Thriller / Sensacja / Kryminał
Pocałunek śmierci

Pocałunek śmierci

5 opinii
Liczba stron: 352
Oprawa miękka
ISBN: 978-83-276-0660-0
Premiera: 2014-06-18

Krwawe ślady maleńkich stóp prowadzą do kuchni. Na podłodze leży martwa Corinne. Obok siedzi jej wystraszona półtoraroczna córeczka...
Śledztwo prowadzi detektyw Taylor Jackson. W trakcie dochodzenia odkrywa wstydliwe fakty z życia ofiary. Piękna i znana Corinne Wolff zażywała silne antydepresanty, mimo że była w siódmym miesiącu ciąży. Czy naprawdę czuła się aż tak nieszczęśliwa? Czy wiedziała, że jej mąż robi nielegalne interesy z bossem miejscowego pornobiznesu?
Lokalne media podgrzewają atmosferę, śledczy pracują pod ogromną presją. Sprawa wydaje się beznadziejna. Brakuje świadków, ktoś nieustannie podsuwa fałszywe tropy i próbuje skompromitować detektyw Jackson. Mimo to policja odnajduje dowody świadczące, że Corinne mógł zamordować tylko ktoś, komu bezgranicznie ufała…

J.T. Ellison

Jest absolwentką Randolph-Macon Woman's College, tytuł magistra uzyskała w  George Washington University. Pracowała w Białym Domu i Departamencie Handlu przed przejściem do sektora prywatnego. Jako analityk finansowy i dyrektor marketingu, pracowała w sektorze obrony i dziale badań przestrzeni kosmicznej.

Po przeniesieniu się do Nashville, Ellison rozpoczęła prace, które pozwoliły Jej poszerzać swoją pasję, jaką była kryminalistyka. Pracowała z Nashville Metro Police Department, FBI i innych organizacjach ścigających przestępców. Te doświadczenia gwarantowały przenosiła wprost do swoich powieści.


Ellison jest członkiem wielu organizacji literackich, w tym International Thriller Writers, Mystery Writers of America, Romance Writers of America and Sisters in Crime.

Mieszka w Nashville z mężem i kotem.


