Powieść obyczajowa
Pewnego razu w Arizonie
24,99 zł
24,99
KUP TERAZ

Pewnego razu w Arizonie

brak opinii
ISBN: 9788327607270
Premiera: 2014-08-13

Po przeprowadzce do Arizony Trilby jest wiecznie niezadowolona. Z trudem przywyka do pustynnego krajobrazu, tęskni za rodzinną Luizjaną, gdzie wszystko wydaje się lepsze. Tam w powietrzu unosi się zapach kwiatów, tutaj – wszechobecny kurz. Tutaj mężczyźni piją i klną, tam zachowują się jak dżentelmeni. Również Richard, o którym wciąż nie może zapomnieć. No i w dodatku tutaj musi znosić towarzystwo Thorna. Niby najbogatszy ranczer w okolicy, ale gbur i prostak. Skoro tak, to dlaczego Trilby nieustannie o nim myśli?

Diana Palmer
Diana Palmer, a właściwie Susan Spaeth Kyle napisała pierwszą powieść w 1979 roku. Wcześniej przez szesnaście lat pracowała jako dziennikarka w dziennikach i tygodnikach. Wydała ponad dziewięćdziesiąt książek, które przetłumaczono na wiele języków. Zdobyła siedmiokrotnie nagrodę Waldenbooks National Sales, czterokrotnie B. Dalton National Sales Award, dwukrotnie BookRack National Sales Award i wiele innych (Lifetime Achievement Award, Affaire de Coeur, RWA). Jest członkinią wielu towarzystw i zrzeszeń – Native American Rights Fund, American Museum of Natural History, National Cattlemen’s Association, Archeological Institute of America, Planetary Society, Georgia Conservancy, Georgia Sheriff’s Association i wielu organizacji dobroczynnych. Od 1972 roku jest żoną Jamesa Kyle’a, z którym ma jednego syna. W wieku czterdziestu pięciu lat wróciła na uczelnię, by uzupełnić wykształcenie. Ukończyła historię, archeologię i filologię hiszpańską. Namówił ją do tego mąż, który porzucił karierę urzędnika, ukończył studia informatyczne i założył firmę komputerową. W 1998 roku porzucił ten zawód i poświecił się karierze sportowej. Zdobył liczne nagrody i medale na lokalnych, krajowych i międzynarodowych zawodach w strzelaniu do rzutków. W wolnym czasie Susan uprawia ogródek, czyta książki z dziedziny archeologii i antropologii, słucha muzyki. Uwielbia iguany.

Trilby była wychowana pod kloszem. Zawsze trzymano ją z dala od niewłaściwych ludzi i ordynarnego języka, jednak pobyt w Arizonie, wśród ludzi zmagających się z pustynią, żywym inwentarzem i pogodą, bardzo ją zmienił. Już nie uśmiechała się tak często jak w Luizjanie, nie była skora do żartów. Teddy nie mógł odżałować dawnej Trilby. Ta nowa siostra była tak bardzo cicha i wycofana, że chwilami aż się zastanawiał, czy w ogóle jest w domu.
Nawet teraz nieobecnym wzrokiem wpatrywała się suchy krajobraz, a jej oczy znów nabrały dziwnego wyrazu.
- Richard pewnie już wrócił z Europy – wyszeptała. – Chciałabym, żeby nas odwiedził. Miło byłoby znów znaleźć się w towarzystwie dżentelmena.
Richard Bates był obiektem jej westchnień w Luizjanie, ale Teddy zbytnio za nim nie przepadał. Może Richard i był dżentelmenem, lecz w porównaniu z tutejszymi mężczyznami wydawał się cherlawy i głupi.
Oczywiście tę opinię Teddy zachował dla siebie. Owszem, miał zaledwie dwanaście lat, ale nie tylko znał się na dyplomacji, lecz i rozumiał całkiem sporo. Po co denerwować biedną Trilby? Już i tak nie jest jej lekko.
- Uwielbiam pustynię – powiedział. – Ale ty w ogóle jej nie lubisz, prawda?
- Cóż, powoli się przyzwyczajam – odparła cicho. – Ale ten żółty kurz mnie dobija. Dostaje się do wszystkiego, co gotuję, i wchodzi w ubrania.
- Babskie prace i tak są lepsze niż cechowanie bydła, tyle ci powiem. – Mówił zupełnie jak ich tata. – Wiesz, ile jest przy tym krwi, kurzu i hałasu? W dodatku kowboje strasznie klną.
- Domyślam się – odparła z uśmiechem. - Tata też klnie, ale nigdy przy nas. No, chyba że zdarzy się jakiś wypadek.
- Przy cechowaniu bydła wciąż są wypadki – oznajmił spokojnie, naśladując Mosby’ego, emerytowanego strażnika Teksasu i najstarszego pracownika na ranczu.
- Przecież wiem. Z apteczki co i rusz znikają opatrunki.
Teddy w zadumie popatrzył na siostrę, po czym spytał całkiem niespodziewanie:
– Trilby, czy ty w ogóle zamierzasz wyjść za mąż? Jesteś już stara.
- Mam dopiero dwadzieścia cztery lata – broniła się niepewnie. Prawda była taka, że niemal wszystkie jej koleżanki z Luizjany już miały mężów i dzieci. Ale cóż, od pięciu lat cierpliwie czekała na oświadczyny Richarda. Jak dotąd byli jedynie przyjaciółmi, co kładło się ciężarem na jej sercu.
Być może gdyby na jej drodze pojawili się inni młodzi mężczyźni, coś by się z tego narodziło, jednak nikt się o nią nie starał. Nie była pięknością, mężczyźni nie mdleli na jej widok. Co z tego, że miała gorące serce i dobry charakter? Nawet w Luizjanie, gdzie rodzina Langów miała dużą pozycję towarzyską, nie cieszyła się dużym powodzeniem, a w Arizonie wybór był bardzo ograniczony. Zresztą żaden z tutejszych mężczyzn jej nie odpowiadał. Wiele by mogła powiedzieć o kowbojach, ale wystarczy choćby stwierdzić, że większość z nich bez umiaru piła i paliła, za to jak ognia unikała mydła i wody.
Serce jej zadrżało na wspomnienie Richarda. Zawsze był taki wytworny! Jaka szkoda, że wyjechali z Luizjany…

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