Thriller / Sensacja / Kryminał
Umarli nie kłamią

Umarli nie kłamią

5 opinii
TAKŻE JAKO E-book icon
Liczba stron: 400
Oprawa miękka
ISBN: 9788323894797
Premiera: 2014-03-19

Detektyw wydziału zabójstw, Taylor Jackson, wraca do zdrowia po ciężkim postrzale. Odzyskuje siły w starym szkockim zamku, u swojego dobrego przyjaciela Jamesa Highsmythe’a. Przeglądając z nudów papiery gospodarza, trafia na sprawę, która budzi jej wątpliwości. Czy żona Jamesa naprawdę zginęła w wypadku samochodowym, czy może została z rozmysłem zamordowana? Jeżeli to James zlecił zabójstwo, Taylor znalazła się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Z dala od ludzi i cywilizacji, zdana tylko na siebie, pod jednym dachem z bezwzględnym mordercą…

J.T. Ellison

Jest absolwentką Randolph-Macon Woman's College, tytuł magistra uzyskała w  George Washington University. Pracowała w Białym Domu i Departamencie Handlu przed przejściem do sektora prywatnego. Jako analityk finansowy i dyrektor marketingu, pracowała w sektorze obrony i dziale badań przestrzeni kosmicznej.

Po przeniesieniu się do Nashville, Ellison rozpoczęła prace, które pozwoliły Jej poszerzać swoją pasję, jaką była kryminalistyka. Pracowała z Nashville Metro Police Department, FBI i innych organizacjach ścigających przestępców. Te doświadczenia gwarantowały przenosiła wprost do swoich powieści.


Ellison jest członkiem wielu organizacji literackich, w tym International Thriller Writers, Mystery Writers of America, Romance Writers of America and Sisters in Crime.

Mieszka w Nashville z mężem i kotem.


