Dla młodzieży
Alicja Królowa Zombi
KUP TERAZ

Alicja Królowa Zombi

2 opinie
Liczba stron: 448
Oprawa miękka
ISBN: 978-83-276-1032-4
Premiera: 2015-05-06

Wszyscy jesteśmy szaleni
Mam plan. Tym razem unicestwimy zombi raz na zawsze. Zegną przede mną kark, uznają moją władzę. To ja będę królową ich martwych serc.
Przeżyłam koszmar, ale przetrwałam. Naiwnie założyłam, że teraz poznam, czym są szczęście i miłość. Straciłam czujność, a wtedy okazało się, że niektórzy ludzie są gorsi niż zombi. Czas rozpocząć ostateczną rozgrywkę. To będzie bitwa o wszystko, co kocham. Jeśli będę musiała poświęcić życie – nie zawaham się ani sekundy.

Gena Showalter

Autorka powieści znajdujących się na liście bestsellerów New York Times i USA Today. Jej ulubione gatunki literackie to paranormal, współczesny romans, a także opowiadania kierowane do młodych ludzi. Umiejętnie łączy zmysłowe opisy z wątkami sensacyjnymi, a przy tym daje ujście swemu poczuciu humoru. To sprawia, że od jej powieści trudno się oderwać. Pisała dla takich magazynów, jak „Cosmopolitan” i „Seventeen”, pracowała też dla MTV oraz wielu regionalnych i ogólnokrajowych programów newsowych. Powieść „Mroczna noc” ukazała się po raz pierwszy w USA w 2008 roku i została nominowana do Rita Awards 2009 w kategorii Paranormal Romance.

KRÓLOWA MARTWYCH SERC

Jesteście na to gotowi?
Na romans i namiętność, zdradę, stratę, ból...
Na koniec?
Myślałam, że jestem gotowa. Zaczęłam się przyrównywać do monety, życie po jednej stronie, śmierć po drugiej. Czułam się tak, jakby rzucono mnie w powietrze, tylko po to, bym spadła na łeb, na szyję. A to, którą stroną do góry bym wylądowała, zależało całkowicie od losu. Przekonałam się jednak, że nie wszystko, co się dzieje, jest pisane.
Zastanówcie się tylko. Zjadłam na śniadanie rogalika z kremowym serkiem – to nie los, lecz głód.  
Straciłam matkę, ojca i ukochaną siostrzyczkę w wypadku samochodowym – to nie los, lecz panika.
Czworo z moich przyjaciół zastrzelono w ciągu jednej nocy, a dwoje innych zabito wkrótce potem – to nie los, lecz ZŁO!
„Los” i „jest pisane” sprowadzają się do jednego. To narzędzie, jakie nam dano, byśmy kształtowali swe przeznaczenie. Wybór. Mój, twój, ich. Dobry. Zły. Brzydki.
Oto mój wybór: przed wieloma miesiącami postanowiłam przyłączyć się do grupy zabójców i poświęcać noce na walkę z zombi.
Tak. Zombi.
Te złe istoty żyją między nami, niewidzialne dla oka pozbawionego daru widzenia. Wyłaniają się po zmroku, złaknione ludzkich dusz, esencji życia. Ucztują i zatruwają. Jeśli cię ugryzą, twój duch powstanie wygłodzony, gotów pożerać.
Uważałam zombi za najgorszego wroga ludzi, jaki kiedykolwiek chodził po ziemi.
Myliłam się.
Człowiek może być niebezpieczniejszy niż potwory.
Istnieje pewna firma. Anima Industries. To ona kontroluje zombi, a jej pracownicy uznali, że zabójcy są problemem, który da się rozwiązać tylko w jeden sposób: poprzez eksterminację.
I teraz zabójcy stają przed jedynym wyborem. Zejść do podziemia albo wyruszyć na wojnę. Innymi słowy, schować nasze monety albo nimi rzucić.
Tak wiele już straciliśmy, pozostali zaś nieliczni. Najmądrzej byłoby spakować walizki i gdzieś się ukryć. Przeżyć i przystąpić do walki innego dnia.
Pieprzyć „najmądrzej”!
Rzucamy monetą. W taki czy inny sposób zniszczymy ludzi Animy raz na zawsze – albo oni zniszczą nas.
Dokonaliśmy wyboru.
Gotowi czy niegotowi, nadchodzimy.
Do zobaczenia po drugiej stronie.
Ali Bell.


