Powieść obyczajowa
Czas na miłość
24,99 zł
24,99
KUP TERAZ

Czas na miłość

brak opinii
ISBN: 9788327612380
Premiera: 2015-02-11

Dobrana para
Chrissie przyjeżdża do rodzinnej miejscowości, by zająć się spadkiem po zmarłym wuju. Spotyka tam Guya, który zajmuje się wyceną starych mebli. Zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. Wydają się wyjątkowo dobraną parą. Jednak szybko wychodzą na jaw sekrety, które obawiali się sobie wyjawić. Zrobią to za nich życzliwi znajomi…

Lekcja uczuć
Louise Crighton przeżyła młodzieńczą, nieszczęśliwą miłość do starszego kuzyna. Z tego powodu omal nie zrezygnowała ze studiów w Oksfordzie. Z depresji wydobył ją wykładowca prawa, Gareth Simmonds, młody i lubiany przez studentów. Louise czuła, że Gareth od początku traktuje ją inaczej. Spędzili razem noc, ale potem ona nie chciała się wikłać w kłopotliwy układ. Po paru latach spotykają się w Brukseli. Louise uświadamia sobie, że to Gareth jest największą miłością jej życia. Czy znowu nieodwzajemnioną?

Penny Jordan

Zanim Penny Jordan zaczęła pisać, uwielbiała opowiadać swojej młodszej siostrze bajki na dobranoc. Każdego dnia inną, każdego dnia z siostrą w roli głównej. Miłość do romansów i pisanie przyszła później.

Jordan chce, by jej czytelnicy odczuwali przyjemność z lektury. Wierzy w potęgę miłości i szczęście, jakie ze sobą niesie. Pisze w domu, w kuchni, otoczona swoimi czterema psami i dwoma kotami. Lubi też słuchać uwag swojej rodziny i bardzo często je uwzględnia.

