Powieść obyczajowa
Zawsze będę cię kochać
24,99
KUP TERAZ

Zawsze będę cię kochać

Teresa Monika Rudzka
brak opinii
ISBN: 9788327609786
Premiera: 2014-09-10

Patrzę na Twoje zdjęcia, takie wyraziste, takie realne, nic, tylko uśmiechnąć się do Ciebie i przytulić i nie pojmuję, że już Cię nie dotknę, nie porozmawiam z Tobą. Znowu obudziłam się o piątej rano i nie mogłam zasnąć, mimo ćwiartki relanium i łyka wódki.

(…)

Ty zawsze rozdawałaś karty i kierowałaś życiem, tymczasem okazało się, że nic nie masz do powiedzenia, nie liczysz się ani Ty, ani Twoja młodość, Twoja rodzina, Twoje szczęście. Ja też nie

 

Co czuje matka, gdy los odbiera jej jedyną córkę? Wspaniałą, piękną, pełną życia dziewczynę - chwilę po ślubie i tuż przed obiecującą przyszłością?

 

„Zawsze będę Cię kochać” to oparta na faktach, poruszająca historia o niezwykłej więzi między matką i córką.

To zbiór e-maili, jakie matka wysyła do córki przez kolejne miesiące po jej śmierci.

To chwytający za serce zapis codzienności, która bywa wtedy najtrudniejsza do zniesienia.

To także opowieść o życiu, które, chcemy tego czy nie, biegnie dalej..

 

„Zawsze będę Cię kochać” jest książką o sile uczuć, które są trwalsze niż śmierć. To wzruszająca próba zatrzymania czasu i zapamiętania ukochanej osoby, która wciąż żyje w spędzonych wspólnie chwilach, w listach, rozmowach i wspomnieniach.

 

„Zawsze będę Cię kochać” to portret pamięciowy miłości.

 

Zawsze będę Cię kochać

„Co można powiedzieć o dwudziestopięcioletniej dziewczynie, która umarła? Że była śliczna. I piekielnie inteligentna. Że kochała Mozarta i mnie” (Erich Segal, Love story)

 

 

Erica do tej pory nie zadzwoniła. Skończyłem oglądać „Minionki rozrabiają”

i zalogowałem się na Facebooku. Nie miałem żadnej wiadomości, a dziewczyna, która pragnęła mnie uratować przede mną samym i przed moim smutkiem, była aktywna dwie godziny temu. Na jej profilu ujrzałem zdjęcie rozkwitłej róży, więc od razu zacząłem się zastanawiać, co u diabła Erica chce przez to powiedzieć? W co ona gra, czy istotnie gra i dlaczego mam odgadywać jej zamiary poprzez Internet? Moja Anastazja spojrzałaby ironicznie swoimi zielonymi oczami… przez szkła kontaktowe albo przez okulary w najmodniejszych oprawkach… i natychmiast ustawiłaby mnie do pionu. A gdybym nadal nie rozumiał wymowy jej oczu, prychnęłaby tylko dodając, że nie ma sensu silić się na zrozumienie głupstw, które zresztą przystoją jedynie uczniom przed maturą. Anastazja funkcjonowała na Facebooku od kilku lat, w czasach, gdy pogardliwie odrzucałem coś, co określałem jako wirtualną egzystencję, czyli nędzną namiastkę tej prawdziwej. Portale społecznościowe traktowałem z dystansem, nieprzechodzącym we wzgardę tylko dlatego, że moja ukochana założyła sobie profil na Facebooku. Taka mądra dziewczyna jak Nastia nie robiła niczego bez powodu… zdaje się, że traktowała fejsa jako kolejny przyczółek do wykazania się swoim sarkastycznym poczuciem humoru. Razem z Agatą, przyjaciółką ze studiów w Polsce, wymieniały się dowcipami i wrzucały sobie linki do różnych scen z filmów polskiego reżysera Stanisława Barei. Często pytałem, na czym polega fenomen faceta dokumentującego absurdy życia

w komunistycznym kraju? Przecież nawet matka Anastazji długo się odżegnywała od oglądania tych komedii?

- Matka większą część życia spędziła wśród tych absurdów i powiedziała: witaj wolności, nie wracam do starych czasów. Potrzebowała czasu, aby śmiać się

z nich. Wiesz, teraz ma perspektywę. – Mniej więcej tymi słowami odpowiadała Nastia i łapała za komórkę! Mamo, mamusiu, kto jest najmądrzejszy na świecie? Miś, mój miś!