*

– Rany. Co ty na to? – Moja najlepsza przyjaciółka, Kat Parker, wskazała przeciwległy narożnik ze stolikiem zajmowanym przez trzech chłopców w naszym wieku.
Jeden z nich był dostatecznie gorący, by roztopić lód na biegunie. Drugi nie odznaczał się atrakcyjnością w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, ale zważywszy na jego oczy o barwie likieru chartreuse, nie miało to większego znaczenia. Trzeci wydawał się zdumiewająco szorstki; miał świeże zadrapanie na policzku i blizny na kłykciach.
No, no. W końcu znalazłyśmy bufet oferujący spory wybór męskich przekąsek.
– Doskonałe – odparłam, kiwnąwszy głową.
– No, nie wiem. – Reeve Ankh, moja druga przyjaciółka, obrzuciła chłopców uważnym spojrzeniem i zagryzła wargę. – Czuję niebezpieczne wibracje ze strony tego trzeciego.
Tego po prawej – Blizny. Doskonale. Jej radzag – radar zagrożenia – działał na optymalnym poziomie.
W naszym małym trio zawsze uosabiała głos rozsądku. Albo, jak zwykła mawiać Kat, „Siedź cicho i żyj umiarkowanie”.
Moja ukochana Kat wyrażała to oczywiście w możliwie najmilszy sposób. Nie miała żadnych oporów. Zawsze mówiła to, co myśli, zawsze broniła tego, w co wierzy – liczyło się tylko jej zdanie – i żyła zgodnie z dewizą: jadę niesamowitym pociągiem, a ty możesz do niego wskoczyć albo dać się rozjechać.
Czy można się zatem dziwić, że kochałam ją tak bardzo?
– To głupie, dziewczyny.
Ta mrukliwa uwaga padła z ust Mackenzie Love, niegdyś mojego największego wroga, obecnie kandydatki do grupy ulubienic.
Większość ludzi była zaskoczona naszą nagłą i niespodziewaną przyjaźnią, ale nauczyłam się już, że życie może się zmienić w mgnieniu oka.
Wszystko mogło się zmienić w mgnieniu oka.
Przyjęłam to do wiadomości i zaakceptowałam.
– Trudno. – Trina Brighton, ostatnia z naszej grupy, kopnęła Mackenzie pod stołem. – To był twój pomysł.
– Zgadza się. Poprosiłyście nas o pomoc, a my się zgodziłyśmy pod jednym warunkiem. Że będziecie robić to, co wam powiemy i kiedy wam powiemy. – Szczerząc zęby w swym szczęśliwym kocim uśmiechu, Kat zatarła dłonie. Podczas gdy ja przekonywałam się do Mackenzie, ona wciąż traktowała ją z rezerwą. – Będzie super. Dla mnie.
Nie chciałam tego przyznać, ale owszem, dla mnie też miało być super.
Siedziałyśmy w Choco Loco, barze czekoladowym, gdzie dziewczyny wybierały sobie smakołyki, a chłopcy wybierali dziewczyny. Nie oznacza to, że chciałam być wybrana.
Chodziłam z niesamowitym Cole’em Hollandem – oficjalnie, znowu – od ponad miesiąca. I, okay, był mały problem z naszym związkiem. W ciągu ostatniego miesiąca mieliśmy – dajcie mi chwilę, bym mogła policzyć – zero randek. Spędziliśmy łącznie... zaraz, zaraz... zero minut razem. A całowaliśmy się... och, nie wiem... zero razy.
Oto rzeczy, które wkurzają bardziej.