- No i jak? - zapytała Kate niespokojnie, kiedy Louise po rozmowie w gabinecie opiekuna wróciła, a właściwie wtargnęła jak burza do swojego pokoju w akademiku. - Uspokój się - siostra złapała ją za ramię. - Mów zaraz, co powiedział Simmonds.
- Powiedział... nic nie powiedział. Straszył, że mnie wyrzuci - odparła krótko Louise.
- Co? Och, Lou, nie! Nie próbowałaś mu powiedzieć... wytłumaczyć...?
- Co miałam mu powiedzieć?
- O... o... Saulu. Wyjaśniłaś mu... Próbowałaś...
Louise nagle przestała krążyć po pokoju jak rozjuszona lwica i stanęła naprzeciwko siostry.
- Zwariowałaś? - syknęła. - Miałam opowiadać Simmondsowi o Saulu? - Zamknęła oczy na wspomnienie litości widocznej w oczach opiekuna. Jak śmiał się nad nią litować? Jak ktokolwiek śmiał?
- Dał mi czas do Bożego Narodzenia. Jeśli do tej pory nie poprawię stopni...
- Przecież to dla ciebie nic trudnego - usiłowała pocieszyć siostrę Kate. - Masz przed sobą resztę wakacji i całą jesień. Pomogę ci.
- Nie chcę, żebyś mi pomagała. Chcę tylko... - zaczęła Louise porywczo i zamilkła.
Przerażała ją siła własnych uczuć i daremność wysiłków.
- Może spędzimy razem wieczór? - zaproponowała już spokojniej, chcąc wynagrodzić jakoś Kate wcześniejszy atak wściekłości. - Zjemy razem kolację, napijemy się wina. Mam jeszcze kilka butelek z zapasu, który dała mi ciotka Ruth na początku ostatniego semestru. Powiedziała, że przyda się na imprezy.
- Chętnie, ale jestem już umówiona - stwierdziła Kate z żalem, pokręciła głową i poczerwieniała. - Mam... randkę.
- Randkę? Z kim? - zainteresowała się Louise, ale Kate ponownie pokręciła głową.
- Z takim jednym. Nie znasz go. Och, Lou - powiedziała, ściskając mocno siostrę. - Wiem, co musisz czuć, ale postaraj się zapomnieć o Saulu.
- Gdybym tylko potrafiła - mruknęła Louise zdławionym głosem. - A poza tym, czy mam szansę? Jak zapomnieć, skoro wrócę do Haslewich. Och, Kate. - Miała już na końcu języka prosić bliźniaczkę, by odwołała swoją randkę, ale przypomniała sobie, z jakim wyrazem twarzy Gareth Simmonds powiedział jej, iż wie, że posługiwała się siostrą jako parawanem i postanowiła, tym razem przynajmniej, nie nadużywać siostrzanej dobroci.
Powtarzała sobie, że przecież nie jest osobą samolubną, zajętą tylko sobą egoistką, jak zdawał się sądzić Simmonds. Zrobiłaby wszystko to samo dla Kate... gdyby ją prosiła.
Coś szeptało jej jednak, że Kate nigdy by o nic podobnego nie poprosiła.
Letnie popołudnie przeszło w wieczór. Louise rozejrzała się zmęczonym wzrokiem po pokoju. Każde wolne miejsce zaściełały notatki, skrypty i podręczniki. W głowie tłukły się wciskane na siłę wiadomości, ale umysł ich nie asymilował.
Saul. Gdzie był teraz...? Co porabiał? Wstała i przeszła do niewielkiej kuchenki. Nie pamiętała, kiedy ostatnio jadła, ale na samą myśl o posiłku robiło się jej niedobrze.
Kątem oka dojrzała w zakurzonym kącie wino z zapasu, który podarowała jej ciotka Ruth. Czując lekki szum w głowie, nachyliła się i wyjęła jedną butelkę ze skrzynki.
Ciotka miała dość staroświeckie poglądy na temat życia studentów w Oksfordzie. Wino, które ofiarowała wnuczce brata, wybrała bardzo starannie ze względu na bukiet i działanie wzmacniające. Wyobrażała sobie, że młodzi ludzie będą je pili podczas eleganckich spotkań, jakie można było czasami widzieć w telewizyjnych adaptacjach angielskich powieści, których akcja toczyła się w dawnych, dobrych czasach.
Louise odkorkowała butelkę i nalała sobie kieliszek. Piła alkohol bardzo rzadko. Ot, czasami szklaneczkę dobrego trunku do obiadu. Wstępowała też od czasu do czasu na drinka do barów studenckich, ale traktowała to raczej jako obowiązujący w Oksfordzie rytuał towarzyski niż prawdziwą przyjemność.
Wino było wyjątkowo dobre, rozlewało się miłym ciepłem w gardle i rozgrzewało pusty żołądek.
Usiadła na podłodze i wpatrywała się tępo w stertę rozłożonych wokół notatek. Staranne pismo Kate tańczyło jej przed oczami. Zamrugała powiekami. Marszcząc czoło i kończąc wino, usiłowała skupić się na lekturze. Po alkoholu czuła się lepiej, w głowie czuła przyjemną lekkość, myślało się jej swobodniej. Mogła nawet myśleć o Saulu i nie czuła przy tym rozrywającego serce, niszczącego bólu.