Szkocja
Region Highlands
Zamek Dulsie
22 grudnia

Kochana Sam,
Myślę, że każdy człowiek podczas wędrówki przez życie dociera do takiego momentu, kiedy powtórnie zostaje ukształtowany i zdefiniowany jego charakter, zupełnie jakby został ulepiony z nowej gliny. Coś takiego przytrafiło się również mnie. Zmieniłam się, i to nieodwracalnie.
Sam, nie mam już cienia wątpliwości. Tracę rozum. Tamta strzelanina mnie prześladuje. Koszmarna świadomość straty, którą poniosłaś, bolesna świadomość tego, kim się stałam… To po prostu mnie wykańcza! Nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam. Czuję się potwornie zagubiona, z dala od wszystkich, w obcym świecie, niczym motyl uwięziony pod szklanym kloszem.
Czy wiesz, że tutaj ściany mówią? Czasami budzi to we mnie niepokój, ale niekiedy przynosi pociechę. Na sklepieniach tańczy blask płomieni świec, a posadzki migocą i drżą pod moimi stopami. Uciekam wtedy na, zewnątrz, ale co tam napotykam? Tylko mgłę, opary i wałęsające się owce. Czy wiesz, że tutejsze krowy mają łagodne, o ciekawskim spojrzeniu oczy? A psy odznaczają się specyficznym poczuciem humoru, to znaczy są wesolutkie i rozszczekane, ale łatwo poznać, że w razie czego błyskawicznie dobrałyby ci się do skóry. Przynajmniej ja bez trudu to rozpoznaję, bo spotkałam wielu takich ludzi... Natomiast sarny są cierpliwe, wyciszone i smutne, widomy znak, że pogodziły się z rolą ofiary. Za to kruki są głośne i napastliwe. A mewy? Och, to straszne głupole, a w każdym razie tak się zachowują. Nieustannie zadziwiają mnie, gdy na tle górskiego łańcucha uganiają się za czymś bez sensu. Kury są wielkie i nabzdyczone, ciągle się indyczą, a szkockie kuropatwy muszą mieć mnóstwo spraw na swych łebkach, bo wiecznie gdzieś się śpieszą.
Mgła otula górskie grzbiety niczym chłodny szal, a droga, którą idę, zbliża się ku mnie, jakby planowała wyjawić mi tajemnicę.
Tajemnice… Och, Sam, doskonale wiem, że nie ma tu nikogo, a zarazem są wszyscy! Wyczuwam ich obecność, tłoczą się wokół mnie. Zaginieni i zmarli. Za dnia ich nie widzę, tylko głęboką późną nocą, kiedy już dawno powinnam spać. Wtedy pchają się do mnie ze wszystkich stron i kradną powietrze, którym oddycham. W pokoju robi się zimno, pojawiają się… ostrzeżenia.
Sam, muszę to wyrazić jasno, bez ogródek: to prawda, że wokół mnie jest mnóstwo lekarzy, ale żaden nie potrafi mi pomóc. Jeśli chcę wyzdrowieć, muszę znaleźć w sobie ogromne pokłady siły, by wykonać to gigantyczne zadanie. Stare porzekadło głosi: „Lekarzu, lecz się sam”. Zgadzam się z nim, lecz dla moich potrzeb muszę je trochę zmodyfikować: „Poruczniku, rozkazuj sobie sam”.
Kochana Sam, błagam, wybacz mi. To wszystko moja wina. Teraz już to wiem.
W tych chwilach, kiedy nawiedza mnie prawdziwy spokój – przy wspaniałym posągu Ateny, gdy spoglądam na sad i ogród lub obserwuję zwierzęta na pastwiskach – wyczuwam twój smutek. Wreszcie zrozumiałam, co straciłaś, bo to także moja strata. Nie sądzę, żeby powrót był możliwy. Wątpię, czy w naszym… a w każdym razie wciąż jeszcze naszym świecie nadal jest dla mnie miejsce.
Dzieje się tu ze mną coś dziwnego. Nawiedzają mnie przodkowie Memphisa. Nie podoba im się, że tu przebywam.
Postąpiłam najlepiej, jak umiałam, ale zepsułam wszystko i nie wiem, czy uda mi się to naprawić.
Uściskaj bliźniaki. Baśniowa matka chrzestna ich kocha. Kocham też ciebie. To wszystko.
Taylor

