Powieść obyczajowa
Taniec miłości
32,99 zł
32,99
KUP TERAZ

Taniec miłości

brak opinii
ISBN: 9788323895343
Premiera: 2014-02-07

W pułapce
Thorn dawno nie był taki wściekły. Podejrzliwy i zgorzkniały, nie ufa nikomu, a zwłaszcza kobietom. Teraz musi znosić obecność Sabiny, którą brat zaprosił na rodzinne ranczo. Czy nie widzi, że tej dziewczynie zależy tylko na pieniądzach? Początkująca piosenkarka ledwie wiąże koniec z końcem, w dodatku jest bezczelna i złośliwa. A jednak… Sabina coraz bardziej podoba się Thornowi, który czuje się jak w pułapce. Musi otrząsnąć się z zauroczenia, a przede wszystkim otworzyć oczy bratu. Decyduje się na dramatyczny krok…

Niewinny żart
Ten dzień Worth zapamięta na długo. Właśnie prowadził ważne zebranie w swojej firmie, gdy w progu stanęła półnaga kobieta. Gdyby chociaż nie zaczęła tańczyć… Nieważne, że chodziło o niewinny żart. Zdenerwowany Worth chce odpłacić pięknym za nadobne, dlatego wymyśla skomplikowaną intrygę... 

Diana Palmer
Diana Palmer, a właściwie Susan Spaeth Kyle napisała pierwszą powieść w 1979 roku. Wcześniej przez szesnaście lat pracowała jako dziennikarka w dziennikach i tygodnikach. Wydała ponad dziewięćdziesiąt książek, które przetłumaczono na wiele języków. Zdobyła siedmiokrotnie nagrodę Waldenbooks National Sales, czterokrotnie B. Dalton National Sales Award, dwukrotnie BookRack National Sales Award i wiele innych (Lifetime Achievement Award, Affaire de Coeur, RWA). Jest członkinią wielu towarzystw i zrzeszeń – Native American Rights Fund, American Museum of Natural History, National Cattlemen’s Association, Archeological Institute of America, Planetary Society, Georgia Conservancy, Georgia Sheriff’s Association i wielu organizacji dobroczynnych. Od 1972 roku jest żoną Jamesa Kyle’a, z którym ma jednego syna. W wieku czterdziestu pięciu lat wróciła na uczelnię, by uzupełnić wykształcenie. Ukończyła historię, archeologię i filologię hiszpańską. Namówił ją do tego mąż, który porzucił karierę urzędnika, ukończył studia informatyczne i założył firmę komputerową. W 1998 roku porzucił ten zawód i poświecił się karierze sportowej. Zdobył liczne nagrody i medale na lokalnych, krajowych i międzynarodowych zawodach w strzelaniu do rzutków. W wolnym czasie Susan uprawia ogródek, czyta książki z dziedziny archeologii i antropologii, słucha muzyki. Uwielbia iguany.

W PUŁAPCE
Przykro jest kończyć trasę koncertową, pomyślała Sabina Cane, obserwując elektryków demontujących reflektory na widowni. Ostatniego wieczoru grał w tej sali jej zespół. Bilety rozeszły się błyskawicznie. Na szczęście trasa należała do udanych. Przedtem różnie się wiodło rockowej kapeli i dlatego po uregulowaniu należności muzykom zostawał jedynie skromny zysk. Sabina czasami się zastanawiała, kiedy wreszcie osiągnie finansową stabilizację. Podniosła dumnie głowę i ubawiona swoimi lękami, wybuchnęła śmiechem. Najważniejsze, że może robić to, co najbardziej lubi. Gdyby przestała śpiewać, życie straciłoby sens, więc powinna być wdzięczna losowi, że pracuje w wymarzonym zawodzie. Poza tym zespół Pył i Piach miał dobrą passę, czekały ich dwutygodniowe występy w jednym z najlepszych klubów Nowego Orleanu, skąd pochodzili. W czasie trasy koncertowej zyskali spory rozgłos.
Ruszyła w stronę zaśmieconego przejścia między siedzeniami. Uśmiechała się przyjaźnie i współczująco do znużonych techników demontujących sprzęt nagłaśniający. Nocna praca nie należy do przyjemności, ale następnego dnia musieli być w Nowym Orleanie i rozpocząć próby. Nie mieli czasu do stracenia.
Przeciągnęła się leniwie. Nadal miała na sobie sceniczny kostium, czyli jedwabne szorty, obcisłą koszulkę naszywaną cekinami oraz pirackie buty z wysokimi cholewkami. Strój podkreślał szczupłą figurę, a skąpe jedwabne kostiumy stanowiły jej artystyczny znak rozpoznawczy. Mówili o niej: śpiewająca księżniczka w jedwabiach. Miała ciemne falujące włosy sięgające talii, szare oczy jaśniejące srebrzystym blaskiem, porcelanową cerę i długie rzęsy, które większość fotografów w pierwszej chwili brała za sztuczne.
***