Saul.
Poszła znowu do kuchni, by ponownie napełnić kieliszek. Ku swojej konsternacji stwierdziła, że nie może sobie przypomnieć rysów ukochanego. Zdawały się zacierać w pamięci, umykały, rozpływały się, stawały się amorficzne, nieczytelne. Co gorsza, im rozpaczliwiej starała się przywołać je przed oczy, tym bardziej próżny okazywał się wysiłek, a w wyobraźni z uporem pojawiała się twarz Garetha Simmondsa.
Wychyliła solidny haust wina i zaczęła gorączkowo kartkować swój pamiętnik w poszukiwaniu zdjęcia Saula, które zawsze tam przechowywała.
Trzymała właśnie fotografię w dłoniach, kiedy usłyszała pukanie.
Kate... siostra widocznie zmieniła plany i odwołała randkę, uznawszy, że powinna z nią zostać. Czując, że jest na lekkim rauszu, Louise ruszyła do drzwi, otworzyła i zawołała:
- Och, Kate, jak to dobrze, że przyszłaś. Ja...
Głos jej zamarł, gdy gość przekroczył drzwi i zamknął je starannie za sobą.
- Pan! - stwierdziła niemal z wyrzutem, patrząc, jak jej opiekun bezlitośnie wodzi wzrokiem po zabałaganionym wnętrzu, po czym spogląda na jej twarz ze śladami łez na policzkach. - Czego pan chce?
- Przyniosłem ci te papiery. Zostawiłaś je rano u mnie w gabinecie.
- Och! Nie wie... - Louise nieco zażenowana chciała odebrać papiery. Nie zauważyła, że w jednej dłoni nadal trzyma fotografię Saula, w drugiej zaś kieliszek napełniony winem.
Gdy wyciągnęła dłoń, zdjęcie wysunęło się z jej palców. Nachyliła się, by je podnieść i zderzyła się z Garethem Simmondsem. Wino ochlapało jego nadgarstek i jej rękę. Simmonds uprzedził ją, pierwszy podniósł nieszczęsną fotografię.
- Proszę, nie... - zaczęła nerwowo, ale było już za późno.
Simmonds przez chwilę przyglądał się bacznie twarzy na zdjęciu, po czym oddał je właścicielce z ironicznym komentarzem:
- Bardzo przystojny mężczyzna, Louise, przyznaję. Czy warto jednak rujnować sobie dla niego przyszłość? Poza wszystkim jest dla ciebie za stary - dodał nieco lekceważąco.
Louise już dostatecznie rozdrażniona poranną rozmową, teraz wybuchła:
- Nie, nieprawda! On... - Przerwała i z oczu popłynęły jej łzy. Wypiła resztę wina i buntowniczo zadarła głowę. - Nie jestem już dzieckiem, tylko dojrzałą kobietą.
Kpiące spojrzenie Simmondsa przeważyło chwiejną szalę, przyprawiając dziewczynę o furię.
- Czemu pan tak na mnie patrzy? Nie wierzy mi pan? Owszem, jestem kobietą i mogę to panu dowieść. Saul... on byłby ze mną, gdyby nie pojawiła się Tullah i wszystkiego nie popsuła.
- Ile kieliszków wypiłaś? - zapytał, ignorując jej bezładny wybuch, po czym wyjął jej kieliszek z dłoni i powąchał z niejakim obrzydzeniem.
- Jeszcze nie dość - oznajmiła żałośnie. - Proszę oddać mi kieliszek. Muszę się napić.
- Wykluczone. Masz już dosyć.
- Nie. - Rozzłoszczona Louise usiłowała wyrwać mu kieliszek z ręki, ale trzymał szkło mocno, a przy tym podniósł ramię, by nie mogła go dosięgnąć. Z taką wściekłością walczyła, że zachwiała się i oparła o Simmondsa, który tkwił na środku pokoju niczym niewzruszony głaz.
Louise zamrugała, czując pod dłonią uderzenia jego serca.
Było to takie uspokajające, nieoczekiwane, niosło pociechę. Jej oszołomiony alkoholem mózg usiłował pogodzić się z dziwnym doznaniem. Miała ogromną ochotę położyć głowę na piersi Simmondsa, zamknąć oczy i trwać tak, wreszcie bezpieczna niczym dziecko w ramionach ojca.
Rozprostowała delikatnie palce: czuła pod nimi, przez materiał koszuli, muskularne ciało i sprężyste włosy. Bliskość tego mężczyzny, na którego jeszcze przed chwilą była taka wściekła, działała, ku zdumieniu Louise, kojąco.
Ciągle jeszcze podtrzymywał ją ramieniem, które wyciągnął, kiedy się zachwiała. Przysunęła się bliżej, zamknęła oczy. Czuła w nozdrzach męski zapach, o wiele wyraźniejszy niż ten ulotny, którego ślady zachowała koszula Saula. Miała obok siebie człowieka z krwi i kości, realnego mężczyznę, a nie zjawę zrodzoną w młodzieńczej wyobraźni. Westchnęła cicho, z lubością, on zaś przesunął dłonią, po jej udzie.