Zaczynały wykrzykiwać powiedzonkagłównie z „Misia”. Wprawdzie nie znałem języka polskiego w stopniu, jaki przystoiłby mężowi polskiej dziewczyny, ale barejowskie zwroty udało mi się szybko zapamiętać. Renata, matka Nastii była bardzo związana z córką, a ja często zazdrościłem im tej przyjaźni.

 

Wciąż pamiętam, wciąż mam przed oczami dzień dwudziesty czwarty listopada 2005 r. Ściślej mówiąc, jego drugą połowę, od przerwy na lunch. Poprzedniego wieczora odbyłem niezbyt miłą rozmowę z ojcem, zdegustowanym faktem, że porzuciłem wydział filozofii. Staruszek klarował, jak to on, syn skromnego rzeźnika, który mógł liczyć jedynie na siebie, że chcieć to móc i dlatego jest obecnie uznanym naukowcem, kocha swoją pracę i dużo zarabia… - Czy zdajesz sobie w ogóle sprawę, iż niewielu ludzi żyje na takim poziomie jak nasza rodzina? - pytał. - Jim, mój jedyny synu, wprawdzie to tylko filozofia, lecz od czegoś trzeba zacząć. Każda rezygnacja to krok do tyłu…

- Tato, czasem trzeba się cofnąć, zatrzymać się i zastanowić, czego się chce od życia – odparłem poirytowany, na co ojciec znowu zaczął gadkę, że w moim przypadku sprawy przedstawiają się inaczej, mam po prostu za dobrze i grymaszę.

- Tim, daj mu spokój. Nie wiemy, co się dzieje w duszy człowieka, a nasz Jim jest taki mądry! Przekonasz się, że będzie tak, jak mówi. Daj mu czas – Anne Carrie, moja matka jak zwykle czujnie stała na posterunku, gotowa wydrapać oczy każdemu, kto dokucza jej ukochanemu synkowi. Zapaliła nerwowo papierosa i ojciec przerwał w pół słowa. Wiedziałem, iż ma na końcu języka słowa o paskudnym, niszczącym zdrowie i kieszeń nałogu… że prośby żony o zakupy tytoniowe w strefach bezcłowych przyprawiają go o zawał serca, a co powiedzieć o pierworodnej córce Caroline, która wprawdzie skończyła studia, lecz nie mogła zagrzać miejsca w żadnej pracy. Z kolei młodsza - Joy wiecznie choruje i wszyscy siedzimy w kieszeni profesora chemii przed emeryturą, który przecież nie jest wieczny… Cóż, po tylu latach małżeństwa matka czytała w duszy ojca lepiej, niż we własnej. Przypomniała nam o kolacji i wkrótce wszyscy zasiedliśmy w salonie na kanapie przed telewizorem. Na kolanach ułożyliśmy specjalne poduszki, a na nich talerze z niedopieczonym kurczakiem. Samo jedzenie

z supermarketu i telewizyjne reklamy nie poprawiłyby atmosfery , ale nasza Carrie nalała nam po dużej lampce białego wina Chardonnay. W dodatku Caroline upiekła doskonałe ciasto. Ranek dwudziestego czwartego listopada był mglisty, na domiar złego przez kilka godzin odbierałem telefony od idiotów, żądających wyjaśnienia, dlaczego przysłany stół jest krótszy o sześć centymetrów? Ech, kto powiedział, że John Lewis to ekskluzywna firma? Chyba dla kretynów. Tuż przed lunchem usłyszałem w słuchawce dyszenie na przemian z płaczem pochodzące od jakiejś laski, proszącej

o natychmiastową interwencję. Nie spłacała w terminie rat kredytu i groziłjej komornik.