Wysiadła z samochodu, nie zamykając go. Do drzwi wejściowych prowadził zadaszony chodnik wyłożony kostką brukową. Podtrzymujące konstrukcję słupy zatopiono w betonie i podsypano piaskiem. Kostka kosztowała majątek i pochodziła z maleńkiej, starej jak świat żwirowni w Wirginii, o ile Michelle dobrze zapamiętała. Podeszła do drzwi. Były otwarte, ale to normalne. Michelle wielokrotnie przypominała siostrze o konieczności zamykania drzwi na noc, ale Corinne czuła się bezpieczna i nigdy nie chciało jej się przekręcać klucza w zamku. Michelle nacisnęła klamkę...
O mój Boże.
Pobiegła do samochodu i sięgnęła po komórkę. Wybierając numer alarmowy, biegiem wróciła do domu.
Telefon brzęczał przy jej uchu, brzęczał i brzęczał. Michelle zauważyła odciski stóp. Szybko obeszła parter. Pusto. Pognała na górę, pokonując po dwa schodki naraz. Z trudem oddychając, skręciła w lewo i ruszyła korytarzem.
Próbując zrozumieć, na co patrzy, słyszała głos w słuchawce, ale nie umiała odpowiedzieć.
- Halo! – powtórzył głos. – Co się stało?
Nie była w stanie wydusić słowa. Boże, Corinne. Leżała na podłodze twarzą do ziemi. Wszędzie dokoła krew.
- Proszę się odezwać!
Popłynęły łzy. Słowa opuściły jej usta, zanim uświadomiła sobie, co mówi:
- Boże. Moja siostra... chyba nie żyje.
- Halo, proszę pani! Proszę powtórzyć.
Powtórzyć? Czy mogła zmusić usta, by ponownie się otworzyły, i nie zwymiotować na ciało martwej siostry? Palcami dotknęła szyi Corinne. Miała przerażająco zimną skórę. O Boże, Hayden! Wypadła z pokoju. Hayden, gdzie jest Hayden? Rozejrzała się wokół. Dużo śladów na podłodze. Ale co się stało z dziewczynką? Krzyknęła i usłyszała własne słowa, jakby ktoś wołał w obcym języku.
- Wszędzie krew, mój Boże, tyle krwi! I ślady stóp! Hayden! – wrzeszczała jak oszalała. Wpadła z powrotem do sypialni. Coś w jej mózgu się przepaliło, coś się przestawiło. Nie była w stanie wziąć się w garść.
Dyspozytorka powtarzała pytanie, ale Michelle nie umiała odpowiedzieć.
- Proszę pani! Kto nie żyje?
Gdzie Hayden? Gdzie jej ukochana dziewczynka? Zza wielkiego małżeńskiego łoża wychynęła jasnoruda główka. Dopiero po chwili do Michelle dotarło. Hayden i rude włosy?! Przecież była jaśniutką blondynką, miała niemal białe włosy. Coś tu nie gra.
- O Jezu, Hayden, cała jesteś we krwi. Chodź tutaj. Jak ci się udało wyjść z łóżeczka?
Wzięła małą na ręce. Hayden zastygła, zamarła, przez dłuższą chwilę nie mogła albo nie chciała się poruszyć, ale w końcu objęła ciocię za szyję i wtuliła się w nią. Michelle poczuła ukłucia sztywnych od zaschniętej krwi kosmyków siostrzenicy. Wzdrygnęła się.
- Proszę pani! Proszę powiedzieć, skąd pani dzwoni!
Głos dyspozytorki zmusił ją do odwrócenia wzroku od martwego ciała Corinne. Przycisnęła do siebie Hayden i pomyślała, że musi się stąd wydostać. Nie może dłużej na to patrzeć.
- Już... już mówię. 4589 Jocelyn Hollow Court. Moja siostra...
Dotarła do schodów. Widziała ślady krwi na wykładzinie, którą były pokryte stopnie.
Dyspozytorka nadal usiłowała uzyskać więcej szczegółów.
- Czy Hayden to pani siostra?
- Nie, jej córka. O Boże.
Kiedy Michelle znalazła się na dole, dziewczynka poruszyła się, wyciągnęła rączkę w stronę schodów i pokazała na piętro.
- Mama boli – powiedziała głosem nienależącym do nieśmiałego półtorarocznego brzdąca, ale do czterdziestoletniej złamanej przez życie kobiety.
Mama boli... Już nie, kochanie, pomyślała Michelle.
Wyszły na zewnątrz. Michelle łapczywie nabrała powietrza, a Hayden zaczęła cicho płakać na jej ramieniu, paluszkiem pokazując dom.
- Proszę pani, proszę powiedzieć, kto nie żyje – dopytywała się dyspozytorka łagodniejszym głosem.
- Moja siostra, Corinne Wolff. Och, Corinne. Ona jest... zimna.
Michelle czuła, że dłużej nie wytrzyma. Usłyszała, że dyspozytorka informuje o wysłaniu patrolu. Przeszła po tej przeklętej, koszmarnie drogiej kostce i posadziła Hayden na przednim siedzeniu samochodu.
Potem odwróciła się i przegrała walkę z nudnościami. Wyrzygała swoją duszę pod delikatnym, pączkującym dereniem.

