dell Wallace’ów. Ona była pozbawiona silnej woli i mimo okropnego rozwodu nie przestała „kochać” Donalda Della. Nikt się więc nie dziwił, kiedy pochlebstwami skłonił ją do nocnej przejażdżki, obiecując kolację z homarami i dobrą marihuanę.

Niedługo po zaparkowaniu na cienistej krawędzi lasu uprawiali w ekstazie miłość, rozmawiali, spierali się, bili, wreszcie wpadli w furię i skoczyli sobie do gardeł. Potem Donald Dell wymierzył kupiony za dolara nóż w kobietę, która wciąż nosiła jego nazwisko. Zadał jej trzydzieści trzy ciosy, a następnie wyrzucił ciało z furgonetki. Cały szkopuł w tym, że na miejscu zbrodni zostawił srebrny indiański portfel wypchany gotówką i swoją kartę członkowską klubu motocyklowego Żelazny Zakon.

Wylądował w więzieniu Folsom z wyrokiem od pięciu do dziesięciu lat za zabójstwo drugiego stopnia. Skumał się z członkami Bractwa Aryjskiego z sąsiednich cel, zaczął chodzić na kurs mechaniki samochodowej i próbował zaskarbić sobie dobrym zachowaniem łaski w kaplicy.

Po czterech miesiącach odsiadki gotów był spotkać się z córkami.

Według konstytucji jego prawa ojcowskie muszą zostać wzięte pod uwagę.

Stephen Huff, sędzia sądu rodzinnego Los Angeles, poprosił mnie o ocenę. Spotkaliśmy się wrześniowego ranka w jego kancelarii, gdzie popijając piwo imbirowe i kręcąc łysą głową, zapoznał mnie ze szczegółami. W pokoju była piękna boazeria ze starego dębu i tanie wiejskie meble. Wszędzie znajdowały się fotografie z dzieciństwa.

– W jaki sposób chce się z nimi widywać, Steve?

– Dwa razy w miesiącu, w więzieniu.

– To przecież podróż samolotem.

– Przyjaciele zrzucą się na opłatę.

– Jacy przyjaciele?

– Kilku idiotów pod nazwą Fundusz Obrony Donalda Della Wallace’a.

– Kanciarze?

– Tyle o ile.

– Myślisz, że to pieniądze z handlu amfetaminą?

Uśmiechnął się ze znudzeniem i lekką urazą.

– Nie wyciągaj pochopnie wniosków, Alex.

– A co dalej, Steve? Renta inwalidzka, ponieważ jest zestresowany jako jedyny rodzic?

– Tak to wygląda. Co można zrobić? Porozmawiaj kilka razy z dzieciakami, napisz raport stwierdzający, że te wizyty będą odbijać się na ich psychice, a my zajmiemy się resztą.

– Na jak długo?

Odstawił piwo i obserwował, jak szklanka pozostawia mokry ślad na bibularzu.

– Mogę odroczyć to co najmniej na rok.

– Co potem?

– Jeśli złoży następny wniosek, dzieci zostaną ponownie zdiagnozowane i znowu uzyskamy odroczenie. Czas jest po ich stronie, zgadza się? Będą dorośleć i staną się twardsze.

– Za rok będą miały dziesięć i jedenaście lat, Steve.

– Co ci mam powiedzieć, Alex? Też nie chcę, żeby skończyły w rynsztoku. Proszę cię o diagnozę, bo znasz się na tym.

– Uważasz, że ktoś inny mógłby zalecić odwiedziny?

– Możliwe. Powinieneś zobaczyć kilka opinii wystawionych przez twoich kolegów. Trafiłem na jedną, która stwierdzała, że wieczne przygnębienie matki dobrze wpływało na dziecko. Rozumiesz, uczyło je doceniać wartość prawdziwych uczuć.

– W porządku – powiedziałem – ale chcę zrobić prawdziwe rozpoznanie, nie jakieś tam duperele. Coś, co może im się przydać w przyszłości.