Taylor zamknęła pokrywę laptopa. Znów czuła mdłości i zawroty głowy. Ból za oczami stawał się coraz bardziej nieznośny. Mogła tylko położyć się z zaciśniętymi powiekami i wznosić modły, by przeszedł. Albo zażyć kolejną tabletkę percocetu. Niestety pigułki, którymi ją faszerowali, przestały działać. Zapadnięcie nocy było sygnałem dla mózgu, że ma się wyłączyć, oddać rządy bólowi i wątpliwościom. Dla Taylor były to godziny słabości. Dopiero poranki przynosiły poczucie bezpieczeństwa i odwagę.
Jej umysł składał się z zawiasów przytrzymujących obrazy, o których istnieniu zdecydowanie wolałaby nie wiedzieć. Gdy się nie pilnowała, demony brały w posiadanie jej myśli.
Walcząc z bólem głowy, podeszła do okna i popatrzyła na góry. Łagodne stoki spowijał welon nocnego mroku. W śnieżnej pokrywie odbijał się zarys majestatycznych sosen. Kompletna pustka, idealne odosobnienie, szkockie odludzie, doskonałe miejsce na kryjówkę.
Łatwo mogła udawać przed światem, że wszystko z nią w porządku. Po prostu zasłużyła na wakacje, więc wpadła tu na jakiś czas, jak lubili powtarzać otaczający ją Brytole.
Tak naprawdę uciekła od ludzi, którzy znali jej prawdziwą sytuację. Uciekła od najlepszej przyjaciółki, doktor Sam Loughley, i od doktora Johna Baldwina, z którym była zaręczona. Udało jej się nawet odsunąć od Memphisa Highsmythe’a, przyjaciela, który chciał od niej znacznie więcej, niż mogła mu ofiarować.
Odgarnęła włosy z ramion i oparła się o framugę. Poczuła kojący chłód, gdy przytknęła skroń do szyby. Nieduża pomarszczona blizna, jaskraworóżowa pozostałość po odniesionej w krwawym starciu ranie, niemal całkiem się zagoiła i wreszcie zaczynała blednąć. Taylor nie nosiła już wyraźnego piętna zostawionego przez zabójcę o pseudonimie Naśladowca, a w każdym razie nie na ciele, bo przecież Naśladowca zrujnował i okradł jej psychikę, pozbawił czegoś cennego, czego nie potrafiła odzyskać.
Obecnie była tylko w połowie kobietą, w połowie sobą. Zwariowaną małą dziewczynką, która została zamknięta w zamku i jest zbyt zmęczona, by bawić się w księżniczkę.
Kątem oka pochwyciła jakiś ruch nad górami, po chwili dotarło do niej, że zmienił się kierunek porywistego wiatru. Bure chmury przesunęły się nad dolinę i jezioro, po czym rozwarły się szeroko i gradowe pociski zaczęły wybijać bezlitosny rytm na stwardniałym gruncie.
Serce Taylor waliło do taktu tak natarczywie, jakby ktoś stukał pięścią w drzwi, a ból głowy przeszedł w migrenę i stał się nie do zniesienia. Ciężkie wiktoriańskie umeblowanie sypialni zalśniło na znak rozpoczęcia conocnego danse macabre.
Poczuła się pokonana. Zaciągnęła zasłony, udała się do łazienki i wysypała na dłoń dwie grube białe tabletki percocetu. Połknęła je, popijając wodą z kranu. Miała nadzieję, że pomogą.
Po powrocie do sypialni spostrzegła, że laptop jest otwarty. Nie rozłączyła się z internetem? Cóż, nie powinna tyle pić. Znowu czuła się chora. Alkohol, lekarstwa, ból tworzyły piekielna mieszankę, której na imię „cierpienie”. Wielkie cierpienie.
Prawda.
Ciężkie cienie zawłaszczały ją, skubały w bose stopy. Po omacku trafiła do łóżka, położyła się na wzorzystej narzucie i poddała bólowi, strachowi i skręcającemu wnętrzności przerażeniu, które wypełniały ją całą noc po nocy. Widziała jedynie mroczki tańczące przed oczami i perłowy zarys ducha, który przyszedł, żeby ją pochłonąć. Zacisnęła powieki. Może dzisiejszej nocy zostawi ją w spokoju?
Nie.
Był tutaj.
Poczuła na policzku zimny, pieszczotliwy powiew, lekki dotyk opuszków na czole i tam, gdzie kula wtargnęła w ciało. Blizna zapiekła lodowato. Jednak nawet nie drgnęła, nie wrzasnęła ze strachu. Zjawa uwielbiała jej lęk, a wskutek odrazy nawiedzającej Taylor, gdy duchy przeszłości i teraźniejszości mieszały się w powietrzu, którym oddychała, jej głos powracał w całej mocy i brzmieniu. Wtedy i tylko wtedy. Za pierwszym razem, gdy poczuła zimny dotyk, popełniła błąd i krzyknęła. Nigdy więcej nie da zjawie tej satysfakcji.
Mroźne palce przesunęły się niżej, do dawno zagojonej rany ciętej na szyi. Następnym razem nie będzie miała tyle szczęścia. Dotyk był ostrzeżeniem. Znakiem.
A potem to się skończyło. Leżała bezwładna i roztrzęsiona, łkając bezgłośnie.