***

A zapowiadał się taki miły poranek.
Zamiast wylegiwać się w łóżku, rozkoszując się czystą pościelą i zżymając na pismaków z „The Tennessean”, porucznik Taylor Jackson patrzyła, mrużąc oczy, na sufit salonu, i czuła, że szlag ją trafia.
- Baldwin! – zawołała, podchodząc bliżej kominka. – Baldwin!
- Co? – krzyknął zniecierpliwiony z góry.
- Chodź, zobaczysz. Chyba przeciekamy.
Tupot stóp na schodach oznaczał, że narzeczony, który był w łazience na piętrze, umiejscowionej nad salonem, poważnie potraktował słowa Taylor i zaintrygowany zbiega na dół. Zatrzymał się obok niej i zadarł głowę do góry. Na suficie znajdowała się ciemnoszara mokra plama, która rosła w oczach. Pośrodku ohydnego placka pojawiła się niewielka kropelka wody. Wpatrzeni w nią czekali, co się stanie, a kropelka rosła i rosła, aż w końcu oderwała się od plamy i spadła Baldwinowi na ramię.
To był sygnał. Spojrzeli po sobie i ruszyli do akcji. Baldwin pognał z powrotem na górę, żeby zakręcić wodę w łazience. Taylor pobiegła do kuchni i wróciła z garnkiem do gotowania spaghetti. Ustawiła się pod plamą i łapała kapiącą coraz szybciej wodę.
O rany, i co teraz?
Baldwin wrócił do salonu z drabiną.
- Ten dom musi stać na starym indiańskim cmentarzu. Mówię ci. Przysięgam, że zakręciłem wodę. Daj ten garnek. Przynajmniej oszczędzimy wykładzinę.
Ustawił drabinę dokładnie pod plamą, zabrał Taylor garnek i postawił go na samej górze. Kropelka podziękowała mu za to radosnym plumk!
Roześmieli się, choć byli zdenerwowani i zdesperowani. Przed miesiącem wrócili z podróży przedślubnej i od tego czasu zepsuło się chyba wszystko, co tylko mogło się zepsuć w tym stosunkowo nowym domu. Trochę jak w życiu. Mogli do woli planować, kombinować, starać się, ale i tak zawsze coś się musiało wydarzyć i stanąć na drodze ich małżeństwu. Taylor w sumie to nie przeszkadzało, nie śpieszyło jej się, Baldwin też powoli zaczynał myśleć podobnie, to znaczy że lepiej pozostawić sprawy naturalnemu biegowi.
- Do kogo mam zadzwonić? – Poszedł do kuchni. – Myślisz, że gwarancja obejmuje takie naprawy?
- Mam nadzieję. Telefon jest w teczce w szafce. Niech przyślą hydraulika. Powiedz, że to pilne.
Otworzył szufladę i wyjął pękatą teczkę.
- Dobra, zadzwonię, ale potem wracam do pakowania się. Pamiętaj, że mam samolot o wpół do jedenastej.
Taylor obrzuciła sufit nienawistnym spojrzeniem i poszła do kuchni.
- Daj, sama zadzwonię, a ty się pakuj, chociaż i tak samolot wystartuje, kiedy zechcesz, szefie.
- Nie jestem szefem, tylko pełniącym obowiązki szefa, kochanie, dopóki Garrett nie wróci do pracy po operacji. Innymi słowy, przez dwa tygodnie będę zgrywał ważniaka i przekładał papiery na jego biurku. Naprawdę wolałbym zostać w domu i poużerać się z hydraulikiem.
Garrett Woods, dyrektor Jednostki Badań Behawioralnych FBI i szef Baldwina, zadzwonił dzień wcześniej i poinformował, że poszedł na rutynowe badania okresowe, z których trafił prosto na salę operacyjną, gdzie wszczepiono mu by-passy. Ktoś, kogo darzył zaufaniem, musiał tymczasowo przejąć dowodzenie. Wybór Garretta w oczywisty sposób padł na Baldwina. Taylor miała nadzieję, że nie chodziło o to, by narzeczonego na stałe usadzić w fotelu szefa JBB. Kiedy Taylor i Baldwin spędzali we Włoszech swój niedoszły miesiąc miodowy, w jednostce nastąpiło trzęsienie ziemi. Dyrektor JBB, Stuart Evans, został w trybie doraźnym usunięty ze stanowiska po tym, jak media doniosły o jego osobistych porachunkach w biurze. FBI nigdy nie lubiło, kiedy pracownicy publicznie prali brudy. Szefem JBB został ponownie Garrett Woods, którego nie satysfakcjonowała poprzednia pozycja w biurze. O jego powrocie na to stanowisko zdecydowało jednak co innego. Mianowicie nie tylko był zdeterminowany przywrócić porządek w wydziale śledczym i jednostkach skupiających profilerów, ale również wiedział, jak to zrobić.
