Powieść obyczajowa
Nora
24,99 zł
24,99
KUP TERAZ

Nora

brak opinii
ISBN: 9788327607416
Premiera: 2014-11-14

Teksas, 1902

Nora Marlowe, świetnie wykształcona panna z dobrego domu, zawsze chciała zobaczyć Dziki Zachód. Przeczytała wiele romansów o przystojnych i dzielnych kowbojach. Romantyczne wizje w zetknięciu z rzeczywistością rozsypują się jak domek z kart. Tutejszym mężczyznom daleko do bohaterów z kart powieści, chociaż przy bliższym poznaniu, trochę zyskują. Zwłaszcza jeden z nich…

Diana Palmer
Diana Palmer, a właściwie Susan Spaeth Kyle napisała pierwszą powieść w 1979 roku. Wcześniej przez szesnaście lat pracowała jako dziennikarka w dziennikach i tygodnikach. Wydała ponad dziewięćdziesiąt książek, które przetłumaczono na wiele języków. Zdobyła siedmiokrotnie nagrodę Waldenbooks National Sales, czterokrotnie B. Dalton National Sales Award, dwukrotnie BookRack National Sales Award i wiele innych (Lifetime Achievement Award, Affaire de Coeur, RWA). Jest członkinią wielu towarzystw i zrzeszeń – Native American Rights Fund, American Museum of Natural History, National Cattlemen’s Association, Archeological Institute of America, Planetary Society, Georgia Conservancy, Georgia Sheriff’s Association i wielu organizacji dobroczynnych. Od 1972 roku jest żoną Jamesa Kyle’a, z którym ma jednego syna. W wieku czterdziestu pięciu lat wróciła na uczelnię, by uzupełnić wykształcenie. Ukończyła historię, archeologię i filologię hiszpańską. Namówił ją do tego mąż, który porzucił karierę urzędnika, ukończył studia informatyczne i założył firmę komputerową. W 1998 roku porzucił ten zawód i poświecił się karierze sportowej. Zdobył liczne nagrody i medale na lokalnych, krajowych i międzynarodowych zawodach w strzelaniu do rzutków. W wolnym czasie Susan uprawia ogródek, czyta książki z dziedziny archeologii i antropologii, słucha muzyki. Uwielbia iguany.