No dobrze, jest ich niewiele, ale są. To, że stanowiłam wyżerkę dla zombi. To, że walczyłam z najgorszą zombiczną toksyną w dziejach. No i mój faworyt: to, że Anima mnie zamknęła, traktowała prądem, głodziła i studiowała jak dziwoląga z ogrodu zoologicznego.
Zważywszy na wszystko, co przeżyłam, moje życie miłosne powinno być migoczącym diamentem w morzu życia. W morzu Cole’a, powiedzmy.
Dobre sobie. Próbowaliśmy się spiknąć, no, wiecie, wszystko-zaplanowane-co-do-sekundy, ale każda z naszych schadzek napotykała pewien mały problem.
Jego imię: babcia.
Poważnie, moja babcia przemieniła się w samozwańczą policję i okay, okay, nie muszę wysilać specjalnie mózgownicy, by wiedzieć dlaczego. Pewnej nocy Cole ocalił mnie przed bardzo bolesną śmiercią, więc postanowiliśmy to uczcić. Sami. Przekradł się do mojej sypialni i właśnie robiliśmy to, co zawsze (nie zamierzam podawać pikantnych szczegółów, ale tak właśnie było: pikantnie). Usłyszała nas – horror! – i wpadła jak burza.
Wciąż mieliśmy na sobie ubrania (z grubsza), ale Jezu, ta pozycja, w jakiej nas przyłapała...
Od tej pory babcia przywarła do mego boku jak rzep do psiego ogona. Uwalnia mnie od siebie tylko wtedy, kiedy jestem ze swoimi dziewczynami albo kiedy grasuję po ulicach, polując na zombi.
Nie zrozumcie mnie źle. Kocham babcię na zabój. I Cole też. Kiedy zejdziemy się we trójkę, naprawdę świetnie się bawimy. Ale chcę czegoś więcej. Potrzebuję więcej. Jestem uzależniona od dłoni Cole’a i jego ust... I – och, nienasycona Ali! – od kolczyka w jego sutku. Wstrzemięźliwość wkurza!
– Na co czekacie, króliczki? – Kat walnęła dłonią w stół – Czy nie dałam jasno do zrozumienia, że nie macie tu nic do gadania? Prawo grupy. Wiecie, co macie zrobić, więc zróbcie to.
Do naszego stolika podszedł kelner, zanim Mackenzie zdążyła odpowiedzieć. Przed każdą z nas postawił mus czekoladowy.
– Hm. – Reeve zmarszczyła czoło. – Nie zamawiałyśmy tego.
– Ukłony od tych ogarów w kącie. – Kelner mrugnął i zniknął.
Jak na zawołanie, popatrzyłam wraz z przyjaciółkami na podżegaczy naszego czekoladowego nałogu. Gorący i Chartreuse podnieśli szklanki w geście toastu. Blizna tylko patrzył.
Przypominał mi Cole’a.
Kat wstała z miejsca i zawołała:
– Moja przyjaciółka MacLovin’ podejdzie do was i podziękuje osobiście, kiedy tylko odzyska normalny puls. Jest w totalnym szoku...
Mackenzie pociągnęła ją za ramię, tym samym sadzając z powrotem na krześle i uciszając jednocześnie.
– Musisz mnie tak dołować?
Podczas gdy nasi dobroczyńcy przybijali piątkę, Kat poklepała Mackenzie po plecach.
– Co tak narzekasz? Przyszłyśmy tutaj, żeby ci znaleźć chłopaka, i teraz, dzięki mnie, cel został osiągnięty. Przygotowałam odpowiedni grunt, a tobie pozostaje tylko podejść tam i wybrać swoją ulubioną zabawkę. Nie krępuj się.
Mackenzie walnęła czołem o blat stolika.