- Jedź, pomóż Garrettowi. Pilnuj, żeby słuchał lekarzy. Wciąż nie mogę uwierzyć, że trafił do szpitala.
- Ja też nie. Zawsze wydawał mi się niezniszczalny. Dasz sobie radę sama?
- Jasne, że tak. - Pocałowała go i uniosła brwi. - To tylko mały przeciek.
- No to w porządku. Muszę skończyć się pakować.
Klepnął ją w tyłek i poszedł na górę. Odprowadziła go wzrokiem i uśmiechnęła się do siebie. Jak dzieci. Jak dwoje zakochanych w sobie bez pamięci nastolatków...
...których miłosne gwiazdko się sypie. Wprowadzili się przed dwoma miesiącami, a już cztery razy musieli wzywać ekipę do napraw, oczywiście wszystko w ramach gwarancji: a to w wentylatorze ułamała się łopatka, a to w przewodach umożliwiających dostęp do węzła sanitarnego zagnieździła się wiewiórka i przegryzła kabelki, a to zepsuł się termostat... No i teraz przeciek w łazience. W firmie budowlanej dobrze ich znano. Taylor zadzwoniła do hydraulików i zostawiła wiadomość, po czym poszła na górę, zamierzając pokazać pełniącemu obowiązki dyrektora JBB doktorowi Johnowi Baldwinowi, co straci, wyjeżdżając na dwa tygodnie. W końcu odrzutowiec nie odleci bez niego...
Zdążyła pokonać dwa schodki, kiedy zadzwonił telefon. Co znowu? Cofnęła się do kuchni, spojrzała na wyświetlacz i odebrała.
- Cześć, Fitz.
Sierżant Pete Fitzgerald, drugi po szefie w wydziale, od razu przeszedł do rzeczy:
- Wiem, że masz wolny dzień, ale chcę, żebyś natychmiast przyjechała. Morderstwo. Źle to wygląda.
- Kto nie żyje?
- Młoda matka z Hillwood. Spodziewała się drugiego dziecka. Pamiętasz głośną sprawę Scotta Petersona, który został skazany za zamordowanie ciężarnej żony? Laci miała na imię... To coś w tym stylu.
Taylor przesunęła dłonią po notatniku leżącym obok telefonu. Miała ochotę powiedzieć:
- Nie, dziękuję. Nie jestem w nastroju na morderstwo.
Jednak doskonale wiedziała, że nie zrobi tego. Była porucznikiem Wydziału Zabójstw i kiedy zespół potrzebował pomocy, nie dyskutowała, tylko pomagała.
- Rozumiem. Daj mi dwadzieścia minut.
- Federalny już poleciał?
- Nie, kończy się pakować.
- No to ucałuj tę jego śliczną buźkę i przyjeżdżaj. Jesteś nam potrzebna.
Zdążyła odłożyć słuchawkę i znów zadzwonił telefon. Tym razem był to hydraulik. Przywitał się grzecznie i powiedział, że tak, oczywiście, przyjedzie mniej więcej za godzinę, spokojnie, to na pewno tylko pęknięta rurka, jeszcze nie koniec świata. Poinformowała go, gdzie znajdzie klucz, po czym rozłączyła się i pobiegła na górę. Baldwin właśnie domykał walizkę.
- Gotowy?
- Jak na łowy.
- To dobrze. Chodź, podrzucę cię. Muszę jechać.
- Kto nie żyje?
Ech, uroki mieszkania ze stróżem prawa. Chciałby wszystko wiedzieć.
- Fitz mówi, że młoda matka. Widocznie coś poważnego, skoro ściąga mnie z urlopu.
Włożyła czarny sweter na szary podkoszulek i poszła do łazienki. Związała włosy w kucyk, posłała gniewne spojrzenie sedesowi, winnemu, jak sądziła, mokrej plamy na suficie w salonie, a potem poszła do garderoby i wyjęła kowbojki od Tony’ego Lamy. Stojąc, podciągnęła nogawki spodni, włożyła buty i lekko podskoczyła, żeby stopy się w nich ułożyły, a nogawki łagodnie opadły. Gotowe.
Baldwin stał w drzwiach i obserwował ją z rozbawieniem.
- Równo trzydzieści sekund. Nieźle. Wyglądasz bosko.
Taylor przewróciła oczami.
- Chodź, kochasiu, i nie gadaj. Im szybciej znajdziesz się w Quantico, tym prędzej wrócisz do domu.