- Proszę zadzwonić do banku – rzekłem ocierając pot z czoła. Pomyślałem, że może warto było zostać na wydziale filozofii, nie szkodzi, iż idiota poganiał tam idiotę. Za to przynajmniej nie wydzwaniali do ludzi, których praca polegała na wysłuchiwaniu prawdziwych i wymyślonych bzdur. Nadwerężało to mój system nerwowy, lecz na szczęście zarządzono przerwę na lunch. Wybór w barku był skromny, zatem kupiłem sobie fish and chips i skierowałem się w kierunku szerokiej wnęki okiennej. Nie znoszę ryb, owoców morza i temu podobnych, ale klasyczna brytyjska fish w panierce ma na szczęście bardzo niewiele wspólnego z prawdziwą rybą. Z wnęki wystawały czyjeś nogi i dobiegało ciche, zadowolone mlaskanie. Moje ulubione miejsce zajął jakiś cham, zatem mogłem zapomnieć o relaksie. Zanim pomyślałem, co powinienem zrobić, długie nogi poderwały się z parapetu.

- A ty co tutaj robisz? – Spytała mocnym głosem wysoka dziewczyna, strząsając na bok długie, rudawe włosy. Do granatowych dżinsów i surowych martensów założyła obcisłą, zieloną bluzkę z dekoltem, którego zawartość przedstawiała się bardzo, bardzo apetycznie. O niebo lepiej, niż moje zapyziałe fish and chips. Znacznie później wyśmiewaliśmy się ze stereotypów; kto powiedział, że mężczyźni nie odróżniają kolorów i nie pamiętają szczegółów? Stanowię dowód na coś wręcz przeciwnego, gdy tymczasem Nastia…

- Zajęłaś moje miejsce – wykrztusiłem o wiele grzeczniej, niż zamierzałem. Rudowłosa znowu mlasnęła i spojrzała z nieukrywanym rozbawieniem.

- Czyżby? Nie wiedziałam, że je kupiłeś. Usiądź i nie gadaj, daj mi zjeść. Jestem w stanie wiele ludziom wybaczyć, poza odrywaniem mnie od posiłków.

Dziewczyna zajęła się talerzem. – Nazywam się Anastazja Bojanowa.

- James Montgomery. Okropna praca, nie sądzisz?

- Niby dlaczego? Idioci dzwonią, mówisz? No, trochę ich jest, ale wiesz? Mnie to bawi. Tyle charakterów, tyle postaw i wymagań. Uwielbiam rozmawiać z ludźmi. W sumie są kochani. Lubię call canter, od czegoś trzeba zacząć po studiach. Przy okazji wyćwiczę sobie angielski akcent.

- Właśnie, jesteś Amerykanką czy Francuzką?

- Polką. Najzwyklejszą Polką, choć z bałkańskimi korzeniami. – Anastazja wrzuciła kolejny kęs do ust i zamlaskała. Nie mogłem oderwać od niej oczu.

- Czy ty zawsze tak głośno jesz? –spytałem przekornie, na co nowa znajoma powiedziała, że jest po prostu sobą, a skoro mi to przeszkadza… miejsca jest dosyć, mogę się wynieść już, w tym momencie.

- Nie, to nie tak jak myślisz. Ja… no, jesteś cudowna. Czy pójdziesz ze mną na kolację? Tak, dziś wieczór. Na pewno nie znasz tej nowej restauracji zrobionej

w budynku starego kościoła? Coś niesamowitego.

- Żarcie mają dobre? –zapytała rzeczowo Anastazja. – Co prawda, odchudzam się, ale nie wytrzymam do wieczora…

Nie musiała się odchudzać. Nie musiała absolutnie nic robić. Mogła być ubrana w worek po ziemniakach i łapcie z łyka oraz ważyć sto kilogramów. Od tej chwili całkowicie akceptowałem wszystko, co łączyło się z Anastazją Bojanową. Urok jej bezpośredniości, poparty spojrzeniem zielonych oczu sprawiły, że byłem załatwiony na amen.

W kościele przerobionym na knajpę zamówiliśmy befsztyki i dużo sałaty, Anastazja dorzuciła do tego czerwone wino, a ja piwo. Jadła z apetytem, starając się powściągnąć mlaskanie, co niespecjalnie się udawało.

- To rodzinne. Uświadomiłam sobie, że moja matka też mlaszcze. Od czasu do czasu obiecujemy sobie jeść kulturalnie i na tym się kończy. Wiesz? Gdyby ona tu była, wzięłaby białe wino. Albo ajerkoniak. Zamiłowania do tego słodkiego świństwa akurat nie podzielam – mówiła wesoło, czytając sms-a. – Mama pyta, czy wszystko

w porządku, jakie jedzenie i życzy nam dobrej zabawy.