– Dlaczego zachowujesz się jak dzieciak? – Kat znowu klepnęła ją w plecy. – Jesteś przecież, jakby to powiedzieć, superwojownikiem ninja, który nocami łapie motyle i...
– Wielkie nieba – przerwałam jej. – Przestań tak mówić.
– Poważnie. – Mackenzie przestała uderzać czołem o stolik i podniosła głowę. – W twoich ustach brzmi to tak, jakbyśmy były... dziewczynami. – Wyraźnie się wzdrygnęła.
Choć Kat i Reeve zaliczały się do cywilów, nie do zabójców, wiedziały o mrocznym i sekretnym świecie, który wokół nich istniał. A Kat, no cóż, lubiła teraz określać zabijanie zombi jako łapanie motyli. Taka była słodka.
– Mnie nie przeszkadza nazywanie tego łapaniem motyli – wyznała Trina.
Kat uśmiechnęła się zadowolona.
Mackenzie gapiła się na Trinę.
– Co? – Wzruszyła ramionami Trina. – Jestem pewna swojej męskości.
Parsknęłam. Trina może i wyglądała jak ktoś, kto mógłby podnieść autobus, ale serce miała miękkie jak żelki.
– Powinnaś pogadać z tymi chłopakami i załatwić sprawę, Mac. – Reeve przesunęła palcem po brzegu szklanki i zlizała z opuszka czekoladę. – Kat jest chyba gotowa, żeby cię tam zaciągnąć.
– Szczera prawda – potwierdziła Kat, skinąwszy głową. – Dzielą mnie od tego zaledwie sekundy.
– A jeśli to zrobi – ciągnęła Reeve – to ostatnie pięć minut wyda ci się najszczęśliwszą chwilą w twoim życiu.
– Dobra. – Mackenzie, krzywiąc się gniewnie, wstała od stolika. – Ale nie zamierzam ich oczarować.
– Jakbyś mogła – zauważyła sarkastycznie Kat, a grymas na twarzy Mackenzie pogłębił się jeszcze bardziej.
– Masz to jak w banku. – Naprawdę w to wierzyłam. Mac nie musiała posługiwać się jakimkolwiek urokiem. Nie z taką twarzą.
Wszystkie moje przyjaciółki miały perfekcyjne twarze modelek. A jednak każda była inna.
Kat, ze swoimi prostymi, ciemnymi włosami i orzechowymi oczami, wydawała się swojsko urocza, jak dziewczyna z sąsiedztwa. Reeve, z kasztanowymi falistymi puklami i sarnimi oczami, olśniewała niczym miss autostopu. Mackenzie, z czarnymi lokami i szmaragdowymi oczami, przywodziła na myśl cudowną dziecinkę anioła. Trina zaś, ze sterczącym ostro jeżem i oczami w ciemnych obwódkach, była supercool niczym gwiazda punk rocka. Ja natomiast mogłabym uchodzić za wizualną ekscentryczkę – włosy o bladym odcieniu blond i oczy tak niebieskie, że aż dziwaczne.
Kiedy Mackenzie zbliżała się do chłopaków, na nasz stolik padł jakiś cień.
Kat zapiszczała z radości i rzuciła się w ramiona nowo przybyłego.
Nie trzeba było szczególnie wytężać wzroku, by się zorientować, kto właśnie się zjawił. Szron, jej powracająco-odchodzący chłopak.
Łączył ich osobliwy związek, bo nawet gdy nie byli ze sobą, byli ze sobą. Na całego. Nigdy nie spotkałam dwojga ludzi bardziej zakręconych na swoim punkcie.
Upstrzyła jego twarz pocałunkami.
– Przyszedłeś!
– A ty wyglądasz niesamowicie.
– Jasne.
Ha! Tak doskonała, pewna odpowiedź. Tak bardzo w stylu Kat. Pomyślałam, że muszę to sobie przypomnieć, kiedy Cole obdarzy mnie następnym razem jakimś komplementem.