***
Tydzień wcześniej

Bądź milczący, bądź nieruchomy jak pęknięty dzwon. Poznaj bezruch wolności, gdzie dążenie zamiera.
Budda

***

Nashville, Tennessee
Grudzień

- Świetnie ci idzie.
Doktor Benedict trzymał laryngoskop głęboko w gardle Taylor Jackson. Zaaplikowany przed badaniem środek znieczulający w spreju o smaku gorzkiego metalu sprawił, że język ścierpł. Do licha, przydałby tu się kunszt połykacza mieczy. Badanie było obrzydliwie inwazyjne. Chociaż nie czuła bólu, miała pełną świadomość, że wepchnęli jej coś do gardła. Na samą myśl dostała odruchu wymiotnego. Lekarz spostrzegł ruch krtani i zamruczał cicho, łagodnie, lekko dotykając ramienia Taylor, jakby uspokajał konia.
- Cii, już dobrze. Prawie skończyłem. Jeszcze tylko minutka.
Miała ochotę dać mu w prezencie stoper. Już po raz trzeci obiecywał, że właśnie kończy. Próbowała zająć czymś myśli, czymkolwiek, co odwróciłoby jej uwagę. Czuła rosnącą panikę, klaustrofobiczne uczucie, że zbyt długo ma otwarte usta, wiedziała, że jest coś…
- Dobrze, a teraz spróbuj zakasłać.
Nareszcie.
Metal wysunął się z ust. Poczuła się jak kosmitka, która zwraca wyjątkowo niestrawny posiłek. Ale przynajmniej znów mogła oddychać.
Stół do badania znajdował się blisko ściany. Oparła się o nią plecami i obserwowała, jak lekarz chowa narzędzia. Stetoskop stuknął głucho o metalową tacę, porzucony i poniżony, przez ten lekceważący gest odarty z medycznej funkcji, zwykły kawałek materii, za którym nic się nie kryło.
Lekarz ponownie poklepał ją po ramieniu.
- Ubierz się, proszę, i przyjdź do mojego gabinetu. Tam porozmawiamy.
Próbowała zignorować fakt, że się skrzywił przy słowie „porozmawiamy”.
Ostatnio niewiele mówiła.
Ubrała się i wyrzuciła do kosza cienką papierową koszulę. Dlaczego musiała się rozbierać do pasa podczas badania gardła, było dla niej tajemnicą.
W drzwiach czekał na nią John Baldwin, jej narzeczony. Dobrze odczytał minę Taylor, bo skomentował z uśmiechem:
- Jesteś rozebrana, żeby lekarz mógł natychmiast przystąpić do akcji, gdyby wystąpiła niepożądana reakcja na środek znieczulający albo pojawił się inny problem.
Skinęła głową, bo wyjaśnienie brzmiało sensownie. Z drugiej jednak strony taka rozbierana procedura nadal jej się nie podobała.
Obserwowała Baldwina, który też bacznie się jej przyglądał. W zielonych oczach połyskiwała troska, czarne włosy były w lekkim nieładzie, choć szpakowate skronie gładko przyczesał. Był barczysty, miał prawie dwa metry wzrostu. Nigdy nie nazwała go przystojnym. Był piękny! Owszem, to niezbyt stosowne określenie dla mężczyzny, ale do Baldwina pasowało jak ulał. Wspaniały okaz faceta! Proporcjonalnie zbudowany, o ładnie wykrojonych, roześmianych ustach, wysokich kościach policzkowych i wydatnej szczęce. Był dla niej wszystkim.
Był. Kiedyś. Nie wiedzieć czemu myślała o nim w czasie przeszłym dokonanym, a przecież nadal istnieli na tej ziemi i nadal byli ze sobą. Dotykali się, trzymali za ręce. Lecz fizyczna bliskość nie znaczy nic, kiedy twój świat nagle stanął na głowie.
Przepełniał ją lęk nie tylko o fizyczne, widoczne gołym okiem rany. Z tym wcześniej czy później sobie poradzi, po prostu tak zazwyczaj się dzieje. Za to panicznie bała się niewidocznych urazów, a już zwłaszcza tego, co stało się z jej sercem. Pękło, rozpadło się, i już nic go nie sklei. Tak, to było naprawdę groźne. Baldwin okłamał ją na temat swojej przeszłości. Prosiła go tylko o jedno, o lojalność, a on boleśnie ją zawiódł.
- Pozwól, że ci pomogę. – Uścisnął jej rękę.
Pozwoliła mu poprowadzić się korytarzem. Od strzelaniny nie upłynął jeszcze miesiąc i wciąż nie czuła się pewnie na nogach. Rany postrzałowe głowy wywołują taką reakcję. Od tygodni wszyscy jej to powtarzali jak mantrę.
Zignorowała strapiony wzrok Baldwina. Tym spojrzeniem błagał, żeby znów dopuściła go do siebie, jakby doskonale znał jej myśli. Potrafił to. Nie zawsze tak się działo, ale czasami kradł jej myśli prosto z głowy.
Chciałaby to wykrzyczeć, ale tylko bezgłośnie poruszyła ustami. Ktoś, kto umie czytać z ruchu warg, odczytałby:
- Och, Baldwin, co ty z nami zrobiłeś?