Nastia była absolutnie czarująca, ale jej więź z matką wydała mi się dziwna. Rozpieszczona jedynaczka, zupełnie jak Kumiko… można przewidzieć z góry przebieg znajomości z kimś takim. Po Kumiko-san przyjechał ojciec i nie omieszkał wypowiedzieć swojej opinii na mój temat. Rzecz jasna, niepochlebnej.

- Coś ty! – Oburzyła się ruda Anastazja, gdy delikatnie napomknęłam

o dużych dziewczynkach, które od dawna nie potrzebują mamy. – Oczywiście, że kocham i szanuję matkę, ale przede wszystkim jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. Nie siedziałabym tu z tobą, gdyby nie ona.

Anne Carrie także była oddana dzieciom, ale przyjaźnić się? Zwierzać rodzonej matce? Z doświadczeń moich i wielu znajomych wynikało, że lepiej trzymać je w bezpiecznej odległości. W przeciwnym wypadku zawłaszczą człowiekiem, zamęczą dobrymi radami, a każde niepowodzenie urośnie w ich oczach do rozmiarów antycznej tragedii i oczywiście omówią je ze wszystkimi przyjaciółkami. Przetarłem okulary, gdy tymczasem Anastazja jadła i tłumaczyła, iż w jej przypadku wygląda to inaczej.

- Chociaż tak, czasem się wkurzam. Moja mama uważa, że jestem zdolna, wspaniała i nie mogła sobie wymarzyć lepszej córki. Jej zdaniem nie umiem nawet zrobić nic złego, chyba że nieświadomie. Nieraz fantazjuję, że tarzam się

w niegodziwości i rozpuście. Dlaczego mam poznać tylko jedną stronę egzystencji? Jim, jesteś krótkowidzem? To tak jak ja. Noszę szkła kontaktowe, bo okulary mnie postarzają – rzekła z prostotą Nastia. Patrząc na jej powabną pozę, na obcisłą sukienkę

i nogi obute tym razem w szpilki, stwierdziłem w duchu, że dziewczyna z Polski jest nie tylko rozpieszczona, ale także próżna. Mając dwie starsze siostry a za sobą burzliwą znajomość z Japonką Kumiko, oczywiście również jedynaczką, wiedziałem to i owo o kobietach. Tymczasem Anastazja poprosiła, abyśmy już poszli. Biega każdego wieczora, a dziś musi jeszcze spalić ten pyszny posiłek. W dodatku niedługo się przeprowadza i tak, przyda jej się pomoc. Współlokatorki to świetne dziewczyny, znają się od dwóch lat, ale pragnie mieć nareszcie mieszkanie tylko dla siebie. Jako Anglik chyba to rozumiem? My home is my castle i tak dalej.

- Jesteś w Devon tyle czasu? To dlaczego wcześniej się nie spotkaliśmy?

- Byłam na stypendium Erasmusa, pracowałam w trzech miejscach, głównie w cateringu, jeździłam do Polski, bo mama chorowała…

A ja zastanawiałem się nad sensem życia usiłując studiować filozofię

i niańcząc Kumiko – pomyślałem. Kwestia przeprowadzki została załatwiona. Byłem ciekaw, czy mogę liczyć na wspólne święta Bożego Narodzenia, ale okazało się, że Anastazja ma już kupiony bilet do Polski, święta spędzi z mamą i babcią.

- Mam tylko je, a one mają mnie jedną. Dobrze, przyjmuję zaproszenie na kolację w sobotę u twoich rodziców. A… z nimi mieszkasz? Rozumiem – mówiła Nastia, choć jej mina wyrażała lekką dezaprobatę. Za to ucieszyliśmy się

ze wspólnego upodobania do pisarstwa Harukiego Murakamiego. Dowiedziałem się jeszcze, że Anastazja w kwietniu skończyła dwadzieścia cztery lata, a ona przyjęła do wiadomości fakt, iż w sierpniu były moje dwudzieste trzecie urodziny. Powiedziałem, że przyjdę po nią w sobotę, i tak, dziewczyno z Polski, obiecuję ci wspaniałą wyżerkę. Prawie się oblizała na te słowa, zatem musiałem potraktować kwestię kolacji poważnie. Na mamę Anne Carrie można było liczyć, iż zamówi jakieś droższe dania z cateringu. Nie chcąc na wejściu dopuścić do kompromitacji, postanowiłem poprosić Caroline o jej popisowy numer: jagnięcą pieczeń otoczoną wianuszkiem jarzyn. Upieczenie ciasta wziąłem na siebie.