– Nie mogłem trzymać się z daleka. – Szron przesunął palcami po jej włosach. – Twój ostatni esemes brzmiał chyba, cytuję: „Jeśli nie pojawisz się w ciągu następnych dziesięciu minut, prawdopodobnie zapomnę o tobie i zakocham się w kimś innym”.
Moja droga przyjaciółka odznaczała się niezwykłą poetycznością.
Zza pleców Szrona wyłonił się Lucas, atrakcyjny jak zawsze, w koszulce polo z podwiniętymi rękawami, które ukazywały idealnie opalone ręce. Skinął głową Trinie, przyglądając jej się przez kilka sekund, i nie było to grzeczne spojrzenie. Zdawało się, że przebiegł między nimi naelektryzowany łuk zauroczenia. No, no. Już wcześniej podejrzewałam, że spotykają się sekretnie, a to tylko potwierdziło moje przypuszczenia. Dobrze. Zasługiwali na gorącą dawkę szczęścia.
Kat, owinąwszy Szronowi palce wokół nadgarstka, przyciągnęła go bliżej.
– Zawsze uważałam, że szczera i otwarta komunikacja to klucz do udanego związku. A także prezenty. Masz coś dla mnie?
– I dla mnie! – Reeve pomachała rękami wyczekująco. – Dawaj.
Szron ją zignorował. Jak zwykle liczyła się tylko jego dziewczyna.
– Czyż moja egzaltowana obecność nie stanowi już dostatecznie cennego prezentu? Porzuciłem Cole’a i Bronxa i pobiłem rekord prędkości, by przybyć tu i przetrącić kręgosłup każdemu, kto by zechciał cię uwieść. A ponieważ chce to zrobić każdy, musisz mi tylko powiedzieć, od kogo mam zacząć.
Nadstawiłam uszy na wzmiankę o Cole’u.
– Gdzie go zostawiłeś?
Szron, co oczywiste, mnie także zignorował.
– W salonie Tatty’s Ink – wyjaśnił Lucas. – Bronx tatuuje sobie imię Reeve na ręku. Co, jak sobie właśnie przypomniałem, ma być niespodzianką.
Reeve zapiała z radością, podniecona niespodziewanym darem ze strony swojego chłopaka.
Sama postanowiłam zrobić sobie dwa nowe tatuaże, więc dlaczego nie pojechać tam od razu? Cole trzymałby mnie cały czas za rękę, a potem uświadomiłby sobie, że nigdy nie było lepszej okazji, by znaleźć trochę nie-babcinego czasu. Dwie pieczenie przy rozkosznym ogniu. No i moglibyśmy... robić różne rzeczy. Zadrżałam z podniecającego wyczekiwania.
Wiedząc, że byłoby przestępstwem pozostawienie choć odrobiny musu czekoladowego, pochłonęłam go i oblizałam brzeg szklanki, potem znów, tak dla spokoju sumienia. Wiedziałam, że nie przesadzam, mrucząc:
– To najlepsza rzecz pod słońcem.
– Zgadzam się – oznajmiła Reeve.
W końcu postanowiłam dzielnie wkroczyć między Szrona i Kat. Owszem, inni ludzie obrywali wcześniej za coś takiego, ale zdecydowałam się zaryzykować. Pragnęłam skupić na sobie całą uwagę swej najlepszej przyjaciółki.
– Wychodzę i zabieram Mackenzie. – Kierowała mną obsesja miłosna. – Nie będziesz się tak dobrze bawić beze mnie, ale mam nadzieję, że się poświęcisz.
Kat zasznurowała usta.
– A co z tą najszczególniejszą okazją? Dziewczyńskim dniem?