Doktor Benedict pozostawił otwarte drzwi, które Baldwin przytrzymał przed Taylor, po czym wszedł za nią do gabinetu. Pokój prezentował się typowo: dużo ciemnego drewna, masywne biurko, na ścianach oprawione w ramki fotografie i dyplomy. Taylor usiadła na jednym z dwóch krzeseł ustawionych naprzeciw biurka i spojrzała wyczekująco na lekarza.
Benedict odchrząknął.
- Okej, Taylor, zacznijmy zatem od dobrych wiadomości. Nie widzę żadnych objawów wskazujących na trwałe upośledzenie funkcji mowy. Dysfonia reaguje na zastrzyki z botuliny, a choć struny głosowe są nadal lekko ugięte, to zaczynają przywodzić na odcinku środkowym i kiedy kaszlesz. Nie widać oznak polipów ani guzów. To naprawdę dobre wieści. Struny głosowe są sprawne i działają. Po postrzale prawdopodobnie upadłaś i uderzyłaś o coś krtanią. Szok po silnym uderzeniu wywołał dysfonię, ale ta dysfunkcja nie powstała ani wskutek postrzału, ani operacji chirurgicznej. Miałaś wielkie szczęście. Z czasem powinnaś odzyskać głos.
Potrząsnęła głową, palcem wskazując gardło.
- Taylor, nie wiem. Na pewno mogę powiedzieć tylko tyle, że natura problemu nie jest już czysto fizyczna. Kula nie uszkodziła ośrodka mowy w mózgu, bo gdyby tak było, wykazałyby to badania neurologiczne, a ich wyniki na szczęście są w normie. Rana ładnie się zagoiła. Zważywszy na okoliczności, twój stan jest wyjątkowo dobry. Możesz jeść i spać. Czy bóle głowy nadal ci dokuczają?
Skinęła głową. Ból czasami był tak straszny, że aż nie mogła oddychać.
- Należało się tego spodziewać. Z czasem zaczną słabnąć. Odpoczynek i brak stresu powinny pomóc. Natomiast głos…
Urwał, a Taylor przygotowała się na najgorsze. W swojej prazy zdobyła duże doświadczenie w przekazywaniu złych wiadomości. Coś jej mówiło, że teraz sama usłyszy coś takiego.
- Przypuszczam, że możesz doświadczać histerii konwersyjnej.
Wzruszyła ramionami. Lekarz dumał o czymś przez chwilę, po czym dodał:
- Przeżyłaś wielką traumę, zarówno fizyczną, jak i psychiczną, jednak szybko dochodzisz do zdrowia, dlatego przypuszczam, że podłoże dysfonii nie jest organiczne, ale jej przyczyn należy szukać właśnie w psychice. Chodzi o brak równowagi emocjonalnej, mówiąc najprościej. Myślę, że należałoby zastosować inną psychoterapię, wspomagając się lekami antydepresyjnymi. Taka zmiana może mieć dodatkowy plus, a mianowicie pomoże ci przetrwać stres związany z tym wszystkim… co się wydarzyło. - Zatoczył dłonią koło.
Czy możesz odpędzić ode mnie złe moce, doktorze? – pomyślała Taylor. Machnąć czarodziejską różdżką i sprawić, że wyzdrowieję?