– Terapia? Dlaczego nie? Rób co chcesz. Jesteś teraz urzędowym psychiatrą. Przesyłaj wszystkie rachunki do mnie, a ja dopilnuję, żeby ci zapłacono w przeciągu dwóch tygodni.

– Kto płaci, kolesie w skórach?

– Nie martw się. Dopilnuję, żeby płacili na czas.

– Byle tylko nie próbowali dostarczyć czeku osobiście.

– O to bym się nie martwił, Alex. Te typy są z natury nieśmiałe.

***

 

Dziewczynki przybyły punktualnie, tak jak w zeszłym tygodniu. Trzymały się za ręce i ukrywały za plecami babki.

– Oto są – ogłosiła Evelyn Rodriguez.

Stanęła w wejściu i popchnęła dzieci do środka.

– Dzień dobry – powiedziałem. – Cześć, dziewczyny.

Tiffani wysiliła się na uśmiech, a starsza siostra odwróciła oczy.

– Dobrze wam minęła podróż?

Evelyn wzruszyła ramionami, wydęła wargi i ściągnęła je z powrotem. Cofnęła się, ciągle trzymając wnuczki w uścisku, które poddawały się niechętnie, stawiając bierny opór. Czując go, Evelyn odpuściła. Skrzyżowała ręce na piersiach, zakaszlała i umknęła wzrokiem.

Rodriguez był jej czwartym mężem. Evelyn była pięćdziesięcioośmioletnią otyłą Angielką z pomarszczoną i poplamioną nikotyną skórą oraz ustami tak cienkimi i prostymi jak cięcie chirurga. Prowadzenie rozmowy sprawiało jej ogromną trudność. Byłem niemal pewien, że właśnie ta cecha charakteru przyczyniła się do morderstwa córki.

Tego ranka miała na sobie bezkształtną bluzkę z krótkim rękawem i wyblakłym niebieskim nadrukiem. Bluzka spływała luźno na czarne stretchowe dżinsy. Błękitne tenisówki były upstrzone białymi plamami. Miała krótkie, kręcone żółte włosy z czarnymi odrostami. Poza kolczykami nie nosiła innej biżuterii. Ukryte za binoklami oczy uparcie unikały mojego spojrzenia.

Pogładziła Chondrę po głowie, a dziewczyna wtuliła twarz w jej tłuste miękkie ramię. Tiffani weszła do pokoju i gapiła się w wiszący na ścianie obraz.

– Okay, w takim razie zejdę na dół i poczekam w samochodzie - powiedziała Evelyn Rodriguez.

– Jeśli zrobi się zbyt gorąco, proszę się nie krępować i przyjść do nas - zachęciłem.

– Upał mi nie przeszkadza. – Uniosła rękę i zerknęła na maleńki zegarek. – Jak długo to potrwa?

– Mniej więcej godzinę.

– Ostatnim razem było dwadzieścia minut.

– Dzisiaj chciałbym spróbować trochę dłużej.

Zmarszczyła brwi.

– W porządku... Mogę zapalić tam, na dole?

– Na zewnątrz? Pewnie. – Gdy wymamrotała coś pod nosem, zapytałem: – Chciałaby mi pani coś powiedzieć?

– Ja? – Puknęła się palcem w pierś i uśmiechnęła. – Niee... Zachowujcie się dobrze, dziewczyny.

Wyszła na taras i zamknęła za sobą drzwi. Tiffani nadal obserwowała malowidło, natomiast Chondra dotknęła klamki i oblizała usta. Miała na sobie białą koszulkę ze Snoopym, czerwone szorty i sandały bez skarpetek. Rolka owocowych dropsów wystawała z kieszeni spodenek. Ręce i nogi Chondry były blade, a twarz szeroka i pucołowata. Blond włosy, zaplecione w bardzo długie i bardzo cienkie mysie ogonki, lśniły prawie metalicznym blaskiem, który kontrastował z ziemistą cerą. Okres dojrzewania może spowodować jakieś zmiany w jej urodzie. Zastanawiałem się, co jeszcze może przynieść.

Przygryzła dolną wargę. Mój uśmiech przeszedł niezauważony.

– Jak się czujesz, Chondra?