Szczerze?
– Wziął w łeb w momencie, gdy zjawili się Szron i Lucas.
– Hej – odezwał się Szron za moimi plecami. – W łeb biorą ode mnie ci, którzy twierdzą, że coś bierze w łeb z mojego powodu.
– Ale to prawda. – Kat spojrzała na mnie. – Pomijając to, dajmy spokój bzdurom i skupmy się na tym, o co ci tak naprawdę chodzi. Muszę wybierać między nim a tobą.
Gdyby miało mnie to ocalić przed koniecznością sporu: iść czy nie iść?
– Tak.
– Och. No dobra. Wybieram ciebie – oznajmiła z promiennym uśmiechem. – Ma się rozumieć.
Mogłam się tego spodziewać, niestety. Choć bardzo kochała Szrona, kochała też mnie. Może nawet więcej. Byłyśmy siostrami bardziej serca niż krwi i (prawie) zawsze każda z nas przedkładała potrzeby drugiej ponad potrzeby innych.
– Spadaj, Szron. – Pomachała nad moim ramieniem, jakby się opędzała od muchy. – Możesz później przypomnieć mi o moich uczuciach wobec ciebie.
– Ależ kotku – zwrócił się do niej błagalnym tonem. I było zabawne patrzeć, jak jeden z największych i najbardziej wrednych pogromców Z. zamienia się w grzecznego chłopca, ponieważ maleńki kłębuszek puchu postanowił się z nim nie bawić. – Mam gorączkę, a jedyny lek to... trochę więcej kociej wredności.
Kat popatrzyła na niego spod przymrużonych powiek.
– Kociej wredności?
– Człowieku, chcesz stracić jądra? – mrukną Lucas.
– No dobra – przyznał Szron. – Jestem dostatecznie dorosły, by przyznać, że nie najlepiej to wyszło.
Chwyciłam Kat za ramię.
– Nie musisz martwić się o to, że zranisz moje uczucia. Aż się ślinię, żeby zobaczyć Cole’a.
– Zamierzasz się z nim migdalić?
– Tak – przyznałam, choć paliły mnie policzki.
– To takie lukrowe. I przekażesz mi wszystkie szczegóły?
Zaraz.
– Lukrowe?
– Moje nowe ulubione słówko, oznacza coś znacznie więcej niż „niesamowite”.
No cóż, dobra. Niebawem cały świat będzie je powtarzał.
– Jeśli nalegasz, to przekażę ci dokładne sprawozdanie. – Wiedziałam, że będzie nalegać.
Zastanawiała się przez chwilę, wreszcie westchnęła.
– Świetnie. Idź. Przełożymy to na kiedy indziej.
– Naprawdę?
– A co mogę powiedzieć? Jestem chodzącą życzliwością.
– Dzięki, dzięki, po tysiąckroć dzięki. – Pocałowałam ją w policzek i popędziłam do boku Mackenzie.
– ...pewnie przekręcony kontakt, bo ilekroć patrzę na ciebie, zapalam się – mówił właśnie Chartreuse.
Nie. I jeszcze raz nie. Powiedzonka zasłyszane w biegu nigdy nie są okay.
– Musimy lecieć – zwróciłam się do niej.
Chartreuse zmarszczył brwi.
– Ale dopiero do nas przyszła.
Mackenzie wręcz emanowała ulgą.
– Przykro mi, chłopcy. To było... – Nie powiedziała ani słowa więcej, ciągnąc mnie w stronę drzwi. Ona mnie, nie ja ją.
– Hey! – zawołała Reeve. – Nikt się ze mną nie pożegnał.
Pomachałam, wołając przez ramię:
– Cześć. Kochamy cię!
Posłała mi całusa.
Trina roześmiała się z czegoś, co powiedział Lucas, nieporuszona ani odrobinę naszą ucieczką.
Wyszłyśmy na wietrzne popołudnie. Świeciło słońce, ale w powietrzu panował chłód. W okolicznych butikach krążyli klienci, każdy zagubiony w swym własnym małym świecie.
– Dzięki – powiedziała Mackenzie, wzdrygając się przy tym. – Jedyny facet, którym się w ogóle interesowałam, ani razu się do mnie nie odezwał.
– Niech zgadnę. Pan Blizna.
– Tak. Jak się domyśliłaś?
– Mamy podobny gust. – Dowód: obie chodziłyśmy z Cole’em. – Sama bym go wybrała.
I nie tylko ze względu na szorstki powab.
Każdy zabójca biorący udział w wojnie przeciwko Z. tracił ukochanych z powodu ugryzień i ran bitewnych, a smutek i żal wznosiły pospołu bariery wokół naszych serc. Stawało się jasne, i to nieubłaganie, że silni mają większą szansę przetrwania; Blizna był zdecydowanie najsilniejszy z tamtej trójki.