***

Taylor spotkała się z Fitzem na parkingu przed budynkiem policji. Po szarzejącym niebie pędziły chmury. Owszem, wiosna w Nashville potrafiła zachwycać pięknem, ale tutejsza pogoda była schizofreniczna, na przykład w jednej chwili świeci słońce, a w drugiej szaleje burza. Taylor zdjęła ciemne okulary.
- Muszę jeszcze skoczyć do biura. To zajmie dosłownie chwilę – powiedział Fitz, pokazując na służbowego białego chevroleta impalę. – Zaczekaj w samochodzie. Chcesz coś do picia?
Pokiwała głową. Usiadła na miejscu dla pasażera. Musiała poprawić fotel, żeby nie trzymać kolan pod brodą. Tak to jest, kiedy ma się nogi do samej ziemi. Fitz zniknął w budynku policji i wrócił po kilku minutach, niosąc dwie puszki dietetycznej coli. Jedną podał Taylor i usiadł za kierownicą. Otworzyła puszkę, wypiła dwa łyki i postawiła ją między nogami.
Nagle wyszło słońce i oślepiło ją. Włożyła nowe raybany, które kupiła w sklepie wolnocłowym na lotnisku Malpensa w Mediolanie. Okulary były czarne i duże. Taylor czuła, że wygląda w nich modnie i efektownie. Tym drobnym gestem oddawała hołd nowo odkrytemu przez nią Staremu Światu. Wizyta w obcym kraju u boku kogoś, kto płynnie posługuje się tamtejszym językiem, pozwala lepiej doświadczyć klimatu krainy. Taylor była na kilku zagranicznych wycieczkach, ale żadna nie dostarczyła jej tak intensywnych przeżyć, jak trzytygodniowa wyprawa do Włoch z Baldwinem.
Teraz jednak musiała wrócić do życia w Nashville. Brakowało jej leniwego tempa włoskiego dnia, nieśpiesznego przemieszczania się z miejsca na miejsce, przystanków w uroczych knajpkach, symetrycznego piękna gajów oliwnych, winnic i rzędów cyprysów, a także odmładzającej swobody. Poza tym, mówiąc zupełnie szczerze, miło było przez pełne trzy tygodnie nie oglądać trupów.
Chmury znów przesłoniły słońce, ale tym razem nie zdjęła okularów. Irytujące są te miesiące, kiedy aura nie może się zdecydować na porę roku. Niech już będzie ciepło albo zimno, słonecznie albo deszczowo.
Fitz ruszył i wyjechał z parkingu.
- Co u ciebie słychać? – zagadnął.
- Łazienka przecieka – mruknęła.
- Mówiłem, żebyście nie kupowali nowego domu. Gdybyście zdecydowali się na coś solidnego, zbudowanego jak należy, jak na przykład te kapitalne wiktoriańskie domy w East Nashville, nie mielibyście tylu problemów.
- Za to mielibyśmy korniki i sypiące się ściany. Dziękuję, postoję.
- Wybredna jesteś.
- Wcale nie. Zależało nam na czymś... przestronnym.
- Przestronnym, jasne! - Fitz roześmiał się. - Chodziło wam o tak duży dom, żeby się zmieściły stół do bilardu i gromadka dzieciaków.
- Dlaczego tak mówisz? – spytała podejrzliwie.
Spojrzał na nią, unosząc brwi. Z rumianą i wykrzywioną gębą przypominał Popeye’a. Też mógłby grać w kreskówce, pomyślała złośliwie.