- W sobotę chciałam zobaczyć mecz tenisa – rzekła kwaśno Carrie, gdy ją zawiadomiłem o swoich planach.

- Tenis w listopadzie? Niech będzie, w hali… Lepiej powiedz od razu, że to wykręt. Nie znasz dziewczyny, ale od razu się do niej uprzedzasz.

- Znowu jakaś cudzoziemka? Nie pamiętasz, co było z Kumiko? I co nam nagadał jej zarozumiały ojciec? Ta Polka nie zna angielskiego, tak samo jak Kumiko! Najlepsze szkoły, pobyt w Szwajcarii, no i nie dało się zrozumieć, co mówiła. Takim teraz dają dyplomy! Cóż, nie można oczekiwać zbyt wiele od obcokrajowców.

- Anastazja mówi świetnie po angielsku. I proszę, nie mieszaj w to Kumiko! Przyznaję, że problem z językiem był początkiem naszych kłopotów, ale wyluzuj mama. Nie, nie chcę żadnego kurczaka! Zastanów się, polska kuchnia uchodzi za jedną

z najlepszych. Nastia i tak jest przekonana, że nasze żarcie jest podłe. Nie w naszym domu!

Mama Carrie zamilkła, ojciec wyjrzał ze swojego pokoju. Tak, weźmie udział

w kolacji, przywita się z dziewczyną i wróci do wzorów chemicznych. Taka Kumiko nie dość, że mówiła z trudem po angielsku, to w dodatku - tylko o sobie. Kiedy jednak

w sobotni wieczór przywiozłem Anastazję do domu rodziców, modląc się w duchu, żeby obyło się bez większych wpadek, ona przywitała się z każdym, po czym podeszła do taty Tima z pytaniem, czym się zajmuje? Opracowanie zastosowań chemii

w przemyśle? W rolnictwie też? Ona z chemii ledwo sobie dawała radę w szkole, ale to takie interesujące. Na czym dokładnie polega jego praca? I tyle podróży służbowych, Boże, nawet do Islandii? Do Australii? A gdzie konkretnie? Czy ojcu podobało się

w Sydney? Wyrzucała z siebie pytania z prędkością karabinu maszynowego, chłonęła odpowiedzi, zadawała kolejne pytania, oczy jej błyszczały. To cudowne kochać swój zawód, w dodatku te wyjazdy! Marzy o podróżach, chciałaby zjeździć całą kulę ziemską… W ferworze rozmowy złapała tatę za rękaw i mój staruszek był zawojowany. No cóż, my od dawna nie rozmawialiśmy o jego pracy, za to matka regularnie sprawdzała stan konta ciesząc się, iż z powodu większej ilości zleceń Tim zarobił dużo, dużo pieniędzy.

- Jasne, traktowaliście ojca jak bankomat, nie obchodziło was, że on też ma jakieś marzenia i chciałby czasem o nich pogadać– mawiała później Nastia podczas naszych nielicznych kłótni.

Caroline podała pieczeń, a zdumiona rozwojem sytuacji Joy zapomniała zademonstrować Anastazji, któryś ze swoich licznych tatuaży, czego zresztą obawiałem się w duchu. Nastia pochłonęła kawał jagnięciny prawie nie mlaszcząc, a przy tiramisu wdała się z matką

w rozmowę o tenisie.

- Marzyłam, że zostanę sławną zawodniczką, zawsze kochałam ten sport. Mama mnie wspierała, więc trenowałam od ósmego roku życia. Ale kiedy skończyłam czternaście lat, zaczęłam mieć problemy z kręgosłupem i lekarz zabronił mi wyczynowej gry. Od czasu do czasu gram dla relaksu. Jasne, można zorganizować turniej amatorów na wiosnę, piszę się na to. Wiesz, Carrie, moja mama wracała z pracy, a ja nic, tylko siedziałam przed telewizorem i oglądam mecze tenisowe. Przełączałam

z kanału na kanał. Mama pytała wtedy, czy na świecie nic się nie dzieje poza grą w tenisa? Na zakupy? Jasne Carrie, czemu nie? Uwielbiam shopping. Caroline, Joy, musicie pójść z nami, proszę. Okay?