Ostatnia część zaskoczyła mnie w dosyć miły sposób. Przeczytałam tą powieść i byłam nią zachwycona. Akcja cały czas gnała i nie było chwili oddechu. Moje nerwy były cały czas napięte, a serce biło w piersi tak, jakby za chwilę miało z niej wyskoczyć. Każda przeczytana strona nadawała tempa akcji i wydarzeniom. Niektóre rozdziały wyciskały ze mnie może łez, a inne sprawiały, że na ustach pojawiał mi się uśmiech. Raz powieść złamała mi serce i zniszczyła całą nadzieję na happy end, a raz pozwoliła poczuć czym jest prawdziwa przyjaźń i co się robi dla drugiego człowieka. Powieść jest godna polecenia i poświęcenia jej czasu! 

"Alicja. Królowa zombi" spełniła pokładane w niej oczekiwania i dostarczyła sporo frajdy z czytania. Zakończenie całej trylogii budzi duże emocje i niejednokrotnie potrafi wycisnąć łzy. Czasami, aż trudno się pogodzić ze stratą tak lubianych bohaterów. Autorka nie zapowiedziała kontynuacji, jednak nigdy nic nie wiadomo i może przyjdzie nam jeszcze powrócić do straszliwej króliczej nory. Gorąco polecam.

"Litery rozmazują się od łez napływających do oczu. Takiego żalu, takiego uczucia porażki i straty dawno nam ta książka nie zaserwowała. Autorce genialnie udało się zaprezentować emocje za tym idące, niemalże rozdzierając nam serce."

"Będę tęsknić za tą buntowniczką, gotową oddać życie za przyjaciół. Nawet za tą nowoczesną wersją zombi, właściwie duchowymi zombi. Niestety, nic nie trwa wiecznie... Kto sięgnął po pierwszy tom, ten ma zadanie- dokończyć serię!"

"Pokochałam "Kroniki Białego Królika" dzięki oryginalnej fabule i niezwykłemu poczuciu humoru. I tym razem Gena Showalter mnie nie zawiodła. Wszystkie wydarzenia, nieważne czy smutne, czy wesołe, przedstawia w nietuzinkowy sposób."

"Czytanie sprawiło mi wiele przyjemności. Szkoda, że losy głównych bohaterów dobiegły już końca, ale być może kiedyś do nich powrócę i przeczytam całą serię od początku. Na pewno będzie mi brakowało poczucia humoru moich ulubionych postaci i błyskawicznej akcji, którą zapewnia nam autorka."

"Wszystko, od A do Z, jest przemyślane i powieść nafaszerowana jest akcją i zombie. Zakochałam się w stylu pani Geny, we świecie, który wykreowała. (...) Polecam, polecam, POLECAM! Warto żyć dla takich książek."

"„Alicja Królowa Zombi” to książka, na którą czekałam zniecierpliwiona do granic możliwości. Zakochałam się tej serii a ta miłość rosła z każdym tomem, aż osiągnęła trwałe i nieodwołalne uczucie."

