Erotyka
Ekstaza
KUP TERAZ

Ekstaza

Sylvia Day
brak opinii
ISBN: 9788327609809
Premiera: 2014-09-10

Ekstaza
Jax wciąż mnie podnieca… Dziwne, bo przecież gościł w moim życiu zaledwie pięć tygodni, i to dwa lata temu. Teraz wrócił i od razu pokrzyżował mi plany. Wierzcie mi, jest boski.

EKSTAZA

Droga do recepcji zdawała się nie mieć końca.

To, że Jackson nadal tak na mnie działał, napawało mnie goryczą. W końcu gościł w moim życiu przez bardzo krótki czas, a po nim miałam jeszcze dwóch kochanków i sądziłam, że o nim zapomniałam, a czas uleczył rany.

Kiedy wyszłam zza rogu, Jackson wpatrywał się w witrynę z najlepiej sprzedającymi się książkami kucharskimi. Na jego widok zabrakło mi tchu. Wysoka, potężna sylwetka Jaxa doskonale prezentowała się w pięknie skrojonym garniturze, który, jak się domyśliłam, włożył na znak szacunku dla Lei. Nigdy nie widziałam go w tak oficjalnym i eleganckim stroju. Poznaliśmy się w barze, dokąd poszłam koleżankami ze studiów, a on akurat brał udział w wieczorze kawalerskim.

Powinnam była się domyślić, że z tej znajomości nie wyniknie nic dobrego.

Mój Boże, prezentował się fantastycznie. Ciemne włosy były krótko przycięte po bokach i z tyłu, a nieco dłuższe na czubku głowy. Brązowe oczy, tak ciemne, że niemal czarne, okolone gęstymi rzęsami, wydawały się przewiercać rozmówcę na wylot. Naprawdę wydawało mi się kiedyś, że są łagodne i ciepłe? Najwyraźniej oszołomiły mnie te pełne zmysłowe usta i dołeczek w policzku. Jackson Rutledge nie miał w sobie ani krztyny łagodności. Był twardym i cynicznym człowiekiem, do tego wyjątkowo bezwzględnym.

Obrzucił mnie od stóp do głów powolnym, uważnym spojrzeniem, przez co mimowolnie zacisnęłam pięści. Podchodząc do niego, powtarzałam sobie, że każdej kobiecie posłałby takie spojrzenie, ale w duchu wiedziałam co innego. Pamiętałam go. Pamiętałam jego dotyk, zapach, jego skórę na mojej…

Wnioskując z tego, jak na mnie patrzył, myślał o tym samym.

- Witam pana - odezwałam się oficjalnym tonem, bo nadal nie zdradził ani słowem, że wie, kim jestem.

Mówiłam spokojnym, opanowanym głosem, który nie brzmiał jak ten, którym posługiwałam się na co dzień. Ostatnio bez problemów unikałam brooklyńskiego akcentu, ale przez Jaxa wyleciało mi z głowy, żeby się pilnować.

Przy nim miałam ochotę zupełnie się zapomnieć.

- Pani Yeung zaraz się zjawi - ciągnęłam, celowo zatrzymując się kilka metrów od niego. - Zaprowadzę pana do sali konferencyjnej. Życzy pan sobie wodę? Kawę? Herbatę?

- Nie, nic. – Jackson odetchnął głęboko. – Dziękuję.

- Wobec tego zapraszam.

Minęłam go, uśmiechając się sztucznie do LaConnie. Poczułam jego zapach, subtelną woń bergamotki i korzennych przypraw. Wiedziałam, że Jax patrzy na moje plecy, tyłek, nogi, przez co byłam superświadoma tego, jak idę, i czułam się niezręcznie.

Milczał, a ja bałam się cokolwiek powiedzieć, bo zaschło mi w gardle. Ogarnęło mnie niesamowite, wręcz rozpaczliwe pragnienie, by go dotknąć tak jak kiedyś, gdy miałam do tego prawo. Nie mogłam uwierzyć, że Jackson był kiedyś w moim łóżku, był we mnie. Jakim cudem znalazłam w sobie odwagę, by porwać się na takiego mężczyznę?

Ulżyło mi, gdy dotarliśmy do sali konferencyjnej i poczułam kojący chłód klamki pod palcami.

Nagle owionął mnie oddech Jaxa, który spytał:

- Jak długo zamierzasz udawać, że mnie nie znasz, Gia?

Przymknęłam powieki, gdy wypowiedział moje imię w taki sposób, w jaki tylko on potrafił. Otworzyłam drzwi i weszłam, nadal trzymając klamkę, aby nie pomyślał, że zamierzam zostać.

Stał tuż przy mnie. Był wyższy ode mnie o głowę, chociaż miałam szpilki. Wdarł się w moją przestrzeń osobistą. Znajdował się zbyt blisko. To było zbyt znajome i zbyt poufałe.