Nie muszę chyba dodawać, że Anastazja przebojem, natychmiast i szczerze zdobyła serca członków mojej rodziny. Tej zdystansowanej, typowej brytyjskiej rodziny.

- No właśnie, co to było z tą Japonką? Twoja mama coś zdawkowo bąknęła. Co zrobiłeś Kumiko-san? – spytała niedługo potem Anastazja.

Westchnąłem, gdyż znajomość z Kumiko wymykała się wszelkim definicjom. Kumiko-san, córka pewnego bogatego biznesmena, przyjechała na nasz uniwersytet

z zamiarem studiowania literatury, kultury i sztuki angielskiej. Szybko się okazało, że co prawda, znajomość języka ma udokumentowaną na papierze, ale prawie nie rozumie ludzkiej mowy. Nie wspominając o tym, że boi się otworzyć usta, jeśli cokolwiek trzeba powiedzieć. Choćby „yes”. Poznałem ją na korytarzu uczelni w chwili, gdy z płaczem wychodziła z zajęć. Trzasnęła drzwiami, spojrzała mi w oczy… nie mogłem jej zostawić. Była taka smutna i zagubiona. Egzotyczna i oryginalna.

- A dalej? – Drążyła Anastazja, na co odpowiadałem, że dalej było jak

w „Norwegian Wood”, a Kumiko…

- Wiem, Kumiko to Naoko.

- Dokładnie… nie mogłem jej nie pokochać. Zaopiekowałem się nią, wyprowadziwszy się przedtem z rodzinnego domu. Kumiko przez całe dnie nie wstawała z łóżka i tonęła we łzach. Życie było bez sensu, studia bez sensu, rodzice jej nie rozumieli. Utyskiwała na angielskie deszcze i wilgoć… zupełnie jakby w Japonii się z nimi nie zetknęła. Przynosiłem jej notatki z wykładów, robiłem zakupy, w końcu płakaliśmy razem. U moich rodziców Kumiko narzekała na angielską kuchnię i wyniosłych Anglików.

- Hm… gdzie ta słynna japońska uprzejmość i powściągliwość? Wiesz, Jim, jestem podobna do Naoko z powieści w jednym: lubię mieć wszystko pod kontrolą. Tracę poczucie bezpieczeństwa, jeśli tak nie jest, wydaje mi się wtedy , że świat się rozpadnie. To też mam po matce. Ale jeśli mi coś nie odpowiada, nieważne -praca, czy otoczenie, staram się to zmienić. I co się stało z twoją Kumiko?

- Ni stąd, niż zowąd przyjechał jej ojciec, zwymyślał mnie od najgorszych, moim starym nagadał, że wychowali lenia i pasożyta, którego jedynym zadaniem życiowym jest sprowadzanie niewinnych dziewcząt na manowce. Zagroził zabiciem całej rodziny, jeśli spróbuję kontaktować się z jego córką. Na drugi dzień odlecieli do Tokio. I tyle.

Wstydziłem się powiedzieć Anastazji, iż leżenie w łóżku z Kumiko, wspólne picie sake, albo szkockiej whisky i rozpamiętywanie niegodziwości świata miało zwodniczy urok, któremu nie mogło dorównać studiowanie filozofii. Nic dziwnego, że rzuciłem to w diabły. Nie wspomniałem, iż bezpośrednim powodem interwencji japońskiego biznesmana były zdjęcia gołej Kumiko, umieszczone w Internecie

a podesłane mu przez usłużnych znajomych. Nie udało mi się zgłębić pokrętnej osobowości tej dziewczyny, która nie dość, że sama wrzuciła swoje fotografie do powszechnego obiegu, to pod koniec naszej znajomości wyrywała facetów w pubach

oraz hotelowych restauracjach, aby oddawać im się za pieniądze, co skrupulatnie rejestrowała wysokiej klasy kamera, jej własność.

- Skoro mowa o „Norwegian Wood”, to ty jesteś Midori. Moją Midori. Energiczną, kochającą życie Midori – Anastazją. Kocham Cię – powiedziałem wkrótce po kolacji u rodziców, na co Nastia wcale niespeszona odparła, że bardzo mnie lubi, ale dopiero co się poznaliśmy i chce być wolna. Tak, mogę jej towarzyszyć, będziemy się spotykać, tylko żadnych zobowiązań! Dopiero zaczyna poznawać życie i nie ma zamiaru wplątać się w jakiś układ nie mając pewności, że jej odpowiada. Pomoc

w przeprowadzce przyjmuje, to już ustalone. Jasne, mogę z nią biegać wieczorami, możemy chodzić do siłowni… - Ale proszę cię, Jim, nie osaczaj mnie, nie w ten sposób, nie teraz!