Ponownie wzruszyła ramionami i wbiła wzrok w podłogę. Była dziesięć miesięcy starsza od siostry, nieco niższa i wydawała się mniej dojrzała. Podczas pierwszej sesji nie wypowiedziała ani słowa. Siedziała jedynie z rękami skrzyżowanymi na kolanach, podczas gdy Tiffani mówiła na okrągło.

– Robisz coś zabawnego w tym tygodniu?

Pokręciła głową. Położyłem rękę na jej ramieniu. Stała sztywno, dopóki nie usunąłem dłoni. Ta reakcja sprawiła, że zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem nie była w jakiś sposób napastowana. Jak wiele warstw tej rodziny będę zdolny przebić?

Akta leżące na nocnej szafce zawierały materiały ze wstępnych analiz. Czytałem je przed snem dla dodania sobie otuchy.

Prawnicze żargony, policyjna proza, ohydne zdjęcia. Perfekcyjnie napisane transkrypcje z nieskazitelnie białymi marginesami.

Ciało Ruthanne Wallace przekazane koronerowi.

Głębokość ran, urazy kości...

Bandyckie zdjęcie Donalda Della – dzikie oczy, czarna broda, spływający po twarzy pot.

„A wtedy zaczęła mnie wyzywać – wiedziała, że nie zniosę wyzwisk, ale to jej w żaden sposób nie powstrzymywało. A potem ja po prostu – wiesz straciłem kontrolę. To nie powinno się wydarzyć. Co mogę powiedzieć?”.

– Lubisz rysować, Chondra? – zapytałem.

– Czasami.

– Może znajdziemy w bawialni coś, co ci się spodoba.

Wzruszyła ramionami i spuściła wzrok na dywan.

Tiffani wodziła palcem po obramowaniu fotografii. Zdjęcie boksera George’a Belowsa. Kupiłem je pod wpływem impulsu w jakimś sklepiku od kobiety, której nigdy więcej nie widziałem.

– Lubisz rysować? – zapytałem.

Odwróciła się. Miała bardzo wąskie usta rozepchnięte wielkimi nieregularnymi zębami, co powodowało, że cały czas chodziła z otwartą buzią i wyglądała gapowato. Myszowate włosy były krótko obcięte, z postrzępioną grzywką. Na górnej wardze pozostał fragment jedzenia. Paznokcie były brudne, a oczy niewiarygodnie brązowe. Gdy uśmiechnęła się, wyraz gapiostwa zniknął. W tym momencie mogłaby być modelką i sprzedałaby wszystko.

– Tak, jest fajne.

– A co najbardziej lubisz?

– Walki.

– Walki?

– Tak – odparła, uderzając pięścią w powietrze. – Akcję. Jak w ŚFZ.

– ŚFZ – powtórzyłem. – Światowa Federacja Zapaśnicza?

Zaprezentowała bokserskiego haka.

– Bum, bęc – powiedziała Tiffani, zbliżywszy się do siostry. – Witamy na walce ŚFZ; nazywam się Pełzający Niszczyciel, a to jest Czerwona Żmija w olśniewającym meczu stulecia. Ding!

Roześmiała się nerwowo. Chondra wykrzywiła usta, też próbując zdobyć się na uśmiech.

– Aar... – powiedziała Tiffani, zbliżając się. Pociągnęła wyimaginowany gong. – Ding. Bum, bęc. – Wymachując rękami, ruszyła do ataku. – Giń, Żmijo! Aar...!

Dosięgnęła Chondry i zaczęła łaskotać ją pod pachami. Zaatakowana dziewczynka zachichotała i niezgrabnie starała się odeprzeć natarcie. Tiffani puściła ją i zaczęła krążyć wokół niej, młócąc pięściami powietrze. Chondra ponownie zajęła się przygryzaniem warg.

– Chodźcie, dzieciaki. – Zabrałem je do biblioteki.

Chondra momentalnie usiadła przy stoliku do gier. Tiffani chodziła po pokoju, podskakując, wymachując rękami jak nakręcana zabawka i mamrocząc coś do siebie.