Nareszcie prawdziwy kowboj! Jej serce zaczęło bić szybciej. Ależ stylowy jegomość! Byłaby wielka szkoda, gdyby tacy ludzie podzielili los Indian i zniknęli z powierzchni ziemi. Kto wówczas będzie ratował wdowy i sieroty i wojował z czerwonoskórymi?
Była tak zajęta idealizowaniem zbliżającego się szybkimi krokami mitu, że dopiero po dłuższej chwili zorientowała się, iż mężczyzna kieruje się właśnie ku niej. Jej brwi, ukryte pod cienką woalką paryskiego kapelusika, uniosły się nieco, a serce zabiło jeszcze mocniej.
Nagle przyszło jej do głowy, że mężczyzna, o którym rozmyślała, jest zwykłym sługą, najemnym pracownikiem, jako że podstawowym zajęciem kowbojów jest opieka nad bydłem, a nie dokonywanie bohaterskich czynów. Doszła do wniosku, że obcowanie z pięknymi, nieskazitelnymi kowbojami mieszkającymi na kartach książek to jednak coś zupełnie innego niż spotkanie jednego z nich na żywo.
Mężczyzna, który z daleka wydawał się niebywale atrakcyjny, gdy podszedł bliżej, bardzo ją rozczarował. Był nieogolony, wręcz brudny. Kiedy na jego wytartych skórzanych ochraniaczach, które klapały przy każdym kroku, zauważyła ślady krwi, niemal wzdrygnęła się z odrazą. Ostrogi przy butach z wielkim czubem, oblepionych czymś, co zdecydowanie nie było błotem, pobrzękiwały melodyjnie. Gdyby ten człowiek próbował uratować wdowę albo śliczną sierotę płci żeńskiej i zbliżał się do nich, idąc pod wiatr, damy w opresji z pewnością uciekłyby od niego, zatykając palcami zgrabne noski!
Koszula w niebieską kratę była mokra od potu i kleiła się do ciała wręcz nieprzyzwoicie, podkreślając szerokie ramiona, imponujące mięśnie i gęsty, czarny zarost na piersi. Nora kurczowo chwyciła torebkę, by czymś się zająć i nie stracić panowania nad sobą. Niebywałe, że taki prymitywny mężczyzna, któremu przydałaby się porządna kąpiel, wzbudził jej zainteresowanie. Ług niewiele by tu pomógł, pomyślała złośliwie. Należałoby go wymoczyć we wrzącym wybielaczu.
Popatrzył na nią spode łba, kiedy uśmiechnęła się leciutko, biorąc się w garść. Miał kruczoczarne, proste i wilgotne włosy, a także szczupłą twarz pokrytą grubą warstwą kurzu, w którym spływający z czoła pot rzeźbił głębokie bruzdy. Oczy były wąskie i głęboko osadzone pod sterczącymi brwiami, skryte w cieniu kapelusza z szerokim rondem. Miał gęste ciemne rzęsy i prosty nos. Między wydatnymi kośćmi policzkowymi znajdowały się szerokie usta o klasycznym kształcie, a jego broda wystawała, co natychmiast obudziło czujność Nory.
- Panna Marlowe? – zapytał z silnym teksańskim akcentem, nie starając się nawet odwzajemnić uśmiechu.
Rozejrzała się po opustoszałym peronie i głęboko westchnęła.
- Szanowny panie, jeśli widzi pan kogoś jeszcze, kto mógłby nią być, to życzę powodzenia. – Gdy popatrzył na nią, jakby nie zrozumiał, co do niego powiedziała, postanowiła pomóc biedakowi i dodała: - Jest gorąco. Chciałabym jak najprędzej znaleźć się na ranczu. Nie jestem przyzwyczajona do upału i takich… hm… aromatów. – Odruchowo zmarszczyła nos.
Wyglądał, jakby się w nim zagotowało, ale nie powiedział ani słowa. Za to miną wyraził bardzo wiele. Otóż właśnie ujrzał typową paniusię ze Wschodu, przebogatą, wydelikaconą i przewrażliwioną, dla której tutejsze warunki życia są godne pożałowania. Ot, nic nowego, widywał już takie. Tyle że ku swemu zdziwieniu tym razem poczuł się rozdrażniony, a nawet urażony tą „paniusiowatością”.
Przekrzywił głowę, przyjrzał się jej bagażom i spytał wreszcie:
- Przeprowadzka?
- Co… słucham? – zdumiała się. - To tylko bagaż podróżny – dodała obronnym tonem. – Przecież musiałam zabrać rzeczy osobiste. – Czuła się dziwnie, bo nie nawykła do tego, by przepytywała ją służba.
- Dobrze, że wziąłem powóz. - Westchnął głośno. - Chociaż nie wiem, czy wszystko się zmieści, bo kupiłem sporo prowiantu.
Obróciła torebkę smukłymi dłońmi i stłumiła uśmiech.
- W takim razie pobiegnie pan za wozem, niosąc walizki na głowie, jak robią to tragarze na afrykańskim safari – powiedziała miłym głosem. – Znam to z własnego doświadczenia.
- Biegała pani za wozem z torbami na głowie?

"Książka wciąga i mimo, że jest to typowe romansidło - bardzo mi się podobała. (...) bardzo przyjemna, lekka i optymistyczna. Ciekawie jest też na chwilę przenieść się w czasy wiktoriańskie i zrozumieć, jak wtedy żyli i myśleli ludzie, jak wyglądał świat."

"Powiem Wam, że ja jestem zadowolona z lektury. Nie był to taki banalny romans gdzie dzieją się same piękne rzeczy, ludzie są wspaniali i nie popełniają błędów. Tutaj można naprawdę zatracić się w czytaniu. Do takiego stopnia, że nawet się nie obejrzymy, a prawie 400 stron książki będziemy mieli już za sobą :)"

"Sięganie po tę książkę jest jak wizyta u starego przyjaciela od początku czujesz się dobrze i wiesz czego się spodziewać, ale to nie sprawia, że się nudzisz, przeciwnie. Miło spędzasz czas, a na koniec nie chce Ci się wierzyć, że minęło tyle godzin i czas już wychodzić. Jeszcze nie zamknąłeś drzwi, a już zaczynasz tęsknić."

"Książka idealna na jeden wieczór. Język jest bardzo prosty, łatwo zrozumiały. Natomiast narracja jest dość szybka i bez rozwlekłych opisów, co bardzo mi się spodobało. Autorka przedstawiła obraz Dzikiego Zachodu w dosyć dokładny sposób oraz poruszyła temat pozycji społecznej."

"To pozornie lekka powieść obyczajowa z przesłaniem mówiącym, że pozycja społeczna i wielki majątek to nie jest najważniejsze, liczy się przede wszystkim człowiek i to, jakie wartości sobą reprezentuje."

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