- Jesteś najpiękniejszą dziewczyną na świecie. Wzrost, figura, twoje rude włosy, oczy – rzekłem żałośnie i wyzwolona Nastia połknęła zarzucony w szczerych zamiarach haczyk.

- Chciałabym żeby było tak, jak mówisz. Startowałam do modellingu, ale mi powiedziano, że na wybiegu trzeba mieć więcej, niż te moje sto siedemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu. I że łydki mam trochę za pełne, nos ciut przydługi… a w ogóle to muszę jeszcze schudnąć.

- Anastazja, oni są głupi. Tam liczy się jeden szablon, chyba nie chcesz dołączyć do sztampy? Ty, taka oryginalna i niezależna?

I tak oto powoli, powoli stawaliśmy się parą.

 

 

 

"Myliłby się ten, kto uznałby powieść T.M. Rudzkiej za smutną i łzawą opowieść o ludzkiej tragedii. Nie brak w niej pokrzepiających wspomnień i humoru. Jest w niej także przepięknie pokazana miłość matki do dziecka, wykraczająca poza przeciętne wyobrażenie o tym uczuciu."

"Powieść tą czyta się bardzo ciężko . Głównie ze względu na olbrzymi ładunek emocjonalny i wyjątkowość tej historii. Niemniej jednak warto poświęcić jej swój czas, bo jest niezwykła. Biorąc ją do ręki dostaje się klucz do pewnego świata. W krainie tej królują trzy uczucia. Wiara w to, że córka gdzieś tam jest , nadzieja,iż czuje się szczęśliwa i miłość, która była , jest i będzie zawsze. Jej nie pokona nic- nawet śmierć."

"Niezwykle poruszająca książka, która chwyta za serca. Publikacja robi ogromne wrażenie swoją prostotą. Przykre, a jednak prawdziwe. Nigdy nie wiemy, kiedy nasze życie się skończy. Pędzimy za uciekającym czasem i rzadko kiedy zwalniamy po to aby podumać, zastanowić się nad wszystkim. Autorka książki, Teresa Rudzka zrobiła "wow" swoją publikacją. Wszystkim kobietom, a także i mężczyznom z całego serca tę książkę polecam. Nie pożałujecie."

"Książka ta ukazuje nam kruchość ludzkiego życia. Mówi o tym jak nieunikniona i niesprawiedliwa jest śmierć, nie wiemy kto i kiedy umrze. Ta lektura bardzo mi się spodobała. Czyta się ją szybko, możemy poczuć się jak znajomi rodziny, którzy również przeżywają stratę wspaniałej osoby. Zżyłam się z postaciami i cieszę się, że przeczytałam tę książkę."

"Zawsze będę Cię kochać to trudna książka, jednak warta uwagi. Ja historię przeczytałam może nie jednym tchem, gdyż nie da się jej bez emocji przyswoić. Jednak zawsze gdy odkładałam ją na chwilę czułam pewien rodzaj pustki i bardzo szybko ponownie do niej sięgałam. Książkę przeczytałam już jakiś czas temu, jednak trudno było mi się wypowiedzieć na jej temat, gdyż obawiałam się, że słowa jakich użyję nie ukażą w pełni tego co chciałabym o niej powiedzieć.'

"Zawsze będę Cię kochać" to trudna emocjonalnie, niesamowita książka. Ale i piękna, bo czy istnieje miłość piękniejsza niż ta matki do dziecka? Miłość, która nie przeminie, jedyna taka, jaka rzeczywiście będzie trwać, i trwać, i trwać, bo nie zniszczy jej nic. Również śmierć, kiedy nadejdzie zbyt wcześnie i odbierze matce ukochane dziecko. Ale nie odbierze miłości, jakiej świadectwo dała Teresa Monika Rudzka."

"Nic nie wyrazi tego, co ja chciałabym powiedzieć, a może należałoby powiedzieć, o tej książce. Pragnę jeszcze wspomnieć, że dla mnie to terapeutyczna i otrzeźwiająca historia, która zajmuje już ważne miejsce w mojej biblioteczce."