Chondra obserwowała siostrę. Po chwili wzięła ze stojącego przed nią pliku arkusz papieru, a później kredkę. Czekałem, aż zacznie rysować, ale odłożyła kredkę i nadal śledziła poczynania siostry.

– Oglądacie w domu zapasy? – zapytałem.

– Roddy ogląda – odpowiedziała Tiffani, nie przerywając dobrej zabawy.

– To mąż waszej babci?

Skinięcie głową, cios w powietrze.

– On nie jest naszym dziadkiem. To Meksykanin.

– Lubisz zapasy?

– Uhm. Bum, bęc!

Odwróciłem się do Chondry. Nie poruszyła się.

– Ty też oglądasz zapasy w telewizji?

Potrząśnięcie głową.

– Ona lubi „Surfmgistów” – oznajmiła Tiffani. – I czasami też „Szereg milionerów”.

Chondra przygryzła wargę.

– „Szereg milionerów” – powtórzyłem. – Film, w którym bogaci ludzie mają wszelkie możliwe rodzaje problemów?

– Oni umierają – odpowiedziała Tiffani. – Czasami. To rzeczywiście prawdziwe. - Opuściła ramiona i przestała krążyć po pokoju. Podchodząc do nas, dodała: – Umierają, ponieważ pieniądze i dobra materialne są korzeniami grzechu, a kiedy ustalasz prawa z szatanem, twoja dusza nigdy nie zazna spokoju.

– Czy ci bogaci ludzie z „Szeregu milionerów” ustalają prawa z szatanem?

– Czasami. – Wróciła do walki z niewidzialnymi wrogami.

– Jak tam w szkole? – zapytałem Chondrę.

Pokręciła głową i odwróciła wzrok.

– Jeszcze nie zaczęłyśmy – odpowiedziała Tiffani.

– Dlaczego?

– Babcia mówi, że nie musimy.

– Brakuje wam spotkań z przyjaciółmi?

Wahanie.

– Może.

– Mogę o tym porozmawiać z babcią?

Spojrzała na Chondrę, która właśnie zrywała papierową oprawkę z kredki.

Tiffani skinęła głową. Potem zwróciła uwagę siostrze:

– Nie rób tak. Są jego.

– Nic nie szkodzi – powiedziałem.

– Nie powinnaś niszczyć cudzych rzeczy.

– To prawda – stwierdziłem – ale niektóre rzeczy są przeznaczone do zużycia. Na przykład kredki. A te są dla was.

– Kto je kupił? – spytała Tiffani.

– Ja.

– Niszczenie to dzieło szatana. – Tiffani rozpostarła ramiona i zatoczyła szerokie koła w powietrzu.

– W kościele tak powiedzieli? – zainteresowałem się.

Wydawało się, że nie usłyszała.

– On wszedł w układ z szatanem.

– Kto?

– Wallace.

Usta Chondry zadrżały.

– Przestań – powiedziała bardzo miękkim głosem.

Tiffani podeszła i objęła siostrę ramieniem.

- W porządku, on nie jest naszym tatą, pamiętasz? Szatan zamienił go w złego ducha i wszystkie jego grzechy połączyły się w jedno. Jak wielkie burrito.

Chondra odwróciła się od niej, ale milczała.

– Daj spokój – powiedziała Tiffani, szturchając ją w plecy. – Nie martw się.

– Połączyły się? – zapytałem.

– W jedność – wyjaśniła. – PAN liczy wszystkie twoje dobre uczynki i grzechy i łączy je w jedno. Więc kiedy umierasz, ON od razu wie, czy idziesz do góry, czy na dół. On pójdzie na dół. Kiedy się tam dostanie, aniołowie popatrzą i będą wiedzieli o wszystkim, co zrobił. A potem spłonie. – Wzruszyła ramionami. – Taka jest prawda.

Oczy Chondry wypełniły się łzami. Próbowała usunąć z ramienia rękę Tiffani, ale trzymała ją mocno.

– W porządku – kontynuowała Tiffani. – Trzeba porozmawiać o prawdzie.