- Cofnij się, proszę - przemówiłam cicho.

Ruszył się, ale nie tak jak chciałam. Wysunął prawą rękę z kieszeni, a potem przejechał dłonią po moim ramieniu od łokcia do przegubu. Poczułam jego dotyk przez jedwab bluzki, ciesząc się z długich rękawów, dzięki którym nie było widać gęsiej skórki.

- Bardzo się zmieniłaś - mruknął.

- Naturalnie. Do tego stopnia, że wcześniej mnie nie rozpoznałeś – wypomniałam mu.

- Chryste Panie… Twoim zdaniem nie wiedziałem, że to ty? - Odwrócił się i od razu zauważyłam, że od tyłu wyglądał równie fantastycznie jak od przodu. - Nigdy nie ukryjesz się przede mną, Gia. Rozpoznałbym cię z zawiązanymi oczami.

Z szoku i zdumienia na chwilę odebrało mi mowę. W mgnieniu oka przeszliśmy od obojętnego dystansu do poufałości.

- Co tu robisz, Jax? – zapytałam.

Podszedł do okna i wyjrzał na Nowy Jork. Pobliski Central Park wyglądał jak plama zieleni lekko muśnięta jesienną czerwienią i pomarańczą. Był niczym gwałtowna eksplozja barw w betonowej dżungli.

- Zamierzam zaproponować Lei Yeung wszystko, co zechce, byle tylko poszła się bawić do innej piaskownicy – oznajmił.

- Nic z tego. To dla niej osobista sprawa.

- Nigdy nie wolno mieszać biznesu z osobistymi sprawami.

Cofnęłam się o krok, gotowa uciec. Sala konferencyjna była bardzo duża. Z jednej strony ciągnęły się okna, z drugiej ściana z przejrzystego szkła. Dwie pozostałe miały kojącą barwę bladego błękitu. Na prawo znajdował się doskonale zaopatrzony barek, a na lewo ogromny ekran do prezentacji. Mimo to Jax bez trudu zdominował otoczenie, a ja czułam się jak w klatce.

- Nic osobistego, tak? – wycedziłam, przypominając sobie, jak pewnego dnia nie pojawił się na naszym spotkaniu. I więcej już go nie widziałam.

- Kiedyś coś nas łączyło - odparł głębokim głosem. – Kiedyś.

- Nieprawda. - Dla ciebie to nic nie znaczyło, dodałam w myślach.

Odwrócił się, a ja cofnęłam się jeszcze o krok.

- Rozumiem, że nie żywisz urazy. To dobrze. Nie ma powodu, żebyśmy nie kontynuowali tego, na czym skończyliśmy. Spotkanie z Yeung nie potrwa długo, a po nim możemy iść do mojego hotelu i zapoznać się na nowo.

- Wal się – syknęłam.

Jego usta drgnęły w uśmiechu i zauważyłam dołeczek, który tak dobrze pamiętałam. Ten chłopięcy urok ukrywał fakt, jak bardzo niebezpiecznym człowiekiem jest Jax. Nie znosiłam uroczego zagłębienia na twarzy, a jednocześnie je uwielbiałam.

- No proszę. - Nawet nie starał się ukryć triumfalnej nuty w głosie. - A niemal uwierzyłem, że Gia, którą znałem, całkiem zniknęła.

- Nie pogrywaj ze mną, Jax. Jesteś ponad to.

- Chcę być ponad tobą w łóżku.

Wiedziałam, że to powie, jeśli go sprowokuję, ale chciałam to usłyszeć. Więcej, musiałam usłyszeć te słowa z jego ust. Jax był bardzo bezpośredni w kwestiach seksu, zmysłowy i naturalny. Uwielbiałam to, ponieważ przy nim byłam taka sama. Pożądliwa, łaknąca wciąż więcej, nienasycona. Nic innego nie dawało mi aż takiej satysfakcji.

- Widuję się z kimś - skłamałam.

W zasadzie nawet okiem nie mrugnął, ale odniosłam wrażenie, że trafiłam w czuły punkt.

- Z Williamsem? - spytał zbyt beztroskim tonem.

- Witam pana - oznajmiła Lei, wchodząc do sali w zabójczych butach od Jimmy’ego Choo, szpilkach z odkrytymi piętami. - Zakładam, że to miła niespodzianka.

- Może tak być. - Natychmiast skupił na niej całą swoją uwagę, i to tak bardzo, że poczułam się odprawiona.

- Zostawię was samych - oznajmiłam na odchodnym.

Ja i Lei skrzyżowałyśmy spojrzenia. Zrozumiałam niemy komunikat w jej oczach. Wkrótce czekała nas ważna rozmowa. Nie patrzyłam już na Jaxa, ale odniosłam wrażenie, że przekazywał mi to samo.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