"Książka jest utrzymana w melancholijnej i smutne atmosferze, ale zdarzają się tez chwile, gdy czytając będziemy się śmiać. Wszystkie emocje przeplatają się, pojawia się radość oraz smutek, poczucie straty, ale też łzy szczęścia. Powieść zmusza do refleksji i przemyśleń na temat życia, śmierci, samotności i korzystania z każdej chwili, którą daję nam los. Polecam!"

"Prawdziwa do gruntu matczynego bolu, brutalnie szczera, nie omijajaca zadnego ztych mniej szlachetnych aspektow zaloby. Mam nadzieje, ze reszta czytelnikow doceni ta szczerosc i poczuje, jak wazna to ksiazka. Nie tylko dla samej autorki, ale i dla kazdego z nas."

"Jak znakomitą trzeba być pisarką, aby sprawić ból czytelnikowi? Jaką łatwość pisania i przelewania uczuć trzeba mieć w sobie, by wzbudzić tyle emocji! Ból Moniki przenika z kartek książki w nasze dłonie i przelewa się do całego ciała. Ta książka porusza, dotyka i pozwala docenić to, co się ma. Przecież życie jest tak kruche i ulotne!"

"To smutna książka, ale bardzo piękna. O miłości matki do córki. I chociaż, żeby ją przeczytać będziecie potrzebowali chusteczek, to zapewniam, że naprawdę warto. Monika przełożyła cierpienie na literaturę i napisała piękny portret córki. I może zauważycie kto kryje się pod postacią Remedios... Bardzo, ale to bardzo polecam."

"Zawsze będę Cię kochać" ( "Umrzeć w Marbelli") Teresa Monika Rudzka Są książki, które czyta się jednym tchem, od których nie można się oderwać, które się pochłania...Tej książki nie da się pochłonąć, to ona pochłania nas...wciąga nas w życie dwójki młodych, zakochanych ludzi i w życie matki, która straciła ukochane dziecko..." Cóż można powiedzieć o dwudziestopięcioletniej dziewczynie, która umarła? Że była śliczna. I piekielnie inteligentna. Że kochała Mozarta i mnie". ( cytat z Erich Segal - Love Story - jeden z moich ulubionych...i książka, jedna z niewielu, do których wracam...) jest początkiem wzruszającej powieści...Do " Zawsze będę Cię kochać " też będę wracała, bo ta książka/pamiętnik? pozwoliła mi zrozumieć wiele spraw i spojrzeć na przeszłość inaczej...mądrzej..."

"Teresa Monika Rudzka napisała książkę intymną i prawdziwą. "Zawsze będę cię kochać" jest zapisem jej osobistego bólu, lęku i gniewu, jej osobistych myśli i słów kierowanych do przedwcześnie zmarłej córki. Pełne tęsknoty e-maile, których adresatką w powieści jest Anastazja Bojanowa-Montgomery, powstały z myślą o Żywenie, pięknej córce autorki."

"„Zawsze będę Cię kochać” jest pozycją, którą właściwie nie sposób oceniać, bo czy można objąć jakąkolwiek skalą ból i cierpienie matki, która nagle traci swą ukochaną, będącą w kwiecie wieku i kilka miesięcy po ślubie jedyną córkę? (...) Książka ta pisana jest emocjami, co jest według mnie jej ogromnym atutem, ponieważ nie można przejść obojętnie wobec tematyki poruszanej w niniejszej publikacji."

"Książka ta pisana jest emocjami, co jest według mnie jej ogromnym atutem, ponieważ nie można przejść obojętnie wobec tematyki poruszanej w niniejszej publikacji. Podkreślić należy również ogromne zróżnicowanie postaci ukazanych w książce. Z tego co się orientuję osoby te zostały dosyć wiernie odzwierciedlone na kartach tej niezwykłej powieści."

"Jako matka uważam, że nie można oddać słowami recenzji tego, co matka-autorka miała nam do przekazania. Albo przeczytacie książkę albo nie. Albo tego doświadczycie literacko albo odpuścicie ze względu na swoją wrażliwość. Przerwy podczas czytania są niezbędne dla zachowania równowagi psychicznej i choć pozornego spokoju serca. Przynajmniej tak było w moim przypadku. To naprawdę niezwykła, mocna i trudna lektura."

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