Albert Thorndon stał w pobliżu sceny. Rozmawiał z Dennisem Hartem, menedżerem odbywającego tournée zespołu i agentem muzyków w jednej osobie. Ten młody mężczyzna był także dobrze zapowiadającym się dziennikarzem, doskonale sobie radził w każdej z tych dziedzin. Sabina uśmiechnęła się promiennie do niego i pomachała ręką Albertowi.
Należał do grona jej najbliższych przyjaciół. Poznała ich Jessika, z którą przyjaźniła się od dzieciństwa. Jess, która była sekretarką Ala w biurze koncernu naftowego Thorndonów, zakochała się w ciemnowłosym szefie, on jednak nic nie wiedział o jej beznadziejnym zauroczeniu, a Sabina jako lojalna przyjaciółka zachowała dyskretne milczenie. Od czasu do czasu wybierali się gdzieś we trójkę. Na początku znajomości Sabina odniosła wrażenie, że Al się nią interesuje, ale szybko dała mu do zrozumienia, że nic z tego nie będzie. Nie miała ochoty ani na romans, ani na trwały związek. Mężczyźni jej nie obchodzili. Od tamtej pory Al przyjaźnił się z Sabiną. Właśnie on załatwił rockowej kapeli występy jednym z najlepszych klubów Nowego Orleanu. Natychmiast wsiadł do prywatnego samolotu i przyleciał z Luizjany, by oznajmić dobrą nowinę. Sabina zastanawiała się, czy wie o tym starszy brat Ala.
Wiele słyszała o Hamiltonie Reganie Thorndonie Trzecim, choć nie lubiła takich opowieści. Najbliższy krewny Ala kierował rodzinnym koncernem naftowym z siedzibą w Nowym Orleanie. Uchodził za rekina finansjery. Mówiono, że jest prawdziwym donżuanem i złamał już wiele kobiecych serc. Sabina czuła nieprzepartą niechęć do takich mężczyzn. Cieszyła się, że Al nie zaprasza jej na organizowane przez familię Thorndonów bankiety i przyjęcia. Nawiasem mówiąc, bliskich krewnych miał zaledwie garstkę. Było tylko dwóch braci oraz wdowa po Thorndonie seniorze, która większą część roku spędzała w Europie.