- Louise.
Ostrzegawczy ton głosu sprawił, że otworzyła oczy i nieco nieprzytomnie spojrzała na Simmondsa.
- Nie, nie ruszaj się - szepnęła, starając się mówić trzeźwo. - Zostań ze mną... chciałabym...
Cofnął się o krok, w jego wzroku pojawiła się surowość. Szybko zamknęła powieki, rozchyliła usta i uniosła dłoń do jego twarzy, drugą zaś przeniosła jego rękę ze swojego uda na pierś.
Dotknięcie ręki Garetha przerodziło się w delikatną pieszczotę. Tego właśnie chciała, za tym tęskniła, na to czekała. Końcem języka zaczęła wodzić po jego wargach, drżąc przy tym z podniecenia.
Tak, to było jej potrzebne. Kąsała leciutko jego usta, które rozchyliły się w odpowiedzi na jej zapraszające karesy.
Zapominając się w pocałunku, przywarła do Simmondsa, a on ją przytulił. Wypite wcześniej wino zlikwidowało wszelkie zahamowania, pozostało czyste, długo nie zaspokajane pożądanie. Chciała stać teraz nago naprzeciwko mężczyzny, który ją całował, chciała, żeby ją pieścił i by ona mogła w ten sam sposób odwzajemniać pieszczoty. Wydawało jej się, że unosi się na fali nie znanych wcześniej doznań. Miała wrażenie, że za kilka chwil podobnych odczuć byłaby w stanie oddać życie.
- Saul, Saul - szepnęła cicho.
W tej samej chwili została gwałtownie odepchnięta i poczuła silne szarpnięcie.
- Saul - zaprotestowała.
- Otwórz oczy, Louise - usłyszała ostry i dobrze znany głos. - Nie jestem twoim najdroższym Saulem, kimkolwiek jest ten człowiek - dodał Simmonds z lekkim przekąsem.
Jej opiekun! Więc to wcale nie Saul? Nie Saul! Wielkie nieba, to...
Otworzyła oczy, W głowie wirowało jej od nadmiaru wypitego wina, z głodu i podniecenia, które ogarnęło ją przed chwilą z taką siłą. Zachwiała się, zaszokowana. Zbyt silna była ta mordercza kombinacja alkoholu i nie kontrolowanych emocji.
- Niedobrze mi - bąknęła żałośnie.
- O Boże - usłyszała poirytowany głos Simmondsa i poczuła, że opiekun na wpół ją niesie, na wpół ciągnie do małej łazienki, gdzie schylił jej głowę nad sedesem. W samą porę, bo w tej samej chwili zaczęła wymiotować.
Dopiero po długiej chwili, kiedy zwróciła już cala treść żołądka, torsje ustały, choć miała wrażenie, że klęczała z głową nad sedesem całą wieczność i trochę dłużej.
Podniosła się, oblana zimnym potem, spłukała odruchowo wodę i sięgnęła po płyn do ust.
Ciągle jeszcze kręciło się jej w głowie. Nie bardzo zdawała sobie sprawę, co się dzieje wokół niej. Niepewnie ruszyła do drzwi łazienki, ale Simmonds był obok i pomógł jej przejść do pokoju.
- Siadaj i zjedz to - usłyszała rozkazujący głos i została bezceremonialnie, choć łagodnie, pchnięta na krzesło, a przed nią pojawił się talerz z gorącymi grzankami.
- Nie jestem głodna - mruknęła apatycznie, odwracając wzrok od jedzenia.
- Jedz - rozkazał ponownie. - Chryste, dziewczyno, co się z tobą dzieje? Co ty wyprawiasz? Zamierzasz się wykończyć?
Louise czuła, że zaczyna boleć ją głowa.
- Dlaczego sobie nie pójdziesz? - zapytała drżącym głosem.
- Zjedz, to pójdę - oznajmił stanowczo.
Spojrzała na grzankę i poczuła, że torsje zaczynają powracać.
- Nie chcę - upierała się. - Chcę tylko...
- Chcesz swojego ukochanego Saula - przerwał jej ostro. - Owszem, wiem. Powiedziałaś mi to przed chwilą... pamiętasz...?
Pobladła, kiedy sobie uświadomiła, o czym mówi Simmonds. Alkoholowa mgła spowijająca umysł zaczęła się rozpraszać z zatrważającą szybkością. Spojrzała na usta Simmondsa. Czy rzeczywiście oni...? Na jego dolnej wardze dostrzegła nieznaczny ślad po... Czym prędzej odwróciła wzrok.
- Nie czuję się dobrze. Chciałabym... chciałabym się położyć.
- Po co? Żeby fantazjować o swoim ukochanym Saulu? - zakpił bez cienia litości.
Louise zamknęła oczy. Znowu zaczęło jej wirować w głowie. Próbowała wstać, ale zawroty jeszcze się wzmogły. Miała wrażenie, że za chwilę zemdleje. Próbowała walczyć z ogarniającą ją słabością, myśląc równocześnie, że to zupełnie bez sensu. Bez Saula całe jej życie było pozbawione sensu.
Powoli ogarnęły ją ciemności.