- A nie taka jest prawda? – drążył dalej.
- Co?
- Że chcesz urodzić federalnemu całe przedszkole. – Powiedział to tak spokojnym tonem, że od razu się zdenerwowała.
- Fitz, co ci strzeliło do głowy? Nigdy nic nie mówiłam o dziecku. Nawet nie możemy się pobrać, a co dopiero mówić o płodzeniu potomstwa. Zresztą nie wiem, czy w ogóle kiedykolwiek będę chciała mieć dzieci.
Spojrzała za okno. Betonowo-ceglane centrum Nashville ustępowało drzewom i krzewom. Byli w West Endzie, jechali w stronę Hillwood. Sielska przejażdżka na zielone przedmieścia. Co też wstąpiło w Fitza? Skąd to pytanie?
- Okej, mała, przekonałaś mnie. Ale posłuchaj, to miejsce zbrodni jest wyjątkowo paskudne. Jeśli myślałaś, żeby zajść z federalnym, to może nie powinnaś tego oglądać.
- Fitz, na miłość boską, daruj sobie. O co ci chodzi?
- Na miejscu jest Parks. Za osłoną przeciwsłoneczną znajdziesz zdjęcie. Wyjmij je, co?
Dobrze, pomyślała Taylor. Bob Parks to bardzo rozsądny, trzeźwo myślący policjant. Będzie wiedział, jak obłaskawić prasę, która na pewno już zwietrzyła sensację. Sięgnęła za osłonę przeciwsłoneczną, spodziewając się znaleźć tam zdjęcie z miejsca zbrodni, ale na kolana wypadła jej fotografia przedstawiająca żaglówkę. Biała łajba z wysokim masztem pruła dziobem cudownie błękitną wodę.
- No i?
- Parks powiedział, że widok jest makabryczny. Pomyślałem, że powinnaś wiedzieć.
- Chodzi mi o tę łódkę.
- Zastanawiam się, czy ją kupić.
Zerknęła na zdjęcie. No... żaglówka jak żaglówka. Nie znała się na tym.
- A kiedy zamierzasz nią pływać?
- Nie pływać, tylko żeglować. Tak brzmi dumniej. Nie wiem, może jak przejdę na emeryturę? - Fitz zacisnął usta.
Taylor znała ten gest. Koniec rozmowy. Ostrzegł, że na miejscu zbrodni czeka ją okropny widok, a także zasunął bombę o przyszłości, i na tym koniec. Super.
Z naprzeciwka nadjechała karetka i minęła ich na pełnym gazie. Jedzie do szpitala świętego Tomasza, pomyślała. Przeżegnała się w myślach, jak zawsze, gdy słyszała jęk syreny. Po trzynastu latach w służbie, w tym pięciu w Wydziale Zabójstw, nie była jeszcze na tyle zblazowana, by nie współczuć obcym ludziom, którym działa się krzywda.
Obracała w palcach pierścionek zaręczynowy. Mówiąc ściślej, pozaręczynowy i przedmałżeński. Kiedy Baldwin oświadczył się po raz pierwszy, wręczył jej zachwycający platynowy pierścionek od Tiffany’ego z dwukaratowymi brylantami ze szlifem w stylu art déco. Cudowne świecidełko, ale kompletnie niepraktyczne. A ponieważ do ślubu nie doszło – nie z jej winy, po prostu została bezceremonialnie potraktowana paralizatorem i odwieziona nieprzytomna do Nowego Jorku, podczas gdy biedny Baldwin czekał na nią w kościele – nowy pierścionek miał symbolizować drugą szansę.