To, co się wydarzyło… Podejrzany strzelił jej prosto w głowę. Spędziła tydzień w śpiączce farmakologicznej w oczekiwaniu na zmniejszenie się obrzęku mózgu, a kiedy działanie leków się skończyło, wystraszyła wszystkich śmiertelnie, gdy nie wybudzała się przez kolejny tydzień.
Kiedy wreszcie otworzyła oczy, ujrzała nad sobą zatroskanego Baldwina. Nie była w stanie mówić… Nie mogła mu powiedzieć, jak bardzo go kocha, a zarazem nienawidzi. W jej mózgu zagnieździł się Naśladowca, atakując ją w snach i nawiedzając za dnia. Brak równowagi emocjonalnej. Cóż za doskonałe określenie stanu jej uczuć! Poza tym była wściekła i przestraszona. To wszystko nie mogło, po prostu nie mogło zmieścić się w jej głowie! Za dużo, za ostro… A może jednak?
Wyjęła z kieszeni notes, otworzyła na czystej stronie, nagryzmoliła coś nerwowo i pokazała lekarzowi.
Uniósł ręce w obronnym geście.
- Mój Boże, Taylor, wcale nie mówię, że zwariowałaś! Absolutnie. Masz objawy histerii konwersyjnej, nic więcej. To schorzenie da się wyleczyć.
Baldwin poruszył się na krześle, spojrzał na nią i przemówił niskim, poważnym głosem:
- Kochanie, on ma rację. Masz wszystkie objawy histerii konwersyjnej, to pasuje do całego obrazu twojej choroby. Zastanawialiśmy się z doktorem Benedictem, czy nie cierpisz na zespół stresu pourazowego. Gdybyś mogła zobaczyć, jak się zachowujesz we śnie. Jęczysz, krzyczysz i wołasz, rzucasz się w łóżku przez całą noc. Nie ulega wątpliwości, że na nowo przeżywasz tamtą chwilę, gdy zostałaś postrzelona.
Potrząsnęła gwałtownie głową i błyskawicznie napisała:
Nieprawda!
Po czym podsunęła notes Benedictowi. Nie chciała, żeby się dowiedział, jak bardzo czuje się słaba. Położyła Baldwinowi rękę na ramieniu i zgromiła go wzrokiem. Najwyraźniej postanowił jej dzisiaj zaszkodzić.
Oczywiście, że wciąż i wciąż przeżywała tamten moment. Codziennie, w każdej sekundzie. Ten film miała zapętlony w głowie.
- Taylor, musisz mi o tym opowiedzieć. – Benedict zmarszczył groźnie brwi. – Ostatnim razem przepisałem ci ativan, ale nie bierzesz go regularnie, prawda?
Zaprzeczyła. Po ativanie czuła się ospała.
- Nieustannie jej powtarzam, że musi brać lekarstwa.
Nienawidziła, gdy Baldwin tworzył z lekarzem wspólny front przeciwko niej. Czy nie mógł po prostu stać po jej stronie i przestać się tak cholernie troszczyć i wymądrzać?
A może naprawdę powoli wariuję? – pomyślała. Nie mogę mówić. Nie mogę pracować. Komunikuję się za pomocą notesu. Ale wszystko cacy, wszystko będzie ze mną dobrze… Akurat!