Kiedy się ocknęła, leżała w łóżku, nadal w dżinsach i w bluzce. Obok na krześle siedziała Kate i przyglądała się siostrze. Pokój był wysprzątany, we wnętrzu unosił się zapach pasty do podłóg i świeżej kawy. Na dworze było widno.
- Co tutaj robisz? - zwróciła się do Kate schrypniętym głosem. Gardło miała obłożone, a głowa wprost pękała z bólu.
- Przyszedł do mnie profesor Simmonds. Powiedział, że nie najlepiej się czujesz - oznajmiła Kate ostrożnie, unikając wzroku Louise.
Profesor Simmonds. Louise zamknęła oczy i zaczęła drżeć na wspomnienie tego, co zrobiła. Pod powiekami pojawiały się wyraziste obrazy: nie tylko widziała wyraz twarzy Simmondsa, wracały też wczorajsze doznania, kiedy to... kiedy...
Przewróciła się z jękiem i ukryła zawstydzoną twarz w poduszce.
- Co ci jest? Źle się czujesz? Masz może nudności? - dopytywała się niespokojnie Kate.
- Ja... ja... Co ci powiedział o mnie profesor Simmonds? - gorączkowała się Louise.
- Eee, nic. Mówił tylko, że... źle się poczułaś. Podobno pojawił się jakiś paskudny wirus, mnóstwo ludzi choruje. Simmonds prosił przekazać ci, że gdybyś chciała jechać do domu, to możesz jechać. Nie musisz teraz, latem, siedzieć w Oksfordzie i ryć w podręcznikach, żeby nadrobić opóźnienia.
- Nie, nie, mowy nie ma - przeraziła się Louise. - Saul...
- Saul pojechał odwiedzić rodziców. Zabrał ze sobą Tullah... chce ją przedstawić w domu - powiedziała cicho Kate.
- Nie chcę jechać do domu - oznajmiła Lou ze złością. I dopiero teraz spostrzegła, ze siostra omija ją wzrokiem, dokładnie wyrównując starannie ułożony stos leżących obok książek. - O co chodzi? Coś ty zmajstrowała? - spytała Lou zdjęta podejrzeniami. Intuicja podpowiadała jej, że bliźniaczka coś przed nią ukrywa, że czegoś nie chce jej powiedzieć.
Rzeczywiście, przyciśnięta do muru Kate zaczerwieniła się jak uczennica.
- Mów, Kate, O co chodzi? - rzuciła Louise rozkazującym tonem.
- Eee... Kiedy profesor Simmonds przyszedł do mnie powiedzieć, że nie czujesz się dobrze to... wypytywał o Saula.
- Słucham? A ty, co mu powiedziałaś? - W oczach Louise pojawiły się groźne błyski.
- Nic mu nie chciałam mówić, Lou - odparła potulnie Kate. - Proszę, zrozum. On był... Rozmawiał ze mną tak, jakby wiedział od ciebie o Saulu. Myślałam, że ty mu opowiedziałaś.
- Co mu powiedziałaś, Kate? - nic ustępowała Louise, widząc, że siostra jest wyraźnie speszona i unika jasnej odpowiedzi.
- Powiedziałam mu, ile Saul dla ciebie znaczy. Powiedziałam... że kochasz Saula, ale że on... - Kate przerwała i zwiesiła głowę. - Przepraszam, Lou, ale Simmonds nalegał. Mówił, że źle się czujesz. Tak bardzo martwiłam się o ciebie, że...
- Opowiedziałaś mu, co czuję do Saula, Zdradziłaś mnie. - Głos Louise brzmiał głucho, bezdźwięcznie. Dla Kate było to o wiele boleśniejsze, niż gdyby bliźniaczka zrobiła jej awanturę.
- Myślałam, że on wie. Zachowywał się tak, jakby rzeczywiście o wszystkim wiedział. Dopiero później zorientowałam się... domyśliłam... Lou, gdzie ty idziesz? - zaniepokoiła się Kate, widząc, że siostra wstaje z łóżka i zmierza ku drzwiom.
Louise nie raczyła odpowiedzieć, w każdym razie nie wprost. Dopiero w progu odwróciła się i oznajmiła ciągle tym samym głuchym tonem:
- Kiedy wrócę, nie chcę cię tutaj widzieć. Zrozumiałaś?
Było to najpoważniejsze nieporozumienie, jakie zaszło kiedykolwiek między bliźniaczkami.
Urażona do żywego Louise nie próbowała nawet spojrzeć na siostrę, zresztą i tak nic nie widziała, oczy miała pełne łez.
Jak Kate mogła aż tak strasznie, tak boleśnie ją zawieść. Jak mogła lekkomyślnie opowiadać o jej intymnych, głęboko osobistych sprawach? Jak mogła zawierzać komuś tajemnice siostry? I to w dodatku komu je zawierzyła? Simmondsowi!
Gareth Simmonds. Przez chwilę Louise miała ogromną ochotę iść prosto do niego i oznajmić mu w krótkich słowach, co o nim myśli, ale ledwie wyszła na zewnątrz poczuła, jak bardzo jest osłabiona.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