NIEWINNY ŻART
Z trudem tłumiąc śmiech, Amelia Glenn wysiadła z windy na czternastym piętrze chicagowskiego biurowca i szczelniej zacisnęła poły beżowego płaszcza. Gdyby tylko mogli ją teraz zobaczyć znajomi z pracy! Nareszcie jakieś urozmaicenie po biurowej nudzie w firmie handlującej urządzeniami dla rolnictwa. Doprawdy, przyjaciółka mogłaby ją częściej prosi
 o takie przysługi.
Lśniące bransolety zadzwoniły tak głośno na przegubach jej rąk, że wywołało to zainteresowanie dwóch śpieszących do windy biznesmenów. Ciekawe, jak zareagowaliby, gdyby nagle rozchyliła płaszcz...
Maszerowała korytarzem, szukając drzwi z numerem 1411 kryjących siedzibę biura, do którego miała dostarczy
 specjalne przesłanie.
Najlepiej zrobiłaby to Kerrie, lecz zachorowała, dlatego ich wspólna przyjaciółka, Marla Sayers, poprosiła o przysługę właśnie ją, Amy. Nie było to nic nadzwyczajnego, po prostu chłopak Marli chciał zrobi
 kawał swojemu szefowi i wszyscy zgodnie uznali, że tylko Amelia ze swoją wspaniałą figurą może godnie zastąpi
 Kerrie. Rzeczywiście, zgrabna i opalona Amy mogłaby nawet w środku zimy reklamowa
 kostiumy plażowe. Kiedy szła tanecznym krokiem z długimi włosami spływającymi ciemną falą na ramiona, jasnymi oczami w oprawie ciemnych rzęs patrzącymi z twarzy o klasycznych rysach, z łatwością można by ją wzią
 za świeżo rozkwitłą nastolatkę.
Przekraczając próg biura, ze zdziwieniem stwierdziła, że nie ma w nim nikogo. Widocznie sekretarka poszła na lunch, pomyślała. Po raz pierwszy w życiu miała wykona
 takie zadanie, więc postarała się o najbardziej uwodzicielski uśmiech, na jaki ją było stać, i odetchnąwszy głęboko, śmiało pchnęła drzwi gabinetu prezesa. Najwyraźniej trafiła na małe zebranie. Potężnie wyglądający mężczyzna w koszuli, bez marynarki, ze skupioną miną pochylał się nad wykresami rozłożonymi na blacie dębowego biurka. Sprawiał wrażenie surowego i nieprzystępnego. Dwóch innych mężczyzn, wyglądających przy nim na chuderlaków, stało po obu stronach, z uwagą chłonąc każde jego słowo. Amy nie spodziewała się, że pan prezes Wentworth Carson okaże się aż takim kulturystą. Poza tym drobnym szczegółem wszystko zgadzało się z opisem, jaki przekazała jej Marla. Miała przed sobą biznesmena w każdym calu o nienagannych manierach, ale kompletnie obojętnego na kobiece wdzięki. Bez trudu rozpoznałaby go w tłumie, a przecież w żadnym wypadku nie można by go nazwać przystojnym. Miał wydatny nos, krzaczaste brwi i twardo zarysowany podbródek. W ogóle bardziej wyglądał na zapaśnika niż na szefa wielkiej korporacji budowlanej.
- Słucham panią? - Zmierzył ją przenikliwym spojrzeniem ciemnych oczu przesłoniętych opadającym na czoło pasmem niesfornej czarnej czupryny.
Na co Amy odpowiedziała przewrotnym uśmiechem:
- Mam przesłanie dla pana! – I odrzuciła płaszcz.
Dwóch mężczyzn przy biurku dosłownie zamarło z wrażenia, wpatrując się w nią szeroko otwartymi oczami, w których pojawił się wyraz niekłamanego podziwu. Natomiast ich potężny towarzysz wyprostował się i spiorunował ją wzrokiem. Amelia miała niezły głos, cho
 z pewnością nie stanowiłaby zagrożenia dla śpiewaczek słynnej Metropolitan Opera. Nucąc melodię urodzinowej piosenki i uwodzicielsko kręcąc biodrami, aż zalśniły cekiny kostiumu wschodniej tancerki, który skąpo okrywał jej ciało, ruszyła ku ciemnowłosemu kulturyście.
Jednak Wentworth Carson trwał nieporuszony jak skała. Co gorsza, miał taką minę, jakby chciał wyrzuci
 nieproszonego gościa przez okno. Amy potraktowała to jako wyzwanie. Roześmiała się gardłowym, namiętnym śmiechem, jak prawdziwa tancerka uniosła ramiona, podzwaniając bransoletami, i podbiegła ku niemu, zmysłowo wyginając ciało.

Napisz swoją opinię i oceń książkę

Przedstaw się



Twoja ocena


WYŚLIJ