– Przestań – rozkazała Chondra.

– W porządku – upierała się Tiffani. – Musisz z nim porozmawiać. - Spojrzała na mnie. – Wtedy napisze dobrą książkę dla sędziego i on nigdy nie wyjdzie.

Chondra również popatrzyła na mnie.

– To, ile czasu spędzi w więzieniu, nie zależy od tego, co napiszę - powiedziałem.

– Może – obstawała przy swoim Tiffani. – Jeśli twoja książka powie sędziemu, jakim on jest złem, to może zamkną go na dłużej.

– Czy kiedykolwiek był dla was zły?

Brak odpowiedzi.

Chondra pokręciła głową.

– Bił nas – powiedziała Tiffani.

– Często?

– Czasami.

– Ręką czy czymś innym?

– Ręką.

– Nigdy kijem ani pasem, ani niczym innym?

Zobaczyłem, jak Chondra znów potrząsa głową. Tiffani zrobiła to samo, ale dużo wolniej, niechętnie.

– Nie dużo, ale czasami – stwierdziłem.

– Kiedy byłyśmy niedobre.

– Niedobre?

– Robiąc bałagan, chodząc blisko jego roweru... Mamę bił częściej, prawda? – Tiffani szturchnęła siostrę. – Bił ją.

Chondra nieznacznie skinęła głową. Potem chwyciła kredkę i ponownie zaczęła zrywać z niej oprawkę. Tiffani obserwowała, ale nie powstrzymywała siostry.

– Dlatego go zostawiłyśmy – tłumaczyła. – Bił ją cały czas, a potem przyszedł do niej z pożądaniem i grzechem w sercu, i zamordował. Powiedz to sędziemu. Jesteś bogaty. On cię posłucha!

Chondra zaczęła płakać. Tiffani poklepała ją i powiedziała:

– Już dobrze. Musimy.

Wytarła oczy siostrze. Chondra przycisnęła kredkę do ust.

– Nie jedz tego – napomniała ją Tiffani. – To trucizna.

Chondra wypuściła kredkę, która wylądowała na podłodze. Tiffani podniosła ją i starannie ułożyła na miejscu w pudełku. Chondra oblizywała wargi. Zamknęła oczy i zacisnęła dłonie w pięści.

– W zasadzie – odezwałem się – kredka nie jest trująca. To tylko wosk z kolorowym barwnikiem, ale chyba niezbyt smaczny.

Gdy Chondra otworzyła oczy, uśmiechnąłem się. Próbowała zrobić to samo, ale zdołała unieść tylko jeden koniuszek ust.

– Cóż, to nie jedzenie – stwierdziła Tiffani.

– Nie, istotnie nie.

Znowu trochę pobiegała po pokoju, boksowała i mamrotała pod nosem.

– Porozmawiajmy o tym, o czym mówiłem wam w zeszłym tygodniu. Jesteście tutaj, bo wasz ojciec chce, żebyście odwiedzały go w więzieniu. Moim zadaniem jest dowiedzieć się, co wy na ten temat sądzicie, a potem przekazać to sędziemu.

– Dlaczego nie zapyta nas?

– Zrobi tak, porozmawia z wami, ale najpierw chce, żebym...

– Dlaczego?

– Ponieważ na tym polega moja praca. Na rozmawianiu z dziećmi o uczuciach. Dowiadywaniu się, co naprawdę...

– Nie chcemy go widzieć – oznajmiła Tiffani. – Jest instrumentem w rękach szatana.

– Ins...

– Instrumentem! Zawarł układ z szatanem i stał się pełnym grzechu duchem. Kiedy umrze, spłonie w piekle. To pewne.

Chondra zakryła twarz dłońmi.

– Przestań! – krzyknęła Tiffani i ruszyła w kierunku siostry.

Zanim jednak dotarła do stolika, Chondra wstała, jęknęła głośno i pobiegła do drzwi. Otworzyła je z takim impetem, że prawie straciła równowagę.

Wybiegła z pokoju.

Tiffani tylko ją obserwowała. Wyglądała na bezradną.