"Umarli nie kłamią to moje pierwsze spotkanie z twórczością J. T. Ellison. Pierwsze, ale z całą pewnością nie ostatnie. Choć początkowo miałam pewne wątpliwości, które często towarzyszą mi przy nowych, nieznanych mi jeszcze autorach. Wątpliwości te szybko zniknęły, gdy całkowicie zostałam wchłonięta przez tę historię."

"Przygody Taylor Jackson przeczytałam jednym tchem, niesamowicie wciągając się w jej losy. Teraz wiem, że po kolejną książkę Ellison również sięgnę i mam cichą nadzieję, że mnie nie zawiedzie i nie zrujnuje tego dobrego, pierwszego wrażenia, które mnie mile zaskoczyło."

"Już pierwsze strony książki zaczynają wiązać fabułę i budzą zainteresowanie. (...) Uważam, że naprawdę warto przeczytać tę książkę. Mamy tu do czynienia z thrillerem, kryminałem, powieścią obyczajową, a zarazem literaturą psychologiczną. Lektura jest skupiskiem wszystkich cech i czynników, które nie pozwalają sklasyfikować jej do jednego gatunku."

"Umarli nie kłamią” to świetnie napisana książka, pełna emocji, w której fabuła prowadzona jest z perspektywy paru osób, dzięki czemu lepiej możemy zrozumieć pewne kwestie. Do tego nie brakuje tajemnic oraz niebezpiecznych znajomych."

"Sukcesywny rozwój wydarzeń sprawia, że atmosfera pełna niedomówień i dziwnych zjawisk staje się jeszcze bardziej tajemnicza. Zabytkowy zamek, gdzie rozgrywają się kluczowe sceny potęguje tę aurę tajemniczości."

"Książka ta to świetna lektura, zaspokajająca kryminalne oraz miłosne zachcianki czytelników, choć tych drugich jest tu znacznie mniej. Autorka przedstawia nam fakty powoli, nie dając od razu dociec do odpowiedzi, dzięki temu powieść czyta się szybko, z zafascynowaniem i ciekawością."

"Jeśli zatem szukacie kryminału, w którym można się zatracić, a czytając mieć wypieki na twarzy i wysoki poziom adrenaliny sięgnijcie koniecznie po akurat ten tytuł. Nie uwierzę, że wielbiciele gatunku będą niezadowoleni!"

"Bardzo podobała mi się nie tylko sama fabuła, ale także budowane przez Autorkę powoli napięcie. Bohaterowie książki są wyraziści, a emocje czy rozterki z jakimi się borykają, nie są tylko jakimiś wydumanymi frazesami, ale to uczucia jak najbardziej realne."

"Gdy czytelnik myśli, że już sprawa wyjaśniona, J.T. Ellison dorzuca ostatni najciekawszy wątek. Autorka świetnie wykreowała postać Taylor, która wydaje się być jak żywa. Nie ma w niej nic z ideału, ukazany jest prawdziwy charakter."

"Umarli nie kłamią” to powieść mocno wciągająca, gdzie akcja trzyma w napięciu do samego końca. (...) Historia jest ciekawa, a wykonanie bardzo dobre. Nic dodać, nic ująć. Polecam!"

"Cieszę się, że miałam okazję zapoznać się z twórczością tej autorki i gorąco zachęcam was do zrobienia tego samego. Powieść pani Ellison okazała się naprawdę świetnym thrillerem, który wciąga nas od początku i trzyma do samego końca. Myślę, że nie zawiedziecie się i będziecie zachwyceni czytając tę książkę."

"Nie spodziewałam się, ze nie będę wstanie oderwać się od książki, pochłonęła mnie całkowicie. Z każda kolejną stroną historia robiła się coraz bardziej tajemnicza i intrygująca. Powieść jest świetnym kryminałem, który został napisany na naprawdę najwyższym poziomie."

"Tym, którzy jeszcze zastanawiają się nad tym, czy przeczytać "Umarli nie kłamią", czy nie, odpowiadam na to pytanie: zdecydowanie tak! Kryminał bardzo dobry, w który czytelnik może się naprawdę wczuć i ani przez chwilę nie pomyśli, że czas na tę powieść był zmarnowany."

"Historia wciągnęła mnie maksymalnie. Świetnie prowadzone dialogi, możliwość wejścia w umysł głównej bohaterki, co spowodowało, że w momencie, gdy nachodziły ją koszmary, sama czułam przerażenie."