"Podobała mi się ta lektura i skończyłem ją w błyskawicznym tempie. Genie Showalter nie da się odmówić talentu pisarskiego i umiejętności kreowania różnorodnych bohaterów, przez co każdy czytelnik znajdzie kogoś, z kim mógłby się utożsamić."

"To, co jest zdecydowanie jednym z najlepszych aspektów tej serii to warsztat pisarski autorki. Jest niezwykle lekki i dopracowany, co daje wręcz wrażenie "sunięcia" po lekturze. Czas w czasie czytania płynie naprawdę szybko, przez co bez wątpliwości mogę powiedzieć, że seria Kroniki Białego Królika to prawdziwy pochłaniacz czasu."

"Wątek walki zabójców z zastępami zombi jest ciekawy i godny uwagi. Równolegle rozgrywa się też wspaniale nakreślony przez autorkę wątek miłosny. Alicja i Cole zakochują się w sobie już w poprzednim tomie trylogii. Tutaj jednak ich miłość rozkwita i nabiera mocy."

 

"Uwielbiam tę serię. Autorka i tym razem mnie nie zawiodła."

""Alicja królowa zombi" to kontynuacja na jaką czekałam. Może i brzmi to absurdalnie, bo kto by pomyślał, że można skonfrontować baśniową Alicję z atakiem zombi, ale uwierzcie mi - można. (...) Cieszę się, że wyobraźnia pisarzy nie zna granic, bo dzięki temu przekazują swoim czytelnikom niezapomniane przygody. Seria Białego królika jest tego doskonałym przykładem."

"Jeżeli pragniecie zatopić się w intrygującej powieści gdzie tak naprawdę znajdziecie wszystko zaczynając od przyjaźni, namiętności,bólu kończąc na stracie i miłość to ta pozycja jest właśnie dla Ciebie :)"

"Ostatnia część trylogii Geny Showalter wywarła na mnie ogromnie duże wrażenie. (...) Jeśli nie sięgnąłeś jeszcze po pierwszą część to popełniłeś ogromny błąd! Cudowna."

"Książka jest świetna. (...) mogę szczerze powiedzieć , że zakochałam się w serii Kroniki Białego Królika. A ta część przeszła moje oczekiwania. Jeszcze wiele razy do niej wrócę."

"O tej książce nie da sie mówić nie zdradzając treści książki. Genialność to za mało na ten tom, to istne cudo, lecz moja opinia może odbiegać od inych. Ją trzeba po prostu przeczytać."

"Muszę przyznać ,że z tej serii ta książka zrobiła na mnie najlepsze wrażenie. Ciągła akcja ,nowe wątki i z każdymi odpowiedziami więcej pytać dodatkowo dobrze przedstawiony wątek miłosny głównych bohaterów były czymś na co wato było czekać."

"Zombie i walka z nimi to niekoniecznie mój ulubiony pomysł na fabułę, dla tej serii jednak zrobiłam wyjątek i na każdy tom rzucałam się jak...zombie na mózg;)"

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ

kaena
2015-06-01

Kryminalny początek, fantastyczny finisz Ostatnia część trylogii Geny Showalter początkowo różni się od dwóch poprzednich tomów. Już na samym początku zostajemy wciągnięci w wydarzenia rodem z kryminału. Ktoś napada na bohaterów książki i stara się ich zabić lub porwać, a wszystko to owiane jest tajemnicą. Późniejsze wydarzenia zmierzają do wyjaśnienia sprawy. Niestety – dla kogoś kto...
alicyaoss
2015-05-13

Co sądzę o nieszczęsnym połączeniu motywu: Alicji, zombie i płytkiego romansu w wykonaniu Geny Showalter, pisałam już przy okazji wcześniejszych dwóch części książki (Alicja w krainie zombi i Alicja i lustro zombi). Po lekturze trzeciej, ostatniej już, części nic się nie zmieniło, autorka niczym mnie nie zaskoczyła. Znów wypełniła znany schemat, przewidywalną treścią, zapominając zupełni...