– Trzeba mówić prawdę – stwierdziła ponownie.

– Bezapelacyjnie – zgodziłem się – ale czasami jest to trudne.

Skinęła głową. Teraz jej oczy były wilgotne.

Ponownie zaczęła dreptać po pokoju.

– Twoja siostra jest starsza, ale chyba to ty się nią zajmujesz.

Zatrzymała się i posłała mi wojownicze spojrzenie, ale wyglądała na zadowoloną.

– Dobrze się nią opiekujesz – dodałem.

Wzruszyła ramionami.

– To musi być czasami trudne.

W jej oczach pojawił się błysk. Oparła ręce na biodrach, zadarła brodę i oznajmiła:

– Nie, jest w porządku. – Gdy posłałem jej uśmiech, dodała: – Ona jest moją siostrą.

Poklepałem Tiffani po ramieniu.

Pociągnęła nosem i odeszła.

– Trzeba mówić prawdę – powiedziała raz jeszcze.

– Tak, trzeba.

Cios w powietrze, szturchnięcie.

– Bum, bęc... Chcę wracać do domu.

 

Chondra już siedziała obok Evelyn na przednim fotelu trzydziestoletniego chevroleta w śliwkowym kolorze. Samochód miał prawie zupełnie startą farbę z karoserii i złamaną antenę. Ktoś odwalił tu amatorskie lakiernictwo. Tylny zderzak auta był strzaskany, jeden koniec zwisał tuż nad ziemią.

Podszedłem do samochodu, kiedy Tiffani schodziła po schodach. Evelyn Rodriguez nie podniosła wzroku. Papieros zwisał z jej ust. Paczka winstonów leżała na tablicy rozdzielczej. Połowa przedniej szyby od strony kierowcy była pokryta tłustą mgłą. Palce Evelyn zajmowały się przywiązywaniem breloczka do kluczy. Cała reszta jej ciała pozostawała nieruchoma.

Chondra wtuliła się w fotel. Podkurczyła nogi i uparcie wpatrywała się w swoje kolana.

Nadeszła Tiffani i patrząc na mnie, zanurkowała na tylne siedzenie.

Evelyn oderwała wreszcie wzrok od swojego zajęcia, ale palce nie przestały się poruszać. Breloczek był biało-brązowy i przypominał skórę węża.

– No, to było krótko – stwierdziła. – Teraz zamknij drzwi.

Tiffani wykonała polecenie.

– Dziewczyny nie zaczęły jeszcze chodzić do szkoły – powiedziałem.

Evelyn Rodriguez popatrzyła przez moment na Tiffani, a potem odwróciła się do mnie.

– Zgadza się.

– Potrzebuje pani pomocy?

– Pomocy?

– Żeby zaczęły. Czy jest jakiś problem?

– Nie, byliśmy zajęci... Pilnuję, żeby czytały w domu. Nic im nie będzie.

– Planuje pani wkrótce je wysłać?

– Pewnie, kiedy wszystko się uspokoi. Więc co dalej? Muszą przyjechać jeszcze raz?

– Spróbujemy znowu jutro. Pasuje pani?

– Nie, w zasadzie to nie. Mam trochę spraw do załatwienia.

– A więc kiedy pani odpowiada?

Pociągnęła papierosa, poprawiła okulary i umieściła breloczek na siedzeniu.

– W ogóle mi nie odpowiada. Wszystkie odpowiednie chwile już minęły.

Psychologia i trudne tematy związane z dziećmi są istotnymi elementami tej powieści, co nadaje jej wyjątkowe, wręcz doniosłe znaczenie. Jednak nawet mając to na uwadze, trzeba stwierdzić, że Niedobra miłość to przede wszystkim niesamowity thriller, zapewniający czytelnikowi rozrywkę na wiele długich godzin i sprawiający, że po lekturze odczuwamy pewien niepokoju. I to z pewnością jest wyznacznikiem tego, czy Kellermanowi udało się osiągnąć cel, do którego dąży każdy pisarz w tym gatunku. (...) Z pewnością jest to jedna z najlepszych pozycji z Delawarem, więc jeśli szukacie miejsca, od którego moglibyście zacząć przygodę z Kellermanem, trafiliście wprost idealnie.