"Zagadka goni zagadkę, a wszystkiemu dodaje grozy zimny i pełen sekretnych zakamarków Zamek Dulsie, koszmary i opowieści o duchach, a także ludzie, w umysłach których czai się ZŁO. Świetny kryminał z dreszczykiem i wątkiem miłosnym. Wciąga i trzyma w napięciu do samego końca."

"Umarli nie kłamią to książka, od której nie sposób się oderwać; w prezencie od Autorki dostajemy liczne zwroty akcji, do tego prowadzi nas w taki sposób, że trudno obstawić prawdziwego winnego... Naprawdę dobrze spędziłam czas przy czytaniu tej pozycji."

",,Umarli nie kłamią’’ to kawał dobrej, ekscytującej rozrywki z sensacyjno- psychologicznymi elementami. Świetnie oddziałuje na zmysły, emocje, i intelekt. Najlepiej czytać go samotnie nocą, gdy za oknem głęboka, przerażająca czerń okrywa grubym kocem dom. Wtedy Wasze doznania nie tylko literackie będą jeszcze intensywniejsze. Krótko mówiąc, polecam wszystkim czytelnikom żądnym wrażeń."

"Kryminały mają to do siebie, że muszą szokować, aby odnieść zamierzony sukces. Muszą śmiało i z determinacją brnąć na przód odkrywając przy tym najgorsze tajemnice i nie rzadko mroczną przeszłość. "Umarli nie kłamią" to książka, która spełnia wszystkie te standardy i potrafi nieźle zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie."

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ

kasiakatarzyna1905
2014-09-22

Skąpany w bieli świat, położone na odludziu upiorne zamczysko, słynące z tego, że jest siedzibą duchów i zjaw, a także tajemnicza śmierć żony właściciela posiadłości. Wszystko to czeka na powracającą do zdrowia porucznik Taylor Jackson, która nie chcąc zwariować, na własną rękę próbuje rozwikłać intrygującą zagadkę z przeszłości. Czy jej się to uda? Czy też ktoś zdoła powstrzymać bliską ...
toska1982
2014-06-25

Lato tego roku nie dopisuje, zamiast smażyć się na plaży, albo chociaż na balkonie, pozostaje chłodny wieczór z książką w ręce. I tak by podgrzać atmosferę postawiłam na coś mocniejszego, pełnego akcji i odrobiny grozy. Taylor Jackson, detektyw wydziału zabójstw, próbuje odzyskać siły i spokój po tragicznych wydarzeniach, do jakich doszło przez niejakiego „Naśladowcę”. Pani detektyw c...
awiola
2014-06-16

"Litość należy się tym istotom, które można jeszcze ocalić". Zawód policyjnego detektywa to profesja niezwyczajna. W zasadzie to zawód, który wykonuje się przez całą dobę, a w którego wpisana jest głównie czujność i podejrzliwość – niezastąpione umiejętności w odkrywaniu sprawców różnorakich zbrodni. Jak przekonała mnie książka J. T. Ellison, w tym fachu nawet na zasłużonym odpoczyn...
cyrysia
2014-04-14

Ostatnimi czasy literatura z dreszczykiem wróciła do moich łask i czytam ją coraz częściej. Tym razem postanowiłam zapoznać się z twórczością J. T. Ellison, absolwentką Randolph-Macon Woman's College, która kiedyś pracowała w Białym Domu i Departamencie Handlu przed przejściem do sektora prywatnego. Jako analityk finansowy i dyrektor marketingu była zatrudniona w sektorze obrony i dziale...
2014-04-09

Najbardziej przemawiają do mnie książki, które wciągają już od pierwszej strony, ba – pierwszego zdania. Uwielbiam zatracać się w takich lekturach, gdzie akcja rozwija się w odpowiednim do sytuacji czasie, nie zatrzymuje się, bohaterzy są świetnie nakreśleni a sama fabuła jest na tyle interesująca, że gdy zasiądę do lektury nic innego nie istnieje – przenoszę się w inny świat – nie szuka...