"J. T. Ellison pod płaszczem makabrycznej zbrodni pokazała do czego zdolny jest człowiek owładnięty ukrywanym od lat żalem, powodującym rosnącą nienawiść. Kolejna część cyklu wzbudziła we mnie jeszcze większą sympatię do nieustraszonej porucznik Taylor. To kawał dobrego thrillera z elementami kryminału, z wieloma wątkami pobocznymi, który Wam polecam."

"To pierwsza książka autorki, którą czytałam i na pewno nie ostatnia. Spodobała mi się postać Taylor, sposób w jaki radzi sobie ze śledztwem, jak współpracuje ze swoją ekipą, a także jej życie prywatne, którego dużą część poznajemy w tym tomie, i jak mi się zdaje nie tylko w tym. Autorka wzbudza w czytelniku chęć poznania jej dalszych poczynań."

"Pocałunek śmierci to dobry kryminał. (...) czyta się go błyskawicznie, trudno się od niego oderwać i jesteśmy zainteresowani, co kryje kolejna kartka. Świetny klimat, wciągająca i ciekawa fabuła, dobrze budowane i stopniowane napięcie, zaskakujące zakończenie i niezła intryga."

""Pocałunek śmierci" to kryminał, w którym ludzkie słabości zostają obnażone, natomiast prawda ukryta jest pod warstwą kłamstw, zadanego i odczuwanego cierpienia oraz iluzji."

"Mam dla Was dobrą radę na początek. Nie zaczynajcie czytać tej książki w nocy. Już pierwsza strona jest szokująca.(...) Po przeczytaniu tej książki z pewnością zaliczę J,T. Ellison do ulubionych autorek. Chętnie przeczytam także inne jej książki a koniecznie następny tom serii o Taylor."

"To pierwsza książka autorki, którą czytałam i na pewno nie ostatnia. Spodobała mi się postać Taylor, sposób w jaki radzi sobie ze śledztwem, jak współpracuje ze swoją ekipą, a także jej życie prywatne.

"W powieściach pisanych przez Ellison przemawia do mnie jeden, konkretny argument, którym jest główna bohaterka, fantastyczna silna babka, pani porucznik Taylor Jackson, która mimo bycia narzeczoną, nie bawi się w uciśnioną damę dworu, która potrzebuje ratunku swojego ukochanego, tylko dzielnie bierze byka za rogi i stara się uporać ze swoimi problemami niezależnie."

"Świetnie wykreowani bohaterowie, dynamiczna akcja ale też świat o który trudno było by podejrzewać zwykłą rodzinę z małym dzieckiem. To wszystko i więcej znajdziemy w książce „Pocałunek śmierci” J. T. Ellison. W bardzo dobrej książce, która zapewni rozrywkę wszystkim fanom powieści sensacyjnych!!! Polecam!!!"

"Jest coś w tych książkach takiego, że chce się do nich wracać. Świetny klimat, ciekawa fabuła i niebanalni bohaterowie zapewniają kilka godzin dobrej rozrywki i pozostawiają po sobie ten pozytywny niedosyt. Budowanie napięcia to wielki atut J. T. Ellison. Jako fanka kryminałów stwierdzam, że autorka zapowiada się naprawdę dobrze"

"Propozycja J. T. Ellison przekształca się w kawał dobrego czytania, w które łatwo dacie się wciągnąć. Na uwagę zasługuje fakt obycia autorki w temacie śledczej. (...) Czy polecam? Na pewno się nie zawiedziecie."

"„Pocałunek śmierci” to thriller napisany z wyjątkową dbałością o szczegóły, miałam czasami wrażenie, że sama siedzę w śledztwie po uszy. Targana sprzecznymi odczuciami przenosiłam winę z jednej osoby na drugą, ale przecież to lubię najbardziej!"