"Niedobra miłość" to obszerny thriller psychologiczny, w którym można się doliczyć ponad pięciuset stron fabuły. I przy tak dużej ilości tekstu, nie ominęła książki widoczna wielowątkowość, która w pewnym fragmentach, wybijała mnie z rytmu czytania, nie pozwalając skupić się na głównym wątku. Poza tym w powieści występuje dość duża ilość drugoplanowych postaci, których role trzeba sobie w głowie umiejętnie poukładać, by podczas czytania nie wdarł się do głowy odbiorcy chaos i zdezorientowanie. Jeśli jednak uporządkujecie te dwa elementy, czyli nastawicie się na wielowątkowość i usystematyzujecie konkretnych bohaterów, na pewno pozwoli Wam to skupić się na motywie przewodnim książki, który wielu może zaciekawić w kontekście ludzkiej psychiki.

Mimo zaskakującego finału, książkę oceniłabym tylko jako dobrą. (...) Chyba po prostu twórczość Kellermana nie leży w moim guście czytelniczym a korektor tylko pogorszył sprawę. Trudno. Z nadzieją oczekuję na inne tytuły z wydawnictwa.

Książka jest niesamowicie zaskakująca, podczas czytania różne rozwiązania przychodziły mi do głowy, ale i tak zostałam zaskoczona finałem. Uwielbiam książki, które zmuszają mnie do myślenia, dociekania i kombinowania. Jest to moje pierwsze spotkanie z fikcyjnym psychologiem Alexem, ale podobnie jest więcej książek o nim. Z chęcią po nie sięgnę. Uwielbiam thrillery psychologiczne, także ten polecam z czystym sumieniem.

„Niedobra miłość” to dobra powieść, tajemnicza i wielowątkowa, acz mało obfitująca w mocne emocje. Dlatego też polecam ją fanom pokrętnych zagadek, którzy nie boją się zawiłości i lubują się w obstawianiu, która z tak wielu postaci może być mordercą. Moje pierwsze spotkanie z twórczością Jonathana Kellermana zaliczam do udanych i z chęcią, gdy tylko będę miała taką okazję, zapoznam się z inną sprawą Alexa.

Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że jest to powieść psychologiczna. Co prawda, mamy tropy, które co nieco ujawniają psychikę sprawcy, jednak bardzo długo autor nie podsuwa nam żadnego rozsądnego rozwiązania, kto mógłby stać za tym wszystkim. Niespodziewanie, jakieś 100-150 stron od zakończenia historii przedstawione zostają wszystkie fakty. Czy szokują? Z pewnością. Wolałabym jednak sama snuć insynuacje, niż w rezultacie mieć podane wszystko na tacy. No cóż, nawet nie żałuję czasu poświęconego na ,,Niedobrą miłość". To przeciętny kryminał, jednak na pewno nietuzinkowy.

Wszystkim fanom szybkiej i wciągającej akcji mocno ten thriller polecam. Nie będziecie zawiedzeni. Zakończenie dawno mnie tak nie zaskoczyło. (...) Thriller mocno działa na naszą psychikę, podobno autor jest w tym mistrzem.

Niedobra miłość to doskonale napisany thriller, bardzo nieoczywisty i intrygujący. Alex Delawere jak zwykle stanął na wysokości zadania, bardzo cenię tego bohatera. (...) Niedobra miłość to znakomity thriller psychologiczny, tajemniczy i wciągający. Świetna lektura - polecam!

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ

Beata Wasilewska
2015-09-27

Jonathan Kellerman to amerykański pisarz i psycholog, który zasłynął z serii thrillerów psychologicznych z Alexem Delawarem w roli głównej. Sięgnęłam po jeden z nich, pt. "Niedobra miłość". Jest to ósma część w cyklu liczącym trzydzieści jeden powieści (to imponująca liczba, ale dla mnie pierwsze spotkanie z twórczością pisarza). Powieść jest rozległym i wielowątkowym thrillerem, który ...