"Fabuła jest porywająca! Zagadki się piętrzyły a informacje, które zdobywała pani porucznik zdumiewały mnie samą. (...) Powieść trzyma w napięciu od początku do końca, a moje emocje podczas czytania ciągle się gromadziły, by wylać się na końcu gwałtowną falą."

"Pojawiająca się w książce zagadka trzyma w napięciu. Nowe okoliczności sprawiają, że Czytelnik sam do końca nie wie, co jest już prawdą, a co nie. Świetnym pomysłem autorki było wplecenie życia osobistego pani detektyw do głównej fabuły. Dzięki temu lektura jest przyjemna i ciekawa, niczym nasz ulubiony serial, który oglądamy z ogromnym zainteresowaniem."

"„Pocałunek śmierci” jest powieścią do końca trzymającą w napięciu. Nie sposób się od niej oderwać, gdy już się zacznie czytać. Fanów twórczości Ellison zapewniam, że i ta książka będzie się podobała, ale dla tych którzy jeszcze nie czytali poprzednich części, zachęcam po ich sięgnięcie."

"Książka niezwykle wciągająca i ekscytująca. Fabuła dynamiczna i wielowątkowa, a powieść w zasadzie cały czas jest na wysokim poziomie. Nie sposób się od niej oderwać dopóki nie skończysz. Pozycja dla fanów pani Ellison, ale także miłośników konkretnych powieści sensacyjnych."

"Autorka zafundowała mi niesamowita lekturę, pełną niebezpieczeństw i zwrotów akcji. Do książki zajrzałam tylko na chwilę, aby przynajmniej po części nakreślić sobie tematykę, a zakończyłam jeszcze tego samego dnia wraz z przewróceniem ostatniej strony."

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ

Patrycja
2015-08-06

Dobra książka, strasznie wciąga. Polecam tym którzy lubią czytać kryminały
awiola
2014-12-14

"Tylko jedno mogę zrobić. Walczyć". Grudniowe, pochmurne dni to dla mnie najlepszy okres w całym roku, który nastraja mnie do sięgnięcia po koc, ciepłą herbatę i wciągający thriller, zawierający elementy kryminału. Jeśli książka spełnia moje oczekiwania, jestem w stanie przeczytać taką powieść w jeden, długi wieczór łączący się z nocą. Do takiej grupy niewątpliwie zalicza się proz...
kasiakatarzyna1905
2014-09-15

„Pocałunek śmierci” to moje drugie powieściowe spotkanie z twórczością J. T. Ellison. Wcześniej miałam okazję czytać „Złodzieja dłoni” oraz dwa opowiadania Ellison wchodzące w skład „Cieniów nocy” oraz „Żywiołów”, które Ellison wydała wspólnie z Alex Kavą oraz Eriką Spindler, autorkami znanych na całym świecie i, co ważniejsze, lubianych thrillerów. Po lekturze wspomnianych opowiadań, zw...
toska1982
2014-09-09

Ostatnimi czasy, ze względu na nawał obowiązków, nie miałam zbyt dużo czasu na czytanie, a jeśli już za coś się brałam, to często zasypiałam w połowie strony. Dlatego postanowiłam w końcu wziąć się za lekturę z dreszczykiem, która wciągnie mnie i nie pozwoli oderwać się ani na chwilę. Padło na książkę autorstwa J. T. Ellison, autorki z którą pierwszy raz miałam styczność, a o wrażeniach ...
obsesjakasiulka
2014-07-11

Po całkiem niedawnym spotkaniu z twórczością J.T.Ellison, przy okazji jej książki Umarli nie kłamią, po dość wysokiej mojej ocenie wspomnianego tytuły, z wielką przyjemnością sięgnęłam po kolejny tytuł autorki, Pocałunek śmierci. Oczywiście, że obawy były, skoro to kontynuacja przygód głównej bohaterki, to nie zawsze autorom udaje się trzymać tak wysoki poziom jak w poprzedniej odsłonie....